|
Henryk Galus Społeczność
kaszubska Odrębność i
przynależność Gdańsk 2004, edycja
internetowa 2009 Prawa autorskie
zastrzeżone |
Część I. Identyfikacja i dążenia
Kaszubskie dylematy
Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. (2002-2004), s. 9 – 115
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. 2002-2004
Interpretacje wyników spisu ludności
Kontrowersje w sprawie kaszubskiej opcji narodowej
Kierunek dążeń organizacji kaszubskiej
Emancypacja kulturowa i polityczna
I. Status mniejszości etnicznej dla Kaszubów
II. Kaszubi w spisie powszechnym ludności (21.05. – 8.06.2002)
IV. Sytuacja Kaszubów oraz mniejszości narodowych na Pomorzu
Posiedzenie Komisji MNiE w Gdańsku (18.5.2004)
V. Wokół projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych
Wspólne posiedzenie trzech komisji
sejmowych (16.06.2004)
Terytorium
kaszubskie i ludność
Autoidentyfikacja i syndrom kaszubskości
Obszar językowy kaszubszczyzny
Obszar autoidentyfikacji kaszubskiej
Typologia etniczna gmin i miast
Charakter społeczności kaszubskiej
Aneks. Kwestia nazwy i
terytorium województwa pomorskiego
List prof. Abdona Stryszaka z 1987 r.
W toku moich prac nad studium współczesnego
społeczeństwa regionalnego na Pomorzu wyodrębniona została społeczność kaszubska.
Za punkt wyjścia do rozwinięcia tego wątku uznałem zebranie moich
dotychczasowych prac na ten temat. Okazało się jednak, że sam ten zbiór jest
bardzo obszerny, zwłaszcza że trzeba było wziąć pod uwagę również materiały
źródłowe, które były pomocne do opracowań podstawowych, przygotowywanych w
związku z udziałem w pracach zespołu
socjologów z Komisji Socjologicznej Gdańskiego Towarzystwa Naukowego,
zajmującego się w latach 1986-1989 tematem: „Etniczność jako czynnik
strukturalny społeczności lokalnych. Kulturowo-etniczne, strukturalne i
świadomościowe aspekty społeczności kaszubskich.”
W tej sytuacji zdecydowałem się zredagować osobną
książkę poświęconą społeczności kaszubskiej, poszerzywszy wcześniejsze
opracowania z lat 1988-1990 o nowe teksty. Zawierają one analizy i
refleksje dotyczące nowych zjawisk społeczno-kulturowych w zbiorowości Kaszubów
i tendencji w ruchu kaszubskim, jakie zarysowały się zwłaszcza w pierwszych
latach XXI wieku. Wymagały one
także powrotu do badań z lat 1986-1989,
ich ponownej analizy i nawet weryfikacji niektórych wyników tych badań.
W pierwszej części pt. „Identyfikacja i dążenia”
zostały umieszczone właśnie nowe opracowania. Książkę otwiera, napisany w 2004
r., szkic pt. „Kaszubskie dylematy”, poświęcony analizie sporów w ruchu
kaszubskim o kierunek dążeń rozwojowych społeczności kaszubskiej. Obok bowiem
dotychczasowej opcji etniczno-regionalnej znalazła swoich rzeczników opcja
mniejszości etnicznej czy wręcz odrębności narodowej Kaszubów. Znalazło to
odbicie także w spisie ludności w 2002 r. i interpretacji
jego wyników na Pomorzu w aspekcie danych o przynależności narodowościowej i języku
używanym w domu. Interesującym dodatkiem do szkicu jest obszerna dokumentacja
sporu toczącego się w kręgach elity Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach
2002-2004.
Następny szkic pt. „Pozycja Kaszubów na Pomorzu”, napisany też w 2004 r., zawiera analityczne
uwagi o badaniach Marka Latoszka z lat 1986-1989 na temat lokalizacji i
liczebności Kaszubów. Zostały one jednak sformułowane głównie pod kątem
korekty kategorii badawczych przy
ewentualnym podjęciu podobnych badań po kilkunastu latach. Kolejny szkic w tej
części tomu pt. „Cechy etniczne i kulturowe Kaszubów” powstał w 2002 r. i
został uzupełniony w lipcu 2004 r. Jest to szczegółowa analiza studium Brunona
Synaka z 1988 r. na temat tożsamości kaszubskiej, wskazująca zwłaszcza, że w
tym badaniu tożsamość kaszubska została
wyłączona z szerszego kontekstu kulturowego.
Cała druga część książki, nosząca tytuł „Ograniczenia
ciągłości kulturowej”, to zbiór prac, które powstały głównie na kanwie własnych
badań empirycznych autora, przeprowadzonych w latach 1986-1989 w sześciu
miejscowościach (w Kartuzach, Żukowie, Gdańsku-Osowej, Rzucewie, Strzelnie i
Wejherowie) na temat międzypokoleniowego przekazu języka, kultury i świadomości
etnicznej w społecznościach kaszubskich. Są to teksty z 1988 r. o mechanizmach
tego przekazu i o koncepcjach edukacji
regionalnej na Kaszubach i Pomorzu (z tomu prac pt. „Dziecko w zbiorowościach
regionalnych na przykładzie Kaszub”, wydanym w 1992 r. przez Uniwersytet
Gdański), o kontynuacji tożsamości kaszubskiej po 1945 r. (z „Przeglądu
Zachodniego” nr 2/1990), o wynikach badań międzypokoleniowego przekazu kulturowego
i tożsamości etnicznej młodzieży na Kaszubach (z pracy zbiorowej „Kaszubi.
Monografia socjologiczna” wydanej w 1990 r. przez Uniwersytet Warszawski i WSP
w Rzeszowie). W aneksach do tych tekstów zamieszczono dodatkowo materiały
dokumentacyjne.
Gdańsk,
lipiec 2004
Kaszubskie
dylematy
Po przemianie ustrojowej w Polsce w 1989 r. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie w ciągu pierwszej dekady III RP z powodzeniem dostosowywało się do zmienionych warunków i korzystało z możliwości swobodnego rozwijania swojej działalności. Stopniowo jednak w środowisku ZK-P narastały rozbieżności w pojmowaniu roli Zrzeszenia. Rodziły się one w nawiązaniu do tradycyjnych orientacji w ruchu kaszubskim, a dotyczyły współczesnego rozumienia tożsamości i aktualnych dążeń rozwojowych społeczności kaszubskiej. Podłoże nasilenia tych różnic stanowiła transformacja ustrojowa Polski oraz pokoleniowa zmiana w ruchu kaszubskim.
Spór programowy
w Zrzeszeniu w latach 2002-2004
zogniskował się wokół podstawowej kwestii: pojmowania charakteru społeczności
kaszubskiej. Obok bowiem zasadniczo nie kwestionowanej dotąd w ZK-P opcji
uznającej Kaszubów, mimo ich pewnej odrębności etniczno-kulturowej, za
integralną część polskiej społeczności narodowej, została wysunięta (przez
część działaczy skupiających się wokół wiceprezesa Zrzeszenia Artura
Jabłońskiego) opcja głosząca, że Kaszubi stanowią społeczność odrębną od narodu
polskiego i powinni mieć status
mniejszości etnicznej czy
wręcz mniejszości narodowej. Akcję na
rzecz realizacji drugiej opcji jej rzecznicy zintensyfikowali w związku ze
wznowionymi na początku 2002 r. w Sejmie IV Kadencji pracami nad ustawą o
mniejszościach narodowych i etnicznych
oraz przygotowaniami do spisu powszechnego ludności w maju-czerwcu 2002
r. z przewidzianym postawieniem w nim pytań o przynależność narodowościową i
używany język w kontaktach domowych.
Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych był już przygotowywany w Sejmie poprzedniej kadencji, ale nie przeszedł procedury ustawodawczej. Wówczas Zrzeszenie po raz pierwszy podnosiło problem pominięcia w tym dokumencie Kaszubów, ale nie formułowało jeszcze wtedy konkretnego postulatu w tej sprawie. W uchwale ZG ZK-P z 26 czerwca 1999 r. stwierdzono m.in.: Prezentowany projekt, zgłoszony przez sejmową Komisję Mniejszości Narodowych i Etnicznych ma wiele wad. Po pierwsze, co jest najważniejsze dla naszego środowiska, wbrew nazwie reguluje on niemal wyłącznie sprawy mniejszości narodowych. Na taki duch ustawy wskazuje także uzasadnienie, gdzie wymieniono niemal wyłącznie mniejszości narodowe, a za etniczne uznano grupy bezpaństwowe. Pominięcie Kaszubów oznacza w tym przypadku, że ustawodawca nie przewidział, iż będzie ona obejmowała także naszą społeczność. Uważamy to za niesłuszne, niesprawiedliwe.[1] Wtedy w ZK-P w stosunku do Kaszubów posługiwano się jeszcze pojęciem „grupy etnicznej”, a nie terminem „mniejszości etnicznej”, który ma ustalone znaczenie prawne.
Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu IV kadencji zgłosiła swój projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w dniu 11 stycznia 2002 r. Zwraca uwagę, że nastąpiło to wkrótce po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka wyrokiem z dnia 20 grudnia 2001 r. jednogłośnie stwierdził, że sądy polskie, odmawiając zarejestrowania stowarzyszenia o nazwie „Związek Ludności Narodowości Śląskiej” nie naruszyły Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. W aktach prawnych państwa polskiego dotyczących składu narodowościowego nie ma bowiem narodowości śląskiej. To zapewne spowodowało, że w zgłoszonym projekcie ustawy i jego uzasadnieniu zachowano dotychczasowy wykaz przewidywanych do uznania przez ustawodawcę mniejszości narodowych i etnicznych, nie uwzględniając w nim Ślązaków i Kaszubów, choć opinia jednego z polskich ekspertów do poprzedniego projektu ustawy takie rozszerzenie wskazywała. W wykazie tym wymieniono 9 mniejszości utożsamiających się z narodami zorganizowanymi we własnym państwie: białoruską, czeską, litewską, niemiecką, ormiańską, rosyjską, słowacką, ukraińską i żydowską, a także 4 tzw. mniejszości bezpaństwowe: karaimską, romską (cygańską), tatarską i łemkowską (część społeczności łemkowskiej, która uznaje się za grupę odrębną od narodu ukraińskiego).[2]
Tu od razu trzeba zwrócić uwagę na niewystarczające określenie w dokumentach komisji różnic między mniejszościami narodowymi i mniejszościami etnicznymi. Istota tej różnicy nie polega tylko na tym, że mniejszości etniczne są bezpaństwowe w tym sensie, że nie istnieją odrębne państwa danych zbiorowości etnicznych. Rzecz przede wszystkim w tym, że mniejszości narodowe czują się częścią społeczeństw narodowych o złożonym stopniu integracji i rozwiniętym systemie kulturowym, podczas gdy mniejszości etniczne nie mają takiego zagranicznego powiązania i same stanowią społeczności o prostych formach integracji i o kulturze raczej cząstkowej, niesamodzielnej, niekiedy nawet bez własnego piśmiennictwa. Natomiast osoby z obu kategorii mniejszości łączy to, że są obywatelami polskimi, z wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami, a więc podlegają także integracji na płaszczyźnie polskiej kultury narodowej przynajmniej w zakresie obowiązkowej edukacji i posługiwania się językiem urzędowym.
Wymienione w dokumentach komisji sejmowej cztery mniejszości etniczne (karaimska, łemkowska, romska, tatarska) są historycznie związane z narodowością polską i państwem polskim z racji długotrwałego zamieszkiwania na części jego terytorium, głównie na Kresach Wschodnich. Mają bardzo wyrazistą odrębność etniczną i tradycjonalną swoistość kulturową.
Zgoła inny charakter, niż wymienione kategorie mniejszości narodowych i etnicznych, mają społeczność śląska i społeczność kaszubska, którym grupy działaczy podsuwają idee odrębności etnicznej czy wręcz narodowej oraz zamiar osiągnięcia statusu mniejszości, z wynikającymi z tego uprawnieniami i przywilejami. Są to przecież zbiorowości historycznie współkształtujące polskie społeczeństwo narodowe i państwowe, zachowując do dziś pewne odrębności o charakterze bardziej regionalno-kulturowym, niż etnicznym czy narodowym. Pewien zakres odrębności regionalno-kulturowej występuje zresztą nie tylko na Śląsku czy Pomorzu, lecz także u polskiej ludności rodzimej Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza, Warmii i Mazur, czy pochodzącej z Kresów Wschodnich. Regionalne czy etnograficzne wartości kulturowe są chronione – i mogą być jeszcze lepiej wspierane – w ramach dbałości o dorobek polskiego społeczeństwa narodowego.
Nowy komisyjny projekt ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych był
rozpatrywany przez Sejm w pierwszym czytaniu już w lutym 2002 r. i został
skierowany do dalszych prac w kilku komisjach sejmowych. W tym czasie jednak
ZK-P nie podjęło jeszcze zdecydowanych działań w kierunku uwzględnienia
Kaszubów w tym akcie. Natomiast krąg działaczy ZK-P mieniących się zwolennikami
idei odrębnej narodowości kaszubskiej wkrótce rozpoczął kampanię na rzecz
zachęcania Kaszubów do wpisywania kaszubskiej przynależności narodowej i
używania języka kaszubskiego w formularzach zbliżającego się spisu powszechnego
ludności w dniach 21.05. - 8.06.2002 r. Przeciwne temu stanowisko ZK-P
prezentował w wypowiedziach publicznych i wywiadach prasowych prezes Brunon
Synak.[3] Stwierdzał, że
większość Kaszubów ma poczucie polskiej
przynależności narodowej a jednocześnie poczucie kaszubskiej tożsamości, co
może zaznaczyć w spisie, podając używanie w domu języka kaszubskiego. Natomiast
ubolewał, że w formularzu spisowym nie przewidziano kategorii
etniczno-regionalnej.
Dopiero w dwa miesiące po zakończeniu powszechnego spisu ludności delegacja Zarządu Głównego ZK-P na czele z wiceprezesem Arturem Jabłońskim w dniu 10 września 2002 r. na posiedzeniu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP przedłożyła wniosek w sprawie przyznania Kaszubom statusu prawnego mniejszości etnicznej.[4] Delegacja powołała się m.in. na szacunki wyników spisu, według których 10-20 tys. osób mogło podać swoją przynależność do narodowości kaszubskiej. Następnego dnia po posiedzeniu komisji w „Dzienniku Bałtyckim” ukazały się informacje i wypowiedzi członków delegacji o udanej misji delegacji, chociaż komisja powstrzymała się od przegłosowania poparcia wniosku o uznanie Kaszubów za mniejszość etniczną, a w toku obrad wysunięty został projekt zaspokojenia aspiracji społeczności kaszubskiej w dziedzinie ochrony własnego języka w innej formie prawnej, niż status mniejszości etnicznej.
Projekt ustawy został oparty na założeniach Europejskiej Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych z 1 lutego 1995 r., którą Polska ratyfikowała w 2000 r. i z dniem 1 kwietnia 2001 r. stała się stroną tej konwencji. Natomiast wariant rozwiązania proponowanego dla Kaszubów miałby być oparty na Europejskiej Karcie języków regionalnych lub mniejszościowych z 1992 r., która dopiero musiałaby przejść dość złożoną i dość długą procedurę ratyfikacyjną (Sejm, Senat, Prezydent). Istotna różnica między tymi konwencjami polega na tym, że w pierwszej konwencji przedmiotem ochrony są prawa osób należących do mniejszości, a w drugiej – języki regionalne lub mniejszościowe.
Tymczasem fakt złożenia przez delegację ZG ZK-P w komisji sejmowej wniosku o status mniejszości etnicznej dla Kaszubów wyraźnie zaskoczył społeczność kaszubskiej i spotkał się z krytyczną reakcją ze strony części znanych działaczy kaszubskich. Do konfrontacji doszło podczas dyskusji, zorganizowanej w redakcji „Pomeranii” już 4 października 2002 r., której zapis wydrukowano w numerze 10/11 tego miesięcznika.[5]
Prezes i wiceprezes ZK-P uzasadniali zgłoszenie wniosku w komisji sejmowej obawą o szybkie uchwalenie ustawy z pominięciem w niej Kaszubów i pozbawieniem ich zdobytych uprawnień w zakresie nauczania języka kaszubskiego w szkołach, dostępu do mediów publicznych oraz wsparcia finansowego działalności kulturalnej i wydawniczej ZK-P. Podkreślano też, że objęcie Kaszubów statusem prawnym mniejszości etnicznej ułatwi korzystanie ze środków Unii Europejskiej oraz zapewni ochronę w prawie międzynarodowym. Zdecydowano się na status mniejszości etnicznej, gdyż nie można było posłużyć się nie stosowaną w tym zakresie formułą grupy etnicznej. Prezes Brunon Synak zaznaczał, że być może dojdzie do przyjęcia odpowiedniej dla Kaszubów Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych.
Krytycy tych poczynań nie akceptowali dążenia do zmiany statusu Kaszubów i traktowania ich jak mniejszości etnicznej. Mówili, że nie chcą się z tego tłumaczyć w swoich środowiskach i powątpiewali, czy ZK-P w ogóle miał mandat do występowania z takim wnioskiem. Podkreślali, że Kaszubi czują się częścią narodu polskiego i nie należy tego zmieniać, ani wyolbrzymiać pewnych odmienności kulturowych tej społeczności etnicznej i regionalnej. Kaszubi dla zaspokojenia swoich potrzeb kulturalnych mogą korzystać ze wsparcia państwa na dotychczasowych zasadach.
Wobec kontynuowania pod koniec listopada 2002 r. przez sejmową Komisję MNiE analiz wprowadzenia w Polsce Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych oraz prowadzenia międzyresortowych uzgodnień w tym zakresie – z jednej strony, a z drugiej strony wobec przenikania do kręgów ZK-P wiadomości z opracowań wyników spisu ludności o mniejszej niż się spodziewano deklaracji kaszubskiej narodowości i używania języka kaszubskiego – Rada Naczelna ZK-P na posiedzeniu w dniu 30 listopada 2002 r. w podjętej uchwale zajęła bardziej umiarkowane stanowisko.[6] Opowiedziała się mianowicie za szybkim uchwaleniem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym na podstawie ratyfikacji Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych, z zaznaczeniem, że status języka regionalnego dotyczyłby języka kaszubskiego. O tej zmianie stanowiska ZK-P w sprawie statusu Kaszubów poinformowano dopiero 6 grudnia w „Dzienniku Bałtyckim” na łamach kaszubskiej kolumny pt. „Norda”.
Kontrowersje programowe w ZK-P zostały wznowione po ogłoszeniu w połowie 2003 r. wyników spisu ludności w zakresie deklaracji przynależności narodowej i używanego języka domowego.[7] Dały one bowiem asumpt do ponownej konfrontacji stanowisk.
W
formularzu spisowym pytano o przynależność narodową przy następującym
zdefiniowaniu narodowości: Narodowość jest deklaratywną (opartą na
subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego
związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na
pochodzenie rodziców) z określonym narodem.
Według danych GUS 5,1 tys. osób zaliczyło się do narodowości kaszubskiej, w tym 4,9 tys. w województwie pomorskim. W ogóle nie było takich wskazań w województwie zachodniopomorskim, choć istnieją tam oddziały ZK-P w Koszalinie i Szczecinie. Natomiast w województwie kujawsko-pomorskim, gdzie istnieje 6 oddziałów ZK-P (w Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Tucholi i Świeciu oraz w miejscowości gminnej Bukowiec w powiecie świeckim) kaszubską przynależność narodowościową podało 29 osób. W komentarzach GUS określano to jako „przynależność do społeczności kaszubskiej”. (Podobnie określono też w wydawnictwach GUS 173 tys. osób, które podały przynależność do narodowości śląskiej). Warto tu dodać, że w spisie ludności odnotowano, że w województwie pomorskim jest 3 tys. osób narodowości ukraińskiej i 2,3 tys. osób narodowości niemieckiej, w województwie zachodniopomorskim – 3,9 tys. osób narodowości ukraińskiej i 1,2 tys. osób narodowości niemieckiej, a w województwie kujawsko-pomorskim – 0,2 tys. osób narodowości ukraińskiej i 0,7 tys. osób narodowości niemieckiej.
Z kolei według danych GUS 52,6 tys. osób w województwie pomorskim podało w oświadczeniu spisowym używanie języka kaszubskiego w kontaktach domowych. W innych województwach uczyniło to 100 osób, w tym 22 osoby w województwie kujawsko-pomorskim, a nikt w województwie zachodniopomorskim. Należy tu też dodać, że w województwie pomorskim 12,2 tys. osób stwierdziło używanie języka niemieckiego w kontaktach domowych, w województwie kujawsko-pomorskim - 5,5 tys. osób, a w województwie zachodniopomorskim 0,2 tys. osób, podczas gdy w tych trzech województwach liczba osób posługujących się językiem ukraińskim była znacznie mniejsza od liczy osób deklarujących narodowość ukraińską.
Jak widać w spisie ludności w 2002 r. parokrotnie mniej osób zadeklarowało odrębną narodowość kaszubską, niż się spodziewali rzecznicy tej opcji w ZK-P.
Wyniki spisu potwierdziły również, że Kaszubi powszechnie posługują się polskim językiem narodowym, a liczba osób, które w spisie ludności stwierdziły używanie w domu kaszubskiego języka etnicznego okazała się kilkakrotnie mniejsza niż w badaniach ankietowych Marka Latoszka w latach 1987-1988. Nie należy jednak traktować tych faktów jako zupełnie zaskakujących, czy zwłaszcza poważnie podważających wiarygodność wyników badań socjologicznych sprzed kilkunastu lat. Zjawiska etniczne i kulturowe, łącznie z aktami identyfikacji i używania mowy etnicznej, mają charakter dynamiczny, podlegają okresowemu wzmocnieniu lub osłabieniu, a niekiedy także zanikowi, z często z przyczyn trudnych do wyjaśnienia.
Dane ze spisu ludności o używaniu języka kaszubskiego w kontaktach domowych przez 52,6 tys. osób w województwie pomorskim urealniają obraz obecnego stanu rzeczy, który nierzadko bywał wyolbrzymiany. Można zasadnie wiązać tę liczbę ze środowiskiem rodzin kaszubskich, posyłających w 2002 r. ponad 3 tysiące dzieci do szkół prowadzących od kilku lat dodatkowo naukę języka kaszubskiego w wymiarze trzech godzin tygodniowo w około 50 miejscowościach przeważnie w powiatach puckim, wejherowskim, kartuskim i kościerskim.[8] Dane spisowe mówią oczywiście o używaniu w domu mowy kaszubskiej. Wiceprezes ZK-P, Artur Jabłoński, w jednym z wywiadów, odpowiadając na uwagę, iż miesięcznik ZK-P „Pomerania” nie ukazuje się po kaszubsku, stwierdził, że tylko sto kilkadziesiąt osób posiada umiejętność czytania i pisania po kaszubsku.[9]
Trzeba brać pod
uwagę pomniejszanie się w powiatach kaszubskich kręgu osób odczuwających
odrębność etniczono-kulturową w wyniku naturalnego procesu asymilacji. Wszakże
asymilacja bywa też świadomym dążeniem,
realizowanym na podstawie subiektywnego
wyboru własnego, a nie zewnętrznego nacisku, czy przymusu. Odwrotnością procesu
asymilacji, jest wzmocnienie poczucia odrębności etniczno-kulturowej, dążenie do pełnej autonomizacji i alienacji.
W tym kierunku prowadzi wybór opcji kaszubskiej mniejszości etnicznej czy
narodowej.
Prezes ZK-P Brunon Synak w swoim komentarzu do wyników
spisu ludności uznał, że zafałszowały one rzeczywistość.[10] Stwierdził, że
liczba osób, które określiły swą narodowość kaszubską jest niska, ale i tak
zawyżona. Kaszubi - pisał autor
komentarza - w przygniatającej większości (a mówię to na podstawie badań
socjologicznych) mają poczucie polskiej narodowości, ale jednocześnie posiadają
silną tożsamość etniczną. Kwestionariusz spisowy nie dawał żadnej możliwości
takiego podwójnego, narodowo-etnicznego, samookreślenia siebie. W związku z tym
część Kaszubów, chcąc pokazać swoją regionalno-etniczną odrębność, deklarowała
narodowość „inną niż polską”. Sądzę też, że część Kaszubów deklarowała odrębną
narodowość na zasadzie przekory, jako możliwość dania pełnego wyrazu własnej odrębności,
po wcześniejszych okresach upokorzeń i dyskryminacji. Z kolei autor
komentarza obwinił komisarzy spisowych za stosunkowo niską liczbę osób
wskazujących używanie języka kaszubskiego.
Zgoła odmienny punkt widzenia zaprezentował na
łamach „Pomeranii” wiceprezes ZK-P Artur Jabłoński.[11] Przedstawił się on jako jeden z 5100 tych, którzy
zaliczyli się do narodu kaszubskiego i uznał to za dobrą podstawę kreacji
narodu kaszubskiego. Jestem pewien – pisał autor artykułu - że przyjęcie opcji narodowej jest
najlepszą formułą ochrony i rozwoju kaszubskiego potencjału kulturowego. Każdy
Kaszuba dokonać musi w tej kwestii subiektywnego wyboru. Nie powinniśmy przy
tym okazywać wrogości ani sobie wzajemnie, ani też szukać wrogów poza naszą
społecznością. Szczególnie młode pokolenia nie powinny już akcentować krzywd z
przeszłości. Stwórzmy nowy wzór zachowań: ofensywno-konstruktywny, który
pozwoli zbudować powszechnie kaszubską świadomość narodową bez popadania w
wewnętrzny konflikt i zewnętrzne antagonizmy. W tym celu prowadźmy politykę
uznania różnorodności narodowej polegającej na współodpowiedzialności z nasz
region i państwo, przy zachowaniu własnej podmiotowości. Tylko zaplanowane i
długotrwałe działania na rzecz kaszubskiej idei narodowej mogą przynieść
spodziewane efekty. Musza one zostać pozbawione cech akcyjności, by sama idea
nie stała się z czasem czymś marginalnym. Przykład kilkunastu lat pracy nad
kształtowaniem świadomości w kwestii naszego stosunku do języka kaszubskiego pokazuje, że wszelkie zmiany
zachodzić powinny w sposób ewolucyjny, co czyni je bardziej trwałymi i
ugruntowanymi.
Następnie autor sformułował cały pakiet żądań: Domagamy
się określenia naszego statusu w Polsce, postulujemy o pomoc finansową państwa
w wydawaniu naszych podręczników, czasopism i przy realizacji audycji
telewizyjnych czy radiowych, twórzmy strategię dla rozwoju języka, uczyńmy
kaszubski językiem urzędowym, bądźmy aktywni w samorządach, domagajmy się
gospodarczo-kulturowej autonomii, rozumianej jako uniezależnienie się
województwa kaszubsko-pomorskiego od państwa o centralistycznych zapędach
rządowych urzędników. A wszystko to po to, by dzięki naszemu wielowiekowemu
dziedzictwu stać się pełnoprawnym partnerem w Zjednoczonej Europie
Regionów.
Przeciwnicy orientacji prezentowanej przez Artura
Jabłońskiego zareagowali stanowczym i krytycznym listem otwartym do prezesa
Brunona Synaka i Rady Naczelnej ZK-P z 26 października 2003 r. Wśród pierwotnej
grupy 12 autorów i sygnatariuszy listu znaleźli się m.in. profesorowie Gerard
Labuda i Józef Borzyszkowski oraz publicyści: Tadeusz Bolduan, Stanisław Pestka
i Kazimierz Ostrowski.[12]
Autorzy listu uznali, że należy przerwać milczenie
wokół spraw budzących niepokój, aby nie utwierdzać innych jeszcze bardziej w
przekonaniu, co do słuszności głoszonych
racji i sądów, wyjaśniając że: Chodzi o „racje” i „koncepcje”
dotyczące Kaszubów i przyszłości kaszubszczyzny, ujawniane nie tylko na łamach
„Òdrodë”, ale także w mediach publicznych. Ich zagęszczenie i
oddziaływanie budzi nie tylko nasz niepokój. Mamy bowiem do czynienia z samozwańczymi
kreatorami (de facto uzurpatorami) narodu kaszubskiego. Okazją do nasilenia
przez nich narodowościowych deklaracji i żądań stał się ostatni spis powszechny.
Autorzy wyrazili zdumienie z
powodu braku dobitnej reakcji na to kierowniczych gremiów ZK-P.
Zaniechanie polemiki z tego
rodzaju ekstremami (...) – napisano
w liście - prowadzi do osłabienia i rozbicia naszej organizacji, do
zniechęcenia rzesz działaczy w pracy organicznej. Istotną cecha społeczności
zrzeszonej, a zwłaszcza jej gremiów kierowniczych, było i winno być nadal
działanie w zgodzie z ideałami pracy organicznej, służby społecznej –
rozwiązywanie najpilniejszych i długofalowych zadań, a nie własne, często
indywidualne lub partyjne interesy, realizowane w samorządach i parlamencie,
może nadto oderwanych od realiów życia i pracy.
Działania owych
ekstremalnych grup, składających się z ludzi ogarniętych gorączką narodową,
regionalną, prowadzą do spychania społeczności kaszubskiej, a i kociewskiej,
samego Zrzeszenia, do społecznego skansenu. Powoływanie się przez nich na
ideały Unii Europejskiej jest nadużyciem, bowiem realia zachodnio-europejskie
są z gruntu odmienne. Kaszubi, żeby być sobą, zachować i rozwijać swój język,
nie muszą być narodem. (...)
Szokujące jest zapominanie
o przeszłości, wręcz jej fałszowanie, zaprzeczanie choćby wynikom badań socjologicznych,
potwierdzających dotąd słuszną drogę
ZK-P. Wypadałoby, by wszyscy członkowie gremiów kierowniczych ZK-P
pomyśleli o statutowych założeniach, o uchwałach kongresów i walnych zjazdów,
by nie ulegali ekstremom, nie milczeli – zabierając głos jedynie pytani przez media,
które w pogoni za sensacją i tak eksponują właśnie skrajne poglądy.
W drugiej części listu jego
autorzy jednoznacznie zażądali
odrzucenia przez władze ZK-P kaszubskiej opcji narodowej:
Oczekujemy stanowczej
reakcji na „narodnicki nacjonalizm” oraz większego dystansu do politykierstwa. ZK-P
zdawało dotąd egzamin w trudnych chwilach, cieszy się nadal społecznym
autorytetem. Społeczeństwo kaszubsko-pomorskie oczekuje od nas większej
pragmatyczności i odpowiedzialności za wizje przyszłości i jej bieżącą
realizację. Przywoływane 5 tys. głosów ze spisu powszechnego nie oznacza, iż
ich autorzy wyrażają przekonanie do idei narodowej. Jesteśmy pewni, że
większość z nich podziela nasze zrzeszeniowe pojęcie jedności
kaszubsko-pomorsko-polskiej.
Nie wolno Kaszubów
oddzielać od naszych polskich korzeni, źródła siły; od udziału w ogólnopolskim
dorobku dziejowym, nie tylko kultury, jak również skazywać na życie w izolacji,
do czego faktycznie prowadzą propozycje red. naczelnego „Pomeranii” zarazem
wiceprzewodniczącego ZK-P! Sądzimy, że już czas, by ci, którzy mijają się z
ideami ZK-P i nie utożsamiają się z zawartymi w niej wartościami, skorzystali z
wolności pracy na własny rachunek, na osobistą odpowiedzialność.
Jesteśmy przecież za
rozwojem, nie tylko za utrzymaniem języka, ale także za podnoszeniem poziomu
cywilizacyjnego naszego regionu, naszej kultury umysłowej. W duchu idei
europejskich, pamiętając o wskazaniach Jana Pawła II, jesteśmy za łączeniem, a
nie wykluczaniem; za zjednywaniem dla idei kaszubsko-pomorskiej nie tylko
wszystkich mieszkańców Kaszub i Pomorza. ZK-P winno służyć łączeniu Kaszubów i
innych mieszkańców Pomorza w Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej. Tymczasem
działalność owych kreatorów narodu kaszubskiego dzieli także samych Kaszubów,
nie odnosi się do realiów i świadomości społeczności regionu.
W zaostrzonym sporze programowym, toczącym się w kręgu
czołowych działaczy ZK-P, Rada Naczelna ZK-P w uchwale z 13 grudnia 2003 r.
zajęła stanowisko pośrednie, umiarkowane.[13] Z jednej strony
więc podkreśliła, że Zrzeszenie jest miejscem dla ludzi o różnych rodzajach
tożsamości etnicznej i nikomu nie można zabierać ani narzucać identyfikacji
etnicznej czy narodowej, gdyż tożsamość jest sprawą własnej autodefinicji,
opartej na genealogii, indywidualnych doświadczeniach, więzach kulturowych i poczuciu
grupowej przynależności. Rada Naczelna uznała też, że dyskusja na te tematy w
ZK-P jest potrzebna, ale nie tyle dotycząca pytania „kim są Kaszubi?” (bo to
już było tematem wielu badań), lecz w jakim kierunku idą przekształcenia tej
społeczności, a przede wszystkim – jakie ma być Zrzeszenie w sytuacji
współczesnych przemian cywilizacyjnych, kulturowych i politycznych Europy.
Z drugiej strony zaś Rada Naczelna potwierdziła
dotychczasową opcję programową i sprzeciwiła się instrumentalnemu wykorzystywaniu
ZK-P przez rzeczników kaszubskiej opcji narodowej. Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie – napisano w końcowej części uchwały - jest
organizacją regionalno-etniczną, otwartą na całe bogactwo kulturowe Pomorza –
zarówno ludności rodzimej jak i przybyszów – którego najbardziej wyrazistym
rdzeniem jest społeczność kaszubska, głęboko wrośnięta w polską tradycję
narodową. Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu Zrzeszenia do
kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań byłby szkodliwy,
krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący ich i samo
Zrzeszenie na społeczną marginalizację.
Wydaje się, że sprzeciwiając się instrumentalnemu
wykorzystywaniu ZK-P przez rzeczników kaszubskiej opcji narodowej, wzięto pod
uwagę także prawny aspekt problemu. Obecny statut bowiem nie określa ZK-P jako stowarzyszenia
osób poczuwających się do kaszubskiej przynależności narodowościowej, a tak
zmieniony statut nie miałby szans rejestracji, podobnie jak to
było w przypadku Stowarzyszenia Ludności Narodowości Śląskiej.
Stanowisko zajęte przez Radę Naczelną ZK-P spowodowało
złagodzenie wystąpień publicznych zwolenników kaszubskiej opcji narodowej. W
ich wypowiedziach w mediach, obok kontynuacji polemik, pojawił się także ton pojednawczy.[14]
Przytoczone
fragmenty ostrych polemik wskazują, że w
grę tu wchodzi przede wszystkim odmienne
formułowanie interesu grupowego i dążeń
społeczności kaszubskiej, a także sposobów ich osiągania. Widoczna jest
też na tym tle rywalizacja o pozycje autorytetu w grupie i na zewnątrz niej,
rywalizacja przebiegająca na
płaszczyźnie pokoleniowych różnic i zasobów doświadczeń życiowych. Ta gra żywi
się też pewnym, rzeczywiście występującym w tej dziedzinie mętlikiem pojęć w
języku polityki, prawa i nauk społecznych, anachronicznym rozumieniem lub nieadekwatnego
użyciem pojęć, a także instrumentalnym wykorzystywaniem ich wieloznaczności.
Spór programowy o „kierunek przekształceń”
społeczności kaszubskiej jest na razie sporem wewnątrz elity Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego,
raczej nie wciąga on szerszych kręgów środowiska kaszubskiego, a „spisowi
optanci” narodowości kaszubskiej nie tworzą odrębnego stowarzyszenia. Problem
rozbieżnych dążeń grup działaczy ZK-P
nie przenika na szersze forum społeczne, choć grupy te szukają poparcia polskiej opinii publicznej dla głoszonych
racji. Prasa krajowa potraktowała problem w kategoriach wydarzenia lokalnego na
Pomorzu i nie poświęciła mu większej uwagi, z wyjątkiem paru specjalistycznych
pism.
W istocie rzeczy rozbieżne dążenia, o których mowa, to
przecież przede wszystkim problem samego ZK-P i społeczności kaszubskiej.
Debata zaś nad tym problemem na szerokim forum publicznym mogłaby stać się
niepożądaną presją z zewnątrz. Nie sugerując zatem konkretnej opcji, warto
jednak zwrócić uwagę na kilka aspektów dążności rozwojowych społeczności
kaszubskiej.
Otóż określanie przez socjologów ludności kaszubskiej mianem grupy
etniczno-kulturowej na Pomorzu nie stoi w sprzeczności z powszechnie uznawaną jej
przynależnością do narodu polskiego. Naród, nie tylko w sensie politycznym
(społeczeństwa obywateli), ale także w sensie kulturowym (wspólnoty
językowo-kulturowej) nie jest zbiorowością homogeniczną. Sam język narodowy,
który jednocześnie jest językiem urzędowym i przedmiotem obowiązkowego
kształcenia, ma zróżnicowane odmiany regionalne. W skład narodu wchodzą zarówno
grupy o wysokim poziomie wykształcenia i uczestnictwa w kulturze, jak i grupy
tkwiące w kulturze popularnej, czy ludowej, a także społeczności etniczne o
różnym stopniu odrębności, ale pragnące przynależeć do szerszej wspólnoty
kulturowej, a zarazem wspólnoty politycznej, jaką stanowi naród posiadający
państwo. Taką pozycję w społeczeństwie i państwie polskim ma dotychczas
kaszubska społeczność etniczno-regionalna, która w III RP korzysta z subwencji
oświatowej na naukę języka kaszubskiego w szkołach oraz funduszy na ochronę
dziedzictwa i rozwój kultury.
Zrealizowanie wysuwanego w kręgach ZK-P żądania
objęcia Kaszubów uregulowanym prawnie statusem osób należących do mniejszości
etnicznej czy narodowej oznaczałoby postawienie Kaszubów w nowym położeniu w stosunku
do społeczeństwa polskiego na Pomorzu. Następuje bowiem pewna polityzacja tej
relacji. W sensie polityczno-prawnym przez mniejszość rozumie się grupę obywateli
państwa o odrębnym pochodzeniu, tradycyjnie zamieszkałą na terytorium
państwowym, pozostającą w stosunku mniejszości do reszty obywateli,
charakteryzującą się dążeniem do zachowania swojego języka, obyczajów,
tradycji, kultury, religii, świadomości narodowej lub etnicznej. Jednak regulacje
prawne odnoszą się nie do grup, lecz jednostek, określają prawa i obowiązki
obywateli należących do mniejszości. Mogą oni wszakże tworzyć organizacje dla
wspólnego korzystania z uprawnień. Deklarowanie przynależności do mniejszości
narodowej czy etnicznej jest aktem
wyboru jednostki. Władza ustawodawcza zaś stanowi, jakie mniejszości państwo
uznaje. Oprócz mniejszości objętych zobowiązaniami z traktatów między
państwami, dotyczy to także innych grup obcego pochodzenia długotrwale
mieszkających na terytorium państwa, których sytuacja wymaga dodatkowej ochrony
prawnej. Z reguły nie są uznawane za mniejszość grupy tworzone przez
cudzoziemców, osoby pochodzenia migracyjnego z kilku ostatnich dziesięcioleci.
Z kryterium odrębnego pochodzenia wynika także, że za mniejszości nie są
uznawane grupy etnograficzne czy regionalne, wchodzące w skład narodu
tworzącego państwo.
Podstawowym celem ustanowienia praw obywateli państwa
należących do mniejszości narodowych i etnicznych jest ich ochrona przed
dyskryminacją z powodów narodowych lub etnicznych oraz przed asymilacją wbrew
woli, a także wyrównywanie szans przez przyznanie dodatkowych
uprawnień w sferze oświaty i kultury oraz życia publicznego (obniżone progi
w ordynacjach wyborczych). Przywileje dla wyrównania szans osób należących do
mniejszości obciążają pozostałych członków społeczeństwa, są rodzajem ich
„pozytywnej dyskryminacji”. Poza tym jednak osoby należące do mniejszości swoje
aspiracje powinny realizować na własny koszt.
Główna część problemów mniejszości narodowych w Polsce
została uregulowana na podstawie traktatów dwustronnych z większością państw
ościennych. Umowy te zostały oparte na zasadzie wzajemności. Jest to ważne
zwłaszcza w przypadku krajów, w których jest dość liczna mniejszość polska.
Brakuje jeszcze umów dwustronnych z kilku państwami. Nie jest określony status
kilku tzw. bezpaństwowych mniejszości
etnicznych. Całość tych spraw powinna
więc zostać uregulowana w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych w
RP, której dotąd nie ma. Wprawdzie powszechny spis ludności w 2002 r., w którym
po raz pierwszy po wojnie uwzględniono przynależność narodową, wykazał, że
liczebność mniejszości narodowych w Polsce sięga 471 tys. i jest niższa, niż
wskazywały szacunki stowarzyszeń mniejszości. Jednak niezależnie od skali
problemu intencją państwa polskiego powinno być zachowanie europejskich
standardów w tej dziedzinie.
Można przyjąć, że uchwała Rady Naczelnej ZK-P z 30
listopada 2002 r. skorygowała wniosek złożony 10 września 2002 r. przez
delegację Zarządu Głównego ZK-P w komisji sejmowej w sprawie uznania Kaszubów
za mniejszość etniczną. W uchwale tej – jak już była o tym mowa - uznano, że
lepszą podstawę dla zachowania przez Kaszubów swej tożsamości etnicznej i
kulturowej będzie stanowić ratyfikacja Europejskiej Karty języków regionalnych
lub mniejszościowych, która dotyczy ochrony tych języków jako wartości kulturowej. Rada Naczelna ZK-P
w uchwale z 13 grudnia 2003 r. sprzeciwiła się także instrumentalnemu
wykorzystywaniu Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej.
Podtrzymywanie takiej roli Zrzeszenia oznaczałoby powrót do kwestii statusu
mniejszości dla Kaszubów i dalszą polityzację problemu.
W Europejskiej Karcie
języki regionalne są definiowane jako odrębne od języka oficjalnego
(narodowego, urzędowego) i używane na oznaczonym terytorium, a języki
mniejszościowe jako języki mniejszości narodowych i etnicznych, także grup
nieterytorialnych, to jest nie związanych z konkretnym obszarem. Zakres
uprawnień do używania wymienionych języków i ich nauki jest w Europejskiej
Karcie znacznie szerszy niż w Konwencji Ramowej o ochronie praw mniejszości
narodowych. W przypadku języka regionalnego Europejska Karta wprowadza dla
używającej go społeczności właściwie status autonomii terytorialnej.
Jednakże zarówno przygotowania rządu do przyjęcia
Europejskiej Karty i przeprowadzenia procedury ratyfikacyjnej, jak i prace podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia komisyjnego
projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Rzeczypospolitej
Polskiej bardzo się przedłużały. Podkomisja nadzwyczajna, złożona z
przedstawicieli trzech komisji sejmowych: mniejszości narodowych i etnicznych,
administracji i spraw wewnętrznych oraz edukacji, nauki i młodzieży, zakończyła
redakcję zmian w projekcie ustawy dopiero w maju 2004 r. W projekcie zmian m.in. został dodany
rozdział o języku regionalnym w odniesieniu do języka kaszubskiego.
Poinformowano o tym na posiedzeniu wyjazdowym
Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych w dniu 18 maja 2004 r. w Gdańsku,
które było poświęcone głównie współpracy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z
władzami samorządowymi w województwie pomorskim oraz funkcjonowaniu szkół z
językiem kaszubskim jako językiem dodatkowym.[15] W toku obrad
pojawiły się reperkusje kwestii kaszubskiej mniejszości etnicznej czy narodowej, podnoszonej przez
część środowiska ZK-P. Przedstawiciele Zrzeszenia z jednej strony bagatelizowali
problem, powołując się na względność używanych
terminów (co poświadcza na przykład fakt, że Kaszubi byli i są
uznawani za odrębną narodowość w nauce
rosyjskiej, także radzieckiej, i białoruskiej), bądź tłumacząc radykalizm rzeczników takiej opcji ich młodym wiekiem. Z
drugiej strony natomiast przedstawiciele ci wskazywali, że same władze wpychają
Zrzeszenie w stronę radykalnego nurtu, ograniczając świadczenia na jego
działalność kulturalną. Potwierdzili
też, że ZK-P korzysta z subwencji niemieckich.
Podczas posiedzenia przedstawiciele ZK-P
zarysowali obraz postępującego rozszerzania i poprawy merytorycznego przygotowania
nauki języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w szkołach na Kaszubach. Jednak
przedstawiono dość rozbieżne dane o zasięgu nauki tego języka w 2004 r. Według
ZK-P i Ministerstwa Edukacji naukę języka kaszubskiego pobierało ogółem około 5
tysięcy uczniów. Natomiast według Pomorskiego Kuratorium Oświaty liczba ta
sięga 3,5 tys. uczniów, w tym 2565 w 46 szkołach podstawowych, 578 w 8
gimnazjach oraz 232 w 3 szkołach ponadgimnazjalnych. Przedstawiciele ZK-P
sugerowali umocnienie roli nauki języka kaszubskiego w szkole, a nawet
traktowanie go jako obowiązkowego na Kaszubach. Przedstawiciel podkomisji do
spraw projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych wskazywał na
możliwości, jakie powstaną po włączeniu do tej ustawy przepisów dotyczących
języka regionalnego i przyznaniem takiego statusu językowi kaszubskiemu.
Tymczasem podczas rozpatrywania sprawozdania
podkomisji nadzwyczajnej o zmianach w projekcie ustawy na wspólnym posiedzeniu
wymienionych już trzech komisji sejmowych w dniu 16 czerwca 2004 r. doszło do
powtórzenia zasadniczych kontrowersji co do celowości ustawy i jej treści, nie
rozstrzygniętych merytorycznie w podkomisji nadzwyczajnej, lecz przyjętych
większością głosów posłów koalicji rządzącej.[16] Część posłów
opozycji podtrzymywała opinię o wystarczającym uregulowaniu prawnym problemu
mniejszości narodowych i etnicznych w Konstytucji RP, w akcie ratyfikacji
Konwencji Ramowej o ochronie praw mniejszości narodowych i w umowach
dwustronnych z większością państw sąsiednich. Posłowie ci zwracali uwagę, że
ustaw takich dotąd nie ma wiele państw Europy Zachodniej, a Niemcy nie uznały
polskiej mniejszości. Co do samej treści zmienionego projektu ustawy,
podnoszono konieczność wyliczenia kosztów wprowadzenia ustawy w związku z
zawartym w niej bardzo dużym uprzywilejowaniem mniejszości narodowych i
etnicznych w świadczeniach państwa. Chodzi nie tylko o subwencje na edukację i
kulturę, ale także o koszta stosowania języków mniejszości jako pomocniczych w
urzędach, przy czym wydatki te miałyby w dużej mierze ponosić samorządy
lokalne.
Padły też głosy przeciwne wprowadzeniu statusu języka
regionalnego dla Kaszubów. Obszerną argumentację w tej sprawie przedstawił
poseł Jerzy Czerwiński:
Pierwotne przedłożenie Komisji
tyczyło tylko i wyłącznie praw mniejszości narodowych i etnicznych. W trakcie
pracy podkomisja rozszerzyła część praw przysługujących mniejszościom narodowym
i etnicznym na grupy posługujące się językiem regionalnym. W ustawie wskazana
jest grupa Kaszubów. Takie pomieszanie dwóch materii, przypomnę, że te dwie
materie w ustawodawstwie międzynarodowym są regulowane oddzielnie przez inne
akty prawne - prawa mniejszości narodowych i etnicznych przez Konwencję ramową
o ochronie praw mniejszości narodowych i etnicznych, którą Polska ratyfikowała
i jest jej stroną, zaś sprawę języków regionalnych reguluje Europejska karta
języków regionalnych lub mniejszościowych, której Polska do tej pory nie
ratyfikowała. Otóż włączenie do jednej ustawy dwóch zupełnie różnych treści, z
zupełnie innych sfer prawnych niesie pewne niebezpieczeństwo rozciągania
przepisów ustawy w sposób nieskończony.
Jest to niebezpieczeństwo realne,
ponieważ już na tej sali padły głosy za prawami dla Górnoślązaków, nie jako
grupy, która chciałaby się od Polski odłączyć, ale jako grupy posługującej się
innym językiem, co wynikało z niektórych wypowiedzi. Otóż do czego może
doprowadzić takie zamieszczenie w tym samym projekcie ustawy dwóch tych różnych
materii? Różne grupy posługujące się czy to językami, czy to gwarami, czy
dialektami, a w tej kwestii różnice są płynne, będą starały się uzyskać status
mniejszości narodowych i etnicznych ze względu na zapisy tej ustawy i w efekcie
doprowadzimy do procesu eskalacji roszczeń. Efektem może być to, że za kilka
lat po wejściu w życie tej ustawy Polskę będzie zamieszkiwać 20 mln etnicznych
Polaków, a reszta to będą różnego rodzaju grupy w ten lub inny sposób związane
z narodem polskim, a poprzez tę ustawę fragmentaryzowane.
Apeluję o odrzucenie całej
kwestii związanej z językiem regionalnym z jeszcze jednej przyczyny. Została
ona przedstawiona w trakcie prac podkomisji i nie ukrywajmy, że ma związek z
mającym się toczyć procesem ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych
lub mniejszościowych. Pozwólmy więc rządowi przedstawić nam dokument ratyfikacyjny.
Wybierzmy z tego dokumentu to, co dla Sejmu jest ważne, a nie obchodźmy
ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych
poprzez włączenie pewnych zapisów Karty do ustawodawstwa o mniejszościach
narodowych i etnicznych, które powinno być osobno traktowane. Zwracam się do
posłów z apelem o usunięcie z tekstu ustawy rozdziału 4 Języki regionalne i w
związku z tym z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku regionalnym"
oraz jednostkowych zapisów, których w ustawie jest bardzo wiele, związanych z
dołączeniem do tekstu ustawy sprawy języka regionalnego.[17]
Po wstępnej dyskusji ogólnej nad zmianami w projekcie
ustawy wspólne posiedzenie trzech komisji sejmowych w dniu 16 czerwca 2004 r.
zostało przerwane z braku quorum do wiążącego przegłosowania zmian. Na kolejnym
wspólnym posiedzeniu tych samych komisji sejmowych w dniu 14 lipca 2004 r.
zdołano w głosowaniu zatwierdzić tylko część zmian w projekcie ustawy, łącznie
z rozdziałem dotyczącym języka regionalnego. Obrady ponownie przerwano w
sytuacji braku quorum.[18]
Na razie więc zmiana projektu ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym pozostaje na etapie prac
komisji sejmowych. Trudno przewidzieć, czy ewentualnie przyjęty przez komisje
sejmowe cały projekt ustawy wejdzie do drugiego czytania w Sejmie IV kadencji.
Emancypacja
kulturowa i polityczna
Na marginesie radykalnych dążeń grupy działaczy
kaszubskich warto zaznaczyć, że zmierzanie społeczności etnicznych do tworzenia
własnej kultury narodowej jest procesem naturalnym, ale długotrwałym i nie
zawsze kończącym się powodzeniem w postaci uznania z zewnątrz jej obiektywnej
wartości i oryginalności. Naród jest przede wszystkim kategorią kulturową i nie
tworzy się go tylko samym aktem woli zbiorowej, lecz działaniami twórczymi na
wielu płaszczyznach życia.
Wysiłki ZK-P w zakresie nauczania języka kaszubskiego
w szkołach i jego szerszego użytkowania, z piśmiennictwem włącznie, świadczą o
znacznej determinacji w osiąganiu zamierzonego celu. Niewątpliwie jest to wyraz
dążeń do emancypacji kulturowej Kaszubów.
Towarzyszą temu także aspiracje do odrębnej
podmiotowości politycznej w formie co najmniej autonomii samorządu regionalnego.
Jednak spory toczące się w ZK-P sygnalizują, że bardziej radykalne opcje grożą
rozbiciem Zrzeszenia i społeczności kaszubskiej, a nawet konfliktem etnicznym
na Pomorzu.
Prężna podmiotowość kulturowa Kaszubów wzmacnia ich
pozycję w życiu publicznym, w samorządzie lokalnym i wojewódzkim. Emancypacja
polityczna Kaszubów w samorządzie tych kilku powiatów, w których stanowią oni
większość mieszkańców, jest tendencją narastającą już od kilku lat. Natomiast w
samorządzie województwa pomorskiego reprezentacja Kaszubów może stanowić
formację znaczącą, ale nie dominującą, gdyż stanowią oni co najwyżej jedną
czwartą ludności tego województwa.
(Lipiec 2004)
Delegacja ZK-P w Komisji MNiE Sejmu RP (10.09.2002)
Informacja prasowa o delegacji ZK-P w komisji sejmowej (11.09.2002)
Wypowiedź prezesa ZK-P w „Dzienniku Bałtyckim” (4.10.2002)
Dyskusja w „Pomeranii” (4.10.2002)
Uchwała Rady Naczelnej ZK-P (30.11.2002)
Informacja prasowa o uchwale Rady Naczelnej ZK-P (6.12.2003)
Biuletyn
nr: 944/IV
Komisja: Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 18/
Data: 10-09-2002
Mówcy:
Poseł Marian Curyło (Samoobrona)
Poseł Jerzy Czerwiński (LPR)
Poseł Eugeniusz Czykwin (SLD)
Przedstawicielka Departamentu Edukacji Kulturalnej
w Ministerstwie Kultury Maria
Garus
Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Łukasz Grzędzicki
Wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artur Jabłoński
Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych
i Administracji Zenon
Kosiniak-Kamysz
Przewodnicząca Komisji Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim Renata Mistarz
Główny specjalista w Departamencie Wykształcenia i Wychowania
w Ministerstwie Edukacji Narodowej
i Sportu Grażyna Płoszyńska
Naczelnik Wydziału do spraw Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Spraw
Wewnętrznych i Administracji Dobiesław Rzemieniecki
Przedstawiciel Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)
10 września 2002 r. Komisja Mniejszości
Narodowych i Etnicznych, obradująca pod przewodnictwem posłanki Genowefy Wiśniowskiej
/Samoobrona/ i posła Jerzego Szteligi /SLD/, rozpatrzyła: - informację o
sytuacji kulturalnej, edukacyjnej i społecznej mniejszości kaszubskiej.
W posiedzeniu udział wzięli
przedstawiciele: Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z podsekretarzem
stanu Zenonem Kosiniakiem-Kamyszem, Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu,
Ministerstwa Kultury, Rzecznika Praw Obywatelskich, Zarządu Głównego Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego.
Posłanka
Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/:
Otwieram posiedzenie Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych. Witam wszystkich uczestników dzisiejszego posiedzenia,
w tym: gości reprezentujących Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego,
przedstawicieli rządu i posłów. Dzisiejsze posiedzenie zostało zwołane na
prośbę Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jego przedmiotem będzie omówienie
statusu prawnego Kaszubów, w kontekście projektu ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych, jak również zapoznanie się z sytuacją kulturalną,
edukacyjną i społeczną tej mniejszości. Czy ktoś z posłów chciałby zgłosić
jakieś uwagi bądź propozycje dotyczące porządku obrad? Nie ma zgłoszeń.
Przechodzimy do prac merytorycznych. Proszę reprezentanta Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego o przedstawienie informacji.
Wiceprezes
Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artur Jabłoński :
Na wstępie chciałbym wyjaśnić, że poza funkcją
wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, pełnię funkcję
szefa zespołu do spraw mediów w tej organizacji. Jestem również sekretarzem
Rady Mediów Elektronicznych Mniejszości Narodowych i Etnicznych, która
ukonstytuowała się w Kamieniu Śląskim w lutym bieżącego roku.
W dzisiejszym posiedzeniu Kaszubów
reprezentują również: pani Renata Mistarz, pełniąca obowiązki szefa Komisji
Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, pani Wanda Kiedrowska – członek
Zarządu Głównego, jak i wspomnianej Komisji, a także pan Łukasz Grzędzicki -
członek Zarządu Głównego i przedstawiciel klubu studenckiego Kaszubów
"Pomorania", działającego na Uniwersytecie Gdańskim, Politechnice
Gdańskiej i Akademii Muzycznej w Gdańsku.
Na
dzisiejsze posiedzenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych zostaliśmy
oddelegowani przez naszą organizację po to, aby przekazać zbiór podstawowych
informacji o naszej społeczności oraz odnieść się do projektu ustawy o
mniejszościach narodowych i etnicznych.
W związku z toczącą się w ostatnim
czasie ożywioną dyskusją na temat mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce,
której tło stanowi między innymi narodowy spis powszechny ludności i mieszkań,
z niepokojem odnotowaliśmy, iż nie wymienia się Kaszubów wśród mniejszości
etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej. Zwróciliśmy się zatem do Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych i Administracji z apelem o umieszczenie Kaszubów we
wszystkich istniejących oficjalnie w Polsce spisach czy też listach mniejszości
narodowych i etnicznych. Z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy od podsekretarza
stanu w MSWiA - Zenona Kosiniaka-Kamysza dowiedzieliśmy się, "/.../ że nie
istnieje oficjalny spis mniejszości narodowych i etnicznych. Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych i Administracji we wszystkich przygotowywanych materiałach bazuje
na uzasadnieniu do komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych
w RP, który jest jedynym, jak do tej pory, oficjalnym dokumentem zawierającym
listę mniejszości narodowych i etnicznych /do mniejszości etnicznych zaliczane
są mniejszości: karaimska, łemkowska, romska i tatarska/. Lista ta w zasadzie
nie była do tej pory kwestionowana ani w toku prac nad projektem ustawy, ani
poza Sejmem".
Stwierdzenie powyższe nie jest do końca prawdziwe.
Znana jest nam bowiem opinia Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu w
sprawie definicji mniejszości narodowej w prawie międzynarodowym z dnia 23
lutego 2002 roku, wydana na prośbę ówczesnej przewodniczącej sejmowej
podkomisji nadzwyczajnej powołanej do rozpatrywania komisyjnego projektu ustawy
o mniejszościach narodowych i etnicznych, pani posłanki Ewy Sikorskiej-Trela.
Autorem tej opinii jest Sławomir Łodziński, uznany autorytet w dziedzinie praw
mniejszości, który na stronie 11 tegoż dokumentu kwestionuje listę mniejszości
narodowych i etnicznych, zawartą w uzasadnieniu do projektu ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Wiem, że uwagi te odnosiły
się do druku sejmowego nr 616 III kadencji Sejmu, a rozpatrywany projekt został
wniesiony jako nowy dokument. Tym niemniej wówczas pan Sławomir Łodziński
stwierdził, że wspomniana lista mniejszości etnicznych nie uwzględnia Kaszubów
i Ślązaków. Dlatego też, sformułowaliśmy pismo do Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych i przekazaliśmy je na ręce pani przewodniczącej
Genowefy Wiśniowskiej, w którym zaproponowaliśmy, aby status prawny Kaszubów
został rozpatrzony na forum tego gremium.
Korzystając z okazji chciałbym
serdecznie podziękować za zaproszenie i umożliwienie nam wzięcia udziału w
posiedzeniu. Uważamy, że Kaszubi, których uznać można za jedną z bardziej
reprezentatywnych mniejszości etnicznych w Polsce, doskonale wpisują się w
definicję zawartą w art. 2 projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych
Rzeczypospolitej Polskiej.
Wyjaśnię teraz jak sami siebie
postrzegamy. Kaszubi sami siebie określają jako zbiorowość społeczną mającą
świadomość odmienności od innych grup, która wyraża się w poczuciu wspólnych
losów historycznych i terytorialnych, własnej nazwie, języku, wartościach oraz
wzorach zachowań. Pojęcie "mniejszość" w autoidentyfikacji Kaszubów
wywoływało przez wiele lat negatywne reakcje, ponieważ "mieszkając od
zawsze u siebie" Kaszubi nie czuli się mniejszością. Dziś jednak elity
kaszubskie dokonują świadomego wyboru i przyjmują określenie "mniejszość
etniczna", ponieważ chcą być objęte polityką państwa polskiego, by, jak
czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i
etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej: "mieć poczucie pewności
bezpieczeństwa wynikające z faktu, że nasze prawa są mocno i wyraziście
określone w akcie normatywnym".
Dążenia Kaszubów do zachowania swej
kulturowo-etnicznej odrębności mają już ponad 150-letnią tradycję. Ruch
kaszubski, zainicjowany przez Floriana Ceynowę w okresie Wiosny Ludów w połowie
XIX wieku, do dziś istnieje i rozwija się dzięki nosicielom idei
społeczno-kulturowego odrodzenia Kaszub, skupionych obecnie w Zrzeszeniu
Kaszubsko-Pomorskim, która to organizacja działa od 1956 roku i zrzesza prawie
7 tys. członków. W miarę rozwoju badań naukowych Kaszubi coraz lepiej poznają
swoją historię. Chlubią się średniowieczną dynastią książąt
kaszubsko-pomorskich i rozległymi granicami swojej ziemi sprzed tysiąca lat /od
ujścia Wisły do ujścia Odry/. Mają świadomość, że nazwa ich szczepu nie jest
nazwą nadaną z zewnątrz, lecz - że to ich nazwa własna. Te atrybuty, a także
oryginalny język i kultura stanowią o odrębności Kaszubów w ich własnym
mniemaniu oraz w widzeniu innych. Kaszubi przez wieki byli znacząco różni od
ludności polskiej, a ich język niezrozumiały.
Pragnę wspomnieć tylko wstęp pana
Perlina do książki autorstwa Jose Marii Tortosy, w którym stwierdza on, że
język słowacki jest strukturalnie bliższy językowi polskiemu, niż język
kaszubski, a mimo to nigdy nie było przeciwwskazań, aby język słowacki uważać
za język odrębny. Tymczasem prawa tego w odniesieniu do języka odmawiano
Kaszubom przez wiele lat. Dopiero na przełomie lat 80 i 90, w dobie demokracji
sposób postrzegania tej kwestii uległ zdecydowanej zmianie.
Omówię teraz, jakie są Kaszuby dzisiaj.
Na północy Kaszuby dosięgają Morza Bałtyckiego. Wschodnią granicę wyznaczają Zatoka
Pucka i Zatoka Gdańska. Środkowe i południowe Kaszuby to Pojezierze Kaszubskie
/Szwajcaria Kaszubska/. Pojezierze to przecinają Wzgórza Szymbarskie, z
najwyższym wzniesieniem Niżu Środkowoeuropejskiego - Wieżycą /328,6 m. n.p.m./.
Stolicą dzisiejszych Kaszub jest Gdańsk, choć podobnie jak Sopot i Gdynia nie
jest umieszczany na językowej mapie kaszubszczyzny. W strukturze ludnościowej
Trójmiasta Kaszubi rzeczywiście stanowią mniejszość. Gdańsk był jednak zawsze
historycznie, kulturowo, gospodarczo i politycznie miastem związanym z
Kaszubami, a Gdynia urosła przecież na "kaszubskim pniu", z
rybacko-rolniczej wioski.
Z pozostałych 16 miast położonych na
Kaszubach pięć można nazwać kaszubskimi, ponieważ ich mieszkańcy w zdecydowanej
większości identyfikują się jako Kaszubi. Są to: Kartuzy, Żukowo, Puck,
Władysławowo i Jastarnia. W czterech następujących: Kościerzynie, Rumi, Redzie
i Wejherowie mieszka ponad 50% Kaszubów. Niedawna reforma administracyjna kraju
spowodowała, że po raz pierwszy od siedmiu wieków Kaszubi znaleźli się na
jednym obszarze administracyjnym - w województwie pomorskim, z wyjątkiem
mieszkańców kilku gmin zlokalizowanych w okolicach Borów Tucholskich.
Według badań przeprowadzonych przez
Uniwersytet Gdański w 1995 roku 300 tys. osób określa siebie jako Kaszubi, a
blisko 200 tys. - jako pół-Kaszubi. Język kaszubski przetrwał i rozwija się na
stosunkowo niewielkim terytorium. Są to ziemie wchodzące w skład powiatów:
puckiego, wejherowskiego, kartuskiego, kościerskiego, częściowo także
chojnickiego, człuchowskiego, bytowskiego i lęborskiego.
Ogólne pojęcie kultury Kaszubów kojarzy
się przede wszystkim z obrzędowością, sztuką ludową, tańcami - jednym słowem z
folklorem. Rzeczywiście region ten bogaty jest w różnorodne zwyczaje. Pamiętać
jednak trzeba, że na skutek postępującej cywilizacji, zaczynają zanikać
tradycyjne zajęcia Kaszubów, a co za tym idzie - zmienia się obrzędowość i
kanon zachowań. Nie istnieje już prawie ludowe rzemiosło, choć wciąż aktywni są
pojedynczy twórcy, którzy starają się kształcić swoich następców. Kaszubski
taniec upowszechniają liczne amatorskie i półprofesjonalne zespoły pieśni i
tańca, także dziecięce.
Dziś nie można już jednak sprowadzać kultury
Kaszubów wyłącznie do folkloru. Dzięki staraniom Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, Uniwersytetu
Gdańskiego, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, a także wielu
osób prywatnych i instytucji zaangażowanych w "sprawę kaszubską",
Kaszubi mają swoją prasę /najbardziej znaczące tytuły to ukazujący się od 30
lat miesięcznik "Pomerania" i tygodnik "Norda" ukazujący
się od 5 lat, jako wkładka do "Dziennika Bałtyckiego", największej
gazety w regionie/, program "Rodnô zemia" w Gdańskim Ośrodku TVP, czy
audycję "Na bôtach ë w borach" w Radiu Gdańsk oraz Magazyn Kaszubski
w Radiu Koszalin. Dodam, że program telewizyjny nadawany jest, podobnie jak
audycja w Radiu Gdańsk, od 1991 roku, natomiast Magazyn Kaszubski jest nadawany
od dwóch lat.
Jak nigdy dotąd rozwija się kaszubska
literatura. Od kilku lat organizowany jest na przykład Wejherowski Konkurs
Prozatorski im. Jana Drzeżdżona, którego pokłosiem jest między innymi antologia
współczesnej prozy kaszubskiej. Powstają tomiki poezji i tomy prozy wydawane w
rodzimych wydawnictwach.
Język kaszubski trafił do szkół
/nauczany jest w 56 szkołach podstawowych i w Kaszubskim Liceum Ogólnokształcącym
w Brusach/ oraz na Uniwersytet Gdański, gdzie istnieje lektorat z kaszubskiego.
W niektórych kościołach na Kaszubach
odprawiane są msze święte z kaszubską liturgią słowa. Powstały dwa tłumaczenia
ksiąg Nowego Testamentu, wydany został modlitewnik oraz przekład Księgi
Psalmów. W 1993 roku arcybiskup metropolita gdański Tadeusz Gocłowski
opublikował swoisty dekret, na mocy którego księża w parafiach na Kaszubach,
jeżeli tylko społeczność tego od nich wymaga, mają obowiązek sprawowania
liturgii w języku kaszubskim.
Jak jesteśmy postrzegani? Dzięki różnym,
często bardziej osobistym kontaktom za kadencji poprzedniego rządu udało nam
się dokonać pewnych rzeczy, między innymi w dziedzinie edukacji. Ówczesny
wiceminister Wojciech Książek, były rzecznik prasowy rządu Jarosław Sellin -
obecnie członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jak również minister
Edmund Wittbrodt są Kaszubami. Przykładowo reprezentujący nasze interesy
senator poprzedniej kadencji parlamentu, pan Kazimierz Klejna wprowadził pewne
zmiany do ustawy o języku polskim, które nie tylko Kaszubom, ale wszystkim
mniejszościom narodowych i etnicznym w Polsce pomogły. Pojawiły się również
pewne korzystne zapisy w ustawie o radiofonii i telewizji, jak również w prawie
oświatowym. Były to jednak nieformalne działania.
Obecnie w przededniu wejścia Polski do
Unii Europejskiej, dla którego to procesu Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie i
reprezentowana przez tę organizację społeczność wyraziła poparcie w uchwale
zjazdowej, pożądane jest, aby Kaszubi byli traktowani w prawie na równi z
innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi. W raporcie dla sekretarza
generalnego Rady Europy z realizacji przez RP postanowień Konwencji Ramowej o
Ochronie Mniejszości Narodowych, Kaszubi zostali określeni jako: "grupa
etniczna kultywująca tradycje regionalne oraz używająca języka różniącego się
od języka polskiego". W innym zaś miejscu tego raportu zapisano, iż:
"postanowienia Konwencji są realizowane wobec tej grupy w zakresie praw
językowych".
Co zatem z gwarantowaniem Kaszubom
pozostałych praw, wynikających z podpisania i ratyfikowania przez Polskę
Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych? Wszak preambuła Konwencji
powołuje się między innymi na dokumenty ONZ, wyraźnie używające określenia
"mniejszość etniczna" oraz na Dokument Kopenhaski z 29 czerwca 1990
roku, w którym zapisano między innymi, że: "Przynależność do mniejszości
etnicznej jest sprawą indywidualnego wyboru. Z trwania przy tym wyborze nie
może wyniknąć jakikolwiek uszczerbek dla osoby ów wybór dokonującej. Osoby
należące do mniejszości etnicznej mają prawo do nieskrępowanego wyrażania,
zachowania i rozwijania swojej etnicznej, kulturalnej, językowej czy religijnej
tożsamości i do utrzymywania i rozwoju własnej kultury we wszystkich jej
przejawach, w wolności od jakichkolwiek prób ich asymilowania wbrew ich
woli".
Przedstawię teraz nasze postulaty.
Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP, wraz z jej
uzasadnieniem nie może łamać praw zagwarantowanych Kaszubom w Konstytucji RP
oraz w wielu międzynarodowych aktach prawnych. Chcemy, by ustawowe pojęcie
mniejszości obejmowało także Kaszubów. Ponadto zgłaszamy następujące uwagi do
projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej
Polskiej.
Po pierwsze, art. 10 i 11 projektu
powinny obejmować nie tylko gminy zamieszkałe tradycyjnie przez mniejszości,
ale także powiaty. Po drugie, nie ma uzasadnienia, aby w gimnazjum i szkole
ponadgimnazjalnej minimalna liczba uczniów w klasie lub oddziale, upoważniająca
do organizowania klasy z językiem ojczystym była dwukrotnie wyższa /14/ niż w
szkole podstawowej /7/. Zasadę tę należy ujednolicić /art. 14 ust. 2/
przyjmując we wszystkich typach szkół jako liczbę minimalną 7 uczniów.
Po trzecie, art. 19 mówi jedynie o
mniejszościach narodowych, a powinien obejmować również mniejszości etniczne.
Ponadto zadaniem publicznej radiofonii i telewizji powinna być nie tyle
produkcja programów etnicznych w językach ojczystych, co finansowanie tych
programów.
Po czwarte, nie zgadzamy się na wyłączenie
art. 13 z ustawy o systemie oświaty. Zbyt skomplikowana jest sieć powiązań
prawnych w dziedzinie oświaty, by można było wyłączyć szkoły mniejszości,
pogarszać standardy organizacji i zarządzania. Natomiast postulujemy utworzenie
kategorii szkół etnicznych, czy też szkół mniejszości narodowych, jako
kategorii dodatkowej obok wcale licznych szkół mistrzostwa sportowego,
artystycznych, specjalnych itp.
Po piąte, całkowite nieporozumienie
stanowią zapisy rozdziału 4 dotyczącego Urzędu do Spraw Mniejszości Narodowych.
Przede wszystkim uważamy, że tworzenie dodatkowej, tak rozbudowanej struktury
administracji państwowej jest niepotrzebne. Wystarczy wyposażyć poszczególne
ministerstwa /zwłaszcza resorty: edukacji, kultury, sprawiedliwości oraz spraw
wewnętrznych i administracji/ w odpowiednie przepisy wykonawcze, aby zapisy
ustawy były skutecznie realizowane. Będzie to jak najbardziej zgodne ze
standardami europejskimi. Uważamy także, że znaczna część kompetencji
dotyczących realizacji polityki wobec mniejszości narodowych i etnicznych
powinna znaleźć się w ramach statutowej działalności samorządów wojewódzkich.
Posłanka
Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :
Otwieram dyskusję. Kto z członków
Komisji chciałby zabrać głos?
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Wnikliwie wysłuchałem wystąpienia
wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, gdyż było ono
istotne również z punktu widzenia podkomisji, której pracami kieruję. Chciałbym
jednak zapytać, czy w dokumentacji gromadzonej przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie
odnotowany został przebieg dotychczasowych stosunków pomiędzy władzami tej
organizacji i Komisją Mniejszości Narodowych i Etnicznych? Przypomnę, że w
trakcie kadencji Sejmu, która trwała w latach 1993-1997 Komisja Mniejszości
Narodowych i Etnicznych przestała interesować się losami społeczności
kaszubskiej na wniosek władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Tak. Z przykrością muszę potwierdzić te
słowa. Rzeczywiście pozwoliliśmy sobie na pewne zaniedbania. Niemniej od
grudnia ubiegłego roku, kiedy to zaczęły funkcjonować nowe władze Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, inaczej postrzegamy omawiane sprawy. Naszym celem nie
jest formułowanie pretensji, lecz przekazanie postulatu o ponowne włączenie nas
w dyskusję na temat zmian prawnych dotyczących mniejszości narodowych i
etnicznych w Polsce.
Podsekretarz
stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Zenon Kosiniak-Kamysz
:
Chciałbym sformułować jedno pytanie
dotyczące liturgii słowa w kościołach. Jak kwestia ta wyglądała przed wojną i w
okresach wcześniejszych? Czy liturgia słowa również sprawowana była w języku
kaszubskim? Jakie są najstarsze tłumaczenia Pisma Świętego na język kaszubski?
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Przed wojną i długo po niej nie było
możliwości sprawowania liturgii słowa w języku kaszubskim. Pierwsza msza święta
w języku kaszubskim została odprawiona w 1986 roku w bardzo nielicznym gronie
działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Tłumaczenia Pisma Świętego na język
kaszubski pojawiły się na początku lat 90. Pierwsze takie opracowanie, w
postaci tłumaczenia ewangelii przygotował nieżyjący już ksiądz Franciszek
Grucza. Natomiast tłumaczenia całego Nowego Testamentu dokonał w 1993 roku Eugeniusz
Gołąbek. Obie księgi spełniają wszystkie wymogi stawiane ze strony Kościoła. W
tym samym czasie, a więc pomiędzy 1992 a 1993 rokiem arcybiskup Tadeusz
Gocłowski wydał dekret, z którego wynikało, że na terenie archidiecezji można
używać języka kaszubskiego podczas sprawowania liturgii słowa. Natomiast
obecnie trwa dyskusja nad możliwością sprawowania liturgii eucharystycznej w
języku kaszubskim, aczkolwiek o tym może zadecydować wyłącznie odpowiedni urząd
kościelny w Watykanie. Tym samym, uzyskanie takiej zgody wymaga dłuższej
procedury. Dodam, że początek tych starań wiążemy z rokiem 2000, kiedy to ponad
400-osobową grupą wyjechaliśmy do Ziemii Świętej, w celu odsłonienia w Kościele
Pater Noster tablicy z modlitwą "Ojcze Nasz" w języku kaszubskim.
Członek
Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Łukasz Grzędzicki :
Wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, pan Artur Jabłoński mówił o języku kaszubskim w liturgii
kościoła katolickiego. W tym kontekście chciałbym zwrócić uwagę, iż już w wieku
XVI, w 1586 roku, w duchu reformacji, pierwszego tłumaczenia modlitewnika na
język kaszubski dokonał pastor luterański w Bytowie. Wspomniane tłumaczenie
jest najstarszym zachowanym skarbem języka kaszubskiego.
Należy wspomnieć o tym, że w średniowieczu, w
X-XI wieku Kaszubi zajmowali tereny rozciągające się od Gdańska, aż na zachód
obecnego Szczecina. Najstarszym uniwersytetem pomorskim jest Uniwersytet w
Greifswaldzie, czyli po kaszubsku w Gryfii, gdzie kultywowano tradycje
pomorskie we wczesnym średniowieczu i w erze odrodzenia. Jednakże w wyniku
przyjęcia na Pomorzu Zachodnim religii ewangelickiej Kaszubi z czasem ulegli
germanizacji. Od XIX wieku funkcjonuje skrót myślowy: Kaszub - katolik, Niemiec
- Prusak - ewangelik. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że Florian Ceynowa - ojciec
regionalizmu kaszubskiego - naszego ruchu etnicznego, dokonał tłumaczeń
katechizmu na język kaszubski w erze Wiosny Ludów. Ten fakt można uznać za
początek historii języka kaszubskiego w liturgii kościoła katolickiego. Jan
Paweł II podczas pielgrzymki w 1987 roku na Skwerze Kościuszki w Gdyni apelował
do Kaszubów o zachowanie tożsamości i krzewienie języka, a w roku 1997
powtórzył ten apel. Dodam, że Jan Paweł II przekazał nam również specjalne
błogosławieństwo w języku kaszubskim do nowego modlitewnika kaszubskiego.
Poseł
Marian Curyło /Samoobrona/ :
Chciałbym sformułować pytanie pod
adresem przedstawiciela Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Czy zainteresowanie
młodzieży licealnej nauką języka kaszubskiego jest duże? Jeżeli się nie mylę, z
przedstawionych informacji wynika, że istnieje tylko jedno liceum nauczające
tego języka.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
W moim imieniu odpowiedzi udzieli pani
Renata Mistarz - ekspert w dziedzinie, której dotyczyło pytanie.
Przewodnicząca
Komisji Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim Renata Mistarz :
Obecnie na Kaszubach funkcjonują dwie
szkoły średnie, w których młodzież uczy się języka kaszubskiego. Pierwszą z
nich jest Liceum Ogólnokształcące w Brusach, utworzone w 1991 roku. We
wszystkich klasach tej szkoły młodzież uczy się języka kaszubskiego. Jeżeli
będzie to konieczne, siedząca obok mnie pani Wanda Kiedrowska, która była
pierwszą nauczycielką języka kaszubskiego w tym liceum udzieli szczegółowych
informacji o zainteresowaniu młodzieży nauką języka etnicznego oraz jej wpływie
na rozwój osobowości. Drugą szkołą średnią, prowadząca naukę tego języka jest
szkoła w Strzepczu, która przyjmie niedługo nazwę Kaszubskiego Liceum
Ogólnokształcącego. Funkcjonuje również Zespół Szkół Agroturyzmu i Biznesu w
Somoninie, gdzie w formie zajęć pozalekcyjnych, fakultatywnych młodzież uczy
się języka kaszubskiego. Nie jest to wiele, ale znajdujemy się obecnie na
początku drogi i wciąż musimy przełamywać różnego rodzaju bariery natury
psychologicznej i administracyjnej.
Członek
Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska:
Zainteresowanie młodzieży nauką na Kaszubach
jest podobne jak w całej Polsce. Nie jest łatwo nałożyć na młodzież dodatkowe
obowiązki. Liczymy jednak na to, że młodzież po pewnym czasie dojrzeje do tego
problemu i zrozumie, że język kaszubski jest przepięknym przykładem
przeniesienia języka staropolskiego w obecne czasy. W większości przypadków ten
cel udaje nam się zrealizować. W efekcie otrzymujemy bardzo piękne listy od
absolwentów. Warto również poszczycić się faktem, że uczennica Kaszubskiego
Liceum Ogólnokształcącego zajęła w ubiegłym roku w pierwszym dyktandzie języka
kaszubskiego drugie miejsce, po studencie prawa i polonistyki. Sukces ten dowodzi,
iż język kaszubski jest możliwy do nauczenia. Reasumując, stosunek młodzieży na
Kaszubach do nauki języka kaszubskiego jest taki sam, jak stosunek młodzieży w
całym kraju do nauki jakiegokolwiek z przedmiotów.
Poseł
Marian Curyło /Samoobrona/ :
Czy w społeczeństwie kaszubskim język
kaszubski funkcjonuje jako język towarzyski?
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Tak. Pewien przekaz pokoleniowy w
różnych częściach Kaszub został zatracony w różnych okresach. Na północnych
Kaszubach, obejmujących powiaty: pucki, wejherowski, lęborski, ze względu na
turystów przekaz pokoleniowy został zatracony na początku lat 70. Natomiast w
pozostałej części Kaszub proces ten nastąpił 5-10 lat później, choć do dnia
dzisiejszego istnieją rodziny, dla których pierwszym językiem jest język
kaszubski. Natomiast pokolenie obecnych 20-, 30-latków jeszcze mówi po
kaszubsku i używa tego języka nie tylko w domu, ale także w urzędach. Sprawując
obowiązki wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, jak
również starosty puckiego używam języka kaszubskiego zawsze wtedy, gdy
rozmawiam z ludźmi, którzy chcą w tym języku rozmawiać. Być może nie jest to
zgodne z polskim prawem, ale na Kaszubach można spotkać nazwy miejscowości,
powiatów, czy ulic również w języku kaszubskim. Myślę więc, że jesteśmy na
dobrej drodze do odrodzenia kaszubskiego. Przy okazji chciałbym serdecznie
zaprosić wszystkich do odwiedzenia Kaszub.
Przewodnicząca
Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :
W latach 1973-1974 na łamach
miesięcznika "Pomerania" publikowano szereg burzliwych artykułów, w
których formułowano poglądy, iż mówienie w języku kaszubskim prowadzi wiele
dzieci do szkoły specjalnej. W efekcie starsze pokolenie przestało mówić do
swoich dzieci w języku kaszubskim i dlatego tak mało dzieci zna język kaszubski
obecnie. Niemniej jednak wciąż język ten jest wykorzystywany w komunikacji
pomiędzy starszymi ludźmi i tam jest on najbardziej żywy.
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
W niektórych obszarach można
pogratulować osiągnięć naszym dzisiejszym gościom. Praca i wysiłek podjęty dla
odrodzenia kaszubskiego może wzbudzić podziw nawet wśród przedstawicieli
mniejszości etnicznych uwzględnionych w projekcie ustawy. Rzeczywiście w nauce
obowiązywał pewien pogląd, iż dwujęzyczność utrudnia rozwój dziecka. Na
szczęście został on obalony i obecnie jest już przeszłością. Chciałbym jednak
zgłosić konkretny wniosek, albowiem jak rozumiem celem przedstawicieli
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego jest przekazanie postulatu o rozszerzenie
katalogu mniejszości etnicznych zawartego w projekcie ustawy o mniejszość
kaszubską. Wiedza, którą uzyskaliśmy - w moim przekonaniu - dostarcza
wystarczających przesłanek do akceptacji wspomnianego postulatu. Reasumując,
proponuję, aby Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych podjęła opinię, w
której stwierdza powyższy fakt. Taki dokument będzie zarówno odnosił się do
administracji, jak i stanowił wskazówkę dla prac podkomisji.
Posłanka
Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :
Z przykrością zawiadamiam uczestników
posiedzenia, że muszę opuścić salę obrad i udać się na spotkanie z marszałkiem
Sejmu. W dalszej części posiedzenie prowadził będzie pan wiceprzewodniczący
Jerzy Szteliga, który kieruje pracami podkomisji zajmującej się projektem
ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Czy ktoś z uczestników posiedzenia
chciałby odnieść się do wniosku sformułowanego przez pana posła Eugeniusza
Czykwina?
Poseł
Marian Curyło /Samoobrona/ :
Wniosek pana posła Eugeniusza Czykwina jest
godny szczególnej uwagi i dlatego popieram tę propozycję.
Poseł
Jerzy Czerwiński /LPR/ :
Proszę delegację Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego o określenie liczby dzieci uczących się obecnie języka kaszubskiego
w szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. Czy
wspomniana nauka odbywa się na zasadzie nauki języka mniejszości narodowych i
etnicznych? Czy szkoły korzystają z dobrodziejstwa rozporządzenia w kwestii
liczebności klas? Po drugie, zapytuję, jakie były przyczyny takiego, a nie
innego stosunku poprzednich władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do Komisji
Mniejszości Narodowych i Etnicznych? Proszę o bliższe wyjaśnienie tej kwestii,
gdyż wydaje mi się dziwne, że status dość licznej, bo blisko 100 tys. grupy
osób mógłby zależeć od stosunku władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do
kwestii kontaktów z Komisją. Po trzecie, proszę przedstawicieli rządu o
ustosunkowanie się do powyższej dyskusji.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Polskie prawodawstwo ulega ciągłym
zmianom a tym samym wciąż zmienia się nasza sytuacja. Przykładowo inna była
nasza sytuacja za czasów Polski Ludowej, a inna jest po roku 1989. Przypomnę,
że dopiero w nowej Konstytucji RP, uchwalonej w 1997 roku uwzględniono zapis
dotyczący mniejszości narodowych i etnicznych. Wprowadzenie wspomnianego
zapisu, zawartego w art. 35 Konstytucji RP wywołało burzliwą dyskusję wśród
członków naszej społeczności. Punktem kulminacyjnym tej dyskusji był niedawny
narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Nagle okazało się bowiem, że kwestionariusz
spisowy nie uwzględnia możliwości zadeklarowania swojej etnicznej odrębności.
Uczestnicy spisu należący do kaszubskiej mniejszości etnicznej mogli jedynie
zadeklarować swoją narodowość jako kaszubską, co uczyniło wielu z nich, choć
nie wiem ilu. Szacuję, że będzie to liczba w granicach 10-20 tys. osób. Sądzę,
że będzie to ewenement, albowiem dotychczas narodowość kaszubską deklarowało
zaledwie 10 osób. Biorąc pod uwagę Konstytucję RP i wszystkie inne akty prawne,
w tym także projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych
Rzeczypospolitej Polskiej oraz fakt przyszłej akcesji Polski do Unii
Europejskiej stwierdzam, że jeżeli mniejszość kaszubska nie będzie uznana w polskim
prawie za mniejszość etniczną, wówczas z pewnością takiego statusu nie uzyska
również w prawie międzynarodowym.
Przewodnicząca
Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :
Według badań prof. Marka Latoszka
przeprowadzonych pod koniec lat 90 w Polsce żyje około 330 tys. Kaszubów i 180
tys. pół-Kaszubów, co stanowi grupę liczącą nieco ponad 0,5 mln osób. Inne
szacunkowe obliczenia wskazują, że liczba Kaszubów może sięgać poziomu 300
tys., a w niektórych źródłach podaje się liczbę 180 tys. Poznanie dokładnej
liczby Kaszubów wymaga zatem przeprowadzenia konkretnych badań, na czym zależy
również nam.
Po drugie, nauczanie języka kaszubskiego
rozpoczęło się 1 września 1991 roku w dwóch szkołach. Mianowicie w Szkole Podstawowej
na Głodnicy zaczęło się uczyć 20 uczniów, a w Kaszubskim Liceum
Ogólnokształcącym - 2 klasy. W chwili obecnej, czyli po blisko 11 latach,
istnieje około 57 szkół nauczających języka kaszubskiego. Przy czym jest to
liczba szkół, które pobrały podręczniki do wdrażania nauki języka kaszubskiego.
Według raportów Głównego Urzędu Statystycznego bądź przykładowo raportu dla
sekretarza generalnego Rady Europy liczba takich szkół może być nieco niższa.
Uważamy, że informacje w tym zakresie, poza GUS powinni gromadzić także
wizytatorzy kuratoriów oświaty. Pożądane byłoby również przeprowadzanie ankiet
w szkołach, pozwalających na zdobycie niezależnych danych. Zdajemy sobie jednak
sprawę z faktu, że wymagałoby to odpowiednich nakładów. Według informacji zawartej
we wspomnianym wcześniej raporcie dla sekretarza generalnego Rady Europy w
Polsce języka kaszubskiego uczy się 2761 uczniów.
Wprawdzie nie jest to duża liczba w
relacji do liczebności całej społeczności, ale zwracam uwagę, że rozpoczęcie
procesu nauczania tego języka wymagało pokonania bardzo wielu trudności i
oporów, zarówno ze strony dzieci, nauczycieli, jak i rodziców. Proces ten jest
w toku, ludzie zaczynają dostrzegać korzyści płynące z nauki języka kaszubskiego
dla rozwoju dzieci, a w konsekwencji wzrasta liczba szkół prowadzących takie
nauczanie. Zainteresowanie nauczaniem języka kaszubskiego zwiększyła także akcja
rozprowadzania bezpłatnych podręczników, przeprowadzona dzięki Ministerstwu
Edukacji Narodowej i Sportu. Poza tym fakt, że nauczyciele niektórych
przedmiotów zaczynają tracić pracę sprawia, że znający język kaszubski
nauczyciele zaczynają się interesować zdobywaniem kwalifikacji w zakresie
nauczania tego przedmiotu i coraz chętniej chcą podejmować się zadania jego
nauczania. W efekcie powyższych procesów w najbliższych latach liczba dzieci
uczących się języka kaszubskiego będzie znacznie wzrastała.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Chciałbym sformułować pytanie
uzupełniające w sprawie podręczników. W jaki sposób podręczniki są dystrybuowane?
Na mocy jakiego porozumienia z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Sportu ten
proces trwa? Zapytuję o to, aby ocenić, czy mniejszość kaszubska nie korzysta
już z dobrodziejstw prawa do bycia mniejszością etniczną.
Przewodnicząca
Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :
Na wstępie wyjaśnię również, że
nauczanie języka kaszubskiego jest wdrażane na mocy rozporządzenia z 24 marca
1992 roku w sprawie stworzenia szczególnych warunków. Funkcjonujące obecnie
szkoły to szkoły z dodatkową nauką języka kaszubskiego w wymiarze 3 godzin
tygodniowo.
W kolejności odpowiem na pytanie drugie
dotyczące podręczników. Mianowicie, dzięki finansowaniu ze strony Ministerstwa
Edukacji Narodowej i Sportu w roku 2001 wydaliśmy 2 podręczniki dla klas
drugich szkoły podstawowej. Pierwszym z nich jest dopuszczony do użytku
szkolnego podręcznik pani Danuty Pioch zatytułowany: "Kaszëbë. Zemia.
Lëdze. Podręcznik do nauki języka kaszubskiego z ćwiczeniami", wydany w
nakładzie 2 tys. egzemplarzy. Wydaliśmy również książkę zalecaną do użytku
szkolnego dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej i gimnazjum, autorstwa
pani Róży Wosiak-Śliwy i Marka Cybulskiego, pod tytułem "Uczimë so po
kaszëbsku".
Więcej podręczników nie zdołaliśmy
wdrożyć, gdyż takowe nie zostały opracowane. Obecnie pani Danuta Pioch
zakończyła prace nad drugą częścią swojego podręcznika do klasy programowo
wyższej. Zdecydowaliśmy, że w przypadku tego podręcznika podejmiemy próbę
skorzystania z innej drogi niż droga pozyskania środków z Ministerstwa Edukacji
Narodowej. Wydanie i rozprowadzenie podręczników w ciągu jednego miesiąca był
bowiem karkołomnym zadaniem, zarówno dla naszej organizacji, jak i społeczników.
Zdecydowaliśmy, że ten nowy tytuł zostanie wydany w formie rynkowej. Uznaliśmy,
że na naszym rynku pojawiło się zapotrzebowanie na dobry podręcznik do nauki
języka kaszubskiego.
Podjęliśmy wysiłek w celu uzyskania
pomocy ze strony samorządów, ale nie wiemy jaki skutek przyniosły te działania.
Nie wykluczamy jednak, że nie będziemy rezygnować z dotychczasowej drogi.
Dla informacji dodam, że dysponujemy
jeszcze jednym, wydanym wcześniej podręcznikiem zatytułowanym: "Kaszëbsczé
abecadło - Twój pierszi elemeńtôrz", który w części był dofinansowany
przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a w części przez Fundację "Dar dla
Gdańska". Pierwszy nakład tej pozycji w ilości 6 tys. egzemplarzy został
już wyczerpany i w chwili obecnej gromadzone są środki na drugie wydanie.
Naczelnik
Wydziału do spraw Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i
Administracji Dobiesław Rzemieniecki :
Chciałbym przyłączyć się do wypowiedzi
posłów, którzy wyrażali zadowolenie z odrodzenia kaszubskiego. Społeczność kaszubska
jest na tyle silna, że jest skłonna poddać się rygorom rynku przynajmniej w tym
jednym przypadku, mimo świadomości istnienia możliwości prawnej wydania
bezpłatnych podręczników.
Rozumiem, że przedstawicielom Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego zależało przede wszystkim na tym, aby w dniu dzisiejszym
porozmawiać o statusie prawnym społeczności kaszubskiej. Pan przewodniczący
Jerzy Szteliga raczył przypomnieć stanowisko poprzednich władz Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, a pan prezes Artur Jabłoński wyjaśnił przesłanki jego
obecnej zmiany.
Myślę, że istnieje jeszcze jedna
przyczyna leżąca po stronie samej społeczności kaszubskiej. Mam na myśli coś,
co nazwano mianem "odrodzenia", a mianowicie proces dynamiczny, który
obecne władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego doprowadził do innych konkluzji
niż władze poprzednie. Proces odradzania się mniejszości narodowych i
etnicznych nabrał bowiem odpowiedniego tempa dopiero po 1989 roku.
Pan prezes Artur Jabłoński wspomniał o
wymianie korespondencji pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji,
a Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim. Powołał się również na autorytet pana prof.
Sławomira Łodzińskiego, którego ekspertyzy zawsze czytamy z dużym
zainteresowaniem. Zwracam jednak uwagę, że przywołana ekspertyza została
opracowana półtora roku temu, a proces, o którym mówimy ma charakter
dynamiczny.
Dyskutując na temat ewentualnego statusu
prawnego społeczności kaszubskiej i różnego rodzaju dokumentów międzynarodowych
rozważaliśmy, czy dla języka kaszubskiego najlepszym statusem nie będzie status
języka regionalnego. W chwili obecnej w gremium przedstawicieli administracji
rządowej trwają dyskusje na temat podpisania Karty Języków Regionalnych i
Mniejszościowych. W opinii wielu ekspertów, jak również w naszym przekonaniu,
język kaszubski może być uznany za język regionalny. Na ten temat próbowaliśmy
wielokrotnie dyskutować w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji,
przy okazji posiedzeń międzyresortowego zespołu do spraw mniejszości narodowych,
a następnie - zespołu do spraw mniejszości narodowych.
Dyskusja ta jeszcze trwa, czego dowodzi
przebieg spotkania, które odbyło się 3 września bieżącego roku w Ministerstwie
Spraw Wewnętrznych i Administracji, poświęconego Konwencji Ramowej o ochronie
mniejszości narodowej, a właściwie raportowi, przygotowanemu przez resort.
Przypomnę, że w spotkaniu uczestniczył prezes Zarządu Głównego Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, pan Brunon Synak, który zwrócił uwagę na problem, będący
przedmiotem dzisiejszej debaty. Musimy zdawać sobie sprawę z jednego faktu.
Mianowicie, mówimy o niesłychanie delikatnej materii - świadomości 500 tys.
osób, której nie można uregulować za pomocą jakichkolwiek ustaw, czy innych
aktów prawnych, nie mówiąc o decyzji administracyjnej.
Pan prezes Artur Jabłoński powoływał się
na zapisy Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych, które mówią o
swobodzie deklarowania przynależności do mniejszości narodowej. Oczywiście w
dokumentach interpretujących konwencję wyznaczono pewne ramy prawne, które mają
zapewnić logikę w stosowaniu tej swobody. Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego wspomniał również o narodowym spisie powszechnym w kontekście
szacunkowej liczby od 330 tys. do 500 tys. ludzi związanych z kaszubszczyzną.
Zgodnie z przekazanymi informacjami w czasie trwania spisu powszechnego od 10
do 20 tys. osób zadeklarowało swoją narodowość, jako kaszubską.
Oznacza to, że w kwestii poczucia
przynależności narodowościowej zdecydowana większość społeczności kaszubskiej
utożsamia się z narodem polskim. Zapytuję, zatem, czy rozszerzając katalog
mniejszości etnicznych o społeczność kaszubską nie zlekceważymy odczuć blisko
480 tys. Kaszubów, którzy zadeklarowali swoją narodowość jako kaszubską? W
rozważanej sytuacji ludzie ci mogą odczuwać pewien dyskomfort.
Znamienne jest to, że dotychczas nie
mogliśmy znaleźć odpowiedniej formuły prawnej określającej status społeczności
kaszubskiej, co zmuszało tę grupę do dokonywania pewnych wyborów. Rzeczywiście
nawet w dokumentach Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego używa się terminu
"grupa etniczna". Takie określenie zostało wykorzystane również przez
nas w raporcie dla sekretarza generalnego Rady Europy. Niestety, zdajemy sobie
sprawę z faktu, iż przytoczony termin nie został zdefiniowany w Konstytucji RP,
a zatem nie może być swobodnie wykorzystywany.
Reasumując, dostrzegam następujące
rozwiązanie omawianego problemu. Mianowicie, nie powinniśmy starać się
rozszerzyć jakiegoś istniejącego już katalogu, ale raczej poszukiwać takich ram
prawnych, które pozwalałyby zaspokoić oczekiwania społeczności kaszubskiej i
objąć ją odpowiednimi regulacjami prawnymi. Przedstawiciele delegacji Kaszubów
stwierdzili, że zależy im przede wszystkim na tym, aby mniejszość kaszubska
została objęta postanowieniami ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych
Rzeczypospolitej Polskiej oraz aby ich społeczność była traktowana na równi z
innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi. Jest to oczywiście zrozumiałe.
Nie powinniśmy dopuszczać do sytuacji, w której członek społeczności
kaszubskiej musi zdecydować, czy deklaruje swoją narodowość, jako narodowość
polską, czy kaszubską.
Moim zdaniem większość Kaszubów uznaje
się równocześnie za Polaków, jak i Kaszubów. W związku z powyższym zapytuję,
czy nie istnieje niebezpieczeństwo stworzenia poprzez zmiany w akcie prawnym
bytu, który dla żadnej ze stron nie będzie bytem szczęśliwym? Czy nie
należałoby poszukać formuły, która opisywałaby społeczność kaszubską?
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji proponuje wykorzystanie
rozwiązań zawartych w prawie międzynarodowym i uznanie języka kaszubskiego za
język regionalny oraz zrównanie w prawach, o których mowa w projekcie ustawy o
mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej, społeczności
kaszubskiej z innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi.
Zdaniem wielu ekspertów, w tym pana
prof. Sławomira Łodzińskiego język kaszubski spełnia przesłanki języka
regionalnego, określone w Karcie Języków Regionalnych. Takie rozwiązanie
spełniałoby postulaty delegacji społeczności kaszubskiej i zaspokajałoby
najistotniejsze potrzeby w obszarze języka, który w toku długotrwałej dyskusji
został uznany za odrębny. Ważne jest również to, że powyższa koncepcja
wykluczałaby konieczność stawania przed pewnymi sztucznymi wyborami.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Czy prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego chciałby odnieść się do wypowiedzi przedstawiciela
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji?
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Tak. Myślę, że ogólne prawo, o którym
wspomniał przedstawiciel Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji daje
nam już Konstytucja RP. Oczywiście, chętnie przyjmiemy wszystkie prawa i
obowiązki wynikające z uznania języka kaszubskiego za język spełniający
kryteria określone w Karcie Języków Regionalnych. Chcielibyśmy uczestniczyć w
dyskusji dotyczącej ratyfikacji wspomnianego dokumentu. W związku z faktem, że
od jakiegoś czasu trwa dyskusja nad projektem ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej postulujemy, aby w zapisach
tego aktu prawnego została uwzględniona również mniejszość kaszubska.
Propozycja przedstawiciela resortu spraw wewnętrznych wymaga przedyskutowania.
Stwierdzam jednak, że nie do przyjęcia są dla mnie zapisy zawarte w
przywoływanym w toku dyskusji raporcie. Mam mianowicie na myśli konstrukcję
tabeli zawierającej listę 13 mniejszości narodowych i etnicznych oraz dopisek,
z którego wynika, że na Pomorzu są jeszcze Kaszubi - społeczność o nieustalonym
statusie prawnym, ale charakteryzująca się odrębnym językiem. Kaszubi domagają
się uznania za mniejszość etniczną i traktowania na równi z innymi
mniejszościami żyjącymi w Polsce.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
W kolejności głos zabiorą: pani Grażyna
Płoszańska, pan poseł Eugeniusz Czykwin oraz pan prof. Sławomir Łodziński.
Główny
specjalista w Departamencie Wykształcenia i Wychowania w Ministerstwie Edukacji
Narodowej i Sportu Grażyna Płoszyńska
Chciałabym uzupełnić informacje
przekazane przez panią Renatę Mistarz. Mianowicie z oficjalnych danych statystycznych,
przekazywanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że obecnie funkcjonuje
48 szkół, w których język kaszubski jest nauczany jako przedmiot dodatkowy.
Powyższe dane różnią się od zaprezentowanych przez przedstawicielkę Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego. Podobnie różnią się również dane odnośnie do liczebności
uczniów uczących się języka kaszubskiego, choć w tym wypadku według danych GUS
liczba uczniów jest wyższa niż zaprezentowana przez reprezentantkę ZKP.
Mianowicie, w szkołach podstawowych języka kaszubskiego uczy się nieco ponad 3
tys. uczniów, w gimnazjach - 432, a na poziomie szkół licealnych - 296.
Wspomniane 48 placówek to szkoły zgłoszone oficjalnie za pomocą arkuszy S 15
Głównego Urzędu Statystycznego, które otrzymają zwiększoną subwencję z tytułu
dodatkowych godzin w ramowych planach nauczania w wymiarze 3 godzin tygodniowo
na naukę języka kaszubskiego.
Odnośnie do kwestii podręczników
chciałabym potwierdzić, że Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu wykupuje
pełne nakłady podręczników niskonakładowych, czyli tych, których cena
jednostkowa przekraczałaby możliwości finansowe rodziców. Podręczniki dla
uczniów najmłodszych klas szkoły podstawowej spełniają powyższe warunki.
Natomiast elementarz do nauki języka kaszubskiego miał charakter książki
komercyjnej. Była to pewnego rodzaju ciekawostka na rynku wydawniczym,
poszukiwana przez osoby zainteresowane sprawami kaszubszczyzny. Dotacja na ten
cel była niewielka, a główny ciężar sfinansowania wydania poniosła Fundacja
"Dar dla Gdańska" oraz Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Pozycja ta cieszyła się dużym zainteresowaniem, a przy tym spełniała wszystkie
wymagania metodyczne, jakie powinien spełniać podręcznik dla określonego
poziomu nauczania. Podręczniki, które zostaną ocenione jako książki dopuszczone
do użytkowania w konkretnej klasie po ocenie recenzentów mogą być finansowane
przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. Oczekujemy zatem na zgłoszenia.
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
Chciałbym sformułować jedną uwagę pod
adresem przedstawiciela Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zazwyczaj
zgadzam się z poglądami pana naczelnika, ale tym razem nie wiem, czy dobrze
zrozumiałem istotę wypowiedzi, z której wynikałoby, że osoby, które
zdeklarowały się jako Kaszubi nie identyfikują się z narodem polskim. W
uzasadnieniu do ustawy wskazaliśmy, że w innych państwach, które wprowadzały
takie pytanie potrzeba było wiele lat, aby poznać rzeczywistą liczebność danej
mniejszości. Przykładowo liczbę Białorusinów w Polsce szacuje się na poziomie
ponad 200 tys. osób i muszę przyznać, że byłbym szczęśliwy, gdyby w trakcie
narodowego spisu powszechnego swoją odrębność zadeklarowało przynajmniej 20
tys. osób spośród całej mniejszości białoruskiej. Moim zdaniem, liczba ta będzie
znacznie mniejsza, a to między innymi z powodu obawy przed ujawnieniem swojej
narodowości innej niż polska.
Dodam, że byłem na spotkaniu we wsi, w której
praktycznie wszyscy mówią dialektem białoruskim i wyznają prawosławie. Zapytałem,
czy przynajmniej jedna rodzina zadeklarowała w czasie spisu powszechnego swoją
odrębność narodową. Okazało się, że nie, ale gdy zapytałem, dlaczego tak się
stało, pewien starszy człowiek stwierdził: "Pan jest młody i nie pamięta
co tu się działo po wojnie". Młodsi natomiast powiedzieli, że wyznawców
prawosławia zwalnia się z zakładów pracy, a szefowie takich zakładów nie ponoszą
ani prawnych, ani służbowych konsekwencji. Reasumując, zwracam uwagę, że wyniki
niedawnego narodowego spisu powszechnego będą obarczone sporym błędem.
Przedstawiciel
Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu :
Po pierwsze, moja opinia w sprawie
projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej
Polskiej nie uległa zmianie. Zachowała ona swoją aktualność za sprawą pewnej
niejednoznaczności w terminologii dotyczącej mniejszości narodowych i
etnicznych, między innymi z powodu obecności grupy kaszubskiej - będącej nie
tylko grupą etniczną, ale także językową. Istniało pewne niebezpieczeństwo, że
grupa kaszubska spełniająca określone kryteria zostanie wyłączona z pewnej
ochrony. Przy czym, niebezpieczeństwo to nie wynikało ze złej woli Komisji
Mniejszości Narodowych i Etnicznych, czy podkomisji zajmującej się projektem,
lecz ze stosunku władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Komisja kilkakrotnie
wyrażała chęć odbycia spotkania z przedstawicielami mniejszości kaszubskiej,
lecz władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego odmawiały.
Po drugie, mówimy o statusie prawnym,
który obejmuje pewien aspekt relacji pomiędzy większością, a mniejszością. Moim
zdaniem, odnotowaliśmy bardzo korzystne zjawisko, polegające na zmianie
stosunku społeczności kaszubskiej, która obecnie chce być uznana za mniejszość
etniczną, a nie narodową. Dowodzi tego wypowiedź pana prezesa Brunona Synaka,
który na ostatnim spotkaniu zespołu stwierdził: "My jesteśmy Polakami i
później Kaszubami". Uczestnicy dyskusji odwoływali się do kwestii spisu
powszechnego. Rzeczywiście udzielenie odpowiedzi na niektóre pytania spisowe
wymagało dokonania trudnych wyborów.
Po trzecie, opracowanie odpowiedniej
definicji prawnej dla omawianej grupy ludzi jest bardzo trudnym zadaniem.
Status mniejszości etnicznej daje o wiele większe prawa i możliwości niż
zapewnienie ochrony języka regionalnego. Nigdy nie używałem tego określenia w
stosunku do języka kaszubskiego, gdyż w dużym stopniu jest to język ojczysty,
spełniający kryteria języka rozwiniętego, a więc język mówiony, posiadający
literaturę wysoką. Oczywiście odrębną kwestią jest zasięg społeczny tego języka.
Reasumując, wydaje mi się, że pozytywnym symptomem jest zmiana stosunku władz
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do rozpatrywanej kwestii. Pod znakiem
zapytania stoi kwestia stosunku społeczności kaszubskiej do miana
"mniejszość etniczna", gdyż na terenie Kaszub nie są oni
mniejszością. Podkreślam jednak, że przedmiotem debaty jest określenie statusu
prawnego dającego pewne możliwości społeczności kaszubskiej.
Przedstawicielka Departamentu Edukacji
Kulturalnej w Ministerstwie Kultury Maria Garus :
Chciałabym wyjaśnić jakie jest podejście
resortu kultury do kilkuletniej współpracy ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim.
Działalność tej organizacji jest w zależności od sumy posiadanych środków
niekiedy słabiej, niekiedy intensywniej dofinansowywana przez Ministerstwo
Kultury. Minister kultury ma wśród zadań priorytetowych zadanie ochrony
dziedzictwa kultury narodowej. Zadania z dziedziny kultury realizowane przez
ZKP należą do tej kategorii i dlatego niektóre z nich są wspomagane z budżetów
dwóch departamentów, przy czym nie są to środki przeznaczone w ramach resortu
na kulturę mniejszości narodowych. Nasze działania są ukierunkowane w głównej
mierze na podtrzymywanie sztuki ludowej i folkloru. W związku z faktem, że do
zadań departamentu, który obecnie reprezentuję należy ochrona programu ginących
zawodów i folkloru, w tym zakresie współpracujemy z Kaszubskim Uniwersytetem Ludowym
w Wieżycy. W roku 2001 dofinansowaliśmy zadania Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego w zakresie podtrzymywania ginących zawodów i folkloru przekazując
kwotę 116 tys. złotych. W roku minionym dofinansowane kwotą 60 tys. zostało
także wydawnictwo "Pomerania", w roku bieżącym była to kwota niższa,
na poziomie 11 tys. złotych. Wprawdzie nie zakończył się jeszcze rok 2002 i
dlatego informuję, że będziemy starali się pomagać, mimo iż nasze możliwości są
bardzo skromne. Reasumując, dostrzegamy potrzebę niesienia pomocy i zapewniamy
wsparcie, przy czym jego skala jest pochodną naszych możliwości.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Odnosząc się do wypowiedzi
przedstawicielki Ministerstwa Kultury, chciałbym przede wszystkim bardzo podziękować
resortowi za dotychczasowe wsparcie. Chciałbym jednak zauważyć, że współpraca
ta ma charakter uznaniowy, albowiem nasze czasopismo "Pomerania" jest
dofinansowywane z puli tygodników społeczno-kulturalnych, a nie ze środków
przeznaczonych dla mniejszości narodowych i etnicznych. Przyznaję, że obawiamy
się uznaniowości we wspomnianym procesie. Zwracam uwagę, że czasopismo
"Pomerania" w 2001 roku uzyskało pomoc finansową w kwocie 60 tys.
złotych, podczas gdy w roku bieżącym wsparcie to stanowiła kwota 11 tys.
złotych. Różnica jest bardzo duża, gdyż pozwoliłaby na sfinansowanie dwóch,
bądź trzech numerów rzeczonego czasopisma. Chcielibyśmy mieć znowu możliwość
korzystania z subwencji, czy dotacji państwa, gdyż wówczas zyskalibyśmy pewność
jutra.
Naczelnik
Dobiesław Rzemieniecki :
Chciałbym ustosunkować się do wypowiedzi
pana posła Eugeniusza Czykwina, jak również pana prezesa Artura Jabłońskiego. W
mojej wypowiedzi chodziło o to, aby akt prawny, jakim będzie projekt ustawy o
mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej nie stwarzał
pewnego bytu, który dla żadnej ze stron nie będzie bytem szczęśliwym. Obywatele
RP nie powinni być zmuszani do dokonywania trudnych wyborów, podobnie, jak
musieli to uczynić w trakcie narodowego spisu powszechnego. Jeżeli obywatele
będą musieli wybrać, czy są Kaszubami, czy Polakami, wówczas taki wybór trzeba
będzie uznać za sztuczny.
Wracając do wypowiedzi przedstawiciela
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, dotyczącej raportu dla sekretarza generalnego
Rady Europy. Przypominam, że kilkakrotnie konsultowaliśmy projekt tego
dokumentu ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim i wydaje mi się, że większość uwag
zgłoszonych przez przedstawicieli tej organizacji zostało uwzględnionych. Być
może formułowane w dniu dzisiejszym uwagi wynikają z faktu, że mamy do
czynienia z pewnym dynamicznym procesem. Pismo, w którym postuluje się dodanie
do katalogu mniejszości etnicznych także Kaszubów zostało przesłane po
zakończeniu prac nad raportem. Rozumiem, że stanowisko organizacji
reprezentującej Kaszubów zmienia się. Kończąc jeszcze raz twierdzę, że należy
opracować taki zapis prawny, który byłby zgodny z rzeczywistością, a
jednocześnie zagwarantowałby prawa, na których zależy społeczności kaszubskiej.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Można długo spierać się o to, który z
zapisów jest najbardziej zgodny z rzeczywistością. Gdyby na tej sali obok pana
prof. Sławomira Łodzińskiego zasiadł pan prof. Brunon Synak - prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, czy inni profesorowie, zajmujący się antropologią, czy
socjologią, być może wówczas każdy z nich miałby inne zdanie na powyższy temat.
Chciałbym jednak zauważyć, że aby doskonale zdefiniować mniejszość kaszubską
wystarczy posiłkować się art. 2 projektu ustawy o mniejszościach narodowych i
etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Społeczność kaszubska doskonale odpowiada
kryteriom określonym we wspomnianej definicji. Myślę więc, że najprostszym
rozwiązaniem byłoby uwzględnienie naszego postulatu i uznanie mniejszości
kaszubskiej za mniejszość etniczną. Dodam, że pisma, które były kierowane do
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak również Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych były przekazywane do wiadomości Rzecznika Praw
Obywatelskich, który stwierdził, że w pełni zgadza się z naszym stanowiskiem i
jest w stanie oddelegować swojego urzędnika do prac w Komisji.
Poseł
Jerzy Czerwiński /LPR/ :
Z przebiegu dzisiejszej dyskusji wynika,
że społeczność kaszubska korzysta z dość daleko idącej pomocy ze strony
państwa, zarówno w sferze edukacji, jak i kultury, porównywalnej z pomocą
udzielaną zdefiniowanym grupom etnicznym, czy też mniejszościom narodowym. Za
stosunkowo niebezpieczny uważam proces przyznawania grupie regionalnej statusu
świadczącego o wyższym stopniu wyalienowania z narodu polskiego, zwłaszcza
jeżeli jest to zależne od aktualnego składu władz Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego. Jeżeli dobrze zrozumiałem poprzednie władze organizacji
nie artykułowały takiej potrzeby. Przypomnę, że projekt ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej jest rozpatrywany na forum
parlamentu już dość długo, zaś postulaty o przyznanie Kaszubom statusu
mniejszości etnicznej zostały sformułowane niedawno, bodajże w roku bieżącym.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Postulaty te zostały sformułowane 26
czerwca 1999 roku w uchwale Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w
sprawie projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej
Polskiej. Pozwolę sobie zacytować fragment tego dokumentu: "Prezentowany
projekt, zgłoszony przez sejmową Komisję Mniejszości Narodowych i Etnicznych ma
wiele wad. Po pierwsze, co jest najważniejsze dla naszego środowiska, wbrew
nazwie reguluje on niemal wyłącznie sprawy mniejszości narodowych. Na taki duch
ustawy wskazuje także uzasadnienie, gdzie wymieniono wyłącznie mniejszości
narodowe, a za etniczne uznano grupy bezpaństwowe. Pominięcie Kaszubów oznacza
w tym przypadku, że ustawodawca nie przewidział, iż będzie ona obejmowała także
naszą społeczność. Uważamy to za niesłuszne, niesprawiedliwe".
Ustosunkowując się do wcześniejszej wypowiedzi nie mogę zgodzić się z jednym
stwierdzeniem. Mianowicie nie jesteśmy grupą regionalną, lecz mniejszością
etniczną.
Członek
Zarządu Głównego ZKP Łukasz Grzędzicki :
Chciałbym nawiązać do pytania pana
przewodniczącego, który wspomniał, że Kaszubi uzyskują wsparcie w zakresie
działań kultury. Mianowicie, w roku 2002 miesięcznik kulturalny
"Pomerania" otrzymał dotację w kwocie 11 tys. złotych. Przy czym
roczne koszty wydawania tego tytułu przekraczają kwotę 100 tys. złotych. Tym
samym państwo finansuje 10% kosztów wydawania tego czasopisma, a pozostałe 90%
kosztów pokrywają firmy kaszubskie.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Mimo braku satysfakcjonującego
rozwiązania o charakterze ustawowym, dotyczącego społeczności kaszubskiej,
problem ten jest w praktyce zauważany przez władze RP, czego dowodzą oficjalne
wypowiedzi przedstawicieli MSWiA, czy MENiS, jak również wsparcie finansowe ze
strony Ministerstwa Kultury. Jeżeli jeszcze dodamy, że nazwy miejscowości, o
których mówił pan prezes Artur Jabłoński, znakomicie uzupełniają w praktyce
rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 18 marca, dojdziemy
do wniosku, że w rzeczywistości mamy do czynienia z zaawansowanym stanem.
Istnieje oczywiście generalna norma
konstytucyjna, zawarta w art. 35. Najprawdopodobniej powrócimy do debaty i
przeanalizujemy ponownie art. 27, ale uczynimy to na posiedzeniu podkomisji
nadzwyczajnej. Jako przewodniczący podkomisji przyjmuję postulaty
przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i informuję, że w trakcie
jednego z najbliższych posiedzeń rozpatrzymy i podejmiemy próbę rozstrzygnięcia
tego problemu. Cieszę się, że po tak długiej nieobecności przedstawicieli
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego na posiedzeniach Komisji Mniejszości Narodowych
i Etnicznych mogliśmy w końcu spotkać się.
Problem, z którym delegacja społeczności
Kaszubów przybyła do Sejmu będzie musiał być rozwiązany. Na szczęście cały czas
jest z nami pan Sławomir Łodziński, który zajmuje się omawianym zagadnieniem na
bieżąco. Gwarantuję, że jako przewodniczący podkomisji będę starał się
proponować rozwiązania maksymalnie szeroko uwzględniające sugestie
przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Korzystając ze sposobności
chciałbym prosić, aby w licznych publikacjach, ukazujących się w miesięczniku
"Pomerania" i innych tytułach prasowych zauważyć bardzo pozytywny
stosunek przedstawicieli rządu do omawianego problemu. Przykładem jest
stosowanie rozporządzenia ministra edukacji narodowej i sportu, posunięte tak
daleko, że bez wyraźnej sugestii ustawowej jest naliczana subwencja.
Reasumując, problemem jest opracowanie
ustawowego zapisu satysfakcjonującego społeczność kaszubską. Apeluję, aby przedstawiciele
społeczności kaszubskiej przygotowali się do posiedzenia podkomisji zajmującej
się projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej
Polskiej i zastanowili się nad "miejscem" społeczności kaszubskiej w
omawianym projekcie oraz w możliwie krótkim czasie przedstawili stosowne
propozycje formalne. Jeżeli będziemy dysponowali takimi propozycjami, wówczas
możliwe będzie poświęcenie jednego z posiedzeń podkomisji konkretnemu zapisowi,
rozstrzygającemu problem nieuregulowanego statusu prawnego mniejszości
kaszubskiej. Oczywiście obecność reprezentantów Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego na posiedzeniach podkomisji jest zawsze mile widziana.
Panie pośle Czykwin, czy podtrzymuje pan
swoją propozycję, ażeby rząd, bądź resort spraw wewnętrznych przedstawił nam
opinię dotyczącą rozpatrywanego problemu? Czy też odpowiedzi udzielone w
trakcie dzisiejszej debaty są wystarczające?
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
Zgłosiłem wniosek, aby Komisja
Mniejszości Narodowych i Etnicznych w formie opinii podjęła takie stanowisko.
Zrozumiałem, że przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego przygotowali
konkretną propozycję rozwiązania niniejszego problemu, ale jeżeli postulat
zostanie przeformułowany, wówczas wycofam swój wniosek.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Podtrzymujemy postulat i popieramy
formalny wniosek, zgłoszony przez pana posła Eugeniusza Czykwina. Pan
przewodniczący Jerzy Szteliga zaproponował abyśmy w możliwie krótkim czasie
opracowali propozycje konkretnych zapisów, spełniające nasz postulat.
Uszczegółowimy nasze uwagi, ale zasadniczą kwestią jest przyznanie społeczności
kaszubskiej statusu mniejszości etnicznej w ustawie o mniejszościach narodowych
i etnicznych.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Rozumiem, że pan poseł Eugeniusz Czykwin
proponuje, aby Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych, zgodnie z art. 159
i 160 regulaminu Sejmu, poprosiła o wydanie opinii w sprawie postulatów
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Czy też, wyjaśnienia przedstawicieli rządu,
obecnych na dzisiejszym posiedzeniu były satysfakcjonujące? Zwracam uwagę, że
regulamin Sejmu wyraźnie sugeruje, że komisja sejmowa formułując opinię powinna
skierować ją do organów wymienionych, a więc w tym wypadku Rady Ministrów.
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
Kwestii wydawania opinii dotyczy art.
160 regulaminu Sejmu.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Natomiast art. 159 stanowi, do kogo jest
adresowana opinia.
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
Myślę, że prezydium będzie wiedziało do
kogo skierować opinię Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Proszę zatem o sformułowanie treści
wspomnianej opinii.
Poseł
Eugeniusz Czykwin /SLD/ :
Proponuję wydanie opinii, w której
stwierdzilibyśmy, że uznajemy postulat społeczności kaszubskiej o włączenie jej
do katalogu mniejszości narodowych i etnicznych, objętych zakresem projektu
ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Czy ktoś z posłów chciałby zgłosić
jakieś uwagi w tej kwestii? Nie ma zgłoszeń. Niestety, nie możemy teraz podjąć
decyzji w sprawie powyższego wniosku, gdyż nie jest spełniony warunek kworum.
Sugestia zostanie jednak przekazana prezydium Komisji Mniejszości Narodowych i
Etnicznych.
Naczelnik
Dobiesław Rzemieniecki :
Chciałbym przedstawić jedną krótką
informację. Mianowicie, w dniu 7 czerwca 2002 roku pan minister Zenon
Kosiniak-Kamysz wystosował odpowiedź do pana prof. Brunona Synaka, prezesa
Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Pismo to zostało przekazane
również przewodniczącej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, pani
Genowefy Wiśniowskiej.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Czy pan prezes Artur Jabłoński chciałby
jeszcze zabrać głos?
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
Chciałbym podziękować uczestnikom
dzisiejszego posiedzenia za to, że poświęcili tyle czasu i uwagi postulatom
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, reprezentującego społeczność Kaszubów. Żałuję
jedynie, że regulaminowy wymóg istnienia kworum uniemożliwił posłom podjęcie
decyzji w sprawie wniosku pana posła Eugeniusza Czykwina w dniu dzisiejszym.
Mam jednak nadzieję, że prezydium zechce ten wniosek ponownie rozpatrzyć, a
Komisja wyrazi swoją aprobatę. Wyrażam również nadzieję, że nasze postulaty i
oczekiwania będziemy mogli uszczegółowić na posiedzeniu podkomisji zajmującej
się projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej
Polskiej.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Wspominając mój ubiegłoroczny urlop na ziemiach
bliskich Kaszubom oraz biorąc pod uwagę fakt braku kontaktu pomiędzy
przedstawicielami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Komisją Mniejszości
Narodowych i Etnicznych apeluję gorąco o zaproszenie Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych na Kaszuby celem odbycia wyjazdowego posiedzenia.
Wiceprezes
Artur Jabłoński :
W jednej z moich poprzednich wypowiedzi
stwierdziłem, że serdecznie zapraszamy wszystkich uczestników posiedzenia do
odwiedzenia Kaszub i oczywiście zaproszenie to podtrzymuję. Jeżeli tylko
posłowie wyrażą taką wolę, wówczas Gdańsk i całe Kaszuby będą oczekiwały na
wizytę Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.
Poseł
Jerzy Szteliga /SLD/ :
Proszę o przekazanie pozdrowień na ręce
pana prof. Brunona Synaka oraz byłego członka Komisji Mniejszości Narodowych i
Etnicznych, pana posła Jana Wyrowińskiego.
Przechodzimy do rozpatrzenia spraw
różnych.(...)
Kaszubi mniejszością etniczną (11.09.2002)¨(20)
Warszawa. O status
mniejszości etnicznej ubiegają się Kaszubi. Wczoraj czteroosobowa delegacja
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystąpiła przed sejmową Komisją Mniejszości
Narodowych i Etnicznych w Warszawie.
- Zaapelowaliśmy o
prawne uznanie półmilionowej rzeszy Kaszubów za mniejszość etniczną – mówi
Wanda Kiedrowska, działaczka kaszubska ze Stężycy. – Chodzi nam o to, aby zapis
taki znalazł się w przygotowywanej właśnie ustawie o mniejszościach narodowych
i etnicznych.
W Warszawie oprócz
Wandy Kiedrowskiej Kaszubów reprezentowali Artur Jabłoński, wiceprezes ZKP,
Renata Mistarz z Kartuz i Łukasz Grzędzicki. Członkowie komisji przychylili się
do prośby ZKP. Teraz zapozna się z nią sejmowa podkomisja oraz rząd.
Ruch kaszubski ma już
ponad 150-letnią tradycję. Jej korzenie tkwią w etnicznej odrębności Kaszubów i
silnym poczuciu identyfikacji z zamieszkiwaną od setek lat ziemią. Wiele
postulatów twórców ruchu kaszubskiego zostało spełnionych. Kaszubi zachowali własny
język i świadomość własnej tradycji historycznej i kulturowej. Maja własną literaturę,
audycje radiowe i telewizyjne, a także modlitewnik, Księgę Psalmów w tym języku
oraz dwa tłumaczenia ksiąg Starego Testamentu.
Niedawno zakończony
spis powszechny ludności polskiej wykazał, że nie przewidziano w nim pojęcia
kaszubska grupa etniczna. (sz)
Ważne dla przyszłości
Artur Jabłoński,
wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
- Ten zapis w ustawie
zagwarantuje nam prawną opiekę państwa. Jest to niezwykle ważne w kontekście
choćby finansowania przez państwo nauki języka kaszubskiego w szkołach na
Kaszubach, audycji telewizyjnych i radiowych w mediach publicznych. A poza tym,
jeżeli nie będziemy mieli zagwarantowanych praw w polskim prawodawstwie, to nie
będziemy ich mieli także w systemach Unii Europejskiej.
Mniejszość czyli mętlik pojęciowy (4.10.2002)
Rozmowa z prof. Brunonem Synakiem,
prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego¨(21)
- Niedawno na
łamach prasy toczyła się dyskusja na temat uznania Kaszubów za mniejszość
etniczną, a pan jako prezes ZKP nie zabrał w niej głosu. Dlaczego?
- Przyczyna jest
bardzo prosta – przebywałem poza granicami kraju i dopiero teraz zapoznałem się
z przebiegiem tej dyskusji. Martwi mnie jej emocjonalny charakter i niedokładny
odbiór intencji ZKP.
- Przecież to
Zarząd Główny wysłał swoich przedstawicieli do Warszawy z wnioskiem, aby Sejm w
przygotowywanej ustawie uznał Kaszubów za mniejszość etniczną?
- W dyskusjach nad
projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych uczestniczyliśmy od
momentu powstania pierwszej jego wersji. Głównym zastrzeżeniem, jakie
zgłaszaliśmy, było ograniczenie zasięgu ustawy do mniejszości narodowych i
etnicznych. Proponowaliśmy, aby uwzględniała ona również grupy etniczne, by
uniknąć zaliczenia nas do mniejszości. Kiedy ostatnio prace nad projektem
zostały wznowione i zaistniała realna szansa uchwalenia ustawy, postanowiliśmy
zwrócić się do komisji z prośbą o spotkanie, na którym zaprezentowaliśmy swoje
stanowisko i oczekiwania wobec proponowanych uregulowań prawnych.
- O jakie
uregulowania chodzi? Przecież są podstawy prawne do nauczania języka
kaszubskiego, do posiadania programów telewizyjnych i audycji radiowych.
- Właśnie, ale gdyby
proponowana ustawa w obecnej formie weszła wżycie, to pozbawiłaby nas takich
podstaw. Warto przypomnieć, że szkoły nauczające języka kaszubskiego mają
formalne podstawy do tej nauki oraz otrzymują zwiększoną subwencję dzięki
odpowiedniemu rozporządzeniu MEN, w którym mówi się o „grupach etnicznych”.
Zresztą termin ten został wprowadzony m.in. na skutek naszych sugestii. Ustawa
o radiofonii i telewizji również posługuje się terminem grupa etniczna. Gdyby
projekt ustawy w obecnej formie wszedł w życie, to powyższe regulacje prawne
straciłyby swoją moc. Ustawa bowiem mówi tylko o mniejszościach narodowych i
etnicznych, nie zaś o grupach czy społecznościach regionalno-etnicznych. W tej
sytuacji z konieczności musielibyśmy zostać zaliczeni do mniejszości
etnicznych, aby przynajmniej zachować obecne możliwości.
- Wobec tego jakie
rozwiązanie uważa pan dla Kaszubów za najlepsze?
- Z punktu widzenia
Kaszubów, a także podobnych społeczności, najkorzystniejsze byłoby szybkie
ratyfikowanie przez Polskę „Europejskiej Karty Języków Mniejszościowych i
Regionalnych”, przyjętej przez Radę Europy. Jej regulacje w pełni by nas
satysfakcjonowały – zwłaszcza gdyby prawna ochrona języków regionalnych
znalazła się w przygotowywanej ustawie. W ten sposób nie tylko nie tracilibyśmy
posiadanych uprawnień, ale uzyskałyby one silniejsze umocowanie prawne i , być
może, poszerzyłby się ich zakres. Jednocześnie takie rozwiązanie nie nasuwałoby
kojarzenia Kaszubów z mniejszością w powszechnym jej rozumieniu.
- Zatem Kaszubi są
czy też nie są mniejszością etniczną?
- W socjologicznym
rozumieniu – zdecydowanie nie, choć oczywiście wszystko zależy od definicji.
Jesteśmy etniczną grupą kulturowo-regionalną, stanowiącą integralną część
narodu polskiego, silnie splecioną z
jego historycznymi losami. Posiadamy bardzo silną polską tożsamość narodową
oraz kaszubską tożsamość regionalną. Ponadto mniejszość zwykle doświadcza
jakiegoś dyskryminacji, która w dalszej i bliższej przeszłości niejednokrotnie
Kaszubów dotykała, ale dziś trudno o niej mówić. Nie ma też jednolitej
definicji prawnej. Definicja mniejszości etnicznej przyjęta w projekcie ustawy
– podobnie jak w Konstytucji RP – jest bardzo szeroka i swoim zasięgiem
znaczeniowym obejmuje także grupy etniczne. A więc mamy do czynienia z pewnym
mętlikiem pojęciowym. Ostateczną decyzję w sprawie projektu ustawy podejmie
nasz najwyższy organ – Rada Naczelna ZKP.
- Dziękuję za
rozmowę.
Rozmawiał
Mariusz Szmidka
Czy to już rewolucja kaszubska?¨(22)
Dyskusja redakcyjna z
udziałem redaktora Tadeusza Bolduana, wiceprezesa ZKP i starosty puckiego
Artura Jabłońskiego, redaktora Jana Chrzana, prezesa oddziału toruńskiego ZKP
Tomasza von Piechowskiego, prezesa ZKP prof. Brunona Synaka oraz reprezentujących
„Pomeranię” Krystyny Puzdrowskiej i Stanisława Jankego.
Stanisław Janke
W pierwszej dekadzie
września grupa działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystąpiła do Sejmu RP
z wnioskiem o uznanie Kaszubów za mniejszość etniczną. Po ukazaniu się
informacji w prasie rozszalała się burza. Nie pomogły tłumaczenia, że termin
mniejszość etniczna jest zastępczy wobec grupy etnicznej, którego to terminu
nie ma w prawodawstwie polskim. Większość zabierających głos w prasie i na
stronach internetowych wyraziła zdecydowany sprzeciw wobec dążeń środowiska ZKP
do uznania Kaszubów za mniejszość etniczną czy grupę etniczną. Pojawiły się
także głosy kwestionujące m.in. istnienie języka kaszubskiego i odrębności kulturowej
Kaszubów. Wcześniej o Kaszubach jako grupie kulturowo-etnicznej czy etnicznej
mówiło się wielokrotnie, m.in. po przystąpieniu w 1991 r. ZKP do Federacyjnej
Unii Europejskich Grup Etnicznych (FUEV), po ukazaniu się w 1998 r. książki
Brunona Synaka „Kaszubska tożsamość”. Wtedy nie słyszało się negatywnych
reakcji, teraz natomiast mówi się o rewolucji kaszubskiej. Czy naprawdę zdarzyło się coś szczególnego?
Artur Jabłoński
Nie stało się nic szczególnego.
Podjęta została jedynie próba regulacji prawnej statusu Kaszubów. To
unormowanie jest nam potrzebne do dalszego funkcjonowania w obrębie prawa
krajowego, a po wejściu do Unii Europejskiej także międzynarodowego. Chodziło o
to, by – „wydeptane” przez Kaszubów m.in. nauczanie kaszubskiego w szkole, cotygodniowe
emisje audycji kaszubskich w radiu i telewizji, nie zostały zlikwidowane.
Gwarancją zachowania tego dorobku jest właśnie odpowiedni zapis w ustawie o
mniejszościach etnicznych i narodowych.
Do tej pory głównie dzięki naszym działaczom – senatorom,
posłom, ministrom, wojewodom, profesorom – udało się nam, jako grupie
etnicznej, zaistnieć na tych obszarach życia publicznego. Termin „grupa
etniczna” przejęliśmy z socjologii, jednak pojęcie to w Polsce nie istnieje w
sensie politycznym, prawnym. Konstytucja RP mówi o mniejszościach narodowych i
etnicznych. Przekonywałem Zarząd Główny ZKP, pana prezesa, by rozpocząć
dyskusję z sejmową komisją już teraz, zanim jeszcze ustawa o mniejszościach etnicznych
i narodowych nie weszła w życie. Moglibyśmy trzymać się terminu „grupa
etniczna”, ale nie wiem, czy jesteśmy na tyle silną i wpływową społecznością,
by wprowadzić taki zapis w Konstytucji RP.
Brunon Synak
Nie lekceważyłbym
głosów, które pojawiły się w tej medialnej dyskusji. Sadzę jednak, że większość
z nich z niezrozumienia albo braku dostatecznej informacji o naszych
intencjach.
Jestem zwolennikiem tzw. miękkiej
etniczności, to są sprawy bardzo delikatne i nie można z nimi w żadnej mierze
przesadzać. Nie uważam, że wychodząc z tą inicjatywą przesadziliśmy. Wiem, że
samo słowo etniczność, czy to związane z grupą, czy z mniejszością, jest źle
odbierane, a przecież tak naprawdę to znaczy ludowość (z późnogreckiego:
ethnikós - etniczny). Niestety, konotacje etniczności, szczególnie w ostatnich
latach doprowadziły do tego, że pojęcie to powszechnie kojarzy się z
izolacjonizmem, wręcz separatyzmem. Nasza inicjatywa z takim rozumieniem
etniczności nie ma nic wspólnego.
Dyskutując o tej
inicjatywie musimy się cofnąć do 1990 roku, kiedy nie było jeszcze nowej
konstytucji. Wtedy to bowiem powstał pierwszy projekt ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych. Zarówno ja, jak i inni członkowie Zrzeszenia braliśmy
parokrotnie udział w posiedzeniach sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych
i etnicznych, wysyłaliśmy do niej nasze opinie. Za każdym razem wyrażaliśmy
niezadowolenie, że projekt ustawy mówi o mniejszościach narodowych i
etnicznych, a pomija grupy, które nie czują się mniejszościami, np. Kaszubi. Niestety,
naszych opinii w ogóle nie wzięto pod uwagę.
W ostatnim
czasie prace nad projektem ustawy
przyśpieszono. Uznaliśmy, że ustawa lada dzień może zostać przyjęta, a to
oznaczałoby, że dotychczasowe uregulowania – dotyczące zwłaszcza dostępu
mniejszości narodowych i grup etnicznych do telewizji, o których mówi ustawa z
1992 roku – zostałyby anulowane. Podobnie mogłoby stać się z rozporządzeniem
ministra edukacji narodowej, w którym również istnieje, dzięki inicjatywie ZKP,
zapis o grupach etnicznych, jak już mówił Artur Jabłoński, zostalibyśmy
pozbawieni dotychczasowych praw.
Nie chcemy zmieniać
rzeczywistego statusu Kaszubów. Może nie dla wszystkich tu obecnych, ale z cala
pewnością dla mnie, oczywiste jest, że Kaszubi są grupą etniczną, ale o charakterze
regionalnym, a nie narodowym. Kaszubi są tymi, kim się czują. Znam wynik
najnowszych badań socjologicznych o identyfikacji kaszubskiej różnych
środowisk, między innymi młodzieży z Pucka. Tam ta identyfikacja jest słaba.
Jednym z głównych zadań, które Zrzeszenie wciąż podejmuje, jest przekonanie jak
największej części rdzennych mieszkańców, że są Kaszubami i by chcieli identyfikować się z kaszubszczyzną.
Zamknięcie Kaszubów w kategorii „mniejszość etniczna” na pewno nie pomoże w
rozbudzeniu identyfikacji kaszubskiej. To pojecie odstrasza od kaszubskości
wiele osób. Chociaż wystąpiliśmy z taką inicjatywą, nie uznajemy jej za
najlepsze rozwiązanie, ale w sensie prawnym obecnie jest ono jedyne. Sądzę, i
być może to przekonanie podzieli także Rada Naczelna ZKP, że najlepszy dla
Kaszubów byłby stan prawny wynikający z ratyfikowania przez Polskę Europejskiej
Karty Języków Mniejszościowych i Regionalnych. Karta daje również takim społecznościom
jak nasza daleko idące uprawnienia, jeśli oczywiście Polska zatwierdzi ważne dla
nas punkty.
Główne prawa Fryzów,
często przez nas przywoływanych, dotyczące m.in. dostępu do radia, telewizji,
ochrony języka, pochodzą właśnie z tej deklaracji. A przecież Holandia
ratyfikowała tylko około połowy ogólnej liczby punktów karty. Języki regionalne
można by także wpisać do wspomnianej ustawy
o mniejszościach narodowych i etnicznych, oczywiście wówczas musiałaby
ona być inaczej zatytułowana. Takim rozwiązaniem prawnym bylibyśmy całkowicie
usatysfakcjonowani.
Tadeusz Bolduan
Wprowadzanie Kaszubów
w obieg międzynarodowy, moim zdaniem – mówił Tadeusz Bolduan – powiązane jest z
dwoma czynnikami: z językiem i pieniędzmi .Jeżeli cały ruch kaszubski ma się
ograniczać do tych dwóch spraw, to ja dziękuję. Uważam Kaszubów za grupę
kulturową, regionalną. Kto chce może mówić o grupie etnicznej, ale zdecydowanie
jestem przeciwko nazywaniu Kaszubów mniejszością etniczną.
Pieniądze trzeba
zdobywać w różny sposób, raz się to udaje, innym razem nie, lecz nie można tego
robić za cenę zmiany tożsamości Kaszubów. Takie podejście to przede wszystkim
błąd polityczny. Oficjalny stosunek do Kaszubów jest bardzo dobry, a z
podskórnym bywa, niestety, różnie. Gdybyśmy zostali uznani za mniejszość
etniczną to nie chciałbym, chociaż jestem Kaszubą, aby mnie z kaszubskością
identyfikowano. Nie wyobrażam sobie, bym miał uznawać siebie za członka jakiejś
mniejszości w Polsce. To absurd.
Jeśli chodzi o język
kaszubski, powiem otwarcie: nie byłem i nie jestem zwolennikiem nazywania
kaszubskiego językiem. Jestem zwolennikiem mowy kaszubskiej, mowy Kaszubów, a
nie sztucznie tworzonego języka, zasad pisowni. Nie może być tak, ze dialekt
nazywa się językiem. Nie mogę z tym się pogodzić. Przeczytałem dwa pierwsze
tomiki wierszy Jana Zbrzycy – „Południca” i „Wizrë ë duchë” i wszystko
zrozumiałem, to świetna poezja. Kiedy wziąłem do ręki ostatni tom Zbrzycy,
„Wieczórny widnik”, nic z niej nie zrozumiałem. Nasza mowa jest naturalna i nie
powinno się z niej tworzyć czegoś nienaturalnego. W magazynie telewizyjnym
„Rodno zemia” i w „Nordzie” – dodatku do „Dziennika Bałtyckiego” – wyraźnie
unika się polonizmów, których przecież w kaszubszczyźnie używa się na co dzień.
One są wręcz w niej zakodowane. Kaszubi zawsze wychowywali się na kulturze
polskiej...
Artur Jabłoński: Od
kiedy?
Tadeusz Bolduan: Od
zawsze...
Tomasz von
Piechowski: Również w państwie krzyżackim?
Tadeusz Bolduan
Nie chcę wracać do
wspólnot plemiennych, do wczesnego średniowiecza. Wszyscy jednak wiemy, że
Kaszubi w Kościele korzystali z polskich modlitewników, słuchali polskich
kazań. Chociaż po swojemu, z własnym akcentem ale czytali polskie książki.
Bywam we wsiach kaszubskich na północy i nie zauważyłem, by tam ktoś wziął do
ręki kościelny tekst kaszubski. Wciąż korzystają z modlitewników polskich, bo
rozumieją te teksty.
Jestem za pisownia
kaszubską, ale tą Ropplową, co prawda szalenie uproszczoną, ale przynajmniej
czytelną zarówno dla Kaszubów, jak i nie-Kaszubów. Wciąż spotykam na wsiach w
biblioteczkach domowych tomiki Majkowskiego, Karnowskiego, Piepki, wydane
właśnie w tej pisowni. Nie widzę tam w ogóle nowej literatury kaszubskiej. Za
tym bynajmniej nie idzie wniosek, że Kaszubi ją odrzucają, bo to dotyczy
szerszego zjawiska – braku pieniędzy, nawyku czytania, kolportażu i wielu
innych czynników. Niemniej, kiedy Kaszubom Bëlokom podsuwałem do czytania
literaturę kaszubską w nowej pisowni, to odpowiadali: në, ceż to są za glëpotë.
Wcześniej mówiłem, że
unika się w pisowni kaszubskiej polonizmów, ale muszę też powiedzieć, że
lansuje się germanizmy. One były w potocznej mowie, ale naturalnie zanikają.
Kiedy czytam w tekście kaszubskim o krezu kartësczim, Kusfeldzie a nie Kuźnicy,
to mnie cholera bierze. Są oficjalne nazwy, których, na litość Boską, nie wolno
w Polsce podawać w wersji niemieckiej.
Kiedyś nie było mowy
o żadnych grupach, mniejszościach, a program kaszubski w telewizji szedł bez
przeszkód. Jeśli teraz elity kaszubskie są tak słabe, że nie mogą wymóc na
telewizji nadawania programu kaszubskiego czy wydawania „Pomeranii” bez
umocowań prawnych, no to powinny po prostu zwinąć żagle ...
Tomasz von Piechowski
Wszystko wskazuje na
to, że mamy różne poglądy na kaszubszczyznę. Mój jest dość szczególny, uważam
bowiem, że Kaszubi są narodem. Ale teraz nie będę o tym mówić, wyspowiadam się
z niego w osobnej publikacji. Chyba jednak nie jest istotne, jak nas Kaszubów
będą nazywać, tylko czy zachowamy nasze dziedzictwo i przekażemy je następnym
pokoleniom.
Mogę się zgodzić z
panem redaktorem Tadeuszem Bolduanem, że obecny język kaszubski jest dla niego
niezrozumiały, ale przecież świat idzie do przodu. Jeszcze dwadzieścia lat temu
jeszcze nie istniało w języku polskim określenie „telefon komórkowy”, bo go po
prostu nie było. Kiedy tworzono język neohebrajski, opierając się na Biblii,
wymyślano nowe słowa. Język jest tworem żywym, rozwija się.
Nie podzielam
lansowanego poglądu, że elity kaszubskie oderwane są od ludzi, że jakaś wąska
grupa sztucznie tworzy język kaszubski. Przecież normalizacja kaszubskiego
zaczęła się w połowie XIX wieku, od Floriana Ceynowy. Od tego czasu podejmowano
wiele prób usystematyzowania ortografii kaszubskiej. Pan Bolduan nie zgadza się
z obecnymi zasadami pisowni. Ja również się nie zgadzam, bo uważam, że jeszcze
bardziej powinny oddawać wymowę. Jednak zdaję sobie sprawę, że każda kodyfikacja
języka jest pewnym kompromisem. Po kilkudziesięciu latach sporów przyjęto tę
właśnie, obowiązującą obecnie, ortografię, w której, trzeba to podkreślić,
ukazało się już bardzo wiele książek. Czytelnictwo jest słabe, bo nauki
kaszubskiego nie było aż do lat dziewięćdziesiątych ...
Artur Jabłoński
Dyskusję o języku
prowadziliśmy dziesięć lat temu. Teraz rozmawiamy o etniczności, świadomości
kaszubskiej ...
Tomasz von Piechowski
Chciałem właśnie powiedzieć,
że podważanie statusu kaszubszczyzny jest też podważaniem naszej etniczności.
Mam przed sobą publikację prof. Alfreda Majewicza, który dziesięć lat temu
napisał, że z naukowego punktu widzenia obojętne jest czym jest kaszubszczyzna.
Od nas, Kaszubów zależy, czym ona jest i czym będzie.
Stanisław Janke
Spór, który się tu
zarysował, toczy się właściwie od zarania ruchu kaszubskiego. W podobnym do
redaktora Tadeusza Bolduana duchu wypowiedział się na łamach „Kuriera
Wejherowskiego” prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Wejherowie Andrzej
Arendt. Opowiedział się za regionalizmem, zdecydowanie jednak sprzeciwił się
kojarzeniu ruchu kaszubskiego z etnicznością. To nie są głosy odosobnione.
Liczna grupa działaczy kaszubskich, nie tylko ze starszego i średniego
pokolenia, widzi Kaszubów jako społeczność regionalną lub co najwyżej jako
wspólnotę kulturową. Chyba jednak należało się spodziewać, że co najmniej elity
Zrzeszenia wypracują jednolite stanowisko w sprawie statusu Kaszubów.
Artur Jabłoński
Sądzę, że mamy do
czynienia z pewnym procesem krystalizowania się świadomości kaszubskiej. Tak
jak dziesięć lat temu spieraliśmy się o ortografię, tak dzisiaj dyskutujemy o
poczuciu naszej tożsamości, kim jesteśmy. Poza poglądem pana Tadeusza Bolduana
nie znam opinii, że kaszubski to język wymyślony, że tak naprawdę nie istnieje.
Dzisiaj, tu przy tym
stole, rozpoczęliśmy dyskusję, która może toczyć się przez wiele lat. Właściwie
ta dyskusja rozpoczęła się w pełni kilka miesięcy temu za sprawą spisu powszechnego.
To właśnie ten spis zainspirował młodych z „Odrody” do podniesienia kwestii
istnienia narodu kaszubskiego. Podobny głos pojawił się na początku lat dziewięćdziesiątych
na łamach współtworzonej przeze mnie „Tatczëzne”. Te głosy należą jednak do
marginesu. My, którzy tak uważamy, stanowimy pewnie zaledwie jeden procent
społeczności kaszubskiej. Nie ma to wiec większego znaczenia. Ważne natomiast
jest, co tutaj już podkreślano, kim czują się Kaszubi jako cała społeczność. W
zdecydowanej większości, jak powiedział Brunon Synak, mają poczucie swojej
językowej odrębności, ale nie uważają się za inny naród. Dla mnie
kaszubszczyzna, o której nie umiem mówić bez emocji, jest istotą mojego
jestestwa.
Odpowiadając na jeden
z wątków poruszonych przez Tadeusza Bolduana, powiem wprost: tak, Kaszubom
chodzi o pieniądze. Jednak nie o pieniądze dla jednego czy drugiego prezesa,
dla Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, ale o pieniądze, które mają zagwarantować
kultywowanie i rozwój wielkiego dziedzictwa – szesnastu wieków trwania Kaszubów
nad Bałtykiem. Kiedyś, mówiąc złośliwie, wystarczyło zapisać się do jednej
słusznej partii, by takie pieniądze otrzymać. I wielu działaczy Zrzeszenia to
robiło. Dzisiaj można by oprzeć się na biznesmenach wspierających przecież
różne organizacje i partie. Ale oni są bardzo zmienni, a poza tym trzeba byłoby
im służyć, jak kiedyś jednej słusznej partii. Czy więc nie lepiej oddać się pod
opiekę państwa...
Jan Chrzan
Powiedział pan
wcześniej o swoim jestestwie kaszubskim. Czy pan myśli po kaszubsku? Czy, jeśli
jest pan człowiekiem wierzącym, modli się pan po kaszubsku? W jakim języku pan
liczy? Pewien człowiek z pogranicza kultur powiedział mi, że modli się i liczy
w swoim pierwszym, macierzystym języku. Edmund Szczesiak, zacytuję go jako
klasyka, na pytanie, czy można nauczyć się kaszubskiego, odpowiedział: „Tak,
ale od matki”.
Artur Jabłoński
Szczesiak ma rację,
kaszubski trzeba wyssać z mlekiem matki (uśmiech). To jest oczywiście
stereotyp. Trzeba zadać zupełnie inne pytanie: czy być Kaszubą dziś, to tylko
myśleć, czuć i mówić po kaszubsku? Czy być Irlandczykiem dziś, to mówić po
irlandzku (tylko dwa procent tego narodu mówi w tym języku)? To cos zupełnie więcej, to nie tylko język.
Moja matka jest Kaszubką, mój ojciec pochodzi spod Suwałk. W dzieciństwie
poznawałem jednocześnie i kaszubski, i polski. Odpowiadając na pańskie pytania:
myślę, liczę, czuję albo po polsku, albo po kaszubsku, w zależności gdzie
jestem i w jakiej sytuacji się znajduję.
Brunon Synak
Ja również potrafię
po kaszubsku myśleć, modlić się, liczyć. Często to robię, a budując domek na
wsi liczyłem tylko po kaszubsku. Mój ojciec liczył po niemiecku, a miał bardzo
silne poczucie tożsamości polskiej i kaszubskiej. Oczywiście, ważny jest język,
bo w nim przechowuje się kod kulturowy każdej wspólnoty. Ale i bez języka można
mieć silne poczucie identyfikacji ze swoją grupą etniczną, regionalną...
Jan Chrzan
Co zatem jest
wyznacznikiem kaszubskości?
Brunon Synak
Może nim być samo
poczucie przynależności do społeczności kaszubskiej. To jest sprawa bardzo
zindywidualizowana. Dla mnie ważny jest właśnie język, którego nigdy nie
zatraciłem i którego wciąż używam. W dzieciństwie nie znałem wielu słów
kaszubskich. Mój starszy brat jednak zapamiętał słowa, które w moim pokoleniu
się nie zachowały. Teraz przechodzę swoista reedukację.
Tadeusz Bolduan
powiedział, że nie można dążyć do zmiany
statusu Kaszubów za cenę zmiany
tożsamości. Na pewno ani ja, ani zdecydowana większość działaczy
Zrzeszenia tego nie chce. Z cala pewnością chcemy jednak, by zachowała się
kaszubska tożsamość.
Chyba wszyscy tutaj
możemy zgodzić się co do jednego: małe języki – obojętnie czy nazwiemy je mową,
dialektem, gwarą – są poważnie zagrożone. Co dwa tygodnie na świecie wymiera
jeden mały język. Czy możemy dopuścić, aby wśród nich znalazł się kaszubski?
Nie wierzę, że mowa kaszubska przetrwa, jeśli ograniczy się ją tylko do środowisk
domowych. Dlatego chcemy, by kaszubszczyzna żyła także w szkole, Kościele,
próbujemy podnieść jej prestiż w społeczeństwie.
Stanisław Janke
Rodzi się jednak inne
pytanie: czy Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie ma dostateczne pełnomocnictwo
społeczności kaszubskiej, by zabiegać o określenie jej statusu?
Brunon Synak
Jak na razie jesteśmy
jedyna organizacja reprezentującą społeczność kaszubską. Nie twierdzę, że
ostatecznie musimy opowiedzieć się za propozycją uznania Kaszubów za mniejszość
etniczną. Swoje obawy wyraziłem na początku tej dyskusji. Nie chciałbym, aby jakakolwiek
decyzja podjęta przez Zrzeszenie spowodowała odwrócenie się ludzi od Kaszubów.
Naszą siłą, ZKP, Kaszubów, ruchu kaszubskiego jest otwarcie się na innych. Na
pewno nie dopuścimy do tego, aby uznawano nas za wspólnotę zamkniętą. Jestem
przekonany, że podejmiemy decyzję rozważną i odpowiedzialną. Uczynimy to na
najbliższym posiedzeniu Rady Naczelnej ZKP.
Jan Chrzan
Mam przed sobą
ciekawy list od czytelniczki „Dziennika Bałtyckiego, która wyznała, że od dawna
pasjonuje się historią. Nie chciałabym w żadnym wypadku urazić Kaszubów – pisze
– wśród których było i jest wielu wspaniałych ludzi. Jednak nigdy i nigdzie dotychczas
nie spotkałam się z określeniem Kaszubów jako narodu. Nie było też w ich
dziejach nigdy księstwa czy państwa kaszubskiego. Dzielny ten lud zamieszkiwał
tereny Pomorza Wschodniego, Gdańskiego. Z ciekawości policzyłam w przybliżeniu
jak długo w czyim władaniu było Pomorze Gdańskie w czasie historycznego
tysiąclecia: księstwo pomorskie samodzielne, dwa etapy – 152 lata, panowanie
Krzyżaków, ciągłe – 158 lat, panowanie niemieckie wraz z okresem II wojny
światowej – 153 lata i Polacy, pięć etapów – w sumie 510 lat...”. Jest to jakiś
przyczynek do tej dyskusji.
Krystyna Puzdrowska
To nie jest trafny
przyczynek. Nie wywodzimy dziejów Kaszubów tylko od Przemysła II, Świętopełka,
Mściwoja. Jeśli już mówimy o historii Kaszubów, to trzeba przywołać księstwa
kaszubskie na Pomorzu Zachodnim, no ale to już inny temat.
Stanisław Janke
Nie da się w rozmowie
o statusie Kaszubów uniknąć emocji ani tu przy tym stole, ani na zewnątrz: na
łamach prasy, w radiu, telewizji. Spór jest już nie tylko sprawą kaszubską, ale
także publiczną. Może trzeba było przed wysłaniem delegacji Zrzeszenia do Sejmu
przeprowadzić solenną debatę o statusie Kaszubów w samej społeczności
zrzeszonej?
Artur Jabłoński
Tekst naszego
wystąpienia w Sejmie został opatrzony nadtytułem „Wstęp do dyskusji”.
Ostateczne stanowisko w tej sprawie, jak powiedział prof. Synak, wyrazi Rada
Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, która zbierze się pod koniec
listopada bieżącego roku. Właśnie wtedy sprecyzujemy zapisy, które powinny się
znaleźć w interesującej nas ustawie.
Brunon Synak
Nie przeceniam
znaczenia prawnych regulacji. One same nie wystarczą. Są jednak pewnymi ramami,
które normalizują organizację społeczeństw. Musza jednak mieć taką formę, by
żadna jednostka, wspólnota, nie znalazła się poza ich obrębem, ani też – z
drugiej strony – nie ograniczała niczyjej wolności.
‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑
Kazimierz Ostrowski
Wolę być większością¨(23)
Wiosna tego roku,
przy okazji spisu powszechnego, niektórzy Kaszubi odkryli, że nie są Polakami i
agitowali za przyjęciem kaszubsko-narodowej opcji. Jak wielu przekonali do
swoich poglądów – nie wiadomo, bo uczucia narodowe to rzecz prywatna, nie każdy
je uzewnętrznia. Ale zamieszali ludziom w głowach.
Z gorliwością neofity
nakłaniał i wdawał się w polemiki
gazetowe pewien działacz, który zachłysnął się swym szlachectwem, dumnie
tytułując się „von”, choć – jako żywo – nigdy żaden Kaszuba tak zaszczytnego
miana od swoich nie dostąpił, chyba że od Prusaków. Kiedy podczas I wojny
światowej mój śp. stryj poległ na froncie w Prusach Wschodnich, wówczas do domu
rodzinnego w Czyczkowach nadesłano wielki dyplom pochwalny, że muszkieter von
O. raczył oddać życie na kajzera Wilhelma II. Okazały papier do dziś leży na
dnie mojej szuflady.
Jesienią tego roku
niektórzy Kaszubi dostrzegli, że jesteśmy – jako społeczność - dyskryminowani,
ponieważ nie wymienia się Kaszubów w oficjalnych dokumentach rządowych, ani projekcie
ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zarząd Główny ZKP rozpoczął
więc starania o naprawienie tego błędu w przyszłej ustawie. „Musimy znaleźć się
w polskim systemie prawnym” – uzasadnia inicjator starań, jeżeli ... nie chcemy
wyprzeć się naszego języka, tradycji, dziedzictwa.
Jakoś do tej pory,
pomimo braku ustawowego potwierdzenia, iż Kaszubi są mniejszością etniczną, w
III RP nikt nie kazał wypierać się kaszubskiej tożsamości, nie zabraniał w
miejscach publicznych rozmawiać po
kaszubsku, wydawać książek i gazet
kaszubskich, uczyć w szkole języka kaszubskiego – jeżeli tylko rodzice i
dzieci tego chcą. I nagle miałoby się wszystko odmienić? W podtekście są
pieniądze, o które teraz trzeba prosić, a potem można będzie żądać.
Ten finansowy argument
mnie osobiście zasmuca, a nawet więcej – upokarza. Albowiem przekonania mogę
szanować, lecz gotowość do zmiany barwy w zamian za wizje mamony – wcale nie
mieści się w moim kodeksie. Już teraz, w związku z wystąpieniem do sejmowej
komisji mniejszości narodowych i etnicznych, raz po raz trzeba się z tego publicznie
spowiadać. Jednak nie do wszystkich przemówią solidne zapewnienia liderów, że
mimo wszystko będziemy Polakami, skoro sami domagamy się wystawienia świadectwa
odrębnego pochodzenia.
Minęła właśnie 5.
rocznica wejścia w życie konstytucji, która wprawdzie nie wszystkim się podoba,
ale preambułę ma ponoć wzorcową na skalę europejską. A tam czytamy: ..my, Naród
Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Nie mam ochoty eliminować się z
zakresu nazwy Naród Polski i przyłączyć się do pozostałych obywateli RP. Nie
chcę być mniejszością, wole pozostać większością Podejrzenia o naglą woltę
(narodową bądź etniczną – mało kto pojmuje) może są dla kogoś krynicą
satysfakcji, dla mnie zaś nader przykrym doświadczeniem.
Uchwała Rady
Naczelnej ZK-P
w sprawie statusu prawnego Kaszubów oraz
polityki i planowania językowego
(30.11.2002)¨(24)
1. Rada Naczelna akceptuje rozpoczęte przez Zarząd Główny
i Zespół ds. Edukacji działania, wynikające z uchwały XV Zjazdu Delegatów ZKP,
mające na celu określenie statusu prawnego Kaszubów oraz polityki i planowania
językowego. Działania te powinny być kontynuowane.
2. Rada
Naczelna uznaje za właściwy i satysfakcjonujący parlamentarny projekt ustawy „o
mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym”, znacząco i
pozytywnie różniący się od dotychczasowego projektu ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych w RP (druk sejmowy 223). Jednocześnie Rada Naczelna
apeluje o szybkie przyjęcie ustawy przez Parlament RP.
3. Istotne dla społeczności kaszubskiej w jej dążeniach do utrzymania i rozwoju tożsamości i języka jest ratyfikowanie przez Polskę Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Spodziewamy się także i w tej kwestii szybkich i skutecznych działań rządu, parlamentu i prezydenta RP
4. Zobowiązuje się Zarząd Główny ZKP do przygotowania wyboru z tekstu Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych zagadnień i ich zakresu – menu – uwzględniającego specyfikę i potrzeby języka kaszubskiego.
5. Rada Naczelna zobowiązuje Zarząd Główny do podjęcia szybkich i skutecznych działań dotyczących wypracowania strategii polityki i planowania językowego w oparciu o istniejący projekt Zespołu ds. Edukacji. Proponuje się powołanie stałego zespołu problemowego
Rada Naczelna ZK-P zaakceptowała
projekt komisji parlamentarnej
Do przodku z rodną mową¨(25)
Strategia rozwoju
języka kaszubskiego była przedmiotem dyskusji na ostatnim w tym roku
posiedzeniu Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które odbyło się w
filii Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego w Starbielinie koło Choczewa.
Przed kilkoma
miesiącami do parlamentarnej Komisji ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych wniesiono
projekt, mający zatwierdzić status Kaszubów jako mniejszości etnicznej.
Niestety, w nazewnictwie prawnym nie istnieje pojęcie „grupa etniczna”, które
najbardziej odpowiadałoby działaczom kaszubskim i specyfice etnicznej regionu.
Wniosek spowodował ożywioną dyskusję w całym kraju. Wiele zasadnych argumentów
spowodowało, ze komisja parlamentarna ujęła nas jednak w przygotowywanym
projekcie ustawy „o mniejszościach narodowych i etnicznych”, do której w tytule
dodano „oraz języku regionalnym”. Tak właśnie określono język kaszubski.
Projekt ten zyskał całkowitą akceptację Rady Naczelnej ZKP, czego wyrazem jest
przyjęta w Starbielinie uchwała. Mówi ona także, że „istotne dla społeczności
kaszubskiej w jej dążeniach do utrzymania i rozwoju języka jest ratyfikowanie
przez Polskę Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych.
Spodziewamy się także w tej kwestii szybkich i skutecznych działań rządu,
parlamentu i prezydenta RP”.
- Przyjęcie przez
polski parlament tych dokumentów
gwarantuje, że kaszubski będzie objęty prawną ochroną państwa. Zapewnia nam to
dostęp języka kaszubskiego do mediów, nauczanie w szkołach oraz utrzymanie
jednego miesięcznika społeczno-kulturalnego, na przykład „Pomeranii” – mówi
wiceprezes Zrzeszenia, Artur Jabłoński.
(...)
Eugeniusz
Pryczkowski
Wypowiedzi działaczy ZK-P w sprawie spisu
ludności
Narodowość i
język według spisu ludności w 2002 r. w woj. pomorskim
Prezes ZK-P o wynikach spisu ludności (7.07.2003)
Artykuły w „Pomeranii” (IX. 2003)
Wypowiedzi
działaczy ZK-P w sprawie spisu ludności
Gdańsk,
25.04.2002
Redaktor Naczelny
"Głosu Wybrzeża" Marek Formela
Szanowny
Panie Redaktorze,
W
związku z listem Pana Edmunda Wyszeckiego pt. "Do Kaszubów",
zamieszczonym w "Głosie Wybrzeża" z dnia 24 bm., uprzejmie proszę o
opublikowanie w najbliższym możliwym numerze "GW" stanowiska ZKP o
następującej treści:
"Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie zdecydowanie odcina się od stanowiska Edmunda Wyszeckiego,
wyrażonego w liście pt.: "Do Kaszubów" ("Głos Wybrzeża" z
dnia 24.04.br.), w którym autor wzywa Kaszubów do podawania w najbliższym
Narodowym Spisie Powszechnym narodowości kaszubskiej. Apel ten uważamy za
nieodpowiedzialny i szkodliwy. Rozumiemy, że narodowość jest przede wszystkim
kategorią subiektywną i każdy ma prawo do własnego, indywidualnego wyboru.
Powszechnie jednak wiadomo, że dzisiejsi Kaszubi w przygniatającej większości
posiadają - niczym nie wymuszone - jednoznaczne poczucie polskiej
przynależności narodowej (a nie tylko państwowej), a równocześnie dysponują
silną tożsamością kaszubską i odrębnym językiem, którego uwzględnienie w Spisie
Powszechnym umożliwia formularz spisowy. Problemem dla Kaszubów jest to, że w
formularzu tym nie ma możliwości zaznaczenia przynależności etnicznej
(regionalnej). Niestety, p. Edmund Wyszecki tego nie rozumie, wie niby lepiej
czego Kaszubom potrzeba, a w rzeczywistości działa przeciw nim. - Prezes ZKP,
prof. dr hab. Brunon Synak"
Z poważaniem
Prezes
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
prof. dr hab. Brunon Synak
Jestem
Kaszubą i Polakiem¨(27)
Wkrótce rozpoczyna się spis powszechny. Część członków Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zaapelowało do mieszkańców Kaszub, aby podawali rachmistrzom fakt używania języka kaszubskiego...
Tak, bo w kwestionariuszu jest pytanie o znajomość języków. A kaszubski ma status języka. Cieszy mnie, że Kaszubi będą mogli publicznie zadeklarować to, że mówią po kaszubsku. Byłoby dobrze, aby jak najwięcej mieszkańców Kaszub złożyło taką deklarację.
Czy dane jakimi po zakończeniu spisu dysponować Urząd Statystyczny w Gdańsku pozwolą na sprecyzowanie jak wielu Kaszubów zna język kaszubski ?
Obawiam się, iż nie będą
to dane pełne. Na podstawie własnych badań naukowych wiem, że część osób, mimo,
iż w domu mówi po kaszubsku to jednak rachmistrzowi takiej informacji nie poda.
To jest taka przekora wynikająca z historycznej zaszłości. Osoby te uważają, że
jest to coś wstydliwego. Dla mnie język kaszubski to skarb, fundament naszej
etniczności. Do jego pielęgnowania i rozwijania zachęcał Ojciec Święty, Jan
Paweł II. Mam nadzieję, że Kaszubi o tym pamiętają.
Jaka jest pana opinia w sprawie stanowiska Tomasza Piechowskiego, Kaszuby z Torunia, który nawołuje w Internecie, aby podczas spisu powszechnego wpisywać narodowość kaszubską, a nie polską ? ¨(28)
Nie zgadzam się z tym. Na Kaszubach nie ma problemu
narodowościowego. Bogactwo Kaszubów polega na tym, że mają podwójną tożsamość.
Zdecydowana większość jest narodowości polskiej. Żałuję tylko, że w kwestionariuszu
nie ma rubryki, która odpowiadałaby rzeczywistości. Chodzi mi o możliwość
podania narodowości polskiej oraz przynależności do kaszubskiej grupy
etnicznej. Mam nadzieję, że przy następnym spisie taka możliwość już będzie.
Sam się zastanawiam, czy nie podam, że jestem Kaszubą-Polakiem. Generalnie
jednak uważam, że narodowość to indywidualna sprawa każdego, niezwykle
delikatna i złożona. A robienie wokół tego zamieszania jak w przypadku kolegi z
Torunia to niebezpieczna zabawa.
Rozmawiał
Mariusz Szmidka – „Dziennik Bałtycki”
15 maja 2002r.
Narodowość Kaszubów
w spisie powszechnym (21.05.2002)¨(29)
Dziś rozpoczyna
się spis powszechny, który potrwa do lipca. Ma on charakter wyjątkowy. Po raz
pierwszy w historii polskiej administracji zostaniemy zapytani o język i
narodowość.
- W czasie
przygotowań do spisu pojawiły się sygnały, że na szkoleniach rachmistrzów
uczono, iż kaszubski to nie jest język, a Kaszubi nie są grupą etniczną. Zarząd
Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystosował ostry protest do generalnego
komisarza spisowego - mówi Artur Jabłoński, starosta pucki, a wiceprezes
Zrzeszenia. W efekcie komisarze spisowi zostali pouczeni o właściwym zachowaniu
się ,przy pytaniach o narodowość, tj. niekwestionowanie odpowiedzi
przekazywanych przez respondenta". Wczoraj w niektórych miastach
kaszubskich m.in. Kartuzach, Wejherowie, Pucku i Kościerzynie pojawiły się
ulotki, w których zachęca się do deklarowania narodowości i języka kaszubskiego
w spisie powszechnym. - Zdecydowanie odcinamy się od tego typu działań - mówi
prof. Brunon Synak, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.
Do wydania i
rozprowadzenia ulotek przyznaje się Tomasz Piechowski z Torunia.
- Wydrukowaliśmy ponad 30 tysięcy ulotek.
Grupa studentów skupionych wokół naszego pisma rozprowadziła je we wszystkich
miastach kaszubskich od Gdańska do Słupska i od Chojnic do Jastarni - przyznaje
Paweł Szczypta, redaktor naczelny miesięcznika ,Odroda". Jak twierdzi
zrobili tak, ponieważ chcą uświadomić Kaszubom, że mają możliwość podania w
ankiecie: ,narodowość - kaszubska, język ojczysty - kaszubski, obywatelstwo -
polskie". - Chcemy wywołać dyskusję wśród działaczy i mieszkańców tych
ziem na temat tego kim są Kaszubi. To będzie miało ogromne znaczenie dla naszej
przyszłości - dodaje P. Szczypta. Prezes Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskiego
uważa, że takie działania to niebezpieczna zabawa. Zachęca natomiast do
podawania rachmistrzom faktu używania języka kaszubskiego, fundamentu
etniczności. Zaś sprawę narodowości pozostawia własnej ocenie Kaszubów. - Nasze
przyznanie się do kulturowo-językowej odrębności pozwoli nam zorientować się
ilu nas jest oraz wzmocnić własną etniczną tożsamość. Nie zatraćmy tej szansy -
podkreśla A. Jabłoński.
Podwójna
tożsamość
Brunon Synak,
prezes ZK-P: - Narodowość to indywidualna sprawa każdego, niezwykle delikatna i
złożona. Bogactwo Kaszubów polega na tym, że mają podwójną tożsamość.
Zdecydowana większość jest narodowości polskiej. Żałuję tylko, że w kwestionariuszu
nie ma rubryki, która odpowiadałaby rzeczywistości. Chodzi mi o możliwość
podania narodowości polskiej oraz przynależności do kaszubskiej grupy
etnicznej. Mam nadzieję, że przy następnym spisie taka możliwość już będzie.
Wierzę
w naród kaszubski
Tomasz von Piechowski,
Kaszuba z Torunia: - Nie chcemy zakładać własnego państwa. Jesteśmy wszyscy we
własnym domu: Polacy, Kaszubi, Białorusini i inne narody. Fakt, że większość
Kaszubów nie uważa się za odrębny naród jest rezultatem polityki wynaradawiania
Kaszubów zapoczątkowanej w okresie międzywojennym i brutalnie kontynuowanej w
PRL. Podwójna identyfikacja prowadzi do wypierania tożsamości kaszubskiej, do
całkowitej asymilacji włącznie. Z istnieniem narodu jest jak z wiarą w Boga. Ja
w naród kaszubski wierzę i zamierzam tę wiarę głosić. W zrzeszeniu nie jesteśmy
jednomyślni w tej kwestii.
Kaszubi
Na Pomorzu
mieszka około pół miliona Kaszubów. Obok nielicznych Mazurów i dwumilionowej
społeczności Ślązaków, Kaszubi są jedną z trzech żyjących obecnie w Polsce
mniejszościowych grup etnicznych o statusie autochtonicznym. Język kaszubski, należący
do rodziny języków słowiańskich, przetrwał do dnia dzisiejszego i nadal się
rozwija, choć wciąż pozostaje bardzo zróżnicowany gwarowo. Kaszubi zdecydowanie
przeważają na wsi, co sprzyja żywotności etnicznej i zachowaniu odrębności
kulturowej. Kaszuby, podobnie jak Wielkopolska i Śląsk, wyróżniają się
gospodarnością, samorządnością oraz silnym zakorzenieniem idei regionalnej.
Narodowość¨(30)
Narodowość była przedmiotem badania
w naszym kraju w okresie przedwojennym w spisach ludności z lat 1921 oraz 1931,
przy czym w tym ostatnim – narodowość była ustalana pośrednio na podstawie
wyznania oraz języka ojczystego. W latach powojennych po raz pierwszy
zagadnienia narodowościowe włączono do spisu ludności w 2002 r. Z uwagi na duży
stopień trudności badań narodowości, uzyskane wyniki wymagają bardzo ostrożnej
interpretacji – bezwzględnie w powiązaniu z zastosowaną w spisie definicją
narodowości.
Pytanie o narodowość, które zostało
sformułowane w formularzu spisowym, uwzględniało z jednej strony nawiązanie do pierwszego
spisu w 1921 r., a z drugiej – zachowanie zgodności ze standardami
europejskimi. W związku z tym przyjęto, że pytanie będzie następujące:
Do jakiej narodowości się Pan(i)
zalicza?, przy następującym zdefiniowaniu narodowości:
Narodowość jest deklaratywną (opartą
na subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego
związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na
pochodzenie rodziców) z określonym narodem.
Sformułowane pytanie oraz przyjęta
narodowości są na tyle otwarte, że zezwalają osobie spisywanej na indywidualne,
własne rozumienie pojęcia narodowości. Rachmistrze spisowi byli zobowiązani do
odnotowania każdej udzielonej odpowiedzi, która pozostawała w związku z tematem
narodowości.
Pomimo przyjętej definicji
narodowości, niektóre uzyskane w badaniu spisowym odpowiedzi, dotyczące przynależności
narodowościowej, wychodzą poza zakres
dość szeroko rozumianego pojęcia narodowości i obejmują grupy etniczne.
Uzyskane w spisie wyniki
wskazują na dużą – w skali kraju –
różnorodność społeczności narodowościowych, etnicznych, czy nawet
etniczno-regionalnych. Spis wykazał, że Polska jest krajem jednorodnym
etnicznie, mimo współistnienia grup deklarujących swoją odrębność. Spośród
dużej liczby różnorodnych deklaracji
przynależności do grup narodowościowych oraz etnicznych w trakcie
opracowania i rejestracji danych spisowych zdołano wyłonić 109 kategorii, przy
czym 91 z nich liczy mniej niż 1000 osób, a jedna trzecia mniej niż 50.
W województwie pomorskim, jak
wykazują wyniki spisu, 2 123,8 tys. mieszkańców, czyli 97,4 % ogólnej liczby
ludności województwa, zadeklarowało swoją narodowość jako polską (w całym kraju
96,7%). Przynależność do narodowości innej niż polska zadeklarowało 12,5 tys.,
co stanowi 0,6% (w kraju 1,2%). W odniesieniu do 43,6 tys. (2%) nie zdołano
ustalić przynależności narodowościowej z powodu braku odpowiedzi.
Wśród narodowości, jakie najczęściej
były wymieniane w odpowiedziach osób spisywanych, pojawiała się narodowość
ukraińska – 3,0 tys. osób i niemiecka – 2,3 tys. osób. Wśród innych
społeczności najliczniejszą na terenie województwa jest społeczność kaszubska –
4,9 tys. osób. Ogółem w Polsce 5,1 tys. osób deklarowało przynależność do
społeczności kaszubskiej, z tego 96,7 % w województwie pomorskim. W dalszej
kolejności występują grupy narodowościowe lub inne społeczności, jak Rosjanie,
Białorusini, Grecy, Romowie.
W całym kraju, wśród narodowości
najczęściej deklarowanych występowała narodowość niemiecka (152,3 tys.),
białoruska (49 tys.) i ukraińska (31 tys.). Z innych społeczności
wyróżniających się liczebnością można wymienić Ślązaków (173 tys.) i Romów (13
tys.).
Język używany w domu
Obok pytania o narodowość do
tematyki spisu wprowadzono pytanie o język używany w kontaktach domowych.
Pytanie to przyjęło następującą postać:
W jakim języku (językach) rozmawia
Pan(i) najczęściej w domu? Konstrukcja pytania
dawała możliwość zarejestrowania dwóch nazw języków niepolskich,
niezależnie od tego, czy były one używane z językiem polskim, czy wyłącznie.
Ludność zamieszkała w województwie
pomorskim w zdecydowanej większości posługuje się w kontaktach domowych językiem
polskim. W sumie zadeklarowało używanie tego języka 2 133,2 tys. osób, co
stanowi 97,9% ogółu ludności. Ponadto język polski używany jest zazwyczaj jako
jedyny – 2 059,9 tys. (94,5%). Zbiorowość deklarujących posługiwanie się
językami niepolskimi w kontaktach rodzinnych liczy w sumie 76,9 tys. (3,5%),
przy czym najczęściej stwierdzano, iż są one używane na przemian z językiem polskim
– 73,3 (3,4%). Ponadto 20 razy rzadziej badania stwierdzali, iż rozmawiają w
domu wyłącznie w jednym lub w dwóch językach niepolskich – 3,6 tys. (0,2%).
Warto jeszcze zauważyć, że po jednym
języku niepolskim wymieniło 75,5 tys. osób, zaś po dwa – 1,4 tys. W przypadku
43,1 tys. osób (2,0%) nie zdołano ustalić żadnych danych na temat języka
używanego w domu.
Na etapie opracowywania wyników
spisu wyodrębniono w kraju 87 języków niepolskich. Niektóre odpowiedzi
wychodziły poza zakres definicyjny języka, a zatem bliższe mogą być takim
kategoriom jak dialekt czy gwara.
Wśród języków niepolskich w naszym
województwie zdecydowanie najczęściej wymienianym był język kaszubski – 52,6
tys. odpowiedzi, a w następnej kolejności język niemiecki – 12,2 tys. Ogółem w
Polsce 52,7 tys. osób zadeklarowało używanie języka kaszubskiego, w tym 99,9% w
województwie pomorskim.
W całym kraju było 20 języków
wymienianych częściej niż przez co najmniej 1 tys. osób, niezależnie od tego,
czy języki te były wymieniane samodzielnie, łącznie z językiem polskim, czy też
z innym niepolskim. Zdecydowanie najczęściej był wymieniany język niemiecki
(205 tys. odpowiedzi) i język angielski (90 tys.).
(Komentarz do
opublikowanych przez GUS danych z ostatniego spisu powszechnego)
Wyniki spisu powszechnego nie są dla
mnie żadnym zaskoczeniem - ani niska liczba osób, która zadeklarowała narodowość
kaszubską, ani prawdopodobnie (bo wyników dotyczących języka jeszcze nie
opublikowano) dużo niższa od rzeczywistej liczba osób, które wskazały na język
kaszubski jako język używany w domu. Obraz rzeczywistości kaszubskiej ukazany w
świetle danych spisu jest zafałszowany. Powodem wypaczenia wyników spisu była
przede wszystkim wadliwa konstrukcja kwestionariusza spisowego oraz interpretacja
pytań - częściej nieświadoma niż świadoma - przez rachmistrzów.
Jeżeli chodzi o narodowość, to liczbę 5
tys. osób, które określiły swoją narodowość jako kaszubską, a więc inną niż
polską, uważam i tak za zawyżoną. Kaszubi w przygniatającej większości (a mówię
to na podstawie badań socjologicznych) mają poczucie polskiej narodowości, ale
jednocześnie posiadają silną tożsamość etniczną. Kwestionariusz spisowy nie
dawał żadnej możliwości takiego podwójnego, narodowo-etnicznego, samookreślenia
siebie. W związku z tym część Kaszubów, chcąc pokazać swoją regionalno-etniczną
odrębność, deklarowała narodowość "inną niż polską". Sądzę też, że
część Kaszubów deklarowała odrębną narodowość na zasadzie przekory, jako
możliwość dania pełnego wyrazu własnej odrębności, po wcześniejszych okresach
upokorzeń i dyskryminacji.
Nieco inaczej ma się sprawa z językiem
kaszubskim. Choć liczba osób, które w spisie zostały ujęte jako używające
języka kaszubskiego jest z pewnością znacznie wyższa niż w przypadku
narodowości, to i tak będzie ona w sposób rażący odbiegała od liczby
rzeczywistej (trudno zrozumieć, dlaczego w raporcie ze spisu nie podano
szczegółowych danych dotyczących poszczególnych języków!). Powodem tych
rozbieżności były przede wszystkim zalecenia przekazywane rachmistrzom
spisowym, zgodnie z którymi język kaszubski miano traktować jako język polski.
Wprawdzie w sprawie tej dwukrotnie interweniowałem u Głównego Rachmistrza Spisowego
i otrzymałem zapewnienie, że język kaszubski będzie uwzględniany, ale z
praktyki wiemy, że nie zawsze tak było. Ponadto niektórzy rachmistrzowie nie
pytali nawet o język, sami zaznaczając "język polski", zakładając, że
dany respondent mówi w domu tylko po polsku (osobiście zresztą tego
doświadczyłem i dopiero na moją interwencję rachmistrz poprawił odpowiedź na pytanie
o język, nie ukrywając wyraźnego zdziwienia). Nie można też zapominać, że dla
pewnej części Kaszubów (znamy to doskonale z badań) rodnô mowa jest nadal czymś
wstydliwym i w sytuacjach oficjalnych (a taką był wywiad spisowy) nie zawsze
się do niej przyznają.
Mam nadzieję (wierzę w zapewnienia GUS),
że następny spis będzie opierał się na bardziej dostosowanym do rzeczywistości
etnicznej kwestionariuszu i dostarczy dokładniejszych informacji o Kaszubach.
Te, które otrzymaliśmy tym razem, są karykaturą rzeczywistości i niczemu nie
służą.
Prezes ZKP
Artykuły w „Pomeranii” (IX. 2003)
Po opublikowaniu wyników spisu powszechnego
rozgorzała w Polsce dyskusja na temat wielokulturowości obywateli naszego
państwa, tak niespodziewanie dla wielu ujawnionej. Nagle okazało się, że kilka
procent mieszkańców kraju pomiędzy Odrą a Bugiem, choć sa polskimi obywatelami,
nie czuje się Polakami. Kim są? Niemcami, Ukraińcami, Białorusinami, Ślązakami,
Kaszubami ... Kim, przepraszam? Ślązakami i Kaszubami. Ponad 170 tysięcy tych
pierwszych i 5100 drugich.
Fałszywa rzeczywistość
Pierwsze komentarze na łamach regionalnych
mediów (także w „Pomeranii”) dość
charakterystyczne dla postawy większości kaszubskich działaczy: wadliwie
skonstruowany kwestionariusz , nie dający możliwości podwójnego samookreślenia
się, a co za tym idzie, zafałszowany obraz rzeczywistości. Tu zwykle dygresja
dotycząca tych, co wybrali opcję narodową: wynik był do przewidzenia, liczba i
tak zawyżona, zdecydowana większość Kaszubów ma poczucie narodowości polskiej.
Zgoła inaczej zareagowali komentatorzy polskiej
rzeczywistości w prasie ogólnopolskiej. Rafał Geremek z „Wprost” (nr 35/2003)
pisze o Kaszubach, jako o narodzie dokonującym odrodzenia swojej ojczyzny.
Jacek Borkowicz w artykule „Rzeczpospolita obojga narodów” zamieszczonym w
miesięczniku „Nowe Państwo” (nr 8/2003) zauważył: „Problemu kaszubskiej
odrębności nie potrafiła rozwiązać ani II Rzeczypospolita, ani PRL, nie
doceniło go dotąd również obecne państwo polskie. Dziś fenomen kaszubskiego poczucia
narodowego zmusza nas, obywateli III Rzeczypospolitej, do postawienia na nowo
pytania o formułę polskiej racji stanu. (...) Czy dowartościowanie kaszubskiej
tożsamości zuboży czy wzbogaci poczucie polskości? Z duma wspominamy tradycje
wielonarodowej Rzeczypospolitej. Uznanie kaszubskiego prawa do narodowego
samookreślenia w państwie polskim byłoby godnym nawiązaniem do niej.
Separatyzm po nowemu
Idea narodu kaszubskiego – powiadają na
Kaszubach - to inna wersja separatyzmu,
czyli wzoru zachowań ofensywno-destruktywnych. Znaczenie tych słów objaśnia
szczegółowo Cezary Obracht-Prondzyński w szkicu „Czy w Polsce powstają nowe narody?”
zamieszczonym w książce „W kręgu problematyki kaszubsko-pomorskiej”. Studia i
szkice”. Autor pisze: „W przeciwieństwie do separatyzmu pomija on [wzór
ofensywno-destruktywny] całkowicie znaczenie kwestii niemieckiej, a wręcz
uznaje, że można podjąć nowe idee narodowe właśnie dlatego, że kontekst ten
stracił na znaczeniu. Jest ofensywny, ponieważ stara się całkowicie przeformułować
dotychczasowe postawy i tożsamość Kaszubów, przedstawia nowe propozycje
ideologiczne i stara się dokonać reinterpretacji zarówno historii Kaszubów, jak
i dziejów ruchu kaszubskiego. Jest destruktywny, ponieważ upatruje główne
zagrożenie dla tożsamości Kaszubów ze strony wpływów polonizacyjnych, prowadzi
do podważania więzi łączących wspólnotę kaszubską z narodem polskim”.
Fundamentem naszej tożsamości jest język –
powtarzamy dziś zgodnie i bez względu na reprezentowany wzór zachowań: narodowy
czy kulturowo-etniczny. Od 150 lat, a przynajmniej odkąd Aleksander Majkowski w
„Życiu i przygodach Remusa” kazał swojemu bohaterowi wybawiać Królewiankę,
towarzyszy nam wspólne poczucie odpowiedzialności za zachowanie i rozwój
kaszubskiego. Nie da się jednak kontrolować życia i śmierci języków – jak to
już ktoś powiedział – można język prześladować, a ten będzie żył, można ludziom
ułatwiać naukę języka, a ten będzie zanikał. Wszystko zależy od woli jego
użytkowników, od stanu ich świadomości. Dopiero potem ważny jest stosunek
większości, w której otoczeniu język występuje i wreszcie jego status.
Naród w ofensywie
Pewien Kornwalijczyk, także jeden z 5000, bo tyle
liczy ta społeczność, podczas pobytu na Kaszubach przytoczył kornickie
powiedzenie: „Człowiek bez języka utracił swój kraj”, po czym dodał – chcę
mówić po kornicku, bo jestem Kornawlnijczykiem, mam świadomość mojej
odrębności, świadomość narodową. Co na to 52 600 użytkowników języka
kaszubskiego - tych ujawnionych w
spisie? „Chcemy mówić po kaszubsku, bo jesteśmy Polakami” nie brzmi
przekonująco. Niebawem staniemy się polska grupą regionalną używającą odrębnego
języka, który z czasem umrze, bowiem według informacji zaczerpniętych z
czasopisma „Nature” z sierpnia br. 90 procent języków świata „może zniknąć
razem z obecnie żyjącym pokoleniem”.
Czy zatem 5100 Kaszubów ze spisu wybrało narodowość
kaszubską z obawy przed asymilacją? Jestem pewien, że przyjęcie opcji narodowej
jest najlepszą formułą ochrony i rozwoju kaszubskiego potencjału kulturowego.
Każdy Kaszuba dokonać musi w tej kwestii subiektywnego wyboru. Nie powinniśmy
przy tym okazywać wrogości ani sobie wzajemnie, ani też szukać wrogów poza
naszą społecznością. Szczególnie młode pokolenia nie powinny już akcentować
krzywd z przeszłości. Stwórzmy nowy wzór zachowań: ofensywno-konstruktywny,
który pozwoli zbudować powszechnie kaszubską świadomość narodową bez popadania
w wewnętrzny konflikt i zewnętrzne antagonizmy. W tym celu prowadźmy politykę
uznania różnorodności narodowej polegającej na współodpowiedzialności z nasz
region i państwo, przy zachowaniu własnej podmiotowości.
Ruch narodowy
Tylko zaplanowane i długotrwałe działania na rzecz
kaszubskiej idei narodowej mogą przynieść spodziewane efekty. Musza one zostać
pozbawione cech akcyjności, by sama idea nie stała się z czasem czymś
marginalnym. Przykład kilkunastu lat pracy nad kształtowaniem świadomości w
kwestii naszego stosunku do języka
kaszubskiego pokazuje, że wszelkie zmiany zachodzić powinny w sposób
ewolucyjny, co czyni je bardziej trwałymi i ugruntowanymi. Domagamy się
określenia naszego statusu w Polsce, postulujemy o pomoc finansową państwa w
wydawaniu naszych podręczników, czasopism i przy realizacji audycji
telewizyjnych czy radiowych, twórzmy strategię dla rozwoju języka, uczyńmy
kaszubski językiem urzędowym, bądźmy aktywni w samorządach, domagajmy się gospodarczo-kulturowej
autonomii, rozumianej jako uniezależnienie się województwa
kaszubsko-pomorskiego od państwa o centralistycznych zapędach rządowych
urzędników. A wszystko to po to, by dzięki naszemu wielowiekowemu dziedzictwu
stać się pełnoprawnym partnerem w Zjednoczonej Europie Regionów.
Jacek
Borkowicz
Rzeczpospolita
obojga narodów¨(33)
Kaszubi - półmilionowa społeczność
zamieszkująca od wieków Pomorze Gdańskie - po raz pierwszy nazwali się narodem.
Ujawniły to opublikowane niedawno wyniki ubiegłorocznego spisu powszechnego.
Problemu kaszubskiej odrębności nie potrafiła rozwiązać ani II Rzeczypospolita,
ani PRL, nie doceniało go dotąd również obecne państwo polskie. Dziś fenomen
kaszubskiego poczucia narodowego zmusza nas, obywateli III Rzeczypospolitej, do
postawienia na nowo pytania o formułę polskiej racji stanu.
Chociaż większość Kaszubów uważa się za
Polaków, wszyscy wyróżniają się silnym poczuciem regionalnej i etnicznej odrębności.
Część z nich w spisie obok narodowości polskiej podała język kaszubski jako
używany w domu. Taką opcję przyjęła też przeważająca część działaczy Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego (ZKP), największej organizacji społecznej Kaszubów. Do
deklarowania narodowości kaszubskiej (uczyniło to 5100 osób) wzywała natomiast
grupa związana z miesięcznikiem Ódroda (Odrodzenie). Wokół pisma skupiają się
ludzie młodzi - najstarsi spośród nich dochodzą do trzydziestki - którzy bez
zahamowań mówią o swoim narodowym wyborze. Domagają się dla Kaszubów takich
praw, jakie przysługują mniejszościom w państwach Unii Europejskiej.
W Polsce mieszka dziś około pół miliona
ludzi poczuwających się do tak czy inaczej rozumianej kaszubskości. Pięć
tysięcy głosów za narodem kaszubskim nie jest zatem wynikiem imponującym. Można
jednak przypuszczać, że pojawienie się wyrazistej opcji narodowej, która
została usankcjonowana oficjalnymi wynikami spisu, zachęci następnych.
Kaszubi sami zadecydują o
tym, kim będą jutro: narodem, grupą etniczną czy zbiorowością terytorialną -
mówi redaktor Ódrody Tomasz Żuroch Piechowski. Takie stawianie sprawy niepokoi
profesora Brunona Synaka, prezesa zarządu ZKP, dla którego deklarowanie
narodowości kaszubskiej to niebezpieczna młodzieńcza zabawa. Podobnie myśli
wielu Kaszubów, szczególnie starszego i średniego pokolenia. Łączą oni
tradycyjny polski patriotyzm z przywiązaniem do lokalnej kultury i dlatego
obawiają się, że radykalne hasła rozpalą tylko złe emocje i w efekcie
zantagonizują Kaszubów z polską większością.
Ciążenie ku tożsamości
Kaszubska odrębność jest innego rodzaju
niż śląska (mimo powierzchownych podobieństw). W tym ostatnim wypadku mamy do
czynienia z typową społecznością pogranicza. Doświadczeni wydarzeniami
dwudziestowiecznej historii mieszkańcy Górnego Śląska nie identyfikują się
całkowicie ani z Polakami, ani Niemcami i nadal poszukują własnej tożsamości.
Część z nich po roku 1989 wybrała legalną już opcję niemiecką, inni -
najliczniejsi - pozostali przy polskiej, jeszcze inni zadeklarowali się
ostatnio jako osobna narodowość śląska. W spisie podało ją ponad 170 tysięcy
osób. Wybór ten należy uszanować, choć ma on na razie charakter bardziej polityczny
niż kulturowy. Być może dopiero z czasem grupa ta nabierze cech narodowości.
Kaszubów, inaczej niż Ślązaków, nie
ukształtowało pogranicze. Są oni resztką pomorskiego odgałęzienia zachodnich
Słowian, których niejako zepchnęły do roli bufora pomiędzy Polakami a Niemcami
wielowiekowe procesy historyczne. Wyrazem ich etnicznej odrębności jest w pełni
ukształtowany język oraz bogata i zróżnicowana gatunkowo literatura. Jednak
mimo obiektywnych warunków sprzyjających rozwojowi świadomości narodowej
Kaszubi nigdy dotąd nie poszli zdecydowanie w tym kierunku. Nawet w XIX wieku,
kiedy budziły się do samodzielnego bytu małe narody Europy Środkowowschodniej,
pozostali z tyłu (Florian Ceynowa, pionier kaszubskiego odrodzenia, stanowił
osamotniony wyjątek). Byli zbyt nieliczni, nawet jak na skalę małego narodu -
na przełomie XIX i XX stulecia ich liczbę szacowano zaledwie na niewiele ponad
100 tysięcy, podczas gdy na przykład Litwini szli wówczas w miliony.
Władze II Rzeczypospolitej patrzyły na
kaszubski skrawek wybrzeża z dumą, ale też z ukrywanym niepokojem. Dzięki postawie
Kaszubów odzyskaliśmy dostęp do morza, ale ci sami Kaszubi byli w oczach
rządzących elementem - z racji swej odmienności - podejrzanym. Z tego też
powodu w obydwu spisach powszechnych (przeprowadzonych w latach 1921 i 1931)
nie uwzględniono ich jako wydzielonej wspólnoty etnicznej i językowej.
Odpowiedzią na warszawski centralizm
była formuła kaszubskości, którą wypracowali tacy ludzie, jak poeta i jeden z
liderów przedwojennego ruchu kaszubskiego Jan Karnowski czy najwybitniejszy
kaszubski pisarz Aleksander Majkowski. Naczelną wartością stała się dla nich
rodzima kultura, oparta na poczuciu regionalnej wspólnoty. Ludzie ci określali
się jako Kaszubi, chociaż pojęcia tego nie definiowali wprost w kategoriach
narodowych - zdawali sobie sprawę, że narażałoby to ich na nieuchronny konflikt
z polską racją stanu, której ówczesnym dogmatem było stwierdzenie o rdzennie
polskim charakterze Pomorza. A nie chcieli tego konfliktu, ponieważ przyszłość
Kaszub, pomimo trudności, widzieli jednak w państwie polskim.
Co to znaczy być Kaszubą?
Idee zakreślone przez Majkowskiego i
Karnowskiego zachowały aktualność po II wojnie światowej. Ale rządzący starali
się zredukować ich wymiar społeczny. W PRL po 1956 roku można więc było
dyskutować o kaszubskiej tożsamości w elitarnych, zamkniętych kręgach,
natomiast kaszubskim masom pozostawiono uprawianie folkloru. W szkołach - tak
jak przed wojną - poniżano dzieci, które, mówiąc po kaszubsku, rzekomo
kaleczyły polską mowę. W kontaktach zewnętrznych przyznawanie się do bycia
Kaszubą oznaczało z reguły skazanie się na status obywatela drugiej kategorii.
W narodowo-komunistycznym państwie o centralistycznej strukturze Kaszubi - tak
jak i inne mniejszości - czuli się zmuszani do udowadniania, że są Polakami nie
gorszymi od innych.
Trzecia Rzeczpospolita przyniosła
istotne zmiany. Kaszubi, spośród których wielu poparło ruch
"Solidarności", czynnie włączyli się w tworzenie nowego ustroju.
Liczni działacze i sympatycy ruchu kaszubskiego znaleźli swoje miejsce we
władzach państwowych i samorządowych. Do dziś legitymacja ZKP stanowi na
Pomorzu Gdańskim wyborczą przepustkę do sali obrad przy Wiejskiej oraz sejmiku
wojewódzkiego. Siła tej rekomendacji wynika z faktu, że Kaszubi są
społecznością zwartą i zdyscyplinowaną. Przykładem może tu być jedna z najwyższych
w Polsce frekwencja w czerwcowym referendum.
Kaszubi, przywiązani do tradycji,
pracowici i zamożni, korzystnie wyróżniają się na tle sąsiadów. Widać to
szczególnie w graniczących z Pomorzem Gdańskim powiatach województwa
zachodniopomorskiego, gdzie schludne i dostatnie kaszubskie gospodarstwa
kontrastują ze zrujnowanymi i biednymi osiedlami popegeerowskimi. Kaszubskość
nie jest już powodem do wstydu, przeciwnie - stała się atrakcyjna, stanowi
bowiem swoisty rodzaj wizytówki człowieka przedsiębiorczego. Wydawałoby się
zatem, że Kaszubi mają już wszystko, czego mogliby oczekiwać jako zbiorowość.
Można tak uważać, dopóki przyjmuje się optykę "regionalną". Patrząc
jednak na nich jako na wspólnotę etniczną, nie sposób nie zauważyć istotnych
problemów.
Chociaż w języku kaszubskim ukazują się
książki i czasopisma, prowadzone są w nim konkursy literackie, a także
emitowane audycje radiowe i telewizyjne, jego zasięg drastycznie się kurczy.
Szczególnie dotyczy to młodego pokolenia, które praktycznie jest już generacją
wyłącznie polskojęzyczną. Kilka szkół z językiem wykładowym kaszubskim
otwartych po 1989 roku nie zahamuje tego procesu. Niedługo mówiący po kaszubsku
Kaszuba nie będzie zrozumiany nawet u siebie. Pozbawiona rodzimego języka
kaszubskość powoli się rozmyje. Na razie jako społeczność zamknięta
identyfikują się po nazwiskach. Sytuacja zmieni się, kiedy zacznie przybywać
małżeństw mieszanych - za jakiś czas do kaszubskości będzie mógł się przyznać
każdy, czyli nikt.
Powrót do wielonarodowości
Kaszubi wyraźnie różnią się od
mieszkańców Mazowsza czy Wielkopolski. Mają inne doświadczenie historii, inną
wrażliwość, nawet inną mitologię - pełną nieznanych polskiemu ogółowi stolemów,
smętków i purtków - a więc to, co jest potrzebne do określenia się jako naród,
nawet wtedy, gdy zabraknie już rodzimego języka. Wydaje się, że czas pracować
będzie dla tych Kaszubów, którzy chcą się tak określić. Każde następne
pokolenie wolne od obaw i kompleksów może to czynić coraz śmielej.
Wybór ten wcale nie godzi w polską rację
stanu. Nie ma już kaszubskiego korytarza w niemieckich kleszczach. Zachodnia granica
Polski przesunęła się na Odrę, a już niedługo stanie się wewnętrzną granicą
Unii Europejskiej. Nie można tłumić procesu samookreślenia Kaszubów, posługując
się niemieckim straszakiem, tak jak to robiono przed wojną - wtedy taka
argumentacja nie była całkiem pozbawiona racji - oraz w czasach PRL. Nie wydaje
się też, by uznanie przez Polskę istnienia narodowości kaszubskiej miało zapoczątkować
polityczny separatyzm. W Holandii na zasadach "mniejszego narodu" z
powodzeniem funkcjonują Fryzowie i wcale nie osłabia to spoistości tego
państwa.
Czy dowartościowanie kaszubskiej
tożsamości zuboży czy wzbogaci poczucie polskości? Z dumą wspominamy tradycję
wielonarodowej Rzeczypospolitej. Uznanie kaszubskiego prawa do narodowego
samookreślenia w państwie polskim byłoby godnym nawiązaniem do niej,
pokazaniem, że nie traktujemy jej tylko jako pustego sloganu.
Samym Kaszubom potrzebna byłaby taka
formuła tożsamości, która nie zantagonizuje ich z Polakami. Jest to zadanie
niełatwe, także dlatego, że może je utrudniać znana wszystkim radykałom pokusa
ekskluzywizmu i szukania przeciwnika. Formuła ta nie powinna też rozbijać
kaszubskiej jedności. Nie należy zapominać, że większość Kaszubów czuje się i
będzie się czuła Polakami. Byłoby błędem wykluczyć ich z nowo pojętej
kaszubskiej wspólnoty.
Nowa definicja kaszubskości,
wypracowywana dziś przez młodych ludzi z Ódrody, nie będzie się opierać na
starym schemacie: Kaszubi-Polacy-Niemcy. Zjednoczona Europa - której częścią za
chwilę staną się polskie Kaszuby - już jest regionem wielokulturowym. Na tym
jarmarku idei zorientowana narodowo i czerpiąca siłę z dziedzictwa tradycji
kaszubskość może się okazać bardzo cennym pomysłem.
List do prezesa ZG i Rady Naczelnej ZK-P
(16.10.2003)
Rada Naczelna ZK-P o opcji narodowej
(13.12.2003)
Artykuł T. Żuroch Piechowskiego (12-20.01.2004 r.)
Rozmowa z A. Jabłońskim w „Nowym Państwie”
(2.2004)
List otwarty do Prezesa Brunona Synaka i Rady
Naczelnej ZK-P ¨(34)
Stare porzekadło powiada, że
mowa jest skarbem, a milczenie złotem. W pewnych jednak sytuacjach nie wolno
sobie pozwolić na luksus milczenia. Może ono utwierdzać innych jeszcze bardziej
w przekonaniu, co do słuszności ich racji i sądów, których nie podzielamy.
Chodzi o „racje” i „koncepcje” dotyczące Kaszubów i przyszłości kaszubszczyzny,
ujawniane nie tylko na łamach „Òdrodë”, ale także w mediach publicznych.
Ich zagęszczenie i oddziaływanie budzi nie tylko nasz niepokój. Mamy bowiem do
czynienia z samozwańczymi kreatorami (de facto uzurpatorami) narodu
kaszubskiego. Okazją do nasilenia przez nich narodowościowych deklaracji i
żądań stał się ostatni spis powszechny. (Vide najnowsza „Pomerania” – nr
9/2003).
Zdumiewa nas brak dobitnej
reakcji gremiów kierowniczych ZK-P. W rezultacie rodzą się skojarzenia z „milczeniem
owiec”. Założenie, iż młodość ma prawo do radykalnych sformułowań, głoszenia
buńczucznych haseł w imieniu „belnëch Kaszëbów”, faktycznie oznacza, że głos
grupki radykałów, niekiedy przeżywających drugą i trzecią młodość, staje się
dominującym głosem rozbrzmiewającym nie tylko na zrzeszeniowej agorze.
To chyba nie to, o co wszystkim nam chodzi.
W oczach niewielkiego karna
niby nowych liderów zrzeszeniowy establishment jest zbyt zachowawczy, niezdolny
by tworzyć przyszłość. A ponadto uważają, iż nie posiada on legitymacji
merytorycznej do reprezentacji ogółu Kaszubów. Zaniechanie polemiki z tego
rodzaju ekstremami, a przede wszystkim zaniechanie w gremiach kierowniczych
ZK-P - niejako przypisanego do Zrzeszenia – myślenia i działania „twarzą ku
przyszłości” w poczuciu odpowiedzialności za kaszubszczyznę i nie tylko (bo
interesy całej ziemi pomorskiej), prowadzi do osłabienia i rozbicia naszej
organizacji, do zniechęcenia rzesz działaczy w pracy organicznej. Istotną cecha
społeczności zrzeszonej, a zwłaszcza jej gremiów kierowniczych, było i winno
być nadal działanie w zgodzie z ideałami pracy organicznej, służby społecznej –
rozwiązywanie najpilniejszych i długofalowych zadań, a nie własne, często
indywidualne lub partyjne interesy, realizowane w samorządach i parlamencie
może nadto oderwanych od realiów życia i pracy.
Działania owych ekstremalnych
grup, składających się z ludzi ogarniętych gorączką narodową, regionalną,
prowadzą do spychania społeczności kaszubskiej, a i kociewskiej, samego
Zrzeszenia, do społecznego skansenu. Powoływanie się przez nich na ideały Unii
Europejskiej jest nadużyciem, bowiem realia zachodnio-europejskie są z gruntu
odmienne. Kaszubi, żeby być sobą, zachować i rozwijać swój język, nie muszą być
narodem.
Niepokoi nas to, iż w rzeczywistości zrzeszeniowej ostatnich lat dominują
jednak działania w sferze folkloru (także politycznego), a nie pracy, budowania
wspólnego gmachu kaszubsko-pomorskiego. Niepokojące jest bogactwo festynów i
akademii, skądinąd ważnych i potrzebnych, ale w kontekście braku innowacji oraz
myślenia i działania rzeczywiście organicznikowsko-politycznego znacznie
osłabia to dotychczas zauważalny proces rozwoju i umacniania naszej obecności w
świecie.
Szokujące jest zapominanie o
przeszłości, wręcz jej fałszowanie, zaprzeczanie choćby wynikom badań socjologicznych,
potwierdzających dotąd słuszną drogę ZK-P. Wypadałoby, by wszyscy członkowie
gremiów kierowniczych ZK-P pomyśleli o statutowych założeniach, o uchwałach
kongresów i walnych zjazdów, by nie ulegali ekstremom, nie milczeli –
zabierając głos jedynie pytani przez media, które w pogoni za sensacją i tak
eksponują właśnie skrajne poglądy.
Pamiętać też trzeba o
odpowiedzialności władz ZK-P za jakość pracy publicznych mediów kaszubskich,
nie tylko „Pomeranii”, ale jej szczególnie. Oczekujemy stanowczej reakcji na
„narodnicki nacjonalizm” oraz większego dystansu do politykierstwa. ZK-P
zdawało dotąd egzamin w trudnych chwilach, cieszy się nadal społecznym autorytetem.
Społeczeństwo kaszubsko-pomorskie oczekuje od nas większej pragmatyczności i
odpowiedzialności za wizje przyszłości i jej bieżącą realizację. Przywoływane 5
tys. głosów ze spisu powszechnego nie oznacza, iż ich autorzy wyrażają
przekonanie do idei narodowej. Jesteśmy pewni, że większość z nich podziela nasze
zrzeszeniowe pojęcie jedności kaszubsko-pomorsko-polskiej.
Nie wolno Kaszubów oddzielać
od naszych polskich korzeni, źródła siły; od udziału w ogólnopolskim dorobku
dziejowym, nie tylko kultury, jak również skazywać na życie w izolacji, do
czego faktycznie prowadzą propozycje red. naczelnego „Pomeranii” zarazem
wiceprzewodniczącego ZK-P! Sądzimy, że już czas, by ci, którzy mijają się z
ideami ZK-P i nie utożsamiają się z zawartymi w niej wartościami, skorzystali z
wolności pracy na własny rachunek, na osobistą odpowiedzialność.
Jesteśmy przecież za rozwojem,
nie tylko za utrzymaniem języka, ale także za podnoszeniem poziomu cywilizacyjnego
naszego regionu, naszej kultury umysłowej. W duchu idei europejskich,
pamiętając o wskazaniach Jana Pawła II, jesteśmy za łączeniem, a nie
wykluczaniem; za zjednywaniem dla idei kaszubsko-pomorskiej nie tylko
wszystkich mieszkańców Kaszub i Pomorza. ZK-P winno służyć łączeniu Kaszubów i
innych mieszkańców Pomorza w Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej. Tymczasem
działalność owych kreatorów narodu kaszubskiego dzieli także samych Kaszubów,
nie odnosi się do realiów i świadomości społeczności regionu.
Gerard Labuda, Tadeusz Bolduan, Stanisław
Pestka, Józef Borzyszkowski, Urszula Bolduan, Aniela Szornak, Cezary
Obracht-Prondzyński, Jadwiga Kirkowska, Felicja Baska-Borzyszkowska, Eugeniusz
Gołąbek, Marian Fryda, Kazimierz Ostrowski.
Gdańsk, 16.10.2003
Rada Naczelna ZK-P o opcji narodowej (13.12.2003)
Stanowisko
Rady Naczelnej ZK-P w sprawie tzw. „opcji narodowej”¨(35)
W ostatnim czasie, a zwłaszcza od momentu Spisu
Powszechnego, pojawiło się szereg wypowiedzi w gazetach, czasopismach oraz
środkach przekazu elektronicznego na temat narodowości kaszubskiej. W sprawie
tej skierowano też do Rady Naczelnej list otwarty, podpisany również przez
działaczy naszej organizacji. W tej sytuacji Rada Naczelna postanowiła zająć
następujące stanowisko:
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zawsze było, jest i
takim chce pozostać – miejscem otwartej dyskusji i wymiany różnych poglądów,
miejscem dla ludzi o różnych rodzajach tożsamości etnicznej. Uważamy, że nikomu
nie można zabierać ani narzucać identyfikacji etnicznej czy narodowej.
Tożsamość jest sprawą własnej autodefinicji, opartej na genealogii,
indywidualnych doświadczeniach, więzach kulturowych i poczuciu grupowej
przynależności.
Dyskusja na te tematy potrzebna jest także w naszej organizacji, ale nie tyle
dotycząca pytania „kim są Kaszubi?” (bo na ten temat mamy liczne badania), lecz
w jakim kierunku idą przekształcenia naszej społeczności, a przede wszystkim –
jakie ma być Zrzeszenie w sytuacji współczesnych przemian cywilizacyjnych,
kulturowych i politycznych Europy.
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest organizacją
regionalno-etniczną, otwartą na całe bogactwo kulturowe Pomorza – zarówno
ludności rodzimej jak i przybyszów – którego najbardziej wyrazistym rdzeniem
jest społeczność kaszubska, głęboko wrośnięta w polską tradycję narodową.
Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu
Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań
byłby szkodliwy, krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący
ich i samo Zrzeszenie na społeczną marginalizację.
Prof. Brunon Synak
Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Wypowiedzi
rzeczników
kaszubskiej opcji narodowej
Tomasz Żuroch Piechowski
Dylematy kaszubskich koniunkturalistów¨ (36)
Rada Naczelna Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego w dniu 13 grudnia 2003 r. przyjęła uchwałę, stwierdzającą
między innymi: "Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu
Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań
byłby szkodliwy, krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący
ich i samo Zrzeszenie na społeczną marginalizację." Jej powstanie było
reakcją na żądania zawarte w "Liście otwartym" do prezesa ZKP z dn.
16 października 2003 r., który narodził się z inicjatywy prof. Józefa
Borzyszkowskiego i został poparty przez kilkadziesiąt osób ze świata nauki i
kultury kaszubskiej oraz polskiej. Wyrażono w nim zdumienie rzekomym brakiem
reakcji władz ZKP na tezy głoszone przez Kaszubów opcji narodowej, które zostały
uznane za szkodliwe dla kaszubskości.
Odpowiedzią na oskarżenia
zawarte w dokumencie był list (z 24.10.2003 r.) podpisany przez prezesa
Oddziału ZKP w Toruniu Tomasza Żuroch Piechowskiego, redaktora portalu Zasoby
Kaszubsko-Pomorskie Stanisława Gepperta oraz redaktora naczelnego "Odrodë"
Pawła Szczyptę. Autorzy poddawali w wątpliwość zasadność niektórych zarzutów,
gremialnej krytyki pod adresem poczynań władz ZKP oraz zwracali uwagę na to, że
władze kaszubskiej organizacji nie były wcześniej bezczynne w tej materii.
Rezultatem wymiany listów stała się dyskusja, która odbyła się w Domu
Kaszubskim w dniu 28 listopada 2003 r. Opcja narodowa była reprezentowana
jedynie przez Piechowskiego i wiceprezesa ZKP Artura Jabłońskiego. Na spotkanie
nie zaproszono laureata "Skry Ormuzdowej" S. Gepperta, podając jako
formalny powód brak jego przynależności do ZKP, ale dla kilku osób o podobnym
statusie uczyniono wyjątek.
Refleksja nad tożsamością
Kaszubów, to nie "dyskusja, która skutecznie odwraca uwagę od zasadniczych
interesów kaszubskich" - jak z kolei głosi oficjalne stanowisko
Studenckiego Klubu "Pomorania" (z 11.12.2003 r.). Nie jest to także
sprawa, którą mogłaby zawłaszczyć jedna organizacja - nawet najbardziej
zasłużona, jedno środowisko, czy elity ducha lub elity polityki i biznesu. To
kwestia, która w sposób bezpośredni dotyczy każdego Kaszuby, więc ograniczanie
kręgu rozmówców do zrzeszeniowych decydentów nie jest dobrym pomysłem. Nie
możemy planować działań, jeśli nie wiemy kim jesteśmy - a co do tego zgody
wśród nas nie ma. Nie wiedząc kim jesteśmy pozwolimy na to by prowadziła nas
droga, a ta wieść może na manowce. Kaszubi opcji narodowej pragną, by wybór
drogi należał do nas samych i był świadomym zaprogramowanym zadaniem, ze
wskazaniem perspektyw, która wykraczają poza długość życia jednego pokolenia,
dlatego odpowiedzi na pytanie o tożsamość naszej zbiorowości nie odłożymy na później.
Władze ZKP oraz
przedstawiciele opcji narodowej (nazywani "Młodymi") dążyli do kompromisu
w imię wspólnego dobra, dlatego w ogóle doszło do dyskusji. Przeciwnicy opcji
narodowej (umownie określmy ich "Starymi") pragnęli natomiast
ostatecznego rozwiązania problemu. Sposób, w który owo rozstrzygnięcie miałoby
się dokonać, nie został określony wprost, jednakże z różnego rodzaju sugestii
wynikało, że rozwiązaniem pożądanym byłoby usunięcie
"nieprawomyślnych" ze struktur ZKP. Najważniejsze z zarzutów
przedstawionych w czasie spotkania to: naruszanie celów statutowych ZKP,
kontestowanie roli Zrzeszenia jako reprezentanta Kaszubów, rewizjonizm
historyczny, podważanie wyników badań naukowych na temat stanu świadomości
kaszubskiej oraz negowanie autorytetów.
Próba wypracowania wspólnego
stanowiska nawet nie została podjęta. Dwa monologi prowadzone równolegle, nie
przerodziły się w dialog. Przedstawiciele obu stron tymi samymi terminami
próbowali opisać różne rzeczywistości i rozumieli się w sposób umiarkowany.
Inną rzeczą był brak zaufania
do ideowych przeciwników, zaprezentowany przez "Starych". Wyraził się
on przede wszystkim w podsumowaniu dyskusji, kiedy Kaszubom opcji narodowej
zarzucono działania nieprzemyślane, krótkofalowe - bez liczenia się z konsekwencjami
i wypływające z koniunkturalistycznej motywacji. Zakończenie debaty na tym
etapie sprawiło, że zabrakło możliwości by odnieść się do tych stwierdzeń. W
związku z tym powstaje pytanie: czy dialog wewnętrzny w ZKP jest w ogóle
potrzebny? Może wystarczą jego pozory i forsowanie jednej opcji tak długo jak
się da?
Żeby prowadzić dyskusję, należy
przyjąć podstawowe założenie - że rozmówca jest uprawniony do tego, aby zasiąść
przy stole. Ustawiczne doszukiwanie się "drugiego dna", czy
przypisywanie adwersarzom nonszalancji na zasadzie "wybaczcie im, bo nie
wiedzą co czynią", podważa sensowność dialogu. Jeżeli nie ufamy w
uczciwość ideowego przeciwnika już na początku, to jaką mamy gwarancję, że
dotrzyma on wspólnych ustaleń? Przy takim podejściu do sprawy rozmowa jest
tylko stratą czasu.
Uchwałę z 13 grudnia 2003 r.
podjęto aby rozwiać wątpliwości "Starych" co do tego czy ZKP nie
stanie się "dryfującą tratwą" - bez kapitana u steru. Próby
wyeliminowania z dokumentu zdania zacytowanego na wstępie, okazały się
nieskuteczne. Nie powinno ono się w nim znaleźć, gdyż jest tylko subiektywną
oceną wynikającą z określonych przesłanek ideowych. W ocenie przedstawicieli
opcji narodowej, odrodzenie kaszubskiej świadomości narodowej jest najlepszym
sposobem na rozwój i umocnienie naszej tożsamości w obliczu przemian
politycznych, które dotykają Polskę, a także w obliczu procesów
globalizacyjnych. Nie da się przed nimi uciec, można je natomiast wykorzystać
do pracy na rzecz całej społeczności kaszubskiej, bądź im bezwolnie ulec.
Wyzwania, które stoją przed nami różnią się w sposób zasadniczy od problemów,
którym musiały sprostać poprzednie pokolenia i będą się zmieniać błyskawicznie.
Dokument z 13 grudnia 2003 r.
należy traktować jako przejaw dobrej woli ze strony władz ZKP - ale tak naprawdę
niewiele on zmienia. Stanęliśmy w miejscu. Kompromis nie zadowoli na długo ani
"Starych", ani "Młodych" a problemy, przed którymi stoimy,
będą powracać z większą wyrazistością.
Zrzeszenie nie przemieniło się
w strażnika ludzkich sumień i dopuszcza powoli do wiadomości, że są w jego
szeregach Kaszubi, którzy są po prostu Kaszubami. Dobrze się stało. Nikt z nas
nie zadaje sobie pytania: "dlaczego nie jestem Polakiem?" Polskość
nie jest dla nas elementem konfrontacji - to skarbiec, z którego czerpiemy
pełnymi garściami, oddając w zamian drugie tyle. Żadna kultura nie może się
rozwijać bez kontaktu z innymi kulturami i nie ma mowy o jakimś symbolicznym
murze, który miałby Kaszubów od kultury polskiej odgrodzić. Chcemy natomiast by
uległ zmianie jakościowej dotychczasowy model relacji polsko-kaszubskich.
Relacje funkcjonujące do dziś można przyrównać do więzów występujących w
tradycyjnym modelu małżeństwa, gdzie żona jest podporządkowana mężowi i bez
zastrzeżeń realizuje jego wolę, nie zawsze słuszną. Ten model się sprawdził w
czasach zaborów i w okresie okupacji, gdy mieliśmy wspólnego wroga i inne
priorytety, ale nie sprawdza się dzisiaj, a i wrogów na szczęście ubyło.
Polska wróciła nad Bałtyk w
dużej mierze dzięki postawie ówczesnych elit kaszubskich - za cicho o tym mówimy,
składając w Warszawie kolejne supliki.... Więcej dziś wiemy o patriotycznych
uniesieniach Kaszubów z 1920 r., niż gorzkiej rzeczywistości, która później
nastała i problemach po roku 1945, które sprawiły, że nasza kondycja jest dziś
nienajlepsza. Zaledwie przed dwiema dekadami, ktoś kto uważał, że kaszubszczyzna
to odrębny języki słowiański - a współcześnie pogląd ten jest dominujący -
uchodził za upartego niedouka i był pouczany przez autorytety, że nie wolno tak
myśleć! Obecnie słyszymy, że samookreślenie się Kaszubów w kategoriach
narodowych to szkodliwy "radykalizm", choć ciężko by szukać
przykładów na poparcie tej tezy, jeśli nie liczyć bełkotliwych wypowiedzi
jednego schorowanego człowieka w wieku stolemowym, które dziwnym trafem
wypływają na wierzch przy okazji kolejnych wyborów - zazwyczaj w lewicowej
prasie na Pomorzu.
Dziś, gdy stoimy na przedprożu
Unii Europejskiej, nadszedł czas by mówić o wszystkich sprawach bez gniewu i
stronniczości, a nie powtarzać jak zaklęcie "nie ma Kaszub bez Polonii, a
bez Kaszeb Polsczi", bo poza stwierdzeniem stanu faktycznego, niewiele ze
słów tej przyśpiewki wynika.
Chcemy być sobą we własnym
kraju - na tym polega nasz kaszubski narodowy "radykalizm". Kaszubi
nie jeździli do Wersalu aby wspierać niemieckie żądania, tylko polskie. W
związku z tym pragniemy zwiększenia naszej podmiotowości w państwie polskim,
które dla nas jest państwem polsko-kaszubskim. Jednak to może nastąpić tylko w
związku partnerskim, gdzie obie strony podejmują decyzje, wcześniej je ze sobą
konsultując i wspólnie podnoszą ich konsekwencje. Nie chcemy, by o żywotnych
interesach mieszkańców Trójmiasta, Kartuz czy Sierakowic stanowiły arbitralne
decyzje warszawskich urzędników. Państwo samo z siebie nic nie wytwarza, tylko
opodatkowuje obywateli i następnie rozdziela to, co wcześniej zabrało. W
unitarnym systemie ustrojowym, jaki mamy obecnie zapisany w konstytucji, ów
rozdział dokonuje się nieracjonalnie. Nie jest to szczególnie odkrywcze
stwierdzenie. Dlaczego jednak nie myślimy odważnie o zmianie tego systemu?
Kaszubi i Polacy z Pomorza nie są petentami, tylko pracodawcami warszawskich
urzędników (gdańskich też!). Jakoś o tym zapomnieliśmy... W systemie
federacyjnym nie musielibyśmy słuchać aroganckich wypowiedzi ministrów,
mówiących, że nie dadzą pieniędzy na naprawę "jakiegoś pomostu" w Sopocie,
albo kaszubskie podręczniki. Mieszkańcy Pomorza sami by podejmowali decyzje o
podziale swoich podatków i o ewentualnej podwyżce wpływów do budżetu centralnego.
Jestem przeświadczony, że tak
pojętą "autonomię" wsparłaby większość mieszkańców Pomorza,
niezależnie od tego czy w referendum powiedzieliby "tak", czy
"jo"! Jeśli nie w pierwszym, to może w piątym głosowaniu - bo w demokracji
niczego nie robi się na siłę i wbrew woli większości. Kaszubska
"mniejszość" polskiej "większości" niczego nie ma zamiaru
narzucać, jak się czasem słyszy. Gdyby Zrzeszenie stało się katalizatorem
przemian w tym kierunku, to nie tylko nie "skazałoby się na społeczną
marginalizację", ale wręcz stałoby się liderem w regionie, a może i kraju.
Jednak do tego potrzeba odwagi, a naszych starszych kolegów przestrasza pierwsze
lepsze oskarżenie Kaszubów o separatyzm, rzucane bez zastanowienia przez
postendeckich polityków, którzy chcą mieć monopol na Polskę. My
"Młodzi" Kaszubi owego monopolu nie akceptujemy. Uważamy, że należy
realizować założone cele, a oskarżenia przeczekać. Dzwon dzwoni głośno, bo w
środku jest pusty...
Nie zgadzajmy się na Polskę
byle jaką, na Polskę jakąkolwiek, na Polskę-Opakowanie-Zastępcze! Już w XVIII w.
taką Polskę mieliśmy i głupota naszych przodków przywiodła ją do upadku, a nie
tylko "zaborczość" państw ościennych. Władcy tych państw musieliby
być durniami, gdyby nie wykorzystali okazji do podziału łupu, który sam się
prosił o to, żeby go ukraść. Specyficzna forma rządów zawiodła wówczas u nas na
całej linii. Dlaczego więc nie wyciągamy wniosków z przeszłości i trzymamy się
kolejnej specyfiki, tym razem centralistycznej? W Europie Zachodniej centralizm
się nie sprawdził - nie ma go w Niemczech, odeszła od niego Hiszpania, nie
znała go Szwajcaria. Na naszych oczach "rozpada się" Wielka Brytania
i do politycznego bytu wracają narody, które swoje okresy świetności politycznej
- podobnie jak my Kaszubi - miały w średniowieczu. Nie słychać by ludziom działa
się krzywda, by różnorodność kulturowa i upodmiotowienie polityczne wyszło
komuś na szkodę. Na Zachodzie sami obywatele decydują o swojej ulicy, gminie,
kraju związkowym, całym państwie federalistycznym i wreszcie o Unii
Europejskiej. My wciąż dorastamy do wolności i odpowiedzialności, tylko opornie
nam to idzie. Przemalowaliśmy się na Europejczyków i sądzimy, że to będzie
remedium na wszystkie bolączki, bo "unia nam da". Unia nie da nam
nic, prócz tego czego nauczają starzy Kaszubi: "Umiesz liczyć, licz na
siebie!" Inaczej mówiąc - weź się do roboty...
W dobie globalizacji pojęcie
suwerenności uległo transformacji i nie może to nikogo dziwić, skoro budżet jednego
koncernu potrafi kilkakrotnie przekraczać budżet niepodległego państwa. Polska
nie zamierza być enklawą za żelazną kurtyną, dlatego włącza się aktywnie w
proces integracji europejskiej cedując część tradycyjnych atrybutów suwerenności
na struktury ponadnarodowe, takie jak NATO czy UE. Nasz kraj nie osłabł na
skutek tych przemian. Federalizacja na kraje związkowe, będące integralnymi
częściami Rzeczpospolitej Polskiej, byłaby dokończeniem połowicznej reformy
administracyjnej kraju, a nie początkiem "rozbicia dzielnicowego" jak
chcą ludzie lękający się wolności. Byłoby to wzmocnienie struktury państwowej
według wzorców, które sprawdziły się w praktyce w cywilizowanym świecie.
Państwo byłoby bliżej obywatela, łatwiej przezeń kontrolowane i bardziej dla
niego przyjazne. Natomiast dziś obywatel ma wrażenie że jest zakładnikiem
państwa, że przepisy konstruowane są nie po to by nam ułatwić życie, tylko po
to, byśmy wpadli w ich gąszcz jak w pajęczynę i zostali wyssani. Urzędnicy
zapomnieli, że nie pochodzą z Bożego nadania jak cesarz "Wiluś",
który odziedziczył po Gryfitach tytuł "księcia Kaszubów", tylko z
wyboru - i pełnią wobec obywateli funkcję służebną. Powtórzę: służebną - są po
to, żeby nam służyć.
Nie mamy w Polsce do czynienia
z próbą "kreacji" z niczego narodu kaszubskiego, jak twierdzą
niektórzy socjologowie. To co dla jednych jest "kreacją" dla nas jest
odrodzeniem, rewitalizacją, próbą tchnięcia świeżego powietrza w osłabione
płuca. Kontynuujemy sztafetę pokoleń, którą zapoczątkował dr Florian Ceynowa
oraz jego następcy - Młodokaszubi, Zrzeszeńcy i inni. Pragniemy jedynie,
żebyśmy nie byli w tej sztafecie ostatni... Nie jest prawdą, że obliczamy cele
na krótki okres. Obliczamy je na okres, który wykracza poza horyzont długości
ludzkiego życia. Sadzimy drzewa, z których owoce zbierze kto inny. Na tym
polega nasz koniunkturalizm.
Jeśli dziś Kaszuba nie może
porozumieć się z Kaszubą w sprawie tego co najistotniejsze - TOŻSAMOŚCI, to
mamy nadzieję, że za kilkadziesiąt lat będzie to łatwiejsze - że nasze wnuki i
prawnuki będą z wyrozumiałością spoglądać na dzisiejsze spory. Tymczasem daleko
do porozumienia, dlatego uchwała, która stała się przedmiotem tego komentarza,
nie zamyka dyskusji, a raczej uwypukla problem, stawiając go w centralnym
punkcie. Żeby w przyszłości podejmować debatę na tematy najważniejsze: kim
jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak mają wyglądać Kaszuby za pół wieku, musimy
wpierw opracować protokół rozbieżności: zgodzić się co do tego, w czym się nie
zgadzamy. Inaczej bowiem będziemy przypominać chrześcijan różnych denominacji,
którzy wprawdzie trzymają w ręku to samo Pismo Święte (Statut ZKP), ale każdy
widzi w nim co innego. Mam nadzieję, że mimo wszystko się porozumiemy i nie będziemy
skazywali naszych potomków na kaszubsko-kaszubskie spotkania ekumeniczne...
Toruń, 12-20.01.2004 r.
Mamy prawo być narodem. Rzeczpospolita
wielu narodów¨(37)
Rozmawiał Andrzej
Talaga
Artur Jabłoński urodzony w
1970 roku. Od 1990 współredaktor pierwszego pisma odrodzenia kaszubskiego
„Tatczëzna”. Dziennikarz telewizyjny. W latach 1991-98 redaktor magazynu
kaszubskiego w TVP Gdańsk. Od 2003 roku redaktor naczelny organu Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego „Pomerania”
- Język kaszubski, mimo wysiłków grona zapaleńców, powoli ginie. Co poza nim jest wyznacznikiem kaszubskości? Co to znaczy być Kaszubą?
- Ludzie mówiący, że nasz język
zaniknie - nie od razu, ale za parę pokoleń - mogą mieć rację. Zacząłem więc
zadawać sobie to samo pytanie: co wyznacza naszą tożsamość? Chodziłem, pytałem.
Jedni odpowiadali, że przywiązanie do ziemi, krajobrazu, inni, że wiara. Ale
krajobraz jest tu taki jak gdzie indziej, wiara taka sama, jak u innych - katolicka,
doszedłem więc do wniosku, że może samo pojęcie narodu będzie tym, co obroni
naszą odrębność. Najważniejszy pozostaje jednak język. Ludy, które tracą język,
tracą też tożsamość.
- Istnieją jednak narody, które utraciły język, a mają silną
świadomość narodową. Choćby Irlandczycy, mówiący w miażdżącej większości po
angielsku. Czy podobnie może być w wypadku Kaszubów?
- U nas nie
można mówić o podobnej świadomości jak u Irlandczyków. Oni budowali odrębność
na silnych antagonizmach z Anglikami. W wypadku Kaszubów takie procesy nigdy
nie zachodziły, nie było konfrontacji z Polakami. Ruch kaszubski już od Floriana
Ceynowy ["ojciec budziciel" kaszubszczyzny w XIX wieku, związany z
ruchem słowianofilskim, skodyfikował język kaszubski - AT] zakładał związek z
polskością. Ziścił się on w roku 1920, kiedy przynajmniej część Kaszub znalazła
się w państwie polskim. Mimo że nie do końca Kaszubi i Polacy umieli się zrozumieć,
że przez wiele lat Kaszubi mieli poczucie, iż są traktowani jak obywatele drugiej
kategorii, mimo że nasz język był eliminowany ze szkół, z życia publicznego,
nigdy nie doszło do żadnych poważnych konfliktów na tym tle.
- Co wam zatem pozostaje, co jest najważniejsze?
- Powtórzę raz jeszcze - język.
Trzeba robić wszystko, by go zachować. Od wielu lat trwa odrodzenie językowe
dzięki szkołom, Kościołowi i różnym organizacjom. Wszystko to ma doprowadzić do
tego, by kaszubska mowa stała się użyteczna w życiu publicznym.
-
Dlaczego zatem wydaje Pan swoje pismo po polsku? Inni poszli dalej, choćby
wyłącznie kaszubskojęzyczny miesięcznik „Odroda”?
- To się zmieni. W 2004
„Pomerania” będzie wprawdzie dwumiesięcznikiem, ale znajdzie się w nim o wiele
więcej artykułów w języku kaszubskim, nie tak jak do tej pory - tylko dodatki
literackie czy edukacyjne. Musimy jednak pamiętać, że niewiele osób potrafi
czytać i pisać po kaszubsku. Zajęcia w szkole w tym języku odbywają się dopiero
od początku lat 90., wcześniej był on przekazywany jedynie ustnie. Oczywiście,
od 1850 roku, od czasów Floriana Ceynowy, powstawała literatura kaszubska,
niemniej docierała ona do bardzo wąskiej grupy działaczy. Dziś czytać i pisać
po kaszubsku umie może sto kilkadziesiąt osób. Dopiero nowe pokolenia, dzieci,
które zetknęły się w szkole z kaszubskim, będą w przyszłości - mam nadzieję -
bardziej świadomymi odbiorcami kaszubskiego słowa pisanego.
- Podczas spisu w 2002 roku tylko pięć tysięcy sto osób
podało jako narodowość - kaszubską. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że
ponad 180 tysięcy Ślązaków zadeklarowało narodowość śląską. Dlaczego na
Kaszubach idea narodowa ma tak słaby oddźwięk?
- Nie prowadziliśmy długotrwałej agitacji, by
podawano narodowość kaszubską. Dopiero tuż przed spisem koledzy z redakcji
„Odrody”, pisma, które reprezentuje nurt narodowy, wydrukowali kilkadziesiąt
tysięcy ulotek nawołujących do podawania w spisie narodowości kaszubskiej.
Inaczej było ze Ślązakami, ale Ruch Autonomii Śląska działa i głosi swoje idee
od ponad dziesięciu lat. Dla Kaszubów znacznie istotniejsza była sprawa języka.
Dopiero co doprowadziliśmy do tego, że nasza mowa w ogóle otrzymała status języka.
W 1989 roku po raz pierwszy w polskim piśmiennictwie naukowym uznano, że
kaszubski jest odrębnym językiem, co oddawało odczucia Kaszubów [w nauce okresu
PRL obowiązywała wykładnia, że kaszubski jest dialektem języka polskiego, nauka
zachodnia zaś zawsze uważała go za odrębny język. Polska przedwojenna także
odmawiała kaszubskiemu statusu języka - AT]. Moim zdaniem, gdybyśmy od
kilkunastu lat publicznie dyskutowali na temat narodu kaszubskiego, w spisie
znacznie więcej osób podałoby narodowość kaszubską. Potrzeba naprawdę wielu
lat, by zmienić świadomość naszej społeczności. Jeśli dziś zapytać Kaszubów,
kim są, w zdecydowanej większości odpowiedzą, że po prostu Kaszubami, bez określania
się narodowego.
- W spisach przedwojennych, obok deklaracji przynależności
do różnych nacji, dopuszczano też wpis "tutejszy" dla tych, którzy
nie mieli żadnej identyfikacji narodowej. W dzisiejszej Polsce także są
"tutejsi" - tak określa się wielu prawosławnych na wschodzie i
karpackich Rusinów. Czy "tutejszość" nie opisuje lepiej
samoświadomości Kaszubów niż określanie ich mianem narodu?
-
Rzeczywiście, taka identyfikacja obecnie dominuje. Być Kaszubą dla większości
oznacza także bycie Polakiem, nie ma jeszcze wyrobionego poczucia odrębności
narodowej.
- A
czy, Pana zdaniem, Kaszubi są w ogóle narodem?
- Sądzę,
że tak. Kaszubi mają wszelkie cechy narodu - język, kulturę, tradycję,
obyczaje. Ci wszyscy, którzy tak się identyfikują - zaliczam do nich także
siebie - mają do tego prawo.
- Starsi - tak wiekiem, jak i stażem - działacze Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego sprzeciwiają się jednak uznawaniu Kaszubów za odrębny
naród. Mówią raczej o podwójnej tożsamości polsko-kaszubskiej. Czy to pęknięcie
ideowe między "starymi" i "młodymi" zagraża jedności ruchu
kaszubskiego?
- Nie
mówiłbym o pęknięciu w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim.
- Skoro jednak prezes Zrzeszenia Brunon Synak stanowczo sprzeciwia się nazywaniu Kaszubów narodem, a przewodniczący oddziału toruńskiego ZK-P Tomasz Piechowski jest jednym z czołowych działaczy opcji narodowej, to chyba jest pęknięcie? Zrzeszenie przyjęło przecież uchwałę ostro odcinającą się od opcji narodowej.
- Uchwała
[przyjęta 13 grudnia ubiegłego roku - AT] w żaden sposób nie potępia
postrzegania Kaszubów jako narodu, mówi wręcz, że każdy ma prawo do
autoidentyfikacji - także narodowej - i nikomu się tego prawa nie odbiera.
Natomiast głosi też, że Zrzeszenie jako organizacja reprezentująca Kaszubów nie
może być wykorzystywane do kreowania idei narodu. Zapis o prawie każdego do
autoidentyfikacji jest właśnie wynikiem kompromisu.
- Czy w takim razie ludzie, którzy głoszą poglądy narodowe, powinni odejść ze Zrzeszenia?
- Nie. W
Zrzeszeniu jest miejsce dla różnych poglądów, dla różnych identyfikacji. Nie
wyobrażam sobie, by na Kaszubach powstała jakaś nowa organizacja. Z punktu
widzenia interesu kaszubskiego istotne jest, abyśmy współdziałali w ramach
ZK-P. Naszą biblią powinien być akceptowany przez wszystkich statut, którego
cele można jednak realizować w różny sposób. Moim zdaniem, najlepszym sposobem
ich realizowania będzie rozwijanie idei narodowej, ale rozumiem i szanuję
zdanie prezesa Synaka i innych, że statut jest także narzędziem do rozwijania
idei regionalnej, etnicznej. Zobaczymy, co znajdzie w przyszłości posłuchanie u
kaszubskiej społeczności.
- A nie ma tu przypadkiem sprzeczności celów między "młodymi" i "starymi"?
- Raczej
sprzeczność metod. Mamy wiele wspólnego, ale różni nas sposób dochodzenia do celu.
Ja jestem zwolennikiem spokojnej ewolucji, oni chcą uprawiać politykę faktów
dokonanych. Grupa wydająca „Odrodę” ma prawo do głoszenia swoich poglądów, my,
jako Zrzeszenie, nie dążymy do tego, by zakazać im wydawania swojej gazety. W
początkach lat 90. były podejmowane kroki ze strony ówczesnych starszych
działaczy ZK-P, by wytrącić nam z ręki oręż, jakim była „Tatczëzna”. Dzisiaj
nikt już tak nie myśli, rozwinęła się demokracja. Z czasem, kiedy koledzy z „Odrody”
zaczną dojrzewać, wsiąkać w nurt kaszubski jako jego kreatorzy, ich młodzieńcza
zadziorność nieco się wypali.
- "Starzy" podkreślają, że wielu "młodych" podnoszących kwestię narodową nie jest nawet z pochodzenia Kaszubami, a jeśli mają jakieś kaszubskie korzenie, języka kaszubskiego muszą się dopiero uczyć. Czy nie mamy w tym wypadku do czynienia z typową nadgorliwością neofitów?
- Jest
kilka osób wiodących w „Odrodzie” prym, które dopiero odnajdują się w
kaszubszczyźnie. Redaktor naczelny tego pisma Paweł Szczypta urodził się w
Gdyni w rodzinie niekaszubskiej, ale nauczył się kaszubskiego tak dobrze, że
dzisiaj wygrywa konkursy ortograficzne i uczestniczy w redagowaniu słowników
naszego języka. Nie dziwi mnie taka postawa, pokazuje jedynie, że kaszubszczyzna
jest na tyle silna, że może przyciągać osoby, które z pochodzenia nie są
Kaszubami.
- A Pan? Poznał Pan kaszubski w rodzinnym domu, czy musiał się go dopiero nauczyć?
- Należę
do pokolenia lat 70., które nie otrzymało kaszubskiego w spadku po rodzicach,
przynajmniej na północnych Kaszubach, gdzie już wtedy rozwijał się dosyć mocno
ruch turystyczny. Właśnie w tym czasie Kaszubi przestali komunikować się z
dziećmi we własnym języku. W moim wypadku było tak samo. Rodzice porozumiewali
się ze sobą po kaszubsku, ze mną zaś po polsku. Kiedy na studiach wstąpiłem do
klubu studenckiego „Pomorania” - a obowiązywała w nim zasada, że wszyscy jego
członkowie mówią po kaszubsku, nie miałem z tym problemu. Zacząłem mówić niemal
automatycznie, po prostu tak mocno w dzieciństwie przesiąknąłem kaszubską mową.
-
Czyli został Pan świadomym Kaszubą dopiero na studiach?
- Własne
pochodzenie uświadomiłem sobie w szkole średniej, w Niepokalanowie u ojców
franciszkanów. Odkryłem tam z pewnym zdumieniem, że słowo skorznie, określające
u nas kalosze, jest w tej części Polski nieznane. Tak samo bukse (spodnie) i
wiele innych, używanych powszechnie w szkole podstawowej, którą kończyłem we
Władysławowie. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły się ukazywać pierwsze
zeszyty z tłumaczeniem na kaszubski Pisma Świętego, dokonanym przez Eugeniusza
Gołąbka. Któregoś razu, podczas wakacji, wychodząc z niedzielnej mszy, kupiłem
to tłumaczenie, przyszedłem do domu i próbowałem czytać na głos, tak by moja
mama słyszała. Ale ona co chwilę kręciła głową i mówiła: "Wisz te co
sinku? To choba nie je rychtych po kaszëbsku" (wiesz co synku, to chyba
nie jest tak naprawdę po kaszubsku). Ona wówczas pierwszy raz zetknęła się z
kaszubszczyzną literacką, w jej wsi mówiono dialektem. Wtedy Kaszubów nikt nie
uczył pisać i czytać w ich języku.
- "Młodzi" podnoszą problem autonomii województwa
pomorskiego. Dziś takie rozwiązanie jest prawnie niemożliwe, ale kto wie, co
przyniesie przyszłość. Czy autonomia jest Kaszubom naprawdę potrzebna?
- Autonomia
kulturowo-etniczna niewątpliwie sprzyjałaby rozwojowi Kaszub.
- Mówimy o autonomii politycznej.
- Jestem
daleki od tego, ponieważ jako samorządowiec bardziej zmierzałbym w kierunku
usamodzielniania województwa pomorskiego jako takiego. Przykładem mogą być
niektóre landy niemieckie.
- Wyobraża Pan sobie taką sytuację, jak - powiedzmy - w Bawarii, gdzie przybysza wita najpierw tablica Freistaat Bayern, a dopiero potem skromniejszy napis "Niemcy". Czy chciałby Pan zobaczyć przy wjeździe na Pomorze tablice z napisem "Wolne Kaszuby"?
- Na
pewno region powinien być wyróżniony, również przy użyciu kaszubskiej symboliki
[flaga Kaszub ma barwę czarno-żółtą, a herbem jest czarny gryf na żółtym tle -
AT].
- Polacy mogą mieć pewne podstawy, by obawiać się
rozbudzenia kaszubskiej świadomości narodowej. Ostatnio narodowość kaszubską
mieszkańcy Pomorza mieli okazję zadeklarować w październiku 1939 roku, kiedy
Niemcy zorganizowali tu spis powszechny. Podało ją wówczas ponad 80 tysięcy
osób. Wcześniej, za rządów polskich, jakoś nie było problemu narodu
kaszubskiego.
-
Ówczesny spis trzeba widzieć w szerszym kontekście. Odbył się on jeszcze przed
największymi okropnościami wojny. One miały dopiero nadejść, jak chociażby
Piaśnica, w której Niemcy wymordowali niemal całą północnokaszubską
inteligencję. Pytano wówczas głównie o język, on był dla Niemców wyznacznikiem
narodowości. Osiemdziesiąt tysięcy powiedziało wówczas, że ich językiem
ojczystym (muttersprache) jest właśnie kaszubski. Taki wynik był też zapewne
efektem tego, że nadzieje Kaszubów związane z państwem polskim okresu
dwudziestolecia międzywojennego szybko zostały rozwiane w zetknięciu z twardą
rzeczywistością. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że po roku 1920, po zachłyśnięciu
się Polską, okazało się, iż dochodzi do wielu nieporozumień wynikających z
różnic kulturowych. Sprowadzeni na Pomorze urzędnicy z Kongresówki byli dla
Kaszubów czymś niebywałym. Podczas budowy portu w Gdyni pojawiły się oficjalnie
instrukcje, by miejscowych zatrudniać w drugiej kolejności, a zwalniać w pierwszej.
W efekcie w roku 1933 grono skupione wokół naszego działacza regionalnego
Aleksandra Labudy doszło do wniosku, że należy przemówić do Kaszubów głosem
własnej gazety, pojawiło się też po raz pierwszy hasło "Kaszuby dla
Kaszubów". Wynik spisu z 1939 roku mógł być po części głosem protestu.
Dzisiaj
żyjemy już w innej rzeczywistości, Polska jest demokratyczna, Kaszuby nie
graniczą z Niemcami. Ja jestem bardzo zadowolony, że mieszkam w Polsce i nie
chcę tego zmieniać ani nikogo nie będę namawiać do separacji.
- W historii ruchów odrodzeniowych niewielkich wspólnot etnicznych można zaobserwować radykalizację żądań. Pierwsze pokolenie "ojców budzicieli" skupia się na obronie kultury, tradycji, kodyfikuje język, tworzy literaturę. Następne mówi już o narodzie i potrzebie poszanowania jego praw, kolejne często wzywa do walki - również zbrojnej - o niepodległość. Tak działo się choćby w kraju Basków czy Bretanii. Czy podobny proces nie powtórzy się na Kaszubach, czy dzisiejsze nastolatki nie staną kiedyś do walki z Polską?
- Nie wydaje mi się, by taki
proces powtórzył się na Kaszubach. My jesteśmy bliżsi idei odrodzenia narodowego
fryzyjskiego [Fryzowie to germański naród zamieszkujący wybrzeże Holandii i
Niemiec - AT] tworzącego przede wszystkim własne instytucje. Pragniemy
szkolnictwa kaszubskiego - od podstawowego po wyższe - marzymy o własnym
przemyśle filmowym, radiu itp. Nie wydaje mi się, by kolejne pokolenia sięgnęły
po model baskijski. Nie widzę tak silnych antagonizmów, które by mogły je do
tego skłonić. Skłamałbym, mówiąc, że w ogóle nie ma antagonizmów. Czasami,
mówiąc między sobą, lubimy skomentować jakieś wydarzenie: "a co ty się
dziwisz, przecież to jest Polak", ale nie świadczy to o tym, że nie ma
wśród nas zrozumienia dla polskości, dla Polaków. Pewnie, że chcielibyśmy mieć
własną reprezentację piłkarską, która grałaby na mistrzostwach Europy, ale póki
jej nie mamy, będziemy na pewno kibicować drużynie polskiej.
- Powiat pucki, którego jest Pan starostą, jako pierwszy wprowadził dwujęzyczne polsko-kaszubskie tablice na swoich granicach. Nieznani sprawcy niszczyli na nich napisy kaszubskie. Czy będziecie kontynuować tę akcję?
- Ustawianie tablic w języku
kaszubskim zaczęło się w połowie lat 90. Najpierw były to tablice na granicach,
potem z nazwami ulic. Powiat pucki rzeczywiście zafundował je sobie jako
pierwszy, bardzo szybko poszły za nami inne. Powiat kartuski przyjął uchwałę
nie tylko o dwujęzycznych napisach przydrożnych, ale też na wszystkich tablicach
urzędowych. Ten proces postępuje. Przeciwnicy dwujęzyczności nie pochodzą stąd,
my tworzymy zwartą społeczność potrafiącą ze sobą współpracować. Dotyczy to
zarówno większości kaszubskiej, jak i przybyszów z innych części Polski. Akty
wandalizmu miały miejsce w sezonie letnim. Jestem przekonany, że były dziełem
jakiejś grupy, która przyjechała tu na wakacje. Pomorscy Polacy akceptują nas,
a my akceptujemy ich, żyjemy wszak na tej samej ziemi.
-
Proces kaszubskiego odrodzenia narodowego daleki jest od zakończenia. Trudno
oprzeć się wrażeniu, że naród kaszubski jeszcze nie istnieje, ale dopiero się
rodzi. Czy ten poród będzie udany?
- Mam nadzieję,
że tak. Wielu spośród nas nie zechce być członkami tego narodu, wielu
zrezygnuje z działalności na jego rzecz, ale, moim zdaniem, właśnie budowanie narodu
jest najlepszą drogą do zachowania naszej tożsamości w Europie, gdzie tak ważna
jest podmiotowość regionów. I w niczym nie zagraża to jedności państwa
polskiego.
Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejm
RP
na wyjazdowym posiedzeniu w Gdańsku (18.5.2004)¨(38)
Biuletyn
nr: 3189/IV
Komisja:
Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 49/
Data: 18-05-2004
Mówcy:
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski
Poseł Jerzy Budnik (PO)
Rektor Uniwersytetu Gdańskiego Andrzej Ceynowa
Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Jacek Ciskowski
Poseł Jerzy Czerwiński (RKN)
Przedstawiciel Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej
Miasta Malborka i Okolic Jerzy
Fryc
Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Zbigniew Jankowski
Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Wanda Kiedrowska
Dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji
Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku
Danuta Kledzik
Pomorski Kurator Oświaty Jerzy Kortas
Poseł Janusz Lisak (niez.)
Poseł Andrzej Liss (PiS)
Przedstawicielka Rzecznika Praw Obywatelskich
Krystyna Milart-Szostak
Przedstawiciel Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej
"Ojczyzna" w Kwidzynie Manfred Ortman
Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Danuta Pioch
Przedstawicielka Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu
Grażyna Płoszajska
Poseł Franciszek Potulski (SLD)
Starosta Wejherowski Józef Reszke
Poseł Edmund Stachowicz (SLD)
Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)
Dyrektor Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych
w Ministerstwie Kultury Jerzy Zawisza
18 maja 2004 r. na wyjazdowym
posiedzeniu w Gdańsku Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych, pod
przewodnictwem posłanki Genowefy Wiśniowskiej /Samoobrona/, zapoznała się z:
- współpracą Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego z władzami samorządowymi w województwie pomorskim,
- funkcjonowaniem szkół z językiem
kaszubskim jako językiem dodatkowym,
- problemami kulturalnymi, edukacyjnymi
i społecznymi mniejszości narodowych w województwie pomorskim,
- stosowaniem podwójnego nazewnictwa
urzędów, ulic i miejscowości w województwie pomorskim.
W
posiedzeniu udział wzięli przedstawiciele: Ministerstwa Edukacji Narodowej i
Sportu, Ministerstwa Kultury, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji,
Rzecznika Praw Obywatelskich, władz wojewódzkich i samorządowych, Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej Miasta Malborka i
Okolic, Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w
Kwidzynie.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Otwieram wyjazdowe posiedzenie Komisji.
Witam władze wojewódzkie, przedstawicieli mniejszości narodowych, posłów województwa
pomorskiego i przedstawicieli rządu. Najpierw przedstawię opracowany wspólnie
ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim porządek dzienny posiedzenia. Punkt
pierwszy: współpraca Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z władzami samorządowymi
w województwie pomorskim; punkt drugi: funkcjonowanie szkół z językiem
kaszubskim jako językiem dodatkowym; punkt trzeci: problemy kulturalne,
edukacyjne i społeczne mniejszości narodowych w województwie pomorskim; punkt
czwarty: stosowanie podwójnego nazewnictwa urzędów, ulic i miejscowości w
województwie pomorskim.
Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o
państwa sukcesach i problemach. Posiedzenie jest okazją także do wymiany
poglądów i przedstawienia problemów, bo czegokolwiek byśmy dotknęli, ważna jest
dotycząca każdego z nas, a przede wszystkim mniejszości, kwestia finansowa. Są
tu z nami przedstawiciele władz wojewódzkich, więc na pewno będą pytania, na
które uzyskamy konkretne, rzeczowe odpowiedzi. Z większością z państwa
spotykamy się pierwszy raz, dlatego pozwolę sobie przedstawić w skrócie
Komisję.
Komisja Mniejszości Narodowych i
Etnicznych obecnej kadencji rozpoczęła działalność w październiku 2001 r.
Ujmowane w półrocznych planach pracy zadania, jakie stawiamy przed sobą, można
ująć w trzy kategorie. Pierwsza kategoria to tworzenie prawa dotyczącego
mniejszości narodowych i etnicznych. Druga kategoria to analiza zagadnień
problemowych. Trzecia kategoria to konsultacje i spotkania z mniejszościami
oraz interwencje w sprawach dotyczących tych środowisk - taki jest cel naszej
dzisiejszej wizyty w Gdańsku.
Jeśli chodzi o tworzenie prawa
regulującego sprawy mniejszości, już na początku kadencji w 2002 r. Komisja
wystąpiła z inicjatywą ustawodawczą, której przedmiotem jest projekt ustawy o
mniejszościach narodowych i etnicznych. Do prezentowania Komisji w pracach nad
tym projektem został upoważniony poseł Józef Czykwin. Po pierwszym czytaniu w
Sejmie, które odbyło się w dniach 15 i 16 lutego 2002 r., projekt został
skierowany do dalszych prac w Komisjach: Mniejszości Narodowych i Etnicznych,
Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Edukacji, Nauki i Młodzieży, które
wspólnie powołały podkomisję pod przewodnictwem posła Jerzego Szteligi.
Sprawozdanie podkomisji o tym projekcie będzie przedmiotem obrad Komisji w dniu
28 maja br. - podczas następnego posiedzenia Sejmu.
W płaszczyźnie problemowej Komisja
zajmowała się między innymi takimi kwestiami, jak szkolnictwo mniejszości narodowych,
dostęp mniejszości do mediów publicznych, ochrona zabytków, skargi i wnioski skierowane
do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawach osób należących do mniejszości
narodowych, oraz podjętymi w związku z tym działaniami. Komisja bardzo poważnie
odniosła się do problemu przeciwdziałania asymilacji oraz dyskryminacji i
ksenofobii, a także kształtowania w szkole postaw otwartości i tolerancji wobec
osób należących do mniejszości narodowych i etnicznych, omawiając te
zagadnienia na posiedzeniach.
W pracach brali udział przedstawiciele
resortów: spraw wewnętrznych i administracji, nauki, edukacji, a także
pełnomocnik rządu do spraw równego statutu kobiet i mężczyzn, sekretarz stanu
Izabela Jaruga-Nowacka, do niedawna odpowiedzialna między innymi za utworzenie
i przygotowanie do pracy Urzędu do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji z
Powodu Rasy, Pochodzenia Etnicznego, Religii i Przekonań.
W związku z możliwościami, jakie stwarza
wejście Polski do Unii Europejskiej Komisja poświęciła osobne posiedzenie na zapoznanie
przedstawicieli mniejszości z informacją UKIE na temat korzystania z pomocy finansowej
pochodzącej z budżetu wspólnotowego, realizowanej między innymi poprzez różne
programy, takie jak PHARE, ISPA czy SAPARD.
Do ważnych zadań Komisji należy coroczne
rozpatrywanie projektu budżetu Ministerstwa Kultury w części dotyczącej mniejszości
narodowych. Znając trudności stowarzyszeń mniejszościowych, związane z
finansowaniem działalności kulturalnej, Komisja co roku występuje do Sejmu za
pośrednictwem Komisji Finansów Publicznych z wnioskiem o zwiększenie kwot
proponowanych w projekcie budżetu resortu kultury. Tak na przykład, w 2001
Komisja wniosła o zwiększenie środków przeznaczonych na działalność kulturalną
organizacji mniejszości o 4 mln zł, przy proponowanej kwocie 1750 tys. zł. W
rezultacie wydatki Departamentu Mniejszości Narodowych wyniosły około 6 mln zł.
W 2002 r. Komisja wystąpiła o zwiększenie środków finansowych na kulturę
mniejszości o 1 mln zł przy proponowanej kwocie 5040 tys. zł. W 2003 r.
Minister Kultury przyznał dodatkowo 800 tys. zł na działalność kulturalną mniejszości
narodowych i etnicznych.
Komisja ściśle współpracuje z
przedstawicielami resortów: kultury, edukacji, spraw zagranicznych, Biura
Rzecznika Praw Obywatelskich oraz zespołu do spraw mniejszości narodowych
kierowanego przez podsekretarza stanu w MSWiA. Dzięki temu jesteśmy na bieżąco
informowani o realizacji zadań dotyczących mniejszości narodowych. Jeśli chodzi
o ostatni obszar działalności, Komisja utrzymuje stały kontakt z
przedstawicielami mniejszości narodowych i etnicznych - bądź zapraszając ich na
posiedzenia w Sejmie, bądź też spotykając się z nimi, jak dziś, na posiedzeniach
wyjazdowych. W 2002 r. odbyło się posiedzenie wyjazdowe Komisji w województwie
małopolskim, w 2003 r w podlaskim, a dziś jesteśmy w województwie pomorskim.
Wielką uwagę poświęca Komisja sprawom
znajdującej się w szczególnie trudnej sytuacji bytowej i oświatowej mniejszości
romskiej. W latach 2001-2003 stale monitorowaliśmy realizację rządowego
programu pilotażowego na rzecz społeczności romskiej w województwie
małopolskim. Wystąpiliśmy także do Prezesa Rady Ministrów z dezyderatem o
objęcie rządowym programem całej mniejszości romskiej w Polsce.
W czerwcu 2003 r. w Sejmie odbyła się
międzynarodowa konferencja z udziałem przedstawicieli mniejszości narodowych, poświęcona
europejskiej karcie języków regionalnych i mniejszościowych. W celu
udostępnienia wiadomości na temat sytuacji i praw oraz działań organizacji
mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, Komisja zainicjowała opracowanie
i wydanie publikacji pod tytułem "Mniejszości narodowe w Polsce".
Informator na 2003 rok został wydany na początku bieżącego roku, myślę, że
państwo otrzymaliście go, ponieważ został skierowany przez sekretariat Komisji
do przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych.
W skrócie przedstawiłam państwu zakres działania naszej Komisji. Myślę,
że teraz przejdziemy do porządku dziennego.
Prezes
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :
Jako współorganizator wizyty Komisji
chciałbym serdecznie powitać państwa na Pomorzu i Kaszubach, tu, w Sali Herbowej,
w której odbywamy sesje plenarne Sejmiku. Myślę, że państwa pobyt tu i dyskusja
będą owocne, mam nadzieję, choć nie powiem, że wielką, że wizyta Komisji na
Pomorzu wpłynie na przyspieszenie prac nad projektem ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych. Jako osoba wierząca, chyba z tego powodu wierzę, iż
ustawa zostanie przyjęta przez Sejm obecnej kadencji.
Prace nad projektem trwają już wiele
lat, ale cieszymy się, że Komisja je kontynuuje. Nie wiem, jak to wygląda
naprawdę, ale Komisja tylko w części może brać na siebie odpowiedzialność za
ten stan rzeczy, bo prace nad projektem trwają już bardzo długo. Mogę tylko
powiedzieć, że jako Zrzeszenie, przedstawiciele Kaszubów, poza drobnymi uwagami
jesteśmy zadowoleni z tej wersji projektu, która do nas dotarła. Cieszymy się,
że prace nad projektem potoczyły się w tym kierunku.
Słyszałem, że posiedzenia Komisji nie
trwają dłużej niż dwie godziny, więc zrobię wszystko, żeby nie zakłócić państwu
tego harmonogramu - będę mówił bardzo krótko, choć zagadnienie, o którym mam
mówić - współpraca między Zrzeszeniem i samorządami - jest dość obszerne.
Wolałbym jednak, i to samo dotyczy następnych punktów porządku, aby był jeszcze
czas na pytania, dyskusje, może też z przedstawicielami innych grup
mniejszościowych.
Członkowie Komisji dużo wiedzą już o
Zrzeszeniu i Kaszubach, bo my systematycznie uczestniczymy w jej posiedzeniach,
za co jesteśmy wdzięczni. Chcę tylko przypomnieć, że Zrzeszenie jest jedną z
najstarszych organizacji regionalnych na Pomorzu, a być może też w Polsce -
zostało utworzone w 1956 r. w okresie odwilży politycznej. Możemy poszczycić
się tym, że właściwie nasze prace nigdy nie zostały przerwane, choć toczyły się
z rożną aktywnością. Jednak zawsze kierowaliśmy się zasadą, aby robić w każdych
warunkach tyle, ile jest możliwe. W stanie wojennym mieliśmy przejściowe
problemy, ale nasza działalność nie została zawieszona.
Przetrwaliśmy i myślę, że także to
spowodowało, iż jesteśmy dziś prężną, dużą i silną organizacją, która liczy
około 7-8 tys. członków i 85 oddziałów terenowych - trzy czwarte z nich
znajduje się w województwie pomorskim. Tu, w części kaszubskiej województwa,
niemalże w każdej gminie znajduje się oddział zrzeszenia, w niektórych gminach
mamy nawet kilka, a w jednej cztery oddziały. Liczba oddziałów zwiększa się.
Jeśli chodzi o współpracę z samorządami,
na swoim własnym przykładzie mogę powiedzieć, że jest ona znakomita, ponieważ
jako prezes Zrzeszenia nie mam żadnych problemów w porozumiewaniu się z
przewodniczącym Sejmiku Województwa Pomorskiego, którą to funkcję także pełnię.
Jednak mówiąc poważnie, współpraca z samorządami dlatego układa się dobrze, że
pracuje tam dużo naszych członków. Nie jesteśmy w stanie dokładnie ich
policzyć, ale w województwie jest to liczba rzędu około 200 radnych. Poza województwem
przypadki samorządowców członków ZKP są mniej liczne, ale tu do Zrzeszenia
należy bardzo wielu przewodniczących rad gmin, czy nawet starostów. Nie czynimy
specjalnych zabiegów, aby samorządowcy, zwłaszcza osoby pełniące ważne funkcje,
byli członkami ZKP, nie zachęcamy ich do wstępowania do Zrzeszenia. Nawet
bardziej cenimy sobie takie osoby, które nie są naszymi członkami, ale okazują
nam życzliwość.
Ogólnie mogę jednak powiedzieć, że nie
mamy żadnego powodu do narzekania na współpracę, czy to z wójtami, czy z burmistrzami,
starostami, prezydentami, nawet w tych miejscowościach, które nie są ściśle
kaszubskie. Tam, gdzie 90% członków rad stanowią Kaszubi, a w tym 70% - nasi
członkowie, jest rzeczą naturalną, że ta współpraca musi układać się dobrze,
ale nawet tu, myślę tu o Gdańsku, w którym Kaszubi stanowią pewnie 7, może 8%
mieszkańców, współpraca z władzami miejskimi także układa się doskonale.
Mamy szereg imprez, które organizujemy
wspólnie z samorządami. Z całą pewnością najważniejszą imprezą, która odbywa
się już szósty raz z rzędu, jest Zjazd Kaszubów, organizowany wspólnie przez
Zrzeszenie i miasto-powiat, w którym odbywa się w danym roku. Poprzedni zjazd
odbył się w Pucku, a najbliższy - 10 lipca br. - odbędzie się w Kościerzynie.
Zjazdy odbywały się w Kartuzach, Wejherowie, Helu i Chojnicach. Jest dla nas
szczególnie korzystne, iż władze samorządowe angażują się bardzo mocno w
zjazdy, biorąc na siebie stronę organizacyjno-finansową, podczas gdy Zrzeszenie
- kulturową i także oczywiście organizacyjną.
Podejmujemy wspólne działania we
wszystkich dziedzinach, które są przedmiotem naszej działalności, a w statucie
zapis dotyczący zadań i celów Zrzeszenia jest bardzo szeroki. Należy do nich
wszechstronny - ekonomiczny, społeczny, kulturowy rozwój Kaszub i Pomorza. Nie
chcę tu wkraczać na teren kultury, edukacji, o tym będą mówili inni, ale
ogólnie, gdybym próbował jakkolwiek oceniać współpracę w tych dziedzinach, ona
na wszystkich poziomach jest dobra. Być może najsłabsza jest na poziomie
samorządu wojewódzkiego, dlatego że niektórzy uważają, iż jesteśmy organizacją
bardzo wpływową, chcemy za dużo. W związku z tym nie wykonujemy żadnych ruchów,
czekając na to, jaką decyzję podejmą życzliwe nam osoby, na przykład pani
Danuta Kledzik, wiceprzewodnicząca Sejmiku i przewodnicząca komisji grantowej.
Nie mamy jednak podstaw do protestów.
W województwie pomorskim powszechny
zasięg ma system grantów, w którym uczestniczymy na następującej zasadzie. W
przypadku imprez ogólnowojewódzkich, czy nawet ponadregionalnych, Zarząd Główny
Zrzeszenia kieruje wnioski grantowe do komisji, której przewodniczy pani Danuta
Kledzik. Oddziały organizujące przedsięwzięcia w wymiarze powiatowym lub
szerszym kierują wnioski do powiatów, natomiast oddziały działające na terenie
gmin i organizujące przedsięwzięcia o zasięgu gminnym, zwykle otrzymują
wsparcie ze strony gmin. Rozumiejąc jednak trudną sytuację samorządów, nie
przesadzamy i oczekujemy pomocy tylko w tych warunkach, sytuacjach,
przypadkach, kiedy nie możemy poradzić sobie sami.
Minęło już 5 minut i chyba na tym
powinienem zakończyć referowanie zagadnienia współpracy miedzy samorządami i
Zrzeszeniem. Na koniec powiem o pewnym niuansie, "zahaczającym" o
politykę. Niektórzy od czasu do czasu zarzucają nam, raczej cicho niż głośno,
że za bardzo wkraczamy w politykę. Jakie jest nasze stanowisko w tej sprawie?
Jeżeli polityka oznacza oddziaływanie, czy próbę wpływania na, to aby
podejmowane przez samorządy decyzje były mądre, obojętnie, czy w zakresie
gospodarki, czy ochrony środowiska, czy kultury, to w takim sensie chcemy odgrywać
rolę polityczną, - ale tylko w takim sensie.
Natomiast unikamy wypełniania funkcji
partii czy kryptopartii, nie chcemy też wyręczać władz samorządowych. Mamy dwie
gminy, w których Zrzeszenie zorganizowało komitety wyborcze. W jednym przypadku
jest tak już od 1990 r. i funkcjonuje znakomicie - praktycznie wszyscy radni są
członkami Zrzeszenia i nie ma tam konfliktów. Trzeba jednak zauważyć, że radni
potrafią oddzielić rolę działacza społecznego od roli lokalnego polityka. Jest
też drugi przypadek, gdzie taki komitet zawiązał się po raz pierwszy i wywodzący
się z nominacji naszego komitetu burmistrz jest członkiem Zrzeszenia. Staramy
się jednak nie podążać w tym kierunku, nie wyręczać władz, nie zastępować
partii i zachować pewien dystans - chociażby dla zdrowia psychicznego, abyśmy
mogli obarczyć kogoś winą za to, że chodniki są dziurawe, bądź występują inne
niedoskonałości w funkcjonowaniu samorządów.
Jeśli chodzi o poziom wojewódzki, w Sejmiku zasiada 10-11 członków Zrzeszenia, ale nie mamy żadnego klubu Kaszubów. Jako Kaszubi mamy różne - choć trzeba powiedzieć, że w większości prawicowe - orientacje partyjne i polityczne. Jednak naszymi członkami są członkowie wszystkich głównych działających w tej chwili w parlamencie partii. Uważamy, że tak być powinno, aczkolwiek, jeśli program partii nie jest zgodny z naszym programem, a więc wzmacnianiem myślenia regionalnego, małych ojczyzn, oczywiście mało takich osób zmierza w naszą stronę. Niemniej jednak jesteśmy otwarci, ekumeniczni. Tym politycznym akcentem zakończę moje wystąpienie, jeśli będą jakieś pytania, chętnie na nie odpowiemy.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Witając państwa miałam nadzieję, i tak
się stało, że będziecie państwo mówić przede wszystkim o swoich sukcesach,
które pan prezes mocno akcentował. Jednak dyskusja na pewno wykaże, iż także tu
występują problemy, z którymi trzeba sobie radzić - bezpośrednio bądź odwołując
się do czynników rządowych.
Poseł Janusz Lisak /niez./ :
Przepraszam za spóźnienie, ale o 1,5
godziny opóźnił się samolot z Warszawy.
Przedstawicielka Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Danuta Pioch :
Pracuję w Zespole ds. Oświaty przy
Zarządzie Głównym Zrzeszenia, jestem również konsultantem do spraw nauczania
języka kaszubskiego, a na co dzień - dyrektorem Szkoły Podstawowej w gminie
Sierakowice, gdzie uczymy języka kaszubskiego już od dobrych kilku lat.
Postaram się przybliżyć państwu sprawy związane z nauczaniem na Kaszubach
języka kaszubskiego.
Zacznę od stwierdzenia, że na dzień
dzisiejszy trudno nam oszacować dokładną liczbę szkół uczących języka
kaszubskiego, jak również - uczniów uczących się tegoż języka. Nauka rozwija
się bardzo intensywnie, z każdym nowym rokiem szkolnym rozpoczyna ją wiele
szkół i w związku z tym do tej pory nie potrafimy poradzić sobie ze zbieraniem
danych na ten temat. Jestem przekonana, że takie dane posiada i Główny Urząd
Statystyczny i Ministerstwo Edukacji i Sportu, które przecież przesyła nam
subwencję oświatową na nauczanie. Może dobrze byłoby, gdyby również Zrzeszenie
mogło otrzymywać taką zbiorczą informację - wtedy wiedzielibyśmy dokładnie, jak
wygląda nauczanie języka kaszubskiego na terenie naszego województwa.
Nie jesteśmy zorientowani do końca w tej
sprawie, ponieważ szkoły prowadzą różne formy nauczania, za chwilę powiem o tym
dokładnie. Mamy taką prośbę, o ile to tylko możliwe. Swego czasu, jeszcze z
poprzednim kuratorem oświaty próbowaliśmy wdrożyć ankietę, która ukazywałaby
się na początku każdego roku szkolnego - wtedy nasza wiedza byłaby pełniejsza.
Niestety, z wiadomych powodów prace zostały przerwane i dziś zwracamy się z
takim apelem do przedstawicieli władzy centralnej. Wiemy, że na pewno byłoby to
możliwe.
Mogę przytoczyć bardzo przybliżone dane
- szacujemy, iż w tej chwili na całych Kaszubach języka kaszubskiego uczy się
około 5 tys. uczniów - na różnych poziomach, w różnych szkołach. Mam dokładne
dane dotyczące tylko jednego powiatu kaszubskiego, bo jest mi on najbliższy,
mam tu na myśli powiat kartuski, gdzie języka kaszubskiego uczy się w jednym
przedszkolu, w trzydziestu trzech szkołach podstawowych - około 1290 uczniów,
dziewięciu gimnazjach - około 234 uczniów i w trzech szkołach
ponadgimanzjalnych - około 63 uczniów. Jednak, tak jak mówiłam, niestety dziś
nie potrafimy podać dokładnej informacji dotyczącej nauki języka kaszubskiego
na całych Kaszubach.
Szkoły prowadzą zajęcia na podstawie
rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 3 grudnia 2003 r. W
rozporządzeniu określono cztery formuły nauczania, możliwe do wyboru przez
szkoły.
W pierwszej formule są szkoły z językiem
nauczania grupy etnicznej i takich nie ma na Kaszubach.
W drugiej formule mieszczą się szkoły
dwujęzyczne, i tu także raczej nie notujemy takich szkół, chociaż pewnie pan
Witold Bobrowski będzie oponował przeciwko takiemu stwierdzeniu, ale to już
jest jego interpretacja.
Mamy też trzecią formułę, którą przyjęła
większość z placówek uczących języka kaszubskiego - szkołę z dodatkową nauką języka.
Czwarta formuła - międzyszkolne zespoły
nauczania języka także raczej u nas nie funkcjonuje.
Zatem, jak już powiedziałam, stosujemy
formułę dodatkowej nauki języka, a to oznacza, że zgodnie z rozporządzeniem uczymy
języka kaszubskiego w odpowiednich oddziałach w wymiarze 3 godzin tygodniowo.
Tak powinno to być realizowane zgodnie z
rozporządzeniem. Wspomniane rozporządzenie, zresztą bardzo dobrze przygotowane,
reguluje również sprawy organizowania zajęć przez szkołę - wszystkie kwestie
formalne, których powinni dopełnić szkoła i rodzice, aby mogło zostać
uruchomione nauczanie. Reguluje także limit uczestników, tu ukłon w stronę
tych, którzy opracowali rozporządzenie. Bardzo ucieszyła nas wiadomość, że nie
obowiązuje już, tak jak to było do tej pory, limit 14 uczniów w szkole
gimnazjalnej - od grudnia 2003 roku ograniczono go do 7 osób. Jest to bardzo
ważna decyzja, ponieważ trudno jest tworzyć grupy między-oddziałowe, czy
międzyklasowe z różnych klas gimnazjalnych, w sytuacji, kiedy młodzież
dojeżdża, bo w większości tak wygląda nasza kaszubska rzeczywistość. Trudno
jest skonstruować plan zajęć tak, aby utworzyć z uczniów kolejnych oddziałów
czy klas jedną zorganizowaną grupę. Jeszcze raz powtórzę - ten przepis został
bardzo dobrze dopasowany do rzeczywistości. Rozporządzenie określa również
procedurę postępowania wtedy, kiedy w szkole nie ma możliwości organizowania
zajęć. Cieszy to, że żaden z wniosków rodziców czy ucznia nie może zostać
pominięty i pozostawiony bez odpowiedzi. To również jest bardzo ważne i
niewątpliwie nadaje temu przedmiotowi i całej sprawie dużego prestiżu.
Oprócz zajęć z języka kaszubskiego, tak
jak we wszystkich regionach Polski, szkoły realizują też ścieżkę "edukacja
regionalna, dziedzictwo kulturowe w regionie", bo przecież jest to
obowiązkiem każdej ze szkół, jednak te zajęcia odbywają się jak gdyby dodatkowo
- nasi uczniowie mają o wiele więcej zajęć o regionie.
Języka kaszubskiego uczymy zgodnie z o
wytycznymi nauczania tegoż języka, zawarte w podstawie programowej, która bardzo
precyzyjnie określa, jakie treści powinny zostać zrealizowane, żeby ten
przedmiot był traktowany tak jak wszystkie pozostałe. Do tej pory mieliśmy
trochę problemów, kiedy szkoła decydowała się uruchomić zajęcia z nauki języka
kaszubskiego, w sytuacji, gdy rok rozliczeniowy subwencji ministerialnej
rozpoczyna się od dnia 1 stycznia, a rok szkolny - od 1 września. Cieszymy się,
że ta sprawa została rozwiązana i organy prowadzące szkoły mają możliwość,
korzystając z tej ścieżki, wystąpienia do ministerstwa o naliczenie tak zwanej
subwencji wyrównawczej i z związku z tym nie muszą ponosić kosztów z własnych
zasobów.
Wiemy, jak ważne jest sprawozdanie S 15
dla Głównego Urzędu Statystycznego o nauczaniu języka ojczystego, które szkoły
wypełniają według stanu na dzień 30 września. Na podstawie tegoż sprawozdania
otrzymujemy potem subwencję na prowadzenie wspomnianych zajęć. Mnożnik wynosi
0,2, a jeśli w szkole nie ma ponad 42 uczniów uczących się języka kaszubskiego,
podwyższa się go do 0,5. Takie obwarowanie prawne jest bardzo pozytywne, ponieważ
doskonale wiemy, iż przy grupie 10, 12, 15 a nawet 20 uczniów organ prowadzący
mógłby mieć problemy finansowe z opłaceniem zwykłych godzin nauczycielskich. W
związku z tym, cieszymy się, że również ten problem został dostrzeżony i
rozwiązany.
Nauczanie języka kaszubskiego zatacza
coraz szersze kręgi, z każdym nowym rokiem szkolnym przystępuje do niego coraz
więcej szkół. Trochę wolniej współgrają z tymi zmianami kwestie dotyczące
programów nauczania, i podręczników.
Jednak i tu ślę ukłon w stronę
administracji centralnej, bo współpraca z jej organami układa nam się coraz
lepiej - proponuje nam się bardzo ciekawe warunki realizacji naszych różnych
pomysłów. Mówię tu o wydawaniu podręczników, które pojawiają się już, choć nie
są jeszcze bardzo liczne. Mamy tu trochę problemów, ale trzeba pamiętać, że
rozpoczęliśmy niedawno. Kontrola Najwyższej Izby Kontroli zarzuciła pewnej
liczbie szkół gimnazjalnych na Kaszubach, że nie mają jeszcze podręczników, a
już uczą języka. Tak wygląda dziś nasza rzeczywistość. Jest to niewątpliwie
mankament, wiemy, że uregulowane powinny być sprawy formalne, w tym - opracowane
podręczniki, niestety, nie zawsze tak jest. Opracowywane są programy i materiały,
podręczniki, ale to wszystko musi potrwać. Oferta podręcznikowa jest w tej
chwili może nie imponująca, ale wydaje nam się, że pierwsze, podstawowe
potrzeby nauczycieli zostały zaspokojone.
Do tej pory problemem były również
odpowiednie kwalifikacje kadry nauczycielskiej, dziś mamy już na Kaszubach
ponad 100 nauczycieli, którzy ukończyli podyplomowe studium języka
kaszubskiego, zorganizowane przez Uniwersytet Gdański, przy współpracy
Zrzeszenia. W związku z tym, mamy przygotowaną kadrę. Jak na niewielki region
100 nauczycieli to nie jest mało. Poza tym korzystano często z możliwości,
którą również nam stworzono, iż tymczasowe uprawnienia do nauki tego języka
może nadawać Zrzeszenie. Taką ścieżkę również wykorzystujemy, czasami raz, a
jeśli jest potrzeba, to dwa razy w roku Zrzeszenie rozpatruje wnioski
nauczycieli, którzy chcieliby uczyć i mieć zabezpieczenie prawne, aby nie
zarzucano nam, że uczymy niezgodnie z prawem. Oczywiście, jest tu warunek, iż
uprawnienia nadawane przez Zrzeszenie mają charakter tymczasowy - do momentu,
kiedy nie zostaną zorganizowane następne zajęcia dla nauczycieli.
Następna, nurtująca nas i dość
kontrowersyjna sprawa wiąże się z oceną, którą stawiamy uczniom z języka kaszubskiego.
Mianowicie, co trochę nas martwi, na naszym terenie pojawiły się dwa sposoby
oceny. Przygotowaliśmy pismo do ministerstwa z prośbą o wykładnię - jak mamy
podchodzić do tej sprawy. Wydaje nam się, że jeśli mamy oddzielne
rozporządzenie, jeśli uczniowie otrzymują w szkole dodatkową subwencję, jeśli
rodzice składają ważny wniosek, to i przedmiot powinien być traktowany jako
obowiązkowy, a ocena - wliczana do średniej. Nie ukrywam, że bardzo poprawiłoby
to nam relacje pomiędzy szkołą, rodziną, dzieckiem, poprawie uległaby także
sytuacja języka kaszubskiego. Natomiast są szkoły - ja nawet się domyślam
przyczyn, nie chcę poruszać tego problemu szerzej, bo może być to problem do
dyskusji - stosujące drugą interpretację, zgodnie z którą język kaszubski jest
przedmiotem dodatkowym. W związku z tym nie wlicza się go do średniej i
wypisuje na świadectwie w zupełnie innym miejscu, niż przedmioty obowiązkowe.
Taka interpretacja trochę nam szkodzi, bowiem jeśli coś jest dodatkowe,
dobrowolne, to czasami sami uczniowie zaczynają się zastanawiać, czy jest
większy sens poświęcać kolejne trzy godziny na pobyt w szkole, kiedy nawet nie
można zaliczyć oceny z tego przedmiotu do średniej. Bardzo prosimy o wykładnię
w tej sprawie.
W województwie pomorskim powstały
systemy doradztwa nauczycielom, którzy zajmują się nauczaniem języka
kaszubskiego. W tej chwili mamy dwóch takich doradców - w powiecie kartuskim tę
funkcję pełnię ja, natomiast w powiecie puckim została powołana koleżanka
Elżbieta Ścibor. Nie jest to dużo - powiatów kaszubskich mamy wiele, stąd siłą
rzeczy z naszej pomocy korzystają nauczyciele pracujący na terenie innych
powiatów. Przyjeżdżają czasami setki kilometrów, żeby zasięgnąć rady, opinii,
bo ciągle mają problemy z tak młodym jeszcze przedmiotem i nie wiedzą, jak
postępować w różnych sytuacjach. Myślę, że i tego wkrótce się dopracujemy, ale
jeszcze czujemy ogromne potrzeby w tym zakresie.
Chcę przekazać państwu bardzo dobrą
wiadomość, mianowicie, iż przy udziale Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej opracowaliśmy
informator do matury z języka kaszubskiego. W związku z tym nasi uczniowie, po
przejściu ścieżki kształcenia od szkoły podstawowej, przez gimnazjalną, do
średniej, będą mieli możliwość wyboru jako jednego z przedmiotów maturalnych
właśnie języka kaszubskiego. Czekamy na to, co się wydarzy w przyszłym roku szkolnym,
kiedy po raz pierwszy będzie taka możliwość. Jesteśmy przekonani, bo mamy takie
głosy ze środowiska, że będą chętni do zdawania matury z języka kaszubskiego.
Niedawno zmieniło się rozporządzenie
dotyczące recenzentów. Teraz to już nie Zrzeszenie rekomenduje recenzentów, ale
z taką propozycją powinny wystąpić uczelnie wyższe. Myślę, że wkrótce uporamy
się z tą sprawą, po prostu po zmianie rozporządzenia zostaliśmy bez listy
recenzentów, a ciągle dzieją się różne sprawy, powstają programy, podręczniki,
ukazują się różne inne pozycje, które wymagają recenzji, choćby wspomniane
informatory czy zestawy maturalne. W związku z tym wydaje nam się, że sprawa
jest dość pilna i godna rozpatrzenia.
Chciałabym zakończyć moje wystąpienie optymistycznym akcentem, zresztą
mam nadzieję, że to wszystko, co mówię, odbierają państwo w ten sposób. Bardzo
optymistyczna jest informacja, że rozwija nam się współpraca międzynarodowa.
Już od kilku lat Kaszubi współpracują z holenderskimi Fryzami, bierzemy udział
w programie pod nazwą "Naczynia połączone", kilkanaście szkół na
Kaszubach nawiązało w ten sposób trwałe i bardzo owocne kontakty. Bardzo dużo
nauczyliśmy się od tej grupy etnicznej. W naszej działalności ciągle mamy
jeszcze pewien niedosyt, bo tak to pewnie już zawsze jest, ale okazuje się, że
są tacy, którzy chcieliby nauczyć się pewnych rzeczy od Kaszubów, a przynajmniej
podpatrzeć, jak rozwiązali różne sprawy, bądź przynajmniej próbują sobie z nimi
poradzić. Nawiązujemy kontakty z Tatarami Krymskimi, Żmudzinami i jeszcze
kilkoma innymi grupami, może jeszcze zbyt wcześnie na to, aby wymieniać je na
tym forum. Widzimy jednak, że kontaktów jest coraz więcej, co znaczy, że ktoś
dostrzegł, że nie dzieje się u nas źle, a wręcz przeciwnie, i w związku z tym
warto byłoby nawiązać kontakty.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Myślę, że obecni tu przedstawiciele
administracji rządowej zanotowali już sobie kilka zadanych przez panią pytań
dotyczących dwutorowej interpretacji nauki języka kaszubskiego, recenzentów i problemu
nauczycieli mianowanych tymczasowo przez Zrzeszenie.
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski :
Jestem dyrektorem szkoły podstawowej,
uczę języka kaszubskiego od 1991 roku i miałem okazję występować przed Komisją
w dniu 20 czerwca 1994 roku. To były same początki, nie otrzymywaliśmy jeszcze
wtedy subwencji - korzystamy z niej od 1996 r. Oczywiście cieszymy się z
ochrony prawnej i możliwości zwiększenia subwencji. Szkoła na Głodnicy liczy w
tej chwili 18 u
czniów, jako szkoła 6-klasowa utrzymuje się wyłącznie z subwencji
wynoszącej niecałe 60 tys. zł.
Uzupełniłbym wypowiedź pani Danuty Pioch
tylko w ten sposób, iż kształcenie nauczycieli wymagałoby rozwiązania instytucjonalnego.
Wydaje mi się, że absolwenci kierunków pedagogicznych Uniwersytetu Gdańskiego
jednocześnie w pewnym procencie powinni mieć przygotowanie do nauki języka
kaszubskiego, bo jednak 100 nauczycieli plus pewna liczba osób z pozwoleniem
czasowym to zbyt mało na 5 tys. uczniów, tym bardziej że często są to małe
szkółki.
Jest jeszcze jedna sprawa, mianowicie
podręczniki. Oczywiście pracy jest tu mnóstwo, tylko czasami zdarzają się dość
skomplikowane sytuacje. Mianowicie nasza młodzież uczy się w szkole języka
kaszubskiego, natomiast na lekcjach języka polskiego, geografii, czy historii z
podręczników, które mają pozwolenie ministerstwa edukacji dowiaduje się, że
uczy się gwary. Dla nas, Kaszubów, sprawa jest ważna, a sytuacja wygląda dość
schizofrenicznie.
Przypomnę, że do 1989 roku nie było
języka kaszubskiego, który to termin był objęty zapisem cenzorskim - nie można
było go używać, ba, szkoła ma wybitne zasługi, jeśli chodzi o tępienie języka
kaszubskiego. W latach 1970 zdarzały się przypadki, że za brak opanowania
języka polskiego w dostatecznym stopniu uczniów kierowano do klas specjalnych.
Gdyby takich uczniów było kilku na szkołę, nie byłoby takiego problemu, ale
zdarzały się szkoły, w których z tego powodu 30% uczniów kierowano do klas
specjalnych. Uczeń nie znał języka polskiego, więc kierowano go na badania
psychologiczne, których wynik był dość kiepski - nawet, jeżeli były to testy
niewerbalne, to jednak wprowadzenie do nich było napisane w języku polskim, i
wynik był taki, a nie inny. Dlatego też tak mocno działamy w tym kierunku, aby
szkoła nadrobiła to, co zepsuła, pomogła w ożywieniu czy uratowaniu języka
kaszubskiego - naszego wspólnego, polskiego dobra.
Chcę jeszcze powiedzieć, że nauka języka
kaszubskiego w szkole ma bardzo duże znaczenie nie tylko dla uczniów, ale
również dla środowiska. Na podstawie badań przeprowadzonych na początku lat
1990 wiemy, jak rozwinęło się środowisko, zmieniając stosunek do nauki języka
kaszubskiego, jak pokoleniowo mieszkańcy wsi wyposażeni są w wiedzę o własnej
kulturze i o ile wiele więcej wiedzą dzięki temu młodsze pokolenia. Na
przykład, 30% dzieci w przedziale do 15 roku życia podaje, że modli się po
kaszubsku - to będzie problem dla hierarchii duchownej, ale taka jest sytuacja,
dzięki temu, co robi szkoła - mówię tu o mojej wsi. Badania przeprowadził
Uniwersytet w Norymberdze. Tak się złożyło, że jesteśmy objęci opieką państwa
polskiego, ale dość dużo pieniędzy otrzymujemy od Niemców. Elementarz kaszubski
został wydany za środki niemieckie, pewne środowiska jeszcze o tym nie wiedzą,
może dlatego nas tak nie atakują, ale sytuacja wygląda tak, że niestety z
tamtej strony mamy trochę więcej zainteresowania i pomocy.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Proszę przedstawicieli strony rządowej o
odpowiedź na zadane pytania.
Przedstawicielka Ministerstwa
Edukacji Narodowej i Sportu Grażyna Płoszajska :
Ustosunkuję się do kilku podniesionych kwestii,
ale zanim to zrobię, chcę złożyć serdeczne podziękowania członkom Zrzeszenia, a
szczególnie nauczycielom, ponieważ widzimy ich wielki trud w przygotowaniu
programów, podręczników, w prace nad podstawą programową. Widać wielkie
zaangażowanie, wielki zapał, wielką troskę o rozwój języka kaszubskiego.
Jeśli chodzi o statystykę, rzeczywiście,
sama zauważyłam tu pewne rozbieżności. Mianowicie, zgodnie z arkuszem S 15,
który służy do przekazywania informacji o liczbie uczniów objętych nauczaniem
języka kaszubskiego, wypełnianym przez każdego dyrektora szkoły, w której jest
prowadzone takie nauczanie, na wszystkich poziomach nauczania języka ogólna
liczba szkół wynosi 81, a uczniów - 4780. Z danych przekazanych przez kuratorów
wynika, że liczba tych szkół jest mniejsza. Zastanawia nas, jak to jest możliwe
- czy jest to problem wcześniejszego zgłoszenia, zanim szkoły zostały objęte
subwencją, czy też przyczyny są inne.
W każdym razie statystyka GUS ma
charakter oficjalny, zebrane za jej pośrednictwem dane mają konkretne
przełożenie finansowe, a równocześnie są jedynymi, jakimi ma obowiązek
powszechnie i publicznie posługiwać się MENiS. Dane kuratoryjne są trochę
niższe. Zrzeszenie również nie jest w stanie podać w tej chwili liczby szkół, w
których naucza się języka kaszubskiego. Do wyjaśnienia jest sprawa dwudziestu
kilku placówek na poziomie szkolnictwa podstawowego. Być może dane zostały
zniekształcone w wyniku organizowania zespołów międzyszkolnych - szkoły mogą
zgłaszać uczniów, którzy uczą się w grupach międzyszkolnych. Faktycznie
wymagałoby to sprawdzenia i upewnienia się, jak faktycznie wygląda statystyka
nauczania języka kaszubskiego.
Jeśli chodzi o problem ocen,
prawdopodobnie rozbieżności interpretacyjne wzięły się stąd, że w
rozporządzeniu o ramowych planach nauczania obowiązkowe zajęcia edukacyjne
zostały określone w tabeli, a języki mniejszości narodowych i etnicznych
zostały opisane w jednym z dalszych paragrafów - nie ujęto ich w tej
podstawowej tabeli, która obowiązuje wszystkich uczniów w Polsce i każdą polską
szkołę. Stąd, być może określenie, iż nauczanie języka organizuje się w
godzinach dodatkowych, zostało potraktowane jako status przedmiotu, który także
miałby być dodatkowy. Obecne zapisy rozporządzenia o ramowych planach nauczania
są bardzo precyzyjne - jest to przedmiot obowiązkowy, mimo że realizowany w
godzinach dodatkowych, poza tabelą, i skoro tak, ocena z tego przedmiotu jest
wliczania do średniej.
Wiem, że włożyliście państwo ogromny
wysiłek w przygotowanie programów i podręczników, natomiast ze strony ministerstwa
mamy prośbę, aby pozycje do planu wydawniczego na konkretny rok budżetowy
zgłaszać nam jesienią poprzedniego roku. W ten sposób będziemy mogli ustalić
tytuły i kwoty, które będą potrzebne do określenia ogólnej kwoty w budżecie
resortu. Bardzo ułatwi nam to pracę i uczyni ją bardziej systematyczną,
usprawniają współpracę Zrzeszenia z MENiS. Prosimy, aby zgłaszać plan
wydawniczy przed rozpoczęciem roku budżetowego, wtedy, kiedy pracujemy nad
konstruowaniem budżetu na najbliższy rok. Tyle, jeśli chodzi o kwestie, które
wymagały wyjaśnień ze strony resortu edukacji. Jeszcze raz dziękuję za dobrą
współpracę tym wszystkim, którzy z wielkim wysiłkiem i trudem pomagają w tym,
aby szkoła z językiem kaszubskim miała programy, podręczniki i ustabilizowane
warunki pracy.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Realizujemy punkt trzeci porządku -
problemy kulturalne, edukacyjne, i społeczne mniejszości narodowych zamieszkałych
w województwie pomorskim. Proszę potraktować dzisiejsze posiedzenie jako typowo
robocze, na którym wzajemnie będziemy zadawać sobie pytania i odpowiadać na
nie. Zachęcam do zadawania pytań.
Prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :
Chcę zapytać, czy kontrola NIK
przeprowadzana w tej chwili w dwóch naszych gminach, zwłaszcza w zakresie
nauczania języka kaszubskiego, została zlecona przez MENiS, czy też resort
również podlega kontroli i mamy do czynienia z jej dalszym etapem?
Przedstawicielka MENiS Grażyna
Płoszajska :
Najwyższa Izba Kontroli w sposób
kompleksowy zajęła się problematyką szkolnictwa dla mniejszości narodowych i
etnicznych, a kontrola jest prowadzona we wszystkich departamentach resortu -
merytorycznych i finansowym, w kuratoriach i wybranych szkołach. Wszyscy
jesteśmy objęci kontrolą NIK.
Poseł Jerzy Budnik /PO/ :
Nie jestem członkiem tej Komisji, ale
pochodzę z Kaszub. Mam pytanie do dyrektora Jerzego Zawiszy. Wiem, że to nie
pański departament odpowiada za dofinansowanie wydawnictw mniejszości etnicznych,
ale niedawno na prośbę ZKP występowałem z interpelacją w sprawie dofinansowania
wydawnictw w języku kaszubskim. Społeczność kaszubska ma poczucie, być może
potwierdzi to prezes Brunon Synak, że jest dyskryminowana w podziale środków
ministerialnych na te cele, w stosunku do innych mniejszości narodowych i
etnicznych.
Czy w związku z tym resort skorygował
zasady przyznawania dotacji? Ja znam doskonale sytuację budżetu państwa,
zresztą Zrzeszenie wcale nie domagało się, żeby środków było więcej, sugerując,
żeby były one rozdzielane sprawiedliwiej. Jeżeli pan dyrektor nie jest
przygotowany do odpowiedzi na to pytanie - to nie jest pański departament - mam
nadzieję, że odpowiedź przyjdzie od właściwego departamentu, oczywiście w innym
terminie. Chciałbym, aby ta sprawa była wyjaśniona, ponieważ wtedy otrzymałem
lakoniczną odpowiedź, a sprawa sprowadza się do tego, aby wskazać procedurę, to
przecież wszystko jest zawarte w prawie - jakie wymogi trzeba spełnić, aby
ubiegać się o dotację.
Korzystając z okazji, że członkowie
Komisji nie kwapią się do zadawania pytań, chcę przekazać państwu życzenia
wielu owocnych wrażeń z wizyty na Kaszubach. Pobyt tu pozwoli państwu przełamać
wiele stereotypów, które funkcjonują na temat Kaszub. Sam mogłem się o tym
przekonać w ubiegłej kadencji, kiedy to wziąłem na siebie ciężar przekonywania
posłów z prawa i z lewa, było to zadanie ogromnie trudne, do zmiany prawa i
przywrócenia Kaszubom tabaki. Na naszym terenie traktowano tę sprawę dość poważnie,
choć wzbudzała uśmiechy u tych, których przekonywałem. Kaszubi potraktowali
odebranie tabaki jako odbieranie im tego, co stanowi o ich tożsamości, przy
czym jej zażywanie nie jest bardzo powszechnym zwyczajem, ale są do niego
przywiązani. Przy tej okazji musiałem odpowiadać na wiele pytań dotyczących
Kaszubów, dementować wiele nieprawdziwych przekonań. Takie spotkania na pewno
pomogą państwu wyrobić sobie zdanie na temat kultury kaszubskiej, zwyczajów,
języka, czyli tego, z czego jesteśmy dumni. Uważamy, i na pewno państwo
podzielicie tę opinię, że jest to wzbogacenie naszej pięknej kultury narodowej
- tak traktujemy kulturę kaszubską.
Prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :
Jako gospodarz nie chciałem być zbyt
wymagający, ale ponieważ pan poseł poruszył sprawę kluczową, chcę jednak do
niej wrócić. Otóż kilka dni temu otrzymałem odpowiedź pana, albo nawet
ministra, na naszą prośbę. Także senator Gerard Czaja udał się do resortu i
próbował interweniować właśnie w sprawie - bardzo nie lubię tego słowa, ale tu
go użyję - dyskryminacji, jeśli chodzi o fundusze na wydawnictwa. Dzięki
ogromnym staraniom otrzymujemy niewielkie kwoty na wydawanie
"Pomeranii" - 12-15 tys. zł. Wsparcie otrzymuje też redakcja
niezwiązana ze Zrzeszeniem, ale to nie ma znaczenia, bo chodzi także o wydawnictwo
kaszubskie, "Noje woche". Nie wiem, jak duża to była dotacja, podobno
w tym roku redakcja nie otrzymała środków, to jest mniej istotne, bo wracam do
istoty sprawy.
Mniej więcej dwa miesiące temu
złożyliśmy wizytę w Ministerstwie Kultury, na spotkaniu byli obecni: wiceprezes
Artur Jabłoński, obecny tu Łukasz Grzędzicki i ja. Nie mieliśmy wtedy
przyjemności widzieć się z panem dyrektorem, odbyliśmy spotkanie z panią
dyrektor Departamentu Książki. Rzeczywiście, zarówno w piśmie, które senator
Gerard Czaja przysłał w załączeniu, w stanowisku pani dyrektor, jak i w
kilkunastu pismach w związku z interwencjami posła Jerzego Budnika ciągle
otrzymujemy tę samą odpowiedź: wyłącznie względy czysto
organizacyjno-urzędnicze, usytuowanie nas nie w Departamencie Kultury
Mniejszości Narodowych tylko w Departamencie Książki decyduje o tym, że
otrzymujemy kilkanaście razy mniej środków niż inne mniejszości. My nie chcemy
nikomu odbierać środków, gdyby to miało odbyć się kosztem jakiejś mniejszości -
poradzimy sobie, ale chodzi nam o zasadę.
Ja
wiem, że pan się tu odwoła do obowiązujących regulacji, ale nie ma rzeczy
niemożliwych do zmiany, to jest prosta sprawa. Państwo pewnie powiecie, że my
nie chcemy być mniejszością - jesteśmy mniejszością: narodową, etniczną, grupą
etniczną, jakkolwiek by to nie nazwać. Nie chciałbym tu urazić żadnej innej
grupy, my doskonale współpracujemy ze wszystkimi, ale czy z tego powodu, że
Kaszubi w zdecydowanej większości są głęboko odrębni, z silnym poczuciem
kaszubskości, a jednocześnie - polskiej narodowości, mają być w gorszej
sytuacji, niż ci, którzy z zupełnie oczywistych względów nie mają poczucia
polskości. Czy państwo chcecie pchać nas w stronę wąskonarodowościowej
mniejszości, czy też zależy wam tak samo na kulturze kaszubskiej, jak, nie
wymienię tu żadnej innej, ale kulturze niepolskiej? Mówię to bezosobowo, bo ci,
którzy są za to odpowiedzialni, niech biorą to do siebie - może ich nie ma na
tej sali. Pytanie pewnie jest retoryczne, ale prosiłbym, aby ewentualnie
odpowiedział na nie dyrektor Jerzy Zawisza.
Poseł Andrzej Liss /PiS/ :
Wychowałem się w cieniu Katedry Pelplińskiej, tam, gdzie Kaszubi mają swoje źródła intelektualne, gdzie w 1908 roku powstało koło, skupiające przede wszystkim środowisko duchowieństwa pomorskiego i kształtujące świadomość Kaszubów. Kiedy dziś słyszę, że mówi się o mniejszości narodowej Kaszubów, to jako historyk nie mogę zrozumieć tego pojęcia. Oczywiście, czas zaborów i państwa totalitarnego wyrządził nam bardzo dużą krzywdę, ale Kaszubi zawsze słynęli z tego, że kształtowali polskość. Moja wiedza nie pozwala mi powiedzieć, że Kaszubi są mniejszością narodową - stanowią mniejszość etniczną. Chciałbym to wyraźnie podkreślić, ponieważ istnieje duży obszar społecznej niewiedzy, braku znajomości podstaw historii pomorskiej XIX w. Historia ta nie funkcjonuje w świadomości społeczeństwa i tu leżą przyczyny, które stawiają jakby na innej "półce" Kaszubów, Kociewiaków i Pomorzaków. Dlatego też w resorcie kultury nie ma zrozumienia dla tych wartości, które były piętnowane w najtrudniejszych okresach naszej państwowości. W związku z tym proszę o rozszerzanie wiedzy o tej wiarygodnej, obiektywnej historii o Kaszubach.
Dyrektor Departamentu Kultury
Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury Jerzy Zawisza :
Przede wszystkim dziękuję za stworzenie
możliwości osobistego usłyszenia i ustosunkowania się do państwa pytań,
propozycji, czy nawet pretensji. Zacznę po kolei, od wypowiedzi posła Jerzego
Budnika. Pan poseł postuluje bardziej sprawiedliwy podział środków w MK, ze
szczególnym zwróceniem uwagi na wydawnictwa ZKP. W imieniu Zrzeszenia
stwierdził, iż oczekuje szerszej odpowiedzi niż uzyskanej wcześniej lakoniczne
wyjaśnienia. Jestem upoważniony przez dyrektora Departamentu Współpracy z
Samorządami i Upowszechniania Kultury Marię Garus do powtórzenia tego, co
usłyszałem od niej podczas dłuższej rozmowy, którą odbyłem wczoraj, chcąc
sumiennie przygotować się do dzisiejszego spotkania z państwem.
Otóż Zrzeszenie korzystało z szeregu dotacji,
choć niezbyt licznych, przeznaczonych zarówno na wydawnictwa, jak i działalność
kulturalną. Wiem od pani dyrektor, iż w 2003 r. w sumie na dofinansowanie
działalności kulturalnej i wydawniczej przeznaczono może nie "powalającą
na kolana", ale sporą kwotę ponad 61 tys. zł. Środki otrzymało Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie oraz inne stowarzyszenia działające na rzecz kultury
kaszubskiej. Nie chcę oceniać, czy ta kwota powinna państwa satysfakcjonować,
czy nie, mogę tylko zapewnić w imieniu dyrektor Marii Garus, że ona naprawdę
czyni wszystko, co w jej mocy, aby środki, którymi dysponuje w swoim
departamencie, były w miarę możliwości przekazywane państwu na waszą
działalność, z uwzględnieniem wszystkich ważnych przedstawionych przez państwa
uwarunkowań. Powtarzam to, co wczoraj od niej usłyszałem.
Pani dyrektor pamięta doskonale państwa
wizytę z początku bieżącego roku i przypomina także, iż obiecała, że w tym roku
również dołoży wszelkich starań, aby przynajmniej spotkać się na poziomie -
kwotowo - ubiegłego roku. Wcale nie jest to takie bardzo realne, biorąc pod
uwagę fakt, iż w tym roku minister kultury został pozbawiony sporej kwoty pond
60 mln zł, którą miał do dyspozycji w 2004 r. Dyrektor Maria Garus, która
opiekuje się sprawami zgłaszanymi przez państwa w formie wniosków do jej
departamentu, upoważniła mnie do zapewnienia, iż nie pozostawi państwa spraw
nie załatwionych, czy odrzuconych a priori - taką wczoraj otrzymałem
deklarację.
Ja naprawdę nie jestem winien tego, że w
resorcie kultury obowiązuje taki, a nie inny regulamin, zgodnie z którym sprawy
między innymi Zrzeszenia zostały przydzielone do tamtego departamentu - tak
jest od wielu, wielu lat, to nie jest tak zwana "nowa tradycja" z
ostatnich lat. Od wielu lat tam państwo mają "swój" departament. To
nie jest zależne ode mnie, że w regulaminie jest napisane, iż z budżetu
przydzielonego departamentowi kultury mniejszości narodowych mam udzielać
wsparcia organizacjom mniejszości narodowych w Polsce - tę sprawę zamyka
regulamin resortowy. Tylko i wyłącznie dlatego państwa wnioski nie trafiają do
Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych, a nie dlatego, że ktoś dokonał
wyimaginowanego podziału i twierdził, że Kaszubów należy uznać za mniejszość
narodową bądź etniczną, czy nie uznać - nie było takich intencji.
Proszę mi wierzyć, przekazuję państwu te
informacje z pełną odpowiedzialnością. Prezes Brunon Synak stwierdził, iż w
jego odczuciu dyskryminujący jest podział funduszy na wydawnictwa, które
otrzymują wsparcie z Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych, a także
innych departamentów - uprzednio Departamentu Książki, a obecnie Departamentu
Współpracy z Samorządami i Upowszechniania Kultury. Nie mnie to oceniać, od lat
zajmowałem się takim budżetem, jaki miała podawany do wiadomości Komisja. Pan
prezes zastrzegł, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której nagle sprawy
mniejszości kaszubskiej zostają przydzielone do Departamentu Kultury
Mniejszości Narodowych i że miałoby to nastąpić kosztem kogoś. Musiałoby to
nastąpić kosztem kogoś, bo budżet mojego departamentu nie zwiększy się nagle -
posłowie i zainteresowani problemem państwo wiecie, że niestety, nie następuje
gwałtowny, nagły wzrost budżetu w postępie arytmetycznym.
Zgadzam się z tym, co powiedział poseł
Andrzej Liss, apelując o zwracanie uwagi wszelkich władz odpowiedzialnych za
kulturę w Polsce na wymienionych przez pana Kociewiaków, Pomorzaków, Kaszubów.
W pełni się zgadzam z tym, że te kwestie nie powinny być obojętne wszystkim
ludziom odpowiedzialnym za kulturę w Polsce. Ja nie rozmawiałem wczoraj z panem
ministrem, tak jak z panią dyrektor Marią Garus i nie mam od niego żadnego
upoważnienia. Jednak wszystkie moje rozmowy odbywane na ten temat z ministrami
i wiceministrami kultury nigdy nie dawały nawet odczucia, że są to sprawy mniej
ważne i mogą poczekać. Proszę mi wierzyć, zawsze słyszałem, że są to sprawy
ważne, albowiem nasza różnorodność w kulturze czyni nas jeszcze bardziej
bogatymi w ramach kultury ogólnoeuropejskiej, w której od dnia 1 maja br.
znaleźliśmy się całym ciałem. Poprzednio także było to ważne, bo istnieliśmy w
Europie i nikt nie miał prawa nas z niej wyrzucać.
Nie wymiguję się od konkretnej
odpowiedzi. Państwu, którzy pytają się o bardziej sprawiedliwy podział środków,
w imieniu dyrektor Marii Garus składam deklarację, że wszystkie państwa
wnioski, które zostały złożone i dotyczą bieżącego roku, na pewno będą przez
nią bardzo wnikliwie rozpatrzone. Do takiej deklaracji zostałem upoważniony.
Poseł Franciszek Potulski /SLD/ :
Mam kilka uwag, refleksji, którymi
chciałbym się z państwem podzielić. Po pierwsze, pan dyrektor mówił o tym, że
obyczaje i kultura ludzi zamieszkujących region kaszubski są wspólnym polskim
dobrem. Patrząc w tych kategoriach, chciałbym przyjąć jako przejęzyczenie
wypowiedź pana dyrektora, że można zaniedbać nauki języka polskiego. Ja
rozumiem tragedię uczniów kierowanych do szkół specjalnych, oczywiście nie o to
chodzi, ale mam nadzieję, że obok kultywowania tego języka, pan w równym
stopniu dba o to, aby pańscy uczniowie równie dobrze zdali potem maturę z
języka polskiego. Rozumiem, że nie zaniedbuje się jednego języka kosztem nauki
drugiego, pomimo, że mogło tak to zabrzmieć.
Po drugie, chciałbym nawiązać do
wypowiedzi prezesa Brunona Synaka. Rozumiem, że są tu dwa rozbieżne poglądy,
czy Kaszubi są mniejszością narodową, czy nie. Pan poseł Andrzej Liss jest
historykiem - dwóch historyków i dwa rozbieżne zdania w tym względzie, na
dodatek budzące wzajemne zniecierpliwienie. Mam jednak nadzieję, że to, co pan
powiedział o wpychaniu w wąską narodowościową mniejszość, nie jest to celem
działania Zrzeszenia.
Po trzecie, proszę przyjąć tę uwagę ze
zrozumieniem, pewnym problemem, jeśli chodzi o dysponowanie środkami na działalność
ZKP jest dosyć silne zaangażowanie Zrzeszenia w politykę. To jest kwestia, czy
środki publiczne mogą wspierać organizacje, które uczestniczą w życiu
politycznym i czy nie spotka się to z reakcjami stron należących do innych
opcji politycznych.
Ostatnia uwaga - poseł Andrzej Liss trochę mnie zaskoczył, bo dzieciństwo, choć może nie całe, spędziłem w cieniu Katedry w Pelplinie i całe życie byłem przekonany, że jestem Kociewiakiem, na naszym terenie jest jeszcze druga grupa - Kociewie.
Prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :
Nie chciałbym, abyście państwo wyjechali
stąd z wypaczonym obrazem sytuacji. Poseł Franciszek Potulski jest mieszkańcem
tej ziemi, nieraz słyszał i czytał moje wypowiedzi, i sądzę, że zgodnie z
intencją, natomiast dziś pan nie słuchał tego, co powiedziałem. W pełni zgadzam
się z tym, co powiedział poseł Andrzej Liss. Wyrażam zdziwienie, że pan
podejmuje tę kwestię, ponieważ ona w ogóle tu nie padła. Powiedziałem coś wręcz
przeciwnego - my nie jesteśmy mniejszością narodową. Zadałem retoryczne
pytanie, nie personifikując go, czy chcecie państwo pchać nas w wąski
"kanał" mniejszości narodowej, nie traktując naszej kultury,
odrębności, potrzeb, według tej samej miary, jak na przykład innych grup
mniejszości.
Chcę, aby członkowie Komisji nie
wyjechali stąd z wrażeniem, że my chcemy być mniejszością narodową - nic
takiego nie mówiłem. Jest pewna mała grupa młodych ludzi, którzy twierdzą, że
Kaszubi to naród. Ja uważam, że każdy ma prawo błądzić, ale każdy ma prawo do
własnej identyfikacji - nie mam do nikogo żadnej pretensji. Natomiast to nie
jest program Zrzeszenia i myślenie dominujące w Zrzeszeniu.
Podam państwu następujący przykład. Otóż
wydająca swoje pismo kilkuosobowa grupa młodych studentów uważa, że Kaszubi są
narodem. Nie wiem, czy większość z nich jest Kaszubami z urodzenia,
przynajmniej dwie najbardziej aktywne osoby nie są Kaszubami. Gdyby redakcja
tego pisma wystąpiła do ministerstwa kultury o dotację, wniosek trafiłby do
departamentu pana dyrektora i nie byłoby problemów, które ma Zrzeszenie. Według
tych kryteriów musielibyście państwo potraktować ich jako mniejszość narodową.
Czy chcecie państwo tego? Czy ktoś chce, abyśmy szli w tym kierunku? Taka była
intencja moich słów. A jeśli chodzi o Kociewiaków i Kaszubów, to my przecież
znakomicie się rozumiemy, współpracujemy, a pan poseł Andrzej Liss nie
pochwalił się, że był przecież prezesem Oddziału Zrzeszenia w Pelplinie.
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski :
W sprawie nauki języka kaszubskiego i
jego wpływu na naukę języka polskiego, chcę powiedzieć posłowi Franciszkowi
Potulskiemu, że był to jeden z głównych zarzutów wobec szkół kaszubskich - czy
aby uczniowie uczący się języka kaszubskiego nie będą z tego powodu gorzej
mówili po polsku, czy nie będą mieli problemów w dalszej edukacji. W mojej
mikroskopijnej szkole, w której była kiedyś pani kurator z panem ministrem
Mirosławem Handtke, uczy się po 20-30 uczniów. W tej chwili maturę zadaje
dziesięciu uczniów z rocznika 1985-86, z tego, co wiem, jeden z nich dostał
piątkę na maturze z języka polskiego.
Tu od razu jeszcze jedna uwaga. Kto jest
z województwa pomorskiego, wie, jaka jest sytuacja, jeśli chodzi o naukę w
szkołach średnich młodzieży wiejskiej. W naszej gminie w 1996 r. - ostatnim, z
którego mam dane, jedynie 16 procent młodzieży ze szkół podstawowych kierowało
się do szkół maturalnych, reszta szła do szkół zawodowych, albo, często w
przypadku dziewcząt, pozostawała w domu. Taka była sytuacja.
Nasi uczniowie świetnie dają sobie radę
z językiem polskim, paradoksalnie nauka języka kaszubskiego pomaga w nauce
języka polskiego, pozwala rozdzielić te dwa języki. Dwujęzyczność w ogóle
sprzyja rozwojowi dzieci, mamy potwierdzenie tych informacji również z Fryzji.
Tak jak mówiłem, do 1989 roku termin "język kaszubski" był objęty
zapisem cenzorskim, chociaż w wielkiej sowieckiej encyklopedii cały czas były
dwa hasła: "język kaszubski" i "naród kaszubski". Nauka
radziecka cały czas uznawała, a rosyjska uznaje Kaszubów za osobny naród, a
kaszubski za osobny język.
Współpracujemy bardzo blisko z Białorusinami, w mojej szkole na Głodnicy w ostatnim roku szkolnym były dwie grupy nauczycieli z Białorusi. W tej chwili funkcjonujemy w pewnym ruchu ogólnoeuropejskim, mamy kontakty z innymi mniejszościami. Stąd, z jednej strony nasze rozterki, a z drugiej strony - wzrost wymagań wobec siebie i innych, nasze aspiracje, aby zachować język i kulturę kaszubską - skarb Polski, narodu polskiego, państwa polskiego - jakkolwiek byśmy to nazwali. Z punktu widzenia kultury, językoznawców, sprawa narodu, języka, gwary czy dialektu jest dość płynna i nie ma znaczenia. Jest to dla nas sprawa ważna i dlatego Zrzeszenie cały czas pracuje. Mówiłem o niemieckich pieniądzach na elementarze, na książki kaszubskie, co nie oznacza, że jesteśmy inspirowani przez Niemców - po prostu stamtąd dostajemy środki. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie przekazała nam 90 tys. zł. Na terenie całych Kaszub, również na mojej szkole, wisi biało czerwona flaga i orzeł. Zawsze staliśmy za polskością, paradoksalnie w czerwcowym referendum, podobnie jak sąsiednia gmina w Sierakowie, nasza gmina opowiedziała się przeciw wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :
Już któryś raz z kolei prowadzimy tę
dyskusję, trwa "ping-pong" między Zrzeszeniem a resortem kultury. Myślę,
że jednym z efektów naszego posiedzenia powinno być zamknięcie tej sprawy. Mecz
trwał, skończył się jakimś rezultatem, a Kaszubi wrócili na łono Komisji
Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Ja mam prawo to powiedzieć, ponieważ od 11
lat obserwuję te wszystkie sprawy. Dziś mamy inną rzeczywistość.
Mam nadzieję, że Wysoka Izba przyjmie
ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych, w której dokonaliśmy merytorycznego
i politycznego wyboru, tworząc w projekcie układ: mniejszości narodowe,
etniczne, język regionalny. Prace odbywały się w obecności przedstawicieli
wszystkich obecnych tu resortów. Dziś to nie jest przytyk do dyrektora Jerzego
Zawiszy, ale do kierownictwa resortu, które, jak się zdaje, w tej konkretnej
sprawie nie nadąża za przebiegiem wypadków. O ile zrozumiałem prezesa Brunona
Synaka, chodzi mu o to, że minister kultury, oczywiście umownie, chodzi tu o
pewną figurę, niesie na plecach worek, w którym są koty: czarne, brązowe,
pręgowane, szare. Worek ten ma dość brzęczący dźwięk, o ile pamiętam, w
budżecie - ponad 4 mln zł. Gdzieś za tym workiem ciągnie się spokojny biały
kotek. Chce wskoczyć do worka, i za diabła mu nie pozwalają.
Problem polega na tym, że w projekcie
ustawy stworzyliśmy trzy zbiory. Zdaje się, że to my, jako Komisja w imieniu
Zrzeszenia powinniśmy wymyślić jakąś formułę wystąpienia do resortu kultury, to
może być sugestia dla pani dyrektor - wystąpienie nie musi mieć charakteru
formalnego, regulaminowego, bo przecież sprawa trwa od dłuższego czasu. O ile
pamiętam, na posiedzeniu Komisji w Kancelarii Prezydenta, była dyskusja, czy
dofinansowanie dla Zrzeszenia powinno wynieść 12 tys., 6 tys. czy 15 tys. zł.
Wydaje się, że jeżeli dokonaliśmy takiego wyboru, poparła go strona rządowa, to
potrzebna jest tu pewna elastyczność. Ja wiem, że to przyda obowiązków panu
dyrektorowi Jerzemu Zawiszy. Myślę, że po rozmowie z kierownictwem resortu
prezydium Komisji powinno spróbować znaleźć i zasugerować jakieś rozwiązanie
tej sprawy, bo w przeciwnym wypadku będzie to sztuczne utrzymywanie dziwnego
układu, sprzecznego z naszymi intencjami. Przecież w momencie, kiedy w swoim
czasie doprowadziliśmy do tego, że MSZ i inne resorty rozpoczęły procedurę
ratyfikacyjną konwencji o języku regionalnym, naszą intencją było dowartościowanie
Kaszubów, znalezienie odpowiedniej formuły i rozpisanie jej na język ustawy.
Myślę, że coś prezydium Komisji spróbuje wymyślić coś w tej sprawie, abyśmy nie
wracali do niej w nieskończoność.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Posłowi Jerzemu Sztelidze należą się brawa,
bo rzeczywiście od samego początku dzielnie stoi na straży prac nad projektem i
myślę, że jako przewodniczący podkomisji jest osobą najbardziej kompetentną ku
temu. Jak już mówiłam, w dniu 28 maja mamy zaplanowane posiedzenie połączonych
Komisji, na którym, mamy nadzieję, bez większych przeszkód projekt ustawy o
mniejszościach narodowych i etnicznych zostanie skierowany do drugiego
czytania.
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Mam pytania związane z sytuacją Kaszubów
w obszarze ich samoświadomości. Może na pierwsze pytanie będzie mógł odpowiedzieć
prezes Brunon Synak - jaka jest samoidentyfikacja Kaszubów w tej chwili? Jak
się określają - czy jako grupa etniczna, jak słyszeliśmy? Odzywają się pierwsze
głosy, iż chcą być traktowani jako mniejszość narodowa. Jak pan prezes
określiłby samoidentyfikację Kaszubów? Drugie pytanie - czy Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie jest jedyną organizacją, która reprezentuje Kaszubów? Czy
jest monopolistą, czy są też inne organizacje, stowarzyszenia o charakterze
ogólnym?
Mam uwagę do dyrektora Jerzego Zawiszy.
Rozumiem, że gdyby stało się tak, że grupa młodych ludzi, którzy uważają, że są
narodowością kaszubską, wystąpiłaby o dofinansowanie wydawanego przez nich
pisma, pan dyrektor nie udzieliłby dotacji, bo na razie Polska nie uznaje
narodowości kaszubskiej. Czy ja dobrze rozumuję? Proszę o wyjaśnienie.
Kolejne moje pytanie jest związane z
akcentem niemieckim, który pojawił się w dyskusji. Otóż słyszeliśmy, że Niemcy
brały udział, czy nawet finansowały w całości wydanie elementarza kaszubskiego.
Czy było to na państwa prośbę, czy też Niemcy sami z siebie wyszli z taką
propozycją? Jak często Niemcy pomagają państwu finansowo? Czy są to państwa
inicjatywy, czy też oni sami wychodzą z takimi propozycjami?
Ostatnia kwestia - mieliśmy rozmawiać tu
także o innych mniejszościach narodowych i etnicznych. Jak należało oczekiwać,
spotkanie zdominowała problematyka kaszubska, ale myślę, że inne mniejszości
też powinny zaakcentować fakt, że istnieją w województwie pomorskim. Inaczej
wyjedziemy z dzisiejszego spotkania z przeświadczeniem, że byli na nim
przedstawiciele innych mniejszości, ale na tej sali nie było słychać ich głosu.
Poseł Franciszek Potulski /SLD/ :
Chcę zwrócić uwagę na jedną sprawę,
myślę, że może to być ważna informacja dla nas wszystkich, w tym również
Zrzeszenia i innych mniejszości. Mianowicie rozporządzenie o standardach
kształcenia nauczycieli zostało skonstruowane tak, że znalazła się w nim
zapisana kiedyś w ustawie o systemie oświaty formuła, iż nauczyciel ma być przygotowany
do nauczania dwóch przedmiotów lub rodzajów zajęć. Można interpretować je w ten
sposób, że rektor Andrzej Ceynowa może przygotowywać nauczycieli właśnie do
drugiego rodzaju zajęć - między innymi nauki języka kaszubskiego. Nauczyciel
może być magistrem filologii polskiej, przygotowanym do drugiego rodzaju zajęć.
Wydaje mi się, że ta formuła otwiera
pewną systemową możliwość tego typu kształcenia nauczycieli. Dotyczy to nie
tylko nauczania języka kaszubskiego, bo można tu mówić również o gwarach,
obyczajach, o przygotowaniu do zajęć na przykład na Kurpiach w przypadku
nauczycieli wywodzących się z tego regionu. Generalnie rzecz biorąc uważam, że
dobrze byłoby, gdyby z tej Komisji wyszedł wniosek, aby w ramach kształcenia
nauczycieli odbywały się zajęcia dotyczące lokalnych obyczajów. Nauczyciel sam
by je wybierał, szykując się do powrotu do pracy w swoje własne rodzinne
regiony, uzyskując trochę więcej wiedzy na temat różnego rodzaju organizacji
kultywujących obyczaje, zwyczaje i zajmujących się tą problematyką. W przypadku
języka byłby to wspomniany w rozporządzeniu drugi rodzaj zajęć. Myślę, że z
takim apelem warto byłoby zwrócić się do Uniwersytetu Gdańskiego - proszę
rektora Andrzeja Ceynowę, aby potwierdził, że Uniwersytet jest przygotowany do
podjęcia takich działań. Wtedy za pięć czy sześć lat studenci kształceni według
nowych standardów będą przygotowani do nauczania języka kaszubskiego.
Prezes Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :
Pierwsze pytanie posła Jerzego
Czerwińskiego nie odpowiada mi zbytnio, ponieważ ja napisałem książkę i wiele
artykułów na temat kaszubskiej tożsamości i samoidentyfikacji. Odpowiem panu
krótko - różna jest identyfikacja, poziom poczucia kaszubskości. Wśród Kaszubów
w sensie genealogicznym są osoby o słabym poczuciu kaszubskości, czujące się
bardziej Polakami, jak to z etnicznością bywa. Jest kontinuum, jest różna
skala, różny poziom identyfikacji. Jednak ja rozumiem podtekst pana pytania i
od razu go ujawnię. Jeśli by zapytać, ilu Kaszubów ma poczucie odrębnej
narodowości kaszubskiej, odsetek odpowiedzi pozytywnych były rzędu pewnie
poniżej 1% - nie ma problemu narodowości kaszubskiej. Proszę się temu nie
dziwić, bo w ten sposób identyfikuje się tylko część najstarszego pokolenia.
Kobieta, która ma osiemdziesiąt kilka lat i mieszka w Gochach mówi, że zawsze
tu mieszkała, różni tu byli, i Polacy, i Niemcy i Kaszubi, a ona po prostu jest
tutejsza. Czasami trudno jej wyartykułować coś poza tym, że jest Kaszubką.
Proszę się nie obawiać, że na Kaszubach
rodzą się jakieś upiory i że jest jakieś zagrożenie. Co nie znaczy, że nie ma
takich głosów. Mówiłem już o tych młodych ludziach, którzy właśnie nie
Kaszubach, na zasadzie mody, "szpanu" czy rzeczywistego przekonania
mówią o kaszubskiej narodowości. Dziś przeglądałem pracę na temat młodzieży kaszubskiej
w jednym z naszych powiatów, ani jedna osoba, ani jeden uczeń szkoły średniej
nie wybrał identyfikacji wyłącznie kaszubskiej, niepolskiej. Myślę, że to
uspokoi pana posła.
Jeśli chodzi o drugie pytanie, czy Zrzeszenie
jest jedyną kaszubską organizacją w szerokim rozumieniu, odpowiem - tak, to jedyna
organizacja reprezentująca Kaszubów, nie licząc drobnych, lokalnych
stowarzyszeń, organizacji o znaczeniu regionalnym. Co nie znaczy, że nie może
się wyłonić organizacja kaszubska, jeżeli będą działać nadal te mechanizmy,
które działały do tej pory, zwłaszcza w Ministerstwie Kultury.
Jak często korzystamy z niemieckich
pieniędzy? Dosyć często, i jesteśmy z tego zadowoleni. Stosunki
polsko-kaszubsko-niemieckie są niezwykle skomplikowane. Ja pochodzę ze wsi, w
której przed wojną jedną trzecią mieszkańców stanowili Niemcy, a reszta to
byli, może poza jedną rodziną, Kaszubi. Pamiętam rozmowy moich rodziców i
dziadków. Moi dziadkowie byli wyrobnikami, pracowali raz u Niemców, raz u
Polaków i z tego, co zapamiętałem, bardziej sobie chwalili Niemców niż Polaków.
Tak się zdarzało. Podaję ten przykład dlatego, że do momentu II wojny światowej
na ogół stosunki polsko-kaszubsko-niemieckie układały się bardzo poprawnie,
zaburzyła je wojna. Mamy sobie bardzo wiele do wyjaśnienia z Niemcami.
Ja nie jestem historykiem, ale
socjologiem, jednak wspólnie z Niemcami odbyliśmy bardzo wiele seminariów,
konferencji, współpracowaliśmy blisko z Akademią Bałtycką w Wademunde dopóki,
dopóty nie została ona opanowana przez ziomkostwo. Wydaliśmy wspólnie szereg
prac, jestem współautorem dwujęzycznej polsko-niemieckiej pracy, ze
streszczeniem kaszubskim "Pomorze - mała ojczyzna Kaszubów".
Wyjaśnianie sobie niektórych skomplikowanych spraw, dyskusje, zwłaszcza między
historykami, były bardzo długie, a dotyczyły interpretacji pewnych faktów
historycznych. W niektórych przypadkach przyznawaliśmy rację Niemcom, w niektórych
- nie. Uważam jednak, że takie proste kojarzenie niemieckich pieniędzy z jakąś
sympatią proniemiecką jest ogromnym błędem.
My nie jesteśmy uprzedzeni do nikogo, nie jesteśmy uprzedzeni też do Niemców, uważamy, że z Niemcami wiele nas łączy w sensie historii i przyszłości. Nie ma sensu ukrywać ewidentnego wpływu na naszą kulturę faktu, iż byliśmy pod zaborem niemieckim. Nie ma żadnych wątpliwości, że część Polski, która była pod zaborem rosyjskim, czy chciała tego, czy nie, także poddała się pewnemu wpływowi kultury rosyjskiej. Jednak jednocześnie chcę panu powiedzieć, że jako Zrzeszenie w bardzo zdecydowany sposób zareagowaliśmy na inicjatywę pani Eriki Steinbach. Chcę, żeby pan to wiedział.
Poseł Edmund Stachowicz /SLD/ :
Nie jestem członkiem Komisji, ale z
ochotą przyjąłem zaproszenie na dzisiejsze posiedzenie, za chwilę powiem, dlaczego.
Po pierwsze, myślę, że zwykły przypadek zrządził, iż trójka posłów usadowionych
po tej stronie sali wywodzi się z pięknej ziemi kociewskiej. Ja mieszkam w
stolicy Kociewia - Stargardzie Gdańskim, do korzeni kociewskich przyznali się
posłowie Franciszek Potulski i Andrzej Liss, ale to zwykły przypadek. W
porządku dziennym posiedzenia na pierwszy plan wysuwa się problematyka szeroko
pojętych Kaszub i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jako Kociewiak, także
osadzony w pewnych strukturach, organizacji, które działają na Kociewiu,
kultywując kulturę kociewską w szerszym obszarze, chylę czoło przed pełną
determinacji grupą działaczy Zrzeszenia, bowiem państwo jesteście bardzo
wyraziści w swoich działaniach, dokonaniach, nie chcę ich tu wymieniać,
albowiem państwo zrobiliście to w pigułce. Parlamentarzyści z innych regionów
Polski są świetnie zorientowani w tych dokonaniach.
Oczekiwałem jednak, że w trzecim punkcie
porządku obrad, a więc omówieniu problemów kulturalnych, edukacyjnych i społecznych
mniejszości narodowych zamieszkałych w województwie pomorskim usłyszę, też być
może w pigułce, pewne informacje, które będą obrazować to, co w tym obszarze
powinno zainteresować Komisję - te kwestie, ale w ujęciu wszystkich
organizacji, zrzeszeń, stowarzyszeń w województwie pomorskim. Dyskusja stała
się trochę monotematyczna, mówię to z całym szacunkiem dla działaczy Zrzeszenia
- chwała im za to, że potrafią się bronić i wręcz poszerzać swoje terytoria,
inni mogą im tego pozazdrościć.
Uważam jednak, że dziś brakuje tego w
dyskusji. Przybyłem na to posiedzenie Komisji przede wszystkim po to, aby
usłyszeć o problemach, o sferze kulturalnej, edukacyjnej wszystkich
organizacji, stowarzyszeń czy zrzeszeń. Zastanawiałem się, jaka będzie sytuacja
mniejszości narodowych i etnicznych w kontekście członkostwa Polski w Unii
Europejskiej. Przypomina mi się zdarzenie w Warszawie przed referendum unijnym,
kiedy pewna ekipa telewizyjna "dopadła" mnie na ulicy podczas
posiedzenia Sejmu. Oczywiście, nie wiedzieli, że jestem posłem i zapytali, czy
nie obawiam się, że kiedy Polska przystąpi do Unii Europejskiej, my zatracimy -
mówię tu w całości o Polsce - tożsamość kulturową. Odpowiedziałem, że nie mam
takich obaw, albowiem w moim województwie pomorskim, z którego się wywodzę,
mieszkają Kaszubi, moi Kociewie oraz kilka innych mniejszości. Nie pozwolą na
to, aby kultura, dorobek w szerokim tego słowa znaczeniu, ale także język i
języki, którymi nie na co dzień, ale okazjonalnie się tu posługujemy,
rozpłynęły się w Europie. To będzie zależeć tylko od ludzi. Dziś nadal czuję
się przekonany, że nam to nie grozi. Jeżeli jest taka możliwość, chciałbym
usłyszeć w pigułce informacje w skali województwa pomorskiego.
Dyrektor Wydziału Spraw
Obywatelskich i Migracji Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku Danuta Kledzik :
Reprezentuję tu Urząd Wojewódzki, ale
to, co chcę powiedzieć, nie jest uzgodnione z wojewodą, i nie będzie miało
charakteru oficjalnego. Chcę przedstawić moje spostrzeżenia - prawie 10 lat
byłam kuratorem oświaty i miałam wiele do czynienia z problematyką o której
dziś jest tu mowa. Był to zresztą bardzo trudny czas, kiedy regionalizm w
szkole ożywiał się. Teraz współpracuję z mniejszościami i wyznaniami jako
dyrektor wojewódzkiego Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji. Przez jakiś
czas miałam przerwę w pracy, bo nie mogłam się porozumieć z ministrem Mirosławem
Handtke.
Na pytanie pana posła odpowiem, że w
naszym województwie jest 18 mniejszości. Wszystkim staramy się pomóc, choć jest
to bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o sprawy lokalowe, opłaty. Jeśli
miałabym jakiś wniosek to właśnie taki, aby w jakikolwiek sposób starać się im
pomóc, także finansowo, aby miały odpowiednie warunki. Wymyślaliśmy tu różne
rozwiązania, których realizacja nie udawała nam się ze względów finansowych.
Być może uda się zorganizować wielonarodowościowy dom kultury albo podobną
inicjatywę. Ja w tej chwili tylko "głośno myślę", ponieważ Urząd nie
ma na to żadnych środków finansowych.
Dyskutowane dziś sprawy wiążą się też z
wyznaniami - często przy kościołach są różne przyczółki kultury
mniejszościowej, na przykład prawosławia czy innych. Staramy się im pomagać. Ja
nie mam korzeni kaszubskich ani kociewskich, jak obecni tu posłowie, tylko
poznańskie, ale z Poznania do Kaszub jest bardzo blisko. Jednak jeśli chodzi o
szkoły kaszubskie, to muszę powiedzieć, że zawsze byłam zachwycona
profesjonalizmem pracujących w nich nauczycieli. Jest czymś zupełnie
niebywałym, jak ci ludzie przeżywali to, co robili, jak chcieli pracować z
młodzieżą - oczywiście nie wszyscy, zresztą zmuszać do tego nikogo nie wolno.
W tym miejscu chcę przekazać ukłon dla
Uniwersytetu Gdańskiego. Na pewno rektor Andrzej Ceynowa powie państwu o tym -
od kilkunastu lat kształcenie na kierunkach nauczycielskich odbywa się właśnie
tak, że są przedmioty regionalne, studia podyplomowe. Tworzyliśmy je właśnie po
to, aby nauczyciele mogli profesjonalnie uczyć w szkołach - na ogół są to
nauczyciele dwuprzedmiotowi. Tu siedzi pani Wanda Kiedrowska, która jest
polonistką i uczy również kaszubskiego, zresztą przez jakiś czas była
metodyczką nauczania języka polskiego - to dla tych, którzy obawiają się, że
nauka kaszubskiego może zanieczyścić język polski. To jest niemożliwe -
dwujęzyczność właśnie sprzyja rozwojowi dziecka, które łatwiej przekracza próg
szkolny, lepiej czuje się w szkole, szkoła jest bliżej domu. Mogłabym mówić o
tym godzinami. Chodzi mi tylko o nazwanie problemu. Problemem są ludzie i
dlatego szkoły kaszubskie mają tak dobre efekty, jeśli chodzi o regionalizm.
Zastanawiałam się nad nauką rodzimej
kultury - nie nad samą identyfikacją, bo tym się nigdy nie zajmowałam - i chcę
powiedzieć, że naprawdę ważny jest profesjonalizm, i dlatego inne mniejszości
może nie mają takich efektów - brak im ludzi, którzy się tym zajmują.
Właściwie, tak szczerze mówiąc, to wszystko odbywa się w szkole, nie wiem, co
myśli o tym pani Danuta Pioch, ale tak mi się wydaje, bo szkoły są tu bardzo
ważne. Chcę wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Mówimy tu o dwujęzyczności,
języki kaszubski i polski są "wyssane z mlekiem matki", ale do tego
dochodzą jeszcze języki obce, których też trzeba uczyć: angielski, niemiecki,
inne. Jest tu duży problem pewnej bariery percepcyjnej młodzieży.
Chcę dodać jeszcze jedno. Myślę, że
jeśli chodzi o regionalizm, w szkołach podstawowych sprawa wygląda lepiej, a w
szkołach średnich - trochę gorzej, na wsi - lepiej, a wmieście - gorzej. Jednak
są to problemy, które trzeba pokonać, na sali obecny jest kurator pomorski
Jerzy Kortas, może też coś powie na ten temat. Chociaż mieszka na Kociewiu,
jest Kaszubem, tak to wygląda. Myślę zatem, że trudno dzielić: Kaszuba,
Kociewiak, ważne jest, aby dziecko miało poczucie tożsamości i identyfikowało
się z tym, co widzi - najpierw wokół siebie, potem może pójdzie dalej, aż trafi
do Sejmu i wtedy widzi wszystko z bardzo szerokiej perspektywy. Jeżeli interesują
państwa bliższe informacje na temat mniejszości, głównie w Gdańsku, ale także w
ogóle - na Pomorzu czy w Trójmieście, to możemy ich udzielić.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Dziękuję pani dyrektor za przedstawienie
wszystkich barw codzienności. Podobało mi się pierwsze zdanie w pani
wypowiedzi, że jest pani marzeniem, aby powstał dom wielokulturowy. Myślę, że
to daje nam dużo do myślenia - aby wreszcie skończył się ten podział, bo przede
wszystkim każdy z nas jest człowiekiem i ma swoją moralność.
Rektor Uniwersytetu Gdańskiego
Andrzej Ceynowa :
Dla tych, którzy są z Pomorza, bezcelowe
jest przypominanie, iż na Uniwersytecie Gdańskim od kilkunastu lat prowadzimy
lektorat języka kaszubskiego. Ponieważ Uniwersytet znajduje się tu, na Pomorzu,
uważamy, że jest to naszym obowiązkiem. Przygotowanie nauczycieli. W pewnym
momencie ministerstwo stwierdziło, że kaszubskiego mogą nauczać tylko ludzie
legitymujący się odpowiednim "papierkiem" - do tego to się często
sprowadzało, ponieważ ci ludzie byli przygotowywani merytorycznie jako
nauczyciele języków, często również języka obcego. W związku z tym, Uniwersytet
wraz ze Zrzeszeniem zorganizował trzy edycje rocznego kwalifikacyjnego studium
podyplomowego dla nauczycieli, którzy uczyli języka kaszubskiego w szkołach. O
ile wiem, uprawnienia te chciałaby uzyskać duża grupa nauczycieli, co najmniej
na dwa dodatkowe turnusy. Wiąże się z tym jednak pewien kłopot - środki na prowadzenie
tego rodzaju kształcenia, nawet w ramach zajęć podyplomowych, są skromne, a
poza tym nadchodzą zwykle po czasie. W związku z tym, prowadzący zajęcia
nauczyciele muszą przez dłuższy czas kredytować je jakby z własnej kieszeni,
zanim ich wysiłek zostanie opłacony.
Jeżeli chodzi o Kaszuby, znajomość
regionu nie sprowadza się tylko do znajomości języka. Proszę pamiętać, że na
Uniwersytecie są też historycy, którzy zajmują się historią Kaszub, bardzo dużo
o Kaszubach mówi się na zajęciach z historii Pomorza. Na wydziale ekonomii są
specjaliści od transportu i rozwoju infrastruktury - kiedy prowadzą zajęcia ze
studentami, materiał poglądowy biorą z terenu naszego województwa. Zatem
uczenie o Kaszubach ma wymiar o wiele szerszy niż tylko językowy.
Ja bym bardzo nie chciał, aby wiedza o
Kaszubach była sprowadzana li tylko do nauczania języka - to jest też nasza
kultura, historia terenu i przepraszam, że wrócę tu do resortu kultury - także
kultura ludowa, która tu żyje, naprawdę żyje i nie jest to skansen. Od 34 lat
jest organizowany konkurs pod tytułem "Ludowe talenty", na który młodzież
stara się przygotować swoje wytwory artystyczne, w tradycyjnych technikach,
które był stosowane, a więc w malarstwie na szkle, wikliniarstwie, hafcie,
rzeźbie, płaskorzeźbie, garncarstwie. Jeszcze trzy lata temu ministerstwo
kultury pomagało nam w organizacji konkursu, co prawda na niewielkim poziomie
mniej więcej 10% kosztów przeprowadzenia finału. Od dwóch lat dofinansowania
nie ma. Jakoś sobie radzimy, ponieważ pomaga nam miasto Gdańsk, w którym nie ma
zbyt wielu Kaszubów, bo większość młodzieży kaszubskiej pochodzi z terenów
wiejskich. Mimo to miasto przejęło na siebie część opieki, której resort
kultury odmawia kulturze ludowej Kaszubów.
Mogę zadeklarować, że Uniwersytet jest
gotowy do prowadzenia zajęć dla prawie dowolnej liczby nauczycieli. Mówię o niemal
dowolnej liczbie dlatego, że prowadzenie jednego turnusu z setką osób jest
prawie niemożliwe. Jest to wielki kierunek kształceniowy, ale bez problemu
można prowadzić zajęcia w dwóch grupach, czyli dla około czterdziestu osób
rocznie. Jeżeli chodzi o kształcenie dwukierunkowe, o którym mówił poseł
Franciszek Potulski, prowadzimy je w tej chwili, brakuje nam tylko jednej
rzeczy, którą trzeba zrobić wspólnie z resortem edukacji - przygotowania minimów
programowych dla specjalności: język kaszubski albo kaszubistyka.
Tego po prostu jeszcze nie ma, a jak
państwo wiecie, kierunki prowadzone na uniwersytecie muszą mieć takie minima,
ponieważ po 2-3 latach na uniwersytet jest sprawdzany, czy kształcenie na danym
kierunku lub specjalności odpowiada przyjętemu minimum. To jest kolejny brak,
który trzeba będzie wyeliminować. Podręczniki i elementarze, o których była tu
mowa, są pisane również przez naszych wykładowców - Uniwersytet włącza się w to
zadanie, bowiem uważamy je za część swojej misji i powinności, z tego względu,
że działamy na tym terenie.
Jeżeli chodzi o tożsamość, ja jakoś nigdy nie miałem kłopotu z tym, że jestem i Polakiem, i Kaszubem - takich kłopotów nigdy nie miało 99,9% Kaszubów. Wspominanie o sprawach niemieckich wprowadza tylko pewien zamęt. Ja też wprowadzę tu zamęt. Mój dziadek nazywał się Stolz i był podoficerem w armii pruskiej. W czasie II wojny światowej odmówił podpisania jakiejkolwiek karty, ponieważ mimo swojego nazwiska był Polakiem. Tak wygląda tożsamość tu, na tych terenach. Proszę nie utożsamiać Kaszubów z kimś, kto jest spoza tego terenu, czy wręcz wyprowadzać wniosku o ich niepolskości z faktu, że niektórzy ludzie rozumiejący, co to znaczy mniejszość również, chciałbym podkreślić - również pomagają w utrzymywaniu kultury kaszubskiej.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Rzeczywiście, zagmatwane i niezależne od
nas są nasze losy.
Przedstawiciel Stowarzyszenia
Mniejszości Niemieckiej Miasta Malborka i Okolic Jerzy Fryc :
Pani dyrektor niejako wywołała mnie do
tablicy, więc pozwolę sobie krótko przedstawić nasze osiągnięcia i znaczącą
współpracę, którą prowadzimy na naszym terenie. Moje wystąpienie chciałbym
zacząć od słów, które ktoś kiedyś już powiedział, iż my nie możemy już poprawić
przeszłości, ale możemy wspólnie zbudować nową przyszłość. Wydaje mi się, że w
dniu dzisiejszym, szczególnie, kiedy Polska jest już w UE, powinniśmy się na
tym skupić. Natomiast, jeśli chodzi o przeszłość - oczywiście, nie wolno o niej
zapominać, jest bardzo ważna dla historyków, ale i dla nas, zwykłych szarych
obywateli. Myślę jednak, że trzeba żyć przyszłością i na tej przyszłości się
skupiać.
Ja powiem tylko pokrótce, że mniejszość
niemiecka również ma swoje problemy w Polsce i państwo doskonale o tym wiedzą.
Podobny problem powstał już na Śląsku Opolskim, gdzie pewna grupa ludzi również
dopominała się swojej etniczności czy narodowości. Kiedy pytano ich, czy są
Polakami, odpowiedzieli, że nie, czy są Niemcami - też nie. A kim? Ślązakami.
Tu jest problem - taki sam. Ja nie odpowiadam za Śląsk Opolski, bo żyję na
Pomorzu i skupiam się na swojej działalności.
Zwróćmy jednak uwagę na pewną sprawę.
Kiedyś na jednym z sympozjów w Malborku, jeszcze za poprzedniej kadencji Sejmu,
zapytałem pani posłanki, nie będę wymieniał nazwiska, bo już nie zasiada w
Wysokiej Izbie, dlaczego projekt ustawy o mniejszościach narodowych i
etnicznych leży w Sejmie od 10 lat i nie może wejść pod obrady Sejmu.
Odpowiedziała: proszę pana, czy pan chciałby, żeby w Polsce nastąpiło rozbicie
dzielnicowe? Niejako miała rację, dzisiejsze czasy pokazują, że miała rację,
ale nam szczególnie chodziło o naukę języka ojczystego. Chwała społeczności
kaszubskiej za to, że chroni swój język. Może mają o wiele lepsze warunki,
dlatego, że resort kultury być może patrzy na to trochę inaczej.
Ja nie chcę tu mówić, że jesteśmy w
jakikolwiek sposób dyskryminowani. Padła oficjalnie informacja, że mniejszość
niemiecka w całej Polsce jest finansowana z budżetu resortu spraw wewnętrznych
Niemiec. W minimalnym stopniu mamy dofinansowanie również z resortu kultury,
jeśli Stowarzyszenie złoży stosowny wniosek. Takim przykładem było złożenie
wniosku na dofinansowanie organizacji I Festiwalu Kultury Niemieckiej we
Wrocławiu, który odbył się w ubiegłym roku. Za to serdecznie dziękuję, między
innymi w imieniu posła Henryka Krolla.
Działalność Stowarzyszenia w Malborku
nie była łatwa, cień zamku malborskiego kładł się na każdej ulicy tego miasta.
Jeśli do tego dodamy słynną powieść Sienkiewicza "Krzyżacy", na
kanwie której kształcono naszą młodzież i nas, to proszę się nie dziwić, że
kiedy taki Fryc założył Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej w Malborku, nie
przyszło mu to z łatwością. Muszę jednak powiedzieć o jednej bardzo ważnej i
istotnej sprawie - w Malborku jest bardzo duża tolerancja społeczeństwa,
powstania Stowarzyszenia nie przyjęto może owacyjnie, ale z dużym zrozumieniem.
Stowarzyszenie podjęło współpracę z władzami miasta, i przez cały czas bardzo
owocnie współpracuje z samorządem po przemianach politycznych w Polsce.
Dlaczego tak się dzieje? Powstał problem
Eriki Steinbach. Proszę pamiętać, że społeczność malborska to również ludzie
wypędzeni, kiedy w czasach komunistycznych ładnie to ubrano jako "repatriację"
- ich też wysiedlono. Wysiedlono Niemców, wysiedlono Polaków ze Wschodu, którzy
przybyli na te tereny. Taka jest - niestety - konsekwencja wojny, takie są
prawidła, trudno. Właśnie ci ludzie rozumieją wiele spraw i z nimi współpracuje
się o wiele łatwiej niż gdzie indziej, na innych terenach w Polsce, gdzie jest
mniejszość niemiecka. Jeśli do tego dodam, że za zasługi, współpracę z miastem
na rzecz jego mieszkańców Rada Miasta Malborka wyróżnia lidera Stowarzyszenia
tytułem "Zasłużony dla Miasta Malborka", to jest wielki wyraz
szacunku i tolerancji dla społeczności, która tam działa. Jeśli obywatelka
Niemiec otrzymuje w Malborku od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Obywatelski Order Zasługi, świadczy to o bardzo dużym wyróżnieniu tego miasta,
społeczności i Stowarzyszenia, które tam działa. Nie chcę się tu chwalić,
posługuję się wyłącznie faktami, a pani dyrektor zapewne o tym wie, bo
odznaczenie osobiście wręczał wojewoda pomorski Jan Kurylczuk. Więc mielibyśmy
tu skalę porównawczą. Tylko i wyłącznie dzięki dobrej woli współpracujących ze
sobą ludzi możemy osiągnąć efekty, które stawiamy sobie za cel.
Niestety, są też inne historie. Kiedy
dziś otwieram "Dziennik Bałtycki" i spostrzegam w nim stylizowaną
flagę z portretem Hessa, to pytam się: gdzie są władze, które do tego
dopuszczają, i to na stadionie sportowym Lechii w Gdańsku? Ja jestem
przerażony, ale komuś dano do ręki pewne atuty, on może to robić, kiedy państwo
doskonale wiecie, że niemiecka konstytucja zakazuje w Niemczech wszelkich znaków
nazizmu czy obrażania kogoś, czego u nas nie ma. U nas po prostu zaczął
obowiązywać pewien model demokracji.
Chciałbym się tu ustosunkować do sprawy
Eriki Steinbach, którą, jako członek mniejszości niemieckiej, znam praktycznie
od początku. Proszę pamiętać, że 3 lata wcześniej, zanim sprawa wypłynęła, ona
zwróciła się do ambasadorów wszystkich państw Europy Wschodniej o podjęcie
tematu centrum budowy wypędzonych. Wiecie państwo, skąd otrzymała jedyną
odpowiedź? Z Rosji. Potem wybuchła afera. Nie ma co ukrywać, gdyby Niemcy sami
chcieli wybudować centrum - jakiż to problem, mają środki, mogą to zrobić w
Berlinie, czy w innym miejscu, nie chcę tu mówić o żadnym konkretnym landzie.
Proszę też jednak zwrócić uwagę na jedną sprawę - są pewne sytuacje, kiedy to
zawiniła właśnie nasza, polska administracja. W latach 1970, za słynnych czasów
gierkowskich, wyjeżdżano za granicę w ramach pożyczek i łączenia rodzin. Kiedy
rodzina wyjeżdżała, zostawiając kamienicę, przejmował ją zakład komunalny, nie
dokonując zmian wpisów w księgach wieczystych. Po dwudziestu kilku czy
trzydziestu latach ten człowiek przyjeżdża do Polski, idzie do sądu i mówi:
proszę mi pokazać księgę wieczystą, a tam stoi, że jest właścicielem tej
kamienicy. Czyja tu jest wina? Nie ma też co ukrywać, również po stronie
niemieckiej jest wielu cwaniaków, którzy próbują to wykorzystać. Są adwokaci,
którzy wyjechali z Polski, założenie u nich jednej sprawy kosztuje 600 euro,
ale bez gwarancji, że rozprawę się wygra. Oczywiście, wokół tej sprawy powstał
wielki szum, ale to jest już poza tematem naszego dzisiejszego spotkania.
Może poruszę jeszcze jedną sprawę,
mieszczącą się w ostatnim punkcie porządku, niejako wyprzedzając temat, nie
będę drugi raz zabierał głosu. Jako członka Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej
przeraża mnie dyskusja nad wprowadzeniem dwujęzycznych nazw miejscowości i ulic
- powiem dlaczego. To nie jest nikomu potrzebne. Ludzie, którzy przyjeżdżają do
Polski, doskonale znają swoje miasta. Mają swoje mapy z dwujęzycznymi nazwami
ulic, miejscowości. To nie jest potrzebne, bo jeśli wprowadzimy dwujęzyczne
nazwy, damy do ręki argument przede wszystkim nacjonalistom, którzy umiejętnie
to wykorzystają. Przykład już mieliśmy. W jednej miejscowości na Kaszubach
składającej się bodajże z jednego domu ustawiono dwujęzyczną tablicę, która
została zniszczona. Któż to zrobił? Chyba nie ci, którzy tam mieszkali.
Osobiście uważam, że czegoś takiego być nie powinno. Jeśli my żyjemy w tym kraju,
jesteśmy jego obywatelami i obowiązują nas stosowane tu prawa. Powinniśmy być
tego świadomi.
Pomorski Kurator Oświaty Jerzy
Kortas :
Z zainteresowaniem słuchałem wszystkich
wypowiedzi. W odpowiedzi na prośbę posła Edmunda Stachowicza przekażę krótką informację.
Bardzo przepraszam, ale będę musiał opuścić spotkanie, ponieważ mam chorą żonę,
którą muszę się zaopiekować. Jeżeli będą pytania, odpowiem na nie od razu.
Dyrektor Danuta Kledzik moja
nauczycielka, szefowa, która mnie wyedukowała na tego, kim jestem, powiedziała,
że stanowię jakieś "pomieszanie". Ma rację, bo jestem rodowitym
Kaszubem, wychowanym na Kociewiaka. Ja także podkreślam to, co powiedział
rektor Andrzej Ceynowa - jestem Polakiem. Pan rektor opowiadał o zagmatwanych
losach nas, Pomorzan, ja może tylko dodam trochę od siebie, aby uzupełnić ten
obraz. Mój ojciec walczył w 1939 roku w wojsku polskim, dostał się do niewoli,
a następnie wrócił na Kociewie, bo tam mieszkał, po czym od razu trafił do
więzienia niemieckiego. Strasznie go tam zbito i wywieziono do Szteingawska, Kociewiacy
wiedzą, co to jest Szteingawsk, po czym znad grobu cofnął go jeden z Niemców,
którzy okazał się człowiekiem. Potem został wciągnięty do Wermachtu. Walczył po
stronie niemieckiej i dostał się do niewoli radzieckiej, po czym wrócił z
powrotem na Kociewie. Mówił, że uratowało go to, że był Polakiem, że wspólnie
tworzyli jedną całość ze wszystkimi Polakami, przebywającymi w tym łagrze
rosyjskim. Niezależnie od tego, czy to był Ślązak, Kociewiak, Kaszub czy
Poznaniak - obojętnie, jako naród tworzyli jedność.
Odpowiadając pani dyrektor chcę
powiedzieć, że ja się cieszę z tego, że język kaszubski jest przedmiotem dobrowolnym,
że ocenę z tego przedmiotu wpisuje się na świadectwie w osobnym miejscu. Według
naszego rozeznania, w tej chwili język kaszubski nauczany jest w 54 szkołach, w
tym w 46 szkołach podstawowych, 8 gimnazjach i 3 placówkach ponadgimnazjalnych.
Myślę, że mam rzetelniejsze dane niż informacje z ankiet przekazywanych drogą
omijającą kuratorium. Ogółem języka kaszubskiego uczy się 3475 uczniów, w tym
2565 - w szkołach podstawowych, 578 - w gimnazjach i 232 w szkołach
ponadgimnazjalnych. Nauczanie języka odbywa się różnie: w grupach klasowych
bądź międzyoddziałowych, w wymiarze 3 godzin tygodniowo. Oczywiście to nie
wszystko, bo są także zespoły regionalne, folklorystyczne, taneczne, chóralne,
i inne.
Najwięcej uczniów - 363 - uczy się
języka kaszubskiego w Szkole Podstawowej nr 2 w Kartuzach. Jest 7 placówek, w
których uczy się ponad 100 uczniów. W następnej szkole jest 98 uczniów, mniej
niż 100, natomiast w większości szkół języka kaszubskiego uczy się po
kilkunastu uczniów. W odpowiedzi na uwagę posła Franciszka Potulskiego chcę
powiedzieć, że nauka języka kaszubskiego nie przeszkadza w nauce języka ojczystego.
Ja sam w wieku 6 lat mówiłem tylko po kaszubsku i dlatego ojciec szybko zabrał
mnie z Kartuz do Starogardu Gdańskiego. Do dzisiaj jednak zachowałem bierną
znajomość języka kaszubskiego, lubię słuchać Kaszubów, kiedy rozmawiają ze
sobą, chociaż są z tym olbrzymie problemy, nawet w stolicy Kaszub - Kartuzach.
Myślę, że w drugim, trzecim pokoleniu język kaszubski czeka zanik.
Dobrze, że są te elementarze, może to po
nas zostanie, bo język umiera śmiercią naturalną. Moja matka, kiedy spotykała
się ze swoją siostrą, dopóki ta żyła, to po 2, 3 minutach przechodziły na
płynny język kaszubski, dziś sama w tej chwili porozumiewa się z nami w języku
polskim. Jak tu powiedziano, nauka języka kaszubskiego pomaga nauce języka
polskiego.
Mamy nieraz olbrzymi problem z innymi
mniejszościami. Państwo wywołaliście tu temat Romów. Zapytało nas o nich
ministerstwo edukacji, szukaliśmy Romów na terenie naszego województwa.
Przeczytam tu informacje, które przygotowałem. Najliczniej Romowie są
reprezentowani w Szkole Podstawowej nr 65 w Gdańsku - 5 uczniów. Uczniowie
romscy nie korzystają z uprawnień do nauczania języka, kultury i religii swej
narodowości, rodzice nie wyrazili takiej woli. Problemy edukacyjne Romów są
następujące: brak spełnienia obowiązku szkolnego, informacji o miejscu pobytu
dziecka, motywacji do nauki, słabe wyniki nauczania, trudności wychowawcze,
zaniedbania środowiskowe, brak respektowania przez rodziny i uczniów
obowiązujących w szkole norm społecznych i prawnych.
Jeżeli chodzi o inne mniejszości, na
obszarze obecnego województwa pomorskiego funkcjonuje ukraińska mniejszość
narodowa. Nauczanie języka ukraińskiego oraz religii: grekokatolickiej i
prawosławnej odbywa się w 9 placówkach w następujących gminach: Człuchów, Stary
Kierzdan, Dzierzba, Nowy Dwór Gdański, Ostaszewo, oraz Gdańsk i Słupsk.
Nauczaniem języka ukraińskiego objętych jest 160 uczniów szkół podstawowych i
gimnazjów. Dyrektorzy szkół w porozumieniu z organami prowadzącymi organizują
grupy międzywydziałowe i międzyszkolne. Nauczyciele posiadają kwalifikacje do
nauczania języka ukraińskiego.
Wydaje mi się, że z drugiej strony,
przynajmniej u nas, na Pomorzu, jest to pewna prawidłowość, i z tego się bardzo
cieszę. Dlatego, że jeśli są mniejszości narodowe, one w tej chwili czują się
Polakami, utożsamiają z Polakami i nie zgłaszają potrzeb nauczania w języku
ojczystym. Jeżeli nawet to się odbywa, to może w drodze indywidualnych
korepetycji, indywidualnej pomocy między społecznościami mniejszości narodowej.
Ja nie znam języka niemieckiego, a moja córka jest jedną z najlepszych
germanistek, nauczycielek języka niemieckiego na Kociewiu. To tyle na zakończenie.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Tak, rzeczywiście zagmatwane są te nasze
losy. Chcę podziękować panu za te osobiste refleksje. Ja również pozwolę sobie
na taką refleksję. Wiecie państwo, że reprezentuję Samoobronę - w naszych
strukturach od samego początku był właśnie Kaszub - Jan Pikus. Proszę mi
wierzyć, ja uczyłam się od niego patriotyzmu, ukochania ziemi, przywiązania do
rodziny. Należał do osób, do których miałam zaufanie, mówię - miałam, bo
odszedł już na druga stronę istnienia, miał wypadek i zostawił po sobie
rodzinę, sześcioro dzieci. Rozmowy z nim, dysputy, jego pieśni kaszubskie - to
było dla mnie coś niesamowitego, wielkie przeżycie, tak że ja doskonale państwa
rozumiem. Cieszę się, że jestem przewodniczącą tej Komisji, bo bardzo mnie to
wzbogaca, uczy tolerancji, i oby tak było, oby właśnie większość z nas częściej
zamyślała się nad wielokulturowością. Chodzi o to, co właśnie bardzo pięknie
powiedział przedstawiciel mniejszości niemieckiej. Myślę, że dzisiejsze
spotkanie pozostawi w nas pozytywne piętno.
Przedstawicielka Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska :
Zostałam wywołana do zabrania głosu
przez panią dyrektor Danutę Kledzik. Od wielu lat jestem związana z nauczaniem
języka polskiego i języka kaszubskiego. Tu muszę zauważyć, że gdyby nie ludzie
zaangażowani w wielu instytucjach, to z pewnością dzisiaj nie mielibyśmy
takiego efektu, jaki mamy. Trudno powiedzieć kiedy, ale wiele lat temu gdańskie
kuratorium oświaty uznało, że konkurs recytatorski "Rodny mare" jest
godny tego, aby wpisać go do kalendarza imprez kuratoryjnych. Wtedy, przed
laty, to był wielki krok, wielka nobilitacja języka kaszubskiego. Kiedy
zaledwie zaczynaliśmy, taka obecność kuratorium w różnych naszych imprezach
stanowiła wielkie poparcie. Kiedy nie było jeszcze nauczania języka
kaszubskiego, ale była już regionalizacja nauczania, czuliśmy poparcie
kuratorium. Stopniowo dochodziło do nauki języka.
Chciałabym powiedzieć kilka słów w
sprawie ratowania skarbu narodowego, jakim jest język dzisiejszych Kaszubów. W
XXI wiek Kaszubi przenieśli nie tylko elementarz ale i kolejne podręczniki.
Moja przedmówczyni, pani Danuta Pioch nie śmiała powiedzieć, że to jej
programy, że promujemy teraz i rozdajemy już kolejne dwa podręczniki jej
autorstwa. Nie wiem, jak się kłaniać i dziękować pani Grażynie Płoszajskiej i
ministerstwu za to wszystko, co ministerstwo robiło i robi. Nie mielibyśmy ani
podręczników, ani tego wszystkiego, co mamy, gdyby nie pani Grażyna Płoszajska
- to jest pani tak wielką zasługą w ministerstwie - i naszych posłów. Naszych
posłów, którzy czasami, jeżeli wydaje nam się, że coś idzie zbyt wolno,
delikatnie przez nas inspirowani, swoimi ścieżkami dochodzą do państwa i
próbują się przypomnieć. Czasami faktycznie pieniądze dochodzą późno, ale są.
Dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni, zarówno jeśli chodzi o programy, jak i
podręczniki, licząc oczywiście, że tak będzie dalej. To samo dotyczy studium
podyplomowego dla nauczycieli. Nie byłoby tylu wykształconych nauczycieli,
gdyby nasze granty nie zyskały państwa poparcia i dlatego chciałabym przede
wszystkim podziękować ludziom.
To samo odczuwamy wobec Komisji, państwa, którzy dzisiaj tu przyjechaliście i będziecie jeszcze kilka dni na Kaszubach. Czujemy duchowe wsparcie. Może nie zawsze jesteśmy całkowicie zadowoleni, ale przecież na tym polega współpraca i dążenie do tego, żeby było coraz lepiej.
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Jacek Ciskowski :
Jestem z Jastrzębiej Góry, miejscowości
najdalej wysuniętej na północ Polski, także u nas mieszkają Kaszubi i Kaszubki.
Rzecz polega na tym, że właśnie tam, gdzie jest nauka kaszubskiego, tego języka
uczy się ponad połowa dzieci, które nie mają żadnych związków z kaszubszczyzną,
pochodzą z innych regionów kraju. To jest bardzo istotne - właśnie ludzie z
zewnątrz chcą poznawać ten język, oprócz innych języków. Gdyby nie było nauki w
szkole, po prostu nie nauczyliby się tego języka. Jest to bardzo ważne, chodzi
o jak najsilniejsze wspieranie nauki języka kaszubskiego. Oni utożsamiają się z
nami.
Przedstawiciel Towarzystwa
Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie Manfred
Ortman :
Reprezentuję Towarzystwo Kulturalne
Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie. Jestem urodzony i do
tej pory żyję na terenie Ziemi Kwidzyńskiej. Chciałbym dodać kilka słów do
tego, co wcześniej powiedział przedstawiciel mniejszości niemieckiej.
Nasza działalność nie ogranicza się tylko
do tego, żeby kultywować język, w naszych statutach mamy zapisy o działalności
kulturalnej. Ta działalność kulturalna jest znacznie szersza. Nasze Towarzystwo
zarejestrowało się na początku lat 1990 - była odwilż polityczna, sprzyjający
klimat. W tamtym okresie w programach nauczania szkół podstawowych powiatu
kwidzyńskiego w niewielkim wymiarze była obecna nauka języka niemieckiego. Z
wiadomych względów trochę inaczej wyglądało to w mieście, a inaczej w szkołach
wiejskich, natomiast problemem były nie tyle finanse, ile brak kadry
nauczycielskiej.
W tym czasie większość nauczycieli
musiała się przekształcać w germanistów. Mieliśmy w tym udział między innymi
przez Centralną Radę Niemiec w Opolu, gdzie organizowane były szybkie i
intensywne kursy języka niemieckiego dla nauczycieli, którzy chcieli zdobyć
certyfikaty nauki, w tym wypadku obcego jeszcze, języka niemieckiego. Kursy te
odbywały się w okresie wakacji, a korzystający z nich nauczyciele uiszczali
symboliczną opłatę w wysokości 100 zł, chodziło o to, aby ich zdyscyplinować i
aby brali udział w tychże kursach. Strona niemiecka finansowała całość
szkolenia, zakwaterowania, wyżywienia. Zaznaczyłem tu na marginesie, że był to
język obcy. Do pewnego czasu, dla tychże ludzi - tak. Natomiast od 1 maja jest
to również język europejski i w związku z tym nie wchodzą w rachubę pewne
dylematy związane z tym, czy my określamy się jako narodowość, czy jako grupa
etniczna.
Pani dyrektor wspomniała, że w
województwie pomorskim jest 18 mniejszości narodowych i etnicznych. Myślę, że
na pewno najwięcej stowarzyszeń jest niemieckich, a największą liczbę członków
mają Kaszubi. Trzeba tu zaznaczyć, że wszystkie nasze organizacje mają
osobowość prawną, każda ma swój statut i działa niezależnie w swoim rejonie.
Jesteśmy zarejestrowani centralnie i mamy tak zwaną jednostkę nadrzędną, którą
jest Centralna Rada Niemców w Opolu, niemniej jej kompetencje ograniczają się
to tylko do spraw administracyjnych, pewnych rozporządzeń.
Jak zaznaczyłem wewnętrznie działamy
sami na swoim podwórku. Na wstępie powiedziałem, że na początku lat 1990 w niektórych
szkołach wiejskich nie było jeszcze nauki języka niemieckiego. Na terenie
powiatu kwidzyńskiego wyszliśmy z inicjatywą i organizujemy w tych szkołach
kursy języka niemieckiego dla dzieci po godzinach lekcyjnych - za darmo.
Oczywiście, ktoś za to płaci, jak już kolega wspomniał, jesteśmy wspierani w
funduszach przez Konsulat Generalny Niemiec w Gdańsku, ze środków niemieckiego
ministerstwa spraw wewnętrznych. Również w naszych stowarzyszeniach są
prowadzone kursy języka niemieckiego, konkretnie także w naszej siedzibie w
Kwidzynie. Przez te 14 lat trochę zmieniła się struktura nauki języka
niemieckiego w szkołach, ponieważ zostały one objęte programami nauki - tam,
gdzie to możliwe, obowiązuje jeden język obcy.
Nadal dla Polaków jest to język obcy, a
dla nas - ojczysty. Z tym, że jest dziwna rzecz, o której chcę wspomnieć. Już
od samego początku, i to nie tylko od momentu, kiedy zaczęło być głośno o UE,
test z języka niemieckiego, czyli w tym wypadku obcego, był wybierany jako
drugi w kolejności tam, gdzie nie zamieszkiwała ludność autochtoniczna. Czyli
na terenach akcji "W" związanych z przesiedleniami z wschodu, tam był
test języka niemieckiego, dyscyplina, tam dzieci uczestniczyły w nauce -
nauczyciele, dyrektorzy szkół nie mieli żadnych problemów jeżeli chodzi o zgodę
rodziców. Z kolei na wsi bywa różnie.
Organizując stowarzyszenia mniejszości
niemieckiej, przynajmniej tu, w okręgu pomorskim, jeżeli chodzi o stronę
polityczną, weszliśmy w środowisko z "otwartą przyłbicą", czyli -
pełna integracja, bez podkreślania, że to dziecko jest nasze, wasze czy inne. Jeżeli
organizujemy wspólne ogniska, pikniki, wycieczki, zabawy choinkowe i inne
uroczystości, to dzieci są nagradzane wspólnie, bawią się razem, śpiewają
piosenki w języku niemieckim i polskim - tak jest to odbierane. W związku z
tym, że w tej chwili sytuacja się zmieniła, również i my powinniśmy patrzeć i
patrzymy na to z innego punktu widzenia.
Jak powiedziałem, na początku nasze
działanie musiało się ograniczyć tylko do stref kulturalnych. Naprawdę, proszę
mi wierzyć, że tu, w województwie pomorskim, żaden z naszych kolegów, nigdy nie
zajmował się ani małą, ani wielką polityką. Jeżeli bywały "występy"
niektórych skrajnych polityków z Niemiec lub jakieś wypowiedzi na ten temat,
nawet w prasie zdarzały się różne artykuły, definitywnie i bardzo oficjalnie
odcinaliśmy się od nich. Nie dlatego, że widzieliśmy siebie w jakiejś innej
roli, tylko dlatego, że patrząc z tamtego punktu widzenia, nasza sytuacja wewnętrzna
mogła być odbierana zupełnie inaczej.
My urodziliśmy się i wychowaliśmy tutaj,
w tym środowisku. Ja urodziłem się w 1940 roku, w czasie wojny i całe młode lata
uczyłem się języka polskiego, było o tyle dziwnie, że po pewnym okresie czasu
miałem trudności w posługiwaniu się językiem ojczystym, czyli niemieckim,
"wyssanym z mlekiem matki". Dlatego też nie będziemy określać się
jako mniejszość niemiecka, coś wyodrębnionego w tym społeczeństwie, grupa,
która powinna się odciąć, wydzielić. Większość z nas urodziła się w czasie
wojny lub zaraz po wojnie - zdobywaliśmy wszystkie dobre, jak również złe doświadczenia
w okresie rządów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a potem Rzeczypospolitej
Polskiej. Niektórzy z nas zdobyli wykształcenie, doktoraty, niektórzy ciężko
pracowali i teraz są na emeryturach, na rentach, ale nadal musimy pamiętać o
tym, co dała nam ta ziemia - i dobrego, i złego, nie należy nad tym przechodzić
do porządku dziennego i bagatelizować.
Chcę wspomnieć tu o jednej bardzo
istotnej sprawie. Padło tu krótkie zdanie o cieniu rzucanym przez Zamek
Krzyżacki w Malborku. Zamek ten kojarzy się każdemu tak, a nie inaczej, nie
będziemy tego roztrząsać, niemniej pewien dreszcz wzbudza także słowo
"zakon". Chcę powiedzieć, że na teren Pomorza wszedł Zakon, jest u
nas Zakon Joannitów, który już kilkanaście lat wcześniej zaczął działać na
terenie dawnego województwa olsztyńskiego. Joannici pozakładali stacje socjalne,
które świadczą pomoc charytatywną, medyczną, rozdają leki chorym,
potrzebującym, biednym. Sprawują opiekę. W takiej stacji socjalnej są
zatrudnione fachowe siostry, które świadczą opiekę nad obłożnie chorymi, nad
tymi, którzy tego potrzebują. Nie świadczymy usług medycznych czy pomocy tylko
dla takiej, czy innej grupy, my świadczymy tę pomoc dla wszystkich.
Stacje powstały na terenie dawnego
województwa olsztyńskiego, obecnie są już na terenie województwa pomorskiego.
Pierwsza z takich stacji powstała pięć lat temu w Malborku, a druga funkcjonuje
od dwóch lat w Kwidzynie. Chodzi o to, żeby umieć dawać - po to żeby dać,
trzeba umieć dać. Żeby pomóc, trzeba umieć pomóc. Jeżeli się niewłaściwie daje
i niewłaściwie pomaga, to robi się komuś wielką krzywdę, bo ten ktoś czuje, że
jest kimś gorszym, daje się mu jałmużnę, robi się z niego jakiegoś - za
przeproszeniem - "dziada". W związku z tym stacje socjalne i pracujące
tam osoby spełniają między innymi tę rolę, aby umieć pomóc i umieć dać.
Można dużo mówić o indywidualnych
działaniach poszczególnych członków Towarzystwa, współpraca z miastem Kwidzynem
tętni, cele, pomoc dla Kwidzyna są tak wielkie i lokują się w tak wielu
gałęziach, że trudno je wymienić. Padły tu słowa o pieniądzach z Niemiec i od
razu zauważyłem w niektórych wypowiedziach niektórych posłów, profesorów
podtekstu typu "to jakaś prowokacja". Na terenie Polski legalnie
działa fundacja polsko-niemiecka i my jako mniejszość niemiecka wspieramy
działanie pewnych operatywnych ludzi, operatywnych instytucji i przez to dbamy
o zachowanie dobrej kultury istniejących na tych ziemiach zabytkowych kościołów,
budowli. Wspieramy te inicjatywy, popieramy wnioski do Fundacji
Polsko-Niemieckie Pojednanie w Warszawie, która przeznacza środki na utrzymanie
tych dóbr kultury, zabytków: Zamku w Malborku, Katedry w Kwidzynie i wielu,
wielu innych. Wspomnę tu o Kościele św. Katarzyny w Gdańsku, gdzie również przy
moim skromnym wsparciu ojcowie uzyskali pewną dotację z Fundacji. Zwrócę uwagę
na to, co powiedział jeden z moich przedmówców: nie jest ważne, skąd pochodzą
środki, ale jaka jest intencja tego, kto daje, i to, jak daje. Powtarzam, że
trzeba umieć dawać i trzeba umieć pomóc - to jest istotne.
Dyrektor Departamentu Kultury
Mniejszości Narodowych w MK Jerzy Zawisza :
Na tyle, na ile potrafię udzielę
odpowiedzi na pytanie zadane przez posła Jerzego Czerwińskiego. Otóż w świetle
praktyki oraz projektów prawnych przynajmniej znanych mi i panu posłowi na
dziś, a także wobec faktu zakończenia prac nad projektem ustawy o
mniejszościach narodowych i języku regionalnym, na tak zadane pytanie mogę odpowiedzieć,
że Minister Kultury prawdopodobnie nie mógłby udzielić dotacji takiemu
wnioskowi. Taka jest moja wiedza na dzisiaj.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Kto jeszcze chciałby zadać pytanie lub
podzielić się swoją refleksją? Jesteśmy w województwie pomorskim także jutro,
więc nie czas jeszcze na podsumowanie.
Starosta Wejherowski Józef Reszke
:
Jutro goszczę Komisję na moim terenie i
będzie mi z tego powodu bardzo miło. Nie chciałbym zabierać czasu, bo czekają
na członków Komisji w Pucku i chyba się już niecierpliwią, może tylko spuentuję
kaszubski wątek, który był tu poruszony, bo nie wszyscy chcą do końca wszystko
o sobie powiedzieć. Muszę tu powiedzieć, że ojciec dyrektora Witolda
Bobrowskiego był gdańszczaninem, ale matka - góralką. Pan dyrektor urodził się
w Limanowej i mieszkał tam kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat. Dopiero od
25, no tak, blisko 30 lat jest na Kaszubach. Pisze właśnie elementarze
kaszubskie, więc jest tak, że Górale uczą Kaszubów kaszubskiego, zatem - nie
bójmy się Kaszubów. Może to będzie lekkie nadużycie, ale powiem: "Nie
lękajcie się Kaszubów".
Bardzo żałuję, że nie ma tu posła
Henryka Krolla. W Sejmie na spotkaniu poświęconym językom etnicznym z udziałem
trzech starostów kaszubskich staraliśmy się przez wiele godzin
"pracować" nad posłem Henrykiem Krollem, który trochę zmienił zdanie
o Kaszubach. Obiecał, że przyjedzie jutro, bardzo bym chciał, żeby przyjechał i
zmienił swoje stanowisko. Na początku pan poseł odnosił się do Kaszubów z dużym
dystansem, a po spotkaniach, także u marszałka Marka Borowskiego ten dystans
zdecydowanie się zmniejszył. Bardzo żałuję, że nie ma tu posła Henryka Krolla.
Kaszubów trzeba lepiej poznać i myślę, że po dzisiejszej wizycie w Pucku, oraz
jutrzejszej w Wejherowie i Kartuzach na pewno wyjedziecie stąd państwo z
lepszym zdaniem o Kaszubach. Jestem o tym przekonany.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Myślę, że już przyjeżdżając tutaj mieliśmy
bardzo dobre zdanie o Kaszubach.
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Zbigniew Jankowski :
Zacznę może trochę żartobliwie,
komentując to, co powiedział pan starosta wejherowski. Ojciec pana Witolda
Bobrowskiego może był gdańszczaninem, ale pochodził z tej samej wioski co ja,
czyli z Rekoszewa.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Czyli sami swoi?
Przedstawiciel Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego Zbigniew Jankowski :
Tak jest. Mówiliśmy tutaj o pieniądzach
niemieckich, a ja jeszcze doleję trochę oliwy do ognia. Chciałbym przekazać
najświeższą wiadomość, że tym razem za pieniądze amerykańskie, czyli za dolary,
opracowaliśmy kaszubską wersję dubbingową filmu "Jezus" wedle
Ewangelii św. Łukasza. Prace zostały zakończone w Warszawie w ubiegły wtorek. W
tej chwili film przechodzi na Florydzie tak zwaną postprodukcję i miejmy
nadzieję, że na Święta Bożego Narodzenia trafi już do dystrybucji.
Rektor Andrzej Ceynowa mówił o talentach
ludowych. W większości mówimy tu o języku i chyba należałoby dodać, że tak samo
długo jak konkurs, o którym mówił pan rektor, mamy także konkurs recytacji
prozy i poezji "Rodne łewa". Rodne - czyli mowa ojczysta, ale zarazem
ta od urodzenia. Kaszubski nie jest językiem nabytym, większość z nas mówiła
nim najpierw, będąc małymi dziećmi, a dopiero potem w szkole uczyła się języka
polskiego. Miałem tę łatwość nauki obu języków, jako że moja matka, podobnie
jak pana Witolda Bobrowskiego, też pochodziła z Małopolski i w związku z tym
języki kaszubski i polski były normalnymi językami codziennymi.
Wspominano tu kilka razy o tym, jak
będzie wyglądała sprawa mniejszości narodowych i etnicznych w UE. Długo się nad
tym zastanawialiśmy w ubiegłym roku, przed czerwcowym referendum. Wydawało nam
się, że nasza kultura i nasz język, nasza tradycja, spuścizna będą pewnym
naszym wyznacznikiem w UE, aby po prostu nie poddać się tej ogólnej
uniformizacji. Miejmy nadzieję, że tak będzie, ale żeby tak było, po prostu
musimy chcieć tego wszyscy, nie tylko my sami, Kaszubi. Musimy odczuwać chęć
pomocy ze strony władz samorządowych i centralnych, mam tu na myśli
Ministerstwo Kultury.
Jedna uwaga na marginesie. Mówimy tu o kulturze profesjonalnej. Od 1989 roku w Sejmie nie było żadnej debaty na temat kultury. Wszyscy z utęsknieniem czekamy na ustawę o instytucjach artystycznych, której projekt przygotował minister Andrzej Celiński. Zmiany polityczne spowodowały, że znów sprawa została odsunięta. W tym momencie samorządy nie wiedzą co robić - przyzwyczajone, że zawsze wykaz przychodził "z góry", same nie chcą podejmować decyzji. Ale to uwaga na marginesie, nie na temat dzisiejszego spotkania.
Przedstawicielka Rzecznika Praw
Obywatelskich Krystyna Milart-Szostak :
Króciutka refleksja. Dwa lata temu
rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll poprosił mnie o zorganizowanie wizyty
w jednej ze szkół, skazanych przez samorząd terytorialny na likwidację.
Pojechaliśmy do szkoły w Nawodnicy, a wizytę pan profesor wspomina do dziś.
Szkoła funkcjonuje nadal. Całą wizytę można podsumować właściwie w jednym
zdaniu. Ta mała szkoła dla dzieci kaszubskich była tak świetnie prowadzona, że
profesor Andrzej Zoll żałował, że nie miał sam okazji do takiej szkoły chodzić
i uczyć w niej swoich dzieci. Powiedział mi też, że chciałby, żeby takie szkoły
funkcjonowały w całym kraju.
Posłanka Genowefa Wiśniowska
/Samoobrona/ :
Tym miłym akcentem zakończymy posiedzenie Komisji. Nie będę robiła podsumowań, ponieważ również jutro będziemy gościć na tej przepięknej ziemi. Poza tym, dziś każdy z nas wyjdzie z tego spotkania z własną, pozytywną refleksją. Zamykam posiedzenie Komisji.
Wspólne posiedzenie trzech komisji sejmowych (16.06.2004)¨(39)
Biuletyn
nr: 3270/IV
Komisja:
Komisja Administracji i Spraw
Wewnętrznych /nr 155/
Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży /nr 180/
Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 50/
Data: 16-06-2004
Mówcy:
Poseł Bogdan
Bujak (SLD)
Posłanka Danuta Ciborowska (SLD)
Poseł Jerzy Czerwiński (RKN)
Poseł Andrzej Gałażewski (PO)
Poseł Ryszard Hayn (SLD)
Posłanka Teresa Jasztal (SLD)
Posłanka Bronisława Kowalska (SLD)
Posłanka Alicja Lis (Samoobrona)
Poseł Janusz Lisak (niez.)
Przedstawiciel Sekretariatu Edukacji Nauki i Młodzieży Krzysztof Majer
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Tadeusz
Matusiak
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych
Ingeborga Niewieczerzał
Ekspert Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Lech Nijakowski
Posłanka Maria Nowak (PiS)
Poseł Henryk Ostrowski (Samoobrona)
Poseł Kazimierz Plocke (PO)
Poseł Jan Rzymełka (PO)
Poseł Antoni Stryjewski (RKN)
Przedstawicielka Biura Legislacyjnego Kancelarii Sejmu Elżbieta Strzępek
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych
Posłanka Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska (SDPL)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych
Waleria Wojciechowska
Poseł Jarosław Zieliński (PiS)
16 czerwca 2004 r. Komisje:
Administracji i Spraw Wewnętrznych, Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Mniejszości
Narodowych i Etnicznych, obradujące na wspólnym posiedzeniu pod przewodnictwem
posłów Ryszarda Hayna /SLD/ i Bogdana Bujaka /SLD/, rozpatrywały:
- sprawozdanie podkomisji nadzwyczajnej
o komisyjnym projekcie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP
/druk nr 223/.
W posiedzeniu udział wzięli
przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z podsekretarzem
stanu Tadeuszem Matusiakiem.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Otwieram wspólne posiedzenie Komisji:
Administracji i Spraw Wewnętrznych, Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz
Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Witam posłów i zaproszonych gości.
Porządek obrad został państwu dostarczony na piśmie. Czy są uwagi lub pytania?
Nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja zaakceptowała zaproponowany porządek obrad.
Stronę rządową na dzisiejszym posiedzeniu reprezentuje minister Tadeusz
Matusiak. Ustawa, którą mamy rozpatrzyć, wzbudza wiele emocji. W imieniu
prezydiów trzech Komisji proponuję, abyśmy przyjęli następujący tok
procedowania. Najpierw poseł Jerzy Szteliga wprowadzi nas w temat i omówi
projekt, później odbędziemy dyskusję na tematy ogólne, aby następnie przejść do
procedowania nad poszczególnymi zmianami, ale już bez prowadzenia dyskusji.
Jeśli nie usłyszę sprzeciwu wobec zaproponowanej procedury, to uznam, że
Komisja ją zaakceptowała. Sprzeciwu nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja wyraziła
zgodę na taki tok postępowania. Rozumiem, że wszyscy są za tym, aby prace
postępowały szybko i sprawnie.
Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :
Przysłowie mówi, że do trzech razy
sztuka. Ta ustawa procedowana jest w parlamencie już trzecią kadencję, czyli
prawie 11 lat. Nasza podkomisja pracowała nad nią około dwóch lat. Wydaje się,
że dzisiaj przedstawiamy sprawozdanie, które w sposób całościowy ujmuje problem
mniejszości narodowych i etnicznych. Jest ono w stosunku do przedłożenia
pierwotnego poszerzone o problem języka regionalnego. Projekt ustawy zawiera
rozwinięcie tego, co jest zapisane w art. 27 i 35 Konstytucji RP, czyli praw
mniejszości narodowych i etnicznych oraz kwestie języka pomocniczego. Wszyscy
posłowie mają sprawozdanie przed sobą, więc tylko krótko omówię jego treść. Nie
ulega wątpliwości, że ta ustawa nie po raz pierwszy wzbudza emocje o
charakterze politycznym. W dyskusji nie o zapisy merytoryczne często szło,
tylko o tło. Często to tło jest lekko zafałszowane, bo problemy odnoszące się
do mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, a więc odnoszące się do
obywateli Rzeczypospolitej, są wiązane na zasadzie wzajemności z losem, jaki
spotyka Polaków mieszkających w krajach ościennych. Okazuje się, że problem
mniejszości jest swoistym niewolnikiem tego, co dzieje się wokół naszych granic
w odniesieniu do mniejszości polskiej. Udało nam się, po raz pierwszy w tak
poważnym sprawozdaniu, w art. 2 sformułować definicję mniejszości narodowej i
mniejszości etnicznej. Wymieniamy je, aby nie było wątpliwości, jakie mniejszości
żyją na terenie Polski. W rozdziale 1 zostały doprecyzowane przepisy dotyczące
zakazu asymilacji i dyskryminacji. Rozdział 2 jest rozwinięciem art. 35
konstytucji i dotyczy zasad pisowni imion i nazwisk oraz prawa i zasad
posługiwania się językiem mniejszości w życiu prywatnym i publicznym. Zgodnie z
art. 27 konstytucji w art. 9 omawianej ustawy wprowadzamy możliwość i
przedstawiamy warunki używania języka mniejszości jako języka pomocniczego.
Stwierdzamy, że taka procedura jest możliwa tylko w tych gminach, w których
dane urzędowe potwierdzają, iż mniejszość stanowi nie mniej niż 8% ogółu
mieszkańców, a gmina zapisana jest w Urzędowym Rejestrze Gmin, w których
używany jest język pomocniczy. Określamy warunki, na jakich rejestr ten jest
prowadzony. Z punktu widzenia rozdziału 2 istotny jest art. 12, który mówi o
tym, że dodatkowe nazwy w języku mniejszości mogą być używane obok urzędowych
nazw miejscowości i obiektów fizjograficznych, nazw ulic, nazw urzędów i
instytucji użyteczności publicznej ustalonych w języku polskim. Zdaję sobie
sprawę, że po niedawnych wydarzeniach w Strzelcach Opolskich, gdzie starosta
zdjął godło, przepis ten może budzić pewne kontrowersje. Ale informuję, że
dzisiaj o godz. 13.00 odbywa się sesja Rady Powiatu w Strzelcach Opolskich, na
której rozpatrywany będzie wniosek o pozbawienie starosty funkcji. W tym
przypadku również wprowadzamy ograniczenie dotyczące liczby mieszkańców
należących do mniejszości, to znaczy dane urzędowe muszą potwierdzać, że 8%
mieszkańców gminy należy do mniejszości, a cała procedura może być zakończona
dopiero pozytywną opinią Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych.
Przewidujemy także możliwość odmowy wpisania do Rejestru Gmin.
W art. 13 pkt 8 regulujemy problem nazw
miejscowości, które się źle kojarzą. Mam na myśli nazwy z lat 1933-1945 nadane
przez władze III Rzeszy lub ZSRR. Do rozdziału 3, który mówi o oświacie i
kulturze, generalnie nie wnosimy nic nowego, co do tej pory nie byłoby
uregulowane. Niektóre zapisy podnosimy tylko do rangi ustawowej, choć w
zasadzie wszystkie problemy związane z nauczaniem w językach mniejszości są
uregulowane w ustawie o systemie oświaty. Trzeba podkreślić, że ustawa o
systemie oświaty jako pierwsza dotknęła tego problemu. Rozporządzenie ministra
edukacji sprzed wielu lat bardzo precyzyjnie określiło tok nauczania, ciągi
nauczania, sposoby zaopatrzenia w podręczniki, sposób naliczania subwencji. W
rozdziale 3 powtórzyliśmy pewne rzeczy dotyczące generaliów. Rozdział 4 jest
elementem absolutnie nowym w dotychczasowych próbach rozwiązywania problemu, a
dotyczy języka regionalnego. Jest to odpowiedź na oczekiwania i rozwiązanie
problemów, które zgłaszały nam środowiska kaszubskie. Ponieważ tymczasem strona
rządowa rozpoczęła procedurę ratyfikacji Europejskiej karty języków
regionalnych lub mniejszościowych, podkomisja uznała, że nasze sprawozdanie
poszerzymy w stosunku do projektu wyjściowego, który był inicjatywą Komisji
Mniejszości Narodowych i Etnicznych, o rozdział 4 Język regionalny. Dodam na
marginesie, że Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży przy okazji swojego
niedawnego wyjazdowego posiedzenia zebrała bardzo pozytywne opinie środowisk
kaszubskich na temat tego przepisu. Co do tego nie ma wątpliwości. Rozdział 5
traktuje o organach do spraw mniejszości narodowych i etnicznych. Mówimy tutaj
o ministrze właściwym i jego kompetencjach. W art. 20 regulujemy precyzyjnie
obowiązki i zobowiązania urzędu wojewody. W ust. 3 wpisaliśmy prawo wojewody do
powołania pełnomocnika do spraw mniejszości narodowych i etnicznych, który
funkcjonowałby przy urzędzie. Wieloletnia praktyka urzędów administracji
rządowej i niektórych sejmików wojewódzkich dowodzi, że tam, gdzie funkcjonuje
pełnomocnik wojewody, udaje się metodą koncyliacji i dogadania spraw uniknąć
wielu konfliktów, które jeszcze nie tak dawno tliły się w niektórych regionach
kraju, np. na temat pomników. Elementem nowym jest zapis art. 21, a więc
propozycja utworzenia Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i
Etnicznych, która byłaby ciałem opiniodawczo-doradczym przy Prezesie Rady Ministrów.
Nie będę w tej chwili omawiał szczegółowo procedury powoływania jej członków i
proporcji, bo wydają się one być bardzo przejrzyste. Uznaliśmy, że taka Komisja
będzie dobrym miejscem do wzajemnego komunikowania się, rozstrzygania sporów i
zgłaszania problemów. Jest już wiele tego rodzaju doświadczeń, np. Komisja
Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego przyspiesza rozwiązywanie wielu
problemów, które się pojawiają. Wszystkie procedury są precyzyjnie opisane, nie
będę ich teraz omawiał, bo wrócimy do nich przy procedowaniu nad poszczególnymi
artykułami. W rozdziale 6 Przepisy przejściowe i końcowe najistotniejszą
zmianą, jaką proponujemy, zdaje się zapis art. 33 w zmianie nr 2, w której do
ustawy o radiofonii i telewizji proponujemy dodać art. 3a dotyczący powoływania
rad programowych. Bardzo często spotykamy się z taką praktyką, że w regionach
koncentracji mniejszości narodowych i etnicznych, przy ośrodkach telewizyjnych,
przy ośrodkach radia publicznego, mimo iż radio i telewizja, zgodnie z ustawą,
powinny realizować swoją misję także w odniesieniu do mniejszości, brakuje
przedstawicieli tych mniejszości.
Otwieramy więc pewną furtkę, pewną
możliwość wzbogacenia składu rad o przedstawicieli mniejszości. Już mamy tego
pozytywne przykłady, bo np. do rady programowej publicznego radia regionalnego
Opole zgłoszono przedstawiciela Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na
Śląsku Opolskim. Jest to próba uregulowania w ustawie takich sytuacji. Tyle
tytułem krótkiego wprowadzenia. Teraz Komisje będą już procedować nad
projektem, a ja jako weteran walk o tę ustawę dzisiaj z radością i ulgą, choć
również z pewnym niepokojem, oddaję projekt ustawy o mniejszościach narodowych
i etnicznych oraz o języku regionalnym w ręce posłów. Chcę podziękować członkom
podkomisji za wytrwałą i owocną pracę, pani dyrektor Głowackiej i panu
naczelnikowi Rzemieniewskiemu z resortu spraw wewnętrznych, pani dyrektor
Płoszajskiej z resortu edukacji, którzy przez dwa lata skrupulatnie cyzelowali
z nami przepisy ustawy. Ja pracuję nad tą ustawą już 11. rok. Rozpocząłem w
1993 r. z przewodniczącym Jackiem Kuroniem. W tamtej kadencji nam się nie
udało. Nie udało się także w kadencji 1997-2001, bo raptem doszliśmy do art. 2
ustawy. Tym razem członkom podkomisji, a była to podkomisja złożona z
przedstawicieli wszystkich trzech Komisji, udało się metodą konsensusu i
koncyliacji uzgodnić pewne zapisy, co nie znaczy, że przy tych zapisach nie
będzie kontrowersji. Wydaje się, że w ustawie nie ma żadnych błędów. Mam
zapewnienie pani mecenas, że ich nie ma. Gorąco dziękuję za współpracę
przedstawicielom Biura Legislacyjnego KS, bo nie były to łatwe uregulowania,
tym bardziej że kontrowersje między członkami podkomisji często miały charakter
polityczny. Ale udało się nam zgodnie z poleceniem Komisji przygotować
sprawozdanie. Jeśli będą pytania, postaram się udzielić wyczerpujących odpowiedzi.
Jest z nami ekspert podkomisji, pan Lech Nijakowski, który także oddaje się do
dyspozycji posłów.
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Tadeusz Matusiak : W imieniu rządu pragnę serdecznie podziękować podkomisji za mozolną pracę, którą wykonała w ciągu tych dwóch lat. Mam taką skromną i cichą nadzieję, że projekt tej ustawy zostanie przyjęty. Jeszcze raz dziękuję za pracę z nadzieją, że Sejm i Komisje poprą ten projekt i przyjmą jako gotową ustawę.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Otwieram dyskusję. Proszę o ogólne uwagi
i refleksje. Przypominam, że do poszczególnych zapisów będziemy się odnosili w
trakcie omawiania każdego z nich.
Posłanka Maria Nowak /PiS/ :
Wysłuchałam wypowiedzi przewodniczącego
podkomisji posła Jerzego Szteligi z wielką uwagą i nasunęło mi się jedno
pytanie. Tym pytaniem chcę zwrócić uwagę na pewien problem. Czy w trakcie prac
podkomisji pojawił się problem Ślązaków? Problem ten istnieje. Jeżeli my go nie
opiszemy i nie zajmiemy się nim, to nie znaczy, że ten problem zniknie, że tego
problemu nie ma. Uważam, że lepiej byłoby go omówić i rozwiązać wspólnie z
niektórymi organizacjami śląskimi, jak np. Związek Górnośląski. Sama jestem
Polką, ale mieszkam na Śląsku, mam głębokie rodzinne tradycje śląskie. Fakt,
który uwidocznił się w czasie spisu powszechnego, że ponad 170 tys. osób
wpisało narodowość śląską, której nie było w wykazie spisu, świadczy o
narastaniu pewnego problemu. Pytam więc: czy podkomisja zajmowała się tym
problemem, czy doszła do jakichś wniosków? Czy w wyniku tych rozważań i prac
nie znalazło się ani jedno słowo w ustawie na ten temat? Trzeba powiedzieć, że
jest to grupa, która zachowuje swoją kulturę i tradycje, ma poczucie własnej
tożsamości. Proszę o szersze wyjaśnienia na ten temat.
Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :
Przewodniczący podkomisji podkreślił, że
tłem, które występowało podczas prac nad ustawą, był stosunek państw ościennych
do Polonii. W związku z tym, proszę o wyjaśnienie, czy tego rodzaju prace są
prowadzone w państwach Unii Europejskiej, z którymi sąsiadujemy. Czy uznawana
jest tam mniejszość polska i jakie ma prawa? Czy w tych państwach obowiązują
podobne uregulowania? Proszę o to, żebyśmy mieli tło międzynarodowe naszej
inicjatywy. Drugą sprawą dotyczącą bezpośrednio ustawy jest problem używania
języka mniejszości w kontaktach z urzędem gminnym. Wydaje mi się, że jest to element
pewnego podejścia politycznego, bo używanie języka mniejszości nie ma żadnej
wartości użytkowej, ponieważ językiem urzędowym w Polsce jest język polski. To
jest element pewnej demonstracji i oczywiście będę przeciwko takiemu
rozwiązaniu, abstrahując od spraw związanych z nazewnictwem punktów
geograficznych, miejscowości i ulic. W tym przypadku jestem skłonny opowiedzieć
się za takim rozwiązaniem. Pytam: czy mamy pisemne stanowisko rządu, czy mamy
stanowisko Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej na ten temat i czy były
przeprowadzone symulacje kosztów finansowych wprowadzenia tej ustawy?
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Kontynuując sprawę pewnych wątpliwości
proceduralnych zgłoszonych przez posła Andrzeja Gałażewskiego, pytam: czy połączone
Komisje dysponują pisemnym stanowiskiem rządu, ale nie do tekstu pierwotnego
ustawy, czyli tego, który jest w druku 223, tylko do tekstu ostatecznego, czyli
do sprawozdania podkomisji? Sprawozdanie podkomisji różni się bowiem w sposób
znaczący od wersji pierwotnej zarówno co do treści, jak i co do objętości.
Można powiedzieć, że objętość ostatecznego projektu jest dwa razy większa.
Zakres przedmiotowy i podmiotowy ustawy także uległy zmianie. Aby udokumentować
konieczność posiadania przez Komisję takiego stanowiska rządu w sposób pisemny
wyrażonego, zwracam uwagę na fakt, że w ustawie dotyka się m.in. sfery stricte
rządowej. W sprawozdaniu zaproponowano zmianę ustawy o działach administracji
rządowej, następują przesunięcia w samym składzie Rady Ministrów i w urzędach
podległych Radzie Ministrów. Uważam więc, że w tym przypadku niezbędne jest
stanowisko rządu jako stanowisko uzgodnione przez wiele resortów, a nie tylko
przez resort spraw wewnętrznych i administracji, który jest dziś reprezentowany
na sali. Takie stanowisko powinno wynikać z uzgodnień międzyresortowych.
Zgodnie z regulaminem Sejmu, konkretnie z art. 36 ust. 6, który mówi:
"rozpatrywanie ustaw, których przyjęcie może spowodować zmianę w
funkcjonowaniu samorządu terytorialnego obejmuje zasięganie opinii organizacji
samorządowych tworzących stronę samorządową w Komisji Wspólnej Rządu i
Samorządu Terytorialnego". A w przypadku tej ustawy na pewno mamy do
czynienia ze zmianą funkcjonowania samorządu, bo cała duża grupa zagadnień
związanych z używaniem języka mniejszości jako języka pomocniczego dotyczy
sfery działalności samorządu. Chodzi w tym przypadku o działalność gmin. Proszę
w związku z tym o przedstawienie uchwał odpowiednich organów, w tym przypadku
strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Jeśli
takich uchwał i takiego stanowiska rządu na piśmie nie ma, zgłaszam wniosek o
przerwanie wspólnego posiedzenia Komisji do czasu dostarczenia tych koniecznych
i wymaganych regulaminem Sejmu dwóch dokumentów, czyli pisemnego stanowiska
rządu odnoszącego się do tekstu sprawozdania podkomisji i odpowiednich uchwał
organów zobowiązanych regulaminem Sejmu do wyrażenia swoich stanowisk i opinii.
Sądzę, że dobrym zwyczajem wszystkich trzech Komisji powinno być zasięgnięcie
opinii nie tylko części Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, ale
również organów statutowych organizacji, reprezentujących w tym przypadku gminy
i miasteczka, które ustawa dotykać będzie bezpośrednio.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Czy Biuro Legislacyjne KS podziela
pogląd posła Jerzego Czerwińskiego dotyczący art. 36 ust. 6 regulaminu Sejmu?
Przepraszam, prosi o głos pan minister.
Podsekretarz stanu w MSWiA
Tadeusz Matusiak :
Rząd dwukrotnie zajmował stanowisko w
sprawie komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w
RP. Pierwszy raz w odniesieniu do całego projektu. Było to stanowisko z 30
kwietnia 2002 r. Po raz drugi - na wniosek podkomisji nadzwyczajnej w sprawie
do proponowanego przez podkomisję utworzenia nowego działu administracji
rządowej "mniejszości narodowe i etniczne". Było to stanowisko z 21
października 2003 r. W 2002 r. Rada Ministrów poparła projekt ustawy, wskazując
na konieczność wprowadzenia w nim licznych zmian legislacyjnych, a także
merytorycznych, m.in. była przeciwna tworzeniu kolejnego urzędu administracji
rządowej, co przewidywał projekt pierwotny. Natomiast w odniesieniu do działu
administracji rządowej, Rada Ministrów uznała, że wystarczające będzie
poszerzenie zakresu istniejącego już działu "wyznania religijne" o
sprawy mniejszości narodowych i etnicznych. Tak przedstawia się sprawa
stanowisk rządu. W sprawie tego projektu, który rozpatrujemy w tej chwili, rząd
nie zajmował stanowiska. Aczkolwiek jak patrzę na praktykę parlamentarną, to
nie przypominam sobie, aby w tej kadencji rząd kiedykolwiek odnosił się do
końcowego projektu ustawy. Oczywiście, jeżeli Komisje zażyczą sobie takiego
stanowiska, to rząd takie stanowisko opracuje i przedstawi.
Przedstawicielka Biura
Legislacyjnego Kancelarii Sejmu Elżbieta Strzępek :
Jak dowiedziałam się w Sekretariacie
Komisji, pisma do samorządu zostały wysłane. Odpowiedź przyszła tylko z jednego
samorządu.
Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :
Pozwalam sobie nie zgodzić się z posłem
Jerzym Czerwińskim, bo traktuję to jako dopuszczalny, ale formalny wybieg, aby
zablokować prace. Rzecz w tym, że my samorządom niczego nie narzucamy. My
samorządom w tych zapisach dajemy prawo. Jeśli dane urzędowe potwierdzą, że
minimum 8% mieszkańców należy do mniejszości, to rada gminy ma prawo do tego,
aby uruchomić procedurę wpisania do Rejestru Gmin. I tylko tyle.
Posłanka Bronisława Kowalska
/SLD/ :
Bardzo jestem zdziwiona stanowiskiem,
które w tej chwili prezentuje poseł Jerzy Czerwiński. Panie pośle, to jest taka
podwójna moralność. Pracował pan razem z nami w podkomisji, która ponad rok
zajmowała się tą ustawą. Mógł pan tam zgłosić wszelkie wątpliwości, które
zgłasza pan w tej chwili. Rozumiem pańskie intencje, chcecie państwo za wszelką
cenę zablokować prace nad tym projektem ustawy. Wasz cel jest jasny. Nie
chcecie dopuścić do tego, aby wreszcie w tej kadencji ta ustawa mogła być
uchwalona. Jest pan osobą inteligentną, więc proszę takich zabiegów nie
stosować, bo wygląda to śmiesznie. Musimy pamiętać o tym, że już drugi miesiąc
jesteśmy w rodzinie państw europejskich. Obowiązują nas także pewne standardy
europejskie. Polska, jako poważny kraj, jest zobligowana do przestrzegania
międzynarodowych umów, które podpisała. W naszym kraju żyje tak niewiele
mniejszości narodowych, że Polska może z nich zrobić ogromny kapitał polityczny
w zjednoczonej Europie. Celem Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych jest
uchwalenie tej ustawy. Jesteśmy najśmieszniejszą Komisją w tym Sejmie, bo od 11
lat nie możemy wypracować jednej ustawy, która zawiera 41 artykułów.
Oczekiwania środowisk mniejszości narodowych i etnicznych są bardzo duże.
Ustawa ta nie tylko reguluje prawa mniejszości, ale także obowiązki. Przypomnę
tylko jeden fakt. Wdrożony został program rządowy regulujący problemy
mniejszości romskiej. Jest to tzw. program dla Romów. Z uruchomieniem finansów
na ten program jest wiele trudności, chociażby dlatego, że różnymi kanałami
muszą być wydobywane pieniądze. Ta ustawa w czytelny sposób reguluje
finansowanie mniejszości narodowych, w tym również edukacji. Chodzi o
zapewnienie edukacji w szkołach, podręczników, zapewnienie pewnych standardów nauczania
i o zmianę postrzegania mniejszości narodowych i etnicznych, a więc o walkę ze
stereotypami, które pojawiają się w naszym kraju. Nie możemy nadal dawać argumentów,
że jesteśmy społeczeństwem nietolerancyjnym, że z jednej strony opowiadamy się
za wartościami chrześcijańskimi, naszym naczelnym programem postępowania jest
dekalog, ale swoimi działaniami zaprzeczamy temu. Co innego mówimy, a co innego
robimy. W imię wartości zawartych w dekalogu wzywam wszystkich, żebyśmy
uczciwie wzięli się do pracy, dostrzegli obok siebie innych ludzi i tym ludziom
pomogli.
Posłanka Alicja Lis /Samoobrona/
:
Posłanka Bronisława Kowalska ma rację,
że powinniśmy się wziąć do porządnej pracy. Ale jeśli chodzi o mniejszości
narodowe, to powinna być to naprawdę dobra ustawa. Nasz problem dopiero się
zaczyna. Jako jeden z krajów wspólnoty europejskiej dopiero teraz poznamy
prawdziwy obrad problemów. Mniejszości narodowe będą stawiać naszemu państwu
daleko idące żądania i egzekwować należne im przywileje. A my, jak do tej pory,
nie potrafiliśmy pozałatwiać wielu spraw i uporać się z różnymi problemami,
które dotyczą stricte narodu polskiego. A grupy etniczne mieszkające pod naszym
godłem i niebem niech się dostosują do nas, żebyśmy wszyscy mogli żyć i
gospodarować. Wszystkie kraje zjednoczonej Europy mają problemy z
mniejszościami narodowymi, zresztą ma je cały świat. Wiec nie twórzmy prawa, by
jeszcze w większym stopniu egzekwowane mogły być przez mniejszości obowiązki
państwa względem tych grup.
Poseł Jan Rzymełka /PO/ :
Ja chcę zapytać o kwestię języków
regionalnych i języków gwarowych. Poseł Jerzy Szteliga wspomniał, że ustawa
mówi o języku kaszubskim. Posłanka Maria Nowak zauważyła, że ustawa w ogóle
unika problematyki górnośląskiej i faktów wynikających ze spisu, które są
faktami publicznymi i politycznymi. Chcę prosić o wyjaśnienie, dlaczego unikamy
tematu Ślązaków w ustawie. Gwarą czy językiem regionalnym górnośląskim
posługuje się około 300-400 tys. ludzi, nie jest on może skodyfikowany, ale ma
kilka swoich wersji i zdecydowanie więcej ludzi posługuje się gwarą górnośląską
niż kaszubską.
Poseł Kazimierz Plocke /PO/ :
Chcę zgłosić trzy uwagi natury ogólnej.
Po pierwsze - dobrze, że jest sprawozdanie podkomisji i że jest pełne. To
cieszy. Po drugie - chyba wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, aby rozpocząć
pracę nad tym sprawozdaniem, ale zgadzam się z argumentacją posła Jerzego
Czerwińskiego. Jeśli 11 lat zajęło stworzenie sprawozdania podkomisji, to do
tego sprawozdania powinny być dołączone opinie. I po trzecie - jeśli w ciągu
tygodnia można te opinie uzyskać, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosić
o nie i dalej procedować. Bo rzeczywiście, jeśli tych opinii nie będzie, to na
wyższym stopniu procedowania wygenerujemy kolejne kłopoty. Lepiej ich uniknąć i
wystartować dobrze, prawidłowo i zgodnie z regulaminem Sejmu i wszystkimi
innymi zasadami. To jest bardzo ważna ustawa i dlatego od samego początku
powinniśmy procedować zgodnie z prawem. I o to proszę prezydium.
Poseł Antoni Stryjewski /RKN/ :
Polsce nie jest potrzebna ustawa o
mniejszościach narodowych, a konflikt dotyczący mniejszości narodowych jest wywoływany
sztucznie i dlatego prace nad ta ustawą trwają od 11 lat. Niektóre lewackie
środowiska dla uzyskania podparcia celowo wyciągają ten problem i rozgrywają
go. Jeżeli posłanka Bronisława Kowalska nie rozumie trybu prawnego, w którym
obradujemy, to jak może zrozumieć problemy mniejszości narodowych? Jest
przepis, który mówi, że Sejm ma prawo otrzymać stanowisko rządu i innych podmiotów
uprawnionych. W związku z tym nie ma tu żadnej dyskusji. Jeśli jednak pani
posłanka tego nie rozumie, to znaczy, że problemów mniejszości też nie rozumie.
Osoby czujące się mniejszością mają w Polsce zagwarantowane równe prawa
obywatelskie, a w wielu sprawach są uprzywilejowane, chociażby w zakresie
wyborów, dopłaty do podręczników, do instytucji kultury, do czasopism. Nawet
wtedy, gdy w tych czasopismach i instytucjach kultury szkaluje się dobre imię
Polski i łamie się prawo, są one dofinansowywane z budżetu państwa. Posłanka
Bronisława Kowalska przypomniała nam, że jesteśmy już w Unii Europejskiej. A
przecież większość państw w Unii Europejskiej nie ma takiego ustawodawstwa i
nikt nie wymaga od nas stanowienia specjalnego prawa dotyczącego mniejszości
narodowych. Jeśli posłanka Bronisława Kowalska nie rozumie tego, to w ogóle nie
powinna w tej Komisji zasiadać i nie powinna uczestniczyć w dyskusji. Polska w
żaden sposób nie jest zobowiązana do podejmowania takich inicjatyw, a
ustawodawstwo podstawowe jest na tyle prawidłowo ustawione, że żadna z osób
należąca do mniejszości narodowej nie jest dyskryminowana, a można nawet
powiedzieć, że w różny sposób są one uprzywilejowane.
Podsekretarz stanu w MSWiA
Tadeusz Matusiak :
Odniosę się do naszego najważniejszego
aktu prawnego, jakim jest ustawa zasadnicza, czyli Konstytucja Rzeczypospolitej
Polskiej. Art. 35 ust. 1 brzmi: "Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom
polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i
rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej
kultury". Ust. 2 brzmi: "Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo
do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji
służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu
spraw dotyczących ich tożsamości kulturalnej". Nie ma konstytucyjnych
przeszkód, by ustawodawca zwykły rozszerzał - powtarzam: rozszerzał -
uprawnienia mniejszości narodowych i etnicznych i osób przynależących do tych
mniejszości poza zakres nakazany przez art. 35. Częściowo może to wynikać z
umów międzynarodowych, o których była już mowa, dwu lub wielostronnych, a poza
tym pozostaje w sferze uznawania ustawodawcy zwykłego i jest dopuszczalne, o
ile nie dojdzie przy tym do naruszenia innych norm, zasad lub wartości
konstytucyjnych. Zwrócić należy uwagę na zasadę równości, bo przyznawanie
dodatkowych przywilejów mniejszościom dopuszcza się pod warunkiem, że jest to
potrzeba zniwelowania faktycznego gorszego położenia danej mniejszości lub jej
członków, tzw. uprzywilejowanie wyrównawcze. Nie zgadzam się, że ustawodawstwa
innych krajów nie poczyniły odpowiednich rozwiązań prawnych. Sądzę, że
powołanie się na art. 35 konstytucji, na rozwiązania unijne i na zobowiązania
Polski wynikające z umów międzynarodowych jest dostateczną przesłanką, by
parlament polski wreszcie tę ustawę uchwalił.
Posłanka Teresa Jasztal /SLD/ :
Nie wiem, jaki los spotka wniosek posła
Jerzego Czerwińskiego, ale uważam, że żadna już dyskusja, bardziej lub mniej
emocjonalna, niczego nie zmieni. Musimy przejść do głosowania i w ten sposób
wyrazić swoje zdanie na temat poszczególnych rozwiązań. Przecież ja nie
przekonam posła Jerzego Czewińskiego ani pan poseł nie przekona mnie. Tylko w
głosowaniu możemy rozwiązywać problem za problemem. Proponuję więc, byśmy tak
to robili. Każdy z nas ma wyrobione zdanie i inaczej się tego nie da rozstrzygnąć.
Nie przynośmy sobie więcej wstydu i nie sprawiajmy, żeby kolejne trzy miesiące
poświęcać na debatę nad sprawozdaniem, bo będziemy zrywać posiedzenia
połączonych Komisji w różny sposób. Proponuję, aby najpierw rozstrzygnąć
formalnie wniosek posła Jerzego Czerwińskiego, ale potem już bez zwłoki
przystąpić do procedowania.
Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :
W dyskusji na temat praw mniejszości
narodowych i etnicznych często przywoływane są dwie kategorie - kategoria ekwiwalencji,
jeżeli chodzi o prawa mniejszości polskiej w innych krajach, i standardy
europejskie. Sądzę, że stan naszej wiedzy na temat obu tych kategorii jest
różny wśród członków trzech Komisji, które tutaj reprezentujemy. Wydaje się, że
istotną pomocą dla nas wszystkich byłoby opracowanie rządowe - informacja bądź
raport - na temat rozwiązań prawnych istniejących w Unii Europejskiej w
zakresie mniejszości narodowych i etnicznych oraz informacja o zasadach
ekwiwalencji w traktowaniu mniejszości polskiej w krajach europejskich. Uważam,
że o taki raport można i należy się zwrócić, co niniejszym czynię. Niezależnie
od tego, czy dzisiaj będziemy procedować nad projektem ustawy, czy odłożymy to
na jakiś czas po przegłosowaniu wniosku posła Jerzego Czerwińskiego, to i tak
dojdziemy do momentu, kiedy będziemy głosować poszczególne zapisy, a na końcu
cały tekst ustawy. Sądzę, że bez tych informacji będziemy się poruszali jak we
mgle. Nie ukrywam, że znam rozwiązania w niektórych krajach, ale całościowego
obrazu nie mam i stąd moja prośba, którą proszę potraktować jako wniosek
formalny.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :
Wniosek o to, aby rząd przygotował taką
ekspertyzę.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Ekspertyzę. Proszę sprecyzować, czego ta
ekspertyza ma dotyczyć. Konkretnie.
Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :
Ma to być informacja dotycząca...
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Czyli chodzi o informację, nie
ekspertyzę?
Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :
Informacja, raport - nie będziemy się
kłócić o słowa - coś, co będzie opisywać stan rzeczy w tych dwóch kategoriach,
o których mówiłem, czyli dotyczyć będzie rozwiązań prawnych w krajach Unii
Europejskiej w stosunku do mniejszości narodowych i etnicznych oraz
praktycznych rozwiązań kwestii praw mniejszości polskiej w krajach europejskich.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Rozumiem, że to jest wniosek, który
kierujemy do rządu. Ponieważ jest wiele emocji, a prezydium jednogłośnie
podziela pogląd posłanki Teresy Jasztal, to teraz przegłosujemy wniosek posła
Jerzego Czerwińskiego o przerwanie pracy i dostarczenie stanowiska rządu na
piśmie... Czy uzupełni pan poseł w jakiej sprawie? - bo chyba jeszcze mowa była
o samorządzie.
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Chodziło mi o dwa stanowiska. O formalne
stanowisko rządu na piśmie oraz o stanowisko części samorządowej Komisji
Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, które wymagane jest art. 36 ust. 6
regulaminu Sejmu. Gdyby można było jeszcze w krótkim czasie otrzymać co
najmniej stanowisko dwóch organizacji, a mianowicie Związku Gmin Polskich i
Związku Miast i Miasteczek, których ta ustawa będzie dotyczyła bezpośrednio,
chociażby ze względów finansowych, to również proszę o takie opinie.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Panie pośle, wymienił pan już cztery podmioty,
od których oczekiwałby pan opinii.
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Mówiłem o nich wcześniej.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Proponuję, abyśmy zgodzili się na to, by
w pana wniosku o przerwanie pracy znajdowały się dwa punkty: po pierwsze - stanowisko
rządu na piśmie, po drugie - pisemne stanowisko strony samorządowej Komisji
Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Zgoda? Dobrze. Przechodzimy do
głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego Czerwińskiego, czyli
za przerwaniem pracy w oczekiwaniu na stanowiska dwóch wymienionych podmiotów?
Stwierdzam, że Komisja, przy 15 głosach za, 18 przeciwnych i braku
wstrzymujących się, odrzuciła wniosek posła Jerzego Czerwińskiego. W związku z
tym kontynuujemy dyskusję.
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Proszę o sprawdzenie kworum na sali.
Przedstawicielka Sekretariatu
Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych
Waleria Wojciechowska :
W Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych jest kworum.
Przedstawiciel Sekretariatu
Edukacji, Nauki i Młodzieży Krzysztof Majer :
W Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży
jest kworum.
Przedstawicielka Sekretariatu
Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych
Ingeborga Niewieczerzał :
W Komisji Mniejszości Narodowych i
Etnicznych jest kworum.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Mamy kworum i możemy dalej pracować.
Poseł Janusz Lisak /niez./ :
Panie przewodniczący Czerwiński, chcę do pana
gorąco zaapelować, jako do człowieka rozsądnego, z którym współpracujemy już od
dłuższego czasu i trudne problemy potrafimy jakoś rozwikłać, aby zrezygnował
pan z taktyki blokowania prac nad ustawą różnymi wybiegami formalnymi. Sądzę,
że to jest niegodne postępowanie i dlatego gorąco do pana apeluję o to, aby pan
się opamiętał.
Poseł Henryk Ostrowski
/Samoobrona/ :
Ja jestem jak najbardziej za
wprowadzeniem tej ustawy w życie, ale skoro dzisiaj państwo ma problemy budżetowe
i są problemy z finansami państwa, pytam: czy ktoś policzył, ile ta ustawa
będzie kosztowała budżet i dlaczego akurat w tym momencie ma być wprowadzona?
Rozumiem, że przez długie lata nie była wprowadzana, więc dlaczego akurat
teraz? Czy to aby nie jest tak, że Sojusz Lewicy Demokratycznej próbuje sobie
przez wprowadzenie tej ustawy podwyższyć poziom poparcia dla siebie. Uważam, że
w tej chwili jest to zbyt droga ustawa dla budżetu państwa i sądzę, że nie
powinna być wprowadzona w życie.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Informuję, że odpowiedzi na pytania
zostaną udzielone po zakończeniu serii wystąpień. Apeluję także, nie powtarzajmy
swoich argumentów, bo po prostu szkoda czasu.
Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :
W związku z odrzuceniem wniosku posła
Jerzego Czerwińskiego proponuję, aby na następne wspólne posiedzenie Komisji
rząd przygotował stanowisko na piśmie w sprawie projektu, skutków finansowych wprowadzenia
tej ustawy i dołączył opinię Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, a także
opinię strony samorządowej.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Panie pośle, przypominam, że poprosił
już o to poseł Jarosław Zieliński. Rozumiem, że pan w tej chwili przypomina o
tym.
Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :
Chodzi mi o to, aby na następne wspólne
posiedzenie Komisji rząd dostarczył nam takie dokumenty.
Posłanka
Danuta Ciborowska /SLD/ :
Sądzę, że w momencie głosowania wniosku
posła Jerzego Czerwińskiego przystąpiliśmy do drugiego etapu prac Komisji, a
mianowicie do merytorycznego rozpatrzenia projektu sprawozdania. Jeżeli w tej
chwili pojawiają się kolejne głosy mówiące o tym, że rząd ma przygotować to,
czy tamo, to informuję, że rząd jest w stanie wszystko dla posłów przygotować.
Ale równocześnie chcę powiedzieć, że dwa resorty zainteresowane tym projektem
ustawy cały czas pracowały z podkomisją, wszystkie dokumenty, które od rządu
były wymagane, zostały dostarczone. W tej chwili piętrzenie kolejnych
dokumentów spowoduje, że odłożymy na czas, nawet nie wiem jaki, bo domyślam
się, że na następnym posiedzeniu Komisji okaże się, że brakuje jakiegoś
dokumentu i będzie powód do kolejnego przesunięcia sprawy. Panie
przewodniczący, posłanka Teresa Jasztal zgłosiła wniosek jednoznaczny -
głosujemy nad wnioskiem posła Jerzego Czerwińskiego i przystępujemy do
rozpatrzenia sprawozdania. Proszę, by pan zrealizował ten wniosek.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Pani poseł, proszę bez emocji, bo jest
ich dzisiaj aż nadto.
Posłanka Danuta Ciborowska /SLD/
:
Skoro inni mieli prawo do emocji, to ja
również mam do tego prawo. Ale wydaje się, że racjonalnie podchodzę do sprawy.
Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :
Niezależnie od tonu i treści mojej
szanownej przedmówczyni, pytam o los mojego wniosku. Zgłosiłem wniosek i chcę
mieć pewność, że zostanie zrealizowany.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Prośba skierowana została do rządu i
rząd do tego się odniesie.
Podsekretarz stanu w MSWiA
Tadeusz Matusiak :
Oczywiście, jeśli Komisje takową prośbę
skierują do rządu, to rząd ją spełni. W tym przypadku takie opracowanie można
zlecić również Kancelarii Sejmu. Podniesiona została bardzo ważna kwestia,
kwestia finansów. Środki na funkcjonowanie mniejszości narodowych i etnicznych
są zabezpieczone w budżecie. Nie ma zabezpieczonych środków dotyczących części
języka pomocniczego, ale proszę pamiętać, że te koszty będą ponosiły gminy.
Poseł Jerzy Czerwińśki zaraz zapyta, a dlaczego tych gmin nie zapytaliśmy, czy
one chcą takowe koszty ponosić? Ale, nawiązując do wystąpienia posła Jerzego
Szteligi, przypominam, że będzie to decyzja gminy. Rada gminy będzie musiała
decyzję o dodatkowych napisach i tłumaczeniach przyjąć w drodze uchwały. Jeśli
chodzi o liczbę gmin, w których liczba osób należących do mniejszości
narodowych i etnicznych przekracza 8% mieszkańców, to obecnie jest to 79 gmin.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Ponieważ muszą paść odpowiedzi na
postawione przez posłów pytania, to zanim przejdziemy do procedowania nad
poszczególnymi zapisami, proszę posła Jerzego Szteligę o udzielenie tych
odpowiedzi.
Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :
Posłanka Maria Nowak i poseł Andrzej
Gałażewski poruszyli szerszy problem, tzw. problem śląski. W tej sprawie
poproszę naszego eksperta, pana Lecha Nijakowskiego o przedstawienie racji
merytorycznych, którymi kierowała się podkomisja podejmując taką, a nie inną
decyzję. Jeśli chodzi o problem uznawania Polaków jako mniejszość, to muszę
powiedzieć, że na tej ustawie ciąży sytuacja Polonii w Republice Federalnej
Niemiec. Taka jest prawda. Sprawa ta tkwi jak cierń w umysłach posłów i stąd od
lat mamy problemy z uchwaleniem tej ustawy. Sprawa języka pomocniczego. W ten
sposób sankcjonujemy pewną praktykę. Jak się pójdzie do urzędu w Sejnach albo w
Puńsku, to można usłyszeć, że ludzie tam mówią po litewsku. I trudno ich
zmusić, żeby z chwilą przekroczenia progu urzędu zaczęli mówić w innym języku,
skoro na ulicy posługują się litewskim. Dokumenty urzędowe sporządzane są tylko
w języku polskim, a więc zgodnie z art. 27 konstytucji, i w tym przypadku nie
ma żadnych naruszeń prawa. Przepisy ustawy są tylko stworzeniem pewnego stanu
dobrego samopoczucia także polskiego podatnika. Bo pamiętajmy, że to są
obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, polscy podatnicy. Takie racje nami
kierowały i takie wnioski były zgłaszane przez towarzystwa
społeczno-kulturalne. Muszę się odnieść do wniosku posła Jerzego Czerwińskiego
o zasięgnięcie opinii organizacji reprezentujących samorządy. My samorządom
niczego nie narzucamy. Wręcz podkreślamy w zapisach ustawowych, że inicjatywa
zawsze, ale to zawsze, należy do gminy. To gmina będzie decydowała w formie
uchwały, czy podjąć decyzję o obciążeniu się kosztami dodatkowymi używania
języka pomocniczego i dodatkowych tablic. Proszę o tym nie zapominać. Jeśli
chodzi o koszty funkcjonowania towarzystw mniejszości narodowych i mniejszości
jako takich, to w budżecie tak wielkiego państwa jakim jest Polska,
przeznaczono na ten cel 5 mln złotych, które są w dyspozycji pana Jerzego
Zawiszy, dyrektora Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych w Ministerstwie
Kultury, a kwota subwencji oświatowej dla gmin, które prowadzą ciągi z językiem
mniejszości narodowych jako językiem nauczania, jest podniesiona o 20%. System
ten funkcjonuje od 1996 r. Koszty wynikające bezpośrednio z tej ustawy to
kilkadziesiąt tablic w skali kraju z nazwami miejscowości i zwrot kosztów
podróży do Warszawy i z powrotem członków Komisji Wspólnej. Poseł Henryk
Ostrowski mówi, pijąc do mnie, Szteliga jest z SLD, to pewnie ma jakiś niecny
cel wyborczy. Panie pośle, w takim razie w latach 1997-2001 realizowałem niecny
cel wyborczy Akcji Wyborczej Solidarność, bo ciężko pracowałem nad tą ustawą
już wtedy. Nie, nie ma tutaj żadnego niecnego celu politycznego, jest tylko
zadośćuczynienie obywatelom polskim, którzy wymagają większej troski, a tak
stanowi art. 27 i 35 konstytucji. Teraz proszę pana Lecha Nijakowskiego o
odpowiedź na pytanie o problem śląski.
Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :
Przewodniczenie dalszej części
posiedzenia przekazuję posłowi Bogdanowi Bujakowi, a pana Lecha Nijakowskiego
proszę o zabranie głosu.
Ekspert Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych Lech Nijakowski :
Problem śląski jest bardzo złożonym
problemem. Byliśmy świadkami bardzo długiej dyskusji w związku ze sprawą przed
Wielką Izbą w Strasburgu na temat wniosku komitetu założycielskiego
stowarzyszenia pod nazwą "Związek Ludności Narodowości Śląskiej".
Sporo o tych sprawach dyskutowano i trzeba przyznać, że są to sprawy bardzo
emocjonalne. Natomiast z punktu widzenia formalnego trudno powiedzieć, że
Komisje są związane jednoznacznie jakimś stanowiskiem. Stanowisko rządu jest
jednoznaczne. W art. 2 omawianej ustawy, w którym znajdują się definicje pojęć
"mniejszość narodowa" i "mniejszość etniczna" są one
wymienione literalnie. Praktyka ratyfikacji Konwencji ramowej Rady Europy o
ochronie mniejszości narodowych i etnicznych wskazuje bardzo wyraźnie - zawarte
jest to także w Deklaracji interpretacyjnej do tej Konwencji - że uznaje się
tradycyjne mniejszości narodowe. Należy podkreślić, że liczba podmiotów jest
bardzo duża, natomiast ich poziom organizacji jest bardzo różny. Każdy naród, w
tym również naród polski, można podzielić na bardzo różne grupy etnograficzne.
To uniwersum kulturowe składa się z wielu różnych grup i nikt nie przeczy, że Ślązacy
są taką grupą etnograficzną. Co więcej, w trakcie postępowania sądowego oraz w
jednym z wyroków wyraźnie przyznano, co także potwierdziło orzecznictwo
Trybunału w Strasburgu, że Ślązacy są również grupą etniczną, czyli w znaczeniu
mocniejszym. Wskazuje na to bardzo wyraźna tożsamość grupy, wyraźna odrębna
samokategoryzacja tej grupy, różne elementy kultury, które pozwalają mówić o
jej wyraźnej odrębności kulturowej, o samokategoryzowaniu się jako grupy
odrębnej i także o postrzeganie tej grupy jako grupy odrębnej przez otoczenie
społeczne. Jednak, jak wskazuje większość ekspertyz socjologów, nie są
spełnione przesłanki, które uprawniałyby do mówienia o niej jako o mniejszości
narodowej. Przyjęto bowiem zasadę, że mniejszości narodowe to tylko te mniejszości,
które mają zagraniczną ojczyznę. W związku z tym mówienie o Ślązakach jako o
mniejszości narodowej z punktu widzenia wielu ekspertyz nie jest uzasadnione.
To oczywiście nie wiąże Komisji, ale w przypadku debaty nad uznaniem
stowarzyszenia pod nazwą "Związek Ludności Narodowości Śląskiej" taka
strategia interpretacyjna bardzo wyraźnie się zarysowała. W przypadku gwar
górnośląskich językoznawcy bardzo wyraźnie podkreślają, że wariantem literackim
gwar górnośląskich jest literacki język polski. W przypadku języka kaszubskiego
nastąpiła już pewna daleko posunięta standaryzacja, stąd też język kaszubski
uznaje się za język regionalny w rozumieniu Europejskiej karty języków
regionalnych lub mniejszościowych. W przypadku gwar górnośląskich jest to utrudnione
nie tylko z powodów językoznawczych, ale także z tego powodu, iż istnieje wiele
ich wariantów w łonie samej społeczności śląskiej. Tyle, jeśli chodzi o
obiektywne wyznaczniki kategoryzowania tej grupy. Stanowisko podkomisji w tym
zakresie było jednoznaczne. Ślązaków uznaje się za grupę etniczną współtworzącą
naród polski, a nie za mniejszość etniczną, co podyktowane było obiektywnymi
przesłankami, jak również zróżnicowanym stanowiskiem i zróżnicowaną
identyfikacją bardzo różnych podmiotów.
Dodam, że postulat potraktowania
Ślązaków jako mniejszości etnicznej jest postulatem tylko kilku organizacji
śląskich, a nie wszystkich. Takie były przesłanki potraktowania zgodnie ze
stanowiskiem etnografów i językoznawców Ślązaków jako grupy etnicznej, a tym
samym jako grupy, która nie wchodzi w zakres przedmiotowy tej ustawy.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Rozumiem, że padły odpowiedzi na
wszystkie pytania. Przystępujemy więc do procedowania nad sprawozdaniem
podkomisji. Czy do projektu ustawy są jakieś inne propozycje?
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Zacznę od prośby, aby dyskutanci nie
używali mojego nazwiska i nie oceniali mojej pracy w Komisji i podkomisji, bo
narażają się tym samym na taką samą ocenę z mojej strony co do ich nazwiska i
osoby. Ja w podkomisji głosowałem przeciwko temu projektowi i takie zdanie
podtrzymuję. Ponieważ rozpoczynamy pracę nad projektem, zgłaszam wniosek o
odrzucenie w całości projektu ustawy zawartego w sprawozdaniu podkomisji
nadzwyczajnej. Uzasadnienie do tego wniosku znajduje się w zestawieniu
poprawek, które sformułowałem. Proszę, aby pan przewodniczący zezwolił na
rozdanie tego zestawu i przegłosował wniosek o odrzucenie projektu ustawy.
Merytoryczne uzasadnienie, aby projektu takiej ustawy nie przyjmować, polega na
tym, że istnieje kilka grup zagadnień związanych z tym projektem. Po pierwsze -
padały głosy na tej sali jako taki lament, że jakoby prawa mniejszości w Polsce
nie były respektowane w sposób dostateczny. Otóż jest to nieprawda. Prawa
mniejszości w Polsce są respektowane i zagwarantowane w sposób znacznie wyższy
niż w krajach sąsiednich, a w szczególności w często przywoływanej dzisiaj
Republice Federalnej Niemiec. Mało tego, jeżeli państwo nie wierzą moim słowom,
to niech dowodem na to będzie fakt, że na 55 tys. skarg do rzecznika praw
obywatelskich zaledwie tylko 34, a faktycznie tylko 11, dotyczyło problematyki
mniejszości narodowych, z których większość dotyczyła położenia socjalnego
Romów, a problem ten rozwiązuje program romski i dezyderat Komisji, który wystosowała,
na mój wniosek. Nie ma więc problemu mniejszości narodowych i etnicznych w
Polsce. Ktoś, kto mówi, że taki problem istnieje, powinien od razu podać
przykład. Inaczej wzbudza tylko tzw. "złą krew". Poziom ochrony praw
mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce jest wzorcowy. Ponadto ten poziom
jest zagwarantowany zarówno na etapie ustawodawstwa, jak i w konstytucji.
Konstytucję stosuje się bezpośrednio i ona nie wymaga - w tym przypadku art. 35
- doprecyzowania ustawowego. Jeśli ktoś przeczytał uważnie konstytucję, to wie,
że niektóre artykuły zawierają odniesienie: "Szczegóły ureguluje
ustawa". Art. 35 takiego odniesienia nie zawiera. Mało tego, nie
zobowiązuje nas do tego międzynarodowe ustawodawstwo, które przyjęliśmy. Polska
ratyfikowała Konwencję ramową o ochronie praw mniejszości narodowych. Do tej
Konwencji została dołączona Deklaracja interpretacyjna, o której wspominał
ekspert Komisji. W Deklaracji interpretacyjnej wyraźnie jest napisane, że Konwencja
będzie realizowana w trybie art. 18 Konwencji, który mówi o zawieraniu przez
strony Konwencji, czyli poszczególne państwa umów z państwami sąsiadującymi na
zasadzie wzajemności, na zasadzie ochrony na etapie prawa międzynarodowego.
Nawiasem mówiąc, jeśli nawet takie umowy są zawarte, to polskiej mniejszości,
np. w Niemczech, nie chronią. W Niemczech nie ma takiego pojęcia i polska
mniejszość nie istnieje. Po trzecie - w ustawodawstwie międzynarodowym są
ustawy, które ogólnie można nazwać o ochronie praw mniejszości, ale one są
raczej wyrazem polityki Europy, którą do tej pory nazywaliśmy Zachodnią, w
stosunku do Europy Wschodniej i Centralnej.
Otóż Europa Zachodnia nie ma osobnego
ustawodawstwa w tym zakresie, chroni mniejszości na zasadzie ogólnych praw,
ewentualnie umów dwustronnych. Ustawy o mniejszościach narodowych są tylko i
wyłącznie w krajach Europy Wschodniej i Centralnej. Więc jeśli chcemy iść do
Europy, a jak rozumiem, to większość z nas chce do niej iść, to idźmy do Europy
Zachodniej, a nie do Europy Wschodniej i Centralnej i nie identyfikujmy się z
nią. I ostatnia sprawa, ale jedna z ważniejszych. Spis powszechny wykazał
jednoznacznie, że liczebność mniejszości narodowych jest stosunkowo niewielka i
nie wymagają one szczególnego traktowania. Jest to tylko i wyłącznie fajerwerk,
który będzie się podobał na salonach europejskich, ale faktycznie niczego tak
naprawdę nie reguluje. Znacznie większe problemy mamy z większością i grupami
etnicznymi do tej większości należącymi. Dlatego też zgłaszam wniosek, aby
Komisje negatywnie zaopiniowały przedmiotowy projekt ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym.
Posłanka
Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :
Jako
przewodnicząca Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych chcę zwrócić uwagę
na to, że prace nad tą ustawą, jak tu już powiedziano, trwają ponad 10 lat. W
2001 r. zaraz na początku kadencji nasza Komisja wystąpiła z inicjatywą
ustawodawczą w zakresie unormowania spraw związanych z mniejszościami
narodowymi. Ustawę potraktowaliśmy jako zapisanie w jednym akcie prawnym
wszelkich unormowań dotyczących mniejszości narodowych. Takie było nasze
założenie, takie były przesłanki złożenia projektu tej ustawy. Na 24
posiedzeniach podkomisji bardzo szczegółowo analizowaliśmy każdy punkt, każdy
podpunkt, toczyliśmy gorące spory i dyskusje. Sądzę, że przedstawiliśmy
wszystkie argumenty za i przeciw i osiągnęliśmy pewien konsensus. Zakończyliśmy
prace i dlatego teraz przedstawiamy projekt ustawy. Poseł Jerzy Szteliga
przedstawił nasze motywy, uzasadnił, dlaczego zajmowaliśmy się tą kwestią,
dlaczego dokończyliśmy tę pracę i dlaczego należy zaakceptować ustawę o
mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym w RP.
Przypominam, że sejmowa Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych zajmuje się
trzema sektorami problemowymi. Przede wszystkim jest to tworzenie prawa
dotyczącego mniejszości narodowych i etnicznych. Drugim sektorem jest analiza
zagadnień problemowych, trzecim - konsultacje i spotkania z mniejszościami
narodowymi i etnicznymi. W ramach pierwszego punktu dotyczącego tworzenia prawa
zajmujemy się projektem ustawy o mniejszościach. Wymieniam te sektory dlatego,
że Komisja nasza bardzo często, niemal na każdym posiedzeniu spotyka się z
przedstawicielami mniejszości narodowych i etnicznych, którzy przedstawiają
swoje uwagi na temat stosowania prawa wobec mniejszości. Mocno został
zaakcentowany fakt, że mniejszości narodowe, według spisu narodowego, stanowią
w Polsce niewielki procent. Sądzę, że większym problemem jest nasze stanowisko
jako większości przy rozpatrywaniu ustawy o mniejszościach narodowych i
etnicznych. Poza tym należy pamiętać o tym, że konstytucja w art. 35 stanowi,
co należy się mniejszościom narodowym i etnicznym. Uważam, że dalsza dyskusja
jest bezprzedmiotowa i należy przejść do procedowania.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Rozumiem, że sugestia dotycząca
odrzucenia projektu ustawy w całości dotyczy spraw finalnych, bo pan poseł
zgłasza szereg poprawek do tego projektu, który będzie de facto finałem pracy
naszych trzech Komisji.
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Zgodnie z procedurą zazwyczaj głosuje
się jako pierwszy wniosek o odrzucenie projektu, następnie ewentualne poprawki,
a na samym końcu będzie jeszcze jedno głosowanie nad całością ustawy. Ja
zgłaszam, zgodnie z procedurą, na wstępie wniosek o odrzucenie projektu.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Dobrze. Zgodnie z procedurą
przystępujemy do głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego
Czerwińskiego o odrzucenie sprawozdania podkomisji? Stwierdzam, że Komisja,
przy 13 głosach za, 23 przeciwnych i 1 wstrzymującym się, wniosek odrzuciła.
Przechodzimy do procedowania. Czy są uwagi do tytułu ustawy?
Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :
Zgłaszam wniosek, aby z tytułu ustawy
wykreślić wyrazy "oraz o języku regionalnym". To jest poprawka pochodna
do tej, którą należałoby zgłosić przy okazji rozpatrywania rozdziału 4 Język
regionalny, ale być może należy ją już w tej chwili omówić ze względu na zakres
przedmiotowy ustawy. Pierwotne przedłożenie Komisji tyczyło tylko i wyłącznie
praw mniejszości narodowych i etnicznych. W trakcie pracy podkomisja
rozszerzyła część praw przysługujących mniejszościom narodowym i etnicznym na
grupy posługujące się językiem regionalnym. W ustawie wskazana jest grupa
Kaszubów. Takie pomieszanie dwóch materii, przypomnę, że te dwie materie w
ustawodawstwie międzynarodowym są regulowane oddzielnie przez inne akty prawne
- prawa mniejszości narodowych i etnicznych przez Konwencję ramową o ochronie
praw mniejszości narodowych i etnicznych, którą Polska ratyfikowała i jest jej
stroną, zaś sprawę języków regionalnych reguluje Europejska karta języków
regionalnych lub mniejszościowych, której Polska do tej pory nie ratyfikowała.
Otóż włączenie do jednej ustawy dwóch zupełnie różnych treści, z zupełnie
innych sfer prawnych niesie pewne niebezpieczeństwo rozciągania przepisów
ustawy w sposób nieskończony. Jest to niebezpieczeństwo realne, ponieważ już na
tej sali padły głosy za prawami dla Górnoślązaków, nie jako grupy, która
chciałaby się od Polski odłączyć, ale jako grupy posługującej się innym językiem,
co wynikało z niektórych wypowiedzi. Otóż do czego może doprowadzić takie
zamieszczenie w tym samym projekcie ustawy dwóch tych różnych materii? Różne
grupy posługujące się czy to językami, czy to gwarami, czy dialektami, a w tej kwestii
różnice są płynne, będą starały się uzyskać status mniejszości narodowych i
etnicznych ze względu na zapisy tej ustawy i w efekcie doprowadzimy do procesu
eskalacji roszczeń. Efektem może być to, że za kilka lat po wejściu w życie tej
ustawy Polskę będzie zamieszkiwać 20 mln etnicznych Polaków, a reszta to będą
różnego rodzaju grupy w ten lub inny sposób związane z narodem polskim, a
poprzez tę ustawę fragmentaryzowane. Apeluję o odrzucenie całej kwestii
związanej z językiem regionalnym z jeszcze jednej przyczyny. Została ona
przedstawiona w trakcie prac podkomisji i nie ukrywajmy, że ma związek z
mającym się toczyć procesem ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych
lub mniejszościowych. Pozwólmy więc rządowi przedstawić nam dokument ratyfikacyjny.
Wybierzmy z tego dokumentu to, co dla Sejmu jest ważne, a nie obchodźmy
ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych
poprzez włączenie pewnych zapisów Karty do ustawodawstwa o mniejszościach
narodowych i etnicznych, które powinno być osobno traktowane. Zwracam się do
posłów z apelem o usunięcie z tekstu ustawy rozdziału 4 Języki regionalne i w
związku z tym z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku regionalnym"
oraz jednostkowych zapisów, których w ustawie jest bardzo wiele, związanych z
dołączeniem do tekstu ustawy sprawy języka regionalnego.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Czy strona rządowa ustosunkuje się do
tej wypowiedzi?
Podsekretarz stanu w MSWiA
Tadeusz Matusiak :
Jesteśmy przeciwni propozycji, którą
złożył poseł Jerzy Czerwiński. Uważamy, że gdybyśmy zrezygnowali z rozdziału 4,
byłoby to znaczne ograniczenie w zakresie praw obywatelskich. Ministerstwo
Edukacji Narodowej i Sportu mogłoby mieć zastrzeżenia, jeśli chodzi o sferę
językową. Generalnie jesteśmy przeciwni usunięciu rozdziału 4 z ustawy,
uzasadniając to ograniczeniem praw obywatelskich.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Mamy głos za i głos przeciw.
Przystępujemy do głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego
Czerwińskiego o wykreślenie z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku
regionalnym"?
Poseł Antoni Stryjewski /RKN/ :
Proszę o sprawdzenie kworum na sali.
Panie przewodniczący, czy jest kworum?
Przedstawicielka Sekretariatu
Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych :
W Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych nie ma kworum.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
A jak jest w pozostałych Komisjach? W
związku z tym, że nie dysponujemy kworum, na wniosek posła Antoniego Stryjewskiego
musimy w tej chwili przerwać obrady, a podejmiemy je w najbliższym terminie.
Głos z sali :
Proszę ogłosić 15-minutową przerwę,
pozwolić zebrać kworum i możemy kontynuować pracę.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Obrady musimy przerwać, bo z tej sali
możemy korzystać tylko do godz. 14.00. Ze znalezieniem innej sali mogą być
dzisiaj trudności. Sądzę, że będziemy musieli zwołać wspólne posiedzenie trzech
Komisji w przerwie między posiedzeniami Sejmu. Uważam, panie pośle, że nie jest
to korzystne zarówno dla posłów, jak i dla samej ustawy.
Posłanka Małgorzata
Winiarczyk-Kossakowska /SDPL/ :
Może udałoby się jutro lub pojutrze
znaleźć jednak salę. Pozostały nam już tylko głosowania.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Oczywiście, będziemy szukać wolnej sali
i wolnego terminu w najbliższym czasie.
Posłanka Małgorzata
Winiarczyk-Kossakowska /SDPL/ :
Może jeszcze ktoś z posłów zdecyduje się
na zgłoszenie poprawek na piśmie i po tej dyskusji, która odbyła się dzisiaj,
może zechciałby pan przewodniczący wyznaczyć w porozumieniu z przewodniczącymi
pozostałych komisji termin kolejnego posiedzenia celem przegłosowania
poszczególnych artykułów projektu ustawy. Na pewno przyśpieszyłoby to prace.
Poseł Janusz Lisak /niez./ :
Patrząc na te proceduralne zabiegi,
proszę, aby nie zwoływać posiedzenia w przerwie między posiedzeniami Sejmu, bo
można przyjąć z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że wtedy na pewno nie
będzie kworom i tylko ukarzemy tych posłów, którzy chcą nad ustawą pracować,
tudzież ekspertów i stronę rządową. Natomiast biorąc pod uwagę taką, a nie inną
aktywność posłów z Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych i Komisji
Edukacji, Nauki i Młodzieży, sądzę, że nie ma sensu zabieganie o dużą salę, bo
taka sala nigdy nie będzie wypełniona. W związku z tym znajdźmy jakąkolwiek
salę. Sala na 40 osób wystarczy w zupełności i taką salę znajdziemy bez
kłopotu. Zwołajmy posiedzenie na jutro albo na piątek.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Sprawa nie jest taka prosta, ale, jak
powiedziałem, w najbliższym czasie zwołamy kolejne wspólne posiedzenie trzech
Komisji. Skończyliśmy pewną dużą część dotyczącą kwestii proceduralnych i
informacyjnych. Dzisiaj jesteśmy już na etapie procedowania, więc mam nadzieję,
że teraz prace pójdą już szybko.
Posłanka Bronisława Kowalska
/SLD/ :
Proszę o to, aby pan przewodniczący,
zanim zamknie posiedzenie, wyznaczył konkretny termin kolejnego posiedzenia.
Posłowie nie pracują od 8.00 do 16.00. Jesteśmy w Sejmie po to, aby załatwiać
pewne problemy ludzi, którzy nas desygnowali. I jesteśmy winni swoją ciężką
pracę właśnie tym ludziom. Było tradycją Sejmu kadencji 1993-1997, że kiedy
pracowaliśmy nad ustawami, to posłanka Irena Lipowicz potrafiła zwołać
posiedzenie Komisji o godz. 24.00, a pani minister edukacji Danuta Grabowska ze
swoimi współpracownikami siedziała do 4.00 rano nad ustawami. Więc nie widzę
problemu. Jeżeli posłowie prawicy robią taki manewr i nie chcą z nami pracować,
to ja proszę o zwołanie posiedzenia Komisji na godz. 20.00, bo wtedy wszyscy
będą już po kolacji, po zajęciach, do dyspozycji będzie także Biuro Studiów i
Ekspertyz, posłowie zdążą zapoznać się z problemami, których nie znają, będzie
sala i będziemy mogli pracować.
Głos z sali :
Posłowie prawicy są na sali i pracują.
Głos z sali :
Posłowie lewicy też są obecni i pracują.
Nie wiadomo tylko, kogo brakuje.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Szanując rząd, szanując ekspertów i
szanując pracę wszystkich posłów, proszę sekretariat Komisji, aby znalazł salę
i wyznaczył termin kolejnego wspólnego posiedzenia naszych Komisji. Do skrytek
otrzymają państwo informację, kiedy się ono odbędzie.
Podsekretarz stanu w MSWiA
Tadeusz Matusiak :
Rząd może w dniu dzisiejszym pracować do
24.00.
Posłanka Bronisława Kowalska
/SLD/ :
Proszę nam podać termin następnego
posiedzenia Komisji. Przecież może to być jeszcze dzisiaj.
Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :
Zgoda, ale nie wiem w tej chwili, czy
jest jakaś wolna sala i tylko o to chodzi. W związku z tym, że dzisiaj z salą
są problemy, jutro o godz. 10.00 najprawdopodobniej spotkamy się w Sali Konferencyjnej
w Nowym Domu Poselskim. Zamykam posiedzenie.
(Szkic z książki
autora: Społeczność kaszubska, Gdańsk 2004, s. 117 - 135)
Terytorium kaszubskie i ludność
Autoidentyfikacja i
syndrom kaszubskości
Obszar językowy kaszubszczyzny
Obszar autoidentyfikacji kaszubskiej
Typologia etniczna gmin i miast
Charakter społeczności kaszubskiej
Aneks. Kwestia nazwy i terytorium województwa
pomorskiego
List prof. Abdona Stryszaka z 1987 r.
W badaniach socjologicznych nad Kaszubami, ze względu na autochtoniczny i historycznie zmienny charakter tej zbiorowości społecznej, istotne znaczenie poznawcze ma okresowe ustalanie obszaru jej zwartego zamieszkania i liczebności. Rzec bowiem można, że terytorium kaszubskie w kolejnych sytuacjach historycznych wyznacza obszar zasiedlenia i skupienia żywych nosicieli kaszubskiej etniczności i osobliwości kulturowej.
W procesie historycznym
terytorium kaszubskie ulegało znacznej redukcji. Natomiast nieco inaczej rzecz
się ma ze stanem ludności kaszubskiej.
Był on i jest warunkowany zarówno procesami demograficznymi,
wyznaczającymi trendy przyrostu naturalnego, jak też wieloma czynnikami
sprzyjającymi utrzymywaniu się u mieszkańców tego obszaru kaszubskich cech
etnicznych i kulturowych bądź ich utracie. Należy tu wskazać dwie kategorie
tych czynników, a więc z jednej strony mobilność cywilizacyjną i kulturową
samej ludności kaszubskiej w warunkach zasiedlonego przez nią środowiska
przyrodniczego, a z drugiej strony - wpływ struktur politycznych, społecznych i
gospodarczych państw, w obrębie których znajdowało się terytorium kaszubskie i
żyła ludność kaszubska.
Historyczne terytorium kaszubskie w okresie wczesnego średniowiecza jest lokowane przez historyków na obszarze Pomorza od Odry do Wisły, a obecnie sytuuje się ono na obszarze kilku powiatów dzisiejszego województwa pomorskiego. Na zachód od tego pasa kaszubskiego w ciągu wieków osiadali Niemcy w strukturach państwowych Brandenburgii i Prus a następnie Rzeszy Niemieckiej, asymilując do niemczyzny kolejne pokolenia ludności kaszubskiej. Dopiero po drugiej wojnie światowej, po opuszczeniu tego obszaru przez Niemców, napłynęła tu ludność polska z sąsiednich regionów, a zwłaszcza z Polski centralnej i południowej oraz Kresów Wschodnich.
Obszar obecnych powiatów kaszubskich w województwie pomorskim właściwie niemal pokrywa się ze stanem istniejącym w województwie pomorskim w I Rzeczypospolitej w wiekach XVI-XVIII i w województwie pomorskim w II Rzeczypospolitej w latach 1920-1939. Efektem trwałości i dynamiki Kaszubów jest to, że w obecnych powiatach kaszubskich żyje stosunkowo duża liczba tej ludności rodzimej, choć gęstość zaludnienia w powiatach Kaszub jest mniejsza niż w powiatach Kociewia czy Powiśla i Żuław. Współcześnie zbiorowość kaszubska podlega, oczywiście, znacznym przemianom cywilizacyjnym i kulturowym, które powodują także zmianę jej oblicza etnicznego.
W badaniu współczesnych zjawisk etniczności czy regionalnego zróżnicowania kulturowego, które ze swej społecznej natury są bardzo złożone i płynne, pojawia się zwykle wysoki stopień komplikacji procedur metodologicznych i duże ryzyko osiągnięcia wyników nieadekwatnych do stanu faktycznego. Toteż badania takie są podejmowane dość rzadko.
W odniesieniu do Kaszubów podjął je kilkanaście lat temu Marek Latoszek ([19]) i dzięki niemu powstał ważny punkt odniesienia do dalszych okresowych dociekań, umożliwiających aktualizację stanu rzeczy.
Marek Latoszek w swoich badaniach, przeprowadzonych w latach 1987-1988 metodą ankiety pocztowej, wyszedł z uzasadnionego założenia, że terytorium kaszubskie w tym czasie najlepiej określał „Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich”, opracowany i wydany w 15 tomach w latach 1964-1978 przez Zakład Słowianoznawstwa PAN na podstawie badań terenowych, przeprowadzonych w latach 1954-1957. Z powodu braku nowszych badań Latoszek nie mógł uwzględnić zmiany zasięgu językowego kaszubszczyzny, jaka zapewne dokonała się ciągu 30 lat, dzielących badania językoznawców i jego socjologiczne badania ankietowe.
Poza tym Marek Latoszek nie bez podstaw uznał, że kryterium językowe nie może wystarczać do ustalenia ani obszaru zwartego zamieszkania Kaszubów, ani ich liczebności na tym obszarze. Jako pierwszoplanowe potraktował kryterium autoidentyfikacji, co jest zgodne z taką tendencją we współczesnej socjologii. Jednak kryterium to poszerzył o elementy, które nazwał „syndromem kaszubskości”. Obok autoidentyfikacji – wyjaśniał Latoszek – przyjęte zostało drugie główne kryterium syntetyczne (subiektywno-obiektywne), które stanowi syndrom „kaszubskości”. W jego zakres wchodzą: autoidentyfikacja w kategoriach etnicznych, pochodzenie z rodziny kaszubskiej i miejsce urodzenia na Pomorzu (zwłaszcza w obszarze dialektów kaszubskich) oraz znajomość i posługiwanie się językiem kaszubskim. ([20]) Ponadto Latoszek, uznawszy dychotomiczny wariant kategorii etnicznych do wyboru (Kaszubi, nie–Kaszubi) za nie wystarczający dla osób mających trudności z jednoznaczną identyfikacją, dopuścił stopniowalność kaszubską i wprowadził dodatkową kategorię pośrednią (pół-Kaszuby).
Konstrukt „syndromu kaszubskości” w procedurze badawczej Marka Latoszka ma więc charakter połączenia typowo genetycznych kryteriów przynależności grupowej (rodowód kaszubski w sensie pochodzenia z rodziny kaszubskiej lub mieszanej i miejsca urodzenia w obszarze terytorium grupowego) i typowo kulturowych kryteriów więzi społecznej i spójności grupowej (posługiwanie się językiem kaszubskim w zakresie czynności mówienia i rozumienia oraz świadomość przynależności do grupy etnicznej, wyrażoną deklaracją czy innym aktem autoidentyfikacji).
Trzeba tu jednak zwrócić uwagę na odmienność podejścia do kwestii językowej na Kaszubach w językoznawstwie i socjologii. Językoznawców w badaniu zasięgu terytorialnego kaszubszczyzny interesuje występowanie jej struktur językowych w mowie ludności żyjącej na danym obszarze. Natomiast socjologów interesuje zakres posługiwania się kaszubszczyzną w komunikowaniu społecznym. Istotne jest tu jednak rozróżnienie języka etnicznego, używanego przeważnie tylko w mowie, od języka narodowego, rozwiniętego w mowie i piśmie, używanego w życiu codziennym i publicznym, w literaturze i humanistyce, w sferze polityki. Badania Latoszka wyraźnie dotyczą tylko języka etnicznego Kaszubów.
W badaniach ankietowych
Latoszka było uzasadnione wyjście poza obszar językowy kaszubszczyzny i objęcie
nimi także najbliższego obszaru bezpośredniego sąsiedztwa. W
operacjonalizacji przestrzeni dla potrzeb badawczych – pisał autor
opracowania – mamy do czynienia z podwójną realnością
historyczno-geograficzną i administracyjną. Pierwszym układem odniesienia
będzie zatem Pomorze jako dzielnica i zarazem makroregion, a w jej obrębie
obszar dialektów kaszubskich wyodrębniony w kategoriach regionu, którego
struktury tworzą jednostki administracyjne: gminy oraz miasta i ich usytuowanie
w postaci koncentrycznych kręgów krzyżujących się z układem
geograficzno-przyrodniczym, a więc z podziałem na Kaszuby Północne, Południowe
i Środkowe. Drugim natomiast układem odniesienia będzie aktualnie obowiązujący
podział administracyjny, obejmujący trzy województwa Polski Północnej: gdańskie,
słupskie i bydgoskie, z ich strukturą miejsko-gminną. Tu trzeba zaznaczyć,
że od początku 1999 r. podział ten uległ zmianie i badany obszar niemal w
całości znalazł się w obrębie województwa pomorskiego, a tylko nieznacznie
sięga do województwa zachodniopomorskiego i kujawsko-pomorskiego.
Ustalony przez językoznawców
na podstawie badań terenowych, przeprowadzonych w połowie lat 50-tych, obszar językowy
kaszubszczyzny biegnie pasem czterech powiatów: puckiego, wejherowskiego,
kartuskiego i kościerskiego. W obszarze tym językoznawcy wyróżnili trzy grupy
posługujące się nieco odrębnymi dialektami lokalnymi: Bylaków w północnej
części obszaru, Krubanów (Kurbanów)– w części południowo-wschodniej i Gochów w
części południowo-zachodniej.
Latoszek uplasował pas obszaru językowego kaszubszczyzny w ramach jednostek administracyjnych. W kategorii I wyróżnił trzy grupy: 1. gminy nie wykraczające poza obszar językowy kaszubszczyzny, 2. gminy nieznacznie wykraczające poza ten obszar, 3. miasta położone w obrębie tegoż obszaru.
W powiecie puckim do pierwszej grupy zostały zaliczone gminy Puck i
Kosakowo, do drugiej grupy - gmina Krokowa, a do trzeciej -
miasta Puck, Władysławowo, Jastarnia i Hel.
W powiecie wejherowskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminę Szmud,
do drugiej grupy - gminy Linia, Luzino i Wejherowo, a do trzeciej -
miasta Rumię, Redę i Wejherowo.
W powiecie kartuskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminy Chmielno, Kartuzy i Przodkowo, do drugiej grupy - gminy Sierakowice, Stężyca, Sulęczyno i Żukowo, a do trzeciej - miasto Kartuzy (Żukowo wówczas nie było jeszcze miastem).
W powiecie kościerskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminy Dziemiany
i Lipusz, do drugiej grupy - gminę Karsin,
a do trzeciej - miasto Kościerzynę.
Poza tym obszar językowy kaszubszczyzny sięgnął do północnej części powiatu chojnickiego, z którego do drugiej grupy zaliczone zostały gminy Konarzyny i Brusy, a do trzeciej – miasto Brusy. Z powiatu bytowskiego zaś odpowiednio zaliczono do pierwszej grupy gminy Studzienice i Lipnica, a do drugiej grupy – gminę Parchowo. Gminy Parchowo i Lipnica w okresie międzywojennym należały do Polski, podczas gdy Studzienice i inne gminy powiatu bytowskiego oraz miasta Bytów i Miastko pozostawały w granicach Niemiec, podobnie jak gminy i miasta powiatów: lęborskiego, słupskiego i człuchowskiego.
Trzeba tu zaznaczyć, że w „Atlasie językowym
kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich” z obszaru językowego kaszubszczyzny
zostało wyłączone miasto Hel ze względu na ulokowane tam osadnictwo
wojskowe. Językoznawcy z zasady nie prowadzili badań w miastach, omijając nawet
takie miasta uznawane za kaszubskie, jak
Puck, Wejherowo, Kartuzy i Kościerzyna, gdzie wśród ludności kaszubskiej
zaznaczała się obca infiltracja
językowa.
Ponadto Latoszek w swoich badaniach wyodrębnił jeszcze kilka innych kategorii jednostek administracyjnych powiązanych z obszarem językowym kaszubszczyzny. Do kategorii II zaliczył gminy położone częściowo na obszarze językowym kaszubszczyzny, do kategorii III - miasta położone poza tym obszarem, ale w otoczeniu gmin częściowo leżących w jego obrębie, a do kategorii IV - gminy i miasta położone zupełnie poza obszarem językowym kaszubszczyzny, ale w jego bezpośrednim sąsiedztwie.
Wyróżnione kategorie jednostek
administracyjnych są liczniejsze po zachodniej stronie obszaru językowego kaszubszczyzny.
Wszystkie one w okresie międzywojennym pozostawały w granicach Niemiec.
W powiecie wejherowskim do kategorii II należy gmina Łęczyce, a do kategorii IV - gminy Choczewo i Gniewino.
W powiecie lęborskim do kategorii II należy gmina Cewice, a do kategorii IV - gmina Nowa Wieś Lęborska i miasto Lębork
W powiecie słupskim do kategorii IV należą gminy Potęgowo, Dębnica Kaszubska i Kępice oraz miasto Kępice.
W powiecie bytowskim do kategorii II należą gminy Bytów, Czarna Dąbrówka, Miastko i Tuchomie, do kategorii III – miasta Bytów i Miastko, a do kategorii IV – gminy Bożytuchom, Kołczygłowy i Trzebielino.
W powiecie człuchowskim do kategorii II należą gminy: Koczała i
Przechlewo, do kategorii IV – gminy Rzeczenica, Czarne i Debrzno oraz
miasta Człuchów, Czarne i Debrzno.
Najdalej na zachód są
wysunięte cztery jednostki terytorialne położone w województwie
zachodniopomorskim. Do kategorii IV
należą gmina i miasto Polanów w powiecie koszalińskim oraz gmina
i miasto Biały Bór w powiecie szczecineckim.
Po stronie wschodniej i
południowej obszaru językowego
kaszubszczyzny jest znacznie mniej jednostek administracyjnych zaliczonych do
wymienionych kategorii.
W powiecie kartuskim do kategorii II należy gmina Somonino.
W powiecie gdańskim do kategorii IV należą gminy Kolbudy i Przywidz, które w okresie międzywojennym wchodziły w skład terytorium Wolnego Miasta Gdańska.
W powiecie kościerskim do kategorii II należy gmina Kościerzyna, a do kategorii IV należą gminy Nowa Karczma, Liniewo i Stara Kiszewa.
W powiecie chojnickim do kategorii II należą gminy Chojnice i Czersk, a do kategorii IV – miasta Chojnice i Czersk.
Poza tym do wymienionych grup zaliczone
zostały blisko położone jednostki administracyjne z województwa
kujawsko-pomorskiego. W kategorii IV umieszczono gminę i miasto Kamień
Krajeński w powiecie sępoleńskim, a także gminy Kęsewo, Śliwice i
Tuchola oraz miasto Tuchola w powiecie tucholskim.
W badaniach Latoszka jako oddzielna kategoria V zostało potraktowane Trójmiasto: Gdańsk, Sopot i Gdynia.
Wszystkie te jednostki administracyjne Latoszek potraktował jako obszar
autoidentyfikacji kaszubskiej i na załączonej mapie nazwał Pomorzem Kaszubskim.
Łącznie obszar ten objął 60 gmin i 26
miast (wraz z Gdańskiem, Sopotem i Gdynią).
Tak znaczne wyjście w badaniach ankietowych Latoszka na terytoria po zachodniej, wschodniej i południowej stronie obszaru językowego kaszubszczyzny ma swoje uzasadnienie. Dawniej były one zamieszkałe w znacznym stopniu przez ludność kaszubską. Po drugiej wojnie światowej pewna część ludności z Kaszub przed wojną należących do Polski przeniosła się teren Kaszub opuszczonych przez Niemców. Poza tym cały, zakreślony przez Latoszka, obszar autoidentyfikacji kaszubskiej był objęty w ciągu powojennego półwiecza procesem migracji, w tym zwłaszcza migracji ze wsi i miasteczek do większych miast na czele z Trójmiastem, w czym znaczny udział miała ludność kaszubska. Równocześnie jednak odbywał się w tym czasie trwały odpływ ludności kaszubskiej do innych regionów Polski, a także do Niemiec, głównie z poniemieckiej części Kaszub. ([21]) Zachodziło też zjawisko odwrotne – napływ na Kaszuby i cały tzw. obszar autoidentyfikacji kaszubskiej ludności z innych regionów Polski, duży w latach powojennych, a później znacznie mniejszy.
Istotne znaczenie ma, ustalona przez Latoszka na podstawie wyników badań ankietowych, typologia etniczna gmin i miast.
W świetle kryteriów zastosowanych w badaniach
Latoszka okazało się, że znaczna przewaga ludności deklarującej się jako Kaszubi
ma 19 gmin i jedno miasto, gdzie odsetek Kaszubów sięga od 75 do ponad 90
procent. Prawie wszystkie te gminy lokują się w czterech powiatach: puckim,
wejherowskim, kartuskim i bytowskim.
W powiecie puckim są to gminy: Puck i Kosakowo, w powiecie wejherowskim: Linia, Luzino, Szemud i Wejherowo, w powiecie kartuskim: Chmielno, Sulęczyno, Przodkowo, Sierakowice, Kartuzy, Stężyca i Somonino, w powiecie bytowskim: Parchowo, Czarna Dąbrówka, Tuchomie, Lipnica i Bytów. W powiecie kościerskim – tylko gmina Dziemiany. Jedyne miasto w tej kategorii to Kartuzy, gdzie 85,7 procent ankietowanych mieszkańców deklarowało się jako Kaszubi.
Wśród wymienionych gmin Latoszek trzy uznał za monotetniczne. Są to: Chmielno, Sulęczyno i Dziemiany, gdzie wszyscy ankietowani określili się jako Kaszubi. Jednak tylko w gminie Chmielno pokrywało się to ze spełnieniem kryteriów „syndromu kaszubskości”. Natomiast według tegoż syndromu w Sulęczynie odsetek Kaszubów wyniósł 91,7 a nie-Kaszubów 8,3, zaś w Dziemianach 66,7 Kaszubów i 33,3 pół-Kaszubów. W większości pozostałych gmin występuje przewaga autoidentyfikacji nad syndromem (największa w Czarnej Dąbrówce i w mieście Kartuzy), co – jak zaznacza Latoszek – może świadczyć o istnieniu normy obyczajowej lub presji środowiskowej. Zdaje się to potwierdzać fakt, że w ogóle tylko w 6 gminach odnotowano deklarację badanych jako nie-Kaszubów. Sytuację przewagi syndromu nad identyfikacją odnotowano w 5 gminach (Linia, Parchowo, Sierakowice, Lipnica, Tuchomie). To zaś, zdaniem autora opracowania, zdaje się świadczyć o odchodzeniu od kaszubskości.
Zwraca uwagę fakt, że znaczna przewaga ludności deklarującej się jako Kaszubi wystąpiła aż w pięciu gminach powiatu bytowskiego. W znacznej mierze jest to wynikiem przeniesienia się do tego poniemieckiego obszaru ludności kaszubskiej z sąsiednich rejonów Kaszub należących przed wojną do Polski.
Deklarację badanych jako Kaszubów na poziomie 50 do 75 procent, a więc przewagi nieznacznej, nie dominującej, ma 8 gmin i 8 miast.
W powiecie puckim są to gmina Krokowa oraz miasta: Puck, Władysławowo i Jastarnia, w powiecie wejherowskim: gminy Łęczyce i Gniewino oraz miasta: Reda, Rumia i Wejherowo, w powiecie kartuskim – gmina Żukowo, w powiecie kościerskim – gminy Lipusz i Kościerzyna oraz miasto Kościerzyna, w powiecie chojnickim – gmina Brusy, w powiecie bytowskim – miasto Bytów, w powiecie lęborskim – gmina Cewice. Z wyjątkiem Krokowej, we wszystkich pozostałych gminach i miastach przeważała autoidentyfikacja kaszubska nad syndromem kaszubskości. Niskie wskaźniki tego syndromu wystąpiły w gminach Gniewino i Kościerzyna oraz w miastach Rumia, Wejherowo, Reda, Władysławowo, Kościerzyna i Bytów, co plasuje tam Kaszubów na pograniczu większości i mniejszości wśród mieszkańców. Stan ten podnosi identyfikacja badanych jako pół-Kaszubów, sięgająca przeważnie około 20 procent.
Zatem w świetle badań ankietowych Latoszka, wśród 60 gmin na tzw. obszarze autoidentyfikacji kaszubskiej, w 27 gminach Kaszubi stanowili większość mieszkańców a w 33 gminach – mniejszość, zaś wśród 26 miast w 9 miastach Kaszubi stanowili większość mieszkańców, a w 16 miastach – mniejszość.
W grupie 33 gmin i 16 miast z mniejszością Kaszubów więcej jest gmin i miast z mniejszością Kaszubów na poziomie 20 do 50 procent, niż poniżej 20 procent.
Poza tym badania wykazały w ogóle brak identyfikacji kaszubskiej w gminie Koczała w powiecie człuchowskim, w gminie i mieście Czersk w powiecie chojnickim oraz w gminie i mieście Tuchola w powiecie tucholskim. Natomiast notowano tam niewielkie rozmiary identyfikacji badanych jako pół-Kaszubów oraz deklaracji kaszubskiego pochodzenia.
W Trójmieście, a więc w Gdańsku, Sopocie i Gdyni, identyfikacje badanych jako Kaszubów i pół-Kaszubów były procentowo nieznaczące w stosunku do identyfikujących się jako nie-Kaszubi.
Kaszubi
na wsi i w miastach
Z odniesienia procentowego syndromu kaszubskości z reprezentacyjnych prób badań ankietowych do populacji ludności ustalonego obszaru autoidentyfikacji kaszubskiej wynika, że najwięcej Kaszubów było na, stosunkowo mniejszym, obszarze językowym kaszubszczyczny.
Według obliczeń Latoszka, w 20 gminach i 9 miastach w całości położonych na obszarze językowym kaszubszczyzny, wśród 319,9 tys. ludności tych jednostek terytorialnych było 193,8 tys. Kaszubów oraz 66,9 tys. pół-Kaszubów. Natomiast w szerszym ujęciu obszaru językowego kaszubszczyzny (łącznie z 13 gminami tylko częściowo położonymi na tym obszarze i z 4 miastami spoza tego obszaru, ale w otoczeniu gmin z tegoż obszaru), wśród odpowiednio większej populacji 483,7 tys. mieszkańców znajdowało się 251,8 tys. Kaszubów oraz 96,8 tys. pół-Kaszubów.
Z kolei w 23 gminach i 8 miastach, położonych całkowicie poza obszarem
językowym kaszubszczyzny, ale w jego bezpośrednim sąsiedztwie, wśród 187,5 tys.
mieszkańców – było (według prowizorycznych wyliczeń - jak zaznacza
Latoszek) - 32,8 tys. Kaszubów oraz 25,2
tys. pół-Kaszubów. Z odrębnych wyliczeń dla Trójmiasta wynika, że wśród jego
765,6 tys. mieszkańców było 47,5 tys. Kaszubów oraz 62 tys. pół-Kaszubów.
Jak wynika z danych zebranych przez Latoszka, przedmiotem jego badań była zbiorowość 320,6 mieszkańców wsi oraz zbiorowość 350,7 tys. mieszkańców 23 miast, oprócz Trójmiasta. Badania wykazały, że według syndromu kaszubskości wśród ludności wiejskiej było 198,1 tys. Kaszubów (61,8 %) oraz 47,1 tys. pół-Kaszubów (14,7 %), zaś nie-Kaszubów – 75,3 tys. (23,5 %). Natomiast w 23 miastach było 124,1 tys. Kaszubów (35,4 %) i 82,4 tys. pół-Kaszubów (23,5 %) oraz 144,1 tys. nie-Kaszubów (41,1 %), natomiast łącznie z Trójmiastem – w miastach było 171,6 Kaszubów (15,3 %) i 144,4 tys. pół-Kaszubów (12,7 %), zaś nie-Kaszubów – 797,1 tys. (72,0 %)
Zatem w świetle omawianych badań, w zbiorowości kaszubskiej żyjącej poza Trójmiastem - nadal zdecydowanie przeważała ludność wiejska, której obiektywne cechy kaszubskości były dość adekwatne z identyfikacją. Dla 72,1 proc. tej zbiorowości kaszubszczyzna nadal pozostawała językiem żywym, choć używanym tylko w mowie i w dość ograniczonym zakresie, a dla 27,9 proc. – językiem martwym.
Jednocześnie badania potwierdziły znaczny wzrost ludności kaszubskiej w miastach, a może raczej zwiększenie się ludności pochodzenia kaszubskiego. Świadczy o tym nieduża różnica między identyfikacją kaszubską i pół-kaszubską, przy czym dane z badań wskazują znaczną przewagę identyfikacji nad cechami syndromu kaszubskiego. Deklaracje posługiwania się kaszubszczyzną w mowie, i to w bardzo ograniczonym zakresie, sięgają 45,5 proc., a dla 54,5 proc. jest ona językiem martwym. Wiadomo, że w miastach zainteresowanie kaszubszczyzną w mowie i rzadko w piśmie przejawia niewielki krąg inteligencji.
Z badań Latoszka prawie nic nie wiadomo co oznacza enigmatyczna kategoria nie-Kaszubów, która wśród badanej przezeń ludności wiejskiej stanowi 23,5 % (75,5 tys.) a wśród badanej ludności miejskiej (bez Trójmiasta) – 41,1 % (144,1 tys.). Oczywiście można zasadnie domniemywać, że przede wszystkim są to ludzie miejscowego pochodzenia, którzy odeszli od kaszubskiej tożsamości etniczno-kulturowej i czują się polskimi mieszkańcami Pomorza albo przybyli tu spoza Kaszub. W przypadku gmin czterech powiatów poniemieckich: człuchowskiego, bytowskiego, lęborskiego i słupskiego – mogą to być powojenni migranci z regionów sąsiadujących z Pomorzem albo z Polski centralnej i południowej oraz Kresów Wschodnich, w tym także przesiedleni Ukraińcy. Ponadto zachowała się jakaś resztka ludności niemieckiej. Niewątpliwie warte poznania są okoliczności zarówno pełnej asymilacji polskiej ludności pochodzenia kaszubskiego, jak też adaptacji ludności napływowej w powiatach kaszubskich.
Nie wymaga tu rozwinięcia kwestia polskiej identyfikacji dominującej części ludności Trójmiasta. Gdynia to w przeważającej mierze miasto rodzimych polskich Pomorzan od kilku pokoleń. Gdańsk zaś i Sopot to z kolei społeczności prawie całkowicie postmigracyjne, pochodzące – podobnie jak ludność Powiśla i Żuław - z regionów sąsiadujących z Pomorzem, z Polski centralnej i południowej oraz z Kresów Wschodnich. Są tu też nieduże środowiska takich mniejszości narodowych, jak niemiecka i ukraińska. Społeczeństwo Trójmiasta integrowało się w powojennym półwieczu na gruncie polskich tradycji Pomorza i realizowania dążeń rozwojowych ogółu mieszkańców tego regionu.
Gdyby obecnie, po 15 latach od zrealizowania przez Marka Latoszka koncepcji badań problemu lokalizacji i liczebności Kaszubów w obszarze językowym kaszubszczyzny i jego bezpośrednim sąsiedztwie, chcieć podjąć podobne badania dla uzyskania obrazu aktualnego stanu rzeczy, trzeba byłoby niewątpliwie tę koncepcję poddać dość gruntownej weryfikacji. ([22]) Z dzisiejszej perspektywy bowiem nasuwa ona szereg wątpliwości co do meritum badań, jak i osiąganych tą drogą wyników. Skłaniają do tego zwłaszcza nowe i dostępne dane poznawcze oraz analizy problemu.
Przede wszystkim zastrzeżenia budzi sposób zastosowania w tamtych badaniach ankietowych kategorii etnicznych: Kaszubi, pół-Kaszubi, nie-Kaszubi. Nie chodzi tu o samą stopniowalność identyfikacji. Określenia: Kaszubi, pół-Kaszubi nawiązują wprost do potocznego znaczenia tych pojęć, odnoszonych zwykle do genetycznego charakteru etniczności (pochodzenie z małżeństw czy związków etnicznie jednorodnych lub mieszanych) i rzadziej językowo-kulturowego charakteru etniczności (posiadanie lub znaczne odejście od etnicznej mowy i zwyczajowych zachowań). Inni autorzy zajmujący się Kaszubami wprowadzali bardziej skomplikowane i mniej precyzyjne kategorie kaszubskości. Na przykład Brunon Synak w swym studium z 1998 r. o tożsamości kaszubskiej wskazywał badanym następujące rodzaje autoidentyfikacji kaszubskiej: pełna, niedokończona, szczątkowa, nieokreślona, niekaszubska.([23])
Inna rzecz, że zawartość ankiety pocztowej Latoszka, mimo wprowadzenia trójdzielnej autoidentyfikacji etnicznej, sugerowała zainteresowanie badacza tylko ludnością kaszubską. Dlatego nie-Kaszubi mogli uznawać, że ankieta ich nie dotyczy i rezygnować z udziału w niej. Zdaje się to potwierdzać bardzo wysoki odsetek odmów wypełnienia i odesłania ankiet. Nawet w obszarze językowym kaszubszczyzny odsetek odmów wyniósł 54,6 proc., a w pozostałych kategoriach jednostek terytorialnych, otaczających obszar językowy kaszubszczyzny, odsetek odmów przekraczał 60 proc. Ponieważ tylko z wypełnionych i odesłanych ankiet pochodziły odsetki osób z identyfikacją etniczną i następnie były odnoszone do całych populacji, przeto liczebność Kaszubów i pół-Kaszubów mogła ulec pewnemu zawyżeniu.
Poza tym treść ankiety i jej rekomendacji, która towarzyszyła badaniom, niewątpliwie ośmielała do kaszubskiej autoidentyfikacji, co być może w sytuacji lat 1987-1988 było potrzebne. Natomiast identyfikacja badanych jako nie-Kaszubów mogła być przez nich traktowana jako niekonkretna, albo zaprzeczająca i wykluczająca ze środowiska kaszubskiego, czego badani mogli chcieć uniknąć, zwłaszcza w tych miejscowościach, w których istniał nacisk obyczajowy lub inna presja na identyfikację z Kaszubami. Dostrzegł to – jak już wspomniano – także Latoszek w swojej analizie badawczej.
Wobec występującego - jak już wykazały to wyniki badań Latoszka - zróżnicowania etnicznego i kulturowego mieszkańców Kaszub, także na tradycyjnym obszarze językowym kaszubszczyzny, w przyszłych badaniach trzeba będzie inaczej oznaczać kategorie identyfikacji, samym badanym pozostawiać określenie za kogo się uważają ze względu poczucie przynależności narodowej i regionalnej, czy etnicznej. Trzeba też wyraźnie rozróżniać odrębność etniczną i kulturową, gdyż nie zawsze idzie to w parze.
W pełni zasadne jest wiązanie oblicza kulturowego Kaszubów z kulturą społeczeństwa polskiego, a tego w badaniach Latoszka i także cytowanych badaniach Synaka zabrakło. Kaszubi współcześni posługują się przede wszystkim polskim językiem narodowym, używają go w mowie i piśmie. Język polski jest dla Kaszubów nie tylko językiem urzędowym, publicznym, szkolnym i kulturowym, lecz także prywatnym, używanym w domu na przemian z mową kaszubską, albo nawet wyłącznie.([24])
Z kulturowego punktu widzenia współcześni
Kaszubi przeważnie poruszają się w kręgu polskiej kultury narodowej, zaś obcowanie
z kaszubską kulturą etniczną, zachowaną na części obszaru Pomorza, stanowi dla
nich znaczący wyróżnik Do większości Kaszubów
odnosi się kategoria identyfikacyjna: Kaszubi polscy. Oprócz tego w ostatnim
okresie pojawiła się kategoria identyfikacyjna, określana mianem odrębnej
narodowości kaszubskiej, którą deklarowano w spisie powszechnym ludności w 2002
r. Wreszcie trzeba tu wymienić kategorię osób pochodzenia kaszubskiego, które
przystąpiły do wskrzeszonej na Pomorzu
po 1989 r. mniejszości niemieckiej.
Szczególnie istotnym problemem wydaje się zbyt powierzchowne i uproszczone ujmowanie w części dotychczasowych badań kwestii językowej Kaszubów. Chodzi o faktyczną rolę, jaką w życiu Kaszubów spełnia ich język etniczny, a jaką rolę spełnia polski język narodowy, a w nie tak dawnej przeszłości spełniał także niemiecki język narodowy. W cytowanych badaniach Latoszka i Synaka zajmowano się głównie używaniem mowy kaszubskiej w zróżnicowanym zakresie i stopniu rozumienia, traktując marginesowo kwestię umiejętności czytania i pisania w języku kaszubskim.([25])
Otóż nie ulega wątpliwości, że poziom rozwoju języka w mowie i piśmie oraz rozpowszechnienia go w obu formach jako środka komunikowania się w danej zbiorowości jest nie tylko podstawowym elementem jej kulturowej odrębności, ale także ważnym czynnikiem kulturowej samodzielności oraz intelektualnej i artystycznej twórczości. Zwłaszcza we współczesnych warunkach cywilizacyjnych zbiorowości etniczne, które nie osiągnęły odpowiedniego poziomu posługiwania się własnym językiem pisanym, zdać się muszą w tym zakresie na języki inne niż własny, pozostawać z nimi w pewnej symbiozie kulturowej. Ten typ zbiorowości etnicznych niektórzy socjologowie określają jako posiadające kulturę cząstkową bądź jako kulturowo zależne. Kulturowa odrębność takich zbiorowości etnicznych jest nieostra, bardziej względna.
Tak się ułożyły losy historyczne Kaszubów na Pomorzu, że od czasu pobudzenia ich podmiotowości etniczno-kulturowej w drugiej połowie XIX w. zbiorowość ta, trwając do dziś na pewnym obszarze przy mowie kaszubskiej, równocześnie nie wytworzyła jednak własnej kultury piśmienniczej o szerszym zasięgu. A właśnie to kultura piśmiennicza, obejmująca umiejętność czytania i pisania w danym języku, nie mniej niż mowa, warunkuje rozwój zbiorowości społecznych pod każdym względem. Do wytworzenia kultury piśmienniczej w kręgach szerszych niż elita intelektualna potrzebna jest jednak edukacja szkolna, czego Kaszubom dotychczas zabrakło a teraz jest to niezwykle trudne do odrobienia.
Trzeba przypomnieć, że do końca okresu zaboru kaszubszczyzna bynajmniej nie wchodziła do zakresu edukacji w obowiązkowej 8-letniej szkole pruskiej. Ze szkoły tej w końcu XIX w. został także wyrugowany język polski, zarówno jako język nauczania, jak też jako przedmiot nauki. Trwała natomiast nauka, w mowie i piśmie, języka niemieckiego, który poza domem rodzinnym i środowiskiem etnicznym stawał się głównym środkiem komunikowania społecznego. Z pozaszkolnej, domowej i prywatnej nauki języka polskiego i literatury, rozwijanej w ramach polskiego ruchu narodowego na Pomorzu, korzystało przede wszystkim młode pokolenie ludności polskiej, ale także pochodzące z rodzin kaszubskich. Ze stypendiów Towarzystwa Pomocy Naukowej w Chełmnie skorzystali między innymi czołowi działacze ówczesnego ruchu kaszubskiego. Dzieci z obydwu środowisk często spotykały się w kościele na nauce religii po polsku. Sytuacje te we wspomnieniach Kaszubów często są opisywane tak: „Każde dziecko kaszubskie w wieku szkolnym było trzyjęzyczne; w domu mówiliśmy po kaszubsku, w szkole po niemiecku, a w kościele na nauce przygotowawczej do Komunii Świętej – po polsku”. ([26]) Jednak w kształceniu ogólnym i zawodowym największą rolę odgrywała szkoła niemiecka.
Nic też dziwnego, że w pierwszych latach po objęciu Pomorza przez odrodzone w 1918 r. państwo polskie brakowało (szczególnie w powiatach kaszubskich) wykształconych w języku polskim kadr do tworzonej tam administracji polskiej. Konieczne przysyłanie do pracy w tej administracji ludzi z innych części Polski bywało powodem nierzadko przesadnych oskarżeń o dyskryminowanie ludności miejscowej.
W okresie międzywojennym polskie środowiska naukowe i kulturalne chyba niewystarczająco interesowały się sytuacją kulturową zbiorowości kaszubskiej i nie przejawiały należytej inicjatywy we wspomaganiu jej podmiotowości. Jednak także ruch kaszubski w kwestii edukacji szkolnej i kultury językowej Kaszubów zajmował postawę mało aktywną. Nie podjęto przygotowań do uczynienia kaszubszczyzny przedmiotem kształcenia językowego w szkole i nie weszła ona do dydaktyki w stworzonym na Kaszubach szkolnictwie polskim, co ograniczyło jej możliwości rozwojowe. ([27]) Nie rozwinęły się też pozaszkolne formy nauki kaszubskiego. Na ogół było podzielane stanowisko Młodokaszubów, sformułowane jeszcze w 1908 roku na łamach „Gryfa”, że językiem kościelnym, naukowym i publicznym dla Kaszubów będzie język polski, a kaszubszczyzna – językiem domowym i sąsiedzkim, prywatnym i literackim. ([28]) Postawiono na kaszubskie piśmiennictwo literackie, na książki i czasopisma właściwie dwujęzyczne, nie doceniając przy tym znaczenia kształcenia językowego w kaszubszczyźnie.
Stanowisko to było podtrzymywane także w powojennym ruchu kaszubskim, który jednak w dobie PRL miał dość ograniczone możliwości działania na płaszczyźnie etniczno-kulturowej. Jego uzależnienie od dominującej wtedy władzy politycznej, było podobne jak innych środowisk społecznych.
Kontynuacja literatury kaszubskiej toczyła się w sporach o jej ideę i
charakter. Najpierw przedmiotem sporu był stosunek do duchowej treści
literatury kaszubskiej z okresu międzywojennego. Później spierano się o to, czy
powinna się ona ograniczać do wymiaru literatury ludowej czy aspirować do
wykształconej formy artystycznej i szerszej zawartości poznawczej i
uniwersalnej problematyki. Wreszcie spierano się wybór formuły: czy ma to być
„literatura kaszubsko-pomorska” czy „kaszubska literatura regionalna”, albo czy
kryterium dla tej literatury ma być temat czy język kaszubski. ([29])
Refleksja nad walorami kształcącymi i edukacyjnymi utworów zaliczanych do literatury kaszubskiej według obydwu kryteriów pojawiła się stosunkowo późno. Autorka zajmująca się tą problematyką uznała, że do bloku kaszubskiej literatury dla dzieci i młodzieży należą nawet cztery grup tekstów: pisanych w kaszubszczyźnie, pisanych w dwóch wersjach: w kaszubszczyźnie i polszczyźnie, tworzonych w polskim języku literackim z kaszubskim dialogiem, przekazywanych w całości w polskim języku literackim. ([30])
Tendencja do prezentowania utworów literatury kaszubskiej w polskim języku literackim została zapoczątkowana w 1964 r. Ukazało się wtedy, opracowane przez Lecha Bądkowskiego w polskim języku literackim, najważniejsze dzieło literatury kaszubskiej – powieść Aleksandra Majkowskiego „Żëce i przigodë Remusa”, wydana w 1939 r. w Toruniu. W książce Lecha Bądkowskiego pt. „Życie i przygody Remusa” zostało to określone jako „przekład z gwary kaszubskiej”. Rzecz spotkała się wówczas z ostrą kontrowersją.
Powodem pojawienia się w
polskiej wersji językowej utworów literackich napisanych w kaszubszczyźnie był
nie tylko zamiar przybliżenia tych utworów czytelnikowi polskiemu na Pomorzu i
w kraju. Przede wszystkim liczono się z faktem, że utwory pisane w oryginalnej
kaszubszczyźnie są mało dostępne dla Kaszubów znających kaszubszczyznę tylko z
międzypokoleniowego przekazu ustnego albo już słabo posługujących się nią lub
wcale. Dotyczy to zwłaszcza utworów bardziej rozwiniętych pod względem formy i
treści, odbiegających od potocznego słownictwa w mowie kaszubskiej. Autorzy
kaszubscy dbający o to, by treść utworu
dotarła do czytelników, stosowali przeplatanie kaszubskich i polskich form
językowych, zwłaszcza w utworach przeznaczonych dla młodego odbiorcy.
Ten okres ożywienia literatury
kaszubskiej pobudził zainteresowanie kulturą kaszubską środowisk naukowych w
Niemczech, gdzie od XIX wieku rozwijała się tradycja badań kaszuboznawczych.
Znaczącym przykładem tego było wydanie w Monachium w 1973 r. opracowanej przez
Ferdinanda Neureitera „Antologii kaszubskiej”, a w 1978 r. jego „Historii
literatury kaszubskiej”, którą w 1982 r. w przekładzie polskim wydało
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. ([31])
Właściwie jest to historia piśmiennictwa kaszubskiego w ogóle, łącznie z
tekstami o tematyce kaszubskiej pisanymi po polsku i niemiecku. Autor nie
odgraniczył pojęcia literatury i odnotował niemal wszelkie dostępne utwory
autorów kaszubskich. Wskazywał pisarzy kaszubskich tworzących równocześnie w
języku kaszubskim i
polskim lub tylko polskim, a także piszących w języku niemieckim.
Wspomniał też o nielicznych przypadkach korzystania z motywów kaszubskich przez
pisarzy polskich i niemieckich.
Jednocześnie kontynuowane było
w Niemczech zainteresowanie problematyką etniczno-kulturową Kaszub. Jednym z
ostatnich przykładów tego są wydane w 2001 r. wypisy z historiografii Kaszub w znamiennym
zestawieniu, który przygotował Klaus-Dieter Kreplin, kierownik Studium
Genealogii Wschodnioniemieckiej na Uniwersytecie w Dortmundzie. ([32])
Wybór ten otwiera artykuł Floriana Ceynowy o germanizacji Kaszubów w
niemieckojęzycznej wersji z 1843 r. ([33]) oraz szkic o
Ceynowie pióra Ferdinanda Neureitera z
jego „Historii literatury kaszubskiej” z
1978 r. ([34])
Następne pozycje to dwa opracowania historyków niemieckich: szkic Richarda
Beyera o ruchu kaszubskim przed pierwszą
wojną światową, zamieszczony w pracy
zbiorowej wydanej w 1963 r. ([35])
oraz artykuł Manfreda Vollacka o Kaszubach w powiecie człuchowskim z książki
wydanej w 1974 r. ([36]) Wybór tekstów zamykają dwa szkice historyka
gdańskiego i działacza ruchu kaszubskiego Józefa Borzyszkowskiego, publikowane
w Niemczech w 1991 r. i w 1996 r. W pierwszym szkicu autor przedstawił problemy
historii pomorskich Kaszubów, ([37])
a w drugim – sytuację Kaszubów w XIX i XX wieku między Polską a Niemcami. ([38])
Zwrot Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w kierunku inicjowania szkolnego kształcenia językowego w kaszubszczyźne dzieci i młodzieży w gminach zamieszkałych w większości przez ludność kaszubską nastąpił po 1989 r. Jako pierwsza, za zgodą władz oświatowych i gminnych oraz rodziców, naukę języka kaszubskiego dla 20 uczniów jako przedmiotu dodatkowego zapoczątkowała jesienią 1991 r. szkoła podstawowa w Głodnicy. Równocześnie zostały utworzone dwie pierwsze klasy z nauką języka kaszubskiego w Liceum Ogólnokształcącym w Brusach. Czyniono to mimo braku dostatecznego przygotowania merytorycznego tych przedsięwzięć, a zwłaszcza braku podręczników i nauczycieli z odpowiednimi kwalifikacjami.
W następnych latach zasięg nauczania języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w szkołach na Kaszubach stopniowo rozszerzał się. Jednak w świetle badań ankietowych, zdecydowana większość rodziców i nauczycieli oraz uczniów najstarszych klas uczniów szkół podstawowych opowiadała się za tym, by nauka języka kaszubskiego w szkole była przedmiotem nieobowiązkowym. ([39])
Na posiedzeniu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP w dniu 10 września 2002 r. przedstawiciele ZK-P i Ministerstwa Edukacji Narodowej podali nieco rozbieżne informacje na ten temat. Według ZK-P nauka języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w wymiarze 3 godzin tygodniowo była prowadzona już w 57 szkołach podstawowych dla 2761 uczniów. Prócz liceum w Brusach naukę kaszubskiego wprowadziła szkoła średnia w Strzepczu, a Zespół Szkół Agruturyzmu i Biznesu w Somoninie – uczy młodzież kaszubskiego na pozalekcyjnych zajęciach fakultatywnych. Natomiast według danych MEN w 48 szkołach podstawowych pobierało naukę kaszubskiego ponad 3 tys. uczniów, w gimnazjach – 432, a w szkołach licealnych – 296. ([40]) Wspólnie dopracowano się kilku podręczników. Czynni nauczyciele mogli uzyskać niezbędne kwalifikacje na zaocznych studiach podyplomowych w Uniwersytecie Gdańskim, który otworzył również lektorat kaszubski dla studentów. Możliwości edukacyjne powiększyły lekcje kaszubskiego w audycjach nadawanych w programie lokalnym publicznego radia i telewizji, a także drukowane na łamach lokalnej prasy.
Trudno oczywiście przewidzieć jak dalej potoczy się edukacja językowa w kaszubszczyźnie. Czy okaże się okresową mobilizacją części społeczności kaszubskiej, zainicjowaną przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie po opublikowaniu w 1990 r. wyników badań socjologicznych wskazujących na załamanie się międzypokoleniowego przekazu mowy kaszubskiej, czy też stanie się trwałą tendencją.
Stosowane w socjologii ogólne pojęcie grupy społecznej, czy jej takiej konkretnej formy, jak grupa etniczna, etniczno-kulturowa lub etniczno-regionalna, ma oznaczony sens. Charakter grupy określa nie tylko zasada odrębności, ale również poziom organizacji i integracji społecznej grupy, poczynając od najprostszych i luźnych form więzi po złożone systemy współdziałania i struktury przywództwa, tworzenia i egzekwowania norm i wzorców zachowań, formułowania dążeń rozwojowych grupy i udziału w ich realizacji.
Dotychczas jednak badania socjologiczne nad Kaszubami koncentrowały się głównie wokół ich odrębności etnicznej i kulturowej, abstrahując zresztą od względnego i nieostrego charakteru tej odrębności. Natomiast nie sięgnęły zbyt głęboko w strukturę społeczną kaszubskiej zbiorowości, jej integrację i organizację wewnętrzną, w łączące ją więzi. Dlatego wiedza na ten temat jest raczej skromna. Brakuje systematycznych opisów i analiz. Sporo zaś jest publicystycznych obserwacji i dociekań.
Ważne są oczywiście podstawowe konstatacje socjologiczne o terytorialnym i autochtonicznym charakterze zbiorowości kaszubskiej oraz o niezbyt silnej pozycji ekonomicznej powiatów i gmin kaszubskich w skali Pomorza. Pod tym względem korzystnie wyróżniają się gminy nadmorskie w powiecie puckim i wejherowskim. Dla części obszaru pozostałych powiatów o charakterze rolniczym, dodatkowo cenne są walory turystyczne i rekreacyjne.
Istotne jest potwierdzenie faktu, że wśród ogółu ludności kaszubskiej (bez uwzględnienia jej części osiadłej w Trójmieście) nadal utrzymuje się przewaga mieszkańców wsi. Wśród nich zaś silne są więzi genetyczne, często w wielodzietnych i kilkupokoleniowych rodzinach, a nawet w rozgałęzionych rodach żyjących nierzadko w bliskim sąsiedztwie. Migracja do miast jest powolna i umiarkowana. Osobliwość stanowi skupienie się inteligencji kaszubskiej, względnie pochodzenia kaszubskiego, głównie w Trójmieście, a zwłaszcza w Gdańsku.
Nie bez znaczenia jest, jak to
jednoznacznie wynika z badań Marka Latoszka sprzed kilkunastu lat, stan postępującego
rozgęszczenia obszaru uważanego wcześniej za terytorium zwartego zamieszkania
Kaszubów. Obszar dominującej przewagi Kaszubów, ustalony w czasie badań na
poziomie 75 do ponad 90 proc. skurczył się do 19 gmin i jednego miasta, a
nieznacznej przewagi, tj. na poziomie 50-75 proc. – do 8 gmin i 8 miast. W
większości gmin i miast w tradycyjnych powiatach kaszubskich sami Kaszubi
stanowią mniejszość. Większościowa w tych gminach i miastach kategoria
nie-Kaszubów nie została w badaniach Latoszka bliżej rozpoznana, ale przeważnie
wskazywali oni pochodzenie kaszubskie i Pomorze jako miejsce urodzenia. Ich
identyfikację w kategoriach kulturowych
można określać jako polską, a w kategoriach regionalnych jako
autochtonicznych Pomorzan, w odróżnieniu od Pomorzan postmigracyjnych, którzy
zaadaptowali się w tym regionie pod drugiej wojnie światowej.
Badania Latoszka nie uwzględniały korelacji między rozmiarem identyfikacji kaszubskiej w gminach i miastach a siecią oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i zasięgiem jego wydawnictw, a zwłaszcza miesięcznika „Pomerania” o kilkutysięcznym nakładzie, strukturą i rozmieszczeniem jego prenumeratorów, stałych i okazjonalnych czytelników. Brak też dostatecznych podstaw do stwierdzenia, w jakim stopniu i zakresie Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest wyrazicielem interesów i dążeń zbiorowości kaszubskiej. Zrzeszenie nie jest organizacją powszechną, lecz elitarną; skupia głównie inteligencję kaszubską, mającą pochodzenie kaszubskie lub interesującą się Kaszubami. W ciągu prawie pół wieku działalności jego podstawowe założenie programowe ulegały zmianie.
Zrzeszenie powstało 2 grudnia
1956 r. jako Zrzeszenie Kaszubskie i nazwę tę nosiło do 1964 r. Nazwa ta dość
jednoznacznie określała kaszubski charakter organizacji. Jednak na zjeździe w
dniu 18 października 1964 r. nastąpiło połączenie Zrzeszenia Kaszubskiego ze Zrzeszeniem
Kociewskim, działającym wśród ludności sąsiedniego regionu kulturowego.
Przyjęta wówczas nazwa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego sugerowała połowicznie
kaszubski charakter organizacji i tak była odbierana wśród Kaszubów. Natomiast
zainteresowane środowiska Kociewia po latach
powróciły do swojej odrębnej organizacji.
Zmiany programowe Zrzeszenia Kaszubskiego w latach 1956-1964 i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 1964-1989 mieściły się w granicach dopuszczonych przez ówczesne władze polityczne na Pomorzu w dobie PRL. Bardziej im odpowiadała orientacja kaszubsko-pomorska niż wyłącznie kaszubska. Pod koniec okresu PRL i później już w dobie III RP w ZK-P zaczęto inaczej interpretować tę formułę i wykorzystywać ją do rozszerzenia wpływów ZK-P poza zbiorowością kaszubską, dążąc jednocześnie do jej konsolidacji etniczno-kulturowej z aktywnym udziałem kręgów inteligencji i przy wsparciu instytucji Kościoła katolickiego, do którego Kaszubi czują się tradycyjnie bardzo przywiązani.
Zwraca uwagę znamienne pod tym względem rozmieszczenie 80 istniejących obecnie oddziałów ZK-P, które w sumie skupia około 8 tysięcy członków.[41] Otóż w poszerzonej części kaszubskiej województwa pomorskiego oddziały tej organizacji znajdują się w 9 miastach powiatowych (Puck, Wejherowo, Kartuzy, Kościerzyna, Chojnice, Bytów, Człuchów, Słupsk i Lębork) a nadto w Gdańsku i Gdyni. Są one także w 11 miasteczkach, w 24 miejscowościach gminnych i tylko w 15 w większych wsiach. Poza tym ZK-P ulokował 7 oddziałów w kociewskiej części województwa pomorskiego (w Tczewie i w 2 miasteczkach oraz w 4 miejscowościach gminnych i jednej wsi w powiatach starogardzkim i tczewskim).
W województwie zachodniopomorskim ZK-P utrzymał dwa swoje oddziały: w Koszalinie i Szczecinie, a w województwie kujawsko-pomorskim w pięciu miastach: w Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Tucholi i Świeciu, a także w miejscowości gminnej Bukowiec w powiecie świeckim, który jest częścią Kociewia. Poza tym istnieją dwa oddziały ZK-P w miejscowościach wielkopolskich graniczących z Pomorzem (Miasteczko Krajeńskie i Wielki Buczek) oraz jeden oddział w miasteczku położonym w województwie warmińsko-mazurskim przy granicy z województwem kujawsko-pomorskim (Lubawa). Osobliwością jest oddział ZK-P w Warszawie.
Ważną płaszczyzną dla podmiotowości społecznej i kulturowej Kaszubów stał się od 1990 r. samorząd terytorialny, zwłaszcza na szczeblu gmin i miast, ale także w skali województwa. Przykładem tego jest kwestia nazwy i kształtu terytorialnego województwa pomorskiego. ([42])
Charakterystyczna dla stosunku do tej kwestii była znamienna reakcja na złożony podczas zjazdu ZK-P w dniu 1 grudnia 2001 r. przez wojewodę pomorskiego, Ryszarda Kurylczyka, pełniącego tę funkcje z ramienia lewicowego rządu SLD, projekt wprowadzenia nazwy: województwo kaszubsko-pomorskie. Zjazd oczywiście podjął uchwałę w pełni popierającą tę propozycję, która była zgodna z postulatami wysuwanymi przez ZK-P już w 1998 r., gdy decydowano o nowym podziale administracyjnym kraju.
Jednak w prowadzonej później w środowisku kaszubskim dyskusji pojawiły się także odmienne opinie. Zwracano uwagę nie tylko na koniunkturalny charakter gestu wobec Kaszubów ze strony wojewody związanego z SLD, lecz przede wszystkim na potrzebę liczenia się z odczuciami mieszkańców innych części województwa: Kociewia, Powiśla i Żuław czy Trójmiasta. Krytyczne opinie o tym pojawiły się zresztą wprost, także w środowiskach Kociewia, którego mieszkańcy zaliczają się do najstarszego kręgu polskiej ludności rodzimej na Pomorzu. Podkreślano, że powiaty kaszubskie to przecież jedna trzecia terytorium województwa pomorskiego i z górą jedna czwarta jego ponad dwu milionowej ludności. Nazwa: województwo pomorskie – jest integrująca, bo nikogo nie wyróżnia, a poza tym jest kontynuacją tradycji z czasów I i II Rzeczypospolitej, w których województwo pomorskie istniało.
Natomiast nie wzbudził zastrzeżeń sprzeciw, który ZK-P wyraziło w styczniu 2044 r. przeciwko okrojeniu województwa pomorskiego z powiatów byłego województwa słupskiego w związku z prowadzoną głównie w Koszalinie akcją na rzecz utworzenia województwa środkowopomorskiego. Realizacja bowiem tego żądania oznaczałaby ponowne oddzielenie części obszaru Kaszub granicą województw.
Podobnie jak władze naczelne ZK-P w samorządzie wojewódzkim, tak oddziały ZK-P w wielu gminach i miastach stały się aktywnym uczestnikiem gry o udział i wpływy wybieralnych radach gmin i miast oraz w ich organach wykonawczych na obszarze Kaszub. Jednakże w gminach i miastach nie mających już charakteru dominującej jednorodności kaszubskiej pojawił się element rywalizacji o władzę lokalną także w relacji „swoi” i „obcy”. Świadomość konieczności odchodzenia od takich podziałów rodzi się powoli. Nierzadko brakuje jeszcze zrozumienia, że dokonywanie wyboru i oceny władz samorządowych według kompetencji, fachowości i skuteczności działania leży w interesie ogółu mieszkańców gmin i miast.
Możliwość integracji społeczności kaszubskiej stwarza rozwinięta na Kaszubach od początku lat 90. prasa lokalna. Początkowo miała ona charakter inicjatywy środowisk miejscowych. W drugiej połowie lat 90. jednak została przejęta prawie w całości przez niemieckiego wydawcę „Dziennika Bałtyckiego”, którego redakcja nadała wykupionym pismom formę lokalnych dodatków tygodniowych do tej gazety. Ukazują się one pod odrębnymi tytułami dla powiatów: puckiego, wejherowskiego, kartuskiego, kościerskiego i chojnickiego oraz słupskiego, lęborskiego, bytowskiego i człuchowskiego. Ponadto codzienne wydania „Dziennika Bałtyckiego” mają mutowane dodatki pt. „Kaszuby” (dla powiatów: chojnickiego, kartuskiego, kościerskiego, puckiego i wejherowskiego) i „Ziemia Słupska” (dla powiatów: bytowskiego, człuchowskiego, lęborskiego i słupskiego).
Uchwała XV Walnego Zjazdu Delegatów
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z 1.12.2001
r. ¨
(...) Popieramy wyrażone na
Zjeździe stanowisko Marszałka Województwa Pomorskiego oraz Wojewody Pomorskiego
w sprawie konieczności zmiany nazwy województwa. Doceniając znaczenie, jakie
dla rozwoju demokracji lokalnej w naszej Małej Ojczyźnie, ma reforma
administracyjna kraju wprowadzona 1 stycznia 1999 r., należy wykorzystać
wszelkie możliwe argumenty i środki formalno-prawne, by doprowadzić do zmiany
nazwy województwa pomorskiego na kaszubsko-pomorskie.
Apel Klubu
Studenckiego „Pomorania” do samorządów
Województwa
Kaszubsko-Pomorskiego z 15.12.2001 r.
Od trzech lat funkcjonują w
Polsce województwa samorządowe. Wszystkie odzwierciedlają historyczne i kulturowe
nazwy regionów. Tylko jedna z nich nie oddaje rzeczywistego układu
historyczno–kulturowego. Nazwa Kaszuby, o prawie tysiącletnim rodowodzie,
dawniej utożsamiana z całym Pomorzem powinna mieć odbicie w nazwie województwa,
którego najstarszą grupą autochtoniczną są Kaszubi. Przy nazwach województw –
zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim – obecna nazwa
„województwo pomorskie” zupełnie nie oddaje ani rzeczywistości kulturowej, ani
historycznej.
W 1998 roku tylko przez
przypadek nie doszło do zatwierdzenia tej nazwy, gdyż zamierzano dołączyć do
obecnej jednostki administracyjnej Ziemię Chełmińską wraz z Toruniem. Nazwa
„województwo kaszubsko-pomorskie” została zaakceptowana przez komisję senacką
na wniosek senatora Kazimierza Kleiny. Za taką nazwą opowiedział się wówczas
profesor Gerard Labuda w liście do marszałek senatu Alicji Grześkowiak.
Opowiedziało się za tą nazwą wiele gmin i środowisk kaszubskich.
Uważamy, że ustanowienie nazwy
„kaszubsko-pomorskie” jest absolutnie uzasadnione, gdyż:
– oddaje charakter kulturowy i geograficzny
naszej ziemi (ponad 50% powierzchni naszego województwa to ziemie kaszubskie)
– po raz pierwszy od 700 lat ziemie uważane
za kaszubskie znalazły się w jednej jednostce administracyjnej
– jest uznaniem ponad
tysiącletniego trwania i trzymania polskiej straży nad Bałtykiem
– obecność Kaszubów umożliwiła m.in.
ustanowienie, w 1920 r., państwa polskiego z dostępem do Bałtyku
Zwracamy się do wszystkich
samorządów – szczebli: wojewódzkiego, powiatowego, gminnego – o podjęcie
stosownych uchwał. Będzie to swoistym wypełnieniem testamentu ś.p. Burmistrza
Kartuz i starosty kartuskiego Mariana Wilkowskiego, który jako pierwszy w 1998
r. przeprowadził taką uchwałę w Radzie Gminy Kartuzy.
Stanowisko Zarządu Głównego
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w sprawie inicjatywy utworzenia województwa
środkowopomorskiego
(10.01.2004)
Zarząd Główny Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego, jako reprezentant największej organizacji
etniczno-regionalnej w północnej Polsce, z wielkim niepokojem obserwuje
inicjatywy mające doprowadzić do podziału naszego regionu. Stanowczo
sprzeciwiamy się oderwaniu od województwa pomorskiego jego zachodnich powiatów
i wcieleniu ich do mającego powstać województwa środkowopomorskiego.
Wiele wysiłków Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie kierowało zawsze na upowszechnianie, później na realizację
takiego modelu ustrojowego, który oznaczał decentralizację uprawnień władzy.
Sprowadzał się on do tworzenia większych terytorialnie jednostek, które,
wyposażone w szerokie samorządowe kompetencje, umożliwiałyby społecznościom
lokalnym bardziej efektywny rozwój. Dla Zrzeszenia, kwestia ta - wielokrotnie
podnoszona w najważniejszych dokumentach zjazdowych - miała znaczenie kluczowe.
Takie rozwiązanie dyktował polityczny realizm, oparty także na argumentach
historycznych i odwołujący się do racji ekonomicznych, do potencjału tkwiącego
w małych ojczyznach.
Niestety, wbrew nadziejom i
logice argumentacji w rezultacie reformy przeprowadzonej w 1998 r. nie powstały
duże, silne i samodzielne finansowo regiony. Konstruowanie nowych województw
wymagało realizmu i sporej wyobraźni. Było jej u decydentów na szczęście tyle,
by uznać, że społeczność kaszubska, dotąd rozdzielona granicami
administracyjnymi, znalazła się w granicach jednego województwa. Kaszubi
przyjęli ten fakt z satysfakcją.
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie
zdecydowanie sprzeciwia się oderwaniu od województwa pomorskiego powiatu
bytowskiego, człuchowskiego, lęborskiego, słupskiego ziemskiego i Słupska. W
konsekwencji działania te doprowadziłyby do podziału obszarów zamieszkałych od
wieków przez Kaszubów, połączonych silnymi więzami etnicznymi, językowymi,
kulturowymi, historycznymi i gospodarczymi. Przeprowadzenie nowych podziałów
administracyjnych na tym obszarze spowodowałoby powrót do sytuacji anormalnej,
nie do zaakceptowania przez społeczność kaszubską.
Prof. Brunon Synak
Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
Gdańsk, 10.01.2004
Otrzymują:
1. Pan Leszk Miller – Prezes Rady Ministrów
2. Pan Longin Pastusiak – Marszałek Senatu RP
3. Pan Marek Borowski – Marszałek Sejmu RP
4. Pan Krzysztof Janik – Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji
5. Pan Jan Ryszard Kurylczyk – Wojewoda Pomorski
6. Pan Jan Kozłowski – Marszałek Województwa Pomorskiego
W trakcie porządkowania mojego archiwum w 2005 r. odnalazłem list
profesora Abdona Stryszka, skierowany do mnie we wrześniu 1987 r. w związku z
moją broszurą pt. „Kaszubi wobec przyszłości. Refleksje”. W liście tym przedstawił swój pogląd na rolę ludu w trwaniu mowy kaszubskiej. List ten
powinien się znaleźć przy przedruku tej broszury w wydanym w 2004 r. tomie
moich szkiców pt. „Społeczność kaszubska. Odrębność i przynależność”. (zobacz: Książki - spis treści) Jednak mogę go opublikować dopiero
tutaj. Sądzę, że wywód autora listu zasługuje na uwagę badaczy kaszubskich.
Henryk
Galus
Gdańsk,
12.09.2005
Warszawa,
dnia 18. września 1987.
Szanowny
Panie Redaktorze!
W Pana bardzo interesujących refleksjach nad problemem „Kaszubi
wobec przyszłości” odkryłem pewną nieścisłość dotyczącą sformułowania wzmianki
o moich poglądach na rolę ludu w ratowaniu i trwaniu kaszubszczyzny. Chodzi
mianowicie o to, że tekst odczytany przez śp. F. Marszałkowskiego nie pochodził
z listu skierowanego do uczestników dyskusji /na to nie odważyłbym się/, a był
fragmentem listu napisanego do Marszałkowskiego. Nie upoważniłem go do
przekazania zawartych w liście poglądów uczestnikom konferencji. Uczynił to
więc bez mojej zgody, za co mnie zresztą później przeprosił.
Do wypowiedzi p. red. Kiedrowskiego nie mam zastrzeżeń, gdyż oparł
ją na danych wziętych z listu napisanego do niego w związku z jego opinią o
moim artykule wydrukowanym w „Pomeranii” pod nieco enigmatycznym tytułem
„Inspiracja przeszłością”. Broniąc swego stanowiska użyłem w liście sformułowań
rzeczywiście zbliżonych do wypowiedzi p. Kiedrowskiego.
Uważałem i nadal twierdzę, że to lud przez swą zachowawczość,
przywiązanie do mowy, tradycji i ziemi ojczystej zachował te wartości, które
zdecydowały o trwaniu kaszubszczyzny. Lud kaszubski działał niewątpliwie
nieświadomie, ale ze skutkiem. Warstwa oświecona społeczeństwa kaszubskiego,
którą początkowo reprezentowało ziemiaństwo najpierw zrezygnowała z rodzimej
mowy na rzecz języka polskiego lub niemieckiego, a potem stopniowo wyzbywała
się także ziemi.
Inteligencja pochodzenia kaszubskiego, ogólnie biorąc była
inteligencją polską, a nie kaszubską i tym co stanowiło o etnicznej tożsamości
Kaszubów zasadniczo mało się interesowała. Cenowa, Majkowski i Młodokaszubi
starali się nadać swojskości kaszubskiej sens ideologiczny, widząc w niej m.in.
środek do odrodzenia Kaszub. Działali więc zgodnie ze społecznym powołaniem
inteligencji. Ich dzieła uważam za wielkie osiągnięcia w dziele udokumentowania
kultury i rozwoju myśli kaszubskiej. Działalność ich była inspiracją dla
następnych pokoleń Kaszubów. Nie przypisałbym im jednak głównej roli w dziele
zachowania kaszubszczyzny. Wszak ich prace na ogół nie znalazły większego
oddźwięku w społeczeństwie kaszubskim. Lud bez ich ingerencji zachował swój
język w żywej formie, traktując go jako instrument porozumiewawczy w życiu
codziennym.
Inteligencja komunikowała się między sobą i z ludem za pośrednictwem
języka polskiego. To lud przechował stare obyczaje jako żywą spuściznę po
przodkach. Wreszcie lud utrzymał w swoich rękach ziemię ojczystą. W oparciu o ludowe
tworzywo inteligencja starała się tworzyć nadbudowę kulturalną a w pewnym
sensie także ideologiczną. Czy ta nadbudowa miała jednak decydujący wpływ na
przetrwanie tego co przecież nieprzerwanie trwałe.
Wśród inteligencji międzywojennej zainteresowanie kaszubszczyzną
zaczynało wzrastać, nabierając rozpędu w latach trzydziestych. Działała wtedy
„Stanica”, korporacja studencka „Cassubia”, ale chyba tylko, nieliczni zresztą
„Zrzeszincy” ujawnili głębszy program ideologiczny. Może dlatego działali w
osamotnieniu podobnie jak Majkowski.
Darzę wielkim szacunkiem i uznaniem inteligencję skupioną w
Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, podziwiam jej zaangażowanie i bezinteresowność.
Jeszcze sprawy kaszubskie w Z.K.P. traktowane są jako pierwszoplanowe, a więc
bardzo ważne, ale czy tak długo będzie? Referat p. Bolduana ujawnił bardzo
daleko idące plany, wychodzące poza rejon kaszubski.
Panie Redaktorze, proszę mi wybaczyć, że rozpisałem się tak
nieprzyzwoicie. Tak ja te sprawy widzę, z czego oczywiście nie wynika, że mój
pogląd jest słuszny. Nie zamierzam też o tym nikogo przekonywać. Są to
rozważania, całkiem osobiste i skierowane tylko do Pana. Serdecznie dziękuję za
Pana cenne myśli zawarte w „Refleksjach” oraz w innych publikacjach drukowanych
w „Pomeranii”. Czytam je zawsze z dużym zainteresowaniem.
Łączę wyrazy szacunku i serdeczne pozdrowienia.
(Szkic z książki
autora: Społeczność kaszubska, Gdańsk 2004, s. 137 – 148)
Zainteresowanie Kaszubami jako zbiorowością społeczną
w sensie socjologicznym pojawiło się niedawno, dopiero w połowie lat 80.
Zrodziło się ono na tle zaktualizowanych wówczas, a trwających już od dawna,
niemal od pierwszych oznak wyłaniania się ruchu kaszubskiego w drugiej połowie
XIX wieku, sporów wśród językoznawców i etnografów o charakter języka (mowy) i
kultury tego odłamu ludności rodzimej Pomorza, a co za tym idzie sporów
historyków i publicystów o jej tożsamość i świadomość narodową. Problem od początku
miał aspekty polityczne zarówno ze względu na politykę państwową Polski i
Niemiec wobec ludności kaszubskiej, jak też z powodu różnych orientacji i dążeń, występujących w
ruchu kaszubskim i wśród ogółu ludności kaszubskiej.
Zainteresowanie socjologów Kaszubami biegło
równolegle z nasileniem badań historyków nad dziejami Kaszub, które dotychczas
raczej nie były ujmowane jako osobny
wątek dziejów Pomorza. Dopingowały zaś do tego potrzeby poznawcze samego
środowiska kaszubskiego o rosnącym poczuciu podmiotowości w okresie załamywania
się uniformizacyjnego systemu społecznego PRL i
formowania się otwartego na różnorodność systemu demokratycznego w III
RP.
Jednakże w pracach socjologów ujawnił się nie
tylko stopień trudności w badaniu i
interpretacji złożonego problemu stanu kaszubskiej zbiorowości społecznej. Dały
o sobie znać również kłopoty socjologów z teoretycznym, terminologicznym i metodologicznym ujmowaniem tej
problematyki. Kłopotów tych nie uniknął także
Brunon Synak w swym studium na temat
tożsamości kaszubskiej, opublikowanym w 1998 r.[43]
Tym bardziej książka ta zasługuje na wnikliwą uwagę. Chodzi przecież o kluczowy
problem socjologiczny zbiorowości kaszubskiej, który ma nie tylko wymiar
poznawczy, lecz także wyraźny aspekt ideologiczny i polityczny, czego bynajmniej
nie unika sam autor, który jest jednocześnie
Kaszubą i czynnym działaczem kaszubskim.
Już we wstępie autor wyraźnie
zaznaczył, że „ głównym zadaniem tej książki jest ukazanie tożsamości regionalno-etnicznej
ludności kaszubskiej przez pryzmat subiektywnego, jednostkowego doświadczenia
etniczności”. Natomiast nie zajął się ukazaniem polskiej tożsamości
narodowowo-kulturowej ludności kaszubskiej, chociaż sformułował twierdzenie
właśnie o podwójnej tożsamości Kaszubów. Widoczny jest na łamach tej książki
zamiar dowartościowania kaszubskich właściwości regionalnych i etnicznych oraz
wyeksponowania odrębności kulturowej Kaszubów. Sens programowy i ideologiczny
mają zwłaszcza uwagi autora o przyszłości Kaszubów w zakończeniu książki.
Eksplikowane w części teoretycznej
książki twierdzenie o podwójnej tożsamości Kaszubów jest tezą niejasną i kontrowersyjną. Autor przychyla się wprawdzie ku stanowisku
wielopłaszczyznowego ujmowania tożsamości etniczno-kulturowej i
narodowo-kulturowej, przyporządkowując tożsamość kaszubską tożsamości polskiej,
ale właściwie traktuje je równorzędnie. Nie rozgranicza bowiem jakościowej
różnicy między kulturą etniczną i kulturą narodową, wyraźnie oznaczonej w
kulturalistycznej teorii narodu, którą trzeba tu przypomnieć w nawiązaniu do
prac jej wybitnego współtwórcy, Floriana Znanieckiego.[44]
Pierwszy rozdział studium,
poświęcony właśnie zagadnieniom teoretyczno-terminologicznym, jest niewątpliwie
wartościową częścią opracowania, zawierającą usystematyzowany przegląd
stanowisk dotyczących pojęcia grupy etnicznej
oraz tożsamości etniczno-kulturowej we współczesnej socjologii. Na tym
jednak poprzestał, pomijając ważną dla rozumienia tej problematyki
socjologiczną teorię państwa i narodu. W rezultacie, pomimo lokowania
zbiorowości kaszubskiej w obrębie
polskiego społeczeństwa państwowo-narodowego, ograniczył się do badania samej
tożsamości etniczno-kulturowej Kaszubów, bez uwzględnienia ich uczestnictwa w
polskiej kulturze narodowej i wspólnocie polityczno-państwowej. Legło to u podstaw
jednostronności badań autora i interpretacji ich wyników, a także zubożenia
wizerunku kulturowego Kaszubów.
Badanie wyłącznie odrębności
etniczno-kulturowej Kaszubów było jasno określonym zamiarem autora, choć zdawał
sobie sprawę, że tego rodzaju grupy terytorialne nie funkcjonują samoistnie, lecz są wielorako
powiązane z szerszym społeczeństwem. Chodziło więc nie tylko o cele poznawcze,
lecz także pragmatyczne w sferze politycznej i ideologicznej, o udokumentowanie
odrębności jako podstawy podmiotowości społeczności kaszubskiej w życiu
publicznym.
B. Synak swoje określenie Kaszubów jako grupy
regionalno-etnicznej opiera na połączeniu pojęć grupy regionalnej i grupy etnicznej
w jedno.
Przedmiotem
mojego zainteresowania - pisze Synak - są Kaszubi - społeczność etniczna o
charakterze regionalnym (a nie narodowym), będąca częścią, szerszego
społeczeństwa. Można do niej w pełni zastosować socjologiczne rozumienie
zbiorowości regionalnej przyjęte przez S. Ossowskiego, według którego jest to
„zbiorowość terytorialna, która ma w większym lub mniejszym stopniu poczucie
swojej odrębności, ale nie uważa się za naród”. W kontekście analizowanych
definicji etniczności z całą pewnością ten typ zbiorowości możemy nazwać grupą
etniczną - jeżeli grupę tę definiujemy szeroko, z uwzględnieniem aspektu
obiektywnego i świadomościowego - jako zbiorowość społeczną, której członkowie
mają powszechne poczucie odmienności od innych grup - wyrażające się w
określonym autoidentyfikowaniu się i/lub indentyfikowaniu ich przez innych -
ukształtowane na podstawie wspólnych losów historycznych i terytorialnych,
własnej nazwy i swoistości kulturowej (języka, wartości, wzorów zachowań itp.).[45]
W rozważaniach o powiązaniu kaszubskiej grupy regionalno-etnicznej z
polskim społeczeństwem narodowym i państwowym Synak ogranicza się do bardzo
ogólnych stwierdzeń, pisząc:
Zatem
Kaszubów można określić mianem grupy etnicznej o charakterze regionalnym,
wchodzącym w obręb szerszej zbiorowości etnicznej o charakterze
narodowo-państwowym. Świadomościowym wyrazem takiego usytuowania Kaszubów jest
ich podwójna przynależność i tożsamość: regionalno-etniczna (kaszubska) i
narodowo-etniczna (polska). Mimo iż Kaszubi wykształcili w sobie - jak
zobaczymy w dalszej części książki -
świadomość odrębności kulturowej, to nie jest to odrębność oparta na
identyfikacji (lub na pamięci o niej) z „własnym” narodem czy państwem. Grupowa
etniczność kaszubska od wielu dziesięcioleci kształtuje się w ramach polskiej
tradycji narodowej, a w przeszłości przetrwała w zasadzie tylko w obrębie
państwowości polskiej. Dlatego możemy mówić o dwóch poziomach przynależności
współczesnych Kaszubów: regionalnym i narodowym. Stąd stawiane przez niektórych
pytanie, czy Kaszubi są grupą regionalną, czy etniczną jest pytaniem źle sformułowanym,
ponieważ te dwie kategorie się nie wykluczają - Kaszubi są grupą regionalno-etniczną
(nienarodową).[46]
W relacjach tych Synak nie dostrzega sprzeczności, lecz zgodność.
Mamy
tu do czynienia - stwierdza Synak - ze swoistą postacią pluralizmu wewnętrznego,
gdzie kultura własnej grupy regionalno-etnicznej oraz kultura dominującej
wspólnoty narodowej mogą zgodnie funkcjonować w świadomości jednostki, a w
wymiarze zbiorowym mogą się wzajemnie przenikać i wzbogacać, nie burząc
autonomii, odrębności kulturowej i zwartości społecznej mniejszej grupy etnicznej.
W wypadku Kaszubów nie mamy do czynienia - jak to bywa w warunkach pogranicza
narodowego - z pierwszeństwem świadomości regionalnej przed narodową, a więc ze
zjawiskiem, które S. Ossowski, odnosząc je do Śląska Opolskiego, określał
„nominalizmem w sprawach narodowych” - oznaczającym postawy swoistej
obojętności. Etniczność Kaszubów przebiega na dwóch różnych, ale komplementarnych
poziomach tożsamościowych. Obydwa poziomy mają charakter
kulturowo-świadomościowy i nie jest to rozróżnienie jedynie między etnograficzną
odmiennością a narodową identyfikacją.[47]
Synak podziela opinię, że Kaszubi byliby grupą wyłącznie etnograficzną
tylko wtedy, gdyby więzi typu narodowego, świadomość przynależności narodowej i
łączność z narodem wyrugowały, zniwelowały wąskie więzi etniczne oparte na
regionalnej solidarności, poczuciu wąskiej, grupowej „swojskości”. Jednocześnie
podkreśla, że (...) we współczesnej
perspektywie socjologicznej etniczności coraz większą wagę przywiązuje się do
analizy trwałości mniejszości kulturowych, nie będących narodami tout court, a
więc do społecznego i kulturowego zróżnicowania zbiorowości etnicznych na
niższym niż narodowy poziomie: na poziomie ojczyzn lokalnych czy regionalnych.
Tożsamość narodowa bowiem wyrasta z tożsamości niższego poziomu (środowiskowej,
lokalnej, regionalnej) i zawsze jest jakoś z tą ostatnią powiązana.[48]
W ten sposób B. Synak lokuje
regionalno-etniczną podmiotowość Kaszubów we wskazanym już we wstępie swojej
książki trendzie współczesnych zjawisk społecznych, określanych mianem uniwersalizacji etniczności lub też polityzacji odrębności kulturowych. Tego
rodzaju odrębności kulturowe bowiem, podobnie jak kultura narodowa, mogą także
legitymizować dążenia i żądania polityczne innych grup na poziomie niższym niż
państwowy. Są to grupy występujące nie z żądaniami separatystycznymi, lecz z
postulatami szerokiej autonomii, nie tylko w sferze kultury, lecz także w zakresie
ekonomii i polityki.
W tym kontekście stwierdzenia Synaka o
podwójnej przynależności i tożsamości Kaszubów nabierają charakteru wyraźnego
przeciwstawienia. Dwoistość tożsamości służy jako instrument do realizowania odrębnych
celów i interesów. Tożsamość wszakże jest zwykle jedną całością, choć stanowi
syntezę wielu elementów, które oczywiście można rozpatrywać także oddzielnie,
na poziomie regionalnym czy regionalno-etnicznym, ale jednak w powiązaniu z
całością.
Trzeba wziąć pod uwagę, że współcześnie łączą
się dwa dotychczas odrębne wzorce polskiej tradycji narodowej, a więc tradycji
państwowej i tradycji narodowo-kulturowej. W tym trwającym jeszcze procesie
następuje przeniesienie akcentu z modelu wspólnoty kulturowej do modelu
wspólnoty obywatelskiej, który utrwalił się w wielu krajach Europy
Zachodniej. W każdym bądź razie
świadomość i tożsamość narodowa wyraża się dziś w wymiarze politycznym i kulturowym
zarazem. Państwo określa się w formie kultury narodowej, a naród dopełnia swą
odrębność kulturową w państwowej strukturze politycznej.
W tej
sytuacji wyolbrzymianie względnej odrębności regionalnej, czy odrębności
regionalno-etnicznej, przeradza się w przeciwstawienie społeczeństwu złączonemu
narodową wspólnotą kulturową i
polityczno-państwową. Łatwo wtedy o powstanie konfliktu w tym układzie. Jest
rzeczą znamienną, że w pracach o społecznościach regionalnych czy regionalno-etnicznych
autorów zaangażowanych po stronie tych ruchów często jest przywoływany pogląd Ossowskiego
w tej kwestii w okrojonej postaci, jak
uczynił to również Synak w cytowanym fragmencie.
Trzeba tu więc przypomnieć, że S. Ossowski, na
którego Synak się powołuje, wyróżniał
nie tylko sytuację, gdy zbiorowość terytorialną łączy poczucie odrębności
regionalnej i przynależności do społeczeństwa narodowego. Wskazywał także na
dwie inne sytuacje, a mianowicie gdy
zbiorowość terytorialna ma poczucie więzi regionalnej a nie posiada poczucia
narodowego oraz gdy silne poczucie odrębności regionalnej jest połączone z
antagonizmem względem państwa, w którego skład wchodzi ów region. W tym trzecim
wypadku rodzi się tendencja do szybkiego wzmacniania się odrębności regionalnej
i stosowania w antagonistycznej walce wzorów odrębności narodowej.[49]
Dotyczy to nawet regionów zróżnicowanych w ramach kultury narodowej, a tym
bardziej regionów z odrębnością etniczną.
F. Znaniecki wiązał tego rodzaju sytuację ze
stanem konfliktu o uwzględnianie interesów różnych grup społecznych w życiu państwowym.
Miał na myśli także poczucie odrębności interesów prowincji lub dzielnic
państwa, o ile są odgraniczone nie tylko
administracyjnie, lecz i społecznie, tj. o ile ich solidarność wewnętrzna jest
większa od tej, która je łączy z innymi prowincjami lub dzielnicami.[50]
W społeczeństwie państwa demokratycznego
działa system praw i obowiązków obywateli bez względu na ich poczucie przynależności
narodowościowej i etnicznej oraz różnice kulturowe. Istnieje akceptacja takiej
odmienności, ale przy jednoczesnym dążeniu do zapewnienia podstaw integracji
kulturowej zbiorowości obywateli państwa, warunkującej sprawne funkcjonowanie
społeczeństwa jako całości i podmiotowość jego członków. Służy temu uznanie
języka narodu tworzącego państwo (większości narodowej) za język życia
publicznego (język urzędowy) oraz określenie niezbędnego poziomu wykształcenia
ogólnego uzyskiwanego w ramach obowiązku szkolnego. W tym wyraża się powiązanie
obywatelstwa z kulturowym obliczem państwa.
Państwo jest zobowiązane do ochrony przed
dyskryminacją osób poczuwających się do odmiennej, niż większość obywateli, tradycji
narodowo-kulturowej czy etniczno-kulturowej. Powinno też wspierać dążenia do
zachowania tej tradycji przez osoby ze środowisk zamieszkujących na obszarze
tego państwa od wielu pokoleń lub obszarze przyłączonym doń wskutek
przesunięcia granic państwowych; natomiast nie przyjmuje takich zobowiązań wobec imigrantów. Równocześnie jednak państwo
musi dbać o to, by integracja kulturowa ogółu jego obywateli miała ugruntowaną
podstawę.
Pomimo łączenia przynależności państwowej i
narodowej, obywatelstwa z narodowością, funkcjonuje także pojmowanie narodu w
kategoriach wspólnoty kulturowej bądź etnicznej (opartej na genealogii).
Istnieje również rozgraniczenie pojęć społeczeństwa o kulturze narodowej i społeczności
o kulturze etnicznej.
Posiadanie państwa jest tylko jednym z
ważnych wyróżników społeczeństw o
kulturze narodowej. Mogą one istnieć w ramach jednego i własnego państwa lub w
obrębie kilku państw. Ale tylko własne państwo daje im pełne poczucie suwerenności
i niezależności. Jednak narody kulturowe nie całkowicie pokrywają się z państwem. Organizacja państwa
jest oparta na zasadzie władzy i stosowania przymusu, a integracja narodu
kulturowego dokonuje się na podstawie systemu
wartości i idei, wzorców i perswazji.
Właściwością narodów kulturowych jest przede
wszystkim ich kultura umysłowa, oparta na piśmiennictwie i różnorodnych formach
przekazu treści z zakresu literatury, sztuki, wiedzy, religii, etyki, obyczaju,
prawa, polityki itp. Uczestnictwo w tak pojmowanej kulturze narodowej określa
tożsamość narodowo-kulturową. Jej elementem jest także etniczność w podstawowym
znaczeniu tego pojęcia, a więc w odniesieniu do więzi typu genetycznego, ale
nie ograniczonych tylko do pochodzenia, lecz obejmującej także przystosowanie
do wspólnoty etniczno-kulturowej. Kultura etniczna jest nabywana w drodze
przekazu ustnego, rodzinnego i środowiskowego, a do nabycia kultury narodowej
potrzebna jest zinstytucjonalizowana edukacja.
Przy takim sprecyzowaniu kluczowych pojęć
odrębność Kaszubów na poziomie etniczno-kulturowym powinna być wiązana z
poziomem polskiej kultury narodowej i państwowej wspólnoty politycznej.
Uczestnictwo Kaszubów w tych obydwu sferach życia publicznego w Polsce, a więc
w sferze polskiej kultury narodowej i instytucji państwa na szczeblu krajowym i
szczeblu lokalno-regionalnym dowartościowuje Kaszubów i stanowi zarazem istotny
czynnik ich integracji jako zbiorowości
etnicznej.
W tym kontekście nie można pominąć faktu, że
powstał także krąg osób pochodzenia kaszubskiego poczuwających się do niemieckiej
przynależności narodowo-państwowej czy tożsamości narodowo-kulturowej. Krąg
tych osób bowiem znalazł się
zarówno wśród ludności migrującej
z Pomorza do Niemiec po 1945 r. w różnych zresztą okolicznościach i okresach,
jak i wśród członków stowarzyszeń mniejszości niemieckiej, utworzonych na
Pomorzu w latach 90. W pewnej mierze są to szczątkowe raczej konsekwencje losu
Pomorza pod zaborem pruskim oraz pozostawania części obszaru Pomorza i Kaszub w
granicach Niemiec aż do 1945 r. Fakty te
trzeba oczywiście ukazywać z odejściem od polityczno-propagandowego kontekstu,
w jakim je umieszczano w okresie PRL.
W tradycji ruchu kaszubskiego od początku
istniała również orientacja na własną
odrębność narodową, a i współcześnie są jej rzecznicy. Orientacja ta w
przeszłości opierała się głównie na pojmowaniu etniczności w kategoriach
obiektywnych cech genetycznych (pochodzenie)
i kulturowych (mowa), a dziś odwołuje się zwłaszcza do subiektywnych
przeświadczeń i wyobrażeń.
Powstanie narodu kulturowego nie jest jednak
aktem woli, lecz długim i nie zawsze efektywnym procesem kulturotwórczym, którego
wytwory znajdowałyby uznanie także wśród innych społeczeństw tego typu i
ocenione jako element w pewnym stopniu oryginalny i należący wartości
uniwersalnych. Aktem woli zbiorowej
społeczność etniczno-terytorialna może przekształcać się w podmiot
polityczny o cechach narodu politycznego, ale nie zawsze skraca to proces tworzenia
narodu kulturowego. Jednak z góry niczego nie można przesądzać, gdyż dynamika
procesów kulturowych nie daje się przewidzieć.
Tymczasem kultura etniczna kaszubskiej
zbiorowości społecznej ma charakter
cząstkowy. Mowa kaszubska jest tylko w użyciu domowym i środowiskowym u
części ludności kaszubskiej, przy dużych
różnicach pomiędzy rejonami Kaszub.
Pismo kaszubskie nie jest środkiem szerszego komunikowania się między
Kaszubami. Pisać po kaszubsku potrafi niewielki krąg osób.[51]
Zasoby kaszubskiego piśmiennictwa są stosunkowo skromne, głównie w postaci
małych form literackich i spisanej literatury ludowej oraz słowników, a także
prób przekładu niektórych dzieł piśmiennictwa religijnego. Czasopisma
kaszubskie w przeważającej mierze są pismami polskojęzycznymi. Nauczanie języka
kaszubskiego w szkołach podstawowych na Kaszubach jest w fazie początkowej i
bywa przedmiotem kontrowersji między inicjatorami tej edukacji a rodzicami,
uczniami, nauczycielami i władzami gminnymi. Kaszubi dzisiaj są zbiorowością de
facto polskojęzyczną. Głównie przez pryzmat
polskiego języka i kultury docierają do kultury innych narodów.
Jeśli Synak
określił Kaszubów żyjących dziś na Pomorzu w kategoriach „podwójnej
tożsamości”, a więc regionalno-etnicznej
(kaszubskkiej) i narodowo-etnicznej (polskiej), to mógł zadbać o ukazanie ich
pełnego oblicza i zająć się badaniem ich obydwu tożsamości. Ograniczając się
zaś do badania tylko tożsamości kaszubskiej, zubożył wizerunek współczesnych
Kaszubów.
W kontekście związków Kaszubów z polskim państwem i
narodem należy rozpatrywać też regionalny charakter zbiorowości etnicznej Kaszubów.
Synak kojarzy Kaszubów oczywiście z Pomorzem jako terytorium ich trwałego
zasiedlenia. Abstrahuje jednak od tego, że Pomorze jest szerszym regionem i ma
wielokrotnie liczniejszych mieszkańców o polskiej kulturze narodowej, włącznie
z jej odmianami regionalnymi, przyniesionymi przez powojennych przybyszów i
zachowanymi w pewnym zakresie. Kaszubi żyją w stosunkowo zwartym zasiedleniu
tylko na jednej trzeciej terytorium obecnego województwa pomorskiego i stanowią
co najwyżej jedną czwartą ludności tego województwa. Autor studium zdaje się w
ogóle nie dostrzegać problemu relacji między tymi zbiorowościami społecznymi. A
warto by zwrócić uwagę choćby na rolę, jaką właśnie ludność polska, poważnie
powiększona na Pomorzu od pierwszych lat powojennych, odegrała w stworzeniu w miastach przedwojennego
województwa pomorskiego – w Gdyni i w Toruniu, a także na terytorium byłego Wolnego Miasta Gdańska i byłych
prowincji niemieckich – kluczowych instytucji polskiej kultury narodowej, nauki
i szkolnictwa wyższego, które środowiskom kaszubskim dały asumpt do
podmiotowości kulturowej.
Synak w części teoretycznej swego studium w
pewnym stopniu podzielił stanowisko A. Kłoskowskiej, która dostrzegła formy pośrednie
między szerokim i wąskim rozumieniem grup etnicznych nie stanowiących społeczeństw narodowych.
Określiła ona dwa biegunowe typy kontinuum pojęciowego, którymi są: grupa
etniczna pierwotna (tradycyjna zbiorowość etniczna) oraz grupa etniczna cząstkowa
(zbiorowość etniczna o kulturze cząstkowej). W pierwszym przypadku jest to typ
małej społeczności ściśle powiązanej z terytorium mającym dla niej znaczenie
praktyczne i symboliczne, a w drugim przypadku - typ grupy wyodrębnionej na
zasadzie kontrastu wobec dominującej kultury szerszego społeczeństwa, stanowiącej resztkę grupy autochtonicznej czy
regionalnej lub mało zwartej grupy pochodzenia migracyjnego. Synak także zauważa
formy przejściowe. Twierdzi więc,
że żadnego z dwóch biegunowych typów grup nie dałoby się odnieść do
społeczności kaszubskiej, ale jednak przyznaje, że zawiera ona w sobie pewne
cechy obydwu.
Dokumentują to i ilustrują w pewnym zakresie
wyniki badań empirycznych tożsamości kaszubskiej, przeprowadzonych przez autora
w roku 1988. i 1993 w kilku miejscowościach na Kaszubach. W książce Synaka jest
to obfity materiał poznawczy, zawarty w 35 tabelach, objaśnieniach i opisach
oraz zapisach wypowiedzi badanych i komentarzach autora. Materiał ten jednak,
wykorzystany do analiz i interpretacji dopiero w książce wydanej w 1998 r.,
stracił na aktualności. Poza jego treść wykraczał więc niekiedy autor w swoich
konkluzjach końcowych.
Koncepcja badań Synaka i interpretacji wyników
powstała na podstawie analizy polskiej i światowej literatury anglojęzycznej na
temat skomplikowanej problematyki tożsamości etnicznej, która coraz częściej
jest postrzegana przez badaczy jako tzw. nowa etniczność. Oznacza to
zainteresowanie przede wszystkim indywidualnym doświadczeniem etniczności jako
subiektywnego przeżycia jednostki czy choćby tylko poczucia związku z grupą etniczną i woli uczestnictwa
w niej, niezależnie poniekąd od obiektywnych wyznaczników etniczności w wyrazie
naturalnym i kulturowym. Wiąże się to niewątpliwie z zanikaniem we
współczesnych zbiorowościach etnicznych tychże obiektywnych wyznaczników
odrębności etnicznej i wzmacnianiem subiektywnego, wyobrażeniowego wręcz, poczucia tej odrębności. W tym tkwi
motywacja nowej mobilizacji etnicznej, która poprzez ożywienie wspólnoty
kulturowej pobudza solidarność społeczną a nawet przyczynia się do jej
polityzacji na gruncie interesu grupowego i dążenia do podmiotowości, zwłaszcza
na niższych szczeblach struktur państwa, a więc samorządu regionalnego i
lokalnego.
Stąd też w nurcie badań nowej etniczności ma
miejsce łączenie rozdzielnych skądinąd, choć wzajemnie ze sobą powiązanych pojęć
tożsamości etnicznej i szerzej rozumianej tożsamości kulturowej. Zaciemnia to
zwłaszcza przejawy tradycyjnej etniczności, gdy ona jeszcze występuje. Ta
nieostrość wyników badań i ich interpretacji cechuje także studium Synaka,
który zamiennie stosuje terminy tożsamości etnicznej i tożsamości
kulturowo-etnicznej.
W materiale poznawczym, zgromadzonym w książce
Synaka, zwraca uwagę dysonans zarejestrowanych nastawień badanej zbiorowości. Z
jednej więc strony są tam wysokie notowania w pełni kaszubskiej
autoidentyfikacji, sięgające 67,4 - 72 proc. badanych[52]
i tożsamości „odzwierciedlonej”, dochodzące do 53,7- 64,5 proc. [53]
Z drugiej strony zaś tylko 31,1 - 39,7 proc. badanych ocenia, że Kaszubi
stanowią grupę ludności wyraźnie różniącą się pod wieloma względami od innych
mieszkańców kraju, a 38 - 47,6 proc. ocenia te różnice jako nieznaczne, zaś 14
- 20,3 proc. uznaje, że w zasadzie nie ma żadnych różnic.[54]
Mimo to, aż 74,5-76,6 proc. badanych uważa, że należy dążyć do utrzymania tych
różnic.[55]
Jednakże równocześnie opowiadający się za samodzielnością etniczną stanowią
41-51,5 proc. badanych, za etnicznością regionalną - 35,5 - 39 proc., a
wyrażający indyferentyzm etniczny - 8,3 - 16,8 proc.[56]
Rozbieżności te i wahania występują na tle
braku wyraźnych przejawów poczucia dyskryminacji czy niższości Kaszubów w różnych
wymiarach położenia społecznego. Od 57 do 80 proc. badanych uznało, ze sytuacja
Kaszubów nie odbiega ani w „górę” ani w „dół” od przeciętnej sytuacji innych
mieszkańców kraju. Lepiej jednak Kaszubi oceniają swoją pozycję pod względem
ekonomicznym, niż prestiżowym, politycznym, edukacyjnym czy zawodowym.[57]
Jednocześnie źródeł negatywnych opinii o Kaszubach upatrują badani przeważnie u
mieszkańców innych regionów kraju - jak uważa 49 - 59 proc. badanych, albo u
ludności napływowej - jak sądzi 23 - 35 proc. badanych, podczas gdy tylko 7 -
11 proc. źródła te widzi w samych Kaszubach, a 12 - 20 proc. - postrzega to
jako zaszłość historyczną.[58]
Cytowany materiał badawczy ukazuje też
dysonans świadectwa badanych w kwestii przywiązania do języka i posługiwania się mową kaszubską. Wyniki badań
i ich interpretacje w książce Synaka są częściowo zbieżne z analizą wyników
badań autora tego opracowania, dotyczących międzypokoleniowego przekazu języka
i kultury etnicznej w społecznościach kaszubskich, a wskazujących na załamanie
się tego przekazu w rodzinach kaszubskich oraz ambiwalentny stosunek do tej
sprawy rodziców i ich dzieci w wieku szkolnym.[59]
Jednak Synak ledwie w przypisie
formułuje następującą uwagę: Nie jest wykluczone, że w przyszłości
może wzrastać znaczenie polskojęzycznych elementów kaszubskiej tożsamości, np.
wartości przypisywanej „ swojemu” regionowi. Pomija też fakt, że większość
ludności kaszubskiej nie posługuje się językiem kaszubskim w piśmie; z
rozumiejących zaś pisany tekst kaszubski, rzadko kto potrafi sam pisać po kaszubsku.
Dla autora studium nie ma to jednak większego
znaczenia, gdyż daje przewagę subiektywnemu, wyobrażeniowemu kryterium tożsamości etnicznej, ujmowanemu nawet w
skrajnej postaci. Nie jest zatem
najważniejsze – stwierdził Synak w części teoretycznej studium – czy
język, kultywowane tradycje, przestrzegane obyczaje są „naprawdę” kaszubskie,
lecz ważniejsze jest to, jak elementy te definiowane są przez samych badanych.[60]
Egzemplikował to zaś w zakończeniu książki.[61]
Konkluzje studium Synaka, sformułowane w zakończeniu książki z 1998 r.,
bardziej wynikają z przeświadczeń autora, niż zebranego przezeń w latach 1988 i
1993 materiału poznawczego. Wyraźnie zaznacza się idealizacja cech etniczno-kulturowych
społeczności kaszubskiej i pozytywnych elementów w jej dążeniach rozwojowych.
Tak więc autor konstatuje silnie
ugruntowane poczucie kulturowej odrębności Kaszubów. Zaznacza też, że:
Choć stosunek do kultywowania tej odrębności obejmuje zróżnicowany wachlarz
postaw – od przejawów etnocentrycznych po eskapizm kulturowy – to wyraźnie
dominującą postawą jest troska o zachowanie i rozwijanie kulturowego bogactwa,
łączona z otwartością na innych i przeciwstawianiem się prymitywnemu
separatyzmowi czy idiolatrii. Postawy te służą integracji środowiskowej i
stosunkom współpracy z ludnością o odmiennej genealogii.[62]
Synak pisze wręcz o dojściu do „punktu
krytycznego”. Można zatem powiedzieć - stwierdza autor studium – że
– posiłkując się przyjmowaną na gruncie socjologii etniczności tezą o
zależności procesów akulturacji i asymilacji od awansu społecznego - zmiana
warunków politycznych w kraju spowodowała przekroczenie przez społeczność
Kaszubów swoistego „punktu krytycznego” (a przynajmniej zbliżenie do niego) w
postępującej wraz z awansem społecznym asymilacji, oznaczającego etniczne
ożywienie, grupową mobilizację oraz bardziej otwarty i świadomy stosunek do
odrębności kulturowej. Ożywienie to – nie mające nic wspólnego, jak to ma
miejsce u części ludności Śląska Opolskiego, od narodowości polskiej - stało się możliwe dzięki powszechnemu
istnieniu wśród ludności kaszubskiej poczucia identyfikacji etnicznej,
utrzymywanej niezależnie od tendencji integracyjnych. Sadzę przy tym, że wzrost
podmiotowości Kaszubów i ich świadomości będzie sprzyjał dalszemu rozwojowi
kultury etnicznej, a nie osłabiał go – jak twierdzą zwolennicy przywołanej
tezy. Prawidłowość ta, jak przypuszczam, jest szczególnie charakterystyczna dla
grup regionalnych o podwójnej tożsamości, zakorzenionych w kulturze ojczyzny
regionalnej i kulturze narodowej jednocześnie; w takim wypadku wzbogacanie
jednej kultury nie musi odbywać się kosztem drugiej.
Co więcej, tego rodzaju odrębność i
zróżnicowanie zachodzące w ramach szerszego uniwersum kulturowego „wielkiej
ojczyzny” – ale nie na zasadzie substytutywności czy konkurencyjności wobec
niego – jest czynnikiem przybliżającym i wspierającym wartości ogólnonarodowe,
służącym osiąganiu celów regionalnych i państwowych, wielokulturowość nie
pozostaje bowiem w sprzeczności z imperatywem integracji społecznej.[63]
Jednak twierdzenia te i przewidywania niezupełnie wytrzymały próbę czasu.
Świadczą o tym wydarzenia w ruchu kaszubskim w latach 2002-2004. Doprowadziły
one do powstania radykalnej opcji programowej w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim
jakby pod wrażeniem ideologicznej warstwy książki Synaka z 1998 r. Opcja ta
kontestuje niedowartościowanie kaszubskiej odrębności a jej cechy
etniczno-kulturowe wykorzystuje instrumentalnie na płaszczyźnie politycznej.[64]
Trzeba zgodzić się z Synakiem, gdy twierdzi, ze społeczność kaszubska od
końca XX wieku podlega ważnym, choć powolnym, przeobrażeniom świadomościowym w
sferze kulturowo-etnicznej. Jednak
charakterystykę tych przeobrażeń
ujmuje on dość jednostronnie, sprowadzając rzecz do kaszubskiej odrębności.
Brak i tu zainteresowania autora dla uwzględnienia w przemianach świadomościowych
społeczności kaszubskiej jej powiązań z ogółem polskich mieszkańców całego
Pomorza jako wspólnego regionu.
Zasadniczy kierunek tych mian – stwierdza Synak – polega na stopniowym
przechodzeniu Kaszubów od biernego, bezrefleksyjnego trwania przy własnej
ojcowiźnie, jej kulturze i wartościach – do bardziej aktywnego poszukiwania i pogłębiania
tożsamości jednostkowej i grupowej; od etniczności tradycyjnie opartej na zasiedziałości,
„przyjęciu do wiadomości” przynależności grupowej i bezwładnym podporządkowaniu
się narzuconemu stereotypowi, do tego, co zbliżone jest do nowej etniczności,
wyrażającej się w coraz bardziej pozytywnym wizerunku grupowym, w naturalnej i
umiarkowanej dumie kaszubskiej, w bardziej intencjonalnych wyborach i świadomym
rozumieniu własnej odrębności.[65]
W ostatnich akapitach książki jej autor
formułuje wprost program działań indywidualnych i zbiorowych, jakie powinny być
podjęte, aby ten kierunek przeobrażeń społeczności kaszubskiej rozwijać. Ale to
jest już temat do dyskusji dla zaangażowanych uczestników ruchu kaszubskiego.
Na koniec tych refleksji o interesującej
skądinąd książce Synaka warto jeszcze poczynić kilka uwag bardziej ogólnych.
Otóż zamieszczony na początku książki krótki
rys historycznego losu Kaszubów od średniowiecza po czasy współczesne, oparty
zresztą głównie na wartościowych pracach historyka Gerarda Labudy, nie został
napisany z punktu widzenia socjologii historycznej, a więc ze szczególnym
uwzględnieniem faktów i zjawisk z przeszłości, które są istotne dla zrozumienia
stanu obecnego. Nazbyt lakoniczny i uproszczony jest obraz czasów II
Rzeczypospolitej i lat wojny oraz okresu PRL. Pominięte zostały niektóre istotne
wydarzenia i zjawiska, budzące kontrowersje, ale ważne z socjologicznej
perspektywy, jak na przykład uwikłania
niektórych środowisk kaszubskich w próby zewnętrznej i wewnętrznej instrumentalizacji
politycznej ruchu kaszubskiego (niemieckie kalkulacje irredenty kaszubskiej w
okresie międzywojennym dla uzyskania tzw. korytarza pomorskiego, sprawa
utworzenia tzw. republiki kaszubskiej w pierwszych latach powojennych, lista
kaszubska w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 r., koncesja dla
prasy kaszubskiej w latach 1945-1947)[66]
Charakterystyka sytuacji Kaszubów w Polsce
międzywojennej i powojennej na łamach
książki jest nieco przesadnie zabarwiona oznakami niedowartościowania tej
zbiorowości, nieżyczliwości i nieufności wobec niej, czy nawet jej krzywdzenia. Stwierdzenie Synaka,
że ruch kaszubski w dobie PRL nie stracił autentycznego charakteru i zawsze
zachował znaczny stopień niezależności jest nazbyt uproszczone. Zdaniem innych
autorów ruch ten raczej oscylował między kolaboracją z władzami a umiarkowaną
opozycyjnością.[67] Brak warunków do podmiotowości w życiu
publicznym w okresie PRL dotyczył ogółu rodzimej inteligencji oraz społecznie i
kulturowo aktywnych środowisk z międzywojennego województwa pomorskiego.
Swojskiej ekspresji kulturowej nie mogła też swobodnie przejawiać ludność
napływowa z innych regionów polskich, a zwłaszcza z Kresów Wschodnich.
Autor
w ogóle nie zajął się analizą ideologii kaszubskiej w XIX i XX w., z
uwypukleniem przede wszystkim dążeń samych Kaszubów i ich duchowych liderów,
ale także z uwzględnieniem zewnętrznych inspiracji ze strony zachodnich i
wschodnich sąsiadów Polski. Nie zainteresował się przedstawieniem przemian
tożsamości Kaszubów w wymienionych okresach dziejów najnowszych, na podstawie
dostępnych świadectw identyfikacji, urzędowych, pamiętnikarskich czy
literackich. To dawałoby szersze tło porównawcze dla ukazania ciągłości i
zmiany świadomości etniczno-kulturowej Kaszubów. Wreszcie autor, relacjonując
swoje badania tożsamości kaszubskiej w latach 1988 i 1993, nie spróbował odpowiedzieć
na nasuwające się pytanie o mechanizm kształtowania się tej tożsamości, o
czynniki decydujące o jej formowaniu się w wyrazie jednostkowym, a zwłaszcza
zbiorowym.
Byłoby to tym bardziej przydatne,
że dotychczas przedmiotem badań nie była jeszcze zbiorowa aktywność społeczno-kulturowa
Kaszubów oraz stworzonych przez tę społeczność instytucji. Po 1989 r. obok
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego powstały nowe, jak Instytut Kaszubski jako
społeczna instytucja naukowa, czy prywatne wydawnictwa prasowe i książkowe oraz
placówki oświatowe.
ZK-P współpracuje z międzynarodowymi
organizacjami mniejszości narodowych i etnicznych. Instytucje kaszubskie
zabiegają o rozszerzenie możliwości korzystania ze świadczeń państwa w zakresie
rozwijania kultury społeczności kaszubskiej i nauczania języka kaszubskiego w
szkole - na zasadzie uprawnień grupy etnicznej podobnych do przysługujących
mniejszościom narodowym. Jednocześnie dla realizacji tych celów wymienione
instytucje sięgają po środki z fundacji niemieckich oraz z Unii Europejskiej.
Angażują także środki społeczne i prywatne, co stało się możliwe w warunkach
demokracji i gospodarki wolnorynkowej. Po 1989 r. jest to, obok państwa, istotny
czynnik wsparcia zarówno polskiej kultury narodowej i jej regionalnych odmian,
jak też kultury grup mniejszości narodowych i grup etnicznych.
Zbiorowość kaszubska wykazuje więc dążenia do
rozwoju społeczno-kulturowego. Wprawdzie jest ona mniejszą częścią społeczeństwa
obecnego województwa pomorskiego, ale niewątpliwie bardzo dynamiczną. Toteż
zapewne pozostanie przedmiotem żywego zainteresowania socjologów.
(Lipiec 2004)
[1]
Cytowany fragment uchwały – według tekstu przytoczonego przez Artura
Jabłońskiego na posiedzeniu sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i
Etnicznych – zobacz w „Aneksie”
stenogram obrad tej komisji w dniu 10 września 2002 r.
2 Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i
etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej, druk sejmowy nr 223, publikowany także na
stronie internetowej Sejmu RP – www.sejm.pl
16 Stenogram z posiedzenia trzech komisji sejmowych w
dniu 16 czerwca 2004 r. w sprawie zmian w projekcie ustawy o mniejszościach
narodowych i etnicznych – zobacz w „Aneksie”.
19¨19 Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu
RP: www.sejm.pl
20¨ „Dziennik Bałtycki”, 11.09. 2002
21¨ „Dziennik Bałtycki” z 4.10.2002 r. Tekst rozmowy
zamieszczono na ukazującej się okresowo stronie pt. „Norda” z podtytułem „Pismiono
Kaszëbsczi Zemi”.
22¨ Dyskusja odbyła się 4.10.2002. Jej zapis ukazał się
w „Pomeranii” nr 10/11 z 2002 r. s. 5-10.
23¨ Wypowiedź Kazimierza Ostrowskiego została wydrukowana
w tam samym numerze „Pomeranii”, co dyskusja redakcyjna.
24¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl
25¨ „Dziennik Bałtycki” 6.12.2002, kolumna pt.: „Norda.
Pismiono Kaszëbsczi Zemi”
26¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl
27¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl
28¨ Zobacz publikacje na stronie internetowej pt. „Zasoby
Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl
29¨ Tekst opublikowany w „Dzienniku Bałtyckim” z
21.05.2002 r.
30¨ Narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Powszechny
spis rolny 2002. Ludność. Struktura demograficzna i społeczno-ekonomiczna.
Województwo pomorskie, opracował zespół Wojewódzkiego Urzędu
Statystycznego, Gdańsk 2003, s. 31-32
(wersja internetowa – www.gus.pl)
31¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl
32¨ „Pomerania” nr
9, 2003, s. 22-23. Zobacz także w
tym numerze „Pomeranii” komentarz Artura Jabłońskiego „Od redaktora”.
33¨ Artykuł ten
został przedrukowany w Pomeranii” nr
9/2003 s. 24-26 z miesięcznika
„Nowe Państwo” nr 8/2003
34¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod
nazwą „Zsoby-Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl
35¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod
nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl
36¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod
nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl
37¨ Artykuł ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo”
2/2004. Tekst według publikacji w portalu internetowym: www.onet.pl
38¨ Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu
RP: www.sejm.pl
39¨ Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości
Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu
RP: www.sejm.pl
____________________
1 Marek Latoszek, „Kaszubi – ich
lokalizacja i liczebność w obrębie obszaru dialektów kaszubskich i w jego
bezpośrednim sąsiedztwie”, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, praca zbiorowa
pod redakcją M. Latoszka, Uniwersytet Warszawski, Wyższa Szkoła Pedagogiczna w
Rzeszowie, Rzeszów 1990, s. 41-128; ten sam tekst także w: Marek Latoszek,
Pomorze. Zagadnienia etniczno-regionalne, Gdańsk 1996, s. 63 - 132.
[20] M. Latoszek w całym opracowaniu
stosuje określenie: „obszar dialektów kaszubskich”. Odbiega to od terminologii
przyjętej przez językoznawców, którzy w
„Atlasie językowym kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich” oraz w innych opracowaniach posługują się głównie
pojęciem „obszaru językowego kaszubszczyzny”.
I tu też będziemy go używać.
[21] Karolina Literska, Migracje Kaszubów bytowskich do RFN w
latach 1971-1975, w: „Pomorze – trudna ojczyzna?”, praca zbiorowa pod redakcją
Andrzeja Saksona, Instytut Zachodni, Poznań 1996, s. 291-315.
[22] Autor badań szerzej przedstawił ich metodologię w tekście
z 2001 r.: Marek Latoszek, Liczebność Kaszubów - kwestia metodologii. (w):
Badania kaszuboznawcze w XX wieku, red. J. Borzyszkowski, C.
Obracht-Prondzyński, Instytut Kaszubski, Gdańsk 2001, s. 140-158.
[23] Brunon Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i zmiana.
Studium socjologiczne, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998, s. 57.
[24] Henryk Galus, Kulturowy pomost między pokoleniami społeczności
kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, Uniwersytet Warszawski,
Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Rzeszowie, Rzeszów 1990, s. 176. Zobacz dane tabeli 5 pt. „Zakres
posługiwania się językiem polskim i kaszubskim przez członków rodzin”.
[25] W badaniach autora zdarzały się tylko sporadyczne
przypadki deklaracji używania języka kaszubskiego w piśmie; Henryk Galus, Kulturowy
pomost między pokoleniami społeczności kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia
socjologiczna, praca zbiorowa pod redakcją Marka Latoszka, Rzeszów 1990, s.
167-168, tabele 3,4 i 6 na s. 167-168,
170-171, 177.
[26] Aleksander Labuda, Moja droga kaszubska, w: Jan Drzeżdżon,
Współczesna literatura kaszubska, Warszawa 1986, s. 208-29.
[27] Henryk Galus, Edukacja regionalna na Kaszubach i Pomorzu –
dążenia i koncepcje po 1945 r., w: Dziecko w zbiorowościach regionalnych na
przykładzie Kaszub, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1992, s. 175.
[28] Jerzy Samp, Poezja rodnej mowy, Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie, Gdańsk, 1985, s. 15.
[29] Jan Drzeżdżon, Współczesna literatura kaszubska, Ludowa
Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1986, s. 5-22.
[30] Gertruda Skotnicka, Dydaktyczne waloru kaszubskiej
literatury dla dzieci i młodzieży, w: Dziecko w zbiorowościach regionalnych na
przykładzie Kaszub, red. H. Galus i K. Kossak-Główczewski, Wydawnictwo
Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1992, s. 73.
[31] Ferdinand Neureiter,
Kaschubische Anthologie, München 1973, –
Geschichte der kaschubischen Literatur. Versuch einer zusammenfassenden
Darstellung, München 1978, - Historia literatury kaszubskiej, Gdańsk 1982
[32] Über Kaschuben. Ein Reader.
Zur eigenen Verwandung zusammengestellt von Klaus-Dieter Kreplin, Geschichte
und Zeitgeschichte, Dortmund 2001.
[33] Florian Ceynowa: Die
germanizierung der Kaschuben, Jarbücher für slawische Literatur, Kunst und
Wissenschaft. I Jahrg. 1843, S. 243-247.
[34] Ferdinand Neureiter:
Geschichte der kaschubischen Literatur. Versuch einer zusammenfassenden
Darstellung, München 1978, S. 24-56
[35] Richard Breyer: Die
kaschubische Bewegung vor dem ersten Weltkrieg, in: Studien zur Geschichte des
Preussenlands (...) Marburg 1963.
[36] Manfred Vollack: Die Kaschuben
und der Nordosten des Kreises Schlochau, in: Der Kreis Schlochau. Ein Buch aus
preussisch-pommerscher Heimat. Erarbeitet und zusammengestellt von Manfred
Vollack und Heinrich Lemke, Kiel 1974, S. 260-263.
[37] Jósef Borzyszkowski: Zur
Geschichte der pommerschen Kaszuben, In: 2. Kolloquium zur Pommerschen
Geschichte 13. und 14. September 1991. Herausgeg. von der
Ernst-Moritz-Arndt-Universität Greifswald, 1991, S. 59-72.
[38] Jósef Borzyszkowski, Die Kaschuben in 19. und 20 Jahrhundert
zwischen Polen und Deutschland, Manuskript eines Vortrages, gehalten 1996 (? in
Bremen).
[39] Brunon Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i zmiana.
Studium socjologiczne. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998, s.
215-216.
[40] Stenogram z obrad Komisji Mniejszości Narodowych i
Etnicznych Sejmu RP w dniu 10 września 2002 r. Zobacz w „Aneksie” do szkicu „Kaszubskie dylematy. Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. 2002-2004”.
[41] Dane zaczerpnięte ze strony internetowej Zrzeszenia
Kaszubsko-Pomorskiego – www.kaszubi.pl
[42] Dokumenty dotyczące tej kwestii - zobacz w „Aneksie”.
¨ Teksty dokumentów według publikacji na stronie internetowej
pod nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl
____________________
[43] Brunon
Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i
zmiana. Studium socjologiczne, Wydawnictwo
Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998.
[44] Florian
Znaniecki, Współczesne narody. Socjologiczne studium ewolucji narodów, PWN,
Warszawa 1990.
[45] B.
Synak, kaszubska tożsamość ..., s. 36.
[46] Tamże,
s. 36-37.
[47] Tamże,
s. 37.
[48] Tamże,
s. 38.
[49]
Stanisław Ossowski, Zagadnienia więzi
regionalnej i więzi narodowej na Śląsku Opolskim, Dzieła t. III, PWN, Warszawa
1967, s. 252
[50] Florian
Znaniecki, Socjologia wychowania, t. I Wychowujące społeczeństwo, 1973, PWN,
Warszawa, s. 365.
[51] Zwraca
uwagę fakt, że autor omawianego studium– jak już wspomniano - Kaszuba i
działacz kaszubski, sam nie napisał kaszubskiej wersji streszczenia swej
książki, lecz skorzystał z usługi tłumacza.
[52] B.
Synak, op. cit., tabela 1, s. 57.
[53] Tamże,
tabela 3, s. 77.
[54] Tamże,
tabela 14, s. 93.
[55] Tamże,
tabela 15, s. 94.
[56] Tamże,
tabela 23, s. 159.
[57] Tamże,
tabela 21, s. 137.
[58] Tamże,
tabela 19, s. 119.
[59] Tamże,
s. 176-230; H. Galus, Kulturowy pomost między pokoleniami społeczności
kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, pod red. M. Latoszka,
Uniwersytet Warszawski – WSP w Rzeszowie, Rzeszów, 1990, s. 159-184.
[60] B.
Synak, Tożsamość kaszubska ..., s. 53.
[61] Tamże,
s. 235-236.
[62] Tamże,
s. 231.
[63] Tamże,
s. 237-238.
[64] Na ten
temat piszę szerzej w zamieszczonym
tu szkicu pt. „Kaszubskie dylematy”.
[65] B.
Synak, Kaszubskie dylematy, s. 239
[66] Gerard
Labuda, Kaszubi i ich dzieje, Gdańsk, 1996, s. 55-58; Tadeusz Bolduan, Nie dali
się złamać, Spojrzenie na ruch kaszubski 1939-1945, Gdańsk 1996, s. 34-46,
Wiktor Pepliński, „Zrzesz Kaszebsko” (1945-1947). Geneza, wzloty i upadek,
„Pomerania” nr 6, 1992.
[67] Wojciech Turek , Lech Bądkowski i Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie: pomiędzy PRL a opozycją, w: Opozycja antykomunistyczna w
Gdańsku (1976-1980), Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995, s. 11-18. Zobacz też recenzję książki T. Bolduana
„Nie dali się złamać”: Turek W.,
„Kaszubi - miedzy opozycją a kolaboracją”, „Dziennik Bałtycki” 28 I 1997.