Henryk Galus

Społeczność kaszubska

Odrębność i przynależność

Gdańsk 2004, edycja internetowa 2009

Prawa autorskie zastrzeżone

 

Strona główna

 

Część I. Identyfikacja i dążenia

Kaszubskie dylematy

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. (2002-2004), s. 9 – 115

Od autora

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. 2002-2004

Spór o status mniejszości

Interpretacje wyników spisu ludności

Kontrowersje w sprawie  kaszubskiej opcji narodowej

Kierunek dążeń organizacji kaszubskiej

Status języka regionalnego

Emancypacja kulturowa i polityczna

Aneks. Wybór dokumentów

I. Status mniejszości etnicznej dla Kaszubów

II. Kaszubi w spisie powszechnym ludności (21.05. – 8.06.2002)

III. Kaszubska opcja narodowa

           IV. Sytuacja Kaszubów oraz mniejszości narodowych na Pomorzu

                 Posiedzenie Komisji MNiE w Gdańsku (18.5.2004)

V. Wokół projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych

    Wspólne posiedzenie trzech komisji sejmowych (16.06.2004)

Pozycja Kaszubów na Pomorzu

Terytorium kaszubskie i ludność

Autoidentyfikacja i syndrom kaszubskości

Obszar językowy kaszubszczyzny

Obszar autoidentyfikacji kaszubskiej

Typologia etniczna gmin i miast

Kaszubi polscy i inni

Mowa, piśmiennictwo, szkoła

Charakter społeczności kaszubskiej

Aneks. Kwestia nazwy i terytorium województwa pomorskiego

List prof. Abdona Stryszaka z 1987 r.

Cechy etniczne i kulturowe Kaszubów

Kaszubi w optyce socjologii

Tożsamość Kaszubów

Polityzacja tzw. nowej etniczności kaszubskiej

Problemy poznawcze

Od autora

W toku moich prac nad studium współczesnego społeczeństwa regionalnego na Pomorzu wyodrębniona została społeczność kaszubska. Za punkt wyjścia do rozwinięcia tego wątku uznałem zebranie moich dotychczasowych prac na ten temat. Okazało się jednak, że sam ten zbiór jest bardzo obszerny, zwłaszcza że trzeba było wziąć pod uwagę również materiały źródłowe, które były pomocne do opracowań podstawowych, przygotowywanych w związku z udziałem w pracach zespołu  socjologów z Komisji Socjologicznej Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, zajmującego się w latach 1986-1989 tematem: „Etniczność jako czynnik strukturalny społeczności lokalnych. Kulturowo-etniczne, strukturalne i świadomościowe aspekty społeczności kaszubskich.”

W tej sytuacji zdecydowałem się zredagować osobną książkę poświęconą społeczności kaszubskiej, poszerzywszy wcześniejsze opracowania z lat 1988-1990  o  nowe teksty. Zawierają one analizy i refleksje dotyczące nowych zjawisk społeczno-kulturowych w zbiorowości Kaszubów i tendencji w ruchu kaszubskim, jakie zarysowały się zwłaszcza w pierwszych latach XXI wieku.  Wymagały one także  powrotu do badań z lat 1986-1989, ich ponownej analizy i nawet weryfikacji niektórych  wyników tych badań.

W pierwszej części pt. „Identyfikacja i dążenia” zostały umieszczone właśnie nowe opracowania. Książkę otwiera, napisany w 2004 r., szkic pt. „Kaszubskie dylematy”, poświęcony analizie sporów w ruchu kaszubskim o kierunek dążeń rozwojowych społeczności kaszubskiej. Obok bowiem dotychczasowej opcji etniczno-regionalnej znalazła swoich rzeczników opcja mniejszości etnicznej czy wręcz odrębności narodowej Kaszubów. Znalazło to odbicie  także w  spisie ludności w 2002 r. i interpretacji jego wyników na Pomorzu w aspekcie danych o przynależności narodowościowej i języku używanym w domu. Interesującym dodatkiem do szkicu jest obszerna dokumentacja sporu toczącego się w kręgach elity Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 2002-2004.

Następny szkic pt. „Pozycja Kaszubów na Pomorzu”,  napisany też w 2004 r., zawiera analityczne uwagi o badaniach Marka Latoszka z lat 1986-1989 na temat lokalizacji i liczebności Kaszubów. Zostały one jednak sformułowane głównie pod kątem korekty  kategorii badawczych przy ewentualnym podjęciu podobnych badań po kilkunastu latach. Kolejny szkic w tej części tomu pt. „Cechy etniczne i kulturowe Kaszubów” powstał w 2002 r. i został uzupełniony w lipcu 2004 r. Jest to szczegółowa analiza studium Brunona Synaka z 1988 r. na temat tożsamości kaszubskiej, wskazująca zwłaszcza, że w tym badaniu tożsamość kaszubska  została wyłączona z szerszego kontekstu kulturowego.

Cała druga część książki, nosząca tytuł „Ograniczenia ciągłości kulturowej”, to zbiór prac, które powstały głównie na kanwie własnych badań empirycznych autora, przeprowadzonych w latach 1986-1989 w sześciu miejscowościach (w Kartuzach, Żukowie, Gdańsku-Osowej, Rzucewie, Strzelnie i Wejherowie) na temat międzypokoleniowego przekazu języka, kultury i świadomości etnicznej w społecznościach kaszubskich. Są to teksty z 1988 r. o mechanizmach tego przekazu i  o koncepcjach edukacji regionalnej na Kaszubach i Pomorzu (z tomu prac pt. „Dziecko w zbiorowościach regionalnych na przykładzie Kaszub”, wydanym w 1992 r. przez Uniwersytet Gdański), o kontynuacji tożsamości kaszubskiej po 1945 r. (z „Przeglądu Zachodniego” nr 2/1990), o wynikach badań międzypokoleniowego przekazu kulturowego i tożsamości etnicznej młodzieży na Kaszubach (z pracy zbiorowej „Kaszubi. Monografia socjologiczna” wydanej w 1990 r. przez Uniwersytet Warszawski i WSP w Rzeszowie). W aneksach do tych tekstów zamieszczono dodatkowo materiały dokumentacyjne.

Gdańsk, lipiec 2004

Kaszubskie dylematy

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. 2002-2004

 

Po przemianie ustrojowej w Polsce w 1989 r. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie w ciągu pierwszej dekady III RP z powodzeniem dostosowywało się do zmienionych warunków i korzystało z możliwości swobodnego rozwijania swojej działalności. Stopniowo jednak w środowisku ZK-P narastały rozbieżności w pojmowaniu roli Zrzeszenia. Rodziły się one w nawiązaniu do tradycyjnych orientacji w ruchu kaszubskim, a dotyczyły współczesnego rozumienia tożsamości i aktualnych dążeń rozwojowych społeczności kaszubskiej. Podłoże nasilenia tych różnic stanowiła transformacja ustrojowa Polski oraz pokoleniowa zmiana w ruchu kaszubskim.

Spór  programowy w  Zrzeszeniu w latach 2002-2004 zogniskował się wokół podstawowej kwestii: pojmowania charakteru społeczności kaszubskiej. Obok bowiem zasadniczo nie kwestionowanej dotąd w ZK-P opcji uznającej Kaszubów, mimo ich pewnej odrębności etniczno-kulturowej, za integralną część polskiej społeczności narodowej, została wysunięta (przez część działaczy skupiających się wokół wiceprezesa Zrzeszenia Artura Jabłońskiego) opcja głosząca, że Kaszubi stanowią społeczność odrębną od narodu polskiego i powinni mieć status  mniejszości etnicznej  czy wręcz  mniejszości narodowej. Akcję na rzecz realizacji drugiej opcji jej rzecznicy zintensyfikowali w związku ze wznowionymi na początku 2002 r. w Sejmie IV Kadencji pracami nad ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych  oraz przygotowaniami do spisu powszechnego ludności w maju-czerwcu 2002 r. z przewidzianym postawieniem w nim pytań o przynależność narodowościową i używany język w kontaktach domowych.

Spór o status mniejszości

Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych był już przygotowywany w Sejmie poprzedniej kadencji, ale nie przeszedł procedury ustawodawczej. Wówczas Zrzeszenie po raz pierwszy podnosiło problem pominięcia w tym dokumencie Kaszubów, ale  nie formułowało jeszcze wtedy konkretnego postulatu w tej sprawie. W uchwale ZG ZK-P z 26 czerwca 1999 r. stwierdzono m.in.: Prezentowany projekt, zgłoszony przez sejmową Komisję Mniejszości Narodowych i Etnicznych ma wiele wad. Po pierwsze, co jest najważniejsze dla naszego środowiska, wbrew nazwie reguluje on niemal wyłącznie sprawy mniejszości narodowych. Na taki duch ustawy wskazuje także uzasadnienie, gdzie wymieniono niemal wyłącznie mniejszości narodowe, a za etniczne uznano grupy bezpaństwowe. Pominięcie Kaszubów oznacza w tym przypadku, że ustawodawca nie przewidział, iż będzie ona obejmowała także naszą społeczność. Uważamy to za niesłuszne, niesprawiedliwe.[1] Wtedy w ZK-P w stosunku do Kaszubów posługiwano się  jeszcze  pojęciem „grupy etnicznej”, a nie terminem „mniejszości etnicznej”, który ma ustalone znaczenie prawne.

Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu IV kadencji zgłosiła swój  projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w dniu 11 stycznia 2002 r. Zwraca uwagę, że nastąpiło to wkrótce po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka wyrokiem z dnia 20 grudnia 2001 r. jednogłośnie stwierdził, że sądy polskie, odmawiając zarejestrowania stowarzyszenia o nazwie „Związek Ludności Narodowości Śląskiej” nie naruszyły Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. W aktach prawnych państwa polskiego dotyczących składu narodowościowego nie ma bowiem narodowości śląskiej.  To zapewne spowodowało, że w zgłoszonym projekcie ustawy i jego uzasadnieniu zachowano dotychczasowy wykaz przewidywanych do uznania  przez ustawodawcę mniejszości narodowych i etnicznych, nie uwzględniając w nim Ślązaków i Kaszubów, choć opinia jednego z polskich ekspertów do poprzedniego projektu ustawy takie rozszerzenie wskazywała. W wykazie tym wymieniono 9 mniejszości utożsamiających się z narodami zorganizowanymi we własnym państwie: białoruską, czeską, litewską, niemiecką, ormiańską, rosyjską, słowacką, ukraińską i żydowską, a także 4 tzw. mniejszości bezpaństwowe: karaimską, romską (cygańską), tatarską i łemkowską (część społeczności łemkowskiej, która uznaje się za grupę odrębną od narodu ukraińskiego).[2]  

Tu od razu trzeba zwrócić uwagę na niewystarczające określenie w dokumentach komisji różnic między mniejszościami narodowymi i mniejszościami etnicznymi. Istota tej różnicy nie polega tylko na tym, że mniejszości etniczne są bezpaństwowe w tym sensie, że nie istnieją odrębne państwa danych zbiorowości etnicznych. Rzecz przede wszystkim w tym, że mniejszości narodowe czują się częścią społeczeństw narodowych o złożonym stopniu integracji i rozwiniętym systemie kulturowym, podczas gdy mniejszości etniczne nie mają takiego zagranicznego powiązania i same stanowią społeczności o prostych formach integracji i o kulturze raczej cząstkowej, niesamodzielnej, niekiedy nawet bez własnego piśmiennictwa. Natomiast osoby z obu kategorii mniejszości łączy to, że są obywatelami  polskimi, z wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami, a więc podlegają także integracji na płaszczyźnie polskiej kultury narodowej przynajmniej w zakresie obowiązkowej edukacji i posługiwania się językiem urzędowym.

Wymienione w dokumentach komisji sejmowej cztery mniejszości etniczne (karaimska, łemkowska, romska, tatarska) są historycznie związane z narodowością polską i państwem polskim z racji długotrwałego zamieszkiwania na części jego terytorium, głównie na Kresach Wschodnich. Mają bardzo wyrazistą odrębność etniczną i tradycjonalną swoistość kulturową.

Zgoła inny charakter, niż wymienione  kategorie mniejszości narodowych i etnicznych, mają społeczność śląska i społeczność kaszubska, którym grupy działaczy podsuwają idee odrębności etnicznej czy wręcz narodowej oraz zamiar osiągnięcia statusu mniejszości, z wynikającymi z tego uprawnieniami i przywilejami. Są to przecież zbiorowości historycznie współkształtujące polskie społeczeństwo narodowe i państwowe, zachowując do dziś pewne odrębności o charakterze bardziej regionalno-kulturowym, niż etnicznym czy narodowym. Pewien zakres odrębności regionalno-kulturowej występuje zresztą nie tylko na Śląsku czy Pomorzu, lecz także u polskiej ludności rodzimej Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza, Warmii i Mazur, czy  pochodzącej z Kresów Wschodnich. Regionalne czy etnograficzne wartości kulturowe są chronione – i mogą być jeszcze lepiej wspierane – w ramach dbałości o dorobek polskiego społeczeństwa narodowego.          

Nowy komisyjny projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych    był rozpatrywany przez Sejm w pierwszym czytaniu już w lutym 2002 r. i został skierowany do dalszych prac w kilku komisjach sejmowych. W tym czasie jednak ZK-P nie podjęło jeszcze zdecydowanych działań w kierunku uwzględnienia Kaszubów w tym akcie. Natomiast krąg działaczy ZK-P mieniących się zwolennikami idei odrębnej narodowości kaszubskiej wkrótce rozpoczął kampanię na rzecz zachęcania Kaszubów do wpisywania kaszubskiej przynależności narodowej i używania języka kaszubskiego w formularzach zbliżającego się spisu powszechnego ludności w dniach 21.05. - 8.06.2002 r. Przeciwne temu stanowisko ZK-P prezentował w wypowiedziach publicznych i wywiadach prasowych prezes Brunon Synak.[3] Stwierdzał, że większość  Kaszubów ma poczucie polskiej przynależności narodowej a jednocześnie poczucie kaszubskiej tożsamości, co może zaznaczyć w spisie, podając używanie w domu języka kaszubskiego. Natomiast ubolewał, że w formularzu spisowym nie przewidziano kategorii etniczno-regionalnej.

Dopiero w dwa miesiące po zakończeniu powszechnego spisu ludności delegacja Zarządu Głównego ZK-P na czele z wiceprezesem Arturem Jabłońskim w dniu 10 września 2002 r. na posiedzeniu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP przedłożyła wniosek w sprawie przyznania Kaszubom statusu prawnego mniejszości etnicznej.[4] Delegacja powołała się m.in. na szacunki wyników spisu, według których 10-20 tys. osób mogło podać swoją przynależność do narodowości kaszubskiej. Następnego dnia po posiedzeniu komisji w „Dzienniku Bałtyckim” ukazały się informacje i wypowiedzi członków delegacji o udanej misji delegacji, chociaż komisja powstrzymała się od przegłosowania poparcia  wniosku o  uznanie Kaszubów za mniejszość etniczną, a w toku obrad wysunięty został projekt zaspokojenia aspiracji społeczności kaszubskiej w dziedzinie ochrony własnego języka w innej formie prawnej, niż status mniejszości etnicznej.

Projekt ustawy został oparty na założeniach Europejskiej Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych z 1 lutego 1995 r., którą Polska ratyfikowała w 2000 r. i z dniem 1 kwietnia 2001 r. stała się stroną tej konwencji. Natomiast wariant rozwiązania proponowanego dla Kaszubów miałby być oparty na Europejskiej Karcie języków regionalnych lub mniejszościowych z 1992 r., która dopiero musiałaby przejść dość złożoną i dość długą procedurę ratyfikacyjną (Sejm, Senat, Prezydent). Istotna różnica między tymi konwencjami polega na tym, że w  pierwszej konwencji  przedmiotem ochrony są prawa osób należących do mniejszości, a w drugiej – języki regionalne lub mniejszościowe.

Tymczasem fakt złożenia przez delegację ZG ZK-P w komisji sejmowej wniosku o status mniejszości etnicznej dla Kaszubów wyraźnie zaskoczył społeczność kaszubskiej i spotkał się z krytyczną reakcją ze strony części znanych działaczy kaszubskich. Do konfrontacji doszło podczas dyskusji, zorganizowanej w redakcji „Pomeranii” już 4 października 2002 r., której zapis wydrukowano w numerze 10/11 tego miesięcznika.[5] 

Prezes i wiceprezes ZK-P uzasadniali zgłoszenie wniosku w komisji sejmowej  obawą o szybkie uchwalenie ustawy z pominięciem w niej Kaszubów i pozbawieniem ich zdobytych uprawnień w zakresie nauczania języka kaszubskiego w szkołach, dostępu do mediów publicznych oraz wsparcia finansowego działalności kulturalnej i wydawniczej ZK-P. Podkreślano też, że objęcie Kaszubów statusem prawnym mniejszości etnicznej ułatwi korzystanie ze środków Unii Europejskiej oraz zapewni ochronę w prawie międzynarodowym. Zdecydowano się na status mniejszości etnicznej, gdyż nie można było posłużyć się nie stosowaną w tym zakresie formułą grupy etnicznej. Prezes Brunon Synak zaznaczał, że być może dojdzie do przyjęcia odpowiedniej dla Kaszubów Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych.

Krytycy tych poczynań nie akceptowali dążenia do zmiany statusu Kaszubów i traktowania  ich jak mniejszości etnicznej. Mówili, że nie chcą się z tego tłumaczyć w swoich środowiskach i powątpiewali, czy ZK-P w ogóle miał mandat do występowania z takim wnioskiem. Podkreślali, że Kaszubi czują się częścią narodu polskiego i nie należy tego zmieniać, ani wyolbrzymiać pewnych odmienności kulturowych tej społeczności etnicznej i regionalnej. Kaszubi dla zaspokojenia swoich potrzeb kulturalnych mogą korzystać ze wsparcia państwa na dotychczasowych zasadach.

Wobec kontynuowania pod koniec listopada 2002 r. przez sejmową Komisję MNiE analiz wprowadzenia w Polsce Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych oraz  prowadzenia międzyresortowych uzgodnień w tym zakresie – z jednej strony, a z drugiej strony wobec przenikania do kręgów ZK-P  wiadomości z opracowań wyników spisu ludności o mniejszej niż się spodziewano deklaracji kaszubskiej narodowości i używania języka kaszubskiego – Rada Naczelna ZK-P na posiedzeniu w dniu 30 listopada 2002 r. w podjętej uchwale zajęła bardziej umiarkowane stanowisko.[6] Opowiedziała się mianowicie za szybkim uchwaleniem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym na podstawie ratyfikacji Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych, z zaznaczeniem, że status języka regionalnego dotyczyłby języka kaszubskiego. O tej zmianie stanowiska ZK-P w sprawie statusu Kaszubów poinformowano dopiero 6 grudnia w „Dzienniku Bałtyckim” na łamach kaszubskiej kolumny pt. „Norda”. 

Interpretacje wyników spisu ludności

Kontrowersje programowe w ZK-P zostały wznowione po ogłoszeniu w połowie 2003 r. wyników spisu ludności w zakresie deklaracji przynależności narodowej i używanego języka domowego.[7] Dały one bowiem asumpt do ponownej konfrontacji stanowisk.

W formularzu spisowym pytano o przynależność narodową przy następującym zdefiniowaniu narodowości: Narodowość jest deklaratywną (opartą na subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na pochodzenie rodziców) z określonym narodem.

Według danych GUS 5,1 tys. osób zaliczyło się do narodowości kaszubskiej, w tym 4,9 tys. w województwie pomorskim. W ogóle nie było takich wskazań w województwie zachodniopomorskim, choć istnieją tam oddziały ZK-P w Koszalinie i Szczecinie. Natomiast w województwie kujawsko-pomorskim, gdzie istnieje 6 oddziałów ZK-P  (w Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Tucholi i Świeciu oraz w miejscowości gminnej Bukowiec w powiecie świeckim) kaszubską przynależność narodowościową podało 29 osób. W komentarzach GUS określano to jako „przynależność do społeczności kaszubskiej”. (Podobnie określono też w wydawnictwach GUS 173 tys. osób, które podały przynależność do narodowości śląskiej). Warto tu dodać, że w spisie ludności odnotowano, że w województwie pomorskim jest  3 tys. osób narodowości ukraińskiej i 2,3 tys. osób narodowości niemieckiej, w województwie zachodniopomorskim – 3,9  tys. osób narodowości ukraińskiej i 1,2 tys. osób narodowości niemieckiej, a w województwie kujawsko-pomorskim – 0,2 tys. osób narodowości ukraińskiej i 0,7 tys. osób narodowości niemieckiej.

Z kolei według danych GUS 52,6 tys. osób w województwie pomorskim podało w oświadczeniu spisowym używanie języka  kaszubskiego w kontaktach domowych. W innych województwach uczyniło to 100 osób, w tym 22 osoby w województwie kujawsko-pomorskim, a nikt w województwie zachodniopomorskim. Należy tu też dodać, że w województwie pomorskim 12,2 tys. osób stwierdziło używanie języka niemieckiego w kontaktach domowych, w województwie kujawsko-pomorskim - 5,5 tys. osób, a w województwie zachodniopomorskim 0,2 tys. osób, podczas gdy w tych trzech województwach liczba osób posługujących się językiem ukraińskim była znacznie mniejsza od liczy osób deklarujących narodowość ukraińską.

Jak widać w spisie ludności w 2002 r. parokrotnie mniej osób zadeklarowało odrębną narodowość kaszubską, niż się spodziewali rzecznicy tej opcji w ZK-P.

Wyniki spisu potwierdziły  również, że Kaszubi powszechnie posługują się polskim językiem narodowym, a liczba osób, które w spisie ludności stwierdziły  używanie w domu kaszubskiego języka etnicznego okazała się kilkakrotnie mniejsza niż w badaniach ankietowych Marka Latoszka w latach 1987-1988. Nie należy jednak traktować tych faktów jako zupełnie zaskakujących, czy zwłaszcza poważnie podważających wiarygodność wyników badań socjologicznych sprzed kilkunastu lat. Zjawiska etniczne i kulturowe, łącznie z aktami identyfikacji i używania mowy etnicznej, mają charakter dynamiczny, podlegają okresowemu wzmocnieniu lub osłabieniu, a niekiedy także zanikowi, z często z przyczyn trudnych do wyjaśnienia.

Dane ze spisu ludności o używaniu języka kaszubskiego w kontaktach domowych przez 52,6 tys. osób w województwie pomorskim urealniają obraz obecnego stanu rzeczy, który nierzadko bywał wyolbrzymiany. Można zasadnie wiązać tę liczbę ze środowiskiem rodzin kaszubskich, posyłających  w 2002 r. ponad 3 tysiące dzieci do szkół prowadzących od kilku lat dodatkowo naukę języka kaszubskiego w wymiarze trzech godzin tygodniowo w około 50 miejscowościach przeważnie w powiatach puckim, wejherowskim, kartuskim i kościerskim.[8] Dane spisowe mówią oczywiście o używaniu w domu mowy kaszubskiej. Wiceprezes ZK-P, Artur Jabłoński, w jednym z wywiadów, odpowiadając na uwagę, iż miesięcznik ZK-P „Pomerania” nie ukazuje się po kaszubsku, stwierdził, że tylko sto kilkadziesiąt osób posiada umiejętność czytania i pisania po kaszubsku.[9]   

 Trzeba brać pod uwagę pomniejszanie się w powiatach kaszubskich kręgu osób odczuwających odrębność etniczono-kulturową w wyniku naturalnego procesu asymilacji. Wszakże asymilacja bywa  też świadomym dążeniem, realizowanym na podstawie  subiektywnego wyboru własnego, a nie zewnętrznego nacisku, czy przymusu. Odwrotnością procesu asymilacji, jest wzmocnienie poczucia odrębności etniczno-kulturowej,  dążenie do pełnej autonomizacji i alienacji. W tym kierunku prowadzi wybór opcji kaszubskiej mniejszości etnicznej czy narodowej.

Prezes ZK-P Brunon Synak w swoim komentarzu do wyników spisu ludności uznał, że zafałszowały one rzeczywistość.[10] Stwierdził, że liczba osób, które określiły swą narodowość kaszubską jest niska, ale i tak zawyżona. Kaszubi  - pisał autor komentarza - w przygniatającej większości (a mówię to na podstawie badań socjologicznych) mają poczucie polskiej narodowości, ale jednocześnie posiadają silną tożsamość etniczną. Kwestionariusz spisowy nie dawał żadnej możliwości takiego podwójnego, narodowo-etnicznego, samookreślenia siebie. W związku z tym część Kaszubów, chcąc pokazać swoją regionalno-etniczną odrębność, deklarowała narodowość „inną niż polską”. Sądzę też, że część Kaszubów deklarowała odrębną narodowość na zasadzie przekory, jako możliwość dania pełnego wyrazu własnej odrębności, po wcześniejszych okresach upokorzeń i dyskryminacji. Z kolei autor komentarza obwinił komisarzy spisowych za stosunkowo niską liczbę osób wskazujących używanie języka kaszubskiego.

Zgoła odmienny punkt widzenia zaprezentował na łamach „Pomeranii” wiceprezes ZK-P Artur Jabłoński.[11] Przedstawił się on jako jeden z 5100 tych, którzy zaliczyli się do narodu kaszubskiego i uznał to za dobrą podstawę kreacji narodu kaszubskiego. Jestem pewien – pisał autor artykułu -  że przyjęcie opcji narodowej jest najlepszą formułą ochrony i rozwoju kaszubskiego potencjału kulturowego. Każdy Kaszuba dokonać musi w tej kwestii subiektywnego wyboru. Nie powinniśmy przy tym okazywać wrogości ani sobie wzajemnie, ani też szukać wrogów poza naszą społecznością. Szczególnie młode pokolenia nie powinny już akcentować krzywd z przeszłości. Stwórzmy nowy wzór zachowań: ofensywno-konstruktywny, który pozwoli zbudować powszechnie kaszubską świadomość narodową bez popadania w wewnętrzny konflikt i zewnętrzne antagonizmy. W tym celu prowadźmy politykę uznania różnorodności narodowej polegającej na współodpowiedzialności z nasz region i państwo, przy zachowaniu własnej podmiotowości. Tylko zaplanowane i długotrwałe działania na rzecz kaszubskiej idei narodowej mogą przynieść spodziewane efekty. Musza one zostać pozbawione cech akcyjności, by sama idea nie stała się z czasem czymś marginalnym. Przykład kilkunastu lat pracy nad kształtowaniem świadomości w kwestii naszego stosunku do  języka kaszubskiego pokazuje, że wszelkie zmiany zachodzić powinny w sposób ewolucyjny, co czyni je bardziej trwałymi i ugruntowanymi. 

Następnie autor sformułował cały pakiet żądań: Domagamy się określenia naszego statusu w Polsce, postulujemy o pomoc finansową państwa w wydawaniu naszych podręczników, czasopism i przy realizacji audycji telewizyjnych czy radiowych, twórzmy strategię dla rozwoju języka, uczyńmy kaszubski językiem urzędowym, bądźmy aktywni w samorządach, domagajmy się gospodarczo-kulturowej autonomii, rozumianej jako uniezależnienie się województwa kaszubsko-pomorskiego od państwa o centralistycznych zapędach rządowych urzędników. A wszystko to po to, by dzięki naszemu wielowiekowemu dziedzictwu stać się pełnoprawnym partnerem w Zjednoczonej Europie Regionów. 

Kontrowersje w sprawie  kaszubskiej opcji narodowej

Przeciwnicy orientacji prezentowanej przez Artura Jabłońskiego zareagowali stanowczym i krytycznym listem otwartym do prezesa Brunona Synaka i Rady Naczelnej ZK-P z 26 października 2003 r. Wśród pierwotnej grupy 12 autorów i sygnatariuszy listu znaleźli się m.in. profesorowie Gerard Labuda i Józef Borzyszkowski oraz publicyści: Tadeusz Bolduan, Stanisław Pestka i Kazimierz Ostrowski.[12]

Autorzy listu uznali, że należy przerwać milczenie wokół spraw budzących niepokój, aby nie utwierdzać innych jeszcze bardziej w przekonaniu, co do słuszności głoszonych  racji i sądów, wyjaśniając że: Chodzi o „racje” i „koncepcje” dotyczące Kaszubów i przyszłości kaszubszczyzny, ujawniane nie tylko na łamach „Òdrodë”, ale także w mediach publicznych. Ich zagęszczenie i oddziaływanie budzi nie tylko nasz niepokój. Mamy bowiem do czynienia z samozwańczymi kreatorami (de facto uzurpatorami) narodu kaszubskiego. Okazją do nasilenia przez nich narodowościowych deklaracji i żądań stał się ostatni spis powszechny.

Autorzy wyrazili zdumienie z powodu braku dobitnej reakcji na to kierowniczych gremiów ZK-P.

Zaniechanie polemiki z tego rodzaju ekstremami (...) – napisano w liście - prowadzi do osłabienia i rozbicia naszej organizacji, do zniechęcenia rzesz działaczy w pracy organicznej. Istotną cecha społeczności zrzeszonej, a zwłaszcza jej gremiów kierowniczych, było i winno być nadal działanie w zgodzie z ideałami pracy organicznej, służby społecznej – rozwiązywanie najpilniejszych i długofalowych zadań, a nie własne, często indywidualne lub partyjne interesy, realizowane w samorządach i parlamencie, może nadto oderwanych od realiów życia i pracy.

Działania owych ekstremalnych grup, składających się z ludzi ogarniętych gorączką narodową, regionalną, prowadzą do spychania społeczności kaszubskiej, a i kociewskiej, samego Zrzeszenia, do społecznego skansenu. Powoływanie się przez nich na ideały Unii Europejskiej jest nadużyciem, bowiem realia zachodnio-europejskie są z gruntu odmienne. Kaszubi, żeby być sobą, zachować i rozwijać swój język, nie muszą być narodem. (...)

Szokujące jest zapominanie o przeszłości, wręcz jej fałszowanie, zaprzeczanie choćby wynikom badań socjologicznych, potwierdzających dotąd słuszną drogę    ZK-P. Wypadałoby, by wszyscy członkowie gremiów kierowniczych ZK-P pomyśleli o statutowych założeniach, o uchwałach kongresów i walnych zjazdów, by nie ulegali ekstremom, nie milczeli – zabierając głos jedynie pytani przez media, które w pogoni za sensacją i tak eksponują właśnie skrajne poglądy.

W drugiej części listu jego autorzy jednoznacznie  zażądali odrzucenia przez władze ZK-P kaszubskiej opcji narodowej:

Oczekujemy stanowczej reakcji na „narodnicki nacjonalizm” oraz większego dystansu do politykierstwa. ZK-P zdawało dotąd egzamin w trudnych chwilach, cieszy się nadal społecznym autorytetem. Społeczeństwo kaszubsko-pomorskie oczekuje od nas większej pragmatyczności i odpowiedzialności za wizje przyszłości i jej bieżącą realizację. Przywoływane 5 tys. głosów ze spisu powszechnego nie oznacza, iż ich autorzy wyrażają przekonanie do idei narodowej. Jesteśmy pewni, że większość z nich podziela nasze zrzeszeniowe pojęcie jedności kaszubsko-pomorsko-polskiej.

Nie wolno Kaszubów oddzielać od naszych polskich korzeni, źródła siły; od udziału w ogólnopolskim dorobku dziejowym, nie tylko kultury, jak również skazywać na życie w izolacji, do czego faktycznie prowadzą propozycje red. naczelnego „Pomeranii” zarazem wiceprzewodniczącego ZK-P! Sądzimy, że już czas, by ci, którzy mijają się z ideami ZK-P i nie utożsamiają się z zawartymi w niej wartościami, skorzystali z wolności pracy na własny rachunek, na osobistą odpowiedzialność.

Jesteśmy przecież za rozwojem, nie tylko za utrzymaniem języka, ale także za podnoszeniem poziomu cywilizacyjnego naszego regionu, naszej kultury umysłowej. W duchu idei europejskich, pamiętając o wskazaniach Jana Pawła II, jesteśmy za łączeniem, a nie wykluczaniem; za zjednywaniem dla idei kaszubsko-pomorskiej nie tylko wszystkich mieszkańców Kaszub i Pomorza. ZK-P winno służyć łączeniu Kaszubów i innych mieszkańców Pomorza w Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej. Tymczasem działalność owych kreatorów narodu kaszubskiego dzieli także samych Kaszubów, nie odnosi się do realiów i świadomości społeczności regionu.

W zaostrzonym sporze programowym, toczącym się w kręgu czołowych działaczy ZK-P, Rada Naczelna ZK-P w uchwale z 13 grudnia 2003 r. zajęła stanowisko pośrednie, umiarkowane.[13] Z jednej strony więc podkreśliła, że Zrzeszenie jest miejscem dla ludzi o różnych rodzajach tożsamości etnicznej i nikomu nie można zabierać ani narzucać identyfikacji etnicznej czy narodowej, gdyż tożsamość jest sprawą własnej autodefinicji, opartej na genealogii, indywidualnych doświadczeniach, więzach kulturowych i poczuciu grupowej przynależności. Rada Naczelna uznała też, że dyskusja na te tematy w ZK-P jest potrzebna, ale nie tyle dotycząca pytania „kim są Kaszubi?” (bo to już było tematem wielu badań), lecz w jakim kierunku idą przekształcenia tej społeczności, a przede wszystkim – jakie ma być Zrzeszenie w sytuacji współczesnych przemian cywilizacyjnych, kulturowych i politycznych Europy.

Z drugiej strony zaś Rada Naczelna potwierdziła dotychczasową opcję programową i sprzeciwiła się instrumentalnemu wykorzystywaniu ZK-P przez rzeczników kaszubskiej opcji narodowej. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie – napisano w końcowej części uchwały - jest organizacją regionalno-etniczną, otwartą na całe bogactwo kulturowe Pomorza – zarówno ludności rodzimej jak i przybyszów – którego najbardziej wyrazistym rdzeniem jest społeczność kaszubska, głęboko wrośnięta w polską tradycję narodową. Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań byłby szkodliwy, krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący ich i samo Zrzeszenie na społeczną marginalizację.

Wydaje się, że sprzeciwiając się instrumentalnemu wykorzystywaniu ZK-P przez rzeczników kaszubskiej opcji narodowej, wzięto pod uwagę także prawny aspekt problemu. Obecny statut  bowiem nie określa ZK-P jako stowarzyszenia osób poczuwających się do kaszubskiej przynależności narodowościowej, a tak zmieniony  statut  nie miałby szans rejestracji, podobnie jak to było w przypadku Stowarzyszenia Ludności Narodowości Śląskiej.

Stanowisko zajęte przez Radę Naczelną ZK-P spowodowało złagodzenie wystąpień publicznych zwolenników kaszubskiej opcji narodowej. W ich wypowiedziach w mediach, obok kontynuacji polemik, pojawił się także ton pojednawczy.[14]

Przytoczone fragmenty ostrych polemik wskazują,  że w grę tu  wchodzi przede wszystkim odmienne formułowanie interesu grupowego i dążeń  społeczności kaszubskiej, a także sposobów ich osiągania. Widoczna jest też na tym tle rywalizacja o pozycje autorytetu w grupie i na zewnątrz niej, rywalizacja przebiegająca  na płaszczyźnie pokoleniowych różnic i zasobów doświadczeń życiowych. Ta gra żywi się też pewnym, rzeczywiście występującym w tej dziedzinie mętlikiem pojęć w języku polityki, prawa i nauk społecznych, anachronicznym rozumieniem lub nieadekwatnego użyciem pojęć, a także instrumentalnym wykorzystywaniem  ich wieloznaczności.

Kierunek dążeń organizacji kaszubskiej

Spór programowy o „kierunek przekształceń” społeczności kaszubskiej jest na razie sporem wewnątrz elity Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, raczej nie wciąga on szerszych kręgów środowiska kaszubskiego, a „spisowi optanci” narodowości kaszubskiej nie tworzą odrębnego stowarzyszenia. Problem rozbieżnych  dążeń grup działaczy ZK-P nie przenika na szersze forum społeczne, choć grupy te szukają  poparcia polskiej opinii publicznej dla głoszonych racji. Prasa krajowa potraktowała problem w kategoriach wydarzenia lokalnego na Pomorzu i nie poświęciła mu większej uwagi, z wyjątkiem paru specjalistycznych pism.

W istocie rzeczy rozbieżne dążenia, o których mowa, to przecież przede wszystkim problem samego ZK-P i społeczności kaszubskiej. Debata zaś nad tym problemem na szerokim forum publicznym mogłaby stać się niepożądaną presją z zewnątrz. Nie sugerując zatem konkretnej opcji, warto jednak zwrócić uwagę na kilka aspektów dążności rozwojowych społeczności kaszubskiej.

Otóż określanie przez socjologów  ludności kaszubskiej mianem grupy etniczno-kulturowej na Pomorzu nie stoi w sprzeczności z powszechnie uznawaną jej przynależnością do narodu polskiego. Naród, nie tylko w sensie politycznym (społeczeństwa obywateli), ale także w sensie kulturowym (wspólnoty językowo-kulturowej) nie jest zbiorowością homogeniczną. Sam język narodowy, który jednocześnie jest językiem urzędowym i przedmiotem obowiązkowego kształcenia, ma zróżnicowane odmiany regionalne. W skład narodu wchodzą zarówno grupy o wysokim poziomie wykształcenia i uczestnictwa w kulturze, jak i grupy tkwiące w kulturze popularnej, czy ludowej, a także społeczności etniczne o różnym stopniu odrębności, ale pragnące przynależeć do szerszej wspólnoty kulturowej, a zarazem wspólnoty politycznej, jaką stanowi naród posiadający państwo. Taką pozycję w społeczeństwie i państwie polskim ma dotychczas kaszubska społeczność etniczno-regionalna, która w III RP korzysta z subwencji oświatowej na naukę języka kaszubskiego w szkołach oraz funduszy na ochronę dziedzictwa i rozwój kultury.

Zrealizowanie wysuwanego w kręgach ZK-P żądania objęcia Kaszubów uregulowanym prawnie statusem osób należących do mniejszości etnicznej czy narodowej oznaczałoby postawienie Kaszubów w nowym położeniu w stosunku do społeczeństwa polskiego na Pomorzu. Następuje bowiem pewna polityzacja tej relacji. W sensie polityczno-prawnym przez mniejszość rozumie się grupę obywateli państwa o odrębnym pochodzeniu, tradycyjnie zamieszkałą na terytorium państwowym, pozostającą w stosunku mniejszości do reszty obywateli, charakteryzującą się dążeniem do zachowania swojego języka, obyczajów, tradycji, kultury, religii, świadomości narodowej lub etnicznej. Jednak regulacje prawne odnoszą się nie do grup, lecz jednostek, określają prawa i obowiązki obywateli należących do mniejszości. Mogą oni wszakże tworzyć organizacje dla wspólnego korzystania z uprawnień. Deklarowanie przynależności do mniejszości narodowej  czy etnicznej jest aktem wyboru jednostki. Władza ustawodawcza zaś stanowi, jakie mniejszości państwo uznaje. Oprócz mniejszości objętych zobowiązaniami z traktatów między państwami, dotyczy to także innych grup obcego pochodzenia długotrwale mieszkających na terytorium państwa, których sytuacja wymaga dodatkowej ochrony prawnej. Z reguły nie są uznawane za mniejszość grupy tworzone przez cudzoziemców, osoby pochodzenia migracyjnego z kilku ostatnich dziesięcioleci. Z kryterium odrębnego pochodzenia wynika także, że za mniejszości nie są uznawane grupy etnograficzne czy regionalne, wchodzące w skład narodu tworzącego państwo. 

Podstawowym celem ustanowienia praw obywateli państwa należących do mniejszości narodowych i etnicznych jest ich ochrona przed dyskryminacją z powodów narodowych lub etnicznych oraz przed asymilacją wbrew woli, a także wyrównywanie szans przez przyznanie  dodatkowych  uprawnień w sferze oświaty i kultury oraz życia publicznego (obniżone progi w ordynacjach wyborczych). Przywileje dla wyrównania szans osób należących do mniejszości obciążają pozostałych członków społeczeństwa, są rodzajem ich „pozytywnej dyskryminacji”. Poza tym jednak osoby należące do mniejszości swoje aspiracje powinny realizować na własny koszt.

Główna część problemów mniejszości narodowych w Polsce została uregulowana na podstawie traktatów dwustronnych z większością państw ościennych. Umowy te zostały oparte na zasadzie wzajemności. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku krajów, w których jest dość liczna mniejszość polska. Brakuje jeszcze umów dwustronnych z kilku państwami. Nie jest określony status kilku  tzw. bezpaństwowych mniejszości etnicznych.  Całość tych spraw powinna więc zostać uregulowana w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP, której dotąd nie ma. Wprawdzie powszechny spis ludności w 2002 r., w którym po raz pierwszy po wojnie uwzględniono przynależność narodową, wykazał, że liczebność mniejszości narodowych w Polsce sięga 471 tys. i jest niższa, niż wskazywały szacunki stowarzyszeń mniejszości. Jednak niezależnie od skali problemu intencją państwa polskiego powinno być zachowanie europejskich standardów w tej dziedzinie.

Status języka regionalnego

Można przyjąć, że uchwała Rady Naczelnej ZK-P z 30 listopada 2002 r. skorygowała wniosek złożony 10 września 2002 r. przez delegację Zarządu Głównego ZK-P w komisji sejmowej w sprawie uznania Kaszubów za mniejszość etniczną. W uchwale tej – jak już była o tym mowa - uznano, że lepszą podstawę dla zachowania przez Kaszubów swej tożsamości etnicznej i kulturowej będzie stanowić ratyfikacja Europejskiej Karty języków regionalnych lub mniejszościowych, która dotyczy ochrony tych języków  jako wartości kulturowej. Rada Naczelna ZK-P w uchwale z 13 grudnia 2003 r. sprzeciwiła się także instrumentalnemu wykorzystywaniu Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Podtrzymywanie takiej roli Zrzeszenia oznaczałoby powrót do kwestii statusu mniejszości dla Kaszubów i dalszą polityzację problemu.

W Europejskiej Karcie  języki regionalne są definiowane jako odrębne od języka oficjalnego (narodowego, urzędowego) i używane na oznaczonym terytorium, a języki mniejszościowe jako języki mniejszości narodowych i etnicznych, także grup nieterytorialnych, to jest nie związanych z konkretnym obszarem. Zakres uprawnień do używania wymienionych języków i ich nauki jest w Europejskiej Karcie znacznie szerszy niż w Konwencji Ramowej o ochronie praw mniejszości narodowych. W przypadku języka regionalnego Europejska Karta wprowadza dla używającej go społeczności właściwie status autonomii terytorialnej. 

Jednakże zarówno przygotowania rządu do przyjęcia Europejskiej Karty i przeprowadzenia procedury ratyfikacyjnej, jak i prace podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej bardzo się przedłużały. Podkomisja nadzwyczajna, złożona z przedstawicieli trzech komisji sejmowych: mniejszości narodowych i etnicznych, administracji i spraw wewnętrznych oraz edukacji, nauki i młodzieży, zakończyła redakcję zmian w projekcie ustawy dopiero w maju 2004 r.  W projekcie zmian m.in. został dodany rozdział o języku regionalnym w odniesieniu do języka kaszubskiego.

Poinformowano o tym na posiedzeniu wyjazdowym Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych w dniu 18 maja 2004 r. w Gdańsku, które było poświęcone głównie współpracy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z władzami samorządowymi w województwie pomorskim oraz funkcjonowaniu szkół z językiem kaszubskim jako językiem dodatkowym.[15] W toku obrad pojawiły się reperkusje kwestii kaszubskiej mniejszości  etnicznej czy narodowej, podnoszonej przez część środowiska ZK-P. Przedstawiciele Zrzeszenia z jednej strony bagatelizowali problem, powołując się na względność używanych  terminów (co poświadcza na przykład fakt, że Kaszubi byli i są uznawani  za odrębną narodowość w nauce rosyjskiej, także radzieckiej, i białoruskiej), bądź tłumacząc radykalizm  rzeczników takiej opcji ich młodym wiekiem. Z drugiej strony natomiast przedstawiciele ci wskazywali, że same władze wpychają Zrzeszenie w stronę radykalnego nurtu, ograniczając świadczenia na jego działalność kulturalną.  Potwierdzili też, że ZK-P korzysta z subwencji niemieckich.

Podczas posiedzenia przedstawiciele ZK-P zarysowali obraz postępującego rozszerzania i poprawy merytorycznego przygotowania nauki języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w szkołach na Kaszubach. Jednak przedstawiono dość rozbieżne dane o zasięgu nauki tego języka w 2004 r. Według ZK-P i Ministerstwa Edukacji naukę języka kaszubskiego pobierało ogółem około 5 tysięcy uczniów. Natomiast według Pomorskiego Kuratorium Oświaty liczba ta sięga 3,5 tys. uczniów, w tym 2565 w 46 szkołach podstawowych, 578 w 8 gimnazjach oraz 232 w 3 szkołach ponadgimnazjalnych. Przedstawiciele ZK-P sugerowali umocnienie roli nauki języka kaszubskiego w szkole, a nawet traktowanie go jako obowiązkowego na Kaszubach. Przedstawiciel podkomisji do spraw projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych wskazywał na możliwości, jakie powstaną po włączeniu do tej ustawy przepisów dotyczących języka regionalnego i przyznaniem takiego statusu językowi kaszubskiemu. 

Tymczasem podczas rozpatrywania sprawozdania podkomisji nadzwyczajnej o zmianach w projekcie ustawy na wspólnym posiedzeniu wymienionych już trzech komisji sejmowych w dniu 16 czerwca 2004 r. doszło do powtórzenia zasadniczych kontrowersji co do celowości ustawy i jej treści, nie rozstrzygniętych merytorycznie w podkomisji nadzwyczajnej, lecz przyjętych większością głosów posłów koalicji rządzącej.[16] Część posłów opozycji podtrzymywała opinię o wystarczającym uregulowaniu prawnym problemu mniejszości narodowych i etnicznych w Konstytucji RP, w akcie ratyfikacji Konwencji Ramowej o ochronie praw mniejszości narodowych i w umowach dwustronnych z większością państw sąsiednich. Posłowie ci zwracali uwagę, że ustaw takich dotąd nie ma wiele państw Europy Zachodniej, a Niemcy nie uznały polskiej mniejszości. Co do samej treści zmienionego projektu ustawy, podnoszono konieczność wyliczenia kosztów wprowadzenia ustawy w związku z zawartym w niej bardzo dużym uprzywilejowaniem mniejszości narodowych i etnicznych w świadczeniach państwa. Chodzi nie tylko o subwencje na edukację i kulturę, ale także o koszta stosowania języków mniejszości jako pomocniczych w urzędach, przy czym wydatki te miałyby w dużej mierze ponosić samorządy lokalne.

Padły też głosy przeciwne wprowadzeniu statusu języka regionalnego dla Kaszubów. Obszerną argumentację w tej sprawie przedstawił poseł Jerzy Czerwiński:      

Pierwotne przedłożenie Komisji tyczyło tylko i wyłącznie praw mniejszości narodowych i etnicznych. W trakcie pracy podkomisja rozszerzyła część praw przysługujących mniejszościom narodowym i etnicznym na grupy posługujące się językiem regionalnym. W ustawie wskazana jest grupa Kaszubów. Takie pomieszanie dwóch materii, przypomnę, że te dwie materie w ustawodawstwie międzynarodowym są regulowane oddzielnie przez inne akty prawne - prawa mniejszości narodowych i etnicznych przez Konwencję ramową o ochronie praw mniejszości narodowych i etnicznych, którą Polska ratyfikowała i jest jej stroną, zaś sprawę języków regionalnych reguluje Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, której Polska do tej pory nie ratyfikowała. Otóż włączenie do jednej ustawy dwóch zupełnie różnych treści, z zupełnie innych sfer prawnych niesie pewne niebezpieczeństwo rozciągania przepisów ustawy w sposób nieskończony.

Jest to niebezpieczeństwo realne, ponieważ już na tej sali padły głosy za prawami dla Górnoślązaków, nie jako grupy, która chciałaby się od Polski odłączyć, ale jako grupy posługującej się innym językiem, co wynikało z niektórych wypowiedzi. Otóż do czego może doprowadzić takie zamieszczenie w tym samym projekcie ustawy dwóch tych różnych materii? Różne grupy posługujące się czy to językami, czy to gwarami, czy dialektami, a w tej kwestii różnice są płynne, będą starały się uzyskać status mniejszości narodowych i etnicznych ze względu na zapisy tej ustawy i w efekcie doprowadzimy do procesu eskalacji roszczeń. Efektem może być to, że za kilka lat po wejściu w życie tej ustawy Polskę będzie zamieszkiwać 20 mln etnicznych Polaków, a reszta to będą różnego rodzaju grupy w ten lub inny sposób związane z narodem polskim, a poprzez tę ustawę fragmentaryzowane.

Apeluję o odrzucenie całej kwestii związanej z językiem regionalnym z jeszcze jednej przyczyny. Została ona przedstawiona w trakcie prac podkomisji i nie ukrywajmy, że ma związek z mającym się toczyć procesem ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych. Pozwólmy więc rządowi przedstawić nam dokument ratyfikacyjny. Wybierzmy z tego dokumentu to, co dla Sejmu jest ważne, a nie obchodźmy ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych poprzez włączenie pewnych zapisów Karty do ustawodawstwa o mniejszościach narodowych i etnicznych, które powinno być osobno traktowane. Zwracam się do posłów z apelem o usunięcie z tekstu ustawy rozdziału 4 Języki regionalne i w związku z tym z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku regionalnym" oraz jednostkowych zapisów, których w ustawie jest bardzo wiele, związanych z dołączeniem do tekstu ustawy sprawy języka regionalnego.[17]

Po wstępnej dyskusji ogólnej nad zmianami w projekcie ustawy wspólne posiedzenie trzech komisji sejmowych w dniu 16 czerwca 2004 r. zostało przerwane z braku quorum do wiążącego przegłosowania zmian. Na kolejnym wspólnym posiedzeniu tych samych komisji sejmowych w dniu 14 lipca 2004 r. zdołano w głosowaniu zatwierdzić tylko część zmian w projekcie ustawy, łącznie z rozdziałem dotyczącym języka regionalnego. Obrady ponownie przerwano w sytuacji braku quorum.[18]

Na razie więc zmiana projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym pozostaje na etapie prac komisji sejmowych. Trudno przewidzieć, czy ewentualnie przyjęty przez komisje sejmowe cały projekt ustawy wejdzie do drugiego czytania w Sejmie IV kadencji.

Emancypacja kulturowa i polityczna

Na marginesie radykalnych dążeń grupy działaczy kaszubskich warto zaznaczyć, że zmierzanie społeczności etnicznych do tworzenia własnej kultury narodowej jest procesem naturalnym, ale długotrwałym i nie zawsze kończącym się powodzeniem w postaci uznania z zewnątrz jej obiektywnej wartości i oryginalności. Naród jest przede wszystkim kategorią kulturową i nie tworzy się go tylko samym aktem woli zbiorowej, lecz działaniami twórczymi na wielu płaszczyznach życia.

Wysiłki ZK-P w zakresie nauczania języka kaszubskiego w szkołach i jego szerszego użytkowania, z piśmiennictwem włącznie, świadczą o znacznej determinacji w osiąganiu zamierzonego celu. Niewątpliwie jest to wyraz dążeń do emancypacji kulturowej Kaszubów.

Towarzyszą temu także aspiracje do odrębnej podmiotowości politycznej w formie co najmniej autonomii samorządu regionalnego. Jednak spory toczące się w ZK-P sygnalizują, że bardziej radykalne opcje grożą rozbiciem Zrzeszenia i społeczności kaszubskiej, a nawet konfliktem etnicznym na Pomorzu.

Prężna podmiotowość kulturowa Kaszubów wzmacnia ich pozycję w życiu publicznym, w samorządzie lokalnym i wojewódzkim. Emancypacja polityczna Kaszubów w samorządzie tych kilku powiatów, w których stanowią oni większość mieszkańców, jest tendencją narastającą już od kilku lat. Natomiast w samorządzie województwa pomorskiego reprezentacja Kaszubów może stanowić formację znaczącą, ale nie dominującą, gdyż stanowią oni co najwyżej jedną czwartą ludności tego województwa.

(Lipiec 2004)  

Aneks. Wybór dokumentów

I. Status mniejszości etnicznej dla Kaszubów

Delegacja ZK-P w Komisji MNiE Sejmu RP (10.09.2002)

Informacja prasowa o delegacji ZK-P w komisji sejmowej (11.09.2002)

Wypowiedź prezesa ZK-P w „Dzienniku Bałtyckim” (4.10.2002)

Dyskusja  w „Pomeranii”  (4.10.2002)

Uchwała Rady Naczelnej ZK-P (30.11.2002)

Informacja prasowa o uchwale Rady Naczelnej ZK-P (6.12.2003)

Delegacja ZK-P w Komisji MNiE Sejmu RP

 (10.09.2002) ¨(19)

Biuletyn nr: 944/IV

Komisja: Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 18/

Data: 10-09-2002

Mówcy:

Poseł Marian Curyło (Samoobrona)
Poseł Jerzy Czerwiński (LPR)
Poseł Eugeniusz Czykwin (SLD)
Przedstawicielka Departamentu Edukacji Kulturalnej

w Ministerstwie Kultury Maria Garus
Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

 Łukasz Grzędzicki
Wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artur Jabłoński
Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych

i Administracji Zenon Kosiniak-Kamysz
Przewodnicząca Komisji Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim Renata Mistarz
Główny specjalista w Departamencie Wykształcenia i Wychowania

w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu Grażyna Płoszyńska
Naczelnik Wydziału do spraw Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Dobiesław Rzemieniecki
Przedstawiciel Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)

10 września 2002 r. Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych, obradująca pod przewodnictwem posłanki Genowefy Wiśniowskiej /Samoobrona/ i posła Jerzego Szteligi /SLD/, rozpatrzyła: - informację o sytuacji kulturalnej, edukacyjnej i społecznej mniejszości kaszubskiej.

W posiedzeniu udział wzięli przedstawiciele: Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z podsekretarzem stanu Zenonem Kosiniakiem-Kamyszem, Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, Ministerstwa Kultury, Rzecznika Praw Obywatelskich, Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/:

Otwieram posiedzenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Witam wszystkich uczestników dzisiejszego posiedzenia, w tym: gości reprezentujących Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, przedstawicieli rządu i posłów. Dzisiejsze posiedzenie zostało zwołane na prośbę Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jego przedmiotem będzie omówienie statusu prawnego Kaszubów, w kontekście projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, jak również zapoznanie się z sytuacją kulturalną, edukacyjną i społeczną tej mniejszości. Czy ktoś z posłów chciałby zgłosić jakieś uwagi bądź propozycje dotyczące porządku obrad? Nie ma zgłoszeń. Przechodzimy do prac merytorycznych. Proszę reprezentanta Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego o przedstawienie informacji.

Wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artur Jabłoński :

 Na wstępie chciałbym wyjaśnić, że poza funkcją wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, pełnię funkcję szefa zespołu do spraw mediów w tej organizacji. Jestem również sekretarzem Rady Mediów Elektronicznych Mniejszości Narodowych i Etnicznych, która ukonstytuowała się w Kamieniu Śląskim w lutym bieżącego roku.

W dzisiejszym posiedzeniu Kaszubów reprezentują również: pani Renata Mistarz, pełniąca obowiązki szefa Komisji Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, pani Wanda Kiedrowska – członek Zarządu Głównego, jak i wspomnianej Komisji, a także pan Łukasz Grzędzicki - członek Zarządu Głównego i przedstawiciel klubu studenckiego Kaszubów "Pomorania", działającego na Uniwersytecie Gdańskim, Politechnice Gdańskiej i Akademii Muzycznej w Gdańsku.

  Na dzisiejsze posiedzenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych zostaliśmy oddelegowani przez naszą organizację po to, aby przekazać zbiór podstawowych informacji o naszej społeczności oraz odnieść się do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych.

W związku z toczącą się w ostatnim czasie ożywioną dyskusją na temat mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, której tło stanowi między innymi narodowy spis powszechny ludności i mieszkań, z niepokojem odnotowaliśmy, iż nie wymienia się Kaszubów wśród mniejszości etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej. Zwróciliśmy się zatem do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z apelem o umieszczenie Kaszubów we wszystkich istniejących oficjalnie w Polsce spisach czy też listach mniejszości narodowych i etnicznych. Z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy od podsekretarza stanu w MSWiA - Zenona Kosiniaka-Kamysza dowiedzieliśmy się, "/.../ że nie istnieje oficjalny spis mniejszości narodowych i etnicznych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji we wszystkich przygotowywanych materiałach bazuje na uzasadnieniu do komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP, który jest jedynym, jak do tej pory, oficjalnym dokumentem zawierającym listę mniejszości narodowych i etnicznych /do mniejszości etnicznych zaliczane są mniejszości: karaimska, łemkowska, romska i tatarska/. Lista ta w zasadzie nie była do tej pory kwestionowana ani w toku prac nad projektem ustawy, ani poza Sejmem".

 Stwierdzenie powyższe nie jest do końca prawdziwe. Znana jest nam bowiem opinia Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu w sprawie definicji mniejszości narodowej w prawie międzynarodowym z dnia 23 lutego 2002 roku, wydana na prośbę ówczesnej przewodniczącej sejmowej podkomisji nadzwyczajnej powołanej do rozpatrywania komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, pani posłanki Ewy Sikorskiej-Trela. Autorem tej opinii jest Sławomir Łodziński, uznany autorytet w dziedzinie praw mniejszości, który na stronie 11 tegoż dokumentu kwestionuje listę mniejszości narodowych i etnicznych, zawartą w uzasadnieniu do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Wiem, że uwagi te odnosiły się do druku sejmowego nr 616 III kadencji Sejmu, a rozpatrywany projekt został wniesiony jako nowy dokument. Tym niemniej wówczas pan Sławomir Łodziński stwierdził, że wspomniana lista mniejszości etnicznych nie uwzględnia Kaszubów i Ślązaków. Dlatego też, sformułowaliśmy pismo do Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych i przekazaliśmy je na ręce pani przewodniczącej Genowefy Wiśniowskiej, w którym zaproponowaliśmy, aby status prawny Kaszubów został rozpatrzony na forum tego gremium.

Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować za zaproszenie i umożliwienie nam wzięcia udziału w posiedzeniu. Uważamy, że Kaszubi, których uznać można za jedną z bardziej reprezentatywnych mniejszości etnicznych w Polsce, doskonale wpisują się w definicję zawartą w art. 2 projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Wyjaśnię teraz jak sami siebie postrzegamy. Kaszubi sami siebie określają jako zbiorowość społeczną mającą świadomość odmienności od innych grup, która wyraża się w poczuciu wspólnych losów historycznych i terytorialnych, własnej nazwie, języku, wartościach oraz wzorach zachowań. Pojęcie "mniejszość" w autoidentyfikacji Kaszubów wywoływało przez wiele lat negatywne reakcje, ponieważ "mieszkając od zawsze u siebie" Kaszubi nie czuli się mniejszością. Dziś jednak elity kaszubskie dokonują świadomego wyboru i przyjmują określenie "mniejszość etniczna", ponieważ chcą być objęte polityką państwa polskiego, by, jak czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej: "mieć poczucie pewności bezpieczeństwa wynikające z faktu, że nasze prawa są mocno i wyraziście określone w akcie normatywnym".

 Dążenia Kaszubów do zachowania swej kulturowo-etnicznej odrębności mają już ponad 150-letnią tradycję. Ruch kaszubski, zainicjowany przez Floriana Ceynowę w okresie Wiosny Ludów w połowie XIX wieku, do dziś istnieje i rozwija się dzięki nosicielom idei społeczno-kulturowego odrodzenia Kaszub, skupionych obecnie w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, która to organizacja działa od 1956 roku i zrzesza prawie 7 tys. członków. W miarę rozwoju badań naukowych Kaszubi coraz lepiej poznają swoją historię. Chlubią się średniowieczną dynastią książąt kaszubsko-pomorskich i rozległymi granicami swojej ziemi sprzed tysiąca lat /od ujścia Wisły do ujścia Odry/. Mają świadomość, że nazwa ich szczepu nie jest nazwą nadaną z zewnątrz, lecz - że to ich nazwa własna. Te atrybuty, a także oryginalny język i kultura stanowią o odrębności Kaszubów w ich własnym mniemaniu oraz w widzeniu innych. Kaszubi przez wieki byli znacząco różni od ludności polskiej, a ich język niezrozumiały.

Pragnę wspomnieć tylko wstęp pana Perlina do książki autorstwa Jose Marii Tortosy, w którym stwierdza on, że język słowacki jest strukturalnie bliższy językowi polskiemu, niż język kaszubski, a mimo to nigdy nie było przeciwwskazań, aby język słowacki uważać za język odrębny. Tymczasem prawa tego w odniesieniu do języka odmawiano Kaszubom przez wiele lat. Dopiero na przełomie lat 80 i 90, w dobie demokracji sposób postrzegania tej kwestii uległ zdecydowanej zmianie.

Omówię teraz, jakie są Kaszuby dzisiaj. Na północy Kaszuby dosięgają Morza Bałtyckiego. Wschodnią granicę wyznaczają Zatoka Pucka i Zatoka Gdańska. Środkowe i południowe Kaszuby to Pojezierze Kaszubskie /Szwajcaria Kaszubska/. Pojezierze to przecinają Wzgórza Szymbarskie, z najwyższym wzniesieniem Niżu Środkowoeuropejskiego - Wieżycą /328,6 m. n.p.m./. Stolicą dzisiejszych Kaszub jest Gdańsk, choć podobnie jak Sopot i Gdynia nie jest umieszczany na językowej mapie kaszubszczyzny. W strukturze ludnościowej Trójmiasta Kaszubi rzeczywiście stanowią mniejszość. Gdańsk był jednak zawsze historycznie, kulturowo, gospodarczo i politycznie miastem związanym z Kaszubami, a Gdynia urosła przecież na "kaszubskim pniu", z rybacko-rolniczej wioski.

Z pozostałych 16 miast położonych na Kaszubach pięć można nazwać kaszubskimi, ponieważ ich mieszkańcy w zdecydowanej większości identyfikują się jako Kaszubi. Są to: Kartuzy, Żukowo, Puck, Władysławowo i Jastarnia. W czterech następujących: Kościerzynie, Rumi, Redzie i Wejherowie mieszka ponad 50% Kaszubów. Niedawna reforma administracyjna kraju spowodowała, że po raz pierwszy od siedmiu wieków Kaszubi znaleźli się na jednym obszarze administracyjnym - w województwie pomorskim, z wyjątkiem mieszkańców kilku gmin zlokalizowanych w okolicach Borów Tucholskich.

 Według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Gdański w 1995 roku 300 tys. osób określa siebie jako Kaszubi, a blisko 200 tys. - jako pół-Kaszubi. Język kaszubski przetrwał i rozwija się na stosunkowo niewielkim terytorium. Są to ziemie wchodzące w skład powiatów: puckiego, wejherowskiego, kartuskiego, kościerskiego, częściowo także chojnickiego, człuchowskiego, bytowskiego i lęborskiego.

Ogólne pojęcie kultury Kaszubów kojarzy się przede wszystkim z obrzędowością, sztuką ludową, tańcami - jednym słowem z folklorem. Rzeczywiście region ten bogaty jest w różnorodne zwyczaje. Pamiętać jednak trzeba, że na skutek postępującej cywilizacji, zaczynają zanikać tradycyjne zajęcia Kaszubów, a co za tym idzie - zmienia się obrzędowość i kanon zachowań. Nie istnieje już prawie ludowe rzemiosło, choć wciąż aktywni są pojedynczy twórcy, którzy starają się kształcić swoich następców. Kaszubski taniec upowszechniają liczne amatorskie i półprofesjonalne zespoły pieśni i tańca, także dziecięce.

 Dziś nie można już jednak sprowadzać kultury Kaszubów wyłącznie do folkloru. Dzięki staraniom Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, Uniwersytetu Gdańskiego, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, a także wielu osób prywatnych i instytucji zaangażowanych w "sprawę kaszubską", Kaszubi mają swoją prasę /najbardziej znaczące tytuły to ukazujący się od 30 lat miesięcznik "Pomerania" i tygodnik "Norda" ukazujący się od 5 lat, jako wkładka do "Dziennika Bałtyckiego", największej gazety w regionie/, program "Rodnô zemia" w Gdańskim Ośrodku TVP, czy audycję "Na bôtach ë w borach" w Radiu Gdańsk oraz Magazyn Kaszubski w Radiu Koszalin. Dodam, że program telewizyjny nadawany jest, podobnie jak audycja w Radiu Gdańsk, od 1991 roku, natomiast Magazyn Kaszubski jest nadawany od dwóch lat.

Jak nigdy dotąd rozwija się kaszubska literatura. Od kilku lat organizowany jest na przykład Wejherowski Konkurs Prozatorski im. Jana Drzeżdżona, którego pokłosiem jest między innymi antologia współczesnej prozy kaszubskiej. Powstają tomiki poezji i tomy prozy wydawane w rodzimych wydawnictwach.

Język kaszubski trafił do szkół /nauczany jest w 56 szkołach podstawowych i w Kaszubskim Liceum Ogólnokształcącym w Brusach/ oraz na Uniwersytet Gdański, gdzie istnieje lektorat z kaszubskiego.

W niektórych kościołach na Kaszubach odprawiane są msze święte z kaszubską liturgią słowa. Powstały dwa tłumaczenia ksiąg Nowego Testamentu, wydany został modlitewnik oraz przekład Księgi Psalmów. W 1993 roku arcybiskup metropolita gdański Tadeusz Gocłowski opublikował swoisty dekret, na mocy którego księża w parafiach na Kaszubach, jeżeli tylko społeczność tego od nich wymaga, mają obowiązek sprawowania liturgii w języku kaszubskim.

Jak jesteśmy postrzegani? Dzięki różnym, często bardziej osobistym kontaktom za kadencji poprzedniego rządu udało nam się dokonać pewnych rzeczy, między innymi w dziedzinie edukacji. Ówczesny wiceminister Wojciech Książek, były rzecznik prasowy rządu Jarosław Sellin - obecnie członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jak również minister Edmund Wittbrodt są Kaszubami. Przykładowo reprezentujący nasze interesy senator poprzedniej kadencji parlamentu, pan Kazimierz Klejna wprowadził pewne zmiany do ustawy o języku polskim, które nie tylko Kaszubom, ale wszystkim mniejszościom narodowych i etnicznym w Polsce pomogły. Pojawiły się również pewne korzystne zapisy w ustawie o radiofonii i telewizji, jak również w prawie oświatowym. Były to jednak nieformalne działania.

Obecnie w przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej, dla którego to procesu Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie i reprezentowana przez tę organizację społeczność wyraziła poparcie w uchwale zjazdowej, pożądane jest, aby Kaszubi byli traktowani w prawie na równi z innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi. W raporcie dla sekretarza generalnego Rady Europy z realizacji przez RP postanowień Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych, Kaszubi zostali określeni jako: "grupa etniczna kultywująca tradycje regionalne oraz używająca języka różniącego się od języka polskiego". W innym zaś miejscu tego raportu zapisano, iż: "postanowienia Konwencji są realizowane wobec tej grupy w zakresie praw językowych".

Co zatem z gwarantowaniem Kaszubom pozostałych praw, wynikających z podpisania i ratyfikowania przez Polskę Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych? Wszak preambuła Konwencji powołuje się między innymi na dokumenty ONZ, wyraźnie używające określenia "mniejszość etniczna" oraz na Dokument Kopenhaski z 29 czerwca 1990 roku, w którym zapisano między innymi, że: "Przynależność do mniejszości etnicznej jest sprawą indywidualnego wyboru. Z trwania przy tym wyborze nie może wyniknąć jakikolwiek uszczerbek dla osoby ów wybór dokonującej. Osoby należące do mniejszości etnicznej mają prawo do nieskrępowanego wyrażania, zachowania i rozwijania swojej etnicznej, kulturalnej, językowej czy religijnej tożsamości i do utrzymywania i rozwoju własnej kultury we wszystkich jej przejawach, w wolności od jakichkolwiek prób ich asymilowania wbrew ich woli".

Przedstawię teraz nasze postulaty. Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP, wraz z jej uzasadnieniem nie może łamać praw zagwarantowanych Kaszubom w Konstytucji RP oraz w wielu międzynarodowych aktach prawnych. Chcemy, by ustawowe pojęcie mniejszości obejmowało także Kaszubów. Ponadto zgłaszamy następujące uwagi do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Po pierwsze, art. 10 i 11 projektu powinny obejmować nie tylko gminy zamieszkałe tradycyjnie przez mniejszości, ale także powiaty. Po drugie, nie ma uzasadnienia, aby w gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej minimalna liczba uczniów w klasie lub oddziale, upoważniająca do organizowania klasy z językiem ojczystym była dwukrotnie wyższa /14/ niż w szkole podstawowej /7/. Zasadę tę należy ujednolicić /art. 14 ust. 2/ przyjmując we wszystkich typach szkół jako liczbę minimalną 7 uczniów.

Po trzecie, art. 19 mówi jedynie o mniejszościach narodowych, a powinien obejmować również mniejszości etniczne. Ponadto zadaniem publicznej radiofonii i telewizji powinna być nie tyle produkcja programów etnicznych w językach ojczystych, co finansowanie tych programów.

Po czwarte, nie zgadzamy się na wyłączenie art. 13 z ustawy o systemie oświaty. Zbyt skomplikowana jest sieć powiązań prawnych w dziedzinie oświaty, by można było wyłączyć szkoły mniejszości, pogarszać standardy organizacji i zarządzania. Natomiast postulujemy utworzenie kategorii szkół etnicznych, czy też szkół mniejszości narodowych, jako kategorii dodatkowej obok wcale licznych szkół mistrzostwa sportowego, artystycznych, specjalnych itp.

Po piąte, całkowite nieporozumienie stanowią zapisy rozdziału 4 dotyczącego Urzędu do Spraw Mniejszości Narodowych. Przede wszystkim uważamy, że tworzenie dodatkowej, tak rozbudowanej struktury administracji państwowej jest niepotrzebne. Wystarczy wyposażyć poszczególne ministerstwa /zwłaszcza resorty: edukacji, kultury, sprawiedliwości oraz spraw wewnętrznych i administracji/ w odpowiednie przepisy wykonawcze, aby zapisy ustawy były skutecznie realizowane. Będzie to jak najbardziej zgodne ze standardami europejskimi. Uważamy także, że znaczna część kompetencji dotyczących realizacji polityki wobec mniejszości narodowych i etnicznych powinna znaleźć się w ramach statutowej działalności samorządów wojewódzkich.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Otwieram dyskusję. Kto z członków Komisji chciałby zabrać głos?

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Wnikliwie wysłuchałem wystąpienia wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, gdyż było ono istotne również z punktu widzenia podkomisji, której pracami kieruję. Chciałbym jednak zapytać, czy w dokumentacji gromadzonej przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie odnotowany został przebieg dotychczasowych stosunków pomiędzy władzami tej organizacji i Komisją Mniejszości Narodowych i Etnicznych? Przypomnę, że w trakcie kadencji Sejmu, która trwała w latach 1993-1997 Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych przestała interesować się losami społeczności kaszubskiej na wniosek władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Tak. Z przykrością muszę potwierdzić te słowa. Rzeczywiście pozwoliliśmy sobie na pewne zaniedbania. Niemniej od grudnia ubiegłego roku, kiedy to zaczęły funkcjonować nowe władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, inaczej postrzegamy omawiane sprawy. Naszym celem nie jest formułowanie pretensji, lecz przekazanie postulatu o ponowne włączenie nas w dyskusję na temat zmian prawnych dotyczących mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce.

 

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Zenon Kosiniak-Kamysz :

Chciałbym sformułować jedno pytanie dotyczące liturgii słowa w kościołach. Jak kwestia ta wyglądała przed wojną i w okresach wcześniejszych? Czy liturgia słowa również sprawowana była w języku kaszubskim? Jakie są najstarsze tłumaczenia Pisma Świętego na język kaszubski?

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Przed wojną i długo po niej nie było możliwości sprawowania liturgii słowa w języku kaszubskim. Pierwsza msza święta w języku kaszubskim została odprawiona w 1986 roku w bardzo nielicznym gronie działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Tłumaczenia Pisma Świętego na język kaszubski pojawiły się na początku lat 90. Pierwsze takie opracowanie, w postaci tłumaczenia ewangelii przygotował nieżyjący już ksiądz Franciszek Grucza. Natomiast tłumaczenia całego Nowego Testamentu dokonał w 1993 roku Eugeniusz Gołąbek. Obie księgi spełniają wszystkie wymogi stawiane ze strony Kościoła. W tym samym czasie, a więc pomiędzy 1992 a 1993 rokiem arcybiskup Tadeusz Gocłowski wydał dekret, z którego wynikało, że na terenie archidiecezji można używać języka kaszubskiego podczas sprawowania liturgii słowa. Natomiast obecnie trwa dyskusja nad możliwością sprawowania liturgii eucharystycznej w języku kaszubskim, aczkolwiek o tym może zadecydować wyłącznie odpowiedni urząd kościelny w Watykanie. Tym samym, uzyskanie takiej zgody wymaga dłuższej procedury. Dodam, że początek tych starań wiążemy z rokiem 2000, kiedy to ponad 400-osobową grupą wyjechaliśmy do Ziemii Świętej, w celu odsłonienia w Kościele Pater Noster tablicy z modlitwą "Ojcze Nasz" w języku kaszubskim.

Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Łukasz Grzędzicki :

 Wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, pan Artur Jabłoński mówił o języku kaszubskim w liturgii kościoła katolickiego. W tym kontekście chciałbym zwrócić uwagę, iż już w wieku XVI, w 1586 roku, w duchu reformacji, pierwszego tłumaczenia modlitewnika na język kaszubski dokonał pastor luterański w Bytowie. Wspomniane tłumaczenie jest najstarszym zachowanym skarbem języka kaszubskiego.

 Należy wspomnieć o tym, że w średniowieczu, w X-XI wieku Kaszubi zajmowali tereny rozciągające się od Gdańska, aż na zachód obecnego Szczecina. Najstarszym uniwersytetem pomorskim jest Uniwersytet w Greifswaldzie, czyli po kaszubsku w Gryfii, gdzie kultywowano tradycje pomorskie we wczesnym średniowieczu i w erze odrodzenia. Jednakże w wyniku przyjęcia na Pomorzu Zachodnim religii ewangelickiej Kaszubi z czasem ulegli germanizacji. Od XIX wieku funkcjonuje skrót myślowy: Kaszub - katolik, Niemiec - Prusak - ewangelik. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że Florian Ceynowa - ojciec regionalizmu kaszubskiego - naszego ruchu etnicznego, dokonał tłumaczeń katechizmu na język kaszubski w erze Wiosny Ludów. Ten fakt można uznać za początek historii języka kaszubskiego w liturgii kościoła katolickiego. Jan Paweł II podczas pielgrzymki w 1987 roku na Skwerze Kościuszki w Gdyni apelował do Kaszubów o zachowanie tożsamości i krzewienie języka, a w roku 1997 powtórzył ten apel. Dodam, że Jan Paweł II przekazał nam również specjalne błogosławieństwo w języku kaszubskim do nowego modlitewnika kaszubskiego.

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ :

Chciałbym sformułować pytanie pod adresem przedstawiciela Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Czy zainteresowanie młodzieży licealnej nauką języka kaszubskiego jest duże? Jeżeli się nie mylę, z przedstawionych informacji wynika, że istnieje tylko jedno liceum nauczające tego języka.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

W moim imieniu odpowiedzi udzieli pani Renata Mistarz - ekspert w dziedzinie, której dotyczyło pytanie.

Przewodnicząca Komisji Oświaty w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim Renata Mistarz :

Obecnie na Kaszubach funkcjonują dwie szkoły średnie, w których młodzież uczy się języka kaszubskiego. Pierwszą z nich jest Liceum Ogólnokształcące w Brusach, utworzone w 1991 roku. We wszystkich klasach tej szkoły młodzież uczy się języka kaszubskiego. Jeżeli będzie to konieczne, siedząca obok mnie pani Wanda Kiedrowska, która była pierwszą nauczycielką języka kaszubskiego w tym liceum udzieli szczegółowych informacji o zainteresowaniu młodzieży nauką języka etnicznego oraz jej wpływie na rozwój osobowości. Drugą szkołą średnią, prowadząca naukę tego języka jest szkoła w Strzepczu, która przyjmie niedługo nazwę Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego. Funkcjonuje również Zespół Szkół Agroturyzmu i Biznesu w Somoninie, gdzie w formie zajęć pozalekcyjnych, fakultatywnych młodzież uczy się języka kaszubskiego. Nie jest to wiele, ale znajdujemy się obecnie na początku drogi i wciąż musimy przełamywać różnego rodzaju bariery natury psychologicznej i administracyjnej.

Członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska:

 Zainteresowanie młodzieży nauką na Kaszubach jest podobne jak w całej Polsce. Nie jest łatwo nałożyć na młodzież dodatkowe obowiązki. Liczymy jednak na to, że młodzież po pewnym czasie dojrzeje do tego problemu i zrozumie, że język kaszubski jest przepięknym przykładem przeniesienia języka staropolskiego w obecne czasy. W większości przypadków ten cel udaje nam się zrealizować. W efekcie otrzymujemy bardzo piękne listy od absolwentów. Warto również poszczycić się faktem, że uczennica Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego zajęła w ubiegłym roku w pierwszym dyktandzie języka kaszubskiego drugie miejsce, po studencie prawa i polonistyki. Sukces ten dowodzi, iż język kaszubski jest możliwy do nauczenia. Reasumując, stosunek młodzieży na Kaszubach do nauki języka kaszubskiego jest taki sam, jak stosunek młodzieży w całym kraju do nauki jakiegokolwiek z przedmiotów.

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ :

Czy w społeczeństwie kaszubskim język kaszubski funkcjonuje jako język towarzyski?

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Tak. Pewien przekaz pokoleniowy w różnych częściach Kaszub został zatracony w różnych okresach. Na północnych Kaszubach, obejmujących powiaty: pucki, wejherowski, lęborski, ze względu na turystów przekaz pokoleniowy został zatracony na początku lat 70. Natomiast w pozostałej części Kaszub proces ten nastąpił 5-10 lat później, choć do dnia dzisiejszego istnieją rodziny, dla których pierwszym językiem jest język kaszubski. Natomiast pokolenie obecnych 20-, 30-latków jeszcze mówi po kaszubsku i używa tego języka nie tylko w domu, ale także w urzędach. Sprawując obowiązki wiceprezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, jak również starosty puckiego używam języka kaszubskiego zawsze wtedy, gdy rozmawiam z ludźmi, którzy chcą w tym języku rozmawiać. Być może nie jest to zgodne z polskim prawem, ale na Kaszubach można spotkać nazwy miejscowości, powiatów, czy ulic również w języku kaszubskim. Myślę więc, że jesteśmy na dobrej drodze do odrodzenia kaszubskiego. Przy okazji chciałbym serdecznie zaprosić wszystkich do odwiedzenia Kaszub.

Przewodnicząca Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :

W latach 1973-1974 na łamach miesięcznika "Pomerania" publikowano szereg burzliwych artykułów, w których formułowano poglądy, iż mówienie w języku kaszubskim prowadzi wiele dzieci do szkoły specjalnej. W efekcie starsze pokolenie przestało mówić do swoich dzieci w języku kaszubskim i dlatego tak mało dzieci zna język kaszubski obecnie. Niemniej jednak wciąż język ten jest wykorzystywany w komunikacji pomiędzy starszymi ludźmi i tam jest on najbardziej żywy.

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

W niektórych obszarach można pogratulować osiągnięć naszym dzisiejszym gościom. Praca i wysiłek podjęty dla odrodzenia kaszubskiego może wzbudzić podziw nawet wśród przedstawicieli mniejszości etnicznych uwzględnionych w projekcie ustawy. Rzeczywiście w nauce obowiązywał pewien pogląd, iż dwujęzyczność utrudnia rozwój dziecka. Na szczęście został on obalony i obecnie jest już przeszłością. Chciałbym jednak zgłosić konkretny wniosek, albowiem jak rozumiem celem przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego jest przekazanie postulatu o rozszerzenie katalogu mniejszości etnicznych zawartego w projekcie ustawy o mniejszość kaszubską. Wiedza, którą uzyskaliśmy - w moim przekonaniu - dostarcza wystarczających przesłanek do akceptacji wspomnianego postulatu. Reasumując, proponuję, aby Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych podjęła opinię, w której stwierdza powyższy fakt. Taki dokument będzie zarówno odnosił się do administracji, jak i stanowił wskazówkę dla prac podkomisji.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Z przykrością zawiadamiam uczestników posiedzenia, że muszę opuścić salę obrad i udać się na spotkanie z marszałkiem Sejmu. W dalszej części posiedzenie prowadził będzie pan wiceprzewodniczący Jerzy Szteliga, który kieruje pracami podkomisji zajmującej się projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Czy ktoś z uczestników posiedzenia chciałby odnieść się do wniosku sformułowanego przez pana posła Eugeniusza Czykwina?

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ :

Wniosek pana posła Eugeniusza Czykwina jest godny szczególnej uwagi i dlatego popieram tę propozycję.

Poseł Jerzy Czerwiński /LPR/ :

Proszę delegację Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego o określenie liczby dzieci uczących się obecnie języka kaszubskiego w szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. Czy wspomniana nauka odbywa się na zasadzie nauki języka mniejszości narodowych i etnicznych? Czy szkoły korzystają z dobrodziejstwa rozporządzenia w kwestii liczebności klas? Po drugie, zapytuję, jakie były przyczyny takiego, a nie innego stosunku poprzednich władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych? Proszę o bliższe wyjaśnienie tej kwestii, gdyż wydaje mi się dziwne, że status dość licznej, bo blisko 100 tys. grupy osób mógłby zależeć od stosunku władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do kwestii kontaktów z Komisją. Po trzecie, proszę przedstawicieli rządu o ustosunkowanie się do powyższej dyskusji.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Polskie prawodawstwo ulega ciągłym zmianom a tym samym wciąż zmienia się nasza sytuacja. Przykładowo inna była nasza sytuacja za czasów Polski Ludowej, a inna jest po roku 1989. Przypomnę, że dopiero w nowej Konstytucji RP, uchwalonej w 1997 roku uwzględniono zapis dotyczący mniejszości narodowych i etnicznych. Wprowadzenie wspomnianego zapisu, zawartego w art. 35 Konstytucji RP wywołało burzliwą dyskusję wśród członków naszej społeczności. Punktem kulminacyjnym tej dyskusji był niedawny narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Nagle okazało się bowiem, że kwestionariusz spisowy nie uwzględnia możliwości zadeklarowania swojej etnicznej odrębności. Uczestnicy spisu należący do kaszubskiej mniejszości etnicznej mogli jedynie zadeklarować swoją narodowość jako kaszubską, co uczyniło wielu z nich, choć nie wiem ilu. Szacuję, że będzie to liczba w granicach 10-20 tys. osób. Sądzę, że będzie to ewenement, albowiem dotychczas narodowość kaszubską deklarowało zaledwie 10 osób. Biorąc pod uwagę Konstytucję RP i wszystkie inne akty prawne, w tym także projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej oraz fakt przyszłej akcesji Polski do Unii Europejskiej stwierdzam, że jeżeli mniejszość kaszubska nie będzie uznana w polskim prawie za mniejszość etniczną, wówczas z pewnością takiego statusu nie uzyska również w prawie międzynarodowym.

Przewodnicząca Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :

Według badań prof. Marka Latoszka przeprowadzonych pod koniec lat 90 w Polsce żyje około 330 tys. Kaszubów i 180 tys. pół-Kaszubów, co stanowi grupę liczącą nieco ponad 0,5 mln osób. Inne szacunkowe obliczenia wskazują, że liczba Kaszubów może sięgać poziomu 300 tys., a w niektórych źródłach podaje się liczbę 180 tys. Poznanie dokładnej liczby Kaszubów wymaga zatem przeprowadzenia konkretnych badań, na czym zależy również nam.

Po drugie, nauczanie języka kaszubskiego rozpoczęło się 1 września 1991 roku w dwóch szkołach. Mianowicie w Szkole Podstawowej na Głodnicy zaczęło się uczyć 20 uczniów, a w Kaszubskim Liceum Ogólnokształcącym - 2 klasy. W chwili obecnej, czyli po blisko 11 latach, istnieje około 57 szkół nauczających języka kaszubskiego. Przy czym jest to liczba szkół, które pobrały podręczniki do wdrażania nauki języka kaszubskiego. Według raportów Głównego Urzędu Statystycznego bądź przykładowo raportu dla sekretarza generalnego Rady Europy liczba takich szkół może być nieco niższa. Uważamy, że informacje w tym zakresie, poza GUS powinni gromadzić także wizytatorzy kuratoriów oświaty. Pożądane byłoby również przeprowadzanie ankiet w szkołach, pozwalających na zdobycie niezależnych danych. Zdajemy sobie jednak sprawę z faktu, że wymagałoby to odpowiednich nakładów. Według informacji zawartej we wspomnianym wcześniej raporcie dla sekretarza generalnego Rady Europy w Polsce języka kaszubskiego uczy się 2761 uczniów.

Wprawdzie nie jest to duża liczba w relacji do liczebności całej społeczności, ale zwracam uwagę, że rozpoczęcie procesu nauczania tego języka wymagało pokonania bardzo wielu trudności i oporów, zarówno ze strony dzieci, nauczycieli, jak i rodziców. Proces ten jest w toku, ludzie zaczynają dostrzegać korzyści płynące z nauki języka kaszubskiego dla rozwoju dzieci, a w konsekwencji wzrasta liczba szkół prowadzących takie nauczanie. Zainteresowanie nauczaniem języka kaszubskiego zwiększyła także akcja rozprowadzania bezpłatnych podręczników, przeprowadzona dzięki Ministerstwu Edukacji Narodowej i Sportu. Poza tym fakt, że nauczyciele niektórych przedmiotów zaczynają tracić pracę sprawia, że znający język kaszubski nauczyciele zaczynają się interesować zdobywaniem kwalifikacji w zakresie nauczania tego przedmiotu i coraz chętniej chcą podejmować się zadania jego nauczania. W efekcie powyższych procesów w najbliższych latach liczba dzieci uczących się języka kaszubskiego będzie znacznie wzrastała.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Chciałbym sformułować pytanie uzupełniające w sprawie podręczników. W jaki sposób podręczniki są dystrybuowane? Na mocy jakiego porozumienia z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Sportu ten proces trwa? Zapytuję o to, aby ocenić, czy mniejszość kaszubska nie korzysta już z dobrodziejstw prawa do bycia mniejszością etniczną.

Przewodnicząca Komisji Oświaty w ZKP Renata Mistarz :

Na wstępie wyjaśnię również, że nauczanie języka kaszubskiego jest wdrażane na mocy rozporządzenia z 24 marca 1992 roku w sprawie stworzenia szczególnych warunków. Funkcjonujące obecnie szkoły to szkoły z dodatkową nauką języka kaszubskiego w wymiarze 3 godzin tygodniowo.

W kolejności odpowiem na pytanie drugie dotyczące podręczników. Mianowicie, dzięki finansowaniu ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu w roku 2001 wydaliśmy 2 podręczniki dla klas drugich szkoły podstawowej. Pierwszym z nich jest dopuszczony do użytku szkolnego podręcznik pani Danuty Pioch zatytułowany: "Kaszëbë. Zemia. Lëdze. Podręcznik do nauki języka kaszubskiego z ćwiczeniami", wydany w nakładzie 2 tys. egzemplarzy. Wydaliśmy również książkę zalecaną do użytku szkolnego dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej i gimnazjum, autorstwa pani Róży Wosiak-Śliwy i Marka Cybulskiego, pod tytułem "Uczimë so po kaszëbsku".

Więcej podręczników nie zdołaliśmy wdrożyć, gdyż takowe nie zostały opracowane. Obecnie pani Danuta Pioch zakończyła prace nad drugą częścią swojego podręcznika do klasy programowo wyższej. Zdecydowaliśmy, że w przypadku tego podręcznika podejmiemy próbę skorzystania z innej drogi niż droga pozyskania środków z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wydanie i rozprowadzenie podręczników w ciągu jednego miesiąca był bowiem karkołomnym zadaniem, zarówno dla naszej organizacji, jak i społeczników. Zdecydowaliśmy, że ten nowy tytuł zostanie wydany w formie rynkowej. Uznaliśmy, że na naszym rynku pojawiło się zapotrzebowanie na dobry podręcznik do nauki języka kaszubskiego.

Podjęliśmy wysiłek w celu uzyskania pomocy ze strony samorządów, ale nie wiemy jaki skutek przyniosły te działania. Nie wykluczamy jednak, że nie będziemy rezygnować z dotychczasowej drogi.

Dla informacji dodam, że dysponujemy jeszcze jednym, wydanym wcześniej podręcznikiem zatytułowanym: "Kaszëbsczé abecadło - Twój pierszi elemeńtôrz", który w części był dofinansowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a w części przez Fundację "Dar dla Gdańska". Pierwszy nakład tej pozycji w ilości 6 tys. egzemplarzy został już wyczerpany i w chwili obecnej gromadzone są środki na drugie wydanie.

Naczelnik Wydziału do spraw Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Dobiesław Rzemieniecki :

Chciałbym przyłączyć się do wypowiedzi posłów, którzy wyrażali zadowolenie z odrodzenia kaszubskiego. Społeczność kaszubska jest na tyle silna, że jest skłonna poddać się rygorom rynku przynajmniej w tym jednym przypadku, mimo świadomości istnienia możliwości prawnej wydania bezpłatnych podręczników.

Rozumiem, że przedstawicielom Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego zależało przede wszystkim na tym, aby w dniu dzisiejszym porozmawiać o statusie prawnym społeczności kaszubskiej. Pan przewodniczący Jerzy Szteliga raczył przypomnieć stanowisko poprzednich władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a pan prezes Artur Jabłoński wyjaśnił przesłanki jego obecnej zmiany.

Myślę, że istnieje jeszcze jedna przyczyna leżąca po stronie samej społeczności kaszubskiej. Mam na myśli coś, co nazwano mianem "odrodzenia", a mianowicie proces dynamiczny, który obecne władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego doprowadził do innych konkluzji niż władze poprzednie. Proces odradzania się mniejszości narodowych i etnicznych nabrał bowiem odpowiedniego tempa dopiero po 1989 roku.

Pan prezes Artur Jabłoński wspomniał o wymianie korespondencji pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, a Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim. Powołał się również na autorytet pana prof. Sławomira Łodzińskiego, którego ekspertyzy zawsze czytamy z dużym zainteresowaniem. Zwracam jednak uwagę, że przywołana ekspertyza została opracowana półtora roku temu, a proces, o którym mówimy ma charakter dynamiczny.

Dyskutując na temat ewentualnego statusu prawnego społeczności kaszubskiej i różnego rodzaju dokumentów międzynarodowych rozważaliśmy, czy dla języka kaszubskiego najlepszym statusem nie będzie status języka regionalnego. W chwili obecnej w gremium przedstawicieli administracji rządowej trwają dyskusje na temat podpisania Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych. W opinii wielu ekspertów, jak również w naszym przekonaniu, język kaszubski może być uznany za język regionalny. Na ten temat próbowaliśmy wielokrotnie dyskutować w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, przy okazji posiedzeń międzyresortowego zespołu do spraw mniejszości narodowych, a następnie - zespołu do spraw mniejszości narodowych.

Dyskusja ta jeszcze trwa, czego dowodzi przebieg spotkania, które odbyło się 3 września bieżącego roku w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, poświęconego Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowej, a właściwie raportowi, przygotowanemu przez resort. Przypomnę, że w spotkaniu uczestniczył prezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, pan Brunon Synak, który zwrócił uwagę na problem, będący przedmiotem dzisiejszej debaty. Musimy zdawać sobie sprawę z jednego faktu. Mianowicie, mówimy o niesłychanie delikatnej materii - świadomości 500 tys. osób, której nie można uregulować za pomocą jakichkolwiek ustaw, czy innych aktów prawnych, nie mówiąc o decyzji administracyjnej.

Pan prezes Artur Jabłoński powoływał się na zapisy Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych, które mówią o swobodzie deklarowania przynależności do mniejszości narodowej. Oczywiście w dokumentach interpretujących konwencję wyznaczono pewne ramy prawne, które mają zapewnić logikę w stosowaniu tej swobody. Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wspomniał również o narodowym spisie powszechnym w kontekście szacunkowej liczby od 330 tys. do 500 tys. ludzi związanych z kaszubszczyzną. Zgodnie z przekazanymi informacjami w czasie trwania spisu powszechnego od 10 do 20 tys. osób zadeklarowało swoją narodowość, jako kaszubską.

Oznacza to, że w kwestii poczucia przynależności narodowościowej zdecydowana większość społeczności kaszubskiej utożsamia się z narodem polskim. Zapytuję, zatem, czy rozszerzając katalog mniejszości etnicznych o społeczność kaszubską nie zlekceważymy odczuć blisko 480 tys. Kaszubów, którzy zadeklarowali swoją narodowość jako kaszubską? W rozważanej sytuacji ludzie ci mogą odczuwać pewien dyskomfort.

Znamienne jest to, że dotychczas nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej formuły prawnej określającej status społeczności kaszubskiej, co zmuszało tę grupę do dokonywania pewnych wyborów. Rzeczywiście nawet w dokumentach Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego używa się terminu "grupa etniczna". Takie określenie zostało wykorzystane również przez nas w raporcie dla sekretarza generalnego Rady Europy. Niestety, zdajemy sobie sprawę z faktu, iż przytoczony termin nie został zdefiniowany w Konstytucji RP, a zatem nie może być swobodnie wykorzystywany.

Reasumując, dostrzegam następujące rozwiązanie omawianego problemu. Mianowicie, nie powinniśmy starać się rozszerzyć jakiegoś istniejącego już katalogu, ale raczej poszukiwać takich ram prawnych, które pozwalałyby zaspokoić oczekiwania społeczności kaszubskiej i objąć ją odpowiednimi regulacjami prawnymi. Przedstawiciele delegacji Kaszubów stwierdzili, że zależy im przede wszystkim na tym, aby mniejszość kaszubska została objęta postanowieniami ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej oraz aby ich społeczność była traktowana na równi z innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi. Jest to oczywiście zrozumiałe. Nie powinniśmy dopuszczać do sytuacji, w której członek społeczności kaszubskiej musi zdecydować, czy deklaruje swoją narodowość, jako narodowość polską, czy kaszubską.

Moim zdaniem większość Kaszubów uznaje się równocześnie za Polaków, jak i Kaszubów. W związku z powyższym zapytuję, czy nie istnieje niebezpieczeństwo stworzenia poprzez zmiany w akcie prawnym bytu, który dla żadnej ze stron nie będzie bytem szczęśliwym? Czy nie należałoby poszukać formuły, która opisywałaby społeczność kaszubską? Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji proponuje wykorzystanie rozwiązań zawartych w prawie międzynarodowym i uznanie języka kaszubskiego za język regionalny oraz zrównanie w prawach, o których mowa w projekcie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej, społeczności kaszubskiej z innymi mniejszościami narodowymi i etnicznymi.

Zdaniem wielu ekspertów, w tym pana prof. Sławomira Łodzińskiego język kaszubski spełnia przesłanki języka regionalnego, określone w Karcie Języków Regionalnych. Takie rozwiązanie spełniałoby postulaty delegacji społeczności kaszubskiej i zaspokajałoby najistotniejsze potrzeby w obszarze języka, który w toku długotrwałej dyskusji został uznany za odrębny. Ważne jest również to, że powyższa koncepcja wykluczałaby konieczność stawania przed pewnymi sztucznymi wyborami.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Czy prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego chciałby odnieść się do wypowiedzi przedstawiciela Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji?

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Tak. Myślę, że ogólne prawo, o którym wspomniał przedstawiciel Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji daje nam już Konstytucja RP. Oczywiście, chętnie przyjmiemy wszystkie prawa i obowiązki wynikające z uznania języka kaszubskiego za język spełniający kryteria określone w Karcie Języków Regionalnych. Chcielibyśmy uczestniczyć w dyskusji dotyczącej ratyfikacji wspomnianego dokumentu. W związku z faktem, że od jakiegoś czasu trwa dyskusja nad projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej postulujemy, aby w zapisach tego aktu prawnego została uwzględniona również mniejszość kaszubska. Propozycja przedstawiciela resortu spraw wewnętrznych wymaga przedyskutowania. Stwierdzam jednak, że nie do przyjęcia są dla mnie zapisy zawarte w przywoływanym w toku dyskusji raporcie. Mam mianowicie na myśli konstrukcję tabeli zawierającej listę 13 mniejszości narodowych i etnicznych oraz dopisek, z którego wynika, że na Pomorzu są jeszcze Kaszubi - społeczność o nieustalonym statusie prawnym, ale charakteryzująca się odrębnym językiem. Kaszubi domagają się uznania za mniejszość etniczną i traktowania na równi z innymi mniejszościami żyjącymi w Polsce.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

W kolejności głos zabiorą: pani Grażyna Płoszańska, pan poseł Eugeniusz Czykwin oraz pan prof. Sławomir Łodziński.

Główny specjalista w Departamencie Wykształcenia i Wychowania w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu Grażyna Płoszyńska

Chciałabym uzupełnić informacje przekazane przez panią Renatę Mistarz. Mianowicie z oficjalnych danych statystycznych, przekazywanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że obecnie funkcjonuje 48 szkół, w których język kaszubski jest nauczany jako przedmiot dodatkowy. Powyższe dane różnią się od zaprezentowanych przez przedstawicielkę Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Podobnie różnią się również dane odnośnie do liczebności uczniów uczących się języka kaszubskiego, choć w tym wypadku według danych GUS liczba uczniów jest wyższa niż zaprezentowana przez reprezentantkę ZKP. Mianowicie, w szkołach podstawowych języka kaszubskiego uczy się nieco ponad 3 tys. uczniów, w gimnazjach - 432, a na poziomie szkół licealnych - 296. Wspomniane 48 placówek to szkoły zgłoszone oficjalnie za pomocą arkuszy S 15 Głównego Urzędu Statystycznego, które otrzymają zwiększoną subwencję z tytułu dodatkowych godzin w ramowych planach nauczania w wymiarze 3 godzin tygodniowo na naukę języka kaszubskiego.

Odnośnie do kwestii podręczników chciałabym potwierdzić, że Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu wykupuje pełne nakłady podręczników niskonakładowych, czyli tych, których cena jednostkowa przekraczałaby możliwości finansowe rodziców. Podręczniki dla uczniów najmłodszych klas szkoły podstawowej spełniają powyższe warunki. Natomiast elementarz do nauki języka kaszubskiego miał charakter książki komercyjnej. Była to pewnego rodzaju ciekawostka na rynku wydawniczym, poszukiwana przez osoby zainteresowane sprawami kaszubszczyzny. Dotacja na ten cel była niewielka, a główny ciężar sfinansowania wydania poniosła Fundacja "Dar dla Gdańska" oraz Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Pozycja ta cieszyła się dużym zainteresowaniem, a przy tym spełniała wszystkie wymagania metodyczne, jakie powinien spełniać podręcznik dla określonego poziomu nauczania. Podręczniki, które zostaną ocenione jako książki dopuszczone do użytkowania w konkretnej klasie po ocenie recenzentów mogą być finansowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. Oczekujemy zatem na zgłoszenia.

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

Chciałbym sformułować jedną uwagę pod adresem przedstawiciela Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zazwyczaj zgadzam się z poglądami pana naczelnika, ale tym razem nie wiem, czy dobrze zrozumiałem istotę wypowiedzi, z której wynikałoby, że osoby, które zdeklarowały się jako Kaszubi nie identyfikują się z narodem polskim. W uzasadnieniu do ustawy wskazaliśmy, że w innych państwach, które wprowadzały takie pytanie potrzeba było wiele lat, aby poznać rzeczywistą liczebność danej mniejszości. Przykładowo liczbę Białorusinów w Polsce szacuje się na poziomie ponad 200 tys. osób i muszę przyznać, że byłbym szczęśliwy, gdyby w trakcie narodowego spisu powszechnego swoją odrębność zadeklarowało przynajmniej 20 tys. osób spośród całej mniejszości białoruskiej. Moim zdaniem, liczba ta będzie znacznie mniejsza, a to między innymi z powodu obawy przed ujawnieniem swojej narodowości innej niż polska.

 Dodam, że byłem na spotkaniu we wsi, w której praktycznie wszyscy mówią dialektem białoruskim i wyznają prawosławie. Zapytałem, czy przynajmniej jedna rodzina zadeklarowała w czasie spisu powszechnego swoją odrębność narodową. Okazało się, że nie, ale gdy zapytałem, dlaczego tak się stało, pewien starszy człowiek stwierdził: "Pan jest młody i nie pamięta co tu się działo po wojnie". Młodsi natomiast powiedzieli, że wyznawców prawosławia zwalnia się z zakładów pracy, a szefowie takich zakładów nie ponoszą ani prawnych, ani służbowych konsekwencji. Reasumując, zwracam uwagę, że wyniki niedawnego narodowego spisu powszechnego będą obarczone sporym błędem.

Przedstawiciel Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu :

Po pierwsze, moja opinia w sprawie projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej nie uległa zmianie. Zachowała ona swoją aktualność za sprawą pewnej niejednoznaczności w terminologii dotyczącej mniejszości narodowych i etnicznych, między innymi z powodu obecności grupy kaszubskiej - będącej nie tylko grupą etniczną, ale także językową. Istniało pewne niebezpieczeństwo, że grupa kaszubska spełniająca określone kryteria zostanie wyłączona z pewnej ochrony. Przy czym, niebezpieczeństwo to nie wynikało ze złej woli Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, czy podkomisji zajmującej się projektem, lecz ze stosunku władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Komisja kilkakrotnie wyrażała chęć odbycia spotkania z przedstawicielami mniejszości kaszubskiej, lecz władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego odmawiały.

Po drugie, mówimy o statusie prawnym, który obejmuje pewien aspekt relacji pomiędzy większością, a mniejszością. Moim zdaniem, odnotowaliśmy bardzo korzystne zjawisko, polegające na zmianie stosunku społeczności kaszubskiej, która obecnie chce być uznana za mniejszość etniczną, a nie narodową. Dowodzi tego wypowiedź pana prezesa Brunona Synaka, który na ostatnim spotkaniu zespołu stwierdził: "My jesteśmy Polakami i później Kaszubami". Uczestnicy dyskusji odwoływali się do kwestii spisu powszechnego. Rzeczywiście udzielenie odpowiedzi na niektóre pytania spisowe wymagało dokonania trudnych wyborów.

Po trzecie, opracowanie odpowiedniej definicji prawnej dla omawianej grupy ludzi jest bardzo trudnym zadaniem. Status mniejszości etnicznej daje o wiele większe prawa i możliwości niż zapewnienie ochrony języka regionalnego. Nigdy nie używałem tego określenia w stosunku do języka kaszubskiego, gdyż w dużym stopniu jest to język ojczysty, spełniający kryteria języka rozwiniętego, a więc język mówiony, posiadający literaturę wysoką. Oczywiście odrębną kwestią jest zasięg społeczny tego języka. Reasumując, wydaje mi się, że pozytywnym symptomem jest zmiana stosunku władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego do rozpatrywanej kwestii. Pod znakiem zapytania stoi kwestia stosunku społeczności kaszubskiej do miana "mniejszość etniczna", gdyż na terenie Kaszub nie są oni mniejszością. Podkreślam jednak, że przedmiotem debaty jest określenie statusu prawnego dającego pewne możliwości społeczności kaszubskiej.

Przedstawicielka Departamentu Edukacji Kulturalnej w Ministerstwie Kultury Maria Garus :

Chciałabym wyjaśnić jakie jest podejście resortu kultury do kilkuletniej współpracy ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim. Działalność tej organizacji jest w zależności od sumy posiadanych środków niekiedy słabiej, niekiedy intensywniej dofinansowywana przez Ministerstwo Kultury. Minister kultury ma wśród zadań priorytetowych zadanie ochrony dziedzictwa kultury narodowej. Zadania z dziedziny kultury realizowane przez ZKP należą do tej kategorii i dlatego niektóre z nich są wspomagane z budżetów dwóch departamentów, przy czym nie są to środki przeznaczone w ramach resortu na kulturę mniejszości narodowych. Nasze działania są ukierunkowane w głównej mierze na podtrzymywanie sztuki ludowej i folkloru. W związku z faktem, że do zadań departamentu, który obecnie reprezentuję należy ochrona programu ginących zawodów i folkloru, w tym zakresie współpracujemy z Kaszubskim Uniwersytetem Ludowym w Wieżycy. W roku 2001 dofinansowaliśmy zadania Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w zakresie podtrzymywania ginących zawodów i folkloru przekazując kwotę 116 tys. złotych. W roku minionym dofinansowane kwotą 60 tys. zostało także wydawnictwo "Pomerania", w roku bieżącym była to kwota niższa, na poziomie 11 tys. złotych. Wprawdzie nie zakończył się jeszcze rok 2002 i dlatego informuję, że będziemy starali się pomagać, mimo iż nasze możliwości są bardzo skromne. Reasumując, dostrzegamy potrzebę niesienia pomocy i zapewniamy wsparcie, przy czym jego skala jest pochodną naszych możliwości.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Odnosząc się do wypowiedzi przedstawicielki Ministerstwa Kultury, chciałbym przede wszystkim bardzo podziękować resortowi za dotychczasowe wsparcie. Chciałbym jednak zauważyć, że współpraca ta ma charakter uznaniowy, albowiem nasze czasopismo "Pomerania" jest dofinansowywane z puli tygodników społeczno-kulturalnych, a nie ze środków przeznaczonych dla mniejszości narodowych i etnicznych. Przyznaję, że obawiamy się uznaniowości we wspomnianym procesie. Zwracam uwagę, że czasopismo "Pomerania" w 2001 roku uzyskało pomoc finansową w kwocie 60 tys. złotych, podczas gdy w roku bieżącym wsparcie to stanowiła kwota 11 tys. złotych. Różnica jest bardzo duża, gdyż pozwoliłaby na sfinansowanie dwóch, bądź trzech numerów rzeczonego czasopisma. Chcielibyśmy mieć znowu możliwość korzystania z subwencji, czy dotacji państwa, gdyż wówczas zyskalibyśmy pewność jutra.

Naczelnik Dobiesław Rzemieniecki :

Chciałbym ustosunkować się do wypowiedzi pana posła Eugeniusza Czykwina, jak również pana prezesa Artura Jabłońskiego. W mojej wypowiedzi chodziło o to, aby akt prawny, jakim będzie projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej nie stwarzał pewnego bytu, który dla żadnej ze stron nie będzie bytem szczęśliwym. Obywatele RP nie powinni być zmuszani do dokonywania trudnych wyborów, podobnie, jak musieli to uczynić w trakcie narodowego spisu powszechnego. Jeżeli obywatele będą musieli wybrać, czy są Kaszubami, czy Polakami, wówczas taki wybór trzeba będzie uznać za sztuczny.

Wracając do wypowiedzi przedstawiciela Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, dotyczącej raportu dla sekretarza generalnego Rady Europy. Przypominam, że kilkakrotnie konsultowaliśmy projekt tego dokumentu ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim i wydaje mi się, że większość uwag zgłoszonych przez przedstawicieli tej organizacji zostało uwzględnionych. Być może formułowane w dniu dzisiejszym uwagi wynikają z faktu, że mamy do czynienia z pewnym dynamicznym procesem. Pismo, w którym postuluje się dodanie do katalogu mniejszości etnicznych także Kaszubów zostało przesłane po zakończeniu prac nad raportem. Rozumiem, że stanowisko organizacji reprezentującej Kaszubów zmienia się. Kończąc jeszcze raz twierdzę, że należy opracować taki zapis prawny, który byłby zgodny z rzeczywistością, a jednocześnie zagwarantowałby prawa, na których zależy społeczności kaszubskiej.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Można długo spierać się o to, który z zapisów jest najbardziej zgodny z rzeczywistością. Gdyby na tej sali obok pana prof. Sławomira Łodzińskiego zasiadł pan prof. Brunon Synak - prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, czy inni profesorowie, zajmujący się antropologią, czy socjologią, być może wówczas każdy z nich miałby inne zdanie na powyższy temat. Chciałbym jednak zauważyć, że aby doskonale zdefiniować mniejszość kaszubską wystarczy posiłkować się art. 2 projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Społeczność kaszubska doskonale odpowiada kryteriom określonym we wspomnianej definicji. Myślę więc, że najprostszym rozwiązaniem byłoby uwzględnienie naszego postulatu i uznanie mniejszości kaszubskiej za mniejszość etniczną. Dodam, że pisma, które były kierowane do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak również Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych były przekazywane do wiadomości Rzecznika Praw Obywatelskich, który stwierdził, że w pełni zgadza się z naszym stanowiskiem i jest w stanie oddelegować swojego urzędnika do prac w Komisji.

Poseł Jerzy Czerwiński /LPR/ :

Z przebiegu dzisiejszej dyskusji wynika, że społeczność kaszubska korzysta z dość daleko idącej pomocy ze strony państwa, zarówno w sferze edukacji, jak i kultury, porównywalnej z pomocą udzielaną zdefiniowanym grupom etnicznym, czy też mniejszościom narodowym. Za stosunkowo niebezpieczny uważam proces przyznawania grupie regionalnej statusu świadczącego o wyższym stopniu wyalienowania z narodu polskiego, zwłaszcza jeżeli jest to zależne od aktualnego składu władz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jeżeli dobrze zrozumiałem poprzednie władze organizacji nie artykułowały takiej potrzeby. Przypomnę, że projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej jest rozpatrywany na forum parlamentu już dość długo, zaś postulaty o przyznanie Kaszubom statusu mniejszości etnicznej zostały sformułowane niedawno, bodajże w roku bieżącym.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Postulaty te zostały sformułowane 26 czerwca 1999 roku w uchwale Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w sprawie projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Pozwolę sobie zacytować fragment tego dokumentu: "Prezentowany projekt, zgłoszony przez sejmową Komisję Mniejszości Narodowych i Etnicznych ma wiele wad. Po pierwsze, co jest najważniejsze dla naszego środowiska, wbrew nazwie reguluje on niemal wyłącznie sprawy mniejszości narodowych. Na taki duch ustawy wskazuje także uzasadnienie, gdzie wymieniono wyłącznie mniejszości narodowe, a za etniczne uznano grupy bezpaństwowe. Pominięcie Kaszubów oznacza w tym przypadku, że ustawodawca nie przewidział, iż będzie ona obejmowała także naszą społeczność. Uważamy to za niesłuszne, niesprawiedliwe". Ustosunkowując się do wcześniejszej wypowiedzi nie mogę zgodzić się z jednym stwierdzeniem. Mianowicie nie jesteśmy grupą regionalną, lecz mniejszością etniczną.

Członek Zarządu Głównego ZKP Łukasz Grzędzicki :

Chciałbym nawiązać do pytania pana przewodniczącego, który wspomniał, że Kaszubi uzyskują wsparcie w zakresie działań kultury. Mianowicie, w roku 2002 miesięcznik kulturalny "Pomerania" otrzymał dotację w kwocie 11 tys. złotych. Przy czym roczne koszty wydawania tego tytułu przekraczają kwotę 100 tys. złotych. Tym samym państwo finansuje 10% kosztów wydawania tego czasopisma, a pozostałe 90% kosztów pokrywają firmy kaszubskie.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Mimo braku satysfakcjonującego rozwiązania o charakterze ustawowym, dotyczącego społeczności kaszubskiej, problem ten jest w praktyce zauważany przez władze RP, czego dowodzą oficjalne wypowiedzi przedstawicieli MSWiA, czy MENiS, jak również wsparcie finansowe ze strony Ministerstwa Kultury. Jeżeli jeszcze dodamy, że nazwy miejscowości, o których mówił pan prezes Artur Jabłoński, znakomicie uzupełniają w praktyce rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 18 marca, dojdziemy do wniosku, że w rzeczywistości mamy do czynienia z zaawansowanym stanem.

Istnieje oczywiście generalna norma konstytucyjna, zawarta w art. 35. Najprawdopodobniej powrócimy do debaty i przeanalizujemy ponownie art. 27, ale uczynimy to na posiedzeniu podkomisji nadzwyczajnej. Jako przewodniczący podkomisji przyjmuję postulaty przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i informuję, że w trakcie jednego z najbliższych posiedzeń rozpatrzymy i podejmiemy próbę rozstrzygnięcia tego problemu. Cieszę się, że po tak długiej nieobecności przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego na posiedzeniach Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych mogliśmy w końcu spotkać się.

Problem, z którym delegacja społeczności Kaszubów przybyła do Sejmu będzie musiał być rozwiązany. Na szczęście cały czas jest z nami pan Sławomir Łodziński, który zajmuje się omawianym zagadnieniem na bieżąco. Gwarantuję, że jako przewodniczący podkomisji będę starał się proponować rozwiązania maksymalnie szeroko uwzględniające sugestie przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Korzystając ze sposobności chciałbym prosić, aby w licznych publikacjach, ukazujących się w miesięczniku "Pomerania" i innych tytułach prasowych zauważyć bardzo pozytywny stosunek przedstawicieli rządu do omawianego problemu. Przykładem jest stosowanie rozporządzenia ministra edukacji narodowej i sportu, posunięte tak daleko, że bez wyraźnej sugestii ustawowej jest naliczana subwencja.

Reasumując, problemem jest opracowanie ustawowego zapisu satysfakcjonującego społeczność kaszubską. Apeluję, aby przedstawiciele społeczności kaszubskiej przygotowali się do posiedzenia podkomisji zajmującej się projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej i zastanowili się nad "miejscem" społeczności kaszubskiej w omawianym projekcie oraz w możliwie krótkim czasie przedstawili stosowne propozycje formalne. Jeżeli będziemy dysponowali takimi propozycjami, wówczas możliwe będzie poświęcenie jednego z posiedzeń podkomisji konkretnemu zapisowi, rozstrzygającemu problem nieuregulowanego statusu prawnego mniejszości kaszubskiej. Oczywiście obecność reprezentantów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego na posiedzeniach podkomisji jest zawsze mile widziana.

Panie pośle Czykwin, czy podtrzymuje pan swoją propozycję, ażeby rząd, bądź resort spraw wewnętrznych przedstawił nam opinię dotyczącą rozpatrywanego problemu? Czy też odpowiedzi udzielone w trakcie dzisiejszej debaty są wystarczające?

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

Zgłosiłem wniosek, aby Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych w formie opinii podjęła takie stanowisko. Zrozumiałem, że przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego przygotowali konkretną propozycję rozwiązania niniejszego problemu, ale jeżeli postulat zostanie przeformułowany, wówczas wycofam swój wniosek.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Podtrzymujemy postulat i popieramy formalny wniosek, zgłoszony przez pana posła Eugeniusza Czykwina. Pan przewodniczący Jerzy Szteliga zaproponował abyśmy w możliwie krótkim czasie opracowali propozycje konkretnych zapisów, spełniające nasz postulat. Uszczegółowimy nasze uwagi, ale zasadniczą kwestią jest przyznanie społeczności kaszubskiej statusu mniejszości etnicznej w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Rozumiem, że pan poseł Eugeniusz Czykwin proponuje, aby Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych, zgodnie z art. 159 i 160 regulaminu Sejmu, poprosiła o wydanie opinii w sprawie postulatów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Czy też, wyjaśnienia przedstawicieli rządu, obecnych na dzisiejszym posiedzeniu były satysfakcjonujące? Zwracam uwagę, że regulamin Sejmu wyraźnie sugeruje, że komisja sejmowa formułując opinię powinna skierować ją do organów wymienionych, a więc w tym wypadku Rady Ministrów.

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

Kwestii wydawania opinii dotyczy art. 160 regulaminu Sejmu.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Natomiast art. 159 stanowi, do kogo jest adresowana opinia.

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

Myślę, że prezydium będzie wiedziało do kogo skierować opinię Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Proszę zatem o sformułowanie treści wspomnianej opinii.

Poseł Eugeniusz Czykwin /SLD/ :

Proponuję wydanie opinii, w której stwierdzilibyśmy, że uznajemy postulat społeczności kaszubskiej o włączenie jej do katalogu mniejszości narodowych i etnicznych, objętych zakresem projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Czy ktoś z posłów chciałby zgłosić jakieś uwagi w tej kwestii? Nie ma zgłoszeń. Niestety, nie możemy teraz podjąć decyzji w sprawie powyższego wniosku, gdyż nie jest spełniony warunek kworum. Sugestia zostanie jednak przekazana prezydium Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Naczelnik Dobiesław Rzemieniecki :

Chciałbym przedstawić jedną krótką informację. Mianowicie, w dniu 7 czerwca 2002 roku pan minister Zenon Kosiniak-Kamysz wystosował odpowiedź do pana prof. Brunona Synaka, prezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Pismo to zostało przekazane również przewodniczącej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, pani Genowefy Wiśniowskiej.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Czy pan prezes Artur Jabłoński chciałby jeszcze zabrać głos?

Wiceprezes Artur Jabłoński :

Chciałbym podziękować uczestnikom dzisiejszego posiedzenia za to, że poświęcili tyle czasu i uwagi postulatom Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, reprezentującego społeczność Kaszubów. Żałuję jedynie, że regulaminowy wymóg istnienia kworum uniemożliwił posłom podjęcie decyzji w sprawie wniosku pana posła Eugeniusza Czykwina w dniu dzisiejszym. Mam jednak nadzieję, że prezydium zechce ten wniosek ponownie rozpatrzyć, a Komisja wyrazi swoją aprobatę. Wyrażam również nadzieję, że nasze postulaty i oczekiwania będziemy mogli uszczegółowić na posiedzeniu podkomisji zajmującej się projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Wspominając mój ubiegłoroczny urlop na ziemiach bliskich Kaszubom oraz biorąc pod uwagę fakt braku kontaktu pomiędzy przedstawicielami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Komisją Mniejszości Narodowych i Etnicznych apeluję gorąco o zaproszenie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych na Kaszuby celem odbycia wyjazdowego posiedzenia.

Wiceprezes Artur Jabłoński :

W jednej z moich poprzednich wypowiedzi stwierdziłem, że serdecznie zapraszamy wszystkich uczestników posiedzenia do odwiedzenia Kaszub i oczywiście zaproszenie to podtrzymuję. Jeżeli tylko posłowie wyrażą taką wolę, wówczas Gdańsk i całe Kaszuby będą oczekiwały na wizytę Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Proszę o przekazanie pozdrowień na ręce pana prof. Brunona Synaka oraz byłego członka Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, pana posła Jana Wyrowińskiego.

Przechodzimy do rozpatrzenia spraw różnych.(...)

„Dziennik Bałtycki” o delegacji ZK-P w komisji sejmowej

Kaszubi mniejszością etniczną (11.09.2002)¨(20)

Warszawa. O status mniejszości etnicznej ubiegają się Kaszubi. Wczoraj czteroosobowa delegacja Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystąpiła przed sejmową Komisją Mniejszości Narodowych i Etnicznych w Warszawie.

- Zaapelowaliśmy o prawne uznanie półmilionowej rzeszy Kaszubów za mniejszość etniczną – mówi Wanda Kiedrowska, działaczka kaszubska ze Stężycy. – Chodzi nam o to, aby zapis taki znalazł się w przygotowywanej właśnie ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych.

W Warszawie oprócz Wandy Kiedrowskiej Kaszubów reprezentowali Artur Jabłoński, wiceprezes ZKP, Renata Mistarz z Kartuz i Łukasz Grzędzicki. Członkowie komisji przychylili się do prośby ZKP. Teraz zapozna się z nią sejmowa podkomisja oraz rząd.

Ruch kaszubski ma już ponad 150-letnią tradycję. Jej korzenie tkwią w etnicznej odrębności Kaszubów i silnym poczuciu identyfikacji z zamieszkiwaną od setek lat ziemią. Wiele postulatów twórców ruchu kaszubskiego zostało spełnionych. Kaszubi zachowali własny język i świadomość własnej tradycji historycznej i kulturowej. Maja własną literaturę, audycje radiowe i telewizyjne, a także modlitewnik, Księgę Psalmów w tym języku oraz dwa tłumaczenia ksiąg Starego Testamentu.

Niedawno zakończony spis powszechny ludności polskiej wykazał, że nie przewidziano w nim pojęcia kaszubska grupa etniczna. (sz)

Ważne dla przyszłości

Artur Jabłoński, wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

- Ten zapis w ustawie zagwarantuje nam prawną opiekę państwa. Jest to niezwykle ważne w kontekście choćby finansowania przez państwo nauki języka kaszubskiego w szkołach na Kaszubach, audycji telewizyjnych i radiowych w mediach publicznych. A poza tym, jeżeli nie będziemy mieli zagwarantowanych praw w polskim prawodawstwie, to nie będziemy ich mieli także w systemach Unii Europejskiej. 

Mniejszość czyli mętlik pojęciowy (4.10.2002)

Rozmowa z prof. Brunonem Synakiem, prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego¨(21)

- Niedawno na łamach prasy toczyła się dyskusja na temat uznania Kaszubów za mniejszość etniczną, a pan jako prezes ZKP nie zabrał w niej głosu. Dlaczego?

- Przyczyna jest bardzo prosta – przebywałem poza granicami kraju i dopiero teraz zapoznałem się z przebiegiem tej dyskusji. Martwi mnie jej emocjonalny charakter i niedokładny odbiór  intencji ZKP.

- Przecież to Zarząd Główny wysłał swoich przedstawicieli do Warszawy z wnioskiem, aby Sejm w przygotowywanej ustawie uznał Kaszubów za mniejszość etniczną?

- W dyskusjach nad projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych uczestniczyliśmy od momentu powstania pierwszej jego wersji. Głównym zastrzeżeniem, jakie zgłaszaliśmy, było ograniczenie zasięgu ustawy do mniejszości narodowych i etnicznych. Proponowaliśmy, aby uwzględniała ona również grupy etniczne, by uniknąć zaliczenia nas do mniejszości. Kiedy ostatnio prace nad projektem zostały wznowione i zaistniała realna szansa uchwalenia ustawy, postanowiliśmy zwrócić się do komisji z prośbą o spotkanie, na którym zaprezentowaliśmy swoje stanowisko i oczekiwania wobec proponowanych uregulowań prawnych.

- O jakie uregulowania chodzi? Przecież są podstawy prawne do nauczania języka kaszubskiego, do posiadania programów telewizyjnych i audycji radiowych.

- Właśnie, ale gdyby proponowana ustawa w obecnej formie weszła wżycie, to pozbawiłaby nas takich podstaw. Warto przypomnieć, że szkoły nauczające języka kaszubskiego mają formalne podstawy do tej nauki oraz otrzymują zwiększoną subwencję dzięki odpowiedniemu rozporządzeniu MEN, w którym mówi się o „grupach etnicznych”. Zresztą termin ten został wprowadzony m.in. na skutek naszych sugestii. Ustawa o radiofonii i telewizji również posługuje się terminem grupa etniczna. Gdyby projekt ustawy w obecnej formie wszedł w życie, to powyższe regulacje prawne straciłyby swoją moc. Ustawa bowiem mówi tylko o mniejszościach narodowych i etnicznych, nie zaś o grupach czy społecznościach regionalno-etnicznych. W tej sytuacji z konieczności musielibyśmy zostać zaliczeni do mniejszości etnicznych, aby przynajmniej zachować obecne możliwości.

- Wobec tego jakie rozwiązanie uważa pan dla Kaszubów za najlepsze?

- Z punktu widzenia Kaszubów, a także podobnych społeczności, najkorzystniejsze byłoby szybkie ratyfikowanie przez Polskę „Europejskiej Karty Języków Mniejszościowych i Regionalnych”, przyjętej przez Radę Europy. Jej regulacje w pełni by nas satysfakcjonowały – zwłaszcza gdyby prawna ochrona języków regionalnych znalazła się w przygotowywanej ustawie. W ten sposób nie tylko nie tracilibyśmy posiadanych uprawnień, ale uzyskałyby one silniejsze umocowanie prawne i , być może, poszerzyłby się ich zakres. Jednocześnie takie rozwiązanie nie nasuwałoby kojarzenia Kaszubów z mniejszością w powszechnym jej rozumieniu.

- Zatem Kaszubi są czy też nie są mniejszością etniczną?

- W socjologicznym rozumieniu – zdecydowanie nie, choć oczywiście wszystko zależy od definicji. Jesteśmy etniczną grupą kulturowo-regionalną, stanowiącą integralną część narodu polskiego, silnie splecioną  z jego historycznymi losami. Posiadamy bardzo silną polską tożsamość narodową oraz kaszubską tożsamość regionalną. Ponadto mniejszość zwykle doświadcza jakiegoś dyskryminacji, która w dalszej i bliższej przeszłości niejednokrotnie Kaszubów dotykała, ale dziś trudno o niej mówić. Nie ma też jednolitej definicji prawnej. Definicja mniejszości etnicznej przyjęta w projekcie ustawy – podobnie jak w Konstytucji RP – jest bardzo szeroka i swoim zasięgiem znaczeniowym obejmuje także grupy etniczne. A więc mamy do czynienia z pewnym mętlikiem pojęciowym. Ostateczną decyzję w sprawie projektu ustawy podejmie nasz najwyższy organ – Rada Naczelna ZKP.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mariusz Szmidka

Dyskusja  w „Pomeranii”  (4.10.2002)

Czy to już rewolucja kaszubska?¨(22)

Dyskusja redakcyjna z udziałem redaktora Tadeusza Bolduana, wiceprezesa ZKP i starosty puckiego Artura Jabłońskiego, redaktora Jana Chrzana, prezesa oddziału toruńskiego ZKP Tomasza von Piechowskiego, prezesa ZKP prof. Brunona Synaka oraz reprezentujących „Pomeranię” Krystyny Puzdrowskiej i Stanisława Jankego.

Stanisław Janke

W pierwszej dekadzie września grupa działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystąpiła do Sejmu RP z wnioskiem o uznanie Kaszubów za mniejszość etniczną. Po ukazaniu się informacji w prasie rozszalała się burza. Nie pomogły tłumaczenia, że termin mniejszość etniczna jest zastępczy wobec grupy etnicznej, którego to terminu nie ma w prawodawstwie polskim. Większość zabierających głos w prasie i na stronach internetowych wyraziła zdecydowany sprzeciw wobec dążeń środowiska ZKP do uznania Kaszubów za mniejszość etniczną czy grupę etniczną. Pojawiły się także głosy kwestionujące m.in. istnienie języka kaszubskiego i odrębności kulturowej Kaszubów. Wcześniej o Kaszubach jako grupie kulturowo-etnicznej czy etnicznej mówiło się wielokrotnie, m.in. po przystąpieniu w 1991 r. ZKP do Federacyjnej Unii Europejskich Grup Etnicznych (FUEV), po ukazaniu się w 1998 r. książki Brunona Synaka „Kaszubska tożsamość”. Wtedy nie słyszało się negatywnych reakcji, teraz natomiast mówi się o rewolucji kaszubskiej.  Czy naprawdę zdarzyło się coś szczególnego?

Artur Jabłoński

Nie stało się nic szczególnego. Podjęta została jedynie próba regulacji prawnej statusu Kaszubów. To unormowanie jest nam potrzebne do dalszego funkcjonowania w obrębie prawa krajowego, a po wejściu do Unii Europejskiej także międzynarodowego. Chodziło o to, by – „wydeptane” przez Kaszubów m.in. nauczanie kaszubskiego w szkole, cotygodniowe emisje audycji kaszubskich w radiu i telewizji, nie zostały zlikwidowane. Gwarancją zachowania tego dorobku jest właśnie odpowiedni zapis w ustawie o mniejszościach etnicznych i narodowych.

Do tej pory  głównie dzięki naszym działaczom – senatorom, posłom, ministrom, wojewodom, profesorom – udało się nam, jako grupie etnicznej, zaistnieć na tych obszarach życia publicznego. Termin „grupa etniczna” przejęliśmy z socjologii, jednak pojęcie to w Polsce nie istnieje w sensie politycznym, prawnym. Konstytucja RP mówi o mniejszościach narodowych i etnicznych. Przekonywałem Zarząd Główny ZKP, pana prezesa, by rozpocząć dyskusję z sejmową komisją już teraz, zanim jeszcze ustawa o mniejszościach etnicznych i narodowych nie weszła w życie. Moglibyśmy trzymać się terminu „grupa etniczna”, ale nie wiem, czy jesteśmy na tyle silną i wpływową społecznością, by wprowadzić taki zapis w Konstytucji RP.

Brunon Synak

Nie lekceważyłbym głosów, które pojawiły się w tej medialnej dyskusji. Sadzę jednak, że większość z nich z niezrozumienia albo braku dostatecznej informacji o naszych intencjach.

Jestem zwolennikiem tzw. miękkiej etniczności, to są sprawy bardzo delikatne i nie można z nimi w żadnej mierze przesadzać. Nie uważam, że wychodząc z tą inicjatywą przesadziliśmy. Wiem, że samo słowo etniczność, czy to związane z grupą, czy z mniejszością, jest źle odbierane, a przecież tak naprawdę to znaczy ludowość (z późnogreckiego: ethnikós - etniczny). Niestety, konotacje etniczności, szczególnie w ostatnich latach doprowadziły do tego, że pojęcie to powszechnie kojarzy się z izolacjonizmem, wręcz separatyzmem. Nasza inicjatywa z takim rozumieniem etniczności nie ma nic wspólnego.

Dyskutując o tej inicjatywie musimy się cofnąć do 1990 roku, kiedy nie było jeszcze nowej konstytucji. Wtedy to bowiem powstał pierwszy projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zarówno ja, jak i inni członkowie Zrzeszenia braliśmy parokrotnie udział w posiedzeniach sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych i etnicznych, wysyłaliśmy do niej nasze opinie. Za każdym razem wyrażaliśmy niezadowolenie, że projekt ustawy mówi o mniejszościach narodowych i etnicznych, a pomija grupy, które nie czują się mniejszościami, np. Kaszubi. Niestety, naszych opinii w ogóle nie wzięto pod uwagę.

W ostatnim czasie  prace nad projektem ustawy przyśpieszono. Uznaliśmy, że ustawa lada dzień może zostać przyjęta, a to oznaczałoby, że dotychczasowe uregulowania – dotyczące zwłaszcza dostępu mniejszości narodowych i grup etnicznych do telewizji, o których mówi ustawa z 1992 roku – zostałyby anulowane. Podobnie mogłoby stać się z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej, w którym również istnieje, dzięki inicjatywie ZKP, zapis o grupach etnicznych, jak już mówił Artur Jabłoński, zostalibyśmy pozbawieni dotychczasowych praw.

Nie chcemy zmieniać rzeczywistego statusu Kaszubów. Może nie dla wszystkich tu obecnych, ale z cala pewnością dla mnie, oczywiste jest, że Kaszubi są grupą etniczną, ale o charakterze regionalnym, a nie narodowym. Kaszubi są tymi, kim się czują. Znam wynik najnowszych badań socjologicznych o identyfikacji kaszubskiej różnych środowisk, między innymi młodzieży z Pucka. Tam ta identyfikacja jest słaba. Jednym z głównych zadań, które Zrzeszenie wciąż podejmuje, jest przekonanie jak największej części rdzennych mieszkańców, że są Kaszubami i by chcieli  identyfikować się z kaszubszczyzną. Zamknięcie Kaszubów w kategorii „mniejszość etniczna” na pewno nie pomoże w rozbudzeniu identyfikacji kaszubskiej. To pojecie odstrasza od kaszubskości wiele osób. Chociaż wystąpiliśmy z taką inicjatywą, nie uznajemy jej za najlepsze rozwiązanie, ale w sensie prawnym obecnie jest ono jedyne. Sądzę, i być może to przekonanie podzieli także Rada Naczelna ZKP, że najlepszy dla Kaszubów byłby stan prawny wynikający z ratyfikowania przez Polskę Europejskiej Karty Języków Mniejszościowych i Regionalnych. Karta daje również takim społecznościom jak nasza  daleko idące uprawnienia,  jeśli oczywiście Polska zatwierdzi ważne dla nas punkty.

Główne prawa Fryzów, często przez nas przywoływanych, dotyczące m.in. dostępu do radia, telewizji, ochrony języka, pochodzą właśnie z tej deklaracji. A przecież Holandia ratyfikowała tylko około połowy ogólnej liczby punktów karty. Języki regionalne można by także wpisać do wspomnianej ustawy  o mniejszościach narodowych i etnicznych, oczywiście wówczas musiałaby ona być inaczej zatytułowana. Takim rozwiązaniem prawnym bylibyśmy całkowicie usatysfakcjonowani.

Tadeusz Bolduan

Wprowadzanie Kaszubów w obieg międzynarodowy, moim zdaniem – mówił Tadeusz Bolduan – powiązane jest z dwoma czynnikami: z językiem i pieniędzmi .Jeżeli cały ruch kaszubski ma się ograniczać do tych dwóch spraw, to ja dziękuję. Uważam Kaszubów za grupę kulturową, regionalną. Kto chce może mówić o grupie etnicznej, ale zdecydowanie jestem przeciwko nazywaniu Kaszubów mniejszością etniczną.

Pieniądze trzeba zdobywać w różny sposób, raz się to udaje, innym razem nie, lecz nie można tego robić za cenę zmiany tożsamości Kaszubów. Takie podejście to przede wszystkim błąd polityczny. Oficjalny stosunek do Kaszubów jest bardzo dobry, a z podskórnym bywa, niestety, różnie. Gdybyśmy zostali uznani za mniejszość etniczną to nie chciałbym, chociaż jestem Kaszubą, aby mnie z kaszubskością identyfikowano. Nie wyobrażam sobie, bym miał uznawać siebie za członka jakiejś mniejszości w Polsce. To absurd.

Jeśli chodzi o język kaszubski, powiem otwarcie: nie byłem i nie jestem zwolennikiem nazywania kaszubskiego językiem. Jestem zwolennikiem mowy kaszubskiej, mowy Kaszubów, a nie sztucznie tworzonego języka, zasad pisowni. Nie może być tak, ze dialekt nazywa się językiem. Nie mogę z tym się pogodzić. Przeczytałem dwa pierwsze tomiki wierszy Jana Zbrzycy – „Południca” i „Wizrë ë duchë” i wszystko zrozumiałem, to świetna poezja. Kiedy wziąłem do ręki ostatni tom Zbrzycy, „Wieczórny widnik”, nic z niej nie zrozumiałem. Nasza mowa jest naturalna i nie powinno się z niej tworzyć czegoś nienaturalnego. W magazynie telewizyjnym „Rodno zemia” i w „Nordzie” – dodatku do „Dziennika Bałtyckiego” – wyraźnie unika się polonizmów, których przecież w kaszubszczyźnie używa się na co dzień. One są wręcz w niej zakodowane. Kaszubi zawsze wychowywali się na kulturze polskiej...

Artur Jabłoński: Od kiedy?

Tadeusz Bolduan: Od zawsze...

Tomasz von Piechowski: Również w państwie krzyżackim?

Tadeusz Bolduan

Nie chcę wracać do wspólnot plemiennych, do wczesnego średniowiecza. Wszyscy jednak wiemy, że Kaszubi w Kościele korzystali z polskich modlitewników, słuchali polskich kazań. Chociaż po swojemu, z własnym akcentem ale czytali polskie książki. Bywam we wsiach kaszubskich na północy i nie zauważyłem, by tam ktoś wziął do ręki kościelny tekst kaszubski. Wciąż korzystają z modlitewników polskich, bo rozumieją te teksty.

Jestem za pisownia kaszubską, ale tą Ropplową, co prawda szalenie uproszczoną, ale przynajmniej czytelną zarówno dla Kaszubów, jak i nie-Kaszubów. Wciąż spotykam na wsiach w biblioteczkach domowych tomiki Majkowskiego, Karnowskiego, Piepki, wydane właśnie w tej pisowni. Nie widzę tam w ogóle nowej literatury kaszubskiej. Za tym bynajmniej nie idzie wniosek, że Kaszubi ją odrzucają, bo to dotyczy szerszego zjawiska – braku pieniędzy, nawyku czytania, kolportażu i wielu innych czynników. Niemniej, kiedy Kaszubom Bëlokom podsuwałem do czytania literaturę kaszubską w nowej pisowni, to odpowiadali: në, ceż to są za glëpotë.

Wcześniej mówiłem, że unika się w pisowni kaszubskiej polonizmów, ale muszę też powiedzieć, że lansuje się germanizmy. One były w potocznej mowie, ale naturalnie zanikają. Kiedy czytam w tekście kaszubskim o krezu kartësczim, Kusfeldzie a nie Kuźnicy, to mnie cholera bierze. Są oficjalne nazwy, których, na litość Boską, nie wolno w Polsce podawać w wersji niemieckiej.

Kiedyś nie było mowy o żadnych grupach, mniejszościach, a program kaszubski w telewizji szedł bez przeszkód. Jeśli teraz elity kaszubskie są tak słabe, że nie mogą wymóc na telewizji nadawania programu kaszubskiego czy wydawania „Pomeranii” bez umocowań prawnych, no to powinny po prostu zwinąć żagle ...

Tomasz von Piechowski

Wszystko wskazuje na to, że mamy różne poglądy na kaszubszczyznę. Mój jest dość szczególny, uważam bowiem, że Kaszubi są narodem. Ale teraz nie będę o tym mówić, wyspowiadam się z niego w osobnej publikacji. Chyba jednak nie jest istotne, jak nas Kaszubów będą nazywać, tylko czy zachowamy nasze dziedzictwo i przekażemy je następnym pokoleniom.

Mogę się zgodzić z panem redaktorem Tadeuszem Bolduanem, że obecny język kaszubski jest dla niego niezrozumiały, ale przecież świat idzie do przodu. Jeszcze dwadzieścia lat temu jeszcze nie istniało w języku polskim określenie „telefon komórkowy”, bo go po prostu nie było. Kiedy tworzono język neohebrajski, opierając się na Biblii, wymyślano nowe słowa. Język jest tworem żywym, rozwija się.

Nie podzielam lansowanego poglądu, że elity kaszubskie oderwane są od ludzi, że jakaś wąska grupa sztucznie tworzy język kaszubski. Przecież normalizacja kaszubskiego zaczęła się w połowie XIX wieku, od Floriana Ceynowy. Od tego czasu podejmowano wiele prób usystematyzowania ortografii kaszubskiej. Pan Bolduan nie zgadza się z obecnymi zasadami pisowni. Ja również się nie zgadzam, bo uważam, że jeszcze bardziej powinny oddawać wymowę. Jednak zdaję sobie sprawę, że każda kodyfikacja języka jest pewnym kompromisem. Po kilkudziesięciu latach sporów przyjęto tę właśnie, obowiązującą obecnie, ortografię, w której, trzeba to podkreślić, ukazało się już bardzo wiele książek. Czytelnictwo jest słabe, bo nauki kaszubskiego nie było aż do lat dziewięćdziesiątych ...

Artur Jabłoński

Dyskusję o języku prowadziliśmy dziesięć lat temu. Teraz rozmawiamy o etniczności, świadomości kaszubskiej ...

Tomasz von Piechowski

Chciałem właśnie powiedzieć, że podważanie statusu kaszubszczyzny jest też podważaniem naszej etniczności. Mam przed sobą publikację prof. Alfreda Majewicza, który dziesięć lat temu napisał, że z naukowego punktu widzenia obojętne jest czym jest kaszubszczyzna. Od nas, Kaszubów zależy, czym ona jest i czym będzie.

Stanisław Janke

Spór, który się tu zarysował, toczy się właściwie od zarania ruchu kaszubskiego. W podobnym do redaktora Tadeusza Bolduana duchu wypowiedział się na łamach „Kuriera Wejherowskiego” prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Wejherowie Andrzej Arendt. Opowiedział się za regionalizmem, zdecydowanie jednak sprzeciwił się kojarzeniu ruchu kaszubskiego z etnicznością. To nie są głosy odosobnione. Liczna grupa działaczy kaszubskich, nie tylko ze starszego i średniego pokolenia, widzi Kaszubów jako społeczność regionalną lub co najwyżej jako wspólnotę kulturową. Chyba jednak należało się spodziewać, że co najmniej elity Zrzeszenia wypracują jednolite stanowisko w sprawie statusu Kaszubów.

Artur Jabłoński

Sądzę, że mamy do czynienia z pewnym procesem krystalizowania się świadomości kaszubskiej. Tak jak dziesięć lat temu spieraliśmy się o ortografię, tak dzisiaj dyskutujemy o poczuciu naszej tożsamości, kim jesteśmy. Poza poglądem pana Tadeusza Bolduana nie znam opinii, że kaszubski to język wymyślony, że tak naprawdę nie istnieje.

Dzisiaj, tu przy tym stole, rozpoczęliśmy dyskusję, która może toczyć się przez wiele lat. Właściwie ta dyskusja rozpoczęła się w pełni kilka miesięcy temu za sprawą spisu powszechnego. To właśnie ten spis zainspirował młodych z „Odrody” do podniesienia kwestii istnienia narodu kaszubskiego. Podobny głos pojawił się na początku lat dziewięćdziesiątych na łamach współtworzonej przeze mnie „Tatczëzne”. Te głosy należą jednak do marginesu. My, którzy tak uważamy, stanowimy pewnie zaledwie jeden procent społeczności kaszubskiej. Nie ma to wiec większego znaczenia. Ważne natomiast jest, co tutaj już podkreślano, kim czują się Kaszubi jako cała społeczność. W zdecydowanej większości, jak powiedział Brunon Synak, mają poczucie swojej językowej odrębności, ale nie uważają się za inny naród. Dla mnie kaszubszczyzna, o której nie umiem mówić bez emocji, jest istotą mojego jestestwa.

Odpowiadając na jeden z wątków poruszonych przez Tadeusza Bolduana, powiem wprost: tak, Kaszubom chodzi o pieniądze. Jednak nie o pieniądze dla jednego czy drugiego prezesa, dla Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, ale o pieniądze, które mają zagwarantować kultywowanie i rozwój wielkiego dziedzictwa – szesnastu wieków trwania Kaszubów nad Bałtykiem. Kiedyś, mówiąc złośliwie, wystarczyło zapisać się do jednej słusznej partii, by takie pieniądze otrzymać. I wielu działaczy Zrzeszenia to robiło. Dzisiaj można by oprzeć się na biznesmenach wspierających przecież różne organizacje i partie. Ale oni są bardzo zmienni, a poza tym trzeba byłoby im służyć, jak kiedyś jednej słusznej partii. Czy więc nie lepiej oddać się pod opiekę państwa...

Jan Chrzan

Powiedział pan wcześniej o swoim jestestwie kaszubskim. Czy pan myśli po kaszubsku? Czy, jeśli jest pan człowiekiem wierzącym, modli się pan po kaszubsku? W jakim języku pan liczy? Pewien człowiek z pogranicza kultur powiedział mi, że modli się i liczy w swoim pierwszym, macierzystym języku. Edmund Szczesiak, zacytuję go jako klasyka, na pytanie, czy można nauczyć się kaszubskiego, odpowiedział: „Tak, ale od matki”.

Artur Jabłoński

Szczesiak ma rację, kaszubski trzeba wyssać z mlekiem matki (uśmiech). To jest oczywiście stereotyp. Trzeba zadać zupełnie inne pytanie: czy być Kaszubą dziś, to tylko myśleć, czuć i mówić po kaszubsku? Czy być Irlandczykiem dziś, to mówić po irlandzku (tylko dwa procent tego narodu mówi w tym języku)?  To cos zupełnie więcej, to nie tylko język. Moja matka jest Kaszubką, mój ojciec pochodzi spod Suwałk. W dzieciństwie poznawałem jednocześnie i kaszubski, i polski. Odpowiadając na pańskie pytania: myślę, liczę, czuję albo po polsku, albo po kaszubsku, w zależności gdzie jestem i w jakiej sytuacji się znajduję.

 Brunon Synak

Ja również potrafię po kaszubsku myśleć, modlić się, liczyć. Często to robię, a budując domek na wsi liczyłem tylko po kaszubsku. Mój ojciec liczył po niemiecku, a miał bardzo silne poczucie tożsamości polskiej i kaszubskiej. Oczywiście, ważny jest język, bo w nim przechowuje się kod kulturowy każdej wspólnoty. Ale i bez języka można mieć silne poczucie identyfikacji ze swoją grupą etniczną, regionalną...

Jan Chrzan

Co zatem jest wyznacznikiem kaszubskości?

Brunon Synak

Może nim być samo poczucie przynależności do społeczności kaszubskiej. To jest sprawa bardzo zindywidualizowana. Dla mnie ważny jest właśnie język, którego nigdy nie zatraciłem i którego wciąż używam. W dzieciństwie nie znałem wielu słów kaszubskich. Mój starszy brat jednak zapamiętał słowa, które w moim pokoleniu się nie zachowały. Teraz przechodzę swoista reedukację.

Tadeusz Bolduan powiedział, że nie można dążyć  do zmiany statusu Kaszubów za cenę zmiany  tożsamości. Na pewno ani ja, ani zdecydowana większość działaczy Zrzeszenia tego nie chce. Z cala pewnością chcemy jednak, by zachowała się kaszubska tożsamość.

Chyba wszyscy tutaj możemy zgodzić się co do jednego: małe języki – obojętnie czy nazwiemy je mową, dialektem, gwarą – są poważnie zagrożone. Co dwa tygodnie na świecie wymiera jeden mały język. Czy możemy dopuścić, aby wśród nich znalazł się kaszubski? Nie wierzę, że mowa kaszubska przetrwa, jeśli ograniczy się ją tylko do środowisk domowych. Dlatego chcemy, by kaszubszczyzna żyła także w szkole, Kościele, próbujemy podnieść jej prestiż w społeczeństwie.

Stanisław Janke

Rodzi się jednak inne pytanie: czy Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie ma dostateczne pełnomocnictwo społeczności kaszubskiej, by zabiegać o określenie jej statusu?

Brunon Synak

Jak na razie jesteśmy jedyna organizacja reprezentującą społeczność kaszubską. Nie twierdzę, że ostatecznie musimy opowiedzieć się za propozycją uznania Kaszubów za mniejszość etniczną. Swoje obawy wyraziłem na początku tej dyskusji. Nie chciałbym, aby jakakolwiek decyzja podjęta przez Zrzeszenie spowodowała odwrócenie się ludzi od Kaszubów. Naszą siłą, ZKP, Kaszubów, ruchu kaszubskiego jest otwarcie się na innych. Na pewno nie dopuścimy do tego, aby uznawano nas za wspólnotę zamkniętą. Jestem przekonany, że podejmiemy decyzję rozważną i odpowiedzialną. Uczynimy to na najbliższym posiedzeniu Rady Naczelnej ZKP.

Jan Chrzan

Mam przed sobą ciekawy list od czytelniczki „Dziennika Bałtyckiego, która wyznała, że od dawna pasjonuje się historią. Nie chciałabym w żadnym wypadku urazić Kaszubów – pisze – wśród których było i jest wielu wspaniałych ludzi. Jednak nigdy i nigdzie dotychczas nie spotkałam się z określeniem Kaszubów jako narodu. Nie było też w ich dziejach nigdy księstwa czy państwa kaszubskiego. Dzielny ten lud zamieszkiwał tereny Pomorza Wschodniego, Gdańskiego. Z ciekawości policzyłam w przybliżeniu jak długo w czyim władaniu było Pomorze Gdańskie w czasie historycznego tysiąclecia: księstwo pomorskie samodzielne, dwa etapy – 152 lata, panowanie Krzyżaków, ciągłe – 158 lat, panowanie niemieckie wraz z okresem II wojny światowej – 153 lata i Polacy, pięć etapów – w sumie 510 lat...”. Jest to jakiś przyczynek do tej dyskusji.

Krystyna Puzdrowska

To nie jest trafny przyczynek. Nie wywodzimy dziejów Kaszubów tylko od Przemysła II, Świętopełka, Mściwoja. Jeśli już mówimy o historii Kaszubów, to trzeba przywołać księstwa kaszubskie na Pomorzu Zachodnim, no ale to już inny temat.

Stanisław Janke

Nie da się w rozmowie o statusie Kaszubów uniknąć emocji ani tu przy tym stole, ani na zewnątrz: na łamach prasy, w radiu, telewizji. Spór jest już nie tylko sprawą kaszubską, ale także publiczną. Może trzeba było przed wysłaniem delegacji Zrzeszenia do Sejmu przeprowadzić solenną debatę o statusie Kaszubów w samej społeczności zrzeszonej?

Artur Jabłoński

Tekst naszego wystąpienia w Sejmie został opatrzony nadtytułem „Wstęp do dyskusji”. Ostateczne stanowisko w tej sprawie, jak powiedział prof. Synak, wyrazi Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, która zbierze się pod koniec listopada bieżącego roku. Właśnie wtedy sprecyzujemy zapisy, które powinny się znaleźć w interesującej nas ustawie.

Brunon Synak

Nie przeceniam znaczenia prawnych regulacji. One same nie wystarczą. Są jednak pewnymi ramami, które normalizują organizację społeczeństw. Musza jednak mieć taką formę, by żadna jednostka, wspólnota, nie znalazła się poza ich obrębem, ani też – z drugiej strony – nie ograniczała niczyjej wolności.

‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑‑

Kazimierz Ostrowski

Wolę być większością¨(23)

Wiosna tego roku, przy okazji spisu powszechnego, niektórzy Kaszubi odkryli, że nie są Polakami i agitowali za przyjęciem kaszubsko-narodowej opcji. Jak wielu przekonali do swoich poglądów – nie wiadomo, bo uczucia narodowe to rzecz prywatna, nie każdy je uzewnętrznia. Ale zamieszali ludziom w głowach.

Z gorliwością neofity nakłaniał  i wdawał się w polemiki gazetowe pewien działacz, który zachłysnął się swym szlachectwem, dumnie tytułując się „von”, choć – jako żywo – nigdy żaden Kaszuba tak zaszczytnego miana od swoich nie dostąpił, chyba że od Prusaków. Kiedy podczas I wojny światowej mój śp. stryj poległ na froncie w Prusach Wschodnich, wówczas do domu rodzinnego w Czyczkowach nadesłano wielki dyplom pochwalny, że muszkieter von O. raczył oddać życie na kajzera Wilhelma II. Okazały papier do dziś leży na dnie mojej szuflady.

Jesienią tego roku niektórzy Kaszubi dostrzegli, że jesteśmy – jako społeczność - dyskryminowani, ponieważ nie wymienia się Kaszubów w oficjalnych dokumentach rządowych, ani projekcie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zarząd Główny ZKP rozpoczął więc starania o naprawienie tego błędu w przyszłej ustawie. „Musimy znaleźć się w polskim systemie prawnym” – uzasadnia inicjator starań, jeżeli ... nie chcemy wyprzeć się naszego języka, tradycji, dziedzictwa.

Jakoś do tej pory, pomimo braku ustawowego potwierdzenia, iż Kaszubi są mniejszością etniczną, w III RP nikt nie kazał wypierać się kaszubskiej tożsamości, nie zabraniał w miejscach publicznych rozmawiać  po kaszubsku, wydawać książek i gazet  kaszubskich, uczyć w szkole języka kaszubskiego – jeżeli tylko rodzice i dzieci tego chcą. I nagle miałoby się wszystko odmienić? W podtekście są pieniądze, o które teraz trzeba prosić, a potem można będzie żądać.

Ten finansowy argument mnie osobiście zasmuca, a nawet więcej – upokarza. Albowiem przekonania mogę szanować, lecz gotowość do zmiany barwy w zamian za wizje mamony – wcale nie mieści się w moim kodeksie. Już teraz, w związku z wystąpieniem do sejmowej komisji mniejszości narodowych i etnicznych, raz po raz trzeba się z tego publicznie spowiadać. Jednak nie do wszystkich przemówią solidne zapewnienia liderów, że mimo wszystko będziemy Polakami, skoro sami domagamy się wystawienia świadectwa odrębnego pochodzenia.

Minęła właśnie 5. rocznica wejścia w życie konstytucji, która wprawdzie nie wszystkim się podoba, ale preambułę ma ponoć wzorcową na skalę europejską. A tam czytamy: ..my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Nie mam ochoty eliminować się z zakresu nazwy Naród Polski i przyłączyć się do pozostałych obywateli RP. Nie chcę być mniejszością, wole pozostać większością Podejrzenia o naglą woltę (narodową bądź etniczną – mało kto pojmuje) może są dla kogoś krynicą satysfakcji, dla mnie zaś nader przykrym doświadczeniem.

Uchwała Rady Naczelnej ZK-P (30.11.2002)

Uchwała Rady Naczelnej ZK-P

 w sprawie statusu prawnego Kaszubów oraz polityki i planowania językowego

(30.11.2002)¨(24)

 

1. Rada Naczelna akceptuje rozpoczęte przez Zarząd Główny i Zespół ds. Edukacji działania, wynikające z uchwały XV Zjazdu Delegatów ZKP, mające na celu określenie statusu prawnego Kaszubów oraz polityki i planowania językowego. Działania te powinny być kontynuowane.

2. Rada Naczelna uznaje za właściwy i satysfakcjonujący parlamentarny projekt ustawy „o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym”, znacząco i pozytywnie różniący się od dotychczasowego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP (druk sejmowy 223). Jednocześnie Rada Naczelna apeluje o szybkie przyjęcie ustawy przez Parlament RP.

3. Istotne dla społeczności kaszubskiej w jej dążeniach do utrzymania i rozwoju tożsamości i języka jest ratyfikowanie przez Polskę Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Spodziewamy się także i w tej kwestii szybkich i skutecznych działań rządu, parlamentu i prezydenta RP

4. Zobowiązuje się Zarząd Główny ZKP  do przygotowania wyboru z tekstu Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych zagadnień i ich zakresu – menu – uwzględniającego specyfikę i potrzeby języka kaszubskiego.

5. Rada Naczelna zobowiązuje Zarząd Główny do podjęcia szybkich i skutecznych działań dotyczących wypracowania strategii polityki i planowania językowego w oparciu o istniejący projekt Zespołu ds. Edukacji. Proponuje się powołanie stałego zespołu problemowego

Rada Naczelna ZK-P zaakceptowała

projekt komisji parlamentarnej

Do przodku z rodną mową¨(25)

Strategia rozwoju języka kaszubskiego była przedmiotem dyskusji na ostatnim w tym roku posiedzeniu Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które odbyło się w filii Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego w Starbielinie koło Choczewa.

Przed kilkoma miesiącami do parlamentarnej Komisji ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych wniesiono projekt, mający zatwierdzić status Kaszubów jako mniejszości etnicznej. Niestety, w nazewnictwie prawnym nie istnieje pojęcie „grupa etniczna”, które najbardziej odpowiadałoby działaczom kaszubskim i specyfice etnicznej regionu. Wniosek spowodował ożywioną dyskusję w całym kraju. Wiele zasadnych argumentów spowodowało, ze komisja parlamentarna ujęła nas jednak w przygotowywanym projekcie ustawy „o mniejszościach narodowych i etnicznych”, do której w tytule dodano „oraz języku regionalnym”. Tak właśnie określono język kaszubski. Projekt ten zyskał całkowitą akceptację Rady Naczelnej ZKP, czego wyrazem jest przyjęta w Starbielinie uchwała. Mówi ona także, że „istotne dla społeczności kaszubskiej w jej dążeniach do utrzymania i rozwoju języka jest ratyfikowanie przez Polskę Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Spodziewamy się także w tej kwestii szybkich i skutecznych działań rządu, parlamentu i prezydenta RP”.

- Przyjęcie przez polski parlament  tych dokumentów gwarantuje, że kaszubski będzie objęty prawną ochroną państwa. Zapewnia nam to dostęp języka kaszubskiego do mediów, nauczanie w szkołach oraz utrzymanie jednego miesięcznika społeczno-kulturalnego, na przykład „Pomeranii” – mówi wiceprezes Zrzeszenia, Artur Jabłoński.  (...)

Eugeniusz Pryczkowski

II. Kaszubi w spisie powszechnym ludności (21.5. – 8.6.2002)

 

Wypowiedzi działaczy ZK-P w sprawie spisu ludności

Narodowość i  język według spisu  ludności w 2002 r. w woj. pomorskim

Prezes ZK-P o wynikach spisu ludności  (7.07.2003)

Artykuły w „Pomeranii”  (IX. 2003)

Wypowiedzi działaczy ZK-P w sprawie spisu ludności

List prezesa ZK-P do „Głosu Wybrzeża” (25.04.2002)

Stanowisko ZKP w sprawie zamieszczonego
w „Głosie Wybrzeża” tekstu p.Wyszeckiego
¨(26)

Gdańsk, 25.04.2002

Redaktor Naczelny "Głosu Wybrzeża" Marek Formela

Szanowny Panie Redaktorze,

W związku z listem Pana Edmunda Wyszeckiego pt. "Do Kaszubów", zamieszczonym w "Głosie Wybrzeża" z dnia 24 bm., uprzejmie proszę o opublikowanie w najbliższym możliwym numerze "GW" stanowiska ZKP o następującej treści:

"Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zdecydowanie odcina się od stanowiska Edmunda Wyszeckiego, wyrażonego w liście pt.: "Do Kaszubów" ("Głos Wybrzeża" z dnia 24.04.br.), w którym autor wzywa Kaszubów do podawania w najbliższym Narodowym Spisie Powszechnym narodowości kaszubskiej. Apel ten uważamy za nieodpowiedzialny i szkodliwy. Rozumiemy, że narodowość jest przede wszystkim kategorią subiektywną i każdy ma prawo do własnego, indywidualnego wyboru. Powszechnie jednak wiadomo, że dzisiejsi Kaszubi w przygniatającej większości posiadają - niczym nie wymuszone - jednoznaczne poczucie polskiej przynależności narodowej (a nie tylko państwowej), a równocześnie dysponują silną tożsamością kaszubską i odrębnym językiem, którego uwzględnienie w Spisie Powszechnym umożliwia formularz spisowy. Problemem dla Kaszubów jest to, że w formularzu tym nie ma możliwości zaznaczenia przynależności etnicznej (regionalnej). Niestety, p. Edmund Wyszecki tego nie rozumie, wie niby lepiej czego Kaszubom potrzeba, a w rzeczywistości działa przeciw nim. - Prezes ZKP, prof. dr hab. Brunon Synak"

Z poważaniem

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
prof. dr hab. Brunon Synak

Rozmowa z prof. B. Synakiem, prezesem ZK-P

Jestem Kaszubą i Polakiem¨(27)

Wkrótce rozpoczyna się spis powszechny. Część członków Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zaapelowało do mieszkańców Kaszub, aby podawali rachmistrzom fakt używania języka kaszubskiego...

Tak, bo w kwestionariuszu jest pytanie o znajomość języków. A kaszubski ma status języka. Cieszy mnie, że Kaszubi będą mogli publicznie zadeklarować to, że mówią po kaszubsku. Byłoby dobrze, aby jak najwięcej mieszkańców Kaszub złożyło taką deklarację.

Czy dane jakimi po zakończeniu spisu dysponować Urząd Statystyczny w Gdańsku pozwolą na sprecyzowanie jak wielu Kaszubów zna język kaszubski ?

Obawiam się, iż nie będą to dane pełne. Na podstawie własnych badań naukowych wiem, że część osób, mimo, iż w domu mówi po kaszubsku to jednak rachmistrzowi takiej informacji nie poda. To jest taka przekora wynikająca z historycznej zaszłości. Osoby te uważają, że jest to coś wstydliwego. Dla mnie język kaszubski to skarb, fundament naszej etniczności. Do jego pielęgnowania i rozwijania zachęcał Ojciec Święty, Jan Paweł II. Mam nadzieję, że Kaszubi o tym pamiętają.

Jaka jest pana opinia w sprawie stanowiska Tomasza Piechowskiego, Kaszuby z Torunia, który nawołuje w Internecie, aby podczas spisu powszechnego wpisywać narodowość kaszubską, a nie polską ? ¨(28)

Nie zgadzam się z tym. Na Kaszubach nie ma problemu narodowościowego. Bogactwo Kaszubów polega na tym, że mają podwójną tożsamość. Zdecydowana większość jest narodowości polskiej. Żałuję tylko, że w kwestionariuszu nie ma rubryki, która odpowiadałaby rzeczywistości. Chodzi mi o możliwość podania narodowości polskiej oraz przynależności do kaszubskiej grupy etnicznej. Mam nadzieję, że przy następnym spisie taka możliwość już będzie. Sam się zastanawiam, czy nie podam, że jestem Kaszubą-Polakiem. Generalnie jednak uważam, że narodowość to indywidualna sprawa każdego, niezwykle delikatna i złożona. A robienie wokół tego zamieszania jak w przypadku kolegi z Torunia to niebezpieczna zabawa.

Rozmawiał Mariusz Szmidka – „Dziennik Bałtycki”

 15 maja 2002r.

Narodowość Kaszubów w spisie powszechnym (21.05.2002)¨(29)

Dziś rozpoczyna się spis powszechny, który potrwa do lipca. Ma on charakter wyjątkowy. Po raz pierwszy w historii polskiej administracji zostaniemy zapytani o język i narodowość.

- W czasie przygotowań do spisu pojawiły się sygnały, że na szkoleniach rachmistrzów uczono, iż kaszubski to nie jest język, a Kaszubi nie są grupą etniczną. Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego wystosował ostry protest do generalnego komisarza spisowego - mówi Artur Jabłoński, starosta pucki, a wiceprezes Zrzeszenia. W efekcie komisarze spisowi zostali pouczeni o właściwym zachowaniu się ,przy pytaniach o narodowość, tj. niekwestionowanie odpowiedzi przekazywanych przez respondenta". Wczoraj w niektórych miastach kaszubskich m.in. Kartuzach, Wejherowie, Pucku i Kościerzynie pojawiły się ulotki, w których zachęca się do deklarowania narodowości i języka kaszubskiego w spisie powszechnym. - Zdecydowanie odcinamy się od tego typu działań - mówi prof. Brunon Synak, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Do wydania i rozprowadzenia ulotek przyznaje się Tomasz Piechowski z Torunia.

 - Wydrukowaliśmy ponad 30 tysięcy ulotek. Grupa studentów skupionych wokół naszego pisma rozprowadziła je we wszystkich miastach kaszubskich od Gdańska do Słupska i od Chojnic do Jastarni - przyznaje Paweł Szczypta, redaktor naczelny miesięcznika ,Odroda". Jak twierdzi zrobili tak, ponieważ chcą uświadomić Kaszubom, że mają możliwość podania w ankiecie: ,narodowość - kaszubska, język ojczysty - kaszubski, obywatelstwo - polskie". - Chcemy wywołać dyskusję wśród działaczy i mieszkańców tych ziem na temat tego kim są Kaszubi. To będzie miało ogromne znaczenie dla naszej przyszłości - dodaje P. Szczypta. Prezes Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskiego uważa, że takie działania to niebezpieczna zabawa. Zachęca natomiast do podawania rachmistrzom faktu używania języka kaszubskiego, fundamentu etniczności. Zaś sprawę narodowości pozostawia własnej ocenie Kaszubów. - Nasze przyznanie się do kulturowo-językowej odrębności pozwoli nam zorientować się ilu nas jest oraz wzmocnić własną etniczną tożsamość. Nie zatraćmy tej szansy - podkreśla A. Jabłoński.

Podwójna tożsamość

Brunon Synak, prezes ZK-P: - Narodowość to indywidualna sprawa każdego, niezwykle delikatna i złożona. Bogactwo Kaszubów polega na tym, że mają podwójną tożsamość. Zdecydowana większość jest narodowości polskiej. Żałuję tylko, że w kwestionariuszu nie ma rubryki, która odpowiadałaby rzeczywistości. Chodzi mi o możliwość podania narodowości polskiej oraz przynależności do kaszubskiej grupy etnicznej. Mam nadzieję, że przy następnym spisie taka możliwość już będzie.

Wierzę w naród kaszubski
            Tomasz von Piechowski, Kaszuba z Torunia: - Nie chcemy zakładać własnego państwa. Jesteśmy wszyscy we własnym domu: Polacy, Kaszubi, Białorusini i inne narody. Fakt, że większość Kaszubów nie uważa się za odrębny naród jest rezultatem polityki wynaradawiania Kaszubów zapoczątkowanej w okresie międzywojennym i brutalnie kontynuowanej w PRL. Podwójna identyfikacja prowadzi do wypierania tożsamości kaszubskiej, do całkowitej asymilacji włącznie. Z istnieniem narodu jest jak z wiarą w Boga. Ja w naród kaszubski wierzę i zamierzam tę wiarę głosić. W zrzeszeniu nie jesteśmy jednomyślni w tej kwestii.

Kaszubi

Na Pomorzu mieszka około pół miliona Kaszubów. Obok nielicznych Mazurów i dwumilionowej społeczności Ślązaków, Kaszubi są jedną z trzech żyjących obecnie w Polsce mniejszościowych grup etnicznych o statusie autochtonicznym. Język kaszubski, należący do rodziny języków słowiańskich, przetrwał do dnia dzisiejszego i nadal się rozwija, choć wciąż pozostaje bardzo zróżnicowany gwarowo. Kaszubi zdecydowanie przeważają na wsi, co sprzyja żywotności etnicznej i zachowaniu odrębności kulturowej. Kaszuby, podobnie jak Wielkopolska i Śląsk, wyróżniają się gospodarnością, samorządnością oraz silnym zakorzenieniem idei regionalnej.

(M.Sz.) – „Dziennik Bałtycki

 21 maja 2002r.

Narodowość i  język według spisu  ludności w 2002 r. w woj. pomorskim

Narodowość¨(30)

Narodowość była przedmiotem badania w naszym kraju w okresie przedwojennym w spisach ludności z lat 1921 oraz 1931, przy czym w tym ostatnim – narodowość była ustalana pośrednio na podstawie wyznania oraz języka ojczystego. W latach powojennych po raz pierwszy zagadnienia narodowościowe włączono do spisu ludności w 2002 r. Z uwagi na duży stopień trudności badań narodowości, uzyskane wyniki wymagają bardzo ostrożnej interpretacji – bezwzględnie w powiązaniu z zastosowaną w spisie definicją narodowości.

Pytanie o narodowość, które zostało sformułowane w formularzu spisowym, uwzględniało z jednej strony nawiązanie do pierwszego spisu w 1921 r., a z drugiej – zachowanie zgodności ze standardami europejskimi. W związku z tym przyjęto, że pytanie będzie następujące:

Do jakiej narodowości się Pan(i) zalicza?, przy następującym zdefiniowaniu narodowości:

Narodowość jest deklaratywną (opartą na subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na pochodzenie rodziców) z określonym narodem.

Sformułowane pytanie oraz przyjęta narodowości są na tyle otwarte, że zezwalają osobie spisywanej na indywidualne, własne rozumienie pojęcia narodowości. Rachmistrze spisowi byli zobowiązani do odnotowania każdej udzielonej odpowiedzi, która pozostawała w związku z tematem narodowości.

Pomimo przyjętej definicji narodowości, niektóre uzyskane w badaniu spisowym odpowiedzi, dotyczące przynależności narodowościowej, wychodzą poza zakres  dość szeroko rozumianego pojęcia narodowości i obejmują grupy etniczne.

Uzyskane w spisie wyniki wskazują  na dużą – w skali kraju – różnorodność społeczności narodowościowych, etnicznych, czy nawet etniczno-regionalnych. Spis wykazał, że Polska jest krajem jednorodnym etnicznie, mimo współistnienia grup deklarujących swoją odrębność. Spośród dużej liczby różnorodnych deklaracji  przynależności do grup narodowościowych oraz etnicznych w trakcie opracowania i rejestracji danych spisowych zdołano wyłonić 109 kategorii, przy czym 91 z nich liczy mniej niż 1000 osób, a jedna trzecia mniej niż 50.

W województwie pomorskim, jak wykazują wyniki spisu, 2 123,8 tys. mieszkańców, czyli 97,4 % ogólnej liczby ludności województwa, zadeklarowało swoją narodowość jako polską (w całym kraju 96,7%). Przynależność do narodowości innej niż polska zadeklarowało 12,5 tys., co stanowi 0,6% (w kraju 1,2%). W odniesieniu do 43,6 tys. (2%) nie zdołano ustalić przynależności narodowościowej z powodu braku odpowiedzi.

Wśród narodowości, jakie najczęściej były wymieniane w odpowiedziach osób spisywanych, pojawiała się narodowość ukraińska – 3,0 tys. osób i niemiecka – 2,3 tys. osób. Wśród innych społeczności najliczniejszą na terenie województwa jest społeczność kaszubska – 4,9 tys. osób. Ogółem w Polsce 5,1 tys. osób deklarowało przynależność do społeczności kaszubskiej, z tego 96,7 % w województwie pomorskim. W dalszej kolejności występują grupy narodowościowe lub inne społeczności, jak Rosjanie, Białorusini, Grecy, Romowie.

W całym kraju, wśród narodowości najczęściej deklarowanych występowała narodowość niemiecka (152,3 tys.), białoruska (49 tys.) i ukraińska (31 tys.). Z innych społeczności wyróżniających się liczebnością można wymienić Ślązaków (173 tys.) i Romów (13 tys.).

Język używany w domu

Obok pytania o narodowość do tematyki spisu wprowadzono pytanie o język używany w kontaktach domowych. Pytanie to przyjęło następującą postać:

W jakim języku (językach) rozmawia Pan(i) najczęściej w domu? Konstrukcja pytania  dawała możliwość zarejestrowania dwóch nazw języków niepolskich, niezależnie od tego, czy były one używane z językiem polskim, czy wyłącznie.

Ludność zamieszkała w województwie pomorskim w zdecydowanej większości posługuje się w kontaktach domowych językiem polskim. W sumie zadeklarowało używanie tego języka 2 133,2 tys. osób, co stanowi 97,9% ogółu ludności. Ponadto język polski używany jest zazwyczaj jako jedyny – 2 059,9 tys. (94,5%). Zbiorowość deklarujących posługiwanie się językami niepolskimi w kontaktach rodzinnych liczy w sumie 76,9 tys. (3,5%), przy czym najczęściej stwierdzano, iż są one używane na przemian z językiem polskim – 73,3 (3,4%). Ponadto 20 razy rzadziej badania stwierdzali, iż rozmawiają w domu wyłącznie w jednym lub w dwóch językach niepolskich – 3,6 tys. (0,2%).

Warto jeszcze zauważyć, że po jednym języku niepolskim wymieniło 75,5 tys. osób, zaś po dwa – 1,4 tys. W przypadku 43,1 tys. osób (2,0%) nie zdołano ustalić żadnych danych na temat języka używanego w domu.

Na etapie opracowywania wyników spisu wyodrębniono w kraju 87 języków niepolskich. Niektóre odpowiedzi wychodziły poza zakres definicyjny języka, a zatem bliższe mogą być takim kategoriom jak dialekt czy gwara.

Wśród języków niepolskich w naszym województwie zdecydowanie najczęściej wymienianym był język kaszubski – 52,6 tys. odpowiedzi, a w następnej kolejności język niemiecki – 12,2 tys. Ogółem w Polsce 52,7 tys. osób zadeklarowało używanie języka kaszubskiego, w tym 99,9% w województwie pomorskim.

W całym kraju było 20 języków wymienianych częściej niż przez co najmniej 1 tys. osób, niezależnie od tego, czy języki te były wymieniane samodzielnie, łącznie z językiem polskim, czy też z innym niepolskim. Zdecydowanie najczęściej był wymieniany język niemiecki (205 tys. odpowiedzi) i język angielski (90 tys.).


Prezes ZK-P o wynikach spisu ludności  (7.07.2003)

Karykatura kaszubskiej rzeczywistości¨(31)

(Komentarz do opublikowanych przez GUS danych z ostatniego spisu powszechnego)

Wyniki spisu powszechnego nie są dla mnie żadnym zaskoczeniem - ani niska liczba osób, która zadeklarowała narodowość kaszubską, ani prawdopodobnie (bo wyników dotyczących języka jeszcze nie opublikowano) dużo niższa od rzeczywistej liczba osób, które wskazały na język kaszubski jako język używany w domu. Obraz rzeczywistości kaszubskiej ukazany w świetle danych spisu jest zafałszowany. Powodem wypaczenia wyników spisu była przede wszystkim wadliwa konstrukcja kwestionariusza spisowego oraz interpretacja pytań - częściej nieświadoma niż świadoma - przez rachmistrzów.

Jeżeli chodzi o narodowość, to liczbę 5 tys. osób, które określiły swoją narodowość jako kaszubską, a więc inną niż polską, uważam i tak za zawyżoną. Kaszubi w przygniatającej większości (a mówię to na podstawie badań socjologicznych) mają poczucie polskiej narodowości, ale jednocześnie posiadają silną tożsamość etniczną. Kwestionariusz spisowy nie dawał żadnej możliwości takiego podwójnego, narodowo-etnicznego, samookreślenia siebie. W związku z tym część Kaszubów, chcąc pokazać swoją regionalno-etniczną odrębność, deklarowała narodowość "inną niż polską". Sądzę też, że część Kaszubów deklarowała odrębną narodowość na zasadzie przekory, jako możliwość dania pełnego wyrazu własnej odrębności, po wcześniejszych okresach upokorzeń i dyskryminacji.

Nieco inaczej ma się sprawa z językiem kaszubskim. Choć liczba osób, które w spisie zostały ujęte jako używające języka kaszubskiego jest z pewnością znacznie wyższa niż w przypadku narodowości, to i tak będzie ona w sposób rażący odbiegała od liczby rzeczywistej (trudno zrozumieć, dlaczego w raporcie ze spisu nie podano szczegółowych danych dotyczących poszczególnych języków!). Powodem tych rozbieżności były przede wszystkim zalecenia przekazywane rachmistrzom spisowym, zgodnie z którymi język kaszubski miano traktować jako język polski. Wprawdzie w sprawie tej dwukrotnie interweniowałem u Głównego Rachmistrza Spisowego i otrzymałem zapewnienie, że język kaszubski będzie uwzględniany, ale z praktyki wiemy, że nie zawsze tak było. Ponadto niektórzy rachmistrzowie nie pytali nawet o język, sami zaznaczając "język polski", zakładając, że dany respondent mówi w domu tylko po polsku (osobiście zresztą tego doświadczyłem i dopiero na moją interwencję rachmistrz poprawił odpowiedź na pytanie o język, nie ukrywając wyraźnego zdziwienia). Nie można też zapominać, że dla pewnej części Kaszubów (znamy to doskonale z badań) rodnô mowa jest nadal czymś wstydliwym i w sytuacjach oficjalnych (a taką był wywiad spisowy) nie zawsze się do niej przyznają.

Mam nadzieję (wierzę w zapewnienia GUS), że następny spis będzie opierał się na bardziej dostosowanym do rzeczywistości etnicznej kwestionariuszu i dostarczy dokładniejszych informacji o Kaszubach. Te, które otrzymaliśmy tym razem, są karykaturą rzeczywistości i niczemu nie służą.

Prof. dr hab. Brunon Synak

Prezes ZKP

Gdańsk, 7.07.03

Artykuły w „Pomeranii”  (IX. 2003)

Artur Jabłoński

Kaszubi w spisie. Jeden z 5100¨(32)

Po opublikowaniu wyników spisu powszechnego rozgorzała w Polsce dyskusja na temat wielokulturowości obywateli naszego państwa, tak niespodziewanie dla wielu ujawnionej. Nagle okazało się, że kilka procent mieszkańców kraju pomiędzy Odrą a Bugiem, choć sa polskimi obywatelami, nie czuje się Polakami. Kim są? Niemcami, Ukraińcami, Białorusinami, Ślązakami, Kaszubami ... Kim, przepraszam? Ślązakami i Kaszubami. Ponad 170 tysięcy tych pierwszych i 5100 drugich.

Fałszywa rzeczywistość

Pierwsze komentarze na łamach regionalnych mediów  (także w „Pomeranii”) dość charakterystyczne dla postawy większości kaszubskich działaczy: wadliwie skonstruowany kwestionariusz , nie dający możliwości podwójnego samookreślenia się, a co za tym idzie, zafałszowany obraz rzeczywistości. Tu zwykle dygresja dotycząca tych, co wybrali opcję narodową: wynik był do przewidzenia, liczba i tak zawyżona, zdecydowana większość Kaszubów ma poczucie narodowości polskiej.

Zgoła inaczej zareagowali komentatorzy polskiej rzeczywistości w prasie ogólnopolskiej. Rafał Geremek z „Wprost” (nr 35/2003) pisze o Kaszubach, jako o narodzie dokonującym odrodzenia swojej ojczyzny. Jacek Borkowicz w artykule „Rzeczpospolita obojga narodów” zamieszczonym w miesięczniku „Nowe Państwo” (nr 8/2003) zauważył: „Problemu kaszubskiej odrębności nie potrafiła rozwiązać ani II Rzeczypospolita, ani PRL, nie doceniło go dotąd również obecne państwo polskie. Dziś fenomen kaszubskiego poczucia narodowego zmusza nas, obywateli III Rzeczypospolitej, do postawienia na nowo pytania o formułę polskiej racji stanu. (...) Czy dowartościowanie kaszubskiej tożsamości zuboży czy wzbogaci poczucie polskości? Z duma wspominamy tradycje wielonarodowej Rzeczypospolitej. Uznanie kaszubskiego prawa do narodowego samookreślenia w państwie polskim byłoby godnym nawiązaniem do niej.

Separatyzm po nowemu

Idea narodu kaszubskiego – powiadają na Kaszubach  - to inna wersja separatyzmu, czyli wzoru zachowań ofensywno-destruktywnych. Znaczenie tych słów objaśnia szczegółowo Cezary Obracht-Prondzyński w szkicu „Czy w Polsce powstają nowe narody?” zamieszczonym w książce „W kręgu problematyki kaszubsko-pomorskiej”. Studia i szkice”. Autor pisze: „W przeciwieństwie do separatyzmu pomija on [wzór ofensywno-destruktywny] całkowicie znaczenie kwestii niemieckiej, a wręcz uznaje, że można podjąć nowe idee narodowe właśnie dlatego, że kontekst ten stracił na znaczeniu. Jest ofensywny, ponieważ stara się całkowicie przeformułować dotychczasowe postawy i tożsamość Kaszubów, przedstawia nowe propozycje ideologiczne i stara się dokonać reinterpretacji zarówno historii Kaszubów, jak i dziejów ruchu kaszubskiego. Jest destruktywny, ponieważ upatruje główne zagrożenie dla tożsamości Kaszubów ze strony wpływów polonizacyjnych, prowadzi do podważania więzi łączących wspólnotę kaszubską z narodem polskim”.

Fundamentem naszej tożsamości jest język – powtarzamy dziś zgodnie i bez względu na reprezentowany wzór zachowań: narodowy czy kulturowo-etniczny. Od 150 lat, a przynajmniej odkąd Aleksander Majkowski w „Życiu i przygodach Remusa” kazał swojemu bohaterowi wybawiać Królewiankę, towarzyszy nam wspólne poczucie odpowiedzialności za zachowanie i rozwój kaszubskiego. Nie da się jednak kontrolować życia i śmierci języków – jak to już ktoś powiedział – można język prześladować, a ten będzie żył, można ludziom ułatwiać naukę języka, a ten będzie zanikał. Wszystko zależy od woli jego użytkowników, od stanu ich świadomości. Dopiero potem ważny jest stosunek większości, w której otoczeniu język występuje i wreszcie jego status.

Naród w ofensywie

Pewien Kornwalijczyk, także jeden z 5000, bo tyle liczy ta społeczność, podczas pobytu na Kaszubach przytoczył kornickie powiedzenie: „Człowiek bez języka utracił swój kraj”, po czym dodał – chcę mówić po kornicku, bo jestem Kornawlnijczykiem, mam świadomość mojej odrębności, świadomość narodową. Co na to 52 600 użytkowników języka kaszubskiego  - tych ujawnionych w spisie? „Chcemy mówić po kaszubsku, bo jesteśmy Polakami” nie brzmi przekonująco. Niebawem staniemy się polska grupą regionalną używającą odrębnego języka, który z czasem umrze, bowiem według informacji zaczerpniętych z czasopisma „Nature” z sierpnia br. 90 procent języków świata „może zniknąć razem z obecnie żyjącym pokoleniem”.

Czy zatem 5100 Kaszubów ze spisu wybrało narodowość kaszubską z obawy przed asymilacją? Jestem pewien, że przyjęcie opcji narodowej jest najlepszą formułą ochrony i rozwoju kaszubskiego potencjału kulturowego. Każdy Kaszuba dokonać musi w tej kwestii subiektywnego wyboru. Nie powinniśmy przy tym okazywać wrogości ani sobie wzajemnie, ani też szukać wrogów poza naszą społecznością. Szczególnie młode pokolenia nie powinny już akcentować krzywd z przeszłości. Stwórzmy nowy wzór zachowań: ofensywno-konstruktywny, który pozwoli zbudować powszechnie kaszubską świadomość narodową bez popadania w wewnętrzny konflikt i zewnętrzne antagonizmy. W tym celu prowadźmy politykę uznania różnorodności narodowej polegającej na współodpowiedzialności z nasz region i państwo, przy zachowaniu własnej podmiotowości.

Ruch narodowy

Tylko zaplanowane i długotrwałe działania na rzecz kaszubskiej idei narodowej mogą przynieść spodziewane efekty. Musza one zostać pozbawione cech akcyjności, by sama idea nie stała się z czasem czymś marginalnym. Przykład kilkunastu lat pracy nad kształtowaniem świadomości w kwestii naszego stosunku do  języka kaszubskiego pokazuje, że wszelkie zmiany zachodzić powinny w sposób ewolucyjny, co czyni je bardziej trwałymi i ugruntowanymi. Domagamy się określenia naszego statusu w Polsce, postulujemy o pomoc finansową państwa w wydawaniu naszych podręczników, czasopism i przy realizacji audycji telewizyjnych czy radiowych, twórzmy strategię dla rozwoju języka, uczyńmy kaszubski językiem urzędowym, bądźmy aktywni w samorządach, domagajmy się gospodarczo-kulturowej autonomii, rozumianej jako uniezależnienie się województwa kaszubsko-pomorskiego od państwa o centralistycznych zapędach rządowych urzędników. A wszystko to po to, by dzięki naszemu wielowiekowemu dziedzictwu stać się pełnoprawnym partnerem w Zjednoczonej Europie Regionów. 

Jacek Borkowicz

Rzeczpospolita obojga narodów¨(33)

Kaszubi - półmilionowa społeczność zamieszkująca od wieków Pomorze Gdańskie - po raz pierwszy nazwali się narodem. Ujawniły to opublikowane niedawno wyniki ubiegłorocznego spisu powszechnego. Problemu kaszubskiej odrębności nie potrafiła rozwiązać ani II Rzeczypospolita, ani PRL, nie doceniało go dotąd również obecne państwo polskie. Dziś fenomen kaszubskiego poczucia narodowego zmusza nas, obywateli III Rzeczypospolitej, do postawienia na nowo pytania o formułę polskiej racji stanu.

Chociaż większość Kaszubów uważa się za Polaków, wszyscy wyróżniają się silnym poczuciem regionalnej i etnicznej odrębności. Część z nich w spisie obok narodowości polskiej podała język kaszubski jako używany w domu. Taką opcję przyjęła też przeważająca część działaczy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (ZKP), największej organizacji społecznej Kaszubów. Do deklarowania narodowości kaszubskiej (uczyniło to 5100 osób) wzywała natomiast grupa związana z miesięcznikiem Ódroda (Odrodzenie). Wokół pisma skupiają się ludzie młodzi - najstarsi spośród nich dochodzą do trzydziestki - którzy bez zahamowań mówią o swoim narodowym wyborze. Domagają się dla Kaszubów takich praw, jakie przysługują mniejszościom w państwach Unii Europejskiej.

W Polsce mieszka dziś około pół miliona ludzi poczuwających się do tak czy inaczej rozumianej kaszubskości. Pięć tysięcy głosów za narodem kaszubskim nie jest zatem wynikiem imponującym. Można jednak przypuszczać, że pojawienie się wyrazistej opcji narodowej, która została usankcjonowana oficjalnymi wynikami spisu, zachęci następnych.

Kaszubi sami zadecydują o tym, kim będą jutro: narodem, grupą etniczną czy zbiorowością terytorialną - mówi redaktor Ódrody Tomasz Żuroch Piechowski. Takie stawianie sprawy niepokoi profesora Brunona Synaka, prezesa zarządu ZKP, dla którego deklarowanie narodowości kaszubskiej to niebezpieczna młodzieńcza zabawa. Podobnie myśli wielu Kaszubów, szczególnie starszego i średniego pokolenia. Łączą oni tradycyjny polski patriotyzm z przywiązaniem do lokalnej kultury i dlatego obawiają się, że radykalne hasła rozpalą tylko złe emocje i w efekcie zantagonizują Kaszubów z polską większością.

Ciążenie ku tożsamości

Kaszubska odrębność jest innego rodzaju niż śląska (mimo powierzchownych podobieństw). W tym ostatnim wypadku mamy do czynienia z typową społecznością pogranicza. Doświadczeni wydarzeniami dwudziestowiecznej historii mieszkańcy Górnego Śląska nie identyfikują się całkowicie ani z Polakami, ani Niemcami i nadal poszukują własnej tożsamości. Część z nich po roku 1989 wybrała legalną już opcję niemiecką, inni - najliczniejsi - pozostali przy polskiej, jeszcze inni zadeklarowali się ostatnio jako osobna narodowość śląska. W spisie podało ją ponad 170 tysięcy osób. Wybór ten należy uszanować, choć ma on na razie charakter bardziej polityczny niż kulturowy. Być może dopiero z czasem grupa ta nabierze cech narodowości.

Kaszubów, inaczej niż Ślązaków, nie ukształtowało pogranicze. Są oni resztką pomorskiego odgałęzienia zachodnich Słowian, których niejako zepchnęły do roli bufora pomiędzy Polakami a Niemcami wielowiekowe procesy historyczne. Wyrazem ich etnicznej odrębności jest w pełni ukształtowany język oraz bogata i zróżnicowana gatunkowo literatura. Jednak mimo obiektywnych warunków sprzyjających rozwojowi świadomości narodowej Kaszubi nigdy dotąd nie poszli zdecydowanie w tym kierunku. Nawet w XIX wieku, kiedy budziły się do samodzielnego bytu małe narody Europy Środkowowschodniej, pozostali z tyłu (Florian Ceynowa, pionier kaszubskiego odrodzenia, stanowił osamotniony wyjątek). Byli zbyt nieliczni, nawet jak na skalę małego narodu - na przełomie XIX i XX stulecia ich liczbę szacowano zaledwie na niewiele ponad 100 tysięcy, podczas gdy na przykład Litwini szli wówczas w miliony.

Władze II Rzeczypospolitej patrzyły na kaszubski skrawek wybrzeża z dumą, ale też z ukrywanym niepokojem. Dzięki postawie Kaszubów odzyskaliśmy dostęp do morza, ale ci sami Kaszubi byli w oczach rządzących elementem - z racji swej odmienności - podejrzanym. Z tego też powodu w obydwu spisach powszechnych (przeprowadzonych w latach 1921 i 1931) nie uwzględniono ich jako wydzielonej wspólnoty etnicznej i językowej.

Odpowiedzią na warszawski centralizm była formuła kaszubskości, którą wypracowali tacy ludzie, jak poeta i jeden z liderów przedwojennego ruchu kaszubskiego Jan Karnowski czy najwybitniejszy kaszubski pisarz Aleksander Majkowski. Naczelną wartością stała się dla nich rodzima kultura, oparta na poczuciu regionalnej wspólnoty. Ludzie ci określali się jako Kaszubi, chociaż pojęcia tego nie definiowali wprost w kategoriach narodowych - zdawali sobie sprawę, że narażałoby to ich na nieuchronny konflikt z polską racją stanu, której ówczesnym dogmatem było stwierdzenie o rdzennie polskim charakterze Pomorza. A nie chcieli tego konfliktu, ponieważ przyszłość Kaszub, pomimo trudności, widzieli jednak w państwie polskim.

Co to znaczy być Kaszubą?

Idee zakreślone przez Majkowskiego i Karnowskiego zachowały aktualność po II wojnie światowej. Ale rządzący starali się zredukować ich wymiar społeczny. W PRL po 1956 roku można więc było dyskutować o kaszubskiej tożsamości w elitarnych, zamkniętych kręgach, natomiast kaszubskim masom pozostawiono uprawianie folkloru. W szkołach - tak jak przed wojną - poniżano dzieci, które, mówiąc po kaszubsku, rzekomo kaleczyły polską mowę. W kontaktach zewnętrznych przyznawanie się do bycia Kaszubą oznaczało z reguły skazanie się na status obywatela drugiej kategorii. W narodowo-komunistycznym państwie o centralistycznej strukturze Kaszubi - tak jak i inne mniejszości - czuli się zmuszani do udowadniania, że są Polakami nie gorszymi od innych.

Trzecia Rzeczpospolita przyniosła istotne zmiany. Kaszubi, spośród których wielu poparło ruch "Solidarności", czynnie włączyli się w tworzenie nowego ustroju. Liczni działacze i sympatycy ruchu kaszubskiego znaleźli swoje miejsce we władzach państwowych i samorządowych. Do dziś legitymacja ZKP stanowi na Pomorzu Gdańskim wyborczą przepustkę do sali obrad przy Wiejskiej oraz sejmiku wojewódzkiego. Siła tej rekomendacji wynika z faktu, że Kaszubi są społecznością zwartą i zdyscyplinowaną. Przykładem może tu być jedna z najwyższych w Polsce frekwencja w czerwcowym referendum.

Kaszubi, przywiązani do tradycji, pracowici i zamożni, korzystnie wyróżniają się na tle sąsiadów. Widać to szczególnie w graniczących z Pomorzem Gdańskim powiatach województwa zachodniopomorskiego, gdzie schludne i dostatnie kaszubskie gospodarstwa kontrastują ze zrujnowanymi i biednymi osiedlami popegeerowskimi. Kaszubskość nie jest już powodem do wstydu, przeciwnie - stała się atrakcyjna, stanowi bowiem swoisty rodzaj wizytówki człowieka przedsiębiorczego. Wydawałoby się zatem, że Kaszubi mają już wszystko, czego mogliby oczekiwać jako zbiorowość. Można tak uważać, dopóki przyjmuje się optykę "regionalną". Patrząc jednak na nich jako na wspólnotę etniczną, nie sposób nie zauważyć istotnych problemów.

Chociaż w języku kaszubskim ukazują się książki i czasopisma, prowadzone są w nim konkursy literackie, a także emitowane audycje radiowe i telewizyjne, jego zasięg drastycznie się kurczy. Szczególnie dotyczy to młodego pokolenia, które praktycznie jest już generacją wyłącznie polskojęzyczną. Kilka szkół z językiem wykładowym kaszubskim otwartych po 1989 roku nie zahamuje tego procesu. Niedługo mówiący po kaszubsku Kaszuba nie będzie zrozumiany nawet u siebie. Pozbawiona rodzimego języka kaszubskość powoli się rozmyje. Na razie jako społeczność zamknięta identyfikują się po nazwiskach. Sytuacja zmieni się, kiedy zacznie przybywać małżeństw mieszanych - za jakiś czas do kaszubskości będzie mógł się przyznać każdy, czyli nikt.

Powrót do wielonarodowości

Kaszubi wyraźnie różnią się od mieszkańców Mazowsza czy Wielkopolski. Mają inne doświadczenie historii, inną wrażliwość, nawet inną mitologię - pełną nieznanych polskiemu ogółowi stolemów, smętków i purtków - a więc to, co jest potrzebne do określenia się jako naród, nawet wtedy, gdy zabraknie już rodzimego języka. Wydaje się, że czas pracować będzie dla tych Kaszubów, którzy chcą się tak określić. Każde następne pokolenie wolne od obaw i kompleksów może to czynić coraz śmielej.

Wybór ten wcale nie godzi w polską rację stanu. Nie ma już kaszubskiego korytarza w niemieckich kleszczach. Zachodnia granica Polski przesunęła się na Odrę, a już niedługo stanie się wewnętrzną granicą Unii Europejskiej. Nie można tłumić procesu samookreślenia Kaszubów, posługując się niemieckim straszakiem, tak jak to robiono przed wojną - wtedy taka argumentacja nie była całkiem pozbawiona racji - oraz w czasach PRL. Nie wydaje się też, by uznanie przez Polskę istnienia narodowości kaszubskiej miało zapoczątkować polityczny separatyzm. W Holandii na zasadach "mniejszego narodu" z powodzeniem funkcjonują Fryzowie i wcale nie osłabia to spoistości tego państwa.

Czy dowartościowanie kaszubskiej tożsamości zuboży czy wzbogaci poczucie polskości? Z dumą wspominamy tradycję wielonarodowej Rzeczypospolitej. Uznanie kaszubskiego prawa do narodowego samookreślenia w państwie polskim byłoby godnym nawiązaniem do niej, pokazaniem, że nie traktujemy jej tylko jako pustego sloganu.

Samym Kaszubom potrzebna byłaby taka formuła tożsamości, która nie zantagonizuje ich z Polakami. Jest to zadanie niełatwe, także dlatego, że może je utrudniać znana wszystkim radykałom pokusa ekskluzywizmu i szukania przeciwnika. Formuła ta nie powinna też rozbijać kaszubskiej jedności. Nie należy zapominać, że większość Kaszubów czuje się i będzie się czuła Polakami. Byłoby błędem wykluczyć ich z nowo pojętej kaszubskiej wspólnoty.

Nowa definicja kaszubskości, wypracowywana dziś przez młodych ludzi z Ódrody, nie będzie się opierać na starym schemacie: Kaszubi-Polacy-Niemcy. Zjednoczona Europa - której częścią za chwilę staną się polskie Kaszuby - już jest regionem wielokulturowym. Na tym jarmarku idei zorientowana narodowo i czerpiąca siłę z dziedzictwa tradycji kaszubskość może się okazać bardzo cennym pomysłem.

III. Kaszubska opcja narodowa

List do prezesa ZG i Rady Naczelnej ZK-P (16.10.2003)

Rada Naczelna ZK-P o opcji narodowej (13.12.2003)

Artykuł T. Żuroch Piechowskiego  (12-20.01.2004 r.)

Rozmowa z A. Jabłońskim w „Nowym Państwie” (2.2004)

 

List do prezesa ZG i Rady Naczelnej ZK-P (16.10.2003)

List otwarty do Prezesa Brunona Synaka i Rady Naczelnej ZK-P ¨(34)

Stare porzekadło powiada, że mowa jest skarbem, a milczenie złotem. W pewnych jednak sytuacjach nie wolno sobie pozwolić na luksus milczenia. Może ono utwierdzać innych jeszcze bardziej w przekonaniu, co do słuszności ich racji i sądów, których nie podzielamy. Chodzi o „racje” i „koncepcje” dotyczące Kaszubów i przyszłości kaszubszczyzny, ujawniane nie tylko na łamach „Òdrodë”, ale także w mediach publicznych. Ich zagęszczenie i oddziaływanie budzi nie tylko nasz niepokój. Mamy bowiem do czynienia z samozwańczymi kreatorami (de facto uzurpatorami) narodu kaszubskiego. Okazją do nasilenia przez nich narodowościowych deklaracji i żądań stał się ostatni spis powszechny. (Vide najnowsza „Pomerania” – nr 9/2003).

Zdumiewa nas brak dobitnej reakcji gremiów kierowniczych ZK-P. W rezultacie rodzą się skojarzenia z „milczeniem owiec”. Założenie, iż młodość ma prawo do radykalnych sformułowań, głoszenia buńczucznych haseł w imieniu „belnëch Kaszëbów”, faktycznie oznacza, że głos grupki radykałów, niekiedy przeżywających drugą i trzecią młodość, staje się dominującym głosem rozbrzmiewającym nie tylko na zrzeszeniowej agorze.

To chyba nie to, o co wszystkim nam chodzi.

W oczach niewielkiego karna niby nowych liderów zrzeszeniowy establishment jest zbyt zachowawczy, niezdolny by tworzyć przyszłość. A ponadto uważają, iż nie posiada on legitymacji merytorycznej do reprezentacji ogółu Kaszubów. Zaniechanie polemiki z tego rodzaju ekstremami, a przede wszystkim zaniechanie w gremiach kierowniczych ZK-P - niejako przypisanego do Zrzeszenia – myślenia i działania „twarzą ku przyszłości” w poczuciu odpowiedzialności za kaszubszczyznę i nie tylko (bo interesy całej ziemi pomorskiej), prowadzi do osłabienia i rozbicia naszej organizacji, do zniechęcenia rzesz działaczy w pracy organicznej. Istotną cecha społeczności zrzeszonej, a zwłaszcza jej gremiów kierowniczych, było i winno być nadal działanie w zgodzie z ideałami pracy organicznej, służby społecznej – rozwiązywanie najpilniejszych i długofalowych zadań, a nie własne, często indywidualne lub partyjne interesy, realizowane w samorządach i parlamencie może nadto oderwanych od realiów życia i pracy.

Działania owych ekstremalnych grup, składających się z ludzi ogarniętych gorączką narodową, regionalną, prowadzą do spychania społeczności kaszubskiej, a i kociewskiej, samego Zrzeszenia, do społecznego skansenu. Powoływanie się przez nich na ideały Unii Europejskiej jest nadużyciem, bowiem realia zachodnio-europejskie są z gruntu odmienne. Kaszubi, żeby być sobą, zachować i rozwijać swój język, nie muszą być narodem.
Niepokoi nas to, iż w rzeczywistości zrzeszeniowej ostatnich lat dominują jednak działania w sferze folkloru (także politycznego), a nie pracy, budowania wspólnego gmachu kaszubsko-pomorskiego. Niepokojące jest bogactwo festynów i akademii, skądinąd ważnych i potrzebnych, ale w kontekście braku innowacji oraz myślenia i działania rzeczywiście organicznikowsko-politycznego znacznie osłabia to dotychczas zauważalny proces rozwoju i umacniania naszej obecności w świecie.

Szokujące jest zapominanie o przeszłości, wręcz jej fałszowanie, zaprzeczanie choćby wynikom badań socjologicznych, potwierdzających dotąd słuszną drogę ZK-P. Wypadałoby, by wszyscy członkowie gremiów kierowniczych ZK-P pomyśleli o statutowych założeniach, o uchwałach kongresów i walnych zjazdów, by nie ulegali ekstremom, nie milczeli – zabierając głos jedynie pytani przez media, które w pogoni za sensacją i tak eksponują właśnie skrajne poglądy.

Pamiętać też trzeba o odpowiedzialności władz ZK-P za jakość pracy publicznych mediów kaszubskich, nie tylko „Pomeranii”, ale jej szczególnie. Oczekujemy stanowczej reakcji na „narodnicki nacjonalizm” oraz większego dystansu do politykierstwa. ZK-P zdawało dotąd egzamin w trudnych chwilach, cieszy się nadal społecznym autorytetem. Społeczeństwo kaszubsko-pomorskie oczekuje od nas większej pragmatyczności i odpowiedzialności za wizje przyszłości i jej bieżącą realizację. Przywoływane 5 tys. głosów ze spisu powszechnego nie oznacza, iż ich autorzy wyrażają przekonanie do idei narodowej. Jesteśmy pewni, że większość z nich podziela nasze zrzeszeniowe pojęcie jedności kaszubsko-pomorsko-polskiej.

Nie wolno Kaszubów oddzielać od naszych polskich korzeni, źródła siły; od udziału w ogólnopolskim dorobku dziejowym, nie tylko kultury, jak również skazywać na życie w izolacji, do czego faktycznie prowadzą propozycje red. naczelnego „Pomeranii” zarazem wiceprzewodniczącego ZK-P! Sądzimy, że już czas, by ci, którzy mijają się z ideami ZK-P i nie utożsamiają się z zawartymi w niej wartościami, skorzystali z wolności pracy na własny rachunek, na osobistą odpowiedzialność.

Jesteśmy przecież za rozwojem, nie tylko za utrzymaniem języka, ale także za podnoszeniem poziomu cywilizacyjnego naszego regionu, naszej kultury umysłowej. W duchu idei europejskich, pamiętając o wskazaniach Jana Pawła II, jesteśmy za łączeniem, a nie wykluczaniem; za zjednywaniem dla idei kaszubsko-pomorskiej nie tylko wszystkich mieszkańców Kaszub i Pomorza. ZK-P winno służyć łączeniu Kaszubów i innych mieszkańców Pomorza w Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej. Tymczasem działalność owych kreatorów narodu kaszubskiego dzieli także samych Kaszubów, nie odnosi się do realiów i świadomości społeczności regionu.

Gerard Labuda, Tadeusz Bolduan, Stanisław Pestka, Józef Borzyszkowski, Urszula Bolduan, Aniela Szornak, Cezary Obracht-Prondzyński, Jadwiga Kirkowska, Felicja Baska-Borzyszkowska, Eugeniusz Gołąbek, Marian Fryda, Kazimierz Ostrowski.

Gdańsk, 16.10.2003


Rada Naczelna ZK-P o opcji narodowej (13.12.2003)

Stanowisko Rady Naczelnej ZK-P w sprawie tzw. „opcji narodowej”¨(35)

W ostatnim czasie, a zwłaszcza od momentu Spisu Powszechnego, pojawiło się szereg wypowiedzi w gazetach, czasopismach oraz środkach przekazu elektronicznego na temat narodowości kaszubskiej. W sprawie tej skierowano też do Rady Naczelnej list otwarty, podpisany również przez działaczy naszej organizacji. W tej sytuacji Rada Naczelna postanowiła zająć następujące stanowisko:

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zawsze było, jest i takim chce pozostać – miejscem otwartej dyskusji i wymiany różnych poglądów, miejscem dla ludzi o różnych rodzajach tożsamości etnicznej. Uważamy, że nikomu nie można zabierać ani narzucać identyfikacji etnicznej czy narodowej. Tożsamość jest sprawą własnej autodefinicji, opartej na genealogii, indywidualnych doświadczeniach, więzach kulturowych i poczuciu grupowej przynależności.
Dyskusja na te tematy potrzebna jest także w naszej organizacji, ale nie tyle dotycząca pytania „kim są Kaszubi?” (bo na ten temat mamy liczne badania), lecz w jakim kierunku idą przekształcenia naszej społeczności, a przede wszystkim – jakie ma być Zrzeszenie w sytuacji współczesnych przemian cywilizacyjnych, kulturowych i politycznych Europy.

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest organizacją regionalno-etniczną, otwartą na całe bogactwo kulturowe Pomorza – zarówno ludności rodzimej jak i przybyszów – którego najbardziej wyrazistym rdzeniem jest społeczność kaszubska, głęboko wrośnięta w polską tradycję narodową.

Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań byłby szkodliwy, krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący ich i samo Zrzeszenie na społeczną marginalizację.

Prof. Brunon Synak

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

Gdańsk, 13.12.2003

Wypowiedzi rzeczników

kaszubskiej  opcji narodowej

Artykuł T. Żuroch Piechowskiego  (12-20.01.2004 r.)

Tomasz Żuroch Piechowski

Dylematy kaszubskich koniunkturalistów¨ (36)

Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w dniu 13 grudnia 2003 r. przyjęła uchwałę, stwierdzającą między innymi: "Zdecydowanie przeciwstawiamy się wykorzystywaniu Zrzeszenia do kreowania kaszubskiej opcji narodowej. Taki kierunek działań byłby szkodliwy, krótkowzroczny, nie mający poparcia wśród Kaszubów, skazujący ich i samo Zrzeszenie na społeczną marginalizację." Jej powstanie było reakcją na żądania zawarte w "Liście otwartym" do prezesa ZKP z dn. 16 października 2003 r., który narodził się z inicjatywy prof. Józefa Borzyszkowskiego i został poparty przez kilkadziesiąt osób ze świata nauki i kultury kaszubskiej oraz polskiej. Wyrażono w nim zdumienie rzekomym brakiem reakcji władz ZKP na tezy głoszone przez Kaszubów opcji narodowej, które zostały uznane za szkodliwe dla kaszubskości.

Odpowiedzią na oskarżenia zawarte w dokumencie był list (z 24.10.2003 r.) podpisany przez prezesa Oddziału ZKP w Toruniu Tomasza Żuroch Piechowskiego, redaktora portalu Zasoby Kaszubsko-Pomorskie Stanisława Gepperta oraz redaktora naczelnego "Odrodë" Pawła Szczyptę. Autorzy poddawali w wątpliwość zasadność niektórych zarzutów, gremialnej krytyki pod adresem poczynań władz ZKP oraz zwracali uwagę na to, że władze kaszubskiej organizacji nie były wcześniej bezczynne w tej materii. Rezultatem wymiany listów stała się dyskusja, która odbyła się w Domu Kaszubskim w dniu 28 listopada 2003 r. Opcja narodowa była reprezentowana jedynie przez Piechowskiego i wiceprezesa ZKP Artura Jabłońskiego. Na spotkanie nie zaproszono laureata "Skry Ormuzdowej" S. Gepperta, podając jako formalny powód brak jego przynależności do ZKP, ale dla kilku osób o podobnym statusie uczyniono wyjątek.

Refleksja nad tożsamością Kaszubów, to nie "dyskusja, która skutecznie odwraca uwagę od zasadniczych interesów kaszubskich" - jak z kolei głosi oficjalne stanowisko Studenckiego Klubu "Pomorania" (z 11.12.2003 r.). Nie jest to także sprawa, którą mogłaby zawłaszczyć jedna organizacja - nawet najbardziej zasłużona, jedno środowisko, czy elity ducha lub elity polityki i biznesu. To kwestia, która w sposób bezpośredni dotyczy każdego Kaszuby, więc ograniczanie kręgu rozmówców do zrzeszeniowych decydentów nie jest dobrym pomysłem. Nie możemy planować działań, jeśli nie wiemy kim jesteśmy - a co do tego zgody wśród nas nie ma. Nie wiedząc kim jesteśmy pozwolimy na to by prowadziła nas droga, a ta wieść może na manowce. Kaszubi opcji narodowej pragną, by wybór drogi należał do nas samych i był świadomym zaprogramowanym zadaniem, ze wskazaniem perspektyw, która wykraczają poza długość życia jednego pokolenia, dlatego odpowiedzi na pytanie o tożsamość naszej zbiorowości nie odłożymy na później.

Władze ZKP oraz przedstawiciele opcji narodowej (nazywani "Młodymi") dążyli do kompromisu w imię wspólnego dobra, dlatego w ogóle doszło do dyskusji. Przeciwnicy opcji narodowej (umownie określmy ich "Starymi") pragnęli natomiast ostatecznego rozwiązania problemu. Sposób, w który owo rozstrzygnięcie miałoby się dokonać, nie został określony wprost, jednakże z różnego rodzaju sugestii wynikało, że rozwiązaniem pożądanym byłoby usunięcie "nieprawomyślnych" ze struktur ZKP. Najważniejsze z zarzutów przedstawionych w czasie spotkania to: naruszanie celów statutowych ZKP, kontestowanie roli Zrzeszenia jako reprezentanta Kaszubów, rewizjonizm historyczny, podważanie wyników badań naukowych na temat stanu świadomości kaszubskiej oraz negowanie autorytetów.

Próba wypracowania wspólnego stanowiska nawet nie została podjęta. Dwa monologi prowadzone równolegle, nie przerodziły się w dialog. Przedstawiciele obu stron tymi samymi terminami próbowali opisać różne rzeczywistości i rozumieli się w sposób umiarkowany.

Inną rzeczą był brak zaufania do ideowych przeciwników, zaprezentowany przez "Starych". Wyraził się on przede wszystkim w podsumowaniu dyskusji, kiedy Kaszubom opcji narodowej zarzucono działania nieprzemyślane, krótkofalowe - bez liczenia się z konsekwencjami i wypływające z koniunkturalistycznej motywacji. Zakończenie debaty na tym etapie sprawiło, że zabrakło możliwości by odnieść się do tych stwierdzeń. W związku z tym powstaje pytanie: czy dialog wewnętrzny w ZKP jest w ogóle potrzebny? Może wystarczą jego pozory i forsowanie jednej opcji tak długo jak się da?

Żeby prowadzić dyskusję, należy przyjąć podstawowe założenie - że rozmówca jest uprawniony do tego, aby zasiąść przy stole. Ustawiczne doszukiwanie się "drugiego dna", czy przypisywanie adwersarzom nonszalancji na zasadzie "wybaczcie im, bo nie wiedzą co czynią", podważa sensowność dialogu. Jeżeli nie ufamy w uczciwość ideowego przeciwnika już na początku, to jaką mamy gwarancję, że dotrzyma on wspólnych ustaleń? Przy takim podejściu do sprawy rozmowa jest tylko stratą czasu.

Uchwałę z 13 grudnia 2003 r. podjęto aby rozwiać wątpliwości "Starych" co do tego czy ZKP nie stanie się "dryfującą tratwą" - bez kapitana u steru. Próby wyeliminowania z dokumentu zdania zacytowanego na wstępie, okazały się nieskuteczne. Nie powinno ono się w nim znaleźć, gdyż jest tylko subiektywną oceną wynikającą z określonych przesłanek ideowych. W ocenie przedstawicieli opcji narodowej, odrodzenie kaszubskiej świadomości narodowej jest najlepszym sposobem na rozwój i umocnienie naszej tożsamości w obliczu przemian politycznych, które dotykają Polskę, a także w obliczu procesów globalizacyjnych. Nie da się przed nimi uciec, można je natomiast wykorzystać do pracy na rzecz całej społeczności kaszubskiej, bądź im bezwolnie ulec. Wyzwania, które stoją przed nami różnią się w sposób zasadniczy od problemów, którym musiały sprostać poprzednie pokolenia i będą się zmieniać błyskawicznie.

Dokument z 13 grudnia 2003 r. należy traktować jako przejaw dobrej woli ze strony władz ZKP - ale tak naprawdę niewiele on zmienia. Stanęliśmy w miejscu. Kompromis nie zadowoli na długo ani "Starych", ani "Młodych" a problemy, przed którymi stoimy, będą powracać z większą wyrazistością.

Zrzeszenie nie przemieniło się w strażnika ludzkich sumień i dopuszcza powoli do wiadomości, że są w jego szeregach Kaszubi, którzy są po prostu Kaszubami. Dobrze się stało. Nikt z nas nie zadaje sobie pytania: "dlaczego nie jestem Polakiem?" Polskość nie jest dla nas elementem konfrontacji - to skarbiec, z którego czerpiemy pełnymi garściami, oddając w zamian drugie tyle. Żadna kultura nie może się rozwijać bez kontaktu z innymi kulturami i nie ma mowy o jakimś symbolicznym murze, który miałby Kaszubów od kultury polskiej odgrodzić. Chcemy natomiast by uległ zmianie jakościowej dotychczasowy model relacji polsko-kaszubskich. Relacje funkcjonujące do dziś można przyrównać do więzów występujących w tradycyjnym modelu małżeństwa, gdzie żona jest podporządkowana mężowi i bez zastrzeżeń realizuje jego wolę, nie zawsze słuszną. Ten model się sprawdził w czasach zaborów i w okresie okupacji, gdy mieliśmy wspólnego wroga i inne priorytety, ale nie sprawdza się dzisiaj, a i wrogów na szczęście ubyło.

Polska wróciła nad Bałtyk w dużej mierze dzięki postawie ówczesnych elit kaszubskich - za cicho o tym mówimy, składając w Warszawie kolejne supliki.... Więcej dziś wiemy o patriotycznych uniesieniach Kaszubów z 1920 r., niż gorzkiej rzeczywistości, która później nastała i problemach po roku 1945, które sprawiły, że nasza kondycja jest dziś nienajlepsza. Zaledwie przed dwiema dekadami, ktoś kto uważał, że kaszubszczyzna to odrębny języki słowiański - a współcześnie pogląd ten jest dominujący - uchodził za upartego niedouka i był pouczany przez autorytety, że nie wolno tak myśleć! Obecnie słyszymy, że samookreślenie się Kaszubów w kategoriach narodowych to szkodliwy "radykalizm", choć ciężko by szukać przykładów na poparcie tej tezy, jeśli nie liczyć bełkotliwych wypowiedzi jednego schorowanego człowieka w wieku stolemowym, które dziwnym trafem wypływają na wierzch przy okazji kolejnych wyborów - zazwyczaj w lewicowej prasie na Pomorzu.

Dziś, gdy stoimy na przedprożu Unii Europejskiej, nadszedł czas by mówić o wszystkich sprawach bez gniewu i stronniczości, a nie powtarzać jak zaklęcie "nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszeb Polsczi", bo poza stwierdzeniem stanu faktycznego, niewiele ze słów tej przyśpiewki wynika.

Chcemy być sobą we własnym kraju - na tym polega nasz kaszubski narodowy "radykalizm". Kaszubi nie jeździli do Wersalu aby wspierać niemieckie żądania, tylko polskie. W związku z tym pragniemy zwiększenia naszej podmiotowości w państwie polskim, które dla nas jest państwem polsko-kaszubskim. Jednak to może nastąpić tylko w związku partnerskim, gdzie obie strony podejmują decyzje, wcześniej je ze sobą konsultując i wspólnie podnoszą ich konsekwencje. Nie chcemy, by o żywotnych interesach mieszkańców Trójmiasta, Kartuz czy Sierakowic stanowiły arbitralne decyzje warszawskich urzędników. Państwo samo z siebie nic nie wytwarza, tylko opodatkowuje obywateli i następnie rozdziela to, co wcześniej zabrało. W unitarnym systemie ustrojowym, jaki mamy obecnie zapisany w konstytucji, ów rozdział dokonuje się nieracjonalnie. Nie jest to szczególnie odkrywcze stwierdzenie. Dlaczego jednak nie myślimy odważnie o zmianie tego systemu? Kaszubi i Polacy z Pomorza nie są petentami, tylko pracodawcami warszawskich urzędników (gdańskich też!). Jakoś o tym zapomnieliśmy... W systemie federacyjnym nie musielibyśmy słuchać aroganckich wypowiedzi ministrów, mówiących, że nie dadzą pieniędzy na naprawę "jakiegoś pomostu" w Sopocie, albo kaszubskie podręczniki. Mieszkańcy Pomorza sami by podejmowali decyzje o podziale swoich podatków i o ewentualnej podwyżce wpływów do budżetu centralnego.

Jestem przeświadczony, że tak pojętą "autonomię" wsparłaby większość mieszkańców Pomorza, niezależnie od tego czy w referendum powiedzieliby "tak", czy "jo"! Jeśli nie w pierwszym, to może w piątym głosowaniu - bo w demokracji niczego nie robi się na siłę i wbrew woli większości. Kaszubska "mniejszość" polskiej "większości" niczego nie ma zamiaru narzucać, jak się czasem słyszy. Gdyby Zrzeszenie stało się katalizatorem przemian w tym kierunku, to nie tylko nie "skazałoby się na społeczną marginalizację", ale wręcz stałoby się liderem w regionie, a może i kraju. Jednak do tego potrzeba odwagi, a naszych starszych kolegów przestrasza pierwsze lepsze oskarżenie Kaszubów o separatyzm, rzucane bez zastanowienia przez postendeckich polityków, którzy chcą mieć monopol na Polskę. My "Młodzi" Kaszubi owego monopolu nie akceptujemy. Uważamy, że należy realizować założone cele, a oskarżenia przeczekać. Dzwon dzwoni głośno, bo w środku jest pusty...

Nie zgadzajmy się na Polskę byle jaką, na Polskę jakąkolwiek, na Polskę-Opakowanie-Zastępcze! Już w XVIII w. taką Polskę mieliśmy i głupota naszych przodków przywiodła ją do upadku, a nie tylko "zaborczość" państw ościennych. Władcy tych państw musieliby być durniami, gdyby nie wykorzystali okazji do podziału łupu, który sam się prosił o to, żeby go ukraść. Specyficzna forma rządów zawiodła wówczas u nas na całej linii. Dlaczego więc nie wyciągamy wniosków z przeszłości i trzymamy się kolejnej specyfiki, tym razem centralistycznej? W Europie Zachodniej centralizm się nie sprawdził - nie ma go w Niemczech, odeszła od niego Hiszpania, nie znała go Szwajcaria. Na naszych oczach "rozpada się" Wielka Brytania i do politycznego bytu wracają narody, które swoje okresy świetności politycznej - podobnie jak my Kaszubi - miały w średniowieczu. Nie słychać by ludziom działa się krzywda, by różnorodność kulturowa i upodmiotowienie polityczne wyszło komuś na szkodę. Na Zachodzie sami obywatele decydują o swojej ulicy, gminie, kraju związkowym, całym państwie federalistycznym i wreszcie o Unii Europejskiej. My wciąż dorastamy do wolności i odpowiedzialności, tylko opornie nam to idzie. Przemalowaliśmy się na Europejczyków i sądzimy, że to będzie remedium na wszystkie bolączki, bo "unia nam da". Unia nie da nam nic, prócz tego czego nauczają starzy Kaszubi: "Umiesz liczyć, licz na siebie!" Inaczej mówiąc - weź się do roboty...

W dobie globalizacji pojęcie suwerenności uległo transformacji i nie może to nikogo dziwić, skoro budżet jednego koncernu potrafi kilkakrotnie przekraczać budżet niepodległego państwa. Polska nie zamierza być enklawą za żelazną kurtyną, dlatego włącza się aktywnie w proces integracji europejskiej cedując część tradycyjnych atrybutów suwerenności na struktury ponadnarodowe, takie jak NATO czy UE. Nasz kraj nie osłabł na skutek tych przemian. Federalizacja na kraje związkowe, będące integralnymi częściami Rzeczpospolitej Polskiej, byłaby dokończeniem połowicznej reformy administracyjnej kraju, a nie początkiem "rozbicia dzielnicowego" jak chcą ludzie lękający się wolności. Byłoby to wzmocnienie struktury państwowej według wzorców, które sprawdziły się w praktyce w cywilizowanym świecie. Państwo byłoby bliżej obywatela, łatwiej przezeń kontrolowane i bardziej dla niego przyjazne. Natomiast dziś obywatel ma wrażenie że jest zakładnikiem państwa, że przepisy konstruowane są nie po to by nam ułatwić życie, tylko po to, byśmy wpadli w ich gąszcz jak w pajęczynę i zostali wyssani. Urzędnicy zapomnieli, że nie pochodzą z Bożego nadania jak cesarz "Wiluś", który odziedziczył po Gryfitach tytuł "księcia Kaszubów", tylko z wyboru - i pełnią wobec obywateli funkcję służebną. Powtórzę: służebną - są po to, żeby nam służyć.

Nie mamy w Polsce do czynienia z próbą "kreacji" z niczego narodu kaszubskiego, jak twierdzą niektórzy socjologowie. To co dla jednych jest "kreacją" dla nas jest odrodzeniem, rewitalizacją, próbą tchnięcia świeżego powietrza w osłabione płuca. Kontynuujemy sztafetę pokoleń, którą zapoczątkował dr Florian Ceynowa oraz jego następcy - Młodokaszubi, Zrzeszeńcy i inni. Pragniemy jedynie, żebyśmy nie byli w tej sztafecie ostatni... Nie jest prawdą, że obliczamy cele na krótki okres. Obliczamy je na okres, który wykracza poza horyzont długości ludzkiego życia. Sadzimy drzewa, z których owoce zbierze kto inny. Na tym polega nasz koniunkturalizm.

Jeśli dziś Kaszuba nie może porozumieć się z Kaszubą w sprawie tego co najistotniejsze - TOŻSAMOŚCI, to mamy nadzieję, że za kilkadziesiąt lat będzie to łatwiejsze - że nasze wnuki i prawnuki będą z wyrozumiałością spoglądać na dzisiejsze spory. Tymczasem daleko do porozumienia, dlatego uchwała, która stała się przedmiotem tego komentarza, nie zamyka dyskusji, a raczej uwypukla problem, stawiając go w centralnym punkcie. Żeby w przyszłości podejmować debatę na tematy najważniejsze: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak mają wyglądać Kaszuby za pół wieku, musimy wpierw opracować protokół rozbieżności: zgodzić się co do tego, w czym się nie zgadzamy. Inaczej bowiem będziemy przypominać chrześcijan różnych denominacji, którzy wprawdzie trzymają w ręku to samo Pismo Święte (Statut ZKP), ale każdy widzi w nim co innego. Mam nadzieję, że mimo wszystko się porozumiemy i nie będziemy skazywali naszych potomków na kaszubsko-kaszubskie spotkania ekumeniczne...

Toruń, 12-20.01.2004 r.

Rozmowa z A. Jabłońskim w „Nowym Państwie” (2.2004)

Mamy prawo być narodem. Rzeczpospolita wielu narodów¨(37)

Rozmowa z Arturem Jabłońskim wiceprezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego,
starostą powiatu puckiego, redaktorem naczelnym pisma „Pomerania”

Rozmawiał Andrzej Talaga

Artur Jabłoński urodzony w 1970 roku. Od 1990 współredaktor pierwszego pisma odrodzenia kaszubskiego „Tatczëzna”. Dziennikarz telewizyjny. W latach 1991-98 redaktor magazynu kaszubskiego w TVP Gdańsk. Od 2003 roku redaktor naczelny organu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego „Pomerania”

- Język kaszubski, mimo wysiłków grona zapaleńców, powoli ginie. Co poza nim jest wyznacznikiem kaszubskości? Co to znaczy być Kaszubą?

- Ludzie mówiący, że nasz język zaniknie - nie od razu, ale za parę pokoleń - mogą mieć rację. Zacząłem więc zadawać sobie to samo pytanie: co wyznacza naszą tożsamość? Chodziłem, pytałem. Jedni odpowiadali, że przywiązanie do ziemi, krajobrazu, inni, że wiara. Ale krajobraz jest tu taki jak gdzie indziej, wiara taka sama, jak u innych - katolicka, doszedłem więc do wniosku, że może samo pojęcie narodu będzie tym, co obroni naszą odrębność. Najważniejszy pozostaje jednak język. Ludy, które tracą język, tracą też tożsamość.

- Istnieją jednak narody, które utraciły język, a mają silną świadomość narodową. Choćby Irlandczycy, mówiący w miażdżącej większości po angielsku. Czy podobnie może być w wypadku Kaszubów?

- U nas nie można mówić o podobnej świadomości jak u Irlandczyków. Oni budowali odrębność na silnych antagonizmach z Anglikami. W wypadku Kaszubów takie procesy nigdy nie zachodziły, nie było konfrontacji z Polakami. Ruch kaszubski już od Floriana Ceynowy ["ojciec budziciel" kaszubszczyzny w XIX wieku, związany z ruchem słowianofilskim, skodyfikował język kaszubski - AT] zakładał związek z polskością. Ziścił się on w roku 1920, kiedy przynajmniej część Kaszub znalazła się w państwie polskim. Mimo że nie do końca Kaszubi i Polacy umieli się zrozumieć, że przez wiele lat Kaszubi mieli poczucie, iż są traktowani jak obywatele drugiej kategorii, mimo że nasz język był eliminowany ze szkół, z życia publicznego, nigdy nie doszło do żadnych poważnych konfliktów na tym tle.

- Co wam zatem pozostaje, co jest najważniejsze?

- Powtórzę raz jeszcze - język. Trzeba robić wszystko, by go zachować. Od wielu lat trwa odrodzenie językowe dzięki szkołom, Kościołowi i różnym organizacjom. Wszystko to ma doprowadzić do tego, by kaszubska mowa stała się użyteczna w życiu publicznym.

- Dlaczego zatem wydaje Pan swoje pismo po polsku? Inni poszli dalej, choćby wyłącznie kaszubskojęzyczny miesięcznik „Odroda”?

- To się zmieni. W 2004 „Pomerania” będzie wprawdzie dwumiesięcznikiem, ale znajdzie się w nim o wiele więcej artykułów w języku kaszubskim, nie tak jak do tej pory - tylko dodatki literackie czy edukacyjne. Musimy jednak pamiętać, że niewiele osób potrafi czytać i pisać po kaszubsku. Zajęcia w szkole w tym języku odbywają się dopiero od początku lat 90., wcześniej był on przekazywany jedynie ustnie. Oczywiście, od 1850 roku, od czasów Floriana Ceynowy, powstawała literatura kaszubska, niemniej docierała ona do bardzo wąskiej grupy działaczy. Dziś czytać i pisać po kaszubsku umie może sto kilkadziesiąt osób. Dopiero nowe pokolenia, dzieci, które zetknęły się w szkole z kaszubskim, będą w przyszłości - mam nadzieję - bardziej świadomymi odbiorcami kaszubskiego słowa pisanego.

- Podczas spisu w 2002 roku tylko pięć tysięcy sto osób podało jako narodowość - kaszubską. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że ponad 180 tysięcy Ślązaków zadeklarowało narodowość śląską. Dlaczego na Kaszubach idea narodowa ma tak słaby oddźwięk?

- Nie prowadziliśmy długotrwałej agitacji, by podawano narodowość kaszubską. Dopiero tuż przed spisem koledzy z redakcji „Odrody”, pisma, które reprezentuje nurt narodowy, wydrukowali kilkadziesiąt tysięcy ulotek nawołujących do podawania w spisie narodowości kaszubskiej. Inaczej było ze Ślązakami, ale Ruch Autonomii Śląska działa i głosi swoje idee od ponad dziesięciu lat. Dla Kaszubów znacznie istotniejsza była sprawa języka. Dopiero co doprowadziliśmy do tego, że nasza mowa w ogóle otrzymała status języka. W 1989 roku po raz pierwszy w polskim piśmiennictwie naukowym uznano, że kaszubski jest odrębnym językiem, co oddawało odczucia Kaszubów [w nauce okresu PRL obowiązywała wykładnia, że kaszubski jest dialektem języka polskiego, nauka zachodnia zaś zawsze uważała go za odrębny język. Polska przedwojenna także odmawiała kaszubskiemu statusu języka - AT]. Moim zdaniem, gdybyśmy od kilkunastu lat publicznie dyskutowali na temat narodu kaszubskiego, w spisie znacznie więcej osób podałoby narodowość kaszubską. Potrzeba naprawdę wielu lat, by zmienić świadomość naszej społeczności. Jeśli dziś zapytać Kaszubów, kim są, w zdecydowanej większości odpowiedzą, że po prostu Kaszubami, bez określania się narodowego.

- W spisach przedwojennych, obok deklaracji przynależności do różnych nacji, dopuszczano też wpis "tutejszy" dla tych, którzy nie mieli żadnej identyfikacji narodowej. W dzisiejszej Polsce także są "tutejsi" - tak określa się wielu prawosławnych na wschodzie i karpackich Rusinów. Czy "tutejszość" nie opisuje lepiej samoświadomości Kaszubów niż określanie ich mianem narodu?

- Rzeczywiście, taka identyfikacja obecnie dominuje. Być Kaszubą dla większości oznacza także bycie Polakiem, nie ma jeszcze wyrobionego poczucia odrębności narodowej.

- A czy, Pana zdaniem, Kaszubi są w ogóle narodem?

- Sądzę, że tak. Kaszubi mają wszelkie cechy narodu - język, kulturę, tradycję, obyczaje. Ci wszyscy, którzy tak się identyfikują - zaliczam do nich także siebie - mają do tego prawo.

- Starsi - tak wiekiem, jak i stażem - działacze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego sprzeciwiają się jednak uznawaniu Kaszubów za odrębny naród. Mówią raczej o podwójnej tożsamości polsko-kaszubskiej. Czy to pęknięcie ideowe między "starymi" i "młodymi" zagraża jedności ruchu kaszubskiego?

- Nie mówiłbym o pęknięciu w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim.

- Skoro jednak prezes Zrzeszenia Brunon Synak stanowczo sprzeciwia się nazywaniu Kaszubów narodem, a przewodniczący oddziału toruńskiego ZK-P Tomasz Piechowski jest jednym z czołowych działaczy opcji narodowej, to chyba jest pęknięcie? Zrzeszenie przyjęło przecież uchwałę ostro odcinającą się od opcji narodowej.

- Uchwała [przyjęta 13 grudnia ubiegłego roku - AT] w żaden sposób nie potępia postrzegania Kaszubów jako narodu, mówi wręcz, że każdy ma prawo do autoidentyfikacji - także narodowej - i nikomu się tego prawa nie odbiera. Natomiast głosi też, że Zrzeszenie jako organizacja reprezentująca Kaszubów nie może być wykorzystywane do kreowania idei narodu. Zapis o prawie każdego do autoidentyfikacji jest właśnie wynikiem kompromisu.

- Czy w takim razie ludzie, którzy głoszą poglądy narodowe, powinni odejść ze Zrzeszenia?

- Nie. W Zrzeszeniu jest miejsce dla różnych poglądów, dla różnych identyfikacji. Nie wyobrażam sobie, by na Kaszubach powstała jakaś nowa organizacja. Z punktu widzenia interesu kaszubskiego istotne jest, abyśmy współdziałali w ramach ZK-P. Naszą biblią powinien być akceptowany przez wszystkich statut, którego cele można jednak realizować w różny sposób. Moim zdaniem, najlepszym sposobem ich realizowania będzie rozwijanie idei narodowej, ale rozumiem i szanuję zdanie prezesa Synaka i innych, że statut jest także narzędziem do rozwijania idei regionalnej, etnicznej. Zobaczymy, co znajdzie w przyszłości posłuchanie u kaszubskiej społeczności.

- A nie ma tu przypadkiem sprzeczności celów między "młodymi" i "starymi"?

- Raczej sprzeczność metod. Mamy wiele wspólnego, ale różni nas sposób dochodzenia do celu. Ja jestem zwolennikiem spokojnej ewolucji, oni chcą uprawiać politykę faktów dokonanych. Grupa wydająca „Odrodę” ma prawo do głoszenia swoich poglądów, my, jako Zrzeszenie, nie dążymy do tego, by zakazać im wydawania swojej gazety. W początkach lat 90. były podejmowane kroki ze strony ówczesnych starszych działaczy ZK-P, by wytrącić nam z ręki oręż, jakim była „Tatczëzna”. Dzisiaj nikt już tak nie myśli, rozwinęła się demokracja. Z czasem, kiedy koledzy z „Odrody” zaczną dojrzewać, wsiąkać w nurt kaszubski jako jego kreatorzy, ich młodzieńcza zadziorność nieco się wypali.

- "Starzy" podkreślają, że wielu "młodych" podnoszących kwestię narodową nie jest nawet z pochodzenia Kaszubami, a jeśli mają jakieś kaszubskie korzenie, języka kaszubskiego muszą się dopiero uczyć. Czy nie mamy w tym wypadku do czynienia z typową nadgorliwością neofitów?

- Jest kilka osób wiodących w „Odrodzie” prym, które dopiero odnajdują się w kaszubszczyźnie. Redaktor naczelny tego pisma Paweł Szczypta urodził się w Gdyni w rodzinie niekaszubskiej, ale nauczył się kaszubskiego tak dobrze, że dzisiaj wygrywa konkursy ortograficzne i uczestniczy w redagowaniu słowników naszego języka. Nie dziwi mnie taka postawa, pokazuje jedynie, że kaszubszczyzna jest na tyle silna, że może przyciągać osoby, które z pochodzenia nie są Kaszubami.

- A Pan? Poznał Pan kaszubski w rodzinnym domu, czy musiał się go dopiero nauczyć?

- Należę do pokolenia lat 70., które nie otrzymało kaszubskiego w spadku po rodzicach, przynajmniej na północnych Kaszubach, gdzie już wtedy rozwijał się dosyć mocno ruch turystyczny. Właśnie w tym czasie Kaszubi przestali komunikować się z dziećmi we własnym języku. W moim wypadku było tak samo. Rodzice porozumiewali się ze sobą po kaszubsku, ze mną zaś po polsku. Kiedy na studiach wstąpiłem do klubu studenckiego „Pomorania” - a obowiązywała w nim zasada, że wszyscy jego członkowie mówią po kaszubsku, nie miałem z tym problemu. Zacząłem mówić niemal automatycznie, po prostu tak mocno w dzieciństwie przesiąknąłem kaszubską mową.

- Czyli został Pan świadomym Kaszubą dopiero na studiach?

- Własne pochodzenie uświadomiłem sobie w szkole średniej, w Niepokalanowie u ojców franciszkanów. Odkryłem tam z pewnym zdumieniem, że słowo skorznie, określające u nas kalosze, jest w tej części Polski nieznane. Tak samo bukse (spodnie) i wiele innych, używanych powszechnie w szkole podstawowej, którą kończyłem we Władysławowie. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły się ukazywać pierwsze zeszyty z tłumaczeniem na kaszubski Pisma Świętego, dokonanym przez Eugeniusza Gołąbka. Któregoś razu, podczas wakacji, wychodząc z niedzielnej mszy, kupiłem to tłumaczenie, przyszedłem do domu i próbowałem czytać na głos, tak by moja mama słyszała. Ale ona co chwilę kręciła głową i mówiła: "Wisz te co sinku? To choba nie je rychtych po kaszëbsku" (wiesz co synku, to chyba nie jest tak naprawdę po kaszubsku). Ona wówczas pierwszy raz zetknęła się z kaszubszczyzną literacką, w jej wsi mówiono dialektem. Wtedy Kaszubów nikt nie uczył pisać i czytać w ich języku.

- "Młodzi" podnoszą problem autonomii województwa pomorskiego. Dziś takie rozwiązanie jest prawnie niemożliwe, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Czy autonomia jest Kaszubom naprawdę potrzebna?

- Autonomia kulturowo-etniczna niewątpliwie sprzyjałaby rozwojowi Kaszub.

- Mówimy o autonomii politycznej.

- Jestem daleki od tego, ponieważ jako samorządowiec bardziej zmierzałbym w kierunku usamodzielniania województwa pomorskiego jako takiego. Przykładem mogą być niektóre landy niemieckie.

- Wyobraża Pan sobie taką sytuację, jak - powiedzmy - w Bawarii, gdzie przybysza wita najpierw tablica Freistaat Bayern, a dopiero potem skromniejszy napis "Niemcy". Czy chciałby Pan zobaczyć przy wjeździe na Pomorze tablice z napisem "Wolne Kaszuby"?

- Na pewno region powinien być wyróżniony, również przy użyciu kaszubskiej symboliki [flaga Kaszub ma barwę czarno-żółtą, a herbem jest czarny gryf na żółtym tle - AT].

- Polacy mogą mieć pewne podstawy, by obawiać się rozbudzenia kaszubskiej świadomości narodowej. Ostatnio narodowość kaszubską mieszkańcy Pomorza mieli okazję zadeklarować w październiku 1939 roku, kiedy Niemcy zorganizowali tu spis powszechny. Podało ją wówczas ponad 80 tysięcy osób. Wcześniej, za rządów polskich, jakoś nie było problemu narodu kaszubskiego.

- Ówczesny spis trzeba widzieć w szerszym kontekście. Odbył się on jeszcze przed największymi okropnościami wojny. One miały dopiero nadejść, jak chociażby Piaśnica, w której Niemcy wymordowali niemal całą północnokaszubską inteligencję. Pytano wówczas głównie o język, on był dla Niemców wyznacznikiem narodowości. Osiemdziesiąt tysięcy powiedziało wówczas, że ich językiem ojczystym (muttersprache) jest właśnie kaszubski. Taki wynik był też zapewne efektem tego, że nadzieje Kaszubów związane z państwem polskim okresu dwudziestolecia międzywojennego szybko zostały rozwiane w zetknięciu z twardą rzeczywistością. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że po roku 1920, po zachłyśnięciu się Polską, okazało się, iż dochodzi do wielu nieporozumień wynikających z różnic kulturowych. Sprowadzeni na Pomorze urzędnicy z Kongresówki byli dla Kaszubów czymś niebywałym. Podczas budowy portu w Gdyni pojawiły się oficjalnie instrukcje, by miejscowych zatrudniać w drugiej kolejności, a zwalniać w pierwszej. W efekcie w roku 1933 grono skupione wokół naszego działacza regionalnego Aleksandra Labudy doszło do wniosku, że należy przemówić do Kaszubów głosem własnej gazety, pojawiło się też po raz pierwszy hasło "Kaszuby dla Kaszubów". Wynik spisu z 1939 roku mógł być po części głosem protestu.

Dzisiaj żyjemy już w innej rzeczywistości, Polska jest demokratyczna, Kaszuby nie graniczą z Niemcami. Ja jestem bardzo zadowolony, że mieszkam w Polsce i nie chcę tego zmieniać ani nikogo nie będę namawiać do separacji.

- W historii ruchów odrodzeniowych niewielkich wspólnot etnicznych można zaobserwować radykalizację żądań. Pierwsze pokolenie "ojców budzicieli" skupia się na obronie kultury, tradycji, kodyfikuje język, tworzy literaturę. Następne mówi już o narodzie i potrzebie poszanowania jego praw, kolejne często wzywa do walki - również zbrojnej - o niepodległość. Tak działo się choćby w kraju Basków czy Bretanii. Czy podobny proces nie powtórzy się na Kaszubach, czy dzisiejsze nastolatki nie staną kiedyś do walki z Polską?

- Nie wydaje mi się, by taki proces powtórzył się na Kaszubach. My jesteśmy bliżsi idei odrodzenia narodowego fryzyjskiego [Fryzowie to germański naród zamieszkujący wybrzeże Holandii i Niemiec - AT] tworzącego przede wszystkim własne instytucje. Pragniemy szkolnictwa kaszubskiego - od podstawowego po wyższe - marzymy o własnym przemyśle filmowym, radiu itp. Nie wydaje mi się, by kolejne pokolenia sięgnęły po model baskijski. Nie widzę tak silnych antagonizmów, które by mogły je do tego skłonić. Skłamałbym, mówiąc, że w ogóle nie ma antagonizmów. Czasami, mówiąc między sobą, lubimy skomentować jakieś wydarzenie: "a co ty się dziwisz, przecież to jest Polak", ale nie świadczy to o tym, że nie ma wśród nas zrozumienia dla polskości, dla Polaków. Pewnie, że chcielibyśmy mieć własną reprezentację piłkarską, która grałaby na mistrzostwach Europy, ale póki jej nie mamy, będziemy na pewno kibicować drużynie polskiej.

- Powiat pucki, którego jest Pan starostą, jako pierwszy wprowadził dwujęzyczne polsko-kaszubskie tablice na swoich granicach. Nieznani sprawcy niszczyli na nich napisy kaszubskie. Czy będziecie kontynuować tę akcję?

- Ustawianie tablic w języku kaszubskim zaczęło się w połowie lat 90. Najpierw były to tablice na granicach, potem z nazwami ulic. Powiat pucki rzeczywiście zafundował je sobie jako pierwszy, bardzo szybko poszły za nami inne. Powiat kartuski przyjął uchwałę nie tylko o dwujęzycznych napisach przydrożnych, ale też na wszystkich tablicach urzędowych. Ten proces postępuje. Przeciwnicy dwujęzyczności nie pochodzą stąd, my tworzymy zwartą społeczność potrafiącą ze sobą współpracować. Dotyczy to zarówno większości kaszubskiej, jak i przybyszów z innych części Polski. Akty wandalizmu miały miejsce w sezonie letnim. Jestem przekonany, że były dziełem jakiejś grupy, która przyjechała tu na wakacje. Pomorscy Polacy akceptują nas, a my akceptujemy ich, żyjemy wszak na tej samej ziemi.

- Proces kaszubskiego odrodzenia narodowego daleki jest od zakończenia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że naród kaszubski jeszcze nie istnieje, ale dopiero się rodzi. Czy ten poród będzie udany?

- Mam nadzieję, że tak. Wielu spośród nas nie zechce być członkami tego narodu, wielu zrezygnuje z działalności na jego rzecz, ale, moim zdaniem, właśnie budowanie narodu jest najlepszą drogą do zachowania naszej tożsamości w Europie, gdzie tak ważna jest podmiotowość regionów. I w niczym nie zagraża to jedności państwa polskiego.

IV. Sytuacja Kaszubów oraz mniejszości narodowych na Pomorzu

Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejm RP

na wyjazdowym posiedzeniu w Gdańsku (18.5.2004)¨(38)

Biuletyn nr: 3189/IV

Komisja: Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 49/

Data: 18-05-2004

Mówcy:

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski
Poseł Jerzy Budnik (PO)
Rektor Uniwersytetu Gdańskiego Andrzej Ceynowa
Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Jacek Ciskowski
Poseł Jerzy Czerwiński (RKN)
Przedstawiciel Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej

Miasta Malborka i Okolic Jerzy Fryc
Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

Zbigniew Jankowski
Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

Wanda Kiedrowska
Dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji

Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku Danuta Kledzik
Pomorski Kurator Oświaty Jerzy Kortas
Poseł Janusz Lisak (niez.)
Poseł Andrzej Liss (PiS)
Przedstawicielka Rzecznika Praw Obywatelskich

Krystyna Milart-Szostak
Przedstawiciel Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie Manfred Ortman
Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Danuta Pioch
Przedstawicielka Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu

Grażyna Płoszajska
Poseł Franciszek Potulski (SLD)
Starosta Wejherowski Józef Reszke
Poseł Edmund Stachowicz (SLD)
Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)
Dyrektor Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych

w Ministerstwie Kultury Jerzy Zawisza

18 maja 2004 r. na wyjazdowym posiedzeniu w Gdańsku Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych, pod przewodnictwem posłanki Genowefy Wiśniowskiej /Samoobrona/, zapoznała się z:

- współpracą Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z władzami samorządowymi w województwie pomorskim,

- funkcjonowaniem szkół z językiem kaszubskim jako językiem dodatkowym,

- problemami kulturalnymi, edukacyjnymi i społecznymi mniejszości narodowych w województwie pomorskim,

- stosowaniem podwójnego nazewnictwa urzędów, ulic i miejscowości w województwie pomorskim.

W posiedzeniu udział wzięli przedstawiciele: Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, Ministerstwa Kultury, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Rzecznika Praw Obywatelskich, władz wojewódzkich i samorządowych, Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej Miasta Malborka i Okolic, Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Otwieram wyjazdowe posiedzenie Komisji. Witam władze wojewódzkie, przedstawicieli mniejszości narodowych, posłów województwa pomorskiego i przedstawicieli rządu. Najpierw przedstawię opracowany wspólnie ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim porządek dzienny posiedzenia. Punkt pierwszy: współpraca Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z władzami samorządowymi w województwie pomorskim; punkt drugi: funkcjonowanie szkół z językiem kaszubskim jako językiem dodatkowym; punkt trzeci: problemy kulturalne, edukacyjne i społeczne mniejszości narodowych w województwie pomorskim; punkt czwarty: stosowanie podwójnego nazewnictwa urzędów, ulic i miejscowości w województwie pomorskim.

Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o państwa sukcesach i problemach. Posiedzenie jest okazją także do wymiany poglądów i przedstawienia problemów, bo czegokolwiek byśmy dotknęli, ważna jest dotycząca każdego z nas, a przede wszystkim mniejszości, kwestia finansowa. Są tu z nami przedstawiciele władz wojewódzkich, więc na pewno będą pytania, na które uzyskamy konkretne, rzeczowe odpowiedzi. Z większością z państwa spotykamy się pierwszy raz, dlatego pozwolę sobie przedstawić w skrócie Komisję.

Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych obecnej kadencji rozpoczęła działalność w październiku 2001 r. Ujmowane w półrocznych planach pracy zadania, jakie stawiamy przed sobą, można ująć w trzy kategorie. Pierwsza kategoria to tworzenie prawa dotyczącego mniejszości narodowych i etnicznych. Druga kategoria to analiza zagadnień problemowych. Trzecia kategoria to konsultacje i spotkania z mniejszościami oraz interwencje w sprawach dotyczących tych środowisk - taki jest cel naszej dzisiejszej wizyty w Gdańsku.

Jeśli chodzi o tworzenie prawa regulującego sprawy mniejszości, już na początku kadencji w 2002 r. Komisja wystąpiła z inicjatywą ustawodawczą, której przedmiotem jest projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Do prezentowania Komisji w pracach nad tym projektem został upoważniony poseł Józef Czykwin. Po pierwszym czytaniu w Sejmie, które odbyło się w dniach 15 i 16 lutego 2002 r., projekt został skierowany do dalszych prac w Komisjach: Mniejszości Narodowych i Etnicznych, Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Edukacji, Nauki i Młodzieży, które wspólnie powołały podkomisję pod przewodnictwem posła Jerzego Szteligi. Sprawozdanie podkomisji o tym projekcie będzie przedmiotem obrad Komisji w dniu 28 maja br. - podczas następnego posiedzenia Sejmu.

W płaszczyźnie problemowej Komisja zajmowała się między innymi takimi kwestiami, jak szkolnictwo mniejszości narodowych, dostęp mniejszości do mediów publicznych, ochrona zabytków, skargi i wnioski skierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawach osób należących do mniejszości narodowych, oraz podjętymi w związku z tym działaniami. Komisja bardzo poważnie odniosła się do problemu przeciwdziałania asymilacji oraz dyskryminacji i ksenofobii, a także kształtowania w szkole postaw otwartości i tolerancji wobec osób należących do mniejszości narodowych i etnicznych, omawiając te zagadnienia na posiedzeniach.

W pracach brali udział przedstawiciele resortów: spraw wewnętrznych i administracji, nauki, edukacji, a także pełnomocnik rządu do spraw równego statutu kobiet i mężczyzn, sekretarz stanu Izabela Jaruga-Nowacka, do niedawna odpowiedzialna między innymi za utworzenie i przygotowanie do pracy Urzędu do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji z Powodu Rasy, Pochodzenia Etnicznego, Religii i Przekonań.

W związku z możliwościami, jakie stwarza wejście Polski do Unii Europejskiej Komisja poświęciła osobne posiedzenie na zapoznanie przedstawicieli mniejszości z informacją UKIE na temat korzystania z pomocy finansowej pochodzącej z budżetu wspólnotowego, realizowanej między innymi poprzez różne programy, takie jak PHARE, ISPA czy SAPARD.

Do ważnych zadań Komisji należy coroczne rozpatrywanie projektu budżetu Ministerstwa Kultury w części dotyczącej mniejszości narodowych. Znając trudności stowarzyszeń mniejszościowych, związane z finansowaniem działalności kulturalnej, Komisja co roku występuje do Sejmu za pośrednictwem Komisji Finansów Publicznych z wnioskiem o zwiększenie kwot proponowanych w projekcie budżetu resortu kultury. Tak na przykład, w 2001 Komisja wniosła o zwiększenie środków przeznaczonych na działalność kulturalną organizacji mniejszości o 4 mln zł, przy proponowanej kwocie 1750 tys. zł. W rezultacie wydatki Departamentu Mniejszości Narodowych wyniosły około 6 mln zł. W 2002 r. Komisja wystąpiła o zwiększenie środków finansowych na kulturę mniejszości o 1 mln zł przy proponowanej kwocie 5040 tys. zł. W 2003 r. Minister Kultury przyznał dodatkowo 800 tys. zł na działalność kulturalną mniejszości narodowych i etnicznych.

Komisja ściśle współpracuje z przedstawicielami resortów: kultury, edukacji, spraw zagranicznych, Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz zespołu do spraw mniejszości narodowych kierowanego przez podsekretarza stanu w MSWiA. Dzięki temu jesteśmy na bieżąco informowani o realizacji zadań dotyczących mniejszości narodowych. Jeśli chodzi o ostatni obszar działalności, Komisja utrzymuje stały kontakt z przedstawicielami mniejszości narodowych i etnicznych - bądź zapraszając ich na posiedzenia w Sejmie, bądź też spotykając się z nimi, jak dziś, na posiedzeniach wyjazdowych. W 2002 r. odbyło się posiedzenie wyjazdowe Komisji w województwie małopolskim, w 2003 r w podlaskim, a dziś jesteśmy w województwie pomorskim.

Wielką uwagę poświęca Komisja sprawom znajdującej się w szczególnie trudnej sytuacji bytowej i oświatowej mniejszości romskiej. W latach 2001-2003 stale monitorowaliśmy realizację rządowego programu pilotażowego na rzecz społeczności romskiej w województwie małopolskim. Wystąpiliśmy także do Prezesa Rady Ministrów z dezyderatem o objęcie rządowym programem całej mniejszości romskiej w Polsce.

W czerwcu 2003 r. w Sejmie odbyła się międzynarodowa konferencja z udziałem przedstawicieli mniejszości narodowych, poświęcona europejskiej karcie języków regionalnych i mniejszościowych. W celu udostępnienia wiadomości na temat sytuacji i praw oraz działań organizacji mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, Komisja zainicjowała opracowanie i wydanie publikacji pod tytułem "Mniejszości narodowe w Polsce". Informator na 2003 rok został wydany na początku bieżącego roku, myślę, że państwo otrzymaliście go, ponieważ został skierowany przez sekretariat Komisji do przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych.

W skrócie przedstawiłam państwu zakres działania naszej Komisji. Myślę, że teraz przejdziemy do porządku dziennego.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :

Jako współorganizator wizyty Komisji chciałbym serdecznie powitać państwa na Pomorzu i Kaszubach, tu, w Sali Herbowej, w której odbywamy sesje plenarne Sejmiku. Myślę, że państwa pobyt tu i dyskusja będą owocne, mam nadzieję, choć nie powiem, że wielką, że wizyta Komisji na Pomorzu wpłynie na przyspieszenie prac nad projektem ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Jako osoba wierząca, chyba z tego powodu wierzę, iż ustawa zostanie przyjęta przez Sejm obecnej kadencji.

Prace nad projektem trwają już wiele lat, ale cieszymy się, że Komisja je kontynuuje. Nie wiem, jak to wygląda naprawdę, ale Komisja tylko w części może brać na siebie odpowiedzialność za ten stan rzeczy, bo prace nad projektem trwają już bardzo długo. Mogę tylko powiedzieć, że jako Zrzeszenie, przedstawiciele Kaszubów, poza drobnymi uwagami jesteśmy zadowoleni z tej wersji projektu, która do nas dotarła. Cieszymy się, że prace nad projektem potoczyły się w tym kierunku.

Słyszałem, że posiedzenia Komisji nie trwają dłużej niż dwie godziny, więc zrobię wszystko, żeby nie zakłócić państwu tego harmonogramu - będę mówił bardzo krótko, choć zagadnienie, o którym mam mówić - współpraca między Zrzeszeniem i samorządami - jest dość obszerne. Wolałbym jednak, i to samo dotyczy następnych punktów porządku, aby był jeszcze czas na pytania, dyskusje, może też z przedstawicielami innych grup mniejszościowych.

Członkowie Komisji dużo wiedzą już o Zrzeszeniu i Kaszubach, bo my systematycznie uczestniczymy w jej posiedzeniach, za co jesteśmy wdzięczni. Chcę tylko przypomnieć, że Zrzeszenie jest jedną z najstarszych organizacji regionalnych na Pomorzu, a być może też w Polsce - zostało utworzone w 1956 r. w okresie odwilży politycznej. Możemy poszczycić się tym, że właściwie nasze prace nigdy nie zostały przerwane, choć toczyły się z rożną aktywnością. Jednak zawsze kierowaliśmy się zasadą, aby robić w każdych warunkach tyle, ile jest możliwe. W stanie wojennym mieliśmy przejściowe problemy, ale nasza działalność nie została zawieszona.

Przetrwaliśmy i myślę, że także to spowodowało, iż jesteśmy dziś prężną, dużą i silną organizacją, która liczy około 7-8 tys. członków i 85 oddziałów terenowych - trzy czwarte z nich znajduje się w województwie pomorskim. Tu, w części kaszubskiej województwa, niemalże w każdej gminie znajduje się oddział zrzeszenia, w niektórych gminach mamy nawet kilka, a w jednej cztery oddziały. Liczba oddziałów zwiększa się.

Jeśli chodzi o współpracę z samorządami, na swoim własnym przykładzie mogę powiedzieć, że jest ona znakomita, ponieważ jako prezes Zrzeszenia nie mam żadnych problemów w porozumiewaniu się z przewodniczącym Sejmiku Województwa Pomorskiego, którą to funkcję także pełnię. Jednak mówiąc poważnie, współpraca z samorządami dlatego układa się dobrze, że pracuje tam dużo naszych członków. Nie jesteśmy w stanie dokładnie ich policzyć, ale w województwie jest to liczba rzędu około 200 radnych. Poza województwem przypadki samorządowców członków ZKP są mniej liczne, ale tu do Zrzeszenia należy bardzo wielu przewodniczących rad gmin, czy nawet starostów. Nie czynimy specjalnych zabiegów, aby samorządowcy, zwłaszcza osoby pełniące ważne funkcje, byli członkami ZKP, nie zachęcamy ich do wstępowania do Zrzeszenia. Nawet bardziej cenimy sobie takie osoby, które nie są naszymi członkami, ale okazują nam życzliwość.

Ogólnie mogę jednak powiedzieć, że nie mamy żadnego powodu do narzekania na współpracę, czy to z wójtami, czy z burmistrzami, starostami, prezydentami, nawet w tych miejscowościach, które nie są ściśle kaszubskie. Tam, gdzie 90% członków rad stanowią Kaszubi, a w tym 70% - nasi członkowie, jest rzeczą naturalną, że ta współpraca musi układać się dobrze, ale nawet tu, myślę tu o Gdańsku, w którym Kaszubi stanowią pewnie 7, może 8% mieszkańców, współpraca z władzami miejskimi także układa się doskonale.

Mamy szereg imprez, które organizujemy wspólnie z samorządami. Z całą pewnością najważniejszą imprezą, która odbywa się już szósty raz z rzędu, jest Zjazd Kaszubów, organizowany wspólnie przez Zrzeszenie i miasto-powiat, w którym odbywa się w danym roku. Poprzedni zjazd odbył się w Pucku, a najbliższy - 10 lipca br. - odbędzie się w Kościerzynie. Zjazdy odbywały się w Kartuzach, Wejherowie, Helu i Chojnicach. Jest dla nas szczególnie korzystne, iż władze samorządowe angażują się bardzo mocno w zjazdy, biorąc na siebie stronę organizacyjno-finansową, podczas gdy Zrzeszenie - kulturową i także oczywiście organizacyjną.

Podejmujemy wspólne działania we wszystkich dziedzinach, które są przedmiotem naszej działalności, a w statucie zapis dotyczący zadań i celów Zrzeszenia jest bardzo szeroki. Należy do nich wszechstronny - ekonomiczny, społeczny, kulturowy rozwój Kaszub i Pomorza. Nie chcę tu wkraczać na teren kultury, edukacji, o tym będą mówili inni, ale ogólnie, gdybym próbował jakkolwiek oceniać współpracę w tych dziedzinach, ona na wszystkich poziomach jest dobra. Być może najsłabsza jest na poziomie samorządu wojewódzkiego, dlatego że niektórzy uważają, iż jesteśmy organizacją bardzo wpływową, chcemy za dużo. W związku z tym nie wykonujemy żadnych ruchów, czekając na to, jaką decyzję podejmą życzliwe nam osoby, na przykład pani Danuta Kledzik, wiceprzewodnicząca Sejmiku i przewodnicząca komisji grantowej. Nie mamy jednak podstaw do protestów.

W województwie pomorskim powszechny zasięg ma system grantów, w którym uczestniczymy na następującej zasadzie. W przypadku imprez ogólnowojewódzkich, czy nawet ponadregionalnych, Zarząd Główny Zrzeszenia kieruje wnioski grantowe do komisji, której przewodniczy pani Danuta Kledzik. Oddziały organizujące przedsięwzięcia w wymiarze powiatowym lub szerszym kierują wnioski do powiatów, natomiast oddziały działające na terenie gmin i organizujące przedsięwzięcia o zasięgu gminnym, zwykle otrzymują wsparcie ze strony gmin. Rozumiejąc jednak trudną sytuację samorządów, nie przesadzamy i oczekujemy pomocy tylko w tych warunkach, sytuacjach, przypadkach, kiedy nie możemy poradzić sobie sami.

Minęło już 5 minut i chyba na tym powinienem zakończyć referowanie zagadnienia współpracy miedzy samorządami i Zrzeszeniem. Na koniec powiem o pewnym niuansie, "zahaczającym" o politykę. Niektórzy od czasu do czasu zarzucają nam, raczej cicho niż głośno, że za bardzo wkraczamy w politykę. Jakie jest nasze stanowisko w tej sprawie? Jeżeli polityka oznacza oddziaływanie, czy próbę wpływania na, to aby podejmowane przez samorządy decyzje były mądre, obojętnie, czy w zakresie gospodarki, czy ochrony środowiska, czy kultury, to w takim sensie chcemy odgrywać rolę polityczną, - ale tylko w takim sensie.

Natomiast unikamy wypełniania funkcji partii czy kryptopartii, nie chcemy też wyręczać władz samorządowych. Mamy dwie gminy, w których Zrzeszenie zorganizowało komitety wyborcze. W jednym przypadku jest tak już od 1990 r. i funkcjonuje znakomicie - praktycznie wszyscy radni są członkami Zrzeszenia i nie ma tam konfliktów. Trzeba jednak zauważyć, że radni potrafią oddzielić rolę działacza społecznego od roli lokalnego polityka. Jest też drugi przypadek, gdzie taki komitet zawiązał się po raz pierwszy i wywodzący się z nominacji naszego komitetu burmistrz jest członkiem Zrzeszenia. Staramy się jednak nie podążać w tym kierunku, nie wyręczać władz, nie zastępować partii i zachować pewien dystans - chociażby dla zdrowia psychicznego, abyśmy mogli obarczyć kogoś winą za to, że chodniki są dziurawe, bądź występują inne niedoskonałości w funkcjonowaniu samorządów.

Jeśli chodzi o poziom wojewódzki, w Sejmiku zasiada 10-11 członków Zrzeszenia, ale nie mamy żadnego klubu Kaszubów. Jako Kaszubi mamy różne - choć trzeba powiedzieć, że w większości prawicowe - orientacje partyjne i polityczne. Jednak naszymi członkami są członkowie wszystkich głównych działających w tej chwili w parlamencie partii. Uważamy, że tak być powinno, aczkolwiek, jeśli program partii nie jest zgodny z naszym programem, a więc wzmacnianiem myślenia regionalnego, małych ojczyzn, oczywiście mało takich osób zmierza w naszą stronę. Niemniej jednak jesteśmy otwarci, ekumeniczni. Tym politycznym akcentem zakończę moje wystąpienie, jeśli będą jakieś pytania, chętnie na nie odpowiemy.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Witając państwa miałam nadzieję, i tak się stało, że będziecie państwo mówić przede wszystkim o swoich sukcesach, które pan prezes mocno akcentował. Jednak dyskusja na pewno wykaże, iż także tu występują problemy, z którymi trzeba sobie radzić - bezpośrednio bądź odwołując się do czynników rządowych.

Poseł Janusz Lisak /niez./ :

Przepraszam za spóźnienie, ale o 1,5 godziny opóźnił się samolot z Warszawy.

Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Danuta Pioch :

Pracuję w Zespole ds. Oświaty przy Zarządzie Głównym Zrzeszenia, jestem również konsultantem do spraw nauczania języka kaszubskiego, a na co dzień - dyrektorem Szkoły Podstawowej w gminie Sierakowice, gdzie uczymy języka kaszubskiego już od dobrych kilku lat. Postaram się przybliżyć państwu sprawy związane z nauczaniem na Kaszubach języka kaszubskiego.

Zacznę od stwierdzenia, że na dzień dzisiejszy trudno nam oszacować dokładną liczbę szkół uczących języka kaszubskiego, jak również - uczniów uczących się tegoż języka. Nauka rozwija się bardzo intensywnie, z każdym nowym rokiem szkolnym rozpoczyna ją wiele szkół i w związku z tym do tej pory nie potrafimy poradzić sobie ze zbieraniem danych na ten temat. Jestem przekonana, że takie dane posiada i Główny Urząd Statystyczny i Ministerstwo Edukacji i Sportu, które przecież przesyła nam subwencję oświatową na nauczanie. Może dobrze byłoby, gdyby również Zrzeszenie mogło otrzymywać taką zbiorczą informację - wtedy wiedzielibyśmy dokładnie, jak wygląda nauczanie języka kaszubskiego na terenie naszego województwa.

Nie jesteśmy zorientowani do końca w tej sprawie, ponieważ szkoły prowadzą różne formy nauczania, za chwilę powiem o tym dokładnie. Mamy taką prośbę, o ile to tylko możliwe. Swego czasu, jeszcze z poprzednim kuratorem oświaty próbowaliśmy wdrożyć ankietę, która ukazywałaby się na początku każdego roku szkolnego - wtedy nasza wiedza byłaby pełniejsza. Niestety, z wiadomych powodów prace zostały przerwane i dziś zwracamy się z takim apelem do przedstawicieli władzy centralnej. Wiemy, że na pewno byłoby to możliwe.

Mogę przytoczyć bardzo przybliżone dane - szacujemy, iż w tej chwili na całych Kaszubach języka kaszubskiego uczy się około 5 tys. uczniów - na różnych poziomach, w różnych szkołach. Mam dokładne dane dotyczące tylko jednego powiatu kaszubskiego, bo jest mi on najbliższy, mam tu na myśli powiat kartuski, gdzie języka kaszubskiego uczy się w jednym przedszkolu, w trzydziestu trzech szkołach podstawowych - około 1290 uczniów, dziewięciu gimnazjach - około 234 uczniów i w trzech szkołach ponadgimanzjalnych - około 63 uczniów. Jednak, tak jak mówiłam, niestety dziś nie potrafimy podać dokładnej informacji dotyczącej nauki języka kaszubskiego na całych Kaszubach.

Szkoły prowadzą zajęcia na podstawie rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 3 grudnia 2003 r. W rozporządzeniu określono cztery formuły nauczania, możliwe do wyboru przez szkoły.

W pierwszej formule są szkoły z językiem nauczania grupy etnicznej i takich nie ma na Kaszubach.

W drugiej formule mieszczą się szkoły dwujęzyczne, i tu także raczej nie notujemy takich szkół, chociaż pewnie pan Witold Bobrowski będzie oponował przeciwko takiemu stwierdzeniu, ale to już jest jego interpretacja.

Mamy też trzecią formułę, którą przyjęła większość z placówek uczących języka kaszubskiego - szkołę z dodatkową nauką języka.

Czwarta formuła - międzyszkolne zespoły nauczania języka także raczej u nas nie funkcjonuje.

Zatem, jak już powiedziałam, stosujemy formułę dodatkowej nauki języka, a to oznacza, że zgodnie z rozporządzeniem uczymy języka kaszubskiego w odpowiednich oddziałach w wymiarze 3 godzin tygodniowo.

Tak powinno to być realizowane zgodnie z rozporządzeniem. Wspomniane rozporządzenie, zresztą bardzo dobrze przygotowane, reguluje również sprawy organizowania zajęć przez szkołę - wszystkie kwestie formalne, których powinni dopełnić szkoła i rodzice, aby mogło zostać uruchomione nauczanie. Reguluje także limit uczestników, tu ukłon w stronę tych, którzy opracowali rozporządzenie. Bardzo ucieszyła nas wiadomość, że nie obowiązuje już, tak jak to było do tej pory, limit 14 uczniów w szkole gimnazjalnej - od grudnia 2003 roku ograniczono go do 7 osób. Jest to bardzo ważna decyzja, ponieważ trudno jest tworzyć grupy między-oddziałowe, czy międzyklasowe z różnych klas gimnazjalnych, w sytuacji, kiedy młodzież dojeżdża, bo w większości tak wygląda nasza kaszubska rzeczywistość. Trudno jest skonstruować plan zajęć tak, aby utworzyć z uczniów kolejnych oddziałów czy klas jedną zorganizowaną grupę. Jeszcze raz powtórzę - ten przepis został bardzo dobrze dopasowany do rzeczywistości. Rozporządzenie określa również procedurę postępowania wtedy, kiedy w szkole nie ma możliwości organizowania zajęć. Cieszy to, że żaden z wniosków rodziców czy ucznia nie może zostać pominięty i pozostawiony bez odpowiedzi. To również jest bardzo ważne i niewątpliwie nadaje temu przedmiotowi i całej sprawie dużego prestiżu.

Oprócz zajęć z języka kaszubskiego, tak jak we wszystkich regionach Polski, szkoły realizują też ścieżkę "edukacja regionalna, dziedzictwo kulturowe w regionie", bo przecież jest to obowiązkiem każdej ze szkół, jednak te zajęcia odbywają się jak gdyby dodatkowo - nasi uczniowie mają o wiele więcej zajęć o regionie.

Języka kaszubskiego uczymy zgodnie z o wytycznymi nauczania tegoż języka, zawarte w podstawie programowej, która bardzo precyzyjnie określa, jakie treści powinny zostać zrealizowane, żeby ten przedmiot był traktowany tak jak wszystkie pozostałe. Do tej pory mieliśmy trochę problemów, kiedy szkoła decydowała się uruchomić zajęcia z nauki języka kaszubskiego, w sytuacji, gdy rok rozliczeniowy subwencji ministerialnej rozpoczyna się od dnia 1 stycznia, a rok szkolny - od 1 września. Cieszymy się, że ta sprawa została rozwiązana i organy prowadzące szkoły mają możliwość, korzystając z tej ścieżki, wystąpienia do ministerstwa o naliczenie tak zwanej subwencji wyrównawczej i z związku z tym nie muszą ponosić kosztów z własnych zasobów.

Wiemy, jak ważne jest sprawozdanie S 15 dla Głównego Urzędu Statystycznego o nauczaniu języka ojczystego, które szkoły wypełniają według stanu na dzień 30 września. Na podstawie tegoż sprawozdania otrzymujemy potem subwencję na prowadzenie wspomnianych zajęć. Mnożnik wynosi 0,2, a jeśli w szkole nie ma ponad 42 uczniów uczących się języka kaszubskiego, podwyższa się go do 0,5. Takie obwarowanie prawne jest bardzo pozytywne, ponieważ doskonale wiemy, iż przy grupie 10, 12, 15 a nawet 20 uczniów organ prowadzący mógłby mieć problemy finansowe z opłaceniem zwykłych godzin nauczycielskich. W związku z tym, cieszymy się, że również ten problem został dostrzeżony i rozwiązany.

Nauczanie języka kaszubskiego zatacza coraz szersze kręgi, z każdym nowym rokiem szkolnym przystępuje do niego coraz więcej szkół. Trochę wolniej współgrają z tymi zmianami kwestie dotyczące programów nauczania, i podręczników.

Jednak i tu ślę ukłon w stronę administracji centralnej, bo współpraca z jej organami układa nam się coraz lepiej - proponuje nam się bardzo ciekawe warunki realizacji naszych różnych pomysłów. Mówię tu o wydawaniu podręczników, które pojawiają się już, choć nie są jeszcze bardzo liczne. Mamy tu trochę problemów, ale trzeba pamiętać, że rozpoczęliśmy niedawno. Kontrola Najwyższej Izby Kontroli zarzuciła pewnej liczbie szkół gimnazjalnych na Kaszubach, że nie mają jeszcze podręczników, a już uczą języka. Tak wygląda dziś nasza rzeczywistość. Jest to niewątpliwie mankament, wiemy, że uregulowane powinny być sprawy formalne, w tym - opracowane podręczniki, niestety, nie zawsze tak jest. Opracowywane są programy i materiały, podręczniki, ale to wszystko musi potrwać. Oferta podręcznikowa jest w tej chwili może nie imponująca, ale wydaje nam się, że pierwsze, podstawowe potrzeby nauczycieli zostały zaspokojone.

Do tej pory problemem były również odpowiednie kwalifikacje kadry nauczycielskiej, dziś mamy już na Kaszubach ponad 100 nauczycieli, którzy ukończyli podyplomowe studium języka kaszubskiego, zorganizowane przez Uniwersytet Gdański, przy współpracy Zrzeszenia. W związku z tym, mamy przygotowaną kadrę. Jak na niewielki region 100 nauczycieli to nie jest mało. Poza tym korzystano często z możliwości, którą również nam stworzono, iż tymczasowe uprawnienia do nauki tego języka może nadawać Zrzeszenie. Taką ścieżkę również wykorzystujemy, czasami raz, a jeśli jest potrzeba, to dwa razy w roku Zrzeszenie rozpatruje wnioski nauczycieli, którzy chcieliby uczyć i mieć zabezpieczenie prawne, aby nie zarzucano nam, że uczymy niezgodnie z prawem. Oczywiście, jest tu warunek, iż uprawnienia nadawane przez Zrzeszenie mają charakter tymczasowy - do momentu, kiedy nie zostaną zorganizowane następne zajęcia dla nauczycieli.

Następna, nurtująca nas i dość kontrowersyjna sprawa wiąże się z oceną, którą stawiamy uczniom z języka kaszubskiego. Mianowicie, co trochę nas martwi, na naszym terenie pojawiły się dwa sposoby oceny. Przygotowaliśmy pismo do ministerstwa z prośbą o wykładnię - jak mamy podchodzić do tej sprawy. Wydaje nam się, że jeśli mamy oddzielne rozporządzenie, jeśli uczniowie otrzymują w szkole dodatkową subwencję, jeśli rodzice składają ważny wniosek, to i przedmiot powinien być traktowany jako obowiązkowy, a ocena - wliczana do średniej. Nie ukrywam, że bardzo poprawiłoby to nam relacje pomiędzy szkołą, rodziną, dzieckiem, poprawie uległaby także sytuacja języka kaszubskiego. Natomiast są szkoły - ja nawet się domyślam przyczyn, nie chcę poruszać tego problemu szerzej, bo może być to problem do dyskusji - stosujące drugą interpretację, zgodnie z którą język kaszubski jest przedmiotem dodatkowym. W związku z tym nie wlicza się go do średniej i wypisuje na świadectwie w zupełnie innym miejscu, niż przedmioty obowiązkowe. Taka interpretacja trochę nam szkodzi, bowiem jeśli coś jest dodatkowe, dobrowolne, to czasami sami uczniowie zaczynają się zastanawiać, czy jest większy sens poświęcać kolejne trzy godziny na pobyt w szkole, kiedy nawet nie można zaliczyć oceny z tego przedmiotu do średniej. Bardzo prosimy o wykładnię w tej sprawie.

W województwie pomorskim powstały systemy doradztwa nauczycielom, którzy zajmują się nauczaniem języka kaszubskiego. W tej chwili mamy dwóch takich doradców - w powiecie kartuskim tę funkcję pełnię ja, natomiast w powiecie puckim została powołana koleżanka Elżbieta Ścibor. Nie jest to dużo - powiatów kaszubskich mamy wiele, stąd siłą rzeczy z naszej pomocy korzystają nauczyciele pracujący na terenie innych powiatów. Przyjeżdżają czasami setki kilometrów, żeby zasięgnąć rady, opinii, bo ciągle mają problemy z tak młodym jeszcze przedmiotem i nie wiedzą, jak postępować w różnych sytuacjach. Myślę, że i tego wkrótce się dopracujemy, ale jeszcze czujemy ogromne potrzeby w tym zakresie.

Chcę przekazać państwu bardzo dobrą wiadomość, mianowicie, iż przy udziale Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej opracowaliśmy informator do matury z języka kaszubskiego. W związku z tym nasi uczniowie, po przejściu ścieżki kształcenia od szkoły podstawowej, przez gimnazjalną, do średniej, będą mieli możliwość wyboru jako jednego z przedmiotów maturalnych właśnie języka kaszubskiego. Czekamy na to, co się wydarzy w przyszłym roku szkolnym, kiedy po raz pierwszy będzie taka możliwość. Jesteśmy przekonani, bo mamy takie głosy ze środowiska, że będą chętni do zdawania matury z języka kaszubskiego.

Niedawno zmieniło się rozporządzenie dotyczące recenzentów. Teraz to już nie Zrzeszenie rekomenduje recenzentów, ale z taką propozycją powinny wystąpić uczelnie wyższe. Myślę, że wkrótce uporamy się z tą sprawą, po prostu po zmianie rozporządzenia zostaliśmy bez listy recenzentów, a ciągle dzieją się różne sprawy, powstają programy, podręczniki, ukazują się różne inne pozycje, które wymagają recenzji, choćby wspomniane informatory czy zestawy maturalne. W związku z tym wydaje nam się, że sprawa jest dość pilna i godna rozpatrzenia.

Chciałabym zakończyć moje wystąpienie optymistycznym akcentem, zresztą mam nadzieję, że to wszystko, co mówię, odbierają państwo w ten sposób. Bardzo optymistyczna jest informacja, że rozwija nam się współpraca międzynarodowa. Już od kilku lat Kaszubi współpracują z holenderskimi Fryzami, bierzemy udział w programie pod nazwą "Naczynia połączone", kilkanaście szkół na Kaszubach nawiązało w ten sposób trwałe i bardzo owocne kontakty. Bardzo dużo nauczyliśmy się od tej grupy etnicznej. W naszej działalności ciągle mamy jeszcze pewien niedosyt, bo tak to pewnie już zawsze jest, ale okazuje się, że są tacy, którzy chcieliby nauczyć się pewnych rzeczy od Kaszubów, a przynajmniej podpatrzeć, jak rozwiązali różne sprawy, bądź przynajmniej próbują sobie z nimi poradzić. Nawiązujemy kontakty z Tatarami Krymskimi, Żmudzinami i jeszcze kilkoma innymi grupami, może jeszcze zbyt wcześnie na to, aby wymieniać je na tym forum. Widzimy jednak, że kontaktów jest coraz więcej, co znaczy, że ktoś dostrzegł, że nie dzieje się u nas źle, a wręcz przeciwnie, i w związku z tym warto byłoby nawiązać kontakty.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Myślę, że obecni tu przedstawiciele administracji rządowej zanotowali już sobie kilka zadanych przez panią pytań dotyczących dwutorowej interpretacji nauki języka kaszubskiego, recenzentów i problemu nauczycieli mianowanych tymczasowo przez Zrzeszenie.

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski :

Jestem dyrektorem szkoły podstawowej, uczę języka kaszubskiego od 1991 roku i miałem okazję występować przed Komisją w dniu 20 czerwca 1994 roku. To były same początki, nie otrzymywaliśmy jeszcze wtedy subwencji - korzystamy z niej od 1996 r. Oczywiście cieszymy się z ochrony prawnej i możliwości zwiększenia subwencji. Szkoła na Głodnicy liczy w tej chwili 18 u czniów, jako szkoła 6-klasowa utrzymuje się wyłącznie z subwencji wynoszącej niecałe 60 tys. zł.

Uzupełniłbym wypowiedź pani Danuty Pioch tylko w ten sposób, iż kształcenie nauczycieli wymagałoby rozwiązania instytucjonalnego. Wydaje mi się, że absolwenci kierunków pedagogicznych Uniwersytetu Gdańskiego jednocześnie w pewnym procencie powinni mieć przygotowanie do nauki języka kaszubskiego, bo jednak 100 nauczycieli plus pewna liczba osób z pozwoleniem czasowym to zbyt mało na 5 tys. uczniów, tym bardziej że często są to małe szkółki.

Jest jeszcze jedna sprawa, mianowicie podręczniki. Oczywiście pracy jest tu mnóstwo, tylko czasami zdarzają się dość skomplikowane sytuacje. Mianowicie nasza młodzież uczy się w szkole języka kaszubskiego, natomiast na lekcjach języka polskiego, geografii, czy historii z podręczników, które mają pozwolenie ministerstwa edukacji dowiaduje się, że uczy się gwary. Dla nas, Kaszubów, sprawa jest ważna, a sytuacja wygląda dość schizofrenicznie.

Przypomnę, że do 1989 roku nie było języka kaszubskiego, który to termin był objęty zapisem cenzorskim - nie można było go używać, ba, szkoła ma wybitne zasługi, jeśli chodzi o tępienie języka kaszubskiego. W latach 1970 zdarzały się przypadki, że za brak opanowania języka polskiego w dostatecznym stopniu uczniów kierowano do klas specjalnych. Gdyby takich uczniów było kilku na szkołę, nie byłoby takiego problemu, ale zdarzały się szkoły, w których z tego powodu 30% uczniów kierowano do klas specjalnych. Uczeń nie znał języka polskiego, więc kierowano go na badania psychologiczne, których wynik był dość kiepski - nawet, jeżeli były to testy niewerbalne, to jednak wprowadzenie do nich było napisane w języku polskim, i wynik był taki, a nie inny. Dlatego też tak mocno działamy w tym kierunku, aby szkoła nadrobiła to, co zepsuła, pomogła w ożywieniu czy uratowaniu języka kaszubskiego - naszego wspólnego, polskiego dobra.

Chcę jeszcze powiedzieć, że nauka języka kaszubskiego w szkole ma bardzo duże znaczenie nie tylko dla uczniów, ale również dla środowiska. Na podstawie badań przeprowadzonych na początku lat 1990 wiemy, jak rozwinęło się środowisko, zmieniając stosunek do nauki języka kaszubskiego, jak pokoleniowo mieszkańcy wsi wyposażeni są w wiedzę o własnej kulturze i o ile wiele więcej wiedzą dzięki temu młodsze pokolenia. Na przykład, 30% dzieci w przedziale do 15 roku życia podaje, że modli się po kaszubsku - to będzie problem dla hierarchii duchownej, ale taka jest sytuacja, dzięki temu, co robi szkoła - mówię tu o mojej wsi. Badania przeprowadził Uniwersytet w Norymberdze. Tak się złożyło, że jesteśmy objęci opieką państwa polskiego, ale dość dużo pieniędzy otrzymujemy od Niemców. Elementarz kaszubski został wydany za środki niemieckie, pewne środowiska jeszcze o tym nie wiedzą, może dlatego nas tak nie atakują, ale sytuacja wygląda tak, że niestety z tamtej strony mamy trochę więcej zainteresowania i pomocy.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Proszę przedstawicieli strony rządowej o odpowiedź na zadane pytania.

Przedstawicielka Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu Grażyna Płoszajska :

Ustosunkuję się do kilku podniesionych kwestii, ale zanim to zrobię, chcę złożyć serdeczne podziękowania członkom Zrzeszenia, a szczególnie nauczycielom, ponieważ widzimy ich wielki trud w przygotowaniu programów, podręczników, w prace nad podstawą programową. Widać wielkie zaangażowanie, wielki zapał, wielką troskę o rozwój języka kaszubskiego.

Jeśli chodzi o statystykę, rzeczywiście, sama zauważyłam tu pewne rozbieżności. Mianowicie, zgodnie z arkuszem S 15, który służy do przekazywania informacji o liczbie uczniów objętych nauczaniem języka kaszubskiego, wypełnianym przez każdego dyrektora szkoły, w której jest prowadzone takie nauczanie, na wszystkich poziomach nauczania języka ogólna liczba szkół wynosi 81, a uczniów - 4780. Z danych przekazanych przez kuratorów wynika, że liczba tych szkół jest mniejsza. Zastanawia nas, jak to jest możliwe - czy jest to problem wcześniejszego zgłoszenia, zanim szkoły zostały objęte subwencją, czy też przyczyny są inne.

W każdym razie statystyka GUS ma charakter oficjalny, zebrane za jej pośrednictwem dane mają konkretne przełożenie finansowe, a równocześnie są jedynymi, jakimi ma obowiązek powszechnie i publicznie posługiwać się MENiS. Dane kuratoryjne są trochę niższe. Zrzeszenie również nie jest w stanie podać w tej chwili liczby szkół, w których naucza się języka kaszubskiego. Do wyjaśnienia jest sprawa dwudziestu kilku placówek na poziomie szkolnictwa podstawowego. Być może dane zostały zniekształcone w wyniku organizowania zespołów międzyszkolnych - szkoły mogą zgłaszać uczniów, którzy uczą się w grupach międzyszkolnych. Faktycznie wymagałoby to sprawdzenia i upewnienia się, jak faktycznie wygląda statystyka nauczania języka kaszubskiego.

Jeśli chodzi o problem ocen, prawdopodobnie rozbieżności interpretacyjne wzięły się stąd, że w rozporządzeniu o ramowych planach nauczania obowiązkowe zajęcia edukacyjne zostały określone w tabeli, a języki mniejszości narodowych i etnicznych zostały opisane w jednym z dalszych paragrafów - nie ujęto ich w tej podstawowej tabeli, która obowiązuje wszystkich uczniów w Polsce i każdą polską szkołę. Stąd, być może określenie, iż nauczanie języka organizuje się w godzinach dodatkowych, zostało potraktowane jako status przedmiotu, który także miałby być dodatkowy. Obecne zapisy rozporządzenia o ramowych planach nauczania są bardzo precyzyjne - jest to przedmiot obowiązkowy, mimo że realizowany w godzinach dodatkowych, poza tabelą, i skoro tak, ocena z tego przedmiotu jest wliczania do średniej.

Wiem, że włożyliście państwo ogromny wysiłek w przygotowanie programów i podręczników, natomiast ze strony ministerstwa mamy prośbę, aby pozycje do planu wydawniczego na konkretny rok budżetowy zgłaszać nam jesienią poprzedniego roku. W ten sposób będziemy mogli ustalić tytuły i kwoty, które będą potrzebne do określenia ogólnej kwoty w budżecie resortu. Bardzo ułatwi nam to pracę i uczyni ją bardziej systematyczną, usprawniają współpracę Zrzeszenia z MENiS. Prosimy, aby zgłaszać plan wydawniczy przed rozpoczęciem roku budżetowego, wtedy, kiedy pracujemy nad konstruowaniem budżetu na najbliższy rok. Tyle, jeśli chodzi o kwestie, które wymagały wyjaśnień ze strony resortu edukacji. Jeszcze raz dziękuję za dobrą współpracę tym wszystkim, którzy z wielkim wysiłkiem i trudem pomagają w tym, aby szkoła z językiem kaszubskim miała programy, podręczniki i ustabilizowane warunki pracy.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Realizujemy punkt trzeci porządku - problemy kulturalne, edukacyjne, i społeczne mniejszości narodowych zamieszkałych w województwie pomorskim. Proszę potraktować dzisiejsze posiedzenie jako typowo robocze, na którym wzajemnie będziemy zadawać sobie pytania i odpowiadać na nie. Zachęcam do zadawania pytań.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :

Chcę zapytać, czy kontrola NIK przeprowadzana w tej chwili w dwóch naszych gminach, zwłaszcza w zakresie nauczania języka kaszubskiego, została zlecona przez MENiS, czy też resort również podlega kontroli i mamy do czynienia z jej dalszym etapem?

Przedstawicielka MENiS Grażyna Płoszajska :

Najwyższa Izba Kontroli w sposób kompleksowy zajęła się problematyką szkolnictwa dla mniejszości narodowych i etnicznych, a kontrola jest prowadzona we wszystkich departamentach resortu - merytorycznych i finansowym, w kuratoriach i wybranych szkołach. Wszyscy jesteśmy objęci kontrolą NIK.

Poseł Jerzy Budnik /PO/ :

Nie jestem członkiem tej Komisji, ale pochodzę z Kaszub. Mam pytanie do dyrektora Jerzego Zawiszy. Wiem, że to nie pański departament odpowiada za dofinansowanie wydawnictw mniejszości etnicznych, ale niedawno na prośbę ZKP występowałem z interpelacją w sprawie dofinansowania wydawnictw w języku kaszubskim. Społeczność kaszubska ma poczucie, być może potwierdzi to prezes Brunon Synak, że jest dyskryminowana w podziale środków ministerialnych na te cele, w stosunku do innych mniejszości narodowych i etnicznych.

Czy w związku z tym resort skorygował zasady przyznawania dotacji? Ja znam doskonale sytuację budżetu państwa, zresztą Zrzeszenie wcale nie domagało się, żeby środków było więcej, sugerując, żeby były one rozdzielane sprawiedliwiej. Jeżeli pan dyrektor nie jest przygotowany do odpowiedzi na to pytanie - to nie jest pański departament - mam nadzieję, że odpowiedź przyjdzie od właściwego departamentu, oczywiście w innym terminie. Chciałbym, aby ta sprawa była wyjaśniona, ponieważ wtedy otrzymałem lakoniczną odpowiedź, a sprawa sprowadza się do tego, aby wskazać procedurę, to przecież wszystko jest zawarte w prawie - jakie wymogi trzeba spełnić, aby ubiegać się o dotację.

Korzystając z okazji, że członkowie Komisji nie kwapią się do zadawania pytań, chcę przekazać państwu życzenia wielu owocnych wrażeń z wizyty na Kaszubach. Pobyt tu pozwoli państwu przełamać wiele stereotypów, które funkcjonują na temat Kaszub. Sam mogłem się o tym przekonać w ubiegłej kadencji, kiedy to wziąłem na siebie ciężar przekonywania posłów z prawa i z lewa, było to zadanie ogromnie trudne, do zmiany prawa i przywrócenia Kaszubom tabaki. Na naszym terenie traktowano tę sprawę dość poważnie, choć wzbudzała uśmiechy u tych, których przekonywałem. Kaszubi potraktowali odebranie tabaki jako odbieranie im tego, co stanowi o ich tożsamości, przy czym jej zażywanie nie jest bardzo powszechnym zwyczajem, ale są do niego przywiązani. Przy tej okazji musiałem odpowiadać na wiele pytań dotyczących Kaszubów, dementować wiele nieprawdziwych przekonań. Takie spotkania na pewno pomogą państwu wyrobić sobie zdanie na temat kultury kaszubskiej, zwyczajów, języka, czyli tego, z czego jesteśmy dumni. Uważamy, i na pewno państwo podzielicie tę opinię, że jest to wzbogacenie naszej pięknej kultury narodowej - tak traktujemy kulturę kaszubską.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :

Jako gospodarz nie chciałem być zbyt wymagający, ale ponieważ pan poseł poruszył sprawę kluczową, chcę jednak do niej wrócić. Otóż kilka dni temu otrzymałem odpowiedź pana, albo nawet ministra, na naszą prośbę. Także senator Gerard Czaja udał się do resortu i próbował interweniować właśnie w sprawie - bardzo nie lubię tego słowa, ale tu go użyję - dyskryminacji, jeśli chodzi o fundusze na wydawnictwa. Dzięki ogromnym staraniom otrzymujemy niewielkie kwoty na wydawanie "Pomeranii" - 12-15 tys. zł. Wsparcie otrzymuje też redakcja niezwiązana ze Zrzeszeniem, ale to nie ma znaczenia, bo chodzi także o wydawnictwo kaszubskie, "Noje woche". Nie wiem, jak duża to była dotacja, podobno w tym roku redakcja nie otrzymała środków, to jest mniej istotne, bo wracam do istoty sprawy.

Mniej więcej dwa miesiące temu złożyliśmy wizytę w Ministerstwie Kultury, na spotkaniu byli obecni: wiceprezes Artur Jabłoński, obecny tu Łukasz Grzędzicki i ja. Nie mieliśmy wtedy przyjemności widzieć się z panem dyrektorem, odbyliśmy spotkanie z panią dyrektor Departamentu Książki. Rzeczywiście, zarówno w piśmie, które senator Gerard Czaja przysłał w załączeniu, w stanowisku pani dyrektor, jak i w kilkunastu pismach w związku z interwencjami posła Jerzego Budnika ciągle otrzymujemy tę samą odpowiedź: wyłącznie względy czysto organizacyjno-urzędnicze, usytuowanie nas nie w Departamencie Kultury Mniejszości Narodowych tylko w Departamencie Książki decyduje o tym, że otrzymujemy kilkanaście razy mniej środków niż inne mniejszości. My nie chcemy nikomu odbierać środków, gdyby to miało odbyć się kosztem jakiejś mniejszości - poradzimy sobie, ale chodzi nam o zasadę.

Ja wiem, że pan się tu odwoła do obowiązujących regulacji, ale nie ma rzeczy niemożliwych do zmiany, to jest prosta sprawa. Państwo pewnie powiecie, że my nie chcemy być mniejszością - jesteśmy mniejszością: narodową, etniczną, grupą etniczną, jakkolwiek by to nie nazwać. Nie chciałbym tu urazić żadnej innej grupy, my doskonale współpracujemy ze wszystkimi, ale czy z tego powodu, że Kaszubi w zdecydowanej większości są głęboko odrębni, z silnym poczuciem kaszubskości, a jednocześnie - polskiej narodowości, mają być w gorszej sytuacji, niż ci, którzy z zupełnie oczywistych względów nie mają poczucia polskości. Czy państwo chcecie pchać nas w stronę wąskonarodowościowej mniejszości, czy też zależy wam tak samo na kulturze kaszubskiej, jak, nie wymienię tu żadnej innej, ale kulturze niepolskiej? Mówię to bezosobowo, bo ci, którzy są za to odpowiedzialni, niech biorą to do siebie - może ich nie ma na tej sali. Pytanie pewnie jest retoryczne, ale prosiłbym, aby ewentualnie odpowiedział na nie dyrektor Jerzy Zawisza.

Poseł Andrzej Liss /PiS/ :

Wychowałem się w cieniu Katedry Pelplińskiej, tam, gdzie Kaszubi mają swoje źródła intelektualne, gdzie w 1908 roku powstało koło, skupiające przede wszystkim środowisko duchowieństwa pomorskiego i kształtujące świadomość Kaszubów. Kiedy dziś słyszę, że mówi się o mniejszości narodowej Kaszubów, to jako historyk nie mogę zrozumieć tego pojęcia. Oczywiście, czas zaborów i państwa totalitarnego wyrządził nam bardzo dużą krzywdę, ale Kaszubi zawsze słynęli z tego, że kształtowali polskość. Moja wiedza nie pozwala mi powiedzieć, że Kaszubi są mniejszością narodową - stanowią mniejszość etniczną. Chciałbym to wyraźnie podkreślić, ponieważ istnieje duży obszar społecznej niewiedzy, braku znajomości podstaw historii pomorskiej XIX w. Historia ta nie funkcjonuje w świadomości społeczeństwa i tu leżą przyczyny, które stawiają jakby na innej "półce" Kaszubów, Kociewiaków i Pomorzaków. Dlatego też w resorcie kultury nie ma zrozumienia dla tych wartości, które były piętnowane w najtrudniejszych okresach naszej państwowości. W związku z tym proszę o rozszerzanie wiedzy o tej wiarygodnej, obiektywnej historii o Kaszubach.

Dyrektor Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury Jerzy Zawisza :

Przede wszystkim dziękuję za stworzenie możliwości osobistego usłyszenia i ustosunkowania się do państwa pytań, propozycji, czy nawet pretensji. Zacznę po kolei, od wypowiedzi posła Jerzego Budnika. Pan poseł postuluje bardziej sprawiedliwy podział środków w MK, ze szczególnym zwróceniem uwagi na wydawnictwa ZKP. W imieniu Zrzeszenia stwierdził, iż oczekuje szerszej odpowiedzi niż uzyskanej wcześniej lakoniczne wyjaśnienia. Jestem upoważniony przez dyrektora Departamentu Współpracy z Samorządami i Upowszechniania Kultury Marię Garus do powtórzenia tego, co usłyszałem od niej podczas dłuższej rozmowy, którą odbyłem wczoraj, chcąc sumiennie przygotować się do dzisiejszego spotkania z państwem.

Otóż Zrzeszenie korzystało z szeregu dotacji, choć niezbyt licznych, przeznaczonych zarówno na wydawnictwa, jak i działalność kulturalną. Wiem od pani dyrektor, iż w 2003 r. w sumie na dofinansowanie działalności kulturalnej i wydawniczej przeznaczono może nie "powalającą na kolana", ale sporą kwotę ponad 61 tys. zł. Środki otrzymało Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oraz inne stowarzyszenia działające na rzecz kultury kaszubskiej. Nie chcę oceniać, czy ta kwota powinna państwa satysfakcjonować, czy nie, mogę tylko zapewnić w imieniu dyrektor Marii Garus, że ona naprawdę czyni wszystko, co w jej mocy, aby środki, którymi dysponuje w swoim departamencie, były w miarę możliwości przekazywane państwu na waszą działalność, z uwzględnieniem wszystkich ważnych przedstawionych przez państwa uwarunkowań. Powtarzam to, co wczoraj od niej usłyszałem.

Pani dyrektor pamięta doskonale państwa wizytę z początku bieżącego roku i przypomina także, iż obiecała, że w tym roku również dołoży wszelkich starań, aby przynajmniej spotkać się na poziomie - kwotowo - ubiegłego roku. Wcale nie jest to takie bardzo realne, biorąc pod uwagę fakt, iż w tym roku minister kultury został pozbawiony sporej kwoty pond 60 mln zł, którą miał do dyspozycji w 2004 r. Dyrektor Maria Garus, która opiekuje się sprawami zgłaszanymi przez państwa w formie wniosków do jej departamentu, upoważniła mnie do zapewnienia, iż nie pozostawi państwa spraw nie załatwionych, czy odrzuconych a priori - taką wczoraj otrzymałem deklarację.

Ja naprawdę nie jestem winien tego, że w resorcie kultury obowiązuje taki, a nie inny regulamin, zgodnie z którym sprawy między innymi Zrzeszenia zostały przydzielone do tamtego departamentu - tak jest od wielu, wielu lat, to nie jest tak zwana "nowa tradycja" z ostatnich lat. Od wielu lat tam państwo mają "swój" departament. To nie jest zależne ode mnie, że w regulaminie jest napisane, iż z budżetu przydzielonego departamentowi kultury mniejszości narodowych mam udzielać wsparcia organizacjom mniejszości narodowych w Polsce - tę sprawę zamyka regulamin resortowy. Tylko i wyłącznie dlatego państwa wnioski nie trafiają do Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych, a nie dlatego, że ktoś dokonał wyimaginowanego podziału i twierdził, że Kaszubów należy uznać za mniejszość narodową bądź etniczną, czy nie uznać - nie było takich intencji.

Proszę mi wierzyć, przekazuję państwu te informacje z pełną odpowiedzialnością. Prezes Brunon Synak stwierdził, iż w jego odczuciu dyskryminujący jest podział funduszy na wydawnictwa, które otrzymują wsparcie z Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych, a także innych departamentów - uprzednio Departamentu Książki, a obecnie Departamentu Współpracy z Samorządami i Upowszechniania Kultury. Nie mnie to oceniać, od lat zajmowałem się takim budżetem, jaki miała podawany do wiadomości Komisja. Pan prezes zastrzegł, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której nagle sprawy mniejszości kaszubskiej zostają przydzielone do Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych i że miałoby to nastąpić kosztem kogoś. Musiałoby to nastąpić kosztem kogoś, bo budżet mojego departamentu nie zwiększy się nagle - posłowie i zainteresowani problemem państwo wiecie, że niestety, nie następuje gwałtowny, nagły wzrost budżetu w postępie arytmetycznym.

Zgadzam się z tym, co powiedział poseł Andrzej Liss, apelując o zwracanie uwagi wszelkich władz odpowiedzialnych za kulturę w Polsce na wymienionych przez pana Kociewiaków, Pomorzaków, Kaszubów. W pełni się zgadzam z tym, że te kwestie nie powinny być obojętne wszystkim ludziom odpowiedzialnym za kulturę w Polsce. Ja nie rozmawiałem wczoraj z panem ministrem, tak jak z panią dyrektor Marią Garus i nie mam od niego żadnego upoważnienia. Jednak wszystkie moje rozmowy odbywane na ten temat z ministrami i wiceministrami kultury nigdy nie dawały nawet odczucia, że są to sprawy mniej ważne i mogą poczekać. Proszę mi wierzyć, zawsze słyszałem, że są to sprawy ważne, albowiem nasza różnorodność w kulturze czyni nas jeszcze bardziej bogatymi w ramach kultury ogólnoeuropejskiej, w której od dnia 1 maja br. znaleźliśmy się całym ciałem. Poprzednio także było to ważne, bo istnieliśmy w Europie i nikt nie miał prawa nas z niej wyrzucać.

Nie wymiguję się od konkretnej odpowiedzi. Państwu, którzy pytają się o bardziej sprawiedliwy podział środków, w imieniu dyrektor Marii Garus składam deklarację, że wszystkie państwa wnioski, które zostały złożone i dotyczą bieżącego roku, na pewno będą przez nią bardzo wnikliwie rozpatrzone. Do takiej deklaracji zostałem upoważniony.

Poseł Franciszek Potulski /SLD/ :

Mam kilka uwag, refleksji, którymi chciałbym się z państwem podzielić. Po pierwsze, pan dyrektor mówił o tym, że obyczaje i kultura ludzi zamieszkujących region kaszubski są wspólnym polskim dobrem. Patrząc w tych kategoriach, chciałbym przyjąć jako przejęzyczenie wypowiedź pana dyrektora, że można zaniedbać nauki języka polskiego. Ja rozumiem tragedię uczniów kierowanych do szkół specjalnych, oczywiście nie o to chodzi, ale mam nadzieję, że obok kultywowania tego języka, pan w równym stopniu dba o to, aby pańscy uczniowie równie dobrze zdali potem maturę z języka polskiego. Rozumiem, że nie zaniedbuje się jednego języka kosztem nauki drugiego, pomimo, że mogło tak to zabrzmieć.

Po drugie, chciałbym nawiązać do wypowiedzi prezesa Brunona Synaka. Rozumiem, że są tu dwa rozbieżne poglądy, czy Kaszubi są mniejszością narodową, czy nie. Pan poseł Andrzej Liss jest historykiem - dwóch historyków i dwa rozbieżne zdania w tym względzie, na dodatek budzące wzajemne zniecierpliwienie. Mam jednak nadzieję, że to, co pan powiedział o wpychaniu w wąską narodowościową mniejszość, nie jest to celem działania Zrzeszenia.

Po trzecie, proszę przyjąć tę uwagę ze zrozumieniem, pewnym problemem, jeśli chodzi o dysponowanie środkami na działalność ZKP jest dosyć silne zaangażowanie Zrzeszenia w politykę. To jest kwestia, czy środki publiczne mogą wspierać organizacje, które uczestniczą w życiu politycznym i czy nie spotka się to z reakcjami stron należących do innych opcji politycznych.

Ostatnia uwaga - poseł Andrzej Liss trochę mnie zaskoczył, bo dzieciństwo, choć może nie całe, spędziłem w cieniu Katedry w Pelplinie i całe życie byłem przekonany, że jestem Kociewiakiem, na naszym terenie jest jeszcze druga grupa - Kociewie.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :

Nie chciałbym, abyście państwo wyjechali stąd z wypaczonym obrazem sytuacji. Poseł Franciszek Potulski jest mieszkańcem tej ziemi, nieraz słyszał i czytał moje wypowiedzi, i sądzę, że zgodnie z intencją, natomiast dziś pan nie słuchał tego, co powiedziałem. W pełni zgadzam się z tym, co powiedział poseł Andrzej Liss. Wyrażam zdziwienie, że pan podejmuje tę kwestię, ponieważ ona w ogóle tu nie padła. Powiedziałem coś wręcz przeciwnego - my nie jesteśmy mniejszością narodową. Zadałem retoryczne pytanie, nie personifikując go, czy chcecie państwo pchać nas w wąski "kanał" mniejszości narodowej, nie traktując naszej kultury, odrębności, potrzeb, według tej samej miary, jak na przykład innych grup mniejszości.

Chcę, aby członkowie Komisji nie wyjechali stąd z wrażeniem, że my chcemy być mniejszością narodową - nic takiego nie mówiłem. Jest pewna mała grupa młodych ludzi, którzy twierdzą, że Kaszubi to naród. Ja uważam, że każdy ma prawo błądzić, ale każdy ma prawo do własnej identyfikacji - nie mam do nikogo żadnej pretensji. Natomiast to nie jest program Zrzeszenia i myślenie dominujące w Zrzeszeniu.

Podam państwu następujący przykład. Otóż wydająca swoje pismo kilkuosobowa grupa młodych studentów uważa, że Kaszubi są narodem. Nie wiem, czy większość z nich jest Kaszubami z urodzenia, przynajmniej dwie najbardziej aktywne osoby nie są Kaszubami. Gdyby redakcja tego pisma wystąpiła do ministerstwa kultury o dotację, wniosek trafiłby do departamentu pana dyrektora i nie byłoby problemów, które ma Zrzeszenie. Według tych kryteriów musielibyście państwo potraktować ich jako mniejszość narodową. Czy chcecie państwo tego? Czy ktoś chce, abyśmy szli w tym kierunku? Taka była intencja moich słów. A jeśli chodzi o Kociewiaków i Kaszubów, to my przecież znakomicie się rozumiemy, współpracujemy, a pan poseł Andrzej Liss nie pochwalił się, że był przecież prezesem Oddziału Zrzeszenia w Pelplinie.

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Witold Bobrowski :

W sprawie nauki języka kaszubskiego i jego wpływu na naukę języka polskiego, chcę powiedzieć posłowi Franciszkowi Potulskiemu, że był to jeden z głównych zarzutów wobec szkół kaszubskich - czy aby uczniowie uczący się języka kaszubskiego nie będą z tego powodu gorzej mówili po polsku, czy nie będą mieli problemów w dalszej edukacji. W mojej mikroskopijnej szkole, w której była kiedyś pani kurator z panem ministrem Mirosławem Handtke, uczy się po 20-30 uczniów. W tej chwili maturę zadaje dziesięciu uczniów z rocznika 1985-86, z tego, co wiem, jeden z nich dostał piątkę na maturze z języka polskiego.

Tu od razu jeszcze jedna uwaga. Kto jest z województwa pomorskiego, wie, jaka jest sytuacja, jeśli chodzi o naukę w szkołach średnich młodzieży wiejskiej. W naszej gminie w 1996 r. - ostatnim, z którego mam dane, jedynie 16 procent młodzieży ze szkół podstawowych kierowało się do szkół maturalnych, reszta szła do szkół zawodowych, albo, często w przypadku dziewcząt, pozostawała w domu. Taka była sytuacja.

Nasi uczniowie świetnie dają sobie radę z językiem polskim, paradoksalnie nauka języka kaszubskiego pomaga w nauce języka polskiego, pozwala rozdzielić te dwa języki. Dwujęzyczność w ogóle sprzyja rozwojowi dzieci, mamy potwierdzenie tych informacji również z Fryzji. Tak jak mówiłem, do 1989 roku termin "język kaszubski" był objęty zapisem cenzorskim, chociaż w wielkiej sowieckiej encyklopedii cały czas były dwa hasła: "język kaszubski" i "naród kaszubski". Nauka radziecka cały czas uznawała, a rosyjska uznaje Kaszubów za osobny naród, a kaszubski za osobny język.

Współpracujemy bardzo blisko z Białorusinami, w mojej szkole na Głodnicy w ostatnim roku szkolnym były dwie grupy nauczycieli z Białorusi. W tej chwili funkcjonujemy w pewnym ruchu ogólnoeuropejskim, mamy kontakty z innymi mniejszościami. Stąd, z jednej strony nasze rozterki, a z drugiej strony - wzrost wymagań wobec siebie i innych, nasze aspiracje, aby zachować język i kulturę kaszubską - skarb Polski, narodu polskiego, państwa polskiego - jakkolwiek byśmy to nazwali. Z punktu widzenia kultury, językoznawców, sprawa narodu, języka, gwary czy dialektu jest dość płynna i nie ma znaczenia. Jest to dla nas sprawa ważna i dlatego Zrzeszenie cały czas pracuje. Mówiłem o niemieckich pieniądzach na elementarze, na książki kaszubskie, co nie oznacza, że jesteśmy inspirowani przez Niemców - po prostu stamtąd dostajemy środki. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie przekazała nam 90 tys. zł. Na terenie całych Kaszub, również na mojej szkole, wisi biało czerwona flaga i orzeł. Zawsze staliśmy za polskością, paradoksalnie w czerwcowym referendum, podobnie jak sąsiednia gmina w Sierakowie, nasza gmina opowiedziała się przeciw wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Już któryś raz z kolei prowadzimy tę dyskusję, trwa "ping-pong" między Zrzeszeniem a resortem kultury. Myślę, że jednym z efektów naszego posiedzenia powinno być zamknięcie tej sprawy. Mecz trwał, skończył się jakimś rezultatem, a Kaszubi wrócili na łono Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Ja mam prawo to powiedzieć, ponieważ od 11 lat obserwuję te wszystkie sprawy. Dziś mamy inną rzeczywistość.

Mam nadzieję, że Wysoka Izba przyjmie ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych, w której dokonaliśmy merytorycznego i politycznego wyboru, tworząc w projekcie układ: mniejszości narodowe, etniczne, język regionalny. Prace odbywały się w obecności przedstawicieli wszystkich obecnych tu resortów. Dziś to nie jest przytyk do dyrektora Jerzego Zawiszy, ale do kierownictwa resortu, które, jak się zdaje, w tej konkretnej sprawie nie nadąża za przebiegiem wypadków. O ile zrozumiałem prezesa Brunona Synaka, chodzi mu o to, że minister kultury, oczywiście umownie, chodzi tu o pewną figurę, niesie na plecach worek, w którym są koty: czarne, brązowe, pręgowane, szare. Worek ten ma dość brzęczący dźwięk, o ile pamiętam, w budżecie - ponad 4 mln zł. Gdzieś za tym workiem ciągnie się spokojny biały kotek. Chce wskoczyć do worka, i za diabła mu nie pozwalają.

Problem polega na tym, że w projekcie ustawy stworzyliśmy trzy zbiory. Zdaje się, że to my, jako Komisja w imieniu Zrzeszenia powinniśmy wymyślić jakąś formułę wystąpienia do resortu kultury, to może być sugestia dla pani dyrektor - wystąpienie nie musi mieć charakteru formalnego, regulaminowego, bo przecież sprawa trwa od dłuższego czasu. O ile pamiętam, na posiedzeniu Komisji w Kancelarii Prezydenta, była dyskusja, czy dofinansowanie dla Zrzeszenia powinno wynieść 12 tys., 6 tys. czy 15 tys. zł. Wydaje się, że jeżeli dokonaliśmy takiego wyboru, poparła go strona rządowa, to potrzebna jest tu pewna elastyczność. Ja wiem, że to przyda obowiązków panu dyrektorowi Jerzemu Zawiszy. Myślę, że po rozmowie z kierownictwem resortu prezydium Komisji powinno spróbować znaleźć i zasugerować jakieś rozwiązanie tej sprawy, bo w przeciwnym wypadku będzie to sztuczne utrzymywanie dziwnego układu, sprzecznego z naszymi intencjami. Przecież w momencie, kiedy w swoim czasie doprowadziliśmy do tego, że MSZ i inne resorty rozpoczęły procedurę ratyfikacyjną konwencji o języku regionalnym, naszą intencją było dowartościowanie Kaszubów, znalezienie odpowiedniej formuły i rozpisanie jej na język ustawy. Myślę, że coś prezydium Komisji spróbuje wymyślić coś w tej sprawie, abyśmy nie wracali do niej w nieskończoność.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Posłowi Jerzemu Sztelidze należą się brawa, bo rzeczywiście od samego początku dzielnie stoi na straży prac nad projektem i myślę, że jako przewodniczący podkomisji jest osobą najbardziej kompetentną ku temu. Jak już mówiłam, w dniu 28 maja mamy zaplanowane posiedzenie połączonych Komisji, na którym, mamy nadzieję, bez większych przeszkód projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych zostanie skierowany do drugiego czytania.

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Mam pytania związane z sytuacją Kaszubów w obszarze ich samoświadomości. Może na pierwsze pytanie będzie mógł odpowiedzieć prezes Brunon Synak - jaka jest samoidentyfikacja Kaszubów w tej chwili? Jak się określają - czy jako grupa etniczna, jak słyszeliśmy? Odzywają się pierwsze głosy, iż chcą być traktowani jako mniejszość narodowa. Jak pan prezes określiłby samoidentyfikację Kaszubów? Drugie pytanie - czy Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest jedyną organizacją, która reprezentuje Kaszubów? Czy jest monopolistą, czy są też inne organizacje, stowarzyszenia o charakterze ogólnym?

Mam uwagę do dyrektora Jerzego Zawiszy. Rozumiem, że gdyby stało się tak, że grupa młodych ludzi, którzy uważają, że są narodowością kaszubską, wystąpiłaby o dofinansowanie wydawanego przez nich pisma, pan dyrektor nie udzieliłby dotacji, bo na razie Polska nie uznaje narodowości kaszubskiej. Czy ja dobrze rozumuję? Proszę o wyjaśnienie.

Kolejne moje pytanie jest związane z akcentem niemieckim, który pojawił się w dyskusji. Otóż słyszeliśmy, że Niemcy brały udział, czy nawet finansowały w całości wydanie elementarza kaszubskiego. Czy było to na państwa prośbę, czy też Niemcy sami z siebie wyszli z taką propozycją? Jak często Niemcy pomagają państwu finansowo? Czy są to państwa inicjatywy, czy też oni sami wychodzą z takimi propozycjami?

Ostatnia kwestia - mieliśmy rozmawiać tu także o innych mniejszościach narodowych i etnicznych. Jak należało oczekiwać, spotkanie zdominowała problematyka kaszubska, ale myślę, że inne mniejszości też powinny zaakcentować fakt, że istnieją w województwie pomorskim. Inaczej wyjedziemy z dzisiejszego spotkania z przeświadczeniem, że byli na nim przedstawiciele innych mniejszości, ale na tej sali nie było słychać ich głosu.

Poseł Franciszek Potulski /SLD/ :

Chcę zwrócić uwagę na jedną sprawę, myślę, że może to być ważna informacja dla nas wszystkich, w tym również Zrzeszenia i innych mniejszości. Mianowicie rozporządzenie o standardach kształcenia nauczycieli zostało skonstruowane tak, że znalazła się w nim zapisana kiedyś w ustawie o systemie oświaty formuła, iż nauczyciel ma być przygotowany do nauczania dwóch przedmiotów lub rodzajów zajęć. Można interpretować je w ten sposób, że rektor Andrzej Ceynowa może przygotowywać nauczycieli właśnie do drugiego rodzaju zajęć - między innymi nauki języka kaszubskiego. Nauczyciel może być magistrem filologii polskiej, przygotowanym do drugiego rodzaju zajęć.

Wydaje mi się, że ta formuła otwiera pewną systemową możliwość tego typu kształcenia nauczycieli. Dotyczy to nie tylko nauczania języka kaszubskiego, bo można tu mówić również o gwarach, obyczajach, o przygotowaniu do zajęć na przykład na Kurpiach w przypadku nauczycieli wywodzących się z tego regionu. Generalnie rzecz biorąc uważam, że dobrze byłoby, gdyby z tej Komisji wyszedł wniosek, aby w ramach kształcenia nauczycieli odbywały się zajęcia dotyczące lokalnych obyczajów. Nauczyciel sam by je wybierał, szykując się do powrotu do pracy w swoje własne rodzinne regiony, uzyskując trochę więcej wiedzy na temat różnego rodzaju organizacji kultywujących obyczaje, zwyczaje i zajmujących się tą problematyką. W przypadku języka byłby to wspomniany w rozporządzeniu drugi rodzaj zajęć. Myślę, że z takim apelem warto byłoby zwrócić się do Uniwersytetu Gdańskiego - proszę rektora Andrzeja Ceynowę, aby potwierdził, że Uniwersytet jest przygotowany do podjęcia takich działań. Wtedy za pięć czy sześć lat studenci kształceni według nowych standardów będą przygotowani do nauczania języka kaszubskiego.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Brunon Synak :

Pierwsze pytanie posła Jerzego Czerwińskiego nie odpowiada mi zbytnio, ponieważ ja napisałem książkę i wiele artykułów na temat kaszubskiej tożsamości i samoidentyfikacji. Odpowiem panu krótko - różna jest identyfikacja, poziom poczucia kaszubskości. Wśród Kaszubów w sensie genealogicznym są osoby o słabym poczuciu kaszubskości, czujące się bardziej Polakami, jak to z etnicznością bywa. Jest kontinuum, jest różna skala, różny poziom identyfikacji. Jednak ja rozumiem podtekst pana pytania i od razu go ujawnię. Jeśli by zapytać, ilu Kaszubów ma poczucie odrębnej narodowości kaszubskiej, odsetek odpowiedzi pozytywnych były rzędu pewnie poniżej 1% - nie ma problemu narodowości kaszubskiej. Proszę się temu nie dziwić, bo w ten sposób identyfikuje się tylko część najstarszego pokolenia. Kobieta, która ma osiemdziesiąt kilka lat i mieszka w Gochach mówi, że zawsze tu mieszkała, różni tu byli, i Polacy, i Niemcy i Kaszubi, a ona po prostu jest tutejsza. Czasami trudno jej wyartykułować coś poza tym, że jest Kaszubką.

Proszę się nie obawiać, że na Kaszubach rodzą się jakieś upiory i że jest jakieś zagrożenie. Co nie znaczy, że nie ma takich głosów. Mówiłem już o tych młodych ludziach, którzy właśnie nie Kaszubach, na zasadzie mody, "szpanu" czy rzeczywistego przekonania mówią o kaszubskiej narodowości. Dziś przeglądałem pracę na temat młodzieży kaszubskiej w jednym z naszych powiatów, ani jedna osoba, ani jeden uczeń szkoły średniej nie wybrał identyfikacji wyłącznie kaszubskiej, niepolskiej. Myślę, że to uspokoi pana posła.

Jeśli chodzi o drugie pytanie, czy Zrzeszenie jest jedyną kaszubską organizacją w szerokim rozumieniu, odpowiem - tak, to jedyna organizacja reprezentująca Kaszubów, nie licząc drobnych, lokalnych stowarzyszeń, organizacji o znaczeniu regionalnym. Co nie znaczy, że nie może się wyłonić organizacja kaszubska, jeżeli będą działać nadal te mechanizmy, które działały do tej pory, zwłaszcza w Ministerstwie Kultury.

Jak często korzystamy z niemieckich pieniędzy? Dosyć często, i jesteśmy z tego zadowoleni. Stosunki polsko-kaszubsko-niemieckie są niezwykle skomplikowane. Ja pochodzę ze wsi, w której przed wojną jedną trzecią mieszkańców stanowili Niemcy, a reszta to byli, może poza jedną rodziną, Kaszubi. Pamiętam rozmowy moich rodziców i dziadków. Moi dziadkowie byli wyrobnikami, pracowali raz u Niemców, raz u Polaków i z tego, co zapamiętałem, bardziej sobie chwalili Niemców niż Polaków. Tak się zdarzało. Podaję ten przykład dlatego, że do momentu II wojny światowej na ogół stosunki polsko-kaszubsko-niemieckie układały się bardzo poprawnie, zaburzyła je wojna. Mamy sobie bardzo wiele do wyjaśnienia z Niemcami.

Ja nie jestem historykiem, ale socjologiem, jednak wspólnie z Niemcami odbyliśmy bardzo wiele seminariów, konferencji, współpracowaliśmy blisko z Akademią Bałtycką w Wademunde dopóki, dopóty nie została ona opanowana przez ziomkostwo. Wydaliśmy wspólnie szereg prac, jestem współautorem dwujęzycznej polsko-niemieckiej pracy, ze streszczeniem kaszubskim "Pomorze - mała ojczyzna Kaszubów". Wyjaśnianie sobie niektórych skomplikowanych spraw, dyskusje, zwłaszcza między historykami, były bardzo długie, a dotyczyły interpretacji pewnych faktów historycznych. W niektórych przypadkach przyznawaliśmy rację Niemcom, w niektórych - nie. Uważam jednak, że takie proste kojarzenie niemieckich pieniędzy z jakąś sympatią proniemiecką jest ogromnym błędem.

My nie jesteśmy uprzedzeni do nikogo, nie jesteśmy uprzedzeni też do Niemców, uważamy, że z Niemcami wiele nas łączy w sensie historii i przyszłości. Nie ma sensu ukrywać ewidentnego wpływu na naszą kulturę faktu, iż byliśmy pod zaborem niemieckim. Nie ma żadnych wątpliwości, że część Polski, która była pod zaborem rosyjskim, czy chciała tego, czy nie, także poddała się pewnemu wpływowi kultury rosyjskiej. Jednak jednocześnie chcę panu powiedzieć, że jako Zrzeszenie w bardzo zdecydowany sposób zareagowaliśmy na inicjatywę pani Eriki Steinbach. Chcę, żeby pan to wiedział.

Poseł Edmund Stachowicz /SLD/ :

Nie jestem członkiem Komisji, ale z ochotą przyjąłem zaproszenie na dzisiejsze posiedzenie, za chwilę powiem, dlaczego. Po pierwsze, myślę, że zwykły przypadek zrządził, iż trójka posłów usadowionych po tej stronie sali wywodzi się z pięknej ziemi kociewskiej. Ja mieszkam w stolicy Kociewia - Stargardzie Gdańskim, do korzeni kociewskich przyznali się posłowie Franciszek Potulski i Andrzej Liss, ale to zwykły przypadek. W porządku dziennym posiedzenia na pierwszy plan wysuwa się problematyka szeroko pojętych Kaszub i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jako Kociewiak, także osadzony w pewnych strukturach, organizacji, które działają na Kociewiu, kultywując kulturę kociewską w szerszym obszarze, chylę czoło przed pełną determinacji grupą działaczy Zrzeszenia, bowiem państwo jesteście bardzo wyraziści w swoich działaniach, dokonaniach, nie chcę ich tu wymieniać, albowiem państwo zrobiliście to w pigułce. Parlamentarzyści z innych regionów Polski są świetnie zorientowani w tych dokonaniach.

Oczekiwałem jednak, że w trzecim punkcie porządku obrad, a więc omówieniu problemów kulturalnych, edukacyjnych i społecznych mniejszości narodowych zamieszkałych w województwie pomorskim usłyszę, też być może w pigułce, pewne informacje, które będą obrazować to, co w tym obszarze powinno zainteresować Komisję - te kwestie, ale w ujęciu wszystkich organizacji, zrzeszeń, stowarzyszeń w województwie pomorskim. Dyskusja stała się trochę monotematyczna, mówię to z całym szacunkiem dla działaczy Zrzeszenia - chwała im za to, że potrafią się bronić i wręcz poszerzać swoje terytoria, inni mogą im tego pozazdrościć.

Uważam jednak, że dziś brakuje tego w dyskusji. Przybyłem na to posiedzenie Komisji przede wszystkim po to, aby usłyszeć o problemach, o sferze kulturalnej, edukacyjnej wszystkich organizacji, stowarzyszeń czy zrzeszeń. Zastanawiałem się, jaka będzie sytuacja mniejszości narodowych i etnicznych w kontekście członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Przypomina mi się zdarzenie w Warszawie przed referendum unijnym, kiedy pewna ekipa telewizyjna "dopadła" mnie na ulicy podczas posiedzenia Sejmu. Oczywiście, nie wiedzieli, że jestem posłem i zapytali, czy nie obawiam się, że kiedy Polska przystąpi do Unii Europejskiej, my zatracimy - mówię tu w całości o Polsce - tożsamość kulturową. Odpowiedziałem, że nie mam takich obaw, albowiem w moim województwie pomorskim, z którego się wywodzę, mieszkają Kaszubi, moi Kociewie oraz kilka innych mniejszości. Nie pozwolą na to, aby kultura, dorobek w szerokim tego słowa znaczeniu, ale także język i języki, którymi nie na co dzień, ale okazjonalnie się tu posługujemy, rozpłynęły się w Europie. To będzie zależeć tylko od ludzi. Dziś nadal czuję się przekonany, że nam to nie grozi. Jeżeli jest taka możliwość, chciałbym usłyszeć w pigułce informacje w skali województwa pomorskiego.

Dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku Danuta Kledzik :

Reprezentuję tu Urząd Wojewódzki, ale to, co chcę powiedzieć, nie jest uzgodnione z wojewodą, i nie będzie miało charakteru oficjalnego. Chcę przedstawić moje spostrzeżenia - prawie 10 lat byłam kuratorem oświaty i miałam wiele do czynienia z problematyką o której dziś jest tu mowa. Był to zresztą bardzo trudny czas, kiedy regionalizm w szkole ożywiał się. Teraz współpracuję z mniejszościami i wyznaniami jako dyrektor wojewódzkiego Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji. Przez jakiś czas miałam przerwę w pracy, bo nie mogłam się porozumieć z ministrem Mirosławem Handtke.

Na pytanie pana posła odpowiem, że w naszym województwie jest 18 mniejszości. Wszystkim staramy się pomóc, choć jest to bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o sprawy lokalowe, opłaty. Jeśli miałabym jakiś wniosek to właśnie taki, aby w jakikolwiek sposób starać się im pomóc, także finansowo, aby miały odpowiednie warunki. Wymyślaliśmy tu różne rozwiązania, których realizacja nie udawała nam się ze względów finansowych. Być może uda się zorganizować wielonarodowościowy dom kultury albo podobną inicjatywę. Ja w tej chwili tylko "głośno myślę", ponieważ Urząd nie ma na to żadnych środków finansowych.

Dyskutowane dziś sprawy wiążą się też z wyznaniami - często przy kościołach są różne przyczółki kultury mniejszościowej, na przykład prawosławia czy innych. Staramy się im pomagać. Ja nie mam korzeni kaszubskich ani kociewskich, jak obecni tu posłowie, tylko poznańskie, ale z Poznania do Kaszub jest bardzo blisko. Jednak jeśli chodzi o szkoły kaszubskie, to muszę powiedzieć, że zawsze byłam zachwycona profesjonalizmem pracujących w nich nauczycieli. Jest czymś zupełnie niebywałym, jak ci ludzie przeżywali to, co robili, jak chcieli pracować z młodzieżą - oczywiście nie wszyscy, zresztą zmuszać do tego nikogo nie wolno.

W tym miejscu chcę przekazać ukłon dla Uniwersytetu Gdańskiego. Na pewno rektor Andrzej Ceynowa powie państwu o tym - od kilkunastu lat kształcenie na kierunkach nauczycielskich odbywa się właśnie tak, że są przedmioty regionalne, studia podyplomowe. Tworzyliśmy je właśnie po to, aby nauczyciele mogli profesjonalnie uczyć w szkołach - na ogół są to nauczyciele dwuprzedmiotowi. Tu siedzi pani Wanda Kiedrowska, która jest polonistką i uczy również kaszubskiego, zresztą przez jakiś czas była metodyczką nauczania języka polskiego - to dla tych, którzy obawiają się, że nauka kaszubskiego może zanieczyścić język polski. To jest niemożliwe - dwujęzyczność właśnie sprzyja rozwojowi dziecka, które łatwiej przekracza próg szkolny, lepiej czuje się w szkole, szkoła jest bliżej domu. Mogłabym mówić o tym godzinami. Chodzi mi tylko o nazwanie problemu. Problemem są ludzie i dlatego szkoły kaszubskie mają tak dobre efekty, jeśli chodzi o regionalizm.

Zastanawiałam się nad nauką rodzimej kultury - nie nad samą identyfikacją, bo tym się nigdy nie zajmowałam - i chcę powiedzieć, że naprawdę ważny jest profesjonalizm, i dlatego inne mniejszości może nie mają takich efektów - brak im ludzi, którzy się tym zajmują. Właściwie, tak szczerze mówiąc, to wszystko odbywa się w szkole, nie wiem, co myśli o tym pani Danuta Pioch, ale tak mi się wydaje, bo szkoły są tu bardzo ważne. Chcę wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Mówimy tu o dwujęzyczności, języki kaszubski i polski są "wyssane z mlekiem matki", ale do tego dochodzą jeszcze języki obce, których też trzeba uczyć: angielski, niemiecki, inne. Jest tu duży problem pewnej bariery percepcyjnej młodzieży.

Chcę dodać jeszcze jedno. Myślę, że jeśli chodzi o regionalizm, w szkołach podstawowych sprawa wygląda lepiej, a w szkołach średnich - trochę gorzej, na wsi - lepiej, a wmieście - gorzej. Jednak są to problemy, które trzeba pokonać, na sali obecny jest kurator pomorski Jerzy Kortas, może też coś powie na ten temat. Chociaż mieszka na Kociewiu, jest Kaszubem, tak to wygląda. Myślę zatem, że trudno dzielić: Kaszuba, Kociewiak, ważne jest, aby dziecko miało poczucie tożsamości i identyfikowało się z tym, co widzi - najpierw wokół siebie, potem może pójdzie dalej, aż trafi do Sejmu i wtedy widzi wszystko z bardzo szerokiej perspektywy. Jeżeli interesują państwa bliższe informacje na temat mniejszości, głównie w Gdańsku, ale także w ogóle - na Pomorzu czy w Trójmieście, to możemy ich udzielić.

 

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Dziękuję pani dyrektor za przedstawienie wszystkich barw codzienności. Podobało mi się pierwsze zdanie w pani wypowiedzi, że jest pani marzeniem, aby powstał dom wielokulturowy. Myślę, że to daje nam dużo do myślenia - aby wreszcie skończył się ten podział, bo przede wszystkim każdy z nas jest człowiekiem i ma swoją moralność.

Rektor Uniwersytetu Gdańskiego Andrzej Ceynowa :

Dla tych, którzy są z Pomorza, bezcelowe jest przypominanie, iż na Uniwersytecie Gdańskim od kilkunastu lat prowadzimy lektorat języka kaszubskiego. Ponieważ Uniwersytet znajduje się tu, na Pomorzu, uważamy, że jest to naszym obowiązkiem. Przygotowanie nauczycieli. W pewnym momencie ministerstwo stwierdziło, że kaszubskiego mogą nauczać tylko ludzie legitymujący się odpowiednim "papierkiem" - do tego to się często sprowadzało, ponieważ ci ludzie byli przygotowywani merytorycznie jako nauczyciele języków, często również języka obcego. W związku z tym, Uniwersytet wraz ze Zrzeszeniem zorganizował trzy edycje rocznego kwalifikacyjnego studium podyplomowego dla nauczycieli, którzy uczyli języka kaszubskiego w szkołach. O ile wiem, uprawnienia te chciałaby uzyskać duża grupa nauczycieli, co najmniej na dwa dodatkowe turnusy. Wiąże się z tym jednak pewien kłopot - środki na prowadzenie tego rodzaju kształcenia, nawet w ramach zajęć podyplomowych, są skromne, a poza tym nadchodzą zwykle po czasie. W związku z tym, prowadzący zajęcia nauczyciele muszą przez dłuższy czas kredytować je jakby z własnej kieszeni, zanim ich wysiłek zostanie opłacony.

Jeżeli chodzi o Kaszuby, znajomość regionu nie sprowadza się tylko do znajomości języka. Proszę pamiętać, że na Uniwersytecie są też historycy, którzy zajmują się historią Kaszub, bardzo dużo o Kaszubach mówi się na zajęciach z historii Pomorza. Na wydziale ekonomii są specjaliści od transportu i rozwoju infrastruktury - kiedy prowadzą zajęcia ze studentami, materiał poglądowy biorą z terenu naszego województwa. Zatem uczenie o Kaszubach ma wymiar o wiele szerszy niż tylko językowy.

Ja bym bardzo nie chciał, aby wiedza o Kaszubach była sprowadzana li tylko do nauczania języka - to jest też nasza kultura, historia terenu i przepraszam, że wrócę tu do resortu kultury - także kultura ludowa, która tu żyje, naprawdę żyje i nie jest to skansen. Od 34 lat jest organizowany konkurs pod tytułem "Ludowe talenty", na który młodzież stara się przygotować swoje wytwory artystyczne, w tradycyjnych technikach, które był stosowane, a więc w malarstwie na szkle, wikliniarstwie, hafcie, rzeźbie, płaskorzeźbie, garncarstwie. Jeszcze trzy lata temu ministerstwo kultury pomagało nam w organizacji konkursu, co prawda na niewielkim poziomie mniej więcej 10% kosztów przeprowadzenia finału. Od dwóch lat dofinansowania nie ma. Jakoś sobie radzimy, ponieważ pomaga nam miasto Gdańsk, w którym nie ma zbyt wielu Kaszubów, bo większość młodzieży kaszubskiej pochodzi z terenów wiejskich. Mimo to miasto przejęło na siebie część opieki, której resort kultury odmawia kulturze ludowej Kaszubów.

Mogę zadeklarować, że Uniwersytet jest gotowy do prowadzenia zajęć dla prawie dowolnej liczby nauczycieli. Mówię o niemal dowolnej liczbie dlatego, że prowadzenie jednego turnusu z setką osób jest prawie niemożliwe. Jest to wielki kierunek kształceniowy, ale bez problemu można prowadzić zajęcia w dwóch grupach, czyli dla około czterdziestu osób rocznie. Jeżeli chodzi o kształcenie dwukierunkowe, o którym mówił poseł Franciszek Potulski, prowadzimy je w tej chwili, brakuje nam tylko jednej rzeczy, którą trzeba zrobić wspólnie z resortem edukacji - przygotowania minimów programowych dla specjalności: język kaszubski albo kaszubistyka.

Tego po prostu jeszcze nie ma, a jak państwo wiecie, kierunki prowadzone na uniwersytecie muszą mieć takie minima, ponieważ po 2-3 latach na uniwersytet jest sprawdzany, czy kształcenie na danym kierunku lub specjalności odpowiada przyjętemu minimum. To jest kolejny brak, który trzeba będzie wyeliminować. Podręczniki i elementarze, o których była tu mowa, są pisane również przez naszych wykładowców - Uniwersytet włącza się w to zadanie, bowiem uważamy je za część swojej misji i powinności, z tego względu, że działamy na tym terenie.

Jeżeli chodzi o tożsamość, ja jakoś nigdy nie miałem kłopotu z tym, że jestem i Polakiem, i Kaszubem - takich kłopotów nigdy nie miało 99,9% Kaszubów. Wspominanie o sprawach niemieckich wprowadza tylko pewien zamęt. Ja też wprowadzę tu zamęt. Mój dziadek nazywał się Stolz i był podoficerem w armii pruskiej. W czasie II wojny światowej odmówił podpisania jakiejkolwiek karty, ponieważ mimo swojego nazwiska był Polakiem. Tak wygląda tożsamość tu, na tych terenach. Proszę nie utożsamiać Kaszubów z kimś, kto jest spoza tego terenu, czy wręcz wyprowadzać wniosku o ich niepolskości z faktu, że niektórzy ludzie rozumiejący, co to znaczy mniejszość również, chciałbym podkreślić - również pomagają w utrzymywaniu kultury kaszubskiej.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Rzeczywiście, zagmatwane i niezależne od nas są nasze losy.

Przedstawiciel Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej Miasta Malborka i Okolic Jerzy Fryc :

Pani dyrektor niejako wywołała mnie do tablicy, więc pozwolę sobie krótko przedstawić nasze osiągnięcia i znaczącą współpracę, którą prowadzimy na naszym terenie. Moje wystąpienie chciałbym zacząć od słów, które ktoś kiedyś już powiedział, iż my nie możemy już poprawić przeszłości, ale możemy wspólnie zbudować nową przyszłość. Wydaje mi się, że w dniu dzisiejszym, szczególnie, kiedy Polska jest już w UE, powinniśmy się na tym skupić. Natomiast, jeśli chodzi o przeszłość - oczywiście, nie wolno o niej zapominać, jest bardzo ważna dla historyków, ale i dla nas, zwykłych szarych obywateli. Myślę jednak, że trzeba żyć przyszłością i na tej przyszłości się skupiać.

Ja powiem tylko pokrótce, że mniejszość niemiecka również ma swoje problemy w Polsce i państwo doskonale o tym wiedzą. Podobny problem powstał już na Śląsku Opolskim, gdzie pewna grupa ludzi również dopominała się swojej etniczności czy narodowości. Kiedy pytano ich, czy są Polakami, odpowiedzieli, że nie, czy są Niemcami - też nie. A kim? Ślązakami. Tu jest problem - taki sam. Ja nie odpowiadam za Śląsk Opolski, bo żyję na Pomorzu i skupiam się na swojej działalności.

Zwróćmy jednak uwagę na pewną sprawę. Kiedyś na jednym z sympozjów w Malborku, jeszcze za poprzedniej kadencji Sejmu, zapytałem pani posłanki, nie będę wymieniał nazwiska, bo już nie zasiada w Wysokiej Izbie, dlaczego projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych leży w Sejmie od 10 lat i nie może wejść pod obrady Sejmu. Odpowiedziała: proszę pana, czy pan chciałby, żeby w Polsce nastąpiło rozbicie dzielnicowe? Niejako miała rację, dzisiejsze czasy pokazują, że miała rację, ale nam szczególnie chodziło o naukę języka ojczystego. Chwała społeczności kaszubskiej za to, że chroni swój język. Może mają o wiele lepsze warunki, dlatego, że resort kultury być może patrzy na to trochę inaczej.

Ja nie chcę tu mówić, że jesteśmy w jakikolwiek sposób dyskryminowani. Padła oficjalnie informacja, że mniejszość niemiecka w całej Polsce jest finansowana z budżetu resortu spraw wewnętrznych Niemiec. W minimalnym stopniu mamy dofinansowanie również z resortu kultury, jeśli Stowarzyszenie złoży stosowny wniosek. Takim przykładem było złożenie wniosku na dofinansowanie organizacji I Festiwalu Kultury Niemieckiej we Wrocławiu, który odbył się w ubiegłym roku. Za to serdecznie dziękuję, między innymi w imieniu posła Henryka Krolla.

Działalność Stowarzyszenia w Malborku nie była łatwa, cień zamku malborskiego kładł się na każdej ulicy tego miasta. Jeśli do tego dodamy słynną powieść Sienkiewicza "Krzyżacy", na kanwie której kształcono naszą młodzież i nas, to proszę się nie dziwić, że kiedy taki Fryc założył Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej w Malborku, nie przyszło mu to z łatwością. Muszę jednak powiedzieć o jednej bardzo ważnej i istotnej sprawie - w Malborku jest bardzo duża tolerancja społeczeństwa, powstania Stowarzyszenia nie przyjęto może owacyjnie, ale z dużym zrozumieniem. Stowarzyszenie podjęło współpracę z władzami miasta, i przez cały czas bardzo owocnie współpracuje z samorządem po przemianach politycznych w Polsce.

Dlaczego tak się dzieje? Powstał problem Eriki Steinbach. Proszę pamiętać, że społeczność malborska to również ludzie wypędzeni, kiedy w czasach komunistycznych ładnie to ubrano jako "repatriację" - ich też wysiedlono. Wysiedlono Niemców, wysiedlono Polaków ze Wschodu, którzy przybyli na te tereny. Taka jest - niestety - konsekwencja wojny, takie są prawidła, trudno. Właśnie ci ludzie rozumieją wiele spraw i z nimi współpracuje się o wiele łatwiej niż gdzie indziej, na innych terenach w Polsce, gdzie jest mniejszość niemiecka. Jeśli do tego dodam, że za zasługi, współpracę z miastem na rzecz jego mieszkańców Rada Miasta Malborka wyróżnia lidera Stowarzyszenia tytułem "Zasłużony dla Miasta Malborka", to jest wielki wyraz szacunku i tolerancji dla społeczności, która tam działa. Jeśli obywatelka Niemiec otrzymuje w Malborku od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Obywatelski Order Zasługi, świadczy to o bardzo dużym wyróżnieniu tego miasta, społeczności i Stowarzyszenia, które tam działa. Nie chcę się tu chwalić, posługuję się wyłącznie faktami, a pani dyrektor zapewne o tym wie, bo odznaczenie osobiście wręczał wojewoda pomorski Jan Kurylczuk. Więc mielibyśmy tu skalę porównawczą. Tylko i wyłącznie dzięki dobrej woli współpracujących ze sobą ludzi możemy osiągnąć efekty, które stawiamy sobie za cel.

Niestety, są też inne historie. Kiedy dziś otwieram "Dziennik Bałtycki" i spostrzegam w nim stylizowaną flagę z portretem Hessa, to pytam się: gdzie są władze, które do tego dopuszczają, i to na stadionie sportowym Lechii w Gdańsku? Ja jestem przerażony, ale komuś dano do ręki pewne atuty, on może to robić, kiedy państwo doskonale wiecie, że niemiecka konstytucja zakazuje w Niemczech wszelkich znaków nazizmu czy obrażania kogoś, czego u nas nie ma. U nas po prostu zaczął obowiązywać pewien model demokracji.

Chciałbym się tu ustosunkować do sprawy Eriki Steinbach, którą, jako członek mniejszości niemieckiej, znam praktycznie od początku. Proszę pamiętać, że 3 lata wcześniej, zanim sprawa wypłynęła, ona zwróciła się do ambasadorów wszystkich państw Europy Wschodniej o podjęcie tematu centrum budowy wypędzonych. Wiecie państwo, skąd otrzymała jedyną odpowiedź? Z Rosji. Potem wybuchła afera. Nie ma co ukrywać, gdyby Niemcy sami chcieli wybudować centrum - jakiż to problem, mają środki, mogą to zrobić w Berlinie, czy w innym miejscu, nie chcę tu mówić o żadnym konkretnym landzie. Proszę też jednak zwrócić uwagę na jedną sprawę - są pewne sytuacje, kiedy to zawiniła właśnie nasza, polska administracja. W latach 1970, za słynnych czasów gierkowskich, wyjeżdżano za granicę w ramach pożyczek i łączenia rodzin. Kiedy rodzina wyjeżdżała, zostawiając kamienicę, przejmował ją zakład komunalny, nie dokonując zmian wpisów w księgach wieczystych. Po dwudziestu kilku czy trzydziestu latach ten człowiek przyjeżdża do Polski, idzie do sądu i mówi: proszę mi pokazać księgę wieczystą, a tam stoi, że jest właścicielem tej kamienicy. Czyja tu jest wina? Nie ma też co ukrywać, również po stronie niemieckiej jest wielu cwaniaków, którzy próbują to wykorzystać. Są adwokaci, którzy wyjechali z Polski, założenie u nich jednej sprawy kosztuje 600 euro, ale bez gwarancji, że rozprawę się wygra. Oczywiście, wokół tej sprawy powstał wielki szum, ale to jest już poza tematem naszego dzisiejszego spotkania.

Może poruszę jeszcze jedną sprawę, mieszczącą się w ostatnim punkcie porządku, niejako wyprzedzając temat, nie będę drugi raz zabierał głosu. Jako członka Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej przeraża mnie dyskusja nad wprowadzeniem dwujęzycznych nazw miejscowości i ulic - powiem dlaczego. To nie jest nikomu potrzebne. Ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski, doskonale znają swoje miasta. Mają swoje mapy z dwujęzycznymi nazwami ulic, miejscowości. To nie jest potrzebne, bo jeśli wprowadzimy dwujęzyczne nazwy, damy do ręki argument przede wszystkim nacjonalistom, którzy umiejętnie to wykorzystają. Przykład już mieliśmy. W jednej miejscowości na Kaszubach składającej się bodajże z jednego domu ustawiono dwujęzyczną tablicę, która została zniszczona. Któż to zrobił? Chyba nie ci, którzy tam mieszkali. Osobiście uważam, że czegoś takiego być nie powinno. Jeśli my żyjemy w tym kraju, jesteśmy jego obywatelami i obowiązują nas stosowane tu prawa. Powinniśmy być tego świadomi.

Pomorski Kurator Oświaty Jerzy Kortas :

Z zainteresowaniem słuchałem wszystkich wypowiedzi. W odpowiedzi na prośbę posła Edmunda Stachowicza przekażę krótką informację. Bardzo przepraszam, ale będę musiał opuścić spotkanie, ponieważ mam chorą żonę, którą muszę się zaopiekować. Jeżeli będą pytania, odpowiem na nie od razu.

Dyrektor Danuta Kledzik moja nauczycielka, szefowa, która mnie wyedukowała na tego, kim jestem, powiedziała, że stanowię jakieś "pomieszanie". Ma rację, bo jestem rodowitym Kaszubem, wychowanym na Kociewiaka. Ja także podkreślam to, co powiedział rektor Andrzej Ceynowa - jestem Polakiem. Pan rektor opowiadał o zagmatwanych losach nas, Pomorzan, ja może tylko dodam trochę od siebie, aby uzupełnić ten obraz. Mój ojciec walczył w 1939 roku w wojsku polskim, dostał się do niewoli, a następnie wrócił na Kociewie, bo tam mieszkał, po czym od razu trafił do więzienia niemieckiego. Strasznie go tam zbito i wywieziono do Szteingawska, Kociewiacy wiedzą, co to jest Szteingawsk, po czym znad grobu cofnął go jeden z Niemców, którzy okazał się człowiekiem. Potem został wciągnięty do Wermachtu. Walczył po stronie niemieckiej i dostał się do niewoli radzieckiej, po czym wrócił z powrotem na Kociewie. Mówił, że uratowało go to, że był Polakiem, że wspólnie tworzyli jedną całość ze wszystkimi Polakami, przebywającymi w tym łagrze rosyjskim. Niezależnie od tego, czy to był Ślązak, Kociewiak, Kaszub czy Poznaniak - obojętnie, jako naród tworzyli jedność.

Odpowiadając pani dyrektor chcę powiedzieć, że ja się cieszę z tego, że język kaszubski jest przedmiotem dobrowolnym, że ocenę z tego przedmiotu wpisuje się na świadectwie w osobnym miejscu. Według naszego rozeznania, w tej chwili język kaszubski nauczany jest w 54 szkołach, w tym w 46 szkołach podstawowych, 8 gimnazjach i 3 placówkach ponadgimnazjalnych. Myślę, że mam rzetelniejsze dane niż informacje z ankiet przekazywanych drogą omijającą kuratorium. Ogółem języka kaszubskiego uczy się 3475 uczniów, w tym 2565 - w szkołach podstawowych, 578 - w gimnazjach i 232 w szkołach ponadgimnazjalnych. Nauczanie języka odbywa się różnie: w grupach klasowych bądź międzyoddziałowych, w wymiarze 3 godzin tygodniowo. Oczywiście to nie wszystko, bo są także zespoły regionalne, folklorystyczne, taneczne, chóralne, i inne.

Najwięcej uczniów - 363 - uczy się języka kaszubskiego w Szkole Podstawowej nr 2 w Kartuzach. Jest 7 placówek, w których uczy się ponad 100 uczniów. W następnej szkole jest 98 uczniów, mniej niż 100, natomiast w większości szkół języka kaszubskiego uczy się po kilkunastu uczniów. W odpowiedzi na uwagę posła Franciszka Potulskiego chcę powiedzieć, że nauka języka kaszubskiego nie przeszkadza w nauce języka ojczystego. Ja sam w wieku 6 lat mówiłem tylko po kaszubsku i dlatego ojciec szybko zabrał mnie z Kartuz do Starogardu Gdańskiego. Do dzisiaj jednak zachowałem bierną znajomość języka kaszubskiego, lubię słuchać Kaszubów, kiedy rozmawiają ze sobą, chociaż są z tym olbrzymie problemy, nawet w stolicy Kaszub - Kartuzach. Myślę, że w drugim, trzecim pokoleniu język kaszubski czeka zanik.

Dobrze, że są te elementarze, może to po nas zostanie, bo język umiera śmiercią naturalną. Moja matka, kiedy spotykała się ze swoją siostrą, dopóki ta żyła, to po 2, 3 minutach przechodziły na płynny język kaszubski, dziś sama w tej chwili porozumiewa się z nami w języku polskim. Jak tu powiedziano, nauka języka kaszubskiego pomaga nauce języka polskiego.

Mamy nieraz olbrzymi problem z innymi mniejszościami. Państwo wywołaliście tu temat Romów. Zapytało nas o nich ministerstwo edukacji, szukaliśmy Romów na terenie naszego województwa. Przeczytam tu informacje, które przygotowałem. Najliczniej Romowie są reprezentowani w Szkole Podstawowej nr 65 w Gdańsku - 5 uczniów. Uczniowie romscy nie korzystają z uprawnień do nauczania języka, kultury i religii swej narodowości, rodzice nie wyrazili takiej woli. Problemy edukacyjne Romów są następujące: brak spełnienia obowiązku szkolnego, informacji o miejscu pobytu dziecka, motywacji do nauki, słabe wyniki nauczania, trudności wychowawcze, zaniedbania środowiskowe, brak respektowania przez rodziny i uczniów obowiązujących w szkole norm społecznych i prawnych.

Jeżeli chodzi o inne mniejszości, na obszarze obecnego województwa pomorskiego funkcjonuje ukraińska mniejszość narodowa. Nauczanie języka ukraińskiego oraz religii: grekokatolickiej i prawosławnej odbywa się w 9 placówkach w następujących gminach: Człuchów, Stary Kierzdan, Dzierzba, Nowy Dwór Gdański, Ostaszewo, oraz Gdańsk i Słupsk. Nauczaniem języka ukraińskiego objętych jest 160 uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. Dyrektorzy szkół w porozumieniu z organami prowadzącymi organizują grupy międzywydziałowe i międzyszkolne. Nauczyciele posiadają kwalifikacje do nauczania języka ukraińskiego.

Wydaje mi się, że z drugiej strony, przynajmniej u nas, na Pomorzu, jest to pewna prawidłowość, i z tego się bardzo cieszę. Dlatego, że jeśli są mniejszości narodowe, one w tej chwili czują się Polakami, utożsamiają z Polakami i nie zgłaszają potrzeb nauczania w języku ojczystym. Jeżeli nawet to się odbywa, to może w drodze indywidualnych korepetycji, indywidualnej pomocy między społecznościami mniejszości narodowej. Ja nie znam języka niemieckiego, a moja córka jest jedną z najlepszych germanistek, nauczycielek języka niemieckiego na Kociewiu. To tyle na zakończenie.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Tak, rzeczywiście zagmatwane są te nasze losy. Chcę podziękować panu za te osobiste refleksje. Ja również pozwolę sobie na taką refleksję. Wiecie państwo, że reprezentuję Samoobronę - w naszych strukturach od samego początku był właśnie Kaszub - Jan Pikus. Proszę mi wierzyć, ja uczyłam się od niego patriotyzmu, ukochania ziemi, przywiązania do rodziny. Należał do osób, do których miałam zaufanie, mówię - miałam, bo odszedł już na druga stronę istnienia, miał wypadek i zostawił po sobie rodzinę, sześcioro dzieci. Rozmowy z nim, dysputy, jego pieśni kaszubskie - to było dla mnie coś niesamowitego, wielkie przeżycie, tak że ja doskonale państwa rozumiem. Cieszę się, że jestem przewodniczącą tej Komisji, bo bardzo mnie to wzbogaca, uczy tolerancji, i oby tak było, oby właśnie większość z nas częściej zamyślała się nad wielokulturowością. Chodzi o to, co właśnie bardzo pięknie powiedział przedstawiciel mniejszości niemieckiej. Myślę, że dzisiejsze spotkanie pozostawi w nas pozytywne piętno.

Przedstawicielka Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Wanda Kiedrowska :

Zostałam wywołana do zabrania głosu przez panią dyrektor Danutę Kledzik. Od wielu lat jestem związana z nauczaniem języka polskiego i języka kaszubskiego. Tu muszę zauważyć, że gdyby nie ludzie zaangażowani w wielu instytucjach, to z pewnością dzisiaj nie mielibyśmy takiego efektu, jaki mamy. Trudno powiedzieć kiedy, ale wiele lat temu gdańskie kuratorium oświaty uznało, że konkurs recytatorski "Rodny mare" jest godny tego, aby wpisać go do kalendarza imprez kuratoryjnych. Wtedy, przed laty, to był wielki krok, wielka nobilitacja języka kaszubskiego. Kiedy zaledwie zaczynaliśmy, taka obecność kuratorium w różnych naszych imprezach stanowiła wielkie poparcie. Kiedy nie było jeszcze nauczania języka kaszubskiego, ale była już regionalizacja nauczania, czuliśmy poparcie kuratorium. Stopniowo dochodziło do nauki języka.

Chciałabym powiedzieć kilka słów w sprawie ratowania skarbu narodowego, jakim jest język dzisiejszych Kaszubów. W XXI wiek Kaszubi przenieśli nie tylko elementarz ale i kolejne podręczniki. Moja przedmówczyni, pani Danuta Pioch nie śmiała powiedzieć, że to jej programy, że promujemy teraz i rozdajemy już kolejne dwa podręczniki jej autorstwa. Nie wiem, jak się kłaniać i dziękować pani Grażynie Płoszajskiej i ministerstwu za to wszystko, co ministerstwo robiło i robi. Nie mielibyśmy ani podręczników, ani tego wszystkiego, co mamy, gdyby nie pani Grażyna Płoszajska - to jest pani tak wielką zasługą w ministerstwie - i naszych posłów. Naszych posłów, którzy czasami, jeżeli wydaje nam się, że coś idzie zbyt wolno, delikatnie przez nas inspirowani, swoimi ścieżkami dochodzą do państwa i próbują się przypomnieć. Czasami faktycznie pieniądze dochodzą późno, ale są. Dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni, zarówno jeśli chodzi o programy, jak i podręczniki, licząc oczywiście, że tak będzie dalej. To samo dotyczy studium podyplomowego dla nauczycieli. Nie byłoby tylu wykształconych nauczycieli, gdyby nasze granty nie zyskały państwa poparcia i dlatego chciałabym przede wszystkim podziękować ludziom.

To samo odczuwamy wobec Komisji, państwa, którzy dzisiaj tu przyjechaliście i będziecie jeszcze kilka dni na Kaszubach. Czujemy duchowe wsparcie. Może nie zawsze jesteśmy całkowicie zadowoleni, ale przecież na tym polega współpraca i dążenie do tego, żeby było coraz lepiej.

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Jacek Ciskowski :

Jestem z Jastrzębiej Góry, miejscowości najdalej wysuniętej na północ Polski, także u nas mieszkają Kaszubi i Kaszubki. Rzecz polega na tym, że właśnie tam, gdzie jest nauka kaszubskiego, tego języka uczy się ponad połowa dzieci, które nie mają żadnych związków z kaszubszczyzną, pochodzą z innych regionów kraju. To jest bardzo istotne - właśnie ludzie z zewnątrz chcą poznawać ten język, oprócz innych języków. Gdyby nie było nauki w szkole, po prostu nie nauczyliby się tego języka. Jest to bardzo ważne, chodzi o jak najsilniejsze wspieranie nauki języka kaszubskiego. Oni utożsamiają się z nami.

Przedstawiciel Towarzystwa Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie Manfred Ortman :

Reprezentuję Towarzystwo Kulturalne Mniejszości Niemieckiej "Ojczyzna" w Kwidzynie. Jestem urodzony i do tej pory żyję na terenie Ziemi Kwidzyńskiej. Chciałbym dodać kilka słów do tego, co wcześniej powiedział przedstawiciel mniejszości niemieckiej.

Nasza działalność nie ogranicza się tylko do tego, żeby kultywować język, w naszych statutach mamy zapisy o działalności kulturalnej. Ta działalność kulturalna jest znacznie szersza. Nasze Towarzystwo zarejestrowało się na początku lat 1990 - była odwilż polityczna, sprzyjający klimat. W tamtym okresie w programach nauczania szkół podstawowych powiatu kwidzyńskiego w niewielkim wymiarze była obecna nauka języka niemieckiego. Z wiadomych względów trochę inaczej wyglądało to w mieście, a inaczej w szkołach wiejskich, natomiast problemem były nie tyle finanse, ile brak kadry nauczycielskiej.

W tym czasie większość nauczycieli musiała się przekształcać w germanistów. Mieliśmy w tym udział między innymi przez Centralną Radę Niemiec w Opolu, gdzie organizowane były szybkie i intensywne kursy języka niemieckiego dla nauczycieli, którzy chcieli zdobyć certyfikaty nauki, w tym wypadku obcego jeszcze, języka niemieckiego. Kursy te odbywały się w okresie wakacji, a korzystający z nich nauczyciele uiszczali symboliczną opłatę w wysokości 100 zł, chodziło o to, aby ich zdyscyplinować i aby brali udział w tychże kursach. Strona niemiecka finansowała całość szkolenia, zakwaterowania, wyżywienia. Zaznaczyłem tu na marginesie, że był to język obcy. Do pewnego czasu, dla tychże ludzi - tak. Natomiast od 1 maja jest to również język europejski i w związku z tym nie wchodzą w rachubę pewne dylematy związane z tym, czy my określamy się jako narodowość, czy jako grupa etniczna.

Pani dyrektor wspomniała, że w województwie pomorskim jest 18 mniejszości narodowych i etnicznych. Myślę, że na pewno najwięcej stowarzyszeń jest niemieckich, a największą liczbę członków mają Kaszubi. Trzeba tu zaznaczyć, że wszystkie nasze organizacje mają osobowość prawną, każda ma swój statut i działa niezależnie w swoim rejonie. Jesteśmy zarejestrowani centralnie i mamy tak zwaną jednostkę nadrzędną, którą jest Centralna Rada Niemców w Opolu, niemniej jej kompetencje ograniczają się to tylko do spraw administracyjnych, pewnych rozporządzeń.

Jak zaznaczyłem wewnętrznie działamy sami na swoim podwórku. Na wstępie powiedziałem, że na początku lat 1990 w niektórych szkołach wiejskich nie było jeszcze nauki języka niemieckiego. Na terenie powiatu kwidzyńskiego wyszliśmy z inicjatywą i organizujemy w tych szkołach kursy języka niemieckiego dla dzieci po godzinach lekcyjnych - za darmo. Oczywiście, ktoś za to płaci, jak już kolega wspomniał, jesteśmy wspierani w funduszach przez Konsulat Generalny Niemiec w Gdańsku, ze środków niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Również w naszych stowarzyszeniach są prowadzone kursy języka niemieckiego, konkretnie także w naszej siedzibie w Kwidzynie. Przez te 14 lat trochę zmieniła się struktura nauki języka niemieckiego w szkołach, ponieważ zostały one objęte programami nauki - tam, gdzie to możliwe, obowiązuje jeden język obcy.

Nadal dla Polaków jest to język obcy, a dla nas - ojczysty. Z tym, że jest dziwna rzecz, o której chcę wspomnieć. Już od samego początku, i to nie tylko od momentu, kiedy zaczęło być głośno o UE, test z języka niemieckiego, czyli w tym wypadku obcego, był wybierany jako drugi w kolejności tam, gdzie nie zamieszkiwała ludność autochtoniczna. Czyli na terenach akcji "W" związanych z przesiedleniami z wschodu, tam był test języka niemieckiego, dyscyplina, tam dzieci uczestniczyły w nauce - nauczyciele, dyrektorzy szkół nie mieli żadnych problemów jeżeli chodzi o zgodę rodziców. Z kolei na wsi bywa różnie.

Organizując stowarzyszenia mniejszości niemieckiej, przynajmniej tu, w okręgu pomorskim, jeżeli chodzi o stronę polityczną, weszliśmy w środowisko z "otwartą przyłbicą", czyli - pełna integracja, bez podkreślania, że to dziecko jest nasze, wasze czy inne. Jeżeli organizujemy wspólne ogniska, pikniki, wycieczki, zabawy choinkowe i inne uroczystości, to dzieci są nagradzane wspólnie, bawią się razem, śpiewają piosenki w języku niemieckim i polskim - tak jest to odbierane. W związku z tym, że w tej chwili sytuacja się zmieniła, również i my powinniśmy patrzeć i patrzymy na to z innego punktu widzenia.

Jak powiedziałem, na początku nasze działanie musiało się ograniczyć tylko do stref kulturalnych. Naprawdę, proszę mi wierzyć, że tu, w województwie pomorskim, żaden z naszych kolegów, nigdy nie zajmował się ani małą, ani wielką polityką. Jeżeli bywały "występy" niektórych skrajnych polityków z Niemiec lub jakieś wypowiedzi na ten temat, nawet w prasie zdarzały się różne artykuły, definitywnie i bardzo oficjalnie odcinaliśmy się od nich. Nie dlatego, że widzieliśmy siebie w jakiejś innej roli, tylko dlatego, że patrząc z tamtego punktu widzenia, nasza sytuacja wewnętrzna mogła być odbierana zupełnie inaczej.

My urodziliśmy się i wychowaliśmy tutaj, w tym środowisku. Ja urodziłem się w 1940 roku, w czasie wojny i całe młode lata uczyłem się języka polskiego, było o tyle dziwnie, że po pewnym okresie czasu miałem trudności w posługiwaniu się językiem ojczystym, czyli niemieckim, "wyssanym z mlekiem matki". Dlatego też nie będziemy określać się jako mniejszość niemiecka, coś wyodrębnionego w tym społeczeństwie, grupa, która powinna się odciąć, wydzielić. Większość z nas urodziła się w czasie wojny lub zaraz po wojnie - zdobywaliśmy wszystkie dobre, jak również złe doświadczenia w okresie rządów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a potem Rzeczypospolitej Polskiej. Niektórzy z nas zdobyli wykształcenie, doktoraty, niektórzy ciężko pracowali i teraz są na emeryturach, na rentach, ale nadal musimy pamiętać o tym, co dała nam ta ziemia - i dobrego, i złego, nie należy nad tym przechodzić do porządku dziennego i bagatelizować.

Chcę wspomnieć tu o jednej bardzo istotnej sprawie. Padło tu krótkie zdanie o cieniu rzucanym przez Zamek Krzyżacki w Malborku. Zamek ten kojarzy się każdemu tak, a nie inaczej, nie będziemy tego roztrząsać, niemniej pewien dreszcz wzbudza także słowo "zakon". Chcę powiedzieć, że na teren Pomorza wszedł Zakon, jest u nas Zakon Joannitów, który już kilkanaście lat wcześniej zaczął działać na terenie dawnego województwa olsztyńskiego. Joannici pozakładali stacje socjalne, które świadczą pomoc charytatywną, medyczną, rozdają leki chorym, potrzebującym, biednym. Sprawują opiekę. W takiej stacji socjalnej są zatrudnione fachowe siostry, które świadczą opiekę nad obłożnie chorymi, nad tymi, którzy tego potrzebują. Nie świadczymy usług medycznych czy pomocy tylko dla takiej, czy innej grupy, my świadczymy tę pomoc dla wszystkich.

Stacje powstały na terenie dawnego województwa olsztyńskiego, obecnie są już na terenie województwa pomorskiego. Pierwsza z takich stacji powstała pięć lat temu w Malborku, a druga funkcjonuje od dwóch lat w Kwidzynie. Chodzi o to, żeby umieć dawać - po to żeby dać, trzeba umieć dać. Żeby pomóc, trzeba umieć pomóc. Jeżeli się niewłaściwie daje i niewłaściwie pomaga, to robi się komuś wielką krzywdę, bo ten ktoś czuje, że jest kimś gorszym, daje się mu jałmużnę, robi się z niego jakiegoś - za przeproszeniem - "dziada". W związku z tym stacje socjalne i pracujące tam osoby spełniają między innymi tę rolę, aby umieć pomóc i umieć dać.

Można dużo mówić o indywidualnych działaniach poszczególnych członków Towarzystwa, współpraca z miastem Kwidzynem tętni, cele, pomoc dla Kwidzyna są tak wielkie i lokują się w tak wielu gałęziach, że trudno je wymienić. Padły tu słowa o pieniądzach z Niemiec i od razu zauważyłem w niektórych wypowiedziach niektórych posłów, profesorów podtekstu typu "to jakaś prowokacja". Na terenie Polski legalnie działa fundacja polsko-niemiecka i my jako mniejszość niemiecka wspieramy działanie pewnych operatywnych ludzi, operatywnych instytucji i przez to dbamy o zachowanie dobrej kultury istniejących na tych ziemiach zabytkowych kościołów, budowli. Wspieramy te inicjatywy, popieramy wnioski do Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie w Warszawie, która przeznacza środki na utrzymanie tych dóbr kultury, zabytków: Zamku w Malborku, Katedry w Kwidzynie i wielu, wielu innych. Wspomnę tu o Kościele św. Katarzyny w Gdańsku, gdzie również przy moim skromnym wsparciu ojcowie uzyskali pewną dotację z Fundacji. Zwrócę uwagę na to, co powiedział jeden z moich przedmówców: nie jest ważne, skąd pochodzą środki, ale jaka jest intencja tego, kto daje, i to, jak daje. Powtarzam, że trzeba umieć dawać i trzeba umieć pomóc - to jest istotne.

Dyrektor Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych w MK Jerzy Zawisza :

Na tyle, na ile potrafię udzielę odpowiedzi na pytanie zadane przez posła Jerzego Czerwińskiego. Otóż w świetle praktyki oraz projektów prawnych przynajmniej znanych mi i panu posłowi na dziś, a także wobec faktu zakończenia prac nad projektem ustawy o mniejszościach narodowych i języku regionalnym, na tak zadane pytanie mogę odpowiedzieć, że Minister Kultury prawdopodobnie nie mógłby udzielić dotacji takiemu wnioskowi. Taka jest moja wiedza na dzisiaj.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Kto jeszcze chciałby zadać pytanie lub podzielić się swoją refleksją? Jesteśmy w województwie pomorskim także jutro, więc nie czas jeszcze na podsumowanie.

Starosta Wejherowski Józef Reszke :

Jutro goszczę Komisję na moim terenie i będzie mi z tego powodu bardzo miło. Nie chciałbym zabierać czasu, bo czekają na członków Komisji w Pucku i chyba się już niecierpliwią, może tylko spuentuję kaszubski wątek, który był tu poruszony, bo nie wszyscy chcą do końca wszystko o sobie powiedzieć. Muszę tu powiedzieć, że ojciec dyrektora Witolda Bobrowskiego był gdańszczaninem, ale matka - góralką. Pan dyrektor urodził się w Limanowej i mieszkał tam kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat. Dopiero od 25, no tak, blisko 30 lat jest na Kaszubach. Pisze właśnie elementarze kaszubskie, więc jest tak, że Górale uczą Kaszubów kaszubskiego, zatem - nie bójmy się Kaszubów. Może to będzie lekkie nadużycie, ale powiem: "Nie lękajcie się Kaszubów".

Bardzo żałuję, że nie ma tu posła Henryka Krolla. W Sejmie na spotkaniu poświęconym językom etnicznym z udziałem trzech starostów kaszubskich staraliśmy się przez wiele godzin "pracować" nad posłem Henrykiem Krollem, który trochę zmienił zdanie o Kaszubach. Obiecał, że przyjedzie jutro, bardzo bym chciał, żeby przyjechał i zmienił swoje stanowisko. Na początku pan poseł odnosił się do Kaszubów z dużym dystansem, a po spotkaniach, także u marszałka Marka Borowskiego ten dystans zdecydowanie się zmniejszył. Bardzo żałuję, że nie ma tu posła Henryka Krolla. Kaszubów trzeba lepiej poznać i myślę, że po dzisiejszej wizycie w Pucku, oraz jutrzejszej w Wejherowie i Kartuzach na pewno wyjedziecie stąd państwo z lepszym zdaniem o Kaszubach. Jestem o tym przekonany.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Myślę, że już przyjeżdżając tutaj mieliśmy bardzo dobre zdanie o Kaszubach.

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Zbigniew Jankowski :

Zacznę może trochę żartobliwie, komentując to, co powiedział pan starosta wejherowski. Ojciec pana Witolda Bobrowskiego może był gdańszczaninem, ale pochodził z tej samej wioski co ja, czyli z Rekoszewa.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Czyli sami swoi?

Przedstawiciel Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Zbigniew Jankowski :

Tak jest. Mówiliśmy tutaj o pieniądzach niemieckich, a ja jeszcze doleję trochę oliwy do ognia. Chciałbym przekazać najświeższą wiadomość, że tym razem za pieniądze amerykańskie, czyli za dolary, opracowaliśmy kaszubską wersję dubbingową filmu "Jezus" wedle Ewangelii św. Łukasza. Prace zostały zakończone w Warszawie w ubiegły wtorek. W tej chwili film przechodzi na Florydzie tak zwaną postprodukcję i miejmy nadzieję, że na Święta Bożego Narodzenia trafi już do dystrybucji.

Rektor Andrzej Ceynowa mówił o talentach ludowych. W większości mówimy tu o języku i chyba należałoby dodać, że tak samo długo jak konkurs, o którym mówił pan rektor, mamy także konkurs recytacji prozy i poezji "Rodne łewa". Rodne - czyli mowa ojczysta, ale zarazem ta od urodzenia. Kaszubski nie jest językiem nabytym, większość z nas mówiła nim najpierw, będąc małymi dziećmi, a dopiero potem w szkole uczyła się języka polskiego. Miałem tę łatwość nauki obu języków, jako że moja matka, podobnie jak pana Witolda Bobrowskiego, też pochodziła z Małopolski i w związku z tym języki kaszubski i polski były normalnymi językami codziennymi.

Wspominano tu kilka razy o tym, jak będzie wyglądała sprawa mniejszości narodowych i etnicznych w UE. Długo się nad tym zastanawialiśmy w ubiegłym roku, przed czerwcowym referendum. Wydawało nam się, że nasza kultura i nasz język, nasza tradycja, spuścizna będą pewnym naszym wyznacznikiem w UE, aby po prostu nie poddać się tej ogólnej uniformizacji. Miejmy nadzieję, że tak będzie, ale żeby tak było, po prostu musimy chcieć tego wszyscy, nie tylko my sami, Kaszubi. Musimy odczuwać chęć pomocy ze strony władz samorządowych i centralnych, mam tu na myśli Ministerstwo Kultury.

Jedna uwaga na marginesie. Mówimy tu o kulturze profesjonalnej. Od 1989 roku w Sejmie nie było żadnej debaty na temat kultury. Wszyscy z utęsknieniem czekamy na ustawę o instytucjach artystycznych, której projekt przygotował minister Andrzej Celiński. Zmiany polityczne spowodowały, że znów sprawa została odsunięta. W tym momencie samorządy nie wiedzą co robić - przyzwyczajone, że zawsze wykaz przychodził "z góry", same nie chcą podejmować decyzji. Ale to uwaga na marginesie, nie na temat dzisiejszego spotkania.

Przedstawicielka Rzecznika Praw Obywatelskich Krystyna Milart-Szostak :

Króciutka refleksja. Dwa lata temu rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll poprosił mnie o zorganizowanie wizyty w jednej ze szkół, skazanych przez samorząd terytorialny na likwidację. Pojechaliśmy do szkoły w Nawodnicy, a wizytę pan profesor wspomina do dziś. Szkoła funkcjonuje nadal. Całą wizytę można podsumować właściwie w jednym zdaniu. Ta mała szkoła dla dzieci kaszubskich była tak świetnie prowadzona, że profesor Andrzej Zoll żałował, że nie miał sam okazji do takiej szkoły chodzić i uczyć w niej swoich dzieci. Powiedział mi też, że chciałby, żeby takie szkoły funkcjonowały w całym kraju.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Tym miłym akcentem zakończymy posiedzenie Komisji. Nie będę robiła podsumowań, ponieważ również jutro będziemy gościć na tej przepięknej ziemi. Poza tym, dziś każdy z nas wyjdzie z tego spotkania z własną, pozytywną refleksją. Zamykam posiedzenie Komisji.

V. Wokół projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych

Wspólne posiedzenie trzech komisji sejmowych (16.06.2004)¨(39)

Biuletyn nr: 3270/IV

Komisja:

Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych /nr 155/
Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży /nr 180/
Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych /nr 50/

Data: 16-06-2004

Mówcy:

Poseł Bogdan Bujak (SLD)
Posłanka Danuta Ciborowska (SLD)
Poseł Jerzy Czerwiński (RKN)
Poseł Andrzej Gałażewski (PO)
Poseł Ryszard Hayn (SLD)
Posłanka Teresa Jasztal (SLD)
Posłanka Bronisława Kowalska (SLD)
Posłanka Alicja Lis (Samoobrona)
Poseł Janusz Lisak (niez.)
Przedstawiciel Sekretariatu Edukacji Nauki i Młodzieży Krzysztof Majer
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Tadeusz Matusiak
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ingeborga Niewieczerzał
Ekspert Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Lech Nijakowski
Posłanka Maria Nowak (PiS)
Poseł Henryk Ostrowski (Samoobrona)
Poseł Kazimierz Plocke (PO)
Poseł Jan Rzymełka (PO)
Poseł Antoni Stryjewski (RKN)
Przedstawicielka Biura Legislacyjnego Kancelarii Sejmu Elżbieta Strzępek
Poseł Jerzy Szteliga (SLD)
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych
Posłanka Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska (SDPL)
Posłanka Genowefa Wiśniowska (Samoobrona)
Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych Waleria Wojciechowska
Poseł Jarosław Zieliński (PiS)

16 czerwca 2004 r. Komisje: Administracji i Spraw Wewnętrznych, Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych, obradujące na wspólnym posiedzeniu pod przewodnictwem posłów Ryszarda Hayna /SLD/ i Bogdana Bujaka /SLD/, rozpatrywały:

- sprawozdanie podkomisji nadzwyczajnej o komisyjnym projekcie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP /druk nr 223/.

W posiedzeniu udział wzięli przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z podsekretarzem stanu Tadeuszem Matusiakiem.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Otwieram wspólne posiedzenie Komisji: Administracji i Spraw Wewnętrznych, Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Witam posłów i zaproszonych gości. Porządek obrad został państwu dostarczony na piśmie. Czy są uwagi lub pytania? Nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja zaakceptowała zaproponowany porządek obrad. Stronę rządową na dzisiejszym posiedzeniu reprezentuje minister Tadeusz Matusiak. Ustawa, którą mamy rozpatrzyć, wzbudza wiele emocji. W imieniu prezydiów trzech Komisji proponuję, abyśmy przyjęli następujący tok procedowania. Najpierw poseł Jerzy Szteliga wprowadzi nas w temat i omówi projekt, później odbędziemy dyskusję na tematy ogólne, aby następnie przejść do procedowania nad poszczególnymi zmianami, ale już bez prowadzenia dyskusji. Jeśli nie usłyszę sprzeciwu wobec zaproponowanej procedury, to uznam, że Komisja ją zaakceptowała. Sprzeciwu nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja wyraziła zgodę na taki tok postępowania. Rozumiem, że wszyscy są za tym, aby prace postępowały szybko i sprawnie.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Przysłowie mówi, że do trzech razy sztuka. Ta ustawa procedowana jest w parlamencie już trzecią kadencję, czyli prawie 11 lat. Nasza podkomisja pracowała nad nią około dwóch lat. Wydaje się, że dzisiaj przedstawiamy sprawozdanie, które w sposób całościowy ujmuje problem mniejszości narodowych i etnicznych. Jest ono w stosunku do przedłożenia pierwotnego poszerzone o problem języka regionalnego. Projekt ustawy zawiera rozwinięcie tego, co jest zapisane w art. 27 i 35 Konstytucji RP, czyli praw mniejszości narodowych i etnicznych oraz kwestie języka pomocniczego. Wszyscy posłowie mają sprawozdanie przed sobą, więc tylko krótko omówię jego treść. Nie ulega wątpliwości, że ta ustawa nie po raz pierwszy wzbudza emocje o charakterze politycznym. W dyskusji nie o zapisy merytoryczne często szło, tylko o tło. Często to tło jest lekko zafałszowane, bo problemy odnoszące się do mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, a więc odnoszące się do obywateli Rzeczypospolitej, są wiązane na zasadzie wzajemności z losem, jaki spotyka Polaków mieszkających w krajach ościennych. Okazuje się, że problem mniejszości jest swoistym niewolnikiem tego, co dzieje się wokół naszych granic w odniesieniu do mniejszości polskiej. Udało nam się, po raz pierwszy w tak poważnym sprawozdaniu, w art. 2 sformułować definicję mniejszości narodowej i mniejszości etnicznej. Wymieniamy je, aby nie było wątpliwości, jakie mniejszości żyją na terenie Polski. W rozdziale 1 zostały doprecyzowane przepisy dotyczące zakazu asymilacji i dyskryminacji. Rozdział 2 jest rozwinięciem art. 35 konstytucji i dotyczy zasad pisowni imion i nazwisk oraz prawa i zasad posługiwania się językiem mniejszości w życiu prywatnym i publicznym. Zgodnie z art. 27 konstytucji w art. 9 omawianej ustawy wprowadzamy możliwość i przedstawiamy warunki używania języka mniejszości jako języka pomocniczego. Stwierdzamy, że taka procedura jest możliwa tylko w tych gminach, w których dane urzędowe potwierdzają, iż mniejszość stanowi nie mniej niż 8% ogółu mieszkańców, a gmina zapisana jest w Urzędowym Rejestrze Gmin, w których używany jest język pomocniczy. Określamy warunki, na jakich rejestr ten jest prowadzony. Z punktu widzenia rozdziału 2 istotny jest art. 12, który mówi o tym, że dodatkowe nazwy w języku mniejszości mogą być używane obok urzędowych nazw miejscowości i obiektów fizjograficznych, nazw ulic, nazw urzędów i instytucji użyteczności publicznej ustalonych w języku polskim. Zdaję sobie sprawę, że po niedawnych wydarzeniach w Strzelcach Opolskich, gdzie starosta zdjął godło, przepis ten może budzić pewne kontrowersje. Ale informuję, że dzisiaj o godz. 13.00 odbywa się sesja Rady Powiatu w Strzelcach Opolskich, na której rozpatrywany będzie wniosek o pozbawienie starosty funkcji. W tym przypadku również wprowadzamy ograniczenie dotyczące liczby mieszkańców należących do mniejszości, to znaczy dane urzędowe muszą potwierdzać, że 8% mieszkańców gminy należy do mniejszości, a cała procedura może być zakończona dopiero pozytywną opinią Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Przewidujemy także możliwość odmowy wpisania do Rejestru Gmin.

W art. 13 pkt 8 regulujemy problem nazw miejscowości, które się źle kojarzą. Mam na myśli nazwy z lat 1933-1945 nadane przez władze III Rzeszy lub ZSRR. Do rozdziału 3, który mówi o oświacie i kulturze, generalnie nie wnosimy nic nowego, co do tej pory nie byłoby uregulowane. Niektóre zapisy podnosimy tylko do rangi ustawowej, choć w zasadzie wszystkie problemy związane z nauczaniem w językach mniejszości są uregulowane w ustawie o systemie oświaty. Trzeba podkreślić, że ustawa o systemie oświaty jako pierwsza dotknęła tego problemu. Rozporządzenie ministra edukacji sprzed wielu lat bardzo precyzyjnie określiło tok nauczania, ciągi nauczania, sposoby zaopatrzenia w podręczniki, sposób naliczania subwencji. W rozdziale 3 powtórzyliśmy pewne rzeczy dotyczące generaliów. Rozdział 4 jest elementem absolutnie nowym w dotychczasowych próbach rozwiązywania problemu, a dotyczy języka regionalnego. Jest to odpowiedź na oczekiwania i rozwiązanie problemów, które zgłaszały nam środowiska kaszubskie. Ponieważ tymczasem strona rządowa rozpoczęła procedurę ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych, podkomisja uznała, że nasze sprawozdanie poszerzymy w stosunku do projektu wyjściowego, który był inicjatywą Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, o rozdział 4 Język regionalny. Dodam na marginesie, że Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży przy okazji swojego niedawnego wyjazdowego posiedzenia zebrała bardzo pozytywne opinie środowisk kaszubskich na temat tego przepisu. Co do tego nie ma wątpliwości. Rozdział 5 traktuje o organach do spraw mniejszości narodowych i etnicznych. Mówimy tutaj o ministrze właściwym i jego kompetencjach. W art. 20 regulujemy precyzyjnie obowiązki i zobowiązania urzędu wojewody. W ust. 3 wpisaliśmy prawo wojewody do powołania pełnomocnika do spraw mniejszości narodowych i etnicznych, który funkcjonowałby przy urzędzie. Wieloletnia praktyka urzędów administracji rządowej i niektórych sejmików wojewódzkich dowodzi, że tam, gdzie funkcjonuje pełnomocnik wojewody, udaje się metodą koncyliacji i dogadania spraw uniknąć wielu konfliktów, które jeszcze nie tak dawno tliły się w niektórych regionach kraju, np. na temat pomników. Elementem nowym jest zapis art. 21, a więc propozycja utworzenia Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych, która byłaby ciałem opiniodawczo-doradczym przy Prezesie Rady Ministrów. Nie będę w tej chwili omawiał szczegółowo procedury powoływania jej członków i proporcji, bo wydają się one być bardzo przejrzyste. Uznaliśmy, że taka Komisja będzie dobrym miejscem do wzajemnego komunikowania się, rozstrzygania sporów i zgłaszania problemów. Jest już wiele tego rodzaju doświadczeń, np. Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego przyspiesza rozwiązywanie wielu problemów, które się pojawiają. Wszystkie procedury są precyzyjnie opisane, nie będę ich teraz omawiał, bo wrócimy do nich przy procedowaniu nad poszczególnymi artykułami. W rozdziale 6 Przepisy przejściowe i końcowe najistotniejszą zmianą, jaką proponujemy, zdaje się zapis art. 33 w zmianie nr 2, w której do ustawy o radiofonii i telewizji proponujemy dodać art. 3a dotyczący powoływania rad programowych. Bardzo często spotykamy się z taką praktyką, że w regionach koncentracji mniejszości narodowych i etnicznych, przy ośrodkach telewizyjnych, przy ośrodkach radia publicznego, mimo iż radio i telewizja, zgodnie z ustawą, powinny realizować swoją misję także w odniesieniu do mniejszości, brakuje przedstawicieli tych mniejszości.

Otwieramy więc pewną furtkę, pewną możliwość wzbogacenia składu rad o przedstawicieli mniejszości. Już mamy tego pozytywne przykłady, bo np. do rady programowej publicznego radia regionalnego Opole zgłoszono przedstawiciela Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim. Jest to próba uregulowania w ustawie takich sytuacji. Tyle tytułem krótkiego wprowadzenia. Teraz Komisje będą już procedować nad projektem, a ja jako weteran walk o tę ustawę dzisiaj z radością i ulgą, choć również z pewnym niepokojem, oddaję projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym w ręce posłów. Chcę podziękować członkom podkomisji za wytrwałą i owocną pracę, pani dyrektor Głowackiej i panu naczelnikowi Rzemieniewskiemu z resortu spraw wewnętrznych, pani dyrektor Płoszajskiej z resortu edukacji, którzy przez dwa lata skrupulatnie cyzelowali z nami przepisy ustawy. Ja pracuję nad tą ustawą już 11. rok. Rozpocząłem w 1993 r. z przewodniczącym Jackiem Kuroniem. W tamtej kadencji nam się nie udało. Nie udało się także w kadencji 1997-2001, bo raptem doszliśmy do art. 2 ustawy. Tym razem członkom podkomisji, a była to podkomisja złożona z przedstawicieli wszystkich trzech Komisji, udało się metodą konsensusu i koncyliacji uzgodnić pewne zapisy, co nie znaczy, że przy tych zapisach nie będzie kontrowersji. Wydaje się, że w ustawie nie ma żadnych błędów. Mam zapewnienie pani mecenas, że ich nie ma. Gorąco dziękuję za współpracę przedstawicielom Biura Legislacyjnego KS, bo nie były to łatwe uregulowania, tym bardziej że kontrowersje między członkami podkomisji często miały charakter polityczny. Ale udało się nam zgodnie z poleceniem Komisji przygotować sprawozdanie. Jeśli będą pytania, postaram się udzielić wyczerpujących odpowiedzi. Jest z nami ekspert podkomisji, pan Lech Nijakowski, który także oddaje się do dyspozycji posłów.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Tadeusz Matusiak : W imieniu rządu pragnę serdecznie podziękować podkomisji za mozolną pracę, którą wykonała w ciągu tych dwóch lat. Mam taką skromną i cichą nadzieję, że projekt tej ustawy zostanie przyjęty. Jeszcze raz dziękuję za pracę z nadzieją, że Sejm i Komisje poprą ten projekt i przyjmą jako gotową ustawę.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Otwieram dyskusję. Proszę o ogólne uwagi i refleksje. Przypominam, że do poszczególnych zapisów będziemy się odnosili w trakcie omawiania każdego z nich.

Posłanka Maria Nowak /PiS/ :

Wysłuchałam wypowiedzi przewodniczącego podkomisji posła Jerzego Szteligi z wielką uwagą i nasunęło mi się jedno pytanie. Tym pytaniem chcę zwrócić uwagę na pewien problem. Czy w trakcie prac podkomisji pojawił się problem Ślązaków? Problem ten istnieje. Jeżeli my go nie opiszemy i nie zajmiemy się nim, to nie znaczy, że ten problem zniknie, że tego problemu nie ma. Uważam, że lepiej byłoby go omówić i rozwiązać wspólnie z niektórymi organizacjami śląskimi, jak np. Związek Górnośląski. Sama jestem Polką, ale mieszkam na Śląsku, mam głębokie rodzinne tradycje śląskie. Fakt, który uwidocznił się w czasie spisu powszechnego, że ponad 170 tys. osób wpisało narodowość śląską, której nie było w wykazie spisu, świadczy o narastaniu pewnego problemu. Pytam więc: czy podkomisja zajmowała się tym problemem, czy doszła do jakichś wniosków? Czy w wyniku tych rozważań i prac nie znalazło się ani jedno słowo w ustawie na ten temat? Trzeba powiedzieć, że jest to grupa, która zachowuje swoją kulturę i tradycje, ma poczucie własnej tożsamości. Proszę o szersze wyjaśnienia na ten temat.

Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :

Przewodniczący podkomisji podkreślił, że tłem, które występowało podczas prac nad ustawą, był stosunek państw ościennych do Polonii. W związku z tym, proszę o wyjaśnienie, czy tego rodzaju prace są prowadzone w państwach Unii Europejskiej, z którymi sąsiadujemy. Czy uznawana jest tam mniejszość polska i jakie ma prawa? Czy w tych państwach obowiązują podobne uregulowania? Proszę o to, żebyśmy mieli tło międzynarodowe naszej inicjatywy. Drugą sprawą dotyczącą bezpośrednio ustawy jest problem używania języka mniejszości w kontaktach z urzędem gminnym. Wydaje mi się, że jest to element pewnego podejścia politycznego, bo używanie języka mniejszości nie ma żadnej wartości użytkowej, ponieważ językiem urzędowym w Polsce jest język polski. To jest element pewnej demonstracji i oczywiście będę przeciwko takiemu rozwiązaniu, abstrahując od spraw związanych z nazewnictwem punktów geograficznych, miejscowości i ulic. W tym przypadku jestem skłonny opowiedzieć się za takim rozwiązaniem. Pytam: czy mamy pisemne stanowisko rządu, czy mamy stanowisko Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej na ten temat i czy były przeprowadzone symulacje kosztów finansowych wprowadzenia tej ustawy?

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Kontynuując sprawę pewnych wątpliwości proceduralnych zgłoszonych przez posła Andrzeja Gałażewskiego, pytam: czy połączone Komisje dysponują pisemnym stanowiskiem rządu, ale nie do tekstu pierwotnego ustawy, czyli tego, który jest w druku 223, tylko do tekstu ostatecznego, czyli do sprawozdania podkomisji? Sprawozdanie podkomisji różni się bowiem w sposób znaczący od wersji pierwotnej zarówno co do treści, jak i co do objętości. Można powiedzieć, że objętość ostatecznego projektu jest dwa razy większa. Zakres przedmiotowy i podmiotowy ustawy także uległy zmianie. Aby udokumentować konieczność posiadania przez Komisję takiego stanowiska rządu w sposób pisemny wyrażonego, zwracam uwagę na fakt, że w ustawie dotyka się m.in. sfery stricte rządowej. W sprawozdaniu zaproponowano zmianę ustawy o działach administracji rządowej, następują przesunięcia w samym składzie Rady Ministrów i w urzędach podległych Radzie Ministrów. Uważam więc, że w tym przypadku niezbędne jest stanowisko rządu jako stanowisko uzgodnione przez wiele resortów, a nie tylko przez resort spraw wewnętrznych i administracji, który jest dziś reprezentowany na sali. Takie stanowisko powinno wynikać z uzgodnień międzyresortowych. Zgodnie z regulaminem Sejmu, konkretnie z art. 36 ust. 6, który mówi: "rozpatrywanie ustaw, których przyjęcie może spowodować zmianę w funkcjonowaniu samorządu terytorialnego obejmuje zasięganie opinii organizacji samorządowych tworzących stronę samorządową w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego". A w przypadku tej ustawy na pewno mamy do czynienia ze zmianą funkcjonowania samorządu, bo cała duża grupa zagadnień związanych z używaniem języka mniejszości jako języka pomocniczego dotyczy sfery działalności samorządu. Chodzi w tym przypadku o działalność gmin. Proszę w związku z tym o przedstawienie uchwał odpowiednich organów, w tym przypadku strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Jeśli takich uchwał i takiego stanowiska rządu na piśmie nie ma, zgłaszam wniosek o przerwanie wspólnego posiedzenia Komisji do czasu dostarczenia tych koniecznych i wymaganych regulaminem Sejmu dwóch dokumentów, czyli pisemnego stanowiska rządu odnoszącego się do tekstu sprawozdania podkomisji i odpowiednich uchwał organów zobowiązanych regulaminem Sejmu do wyrażenia swoich stanowisk i opinii. Sądzę, że dobrym zwyczajem wszystkich trzech Komisji powinno być zasięgnięcie opinii nie tylko części Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, ale również organów statutowych organizacji, reprezentujących w tym przypadku gminy i miasteczka, które ustawa dotykać będzie bezpośrednio.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Czy Biuro Legislacyjne KS podziela pogląd posła Jerzego Czerwińskiego dotyczący art. 36 ust. 6 regulaminu Sejmu? Przepraszam, prosi o głos pan minister.

Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak :

Rząd dwukrotnie zajmował stanowisko w sprawie komisyjnego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP. Pierwszy raz w odniesieniu do całego projektu. Było to stanowisko z 30 kwietnia 2002 r. Po raz drugi - na wniosek podkomisji nadzwyczajnej w sprawie do proponowanego przez podkomisję utworzenia nowego działu administracji rządowej "mniejszości narodowe i etniczne". Było to stanowisko z 21 października 2003 r. W 2002 r. Rada Ministrów poparła projekt ustawy, wskazując na konieczność wprowadzenia w nim licznych zmian legislacyjnych, a także merytorycznych, m.in. była przeciwna tworzeniu kolejnego urzędu administracji rządowej, co przewidywał projekt pierwotny. Natomiast w odniesieniu do działu administracji rządowej, Rada Ministrów uznała, że wystarczające będzie poszerzenie zakresu istniejącego już działu "wyznania religijne" o sprawy mniejszości narodowych i etnicznych. Tak przedstawia się sprawa stanowisk rządu. W sprawie tego projektu, który rozpatrujemy w tej chwili, rząd nie zajmował stanowiska. Aczkolwiek jak patrzę na praktykę parlamentarną, to nie przypominam sobie, aby w tej kadencji rząd kiedykolwiek odnosił się do końcowego projektu ustawy. Oczywiście, jeżeli Komisje zażyczą sobie takiego stanowiska, to rząd takie stanowisko opracuje i przedstawi.

Przedstawicielka Biura Legislacyjnego Kancelarii Sejmu Elżbieta Strzępek :

Jak dowiedziałam się w Sekretariacie Komisji, pisma do samorządu zostały wysłane. Odpowiedź przyszła tylko z jednego samorządu.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Pozwalam sobie nie zgodzić się z posłem Jerzym Czerwińskim, bo traktuję to jako dopuszczalny, ale formalny wybieg, aby zablokować prace. Rzecz w tym, że my samorządom niczego nie narzucamy. My samorządom w tych zapisach dajemy prawo. Jeśli dane urzędowe potwierdzą, że minimum 8% mieszkańców należy do mniejszości, to rada gminy ma prawo do tego, aby uruchomić procedurę wpisania do Rejestru Gmin. I tylko tyle.

Posłanka Bronisława Kowalska /SLD/ :

Bardzo jestem zdziwiona stanowiskiem, które w tej chwili prezentuje poseł Jerzy Czerwiński. Panie pośle, to jest taka podwójna moralność. Pracował pan razem z nami w podkomisji, która ponad rok zajmowała się tą ustawą. Mógł pan tam zgłosić wszelkie wątpliwości, które zgłasza pan w tej chwili. Rozumiem pańskie intencje, chcecie państwo za wszelką cenę zablokować prace nad tym projektem ustawy. Wasz cel jest jasny. Nie chcecie dopuścić do tego, aby wreszcie w tej kadencji ta ustawa mogła być uchwalona. Jest pan osobą inteligentną, więc proszę takich zabiegów nie stosować, bo wygląda to śmiesznie. Musimy pamiętać o tym, że już drugi miesiąc jesteśmy w rodzinie państw europejskich. Obowiązują nas także pewne standardy europejskie. Polska, jako poważny kraj, jest zobligowana do przestrzegania międzynarodowych umów, które podpisała. W naszym kraju żyje tak niewiele mniejszości narodowych, że Polska może z nich zrobić ogromny kapitał polityczny w zjednoczonej Europie. Celem Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych jest uchwalenie tej ustawy. Jesteśmy najśmieszniejszą Komisją w tym Sejmie, bo od 11 lat nie możemy wypracować jednej ustawy, która zawiera 41 artykułów. Oczekiwania środowisk mniejszości narodowych i etnicznych są bardzo duże. Ustawa ta nie tylko reguluje prawa mniejszości, ale także obowiązki. Przypomnę tylko jeden fakt. Wdrożony został program rządowy regulujący problemy mniejszości romskiej. Jest to tzw. program dla Romów. Z uruchomieniem finansów na ten program jest wiele trudności, chociażby dlatego, że różnymi kanałami muszą być wydobywane pieniądze. Ta ustawa w czytelny sposób reguluje finansowanie mniejszości narodowych, w tym również edukacji. Chodzi o zapewnienie edukacji w szkołach, podręczników, zapewnienie pewnych standardów nauczania i o zmianę postrzegania mniejszości narodowych i etnicznych, a więc o walkę ze stereotypami, które pojawiają się w naszym kraju. Nie możemy nadal dawać argumentów, że jesteśmy społeczeństwem nietolerancyjnym, że z jednej strony opowiadamy się za wartościami chrześcijańskimi, naszym naczelnym programem postępowania jest dekalog, ale swoimi działaniami zaprzeczamy temu. Co innego mówimy, a co innego robimy. W imię wartości zawartych w dekalogu wzywam wszystkich, żebyśmy uczciwie wzięli się do pracy, dostrzegli obok siebie innych ludzi i tym ludziom pomogli.

Posłanka Alicja Lis /Samoobrona/ :

Posłanka Bronisława Kowalska ma rację, że powinniśmy się wziąć do porządnej pracy. Ale jeśli chodzi o mniejszości narodowe, to powinna być to naprawdę dobra ustawa. Nasz problem dopiero się zaczyna. Jako jeden z krajów wspólnoty europejskiej dopiero teraz poznamy prawdziwy obrad problemów. Mniejszości narodowe będą stawiać naszemu państwu daleko idące żądania i egzekwować należne im przywileje. A my, jak do tej pory, nie potrafiliśmy pozałatwiać wielu spraw i uporać się z różnymi problemami, które dotyczą stricte narodu polskiego. A grupy etniczne mieszkające pod naszym godłem i niebem niech się dostosują do nas, żebyśmy wszyscy mogli żyć i gospodarować. Wszystkie kraje zjednoczonej Europy mają problemy z mniejszościami narodowymi, zresztą ma je cały świat. Wiec nie twórzmy prawa, by jeszcze w większym stopniu egzekwowane mogły być przez mniejszości obowiązki państwa względem tych grup.

Poseł Jan Rzymełka /PO/ :

Ja chcę zapytać o kwestię języków regionalnych i języków gwarowych. Poseł Jerzy Szteliga wspomniał, że ustawa mówi o języku kaszubskim. Posłanka Maria Nowak zauważyła, że ustawa w ogóle unika problematyki górnośląskiej i faktów wynikających ze spisu, które są faktami publicznymi i politycznymi. Chcę prosić o wyjaśnienie, dlaczego unikamy tematu Ślązaków w ustawie. Gwarą czy językiem regionalnym górnośląskim posługuje się około 300-400 tys. ludzi, nie jest on może skodyfikowany, ale ma kilka swoich wersji i zdecydowanie więcej ludzi posługuje się gwarą górnośląską niż kaszubską.

Poseł Kazimierz Plocke /PO/ :

Chcę zgłosić trzy uwagi natury ogólnej. Po pierwsze - dobrze, że jest sprawozdanie podkomisji i że jest pełne. To cieszy. Po drugie - chyba wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, aby rozpocząć pracę nad tym sprawozdaniem, ale zgadzam się z argumentacją posła Jerzego Czerwińskiego. Jeśli 11 lat zajęło stworzenie sprawozdania podkomisji, to do tego sprawozdania powinny być dołączone opinie. I po trzecie - jeśli w ciągu tygodnia można te opinie uzyskać, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosić o nie i dalej procedować. Bo rzeczywiście, jeśli tych opinii nie będzie, to na wyższym stopniu procedowania wygenerujemy kolejne kłopoty. Lepiej ich uniknąć i wystartować dobrze, prawidłowo i zgodnie z regulaminem Sejmu i wszystkimi innymi zasadami. To jest bardzo ważna ustawa i dlatego od samego początku powinniśmy procedować zgodnie z prawem. I o to proszę prezydium.

Poseł Antoni Stryjewski /RKN/ :

Polsce nie jest potrzebna ustawa o mniejszościach narodowych, a konflikt dotyczący mniejszości narodowych jest wywoływany sztucznie i dlatego prace nad ta ustawą trwają od 11 lat. Niektóre lewackie środowiska dla uzyskania podparcia celowo wyciągają ten problem i rozgrywają go. Jeżeli posłanka Bronisława Kowalska nie rozumie trybu prawnego, w którym obradujemy, to jak może zrozumieć problemy mniejszości narodowych? Jest przepis, który mówi, że Sejm ma prawo otrzymać stanowisko rządu i innych podmiotów uprawnionych. W związku z tym nie ma tu żadnej dyskusji. Jeśli jednak pani posłanka tego nie rozumie, to znaczy, że problemów mniejszości też nie rozumie. Osoby czujące się mniejszością mają w Polsce zagwarantowane równe prawa obywatelskie, a w wielu sprawach są uprzywilejowane, chociażby w zakresie wyborów, dopłaty do podręczników, do instytucji kultury, do czasopism. Nawet wtedy, gdy w tych czasopismach i instytucjach kultury szkaluje się dobre imię Polski i łamie się prawo, są one dofinansowywane z budżetu państwa. Posłanka Bronisława Kowalska przypomniała nam, że jesteśmy już w Unii Europejskiej. A przecież większość państw w Unii Europejskiej nie ma takiego ustawodawstwa i nikt nie wymaga od nas stanowienia specjalnego prawa dotyczącego mniejszości narodowych. Jeśli posłanka Bronisława Kowalska nie rozumie tego, to w ogóle nie powinna w tej Komisji zasiadać i nie powinna uczestniczyć w dyskusji. Polska w żaden sposób nie jest zobowiązana do podejmowania takich inicjatyw, a ustawodawstwo podstawowe jest na tyle prawidłowo ustawione, że żadna z osób należąca do mniejszości narodowej nie jest dyskryminowana, a można nawet powiedzieć, że w różny sposób są one uprzywilejowane.

Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak :

Odniosę się do naszego najważniejszego aktu prawnego, jakim jest ustawa zasadnicza, czyli Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Art. 35 ust. 1 brzmi: "Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury". Ust. 2 brzmi: "Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturalnej". Nie ma konstytucyjnych przeszkód, by ustawodawca zwykły rozszerzał - powtarzam: rozszerzał - uprawnienia mniejszości narodowych i etnicznych i osób przynależących do tych mniejszości poza zakres nakazany przez art. 35. Częściowo może to wynikać z umów międzynarodowych, o których była już mowa, dwu lub wielostronnych, a poza tym pozostaje w sferze uznawania ustawodawcy zwykłego i jest dopuszczalne, o ile nie dojdzie przy tym do naruszenia innych norm, zasad lub wartości konstytucyjnych. Zwrócić należy uwagę na zasadę równości, bo przyznawanie dodatkowych przywilejów mniejszościom dopuszcza się pod warunkiem, że jest to potrzeba zniwelowania faktycznego gorszego położenia danej mniejszości lub jej członków, tzw. uprzywilejowanie wyrównawcze. Nie zgadzam się, że ustawodawstwa innych krajów nie poczyniły odpowiednich rozwiązań prawnych. Sądzę, że powołanie się na art. 35 konstytucji, na rozwiązania unijne i na zobowiązania Polski wynikające z umów międzynarodowych jest dostateczną przesłanką, by parlament polski wreszcie tę ustawę uchwalił.

Posłanka Teresa Jasztal /SLD/ :

Nie wiem, jaki los spotka wniosek posła Jerzego Czerwińskiego, ale uważam, że żadna już dyskusja, bardziej lub mniej emocjonalna, niczego nie zmieni. Musimy przejść do głosowania i w ten sposób wyrazić swoje zdanie na temat poszczególnych rozwiązań. Przecież ja nie przekonam posła Jerzego Czewińskiego ani pan poseł nie przekona mnie. Tylko w głosowaniu możemy rozwiązywać problem za problemem. Proponuję więc, byśmy tak to robili. Każdy z nas ma wyrobione zdanie i inaczej się tego nie da rozstrzygnąć. Nie przynośmy sobie więcej wstydu i nie sprawiajmy, żeby kolejne trzy miesiące poświęcać na debatę nad sprawozdaniem, bo będziemy zrywać posiedzenia połączonych Komisji w różny sposób. Proponuję, aby najpierw rozstrzygnąć formalnie wniosek posła Jerzego Czerwińskiego, ale potem już bez zwłoki przystąpić do procedowania.

Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :

W dyskusji na temat praw mniejszości narodowych i etnicznych często przywoływane są dwie kategorie - kategoria ekwiwalencji, jeżeli chodzi o prawa mniejszości polskiej w innych krajach, i standardy europejskie. Sądzę, że stan naszej wiedzy na temat obu tych kategorii jest różny wśród członków trzech Komisji, które tutaj reprezentujemy. Wydaje się, że istotną pomocą dla nas wszystkich byłoby opracowanie rządowe - informacja bądź raport - na temat rozwiązań prawnych istniejących w Unii Europejskiej w zakresie mniejszości narodowych i etnicznych oraz informacja o zasadach ekwiwalencji w traktowaniu mniejszości polskiej w krajach europejskich. Uważam, że o taki raport można i należy się zwrócić, co niniejszym czynię. Niezależnie od tego, czy dzisiaj będziemy procedować nad projektem ustawy, czy odłożymy to na jakiś czas po przegłosowaniu wniosku posła Jerzego Czerwińskiego, to i tak dojdziemy do momentu, kiedy będziemy głosować poszczególne zapisy, a na końcu cały tekst ustawy. Sądzę, że bez tych informacji będziemy się poruszali jak we mgle. Nie ukrywam, że znam rozwiązania w niektórych krajach, ale całościowego obrazu nie mam i stąd moja prośba, którą proszę potraktować jako wniosek formalny.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Wniosek o to, aby dostarczyć...?

Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :

Wniosek o to, aby rząd przygotował taką ekspertyzę.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Ekspertyzę. Proszę sprecyzować, czego ta ekspertyza ma dotyczyć. Konkretnie.

Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :

Ma to być informacja dotycząca...

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Czyli chodzi o informację, nie ekspertyzę?

Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :

Informacja, raport - nie będziemy się kłócić o słowa - coś, co będzie opisywać stan rzeczy w tych dwóch kategoriach, o których mówiłem, czyli dotyczyć będzie rozwiązań prawnych w krajach Unii Europejskiej w stosunku do mniejszości narodowych i etnicznych oraz praktycznych rozwiązań kwestii praw mniejszości polskiej w krajach europejskich.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Rozumiem, że to jest wniosek, który kierujemy do rządu. Ponieważ jest wiele emocji, a prezydium jednogłośnie podziela pogląd posłanki Teresy Jasztal, to teraz przegłosujemy wniosek posła Jerzego Czerwińskiego o przerwanie pracy i dostarczenie stanowiska rządu na piśmie... Czy uzupełni pan poseł w jakiej sprawie? - bo chyba jeszcze mowa była o samorządzie.

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Chodziło mi o dwa stanowiska. O formalne stanowisko rządu na piśmie oraz o stanowisko części samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, które wymagane jest art. 36 ust. 6 regulaminu Sejmu. Gdyby można było jeszcze w krótkim czasie otrzymać co najmniej stanowisko dwóch organizacji, a mianowicie Związku Gmin Polskich i Związku Miast i Miasteczek, których ta ustawa będzie dotyczyła bezpośrednio, chociażby ze względów finansowych, to również proszę o takie opinie.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Panie pośle, wymienił pan już cztery podmioty, od których oczekiwałby pan opinii.

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Mówiłem o nich wcześniej.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Proponuję, abyśmy zgodzili się na to, by w pana wniosku o przerwanie pracy znajdowały się dwa punkty: po pierwsze - stanowisko rządu na piśmie, po drugie - pisemne stanowisko strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Zgoda? Dobrze. Przechodzimy do głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego Czerwińskiego, czyli za przerwaniem pracy w oczekiwaniu na stanowiska dwóch wymienionych podmiotów? Stwierdzam, że Komisja, przy 15 głosach za, 18 przeciwnych i braku wstrzymujących się, odrzuciła wniosek posła Jerzego Czerwińskiego. W związku z tym kontynuujemy dyskusję.

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Proszę o sprawdzenie kworum na sali.

Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych

 Waleria Wojciechowska :

W Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych jest kworum.

Przedstawiciel Sekretariatu Edukacji, Nauki i Młodzieży Krzysztof Majer :

W Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży jest kworum.

Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych

Ingeborga Niewieczerzał :

W Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych jest kworum.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Mamy kworum i możemy dalej pracować.

Poseł Janusz Lisak /niez./ :

 Panie przewodniczący Czerwiński, chcę do pana gorąco zaapelować, jako do człowieka rozsądnego, z którym współpracujemy już od dłuższego czasu i trudne problemy potrafimy jakoś rozwikłać, aby zrezygnował pan z taktyki blokowania prac nad ustawą różnymi wybiegami formalnymi. Sądzę, że to jest niegodne postępowanie i dlatego gorąco do pana apeluję o to, aby pan się opamiętał.

Poseł Henryk Ostrowski /Samoobrona/ :

Ja jestem jak najbardziej za wprowadzeniem tej ustawy w życie, ale skoro dzisiaj państwo ma problemy budżetowe i są problemy z finansami państwa, pytam: czy ktoś policzył, ile ta ustawa będzie kosztowała budżet i dlaczego akurat w tym momencie ma być wprowadzona? Rozumiem, że przez długie lata nie była wprowadzana, więc dlaczego akurat teraz? Czy to aby nie jest tak, że Sojusz Lewicy Demokratycznej próbuje sobie przez wprowadzenie tej ustawy podwyższyć poziom poparcia dla siebie. Uważam, że w tej chwili jest to zbyt droga ustawa dla budżetu państwa i sądzę, że nie powinna być wprowadzona w życie.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Informuję, że odpowiedzi na pytania zostaną udzielone po zakończeniu serii wystąpień. Apeluję także, nie powtarzajmy swoich argumentów, bo po prostu szkoda czasu.

Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :

W związku z odrzuceniem wniosku posła Jerzego Czerwińskiego proponuję, aby na następne wspólne posiedzenie Komisji rząd przygotował stanowisko na piśmie w sprawie projektu, skutków finansowych wprowadzenia tej ustawy i dołączył opinię Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, a także opinię strony samorządowej.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Panie pośle, przypominam, że poprosił już o to poseł Jarosław Zieliński. Rozumiem, że pan w tej chwili przypomina o tym.

Poseł Andrzej Gałażewski /PO/ :

Chodzi mi o to, aby na następne wspólne posiedzenie Komisji rząd dostarczył nam takie dokumenty.

Posłanka Danuta Ciborowska /SLD/ :

Sądzę, że w momencie głosowania wniosku posła Jerzego Czerwińskiego przystąpiliśmy do drugiego etapu prac Komisji, a mianowicie do merytorycznego rozpatrzenia projektu sprawozdania. Jeżeli w tej chwili pojawiają się kolejne głosy mówiące o tym, że rząd ma przygotować to, czy tamo, to informuję, że rząd jest w stanie wszystko dla posłów przygotować. Ale równocześnie chcę powiedzieć, że dwa resorty zainteresowane tym projektem ustawy cały czas pracowały z podkomisją, wszystkie dokumenty, które od rządu były wymagane, zostały dostarczone. W tej chwili piętrzenie kolejnych dokumentów spowoduje, że odłożymy na czas, nawet nie wiem jaki, bo domyślam się, że na następnym posiedzeniu Komisji okaże się, że brakuje jakiegoś dokumentu i będzie powód do kolejnego przesunięcia sprawy. Panie przewodniczący, posłanka Teresa Jasztal zgłosiła wniosek jednoznaczny - głosujemy nad wnioskiem posła Jerzego Czerwińskiego i przystępujemy do rozpatrzenia sprawozdania. Proszę, by pan zrealizował ten wniosek.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Pani poseł, proszę bez emocji, bo jest ich dzisiaj aż nadto.

Posłanka Danuta Ciborowska /SLD/ :

Skoro inni mieli prawo do emocji, to ja również mam do tego prawo. Ale wydaje się, że racjonalnie podchodzę do sprawy.

Poseł Jarosław Zieliński /PiS/ :

Niezależnie od tonu i treści mojej szanownej przedmówczyni, pytam o los mojego wniosku. Zgłosiłem wniosek i chcę mieć pewność, że zostanie zrealizowany.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Prośba skierowana została do rządu i rząd do tego się odniesie.

Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak :

Oczywiście, jeśli Komisje takową prośbę skierują do rządu, to rząd ją spełni. W tym przypadku takie opracowanie można zlecić również Kancelarii Sejmu. Podniesiona została bardzo ważna kwestia, kwestia finansów. Środki na funkcjonowanie mniejszości narodowych i etnicznych są zabezpieczone w budżecie. Nie ma zabezpieczonych środków dotyczących części języka pomocniczego, ale proszę pamiętać, że te koszty będą ponosiły gminy. Poseł Jerzy Czerwińśki zaraz zapyta, a dlaczego tych gmin nie zapytaliśmy, czy one chcą takowe koszty ponosić? Ale, nawiązując do wystąpienia posła Jerzego Szteligi, przypominam, że będzie to decyzja gminy. Rada gminy będzie musiała decyzję o dodatkowych napisach i tłumaczeniach przyjąć w drodze uchwały. Jeśli chodzi o liczbę gmin, w których liczba osób należących do mniejszości narodowych i etnicznych przekracza 8% mieszkańców, to obecnie jest to 79 gmin.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Ponieważ muszą paść odpowiedzi na postawione przez posłów pytania, to zanim przejdziemy do procedowania nad poszczególnymi zapisami, proszę posła Jerzego Szteligę o udzielenie tych odpowiedzi.

Poseł Jerzy Szteliga /SLD/ :

Posłanka Maria Nowak i poseł Andrzej Gałażewski poruszyli szerszy problem, tzw. problem śląski. W tej sprawie poproszę naszego eksperta, pana Lecha Nijakowskiego o przedstawienie racji merytorycznych, którymi kierowała się podkomisja podejmując taką, a nie inną decyzję. Jeśli chodzi o problem uznawania Polaków jako mniejszość, to muszę powiedzieć, że na tej ustawie ciąży sytuacja Polonii w Republice Federalnej Niemiec. Taka jest prawda. Sprawa ta tkwi jak cierń w umysłach posłów i stąd od lat mamy problemy z uchwaleniem tej ustawy. Sprawa języka pomocniczego. W ten sposób sankcjonujemy pewną praktykę. Jak się pójdzie do urzędu w Sejnach albo w Puńsku, to można usłyszeć, że ludzie tam mówią po litewsku. I trudno ich zmusić, żeby z chwilą przekroczenia progu urzędu zaczęli mówić w innym języku, skoro na ulicy posługują się litewskim. Dokumenty urzędowe sporządzane są tylko w języku polskim, a więc zgodnie z art. 27 konstytucji, i w tym przypadku nie ma żadnych naruszeń prawa. Przepisy ustawy są tylko stworzeniem pewnego stanu dobrego samopoczucia także polskiego podatnika. Bo pamiętajmy, że to są obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, polscy podatnicy. Takie racje nami kierowały i takie wnioski były zgłaszane przez towarzystwa społeczno-kulturalne. Muszę się odnieść do wniosku posła Jerzego Czerwińskiego o zasięgnięcie opinii organizacji reprezentujących samorządy. My samorządom niczego nie narzucamy. Wręcz podkreślamy w zapisach ustawowych, że inicjatywa zawsze, ale to zawsze, należy do gminy. To gmina będzie decydowała w formie uchwały, czy podjąć decyzję o obciążeniu się kosztami dodatkowymi używania języka pomocniczego i dodatkowych tablic. Proszę o tym nie zapominać. Jeśli chodzi o koszty funkcjonowania towarzystw mniejszości narodowych i mniejszości jako takich, to w budżecie tak wielkiego państwa jakim jest Polska, przeznaczono na ten cel 5 mln złotych, które są w dyspozycji pana Jerzego Zawiszy, dyrektora Departamentu Kultury Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury, a kwota subwencji oświatowej dla gmin, które prowadzą ciągi z językiem mniejszości narodowych jako językiem nauczania, jest podniesiona o 20%. System ten funkcjonuje od 1996 r. Koszty wynikające bezpośrednio z tej ustawy to kilkadziesiąt tablic w skali kraju z nazwami miejscowości i zwrot kosztów podróży do Warszawy i z powrotem członków Komisji Wspólnej. Poseł Henryk Ostrowski mówi, pijąc do mnie, Szteliga jest z SLD, to pewnie ma jakiś niecny cel wyborczy. Panie pośle, w takim razie w latach 1997-2001 realizowałem niecny cel wyborczy Akcji Wyborczej Solidarność, bo ciężko pracowałem nad tą ustawą już wtedy. Nie, nie ma tutaj żadnego niecnego celu politycznego, jest tylko zadośćuczynienie obywatelom polskim, którzy wymagają większej troski, a tak stanowi art. 27 i 35 konstytucji. Teraz proszę pana Lecha Nijakowskiego o odpowiedź na pytanie o problem śląski.

Poseł Ryszard Hayn /SLD/ :

Przewodniczenie dalszej części posiedzenia przekazuję posłowi Bogdanowi Bujakowi, a pana Lecha Nijakowskiego proszę o zabranie głosu.

Ekspert Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Lech Nijakowski :

Problem śląski jest bardzo złożonym problemem. Byliśmy świadkami bardzo długiej dyskusji w związku ze sprawą przed Wielką Izbą w Strasburgu na temat wniosku komitetu założycielskiego stowarzyszenia pod nazwą "Związek Ludności Narodowości Śląskiej". Sporo o tych sprawach dyskutowano i trzeba przyznać, że są to sprawy bardzo emocjonalne. Natomiast z punktu widzenia formalnego trudno powiedzieć, że Komisje są związane jednoznacznie jakimś stanowiskiem. Stanowisko rządu jest jednoznaczne. W art. 2 omawianej ustawy, w którym znajdują się definicje pojęć "mniejszość narodowa" i "mniejszość etniczna" są one wymienione literalnie. Praktyka ratyfikacji Konwencji ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych i etnicznych wskazuje bardzo wyraźnie - zawarte jest to także w Deklaracji interpretacyjnej do tej Konwencji - że uznaje się tradycyjne mniejszości narodowe. Należy podkreślić, że liczba podmiotów jest bardzo duża, natomiast ich poziom organizacji jest bardzo różny. Każdy naród, w tym również naród polski, można podzielić na bardzo różne grupy etnograficzne. To uniwersum kulturowe składa się z wielu różnych grup i nikt nie przeczy, że Ślązacy są taką grupą etnograficzną. Co więcej, w trakcie postępowania sądowego oraz w jednym z wyroków wyraźnie przyznano, co także potwierdziło orzecznictwo Trybunału w Strasburgu, że Ślązacy są również grupą etniczną, czyli w znaczeniu mocniejszym. Wskazuje na to bardzo wyraźna tożsamość grupy, wyraźna odrębna samokategoryzacja tej grupy, różne elementy kultury, które pozwalają mówić o jej wyraźnej odrębności kulturowej, o samokategoryzowaniu się jako grupy odrębnej i także o postrzeganie tej grupy jako grupy odrębnej przez otoczenie społeczne. Jednak, jak wskazuje większość ekspertyz socjologów, nie są spełnione przesłanki, które uprawniałyby do mówienia o niej jako o mniejszości narodowej. Przyjęto bowiem zasadę, że mniejszości narodowe to tylko te mniejszości, które mają zagraniczną ojczyznę. W związku z tym mówienie o Ślązakach jako o mniejszości narodowej z punktu widzenia wielu ekspertyz nie jest uzasadnione. To oczywiście nie wiąże Komisji, ale w przypadku debaty nad uznaniem stowarzyszenia pod nazwą "Związek Ludności Narodowości Śląskiej" taka strategia interpretacyjna bardzo wyraźnie się zarysowała. W przypadku gwar górnośląskich językoznawcy bardzo wyraźnie podkreślają, że wariantem literackim gwar górnośląskich jest literacki język polski. W przypadku języka kaszubskiego nastąpiła już pewna daleko posunięta standaryzacja, stąd też język kaszubski uznaje się za język regionalny w rozumieniu Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych. W przypadku gwar górnośląskich jest to utrudnione nie tylko z powodów językoznawczych, ale także z tego powodu, iż istnieje wiele ich wariantów w łonie samej społeczności śląskiej. Tyle, jeśli chodzi o obiektywne wyznaczniki kategoryzowania tej grupy. Stanowisko podkomisji w tym zakresie było jednoznaczne. Ślązaków uznaje się za grupę etniczną współtworzącą naród polski, a nie za mniejszość etniczną, co podyktowane było obiektywnymi przesłankami, jak również zróżnicowanym stanowiskiem i zróżnicowaną identyfikacją bardzo różnych podmiotów.

Dodam, że postulat potraktowania Ślązaków jako mniejszości etnicznej jest postulatem tylko kilku organizacji śląskich, a nie wszystkich. Takie były przesłanki potraktowania zgodnie ze stanowiskiem etnografów i językoznawców Ślązaków jako grupy etnicznej, a tym samym jako grupy, która nie wchodzi w zakres przedmiotowy tej ustawy.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Rozumiem, że padły odpowiedzi na wszystkie pytania. Przystępujemy więc do procedowania nad sprawozdaniem podkomisji. Czy do projektu ustawy są jakieś inne propozycje?

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Zacznę od prośby, aby dyskutanci nie używali mojego nazwiska i nie oceniali mojej pracy w Komisji i podkomisji, bo narażają się tym samym na taką samą ocenę z mojej strony co do ich nazwiska i osoby. Ja w podkomisji głosowałem przeciwko temu projektowi i takie zdanie podtrzymuję. Ponieważ rozpoczynamy pracę nad projektem, zgłaszam wniosek o odrzucenie w całości projektu ustawy zawartego w sprawozdaniu podkomisji nadzwyczajnej. Uzasadnienie do tego wniosku znajduje się w zestawieniu poprawek, które sformułowałem. Proszę, aby pan przewodniczący zezwolił na rozdanie tego zestawu i przegłosował wniosek o odrzucenie projektu ustawy. Merytoryczne uzasadnienie, aby projektu takiej ustawy nie przyjmować, polega na tym, że istnieje kilka grup zagadnień związanych z tym projektem. Po pierwsze - padały głosy na tej sali jako taki lament, że jakoby prawa mniejszości w Polsce nie były respektowane w sposób dostateczny. Otóż jest to nieprawda. Prawa mniejszości w Polsce są respektowane i zagwarantowane w sposób znacznie wyższy niż w krajach sąsiednich, a w szczególności w często przywoływanej dzisiaj Republice Federalnej Niemiec. Mało tego, jeżeli państwo nie wierzą moim słowom, to niech dowodem na to będzie fakt, że na 55 tys. skarg do rzecznika praw obywatelskich zaledwie tylko 34, a faktycznie tylko 11, dotyczyło problematyki mniejszości narodowych, z których większość dotyczyła położenia socjalnego Romów, a problem ten rozwiązuje program romski i dezyderat Komisji, który wystosowała, na mój wniosek. Nie ma więc problemu mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Ktoś, kto mówi, że taki problem istnieje, powinien od razu podać przykład. Inaczej wzbudza tylko tzw. "złą krew". Poziom ochrony praw mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce jest wzorcowy. Ponadto ten poziom jest zagwarantowany zarówno na etapie ustawodawstwa, jak i w konstytucji. Konstytucję stosuje się bezpośrednio i ona nie wymaga - w tym przypadku art. 35 - doprecyzowania ustawowego. Jeśli ktoś przeczytał uważnie konstytucję, to wie, że niektóre artykuły zawierają odniesienie: "Szczegóły ureguluje ustawa". Art. 35 takiego odniesienia nie zawiera. Mało tego, nie zobowiązuje nas do tego międzynarodowe ustawodawstwo, które przyjęliśmy. Polska ratyfikowała Konwencję ramową o ochronie praw mniejszości narodowych. Do tej Konwencji została dołączona Deklaracja interpretacyjna, o której wspominał ekspert Komisji. W Deklaracji interpretacyjnej wyraźnie jest napisane, że Konwencja będzie realizowana w trybie art. 18 Konwencji, który mówi o zawieraniu przez strony Konwencji, czyli poszczególne państwa umów z państwami sąsiadującymi na zasadzie wzajemności, na zasadzie ochrony na etapie prawa międzynarodowego. Nawiasem mówiąc, jeśli nawet takie umowy są zawarte, to polskiej mniejszości, np. w Niemczech, nie chronią. W Niemczech nie ma takiego pojęcia i polska mniejszość nie istnieje. Po trzecie - w ustawodawstwie międzynarodowym są ustawy, które ogólnie można nazwać o ochronie praw mniejszości, ale one są raczej wyrazem polityki Europy, którą do tej pory nazywaliśmy Zachodnią, w stosunku do Europy Wschodniej i Centralnej.

Otóż Europa Zachodnia nie ma osobnego ustawodawstwa w tym zakresie, chroni mniejszości na zasadzie ogólnych praw, ewentualnie umów dwustronnych. Ustawy o mniejszościach narodowych są tylko i wyłącznie w krajach Europy Wschodniej i Centralnej. Więc jeśli chcemy iść do Europy, a jak rozumiem, to większość z nas chce do niej iść, to idźmy do Europy Zachodniej, a nie do Europy Wschodniej i Centralnej i nie identyfikujmy się z nią. I ostatnia sprawa, ale jedna z ważniejszych. Spis powszechny wykazał jednoznacznie, że liczebność mniejszości narodowych jest stosunkowo niewielka i nie wymagają one szczególnego traktowania. Jest to tylko i wyłącznie fajerwerk, który będzie się podobał na salonach europejskich, ale faktycznie niczego tak naprawdę nie reguluje. Znacznie większe problemy mamy z większością i grupami etnicznymi do tej większości należącymi. Dlatego też zgłaszam wniosek, aby Komisje negatywnie zaopiniowały przedmiotowy projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym.

Posłanka Genowefa Wiśniowska /Samoobrona/ :

Jako przewodnicząca Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych chcę zwrócić uwagę na to, że prace nad tą ustawą, jak tu już powiedziano, trwają ponad 10 lat. W 2001 r. zaraz na początku kadencji nasza Komisja wystąpiła z inicjatywą ustawodawczą w zakresie unormowania spraw związanych z mniejszościami narodowymi. Ustawę potraktowaliśmy jako zapisanie w jednym akcie prawnym wszelkich unormowań dotyczących mniejszości narodowych. Takie było nasze założenie, takie były przesłanki złożenia projektu tej ustawy. Na 24 posiedzeniach podkomisji bardzo szczegółowo analizowaliśmy każdy punkt, każdy podpunkt, toczyliśmy gorące spory i dyskusje. Sądzę, że przedstawiliśmy wszystkie argumenty za i przeciw i osiągnęliśmy pewien konsensus. Zakończyliśmy prace i dlatego teraz przedstawiamy projekt ustawy. Poseł Jerzy Szteliga przedstawił nasze motywy, uzasadnił, dlaczego zajmowaliśmy się tą kwestią, dlaczego dokończyliśmy tę pracę i dlaczego należy zaakceptować ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym w RP. Przypominam, że sejmowa Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych zajmuje się trzema sektorami problemowymi. Przede wszystkim jest to tworzenie prawa dotyczącego mniejszości narodowych i etnicznych. Drugim sektorem jest analiza zagadnień problemowych, trzecim - konsultacje i spotkania z mniejszościami narodowymi i etnicznymi. W ramach pierwszego punktu dotyczącego tworzenia prawa zajmujemy się projektem ustawy o mniejszościach. Wymieniam te sektory dlatego, że Komisja nasza bardzo często, niemal na każdym posiedzeniu spotyka się z przedstawicielami mniejszości narodowych i etnicznych, którzy przedstawiają swoje uwagi na temat stosowania prawa wobec mniejszości. Mocno został zaakcentowany fakt, że mniejszości narodowe, według spisu narodowego, stanowią w Polsce niewielki procent. Sądzę, że większym problemem jest nasze stanowisko jako większości przy rozpatrywaniu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Poza tym należy pamiętać o tym, że konstytucja w art. 35 stanowi, co należy się mniejszościom narodowym i etnicznym. Uważam, że dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa i należy przejść do procedowania.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Rozumiem, że sugestia dotycząca odrzucenia projektu ustawy w całości dotyczy spraw finalnych, bo pan poseł zgłasza szereg poprawek do tego projektu, który będzie de facto finałem pracy naszych trzech Komisji.

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Zgodnie z procedurą zazwyczaj głosuje się jako pierwszy wniosek o odrzucenie projektu, następnie ewentualne poprawki, a na samym końcu będzie jeszcze jedno głosowanie nad całością ustawy. Ja zgłaszam, zgodnie z procedurą, na wstępie wniosek o odrzucenie projektu.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Dobrze. Zgodnie z procedurą przystępujemy do głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego Czerwińskiego o odrzucenie sprawozdania podkomisji? Stwierdzam, że Komisja, przy 13 głosach za, 23 przeciwnych i 1 wstrzymującym się, wniosek odrzuciła. Przechodzimy do procedowania. Czy są uwagi do tytułu ustawy?

Poseł Jerzy Czerwiński /RKN/ :

Zgłaszam wniosek, aby z tytułu ustawy wykreślić wyrazy "oraz o języku regionalnym". To jest poprawka pochodna do tej, którą należałoby zgłosić przy okazji rozpatrywania rozdziału 4 Język regionalny, ale być może należy ją już w tej chwili omówić ze względu na zakres przedmiotowy ustawy. Pierwotne przedłożenie Komisji tyczyło tylko i wyłącznie praw mniejszości narodowych i etnicznych. W trakcie pracy podkomisja rozszerzyła część praw przysługujących mniejszościom narodowym i etnicznym na grupy posługujące się językiem regionalnym. W ustawie wskazana jest grupa Kaszubów. Takie pomieszanie dwóch materii, przypomnę, że te dwie materie w ustawodawstwie międzynarodowym są regulowane oddzielnie przez inne akty prawne - prawa mniejszości narodowych i etnicznych przez Konwencję ramową o ochronie praw mniejszości narodowych i etnicznych, którą Polska ratyfikowała i jest jej stroną, zaś sprawę języków regionalnych reguluje Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, której Polska do tej pory nie ratyfikowała. Otóż włączenie do jednej ustawy dwóch zupełnie różnych treści, z zupełnie innych sfer prawnych niesie pewne niebezpieczeństwo rozciągania przepisów ustawy w sposób nieskończony. Jest to niebezpieczeństwo realne, ponieważ już na tej sali padły głosy za prawami dla Górnoślązaków, nie jako grupy, która chciałaby się od Polski odłączyć, ale jako grupy posługującej się innym językiem, co wynikało z niektórych wypowiedzi. Otóż do czego może doprowadzić takie zamieszczenie w tym samym projekcie ustawy dwóch tych różnych materii? Różne grupy posługujące się czy to językami, czy to gwarami, czy dialektami, a w tej kwestii różnice są płynne, będą starały się uzyskać status mniejszości narodowych i etnicznych ze względu na zapisy tej ustawy i w efekcie doprowadzimy do procesu eskalacji roszczeń. Efektem może być to, że za kilka lat po wejściu w życie tej ustawy Polskę będzie zamieszkiwać 20 mln etnicznych Polaków, a reszta to będą różnego rodzaju grupy w ten lub inny sposób związane z narodem polskim, a poprzez tę ustawę fragmentaryzowane. Apeluję o odrzucenie całej kwestii związanej z językiem regionalnym z jeszcze jednej przyczyny. Została ona przedstawiona w trakcie prac podkomisji i nie ukrywajmy, że ma związek z mającym się toczyć procesem ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych. Pozwólmy więc rządowi przedstawić nam dokument ratyfikacyjny. Wybierzmy z tego dokumentu to, co dla Sejmu jest ważne, a nie obchodźmy ratyfikacji Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych poprzez włączenie pewnych zapisów Karty do ustawodawstwa o mniejszościach narodowych i etnicznych, które powinno być osobno traktowane. Zwracam się do posłów z apelem o usunięcie z tekstu ustawy rozdziału 4 Języki regionalne i w związku z tym z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku regionalnym" oraz jednostkowych zapisów, których w ustawie jest bardzo wiele, związanych z dołączeniem do tekstu ustawy sprawy języka regionalnego.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Czy strona rządowa ustosunkuje się do tej wypowiedzi?

Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak :

Jesteśmy przeciwni propozycji, którą złożył poseł Jerzy Czerwiński. Uważamy, że gdybyśmy zrezygnowali z rozdziału 4, byłoby to znaczne ograniczenie w zakresie praw obywatelskich. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu mogłoby mieć zastrzeżenia, jeśli chodzi o sferę językową. Generalnie jesteśmy przeciwni usunięciu rozdziału 4 z ustawy, uzasadniając to ograniczeniem praw obywatelskich.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Mamy głos za i głos przeciw. Przystępujemy do głosowania. Kto jest za przyjęciem wniosku posła Jerzego Czerwińskiego o wykreślenie z tytułu ustawy wyrazów "oraz o języku regionalnym"?

 

Poseł Antoni Stryjewski /RKN/ :

Proszę o sprawdzenie kworum na sali. Panie przewodniczący, czy jest kworum?

Przedstawicielka Sekretariatu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych :

W Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych nie ma kworum.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

A jak jest w pozostałych Komisjach? W związku z tym, że nie dysponujemy kworum, na wniosek posła Antoniego Stryjewskiego musimy w tej chwili przerwać obrady, a podejmiemy je w najbliższym terminie.

Głos z sali :

Proszę ogłosić 15-minutową przerwę, pozwolić zebrać kworum i możemy kontynuować pracę.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Obrady musimy przerwać, bo z tej sali możemy korzystać tylko do godz. 14.00. Ze znalezieniem innej sali mogą być dzisiaj trudności. Sądzę, że będziemy musieli zwołać wspólne posiedzenie trzech Komisji w przerwie między posiedzeniami Sejmu. Uważam, panie pośle, że nie jest to korzystne zarówno dla posłów, jak i dla samej ustawy.

Posłanka Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska /SDPL/ :

Może udałoby się jutro lub pojutrze znaleźć jednak salę. Pozostały nam już tylko głosowania.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Oczywiście, będziemy szukać wolnej sali i wolnego terminu w najbliższym czasie.

Posłanka Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska /SDPL/ :

Może jeszcze ktoś z posłów zdecyduje się na zgłoszenie poprawek na piśmie i po tej dyskusji, która odbyła się dzisiaj, może zechciałby pan przewodniczący wyznaczyć w porozumieniu z przewodniczącymi pozostałych komisji termin kolejnego posiedzenia celem przegłosowania poszczególnych artykułów projektu ustawy. Na pewno przyśpieszyłoby to prace.

Poseł Janusz Lisak /niez./ :

Patrząc na te proceduralne zabiegi, proszę, aby nie zwoływać posiedzenia w przerwie między posiedzeniami Sejmu, bo można przyjąć z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że wtedy na pewno nie będzie kworom i tylko ukarzemy tych posłów, którzy chcą nad ustawą pracować, tudzież ekspertów i stronę rządową. Natomiast biorąc pod uwagę taką, a nie inną aktywność posłów z Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych i Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, sądzę, że nie ma sensu zabieganie o dużą salę, bo taka sala nigdy nie będzie wypełniona. W związku z tym znajdźmy jakąkolwiek salę. Sala na 40 osób wystarczy w zupełności i taką salę znajdziemy bez kłopotu. Zwołajmy posiedzenie na jutro albo na piątek.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Sprawa nie jest taka prosta, ale, jak powiedziałem, w najbliższym czasie zwołamy kolejne wspólne posiedzenie trzech Komisji. Skończyliśmy pewną dużą część dotyczącą kwestii proceduralnych i informacyjnych. Dzisiaj jesteśmy już na etapie procedowania, więc mam nadzieję, że teraz prace pójdą już szybko.

Posłanka Bronisława Kowalska /SLD/ :

Proszę o to, aby pan przewodniczący, zanim zamknie posiedzenie, wyznaczył konkretny termin kolejnego posiedzenia. Posłowie nie pracują od 8.00 do 16.00. Jesteśmy w Sejmie po to, aby załatwiać pewne problemy ludzi, którzy nas desygnowali. I jesteśmy winni swoją ciężką pracę właśnie tym ludziom. Było tradycją Sejmu kadencji 1993-1997, że kiedy pracowaliśmy nad ustawami, to posłanka Irena Lipowicz potrafiła zwołać posiedzenie Komisji o godz. 24.00, a pani minister edukacji Danuta Grabowska ze swoimi współpracownikami siedziała do 4.00 rano nad ustawami. Więc nie widzę problemu. Jeżeli posłowie prawicy robią taki manewr i nie chcą z nami pracować, to ja proszę o zwołanie posiedzenia Komisji na godz. 20.00, bo wtedy wszyscy będą już po kolacji, po zajęciach, do dyspozycji będzie także Biuro Studiów i Ekspertyz, posłowie zdążą zapoznać się z problemami, których nie znają, będzie sala i będziemy mogli pracować.

Głos z sali :

Posłowie prawicy są na sali i pracują.

Głos z sali :

Posłowie lewicy też są obecni i pracują. Nie wiadomo tylko, kogo brakuje.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Szanując rząd, szanując ekspertów i szanując pracę wszystkich posłów, proszę sekretariat Komisji, aby znalazł salę i wyznaczył termin kolejnego wspólnego posiedzenia naszych Komisji. Do skrytek otrzymają państwo informację, kiedy się ono odbędzie.

Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak :

Rząd może w dniu dzisiejszym pracować do 24.00.

Posłanka Bronisława Kowalska /SLD/ :

Proszę nam podać termin następnego posiedzenia Komisji. Przecież może to być jeszcze dzisiaj.

Poseł Bogdan Bujak /SLD/ :

Zgoda, ale nie wiem w tej chwili, czy jest jakaś wolna sala i tylko o to chodzi. W związku z tym, że dzisiaj z salą są problemy, jutro o godz. 10.00 najprawdopodobniej spotkamy się w Sali Konferencyjnej w Nowym Domu Poselskim. Zamykam posiedzenie.

 

Pozycja Kaszubów na Pomorzu

Uwagi  do badań M. Latoszka na temat lokalizacji i liczebności Kaszubów

(Szkic z  książki  autora: Społeczność kaszubska, Gdańsk 2004, s. 117 - 135)

Terytorium kaszubskie i ludność

Autoidentyfikacja i syndrom kaszubskości

Obszar językowy kaszubszczyzny

Obszar autoidentyfikacji kaszubskiej

Typologia etniczna gmin i miast

Kaszubi polscy i inni

Mowa, piśmiennictwo, szkoła

Charakter społeczności kaszubskiej

Aneks. Kwestia nazwy i terytorium województwa pomorskiego

List prof. Abdona Stryszaka z 1987 r.

W badaniach socjologicznych nad Kaszubami, ze względu na autochtoniczny i  historycznie zmienny charakter tej zbiorowości społecznej, istotne znaczenie poznawcze ma okresowe ustalanie obszaru jej zwartego zamieszkania i liczebności. Rzec bowiem można, że terytorium kaszubskie w kolejnych sytuacjach historycznych wyznacza obszar zasiedlenia i skupienia żywych nosicieli kaszubskiej etniczności i osobliwości kulturowej.

Terytorium kaszubskie i ludność

W procesie historycznym terytorium kaszubskie ulegało znacznej redukcji. Natomiast nieco inaczej rzecz się ma ze stanem ludności kaszubskiej.  Był on i jest warunkowany zarówno procesami demograficznymi, wyznaczającymi trendy przyrostu naturalnego, jak też wieloma czynnikami sprzyjającymi utrzymywaniu się u mieszkańców tego obszaru kaszubskich cech etnicznych i kulturowych bądź ich utracie. Należy tu wskazać dwie kategorie tych czynników, a więc z jednej strony mobilność cywilizacyjną i kulturową samej ludności kaszubskiej w warunkach zasiedlonego przez nią środowiska przyrodniczego, a z drugiej strony - wpływ struktur politycznych, społecznych i gospodarczych państw, w obrębie których znajdowało się terytorium kaszubskie i żyła ludność kaszubska.

Historyczne terytorium kaszubskie w okresie wczesnego średniowiecza jest lokowane przez historyków na obszarze Pomorza od Odry do Wisły, a obecnie sytuuje się ono na obszarze kilku powiatów dzisiejszego województwa pomorskiego.  Na zachód od tego pasa kaszubskiego w ciągu wieków osiadali Niemcy w strukturach państwowych Brandenburgii i Prus a następnie Rzeszy Niemieckiej, asymilując do niemczyzny kolejne pokolenia ludności kaszubskiej. Dopiero po drugiej wojnie światowej, po opuszczeniu tego obszaru przez Niemców, napłynęła tu ludność polska z sąsiednich regionów, a zwłaszcza z Polski centralnej i południowej oraz Kresów Wschodnich.

Obszar obecnych powiatów kaszubskich w województwie pomorskim właściwie niemal pokrywa się ze stanem istniejącym w województwie pomorskim w I Rzeczypospolitej w wiekach XVI-XVIII i w województwie pomorskim w II Rzeczypospolitej w latach 1920-1939. Efektem trwałości i dynamiki Kaszubów jest to, że w obecnych powiatach kaszubskich żyje stosunkowo duża liczba tej ludności rodzimej, choć gęstość zaludnienia w powiatach Kaszub jest mniejsza niż w powiatach Kociewia czy Powiśla i Żuław. Współcześnie zbiorowość kaszubska podlega, oczywiście, znacznym przemianom cywilizacyjnym i kulturowym, które powodują także zmianę jej oblicza etnicznego.    

W badaniu współczesnych zjawisk etniczności czy regionalnego zróżnicowania kulturowego, które ze swej społecznej natury są bardzo złożone i płynne, pojawia się zwykle wysoki stopień komplikacji procedur metodologicznych i duże ryzyko osiągnięcia wyników nieadekwatnych do stanu faktycznego. Toteż  badania takie są podejmowane dość rzadko.

W odniesieniu do Kaszubów podjął je kilkanaście lat temu Marek Latoszek ([19])  i dzięki niemu powstał ważny punkt odniesienia do dalszych okresowych dociekań, umożliwiających aktualizację stanu rzeczy.

Autoidentyfikacja i syndrom kaszubskości

Marek Latoszek w swoich badaniach, przeprowadzonych w latach 1987-1988 metodą ankiety pocztowej, wyszedł z uzasadnionego założenia, że terytorium kaszubskie w tym czasie najlepiej określał „Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich”, opracowany i wydany w 15 tomach w latach 1964-1978 przez Zakład Słowianoznawstwa PAN na podstawie badań terenowych, przeprowadzonych w latach 1954-1957. Z powodu braku nowszych badań Latoszek nie mógł uwzględnić zmiany zasięgu językowego kaszubszczyzny, jaka zapewne dokonała się ciągu 30 lat, dzielących badania językoznawców i jego socjologiczne badania ankietowe.

Poza tym Marek Latoszek nie bez podstaw uznał, że kryterium językowe nie może wystarczać do ustalenia ani obszaru zwartego zamieszkania Kaszubów, ani ich liczebności na tym obszarze. Jako pierwszoplanowe potraktował kryterium autoidentyfikacji, co jest zgodne z taką tendencją we współczesnej socjologii. Jednak kryterium to poszerzył o elementy, które nazwał „syndromem kaszubskości”. Obok autoidentyfikacji – wyjaśniał Latoszek – przyjęte zostało drugie główne kryterium syntetyczne (subiektywno-obiektywne), które stanowi syndrom „kaszubskości”. W jego zakres wchodzą: autoidentyfikacja w kategoriach etnicznych, pochodzenie z rodziny kaszubskiej i miejsce urodzenia na Pomorzu (zwłaszcza w obszarze dialektów kaszubskich) oraz znajomość i posługiwanie się językiem kaszubskim. ([20]) Ponadto Latoszek, uznawszy dychotomiczny wariant kategorii etnicznych do wyboru (Kaszubi, nie–Kaszubi) za nie wystarczający dla osób mających trudności z jednoznaczną identyfikacją, dopuścił stopniowalność kaszubską i wprowadził dodatkową kategorię pośrednią (pół-Kaszuby).

Konstrukt „syndromu kaszubskości” w procedurze badawczej Marka Latoszka ma więc charakter połączenia typowo genetycznych kryteriów przynależności grupowej (rodowód kaszubski w sensie pochodzenia z rodziny kaszubskiej lub mieszanej i miejsca urodzenia w obszarze terytorium grupowego) i typowo kulturowych kryteriów więzi społecznej i spójności grupowej (posługiwanie się językiem kaszubskim w zakresie czynności mówienia i rozumienia oraz świadomość przynależności do grupy etnicznej, wyrażoną deklaracją czy innym aktem autoidentyfikacji).

Trzeba tu jednak zwrócić uwagę na odmienność podejścia do kwestii językowej na Kaszubach w językoznawstwie i socjologii. Językoznawców w badaniu zasięgu terytorialnego kaszubszczyzny interesuje występowanie jej struktur językowych w mowie ludności  żyjącej na danym obszarze. Natomiast socjologów interesuje zakres  posługiwania się kaszubszczyzną w komunikowaniu społecznym. Istotne jest tu jednak rozróżnienie języka etnicznego, używanego przeważnie tylko w mowie, od języka narodowego, rozwiniętego w mowie i piśmie, używanego w życiu codziennym i publicznym, w literaturze i humanistyce, w sferze polityki.  Badania Latoszka wyraźnie dotyczą tylko języka etnicznego Kaszubów. 

W badaniach ankietowych Latoszka było uzasadnione wyjście poza obszar językowy kaszubszczyzny i objęcie nimi także najbliższego obszaru bezpośredniego sąsiedztwa. W operacjonalizacji przestrzeni dla potrzeb badawczych – pisał autor opracowania – mamy do czynienia z podwójną realnością historyczno-geograficzną i administracyjną. Pierwszym układem odniesienia będzie zatem Pomorze jako dzielnica i zarazem makroregion, a w jej obrębie obszar dialektów kaszubskich wyodrębniony w kategoriach regionu, którego struktury tworzą jednostki administracyjne: gminy oraz miasta i ich usytuowanie w postaci koncentrycznych kręgów krzyżujących się z układem geograficzno-przyrodniczym, a więc z podziałem na Kaszuby Północne, Południowe i Środkowe. Drugim natomiast układem odniesienia będzie aktualnie obowiązujący podział administracyjny, obejmujący trzy województwa Polski Północnej: gdańskie, słupskie i bydgoskie, z ich strukturą miejsko-gminną. Tu trzeba zaznaczyć, że od początku 1999 r. podział ten uległ zmianie i badany obszar niemal w całości znalazł się w obrębie województwa pomorskiego, a tylko nieznacznie sięga do województwa zachodniopomorskiego i kujawsko-pomorskiego.

Obszar językowy kaszubszczyzny

Ustalony przez językoznawców na podstawie badań terenowych, przeprowadzonych w połowie lat 50-tych, obszar językowy kaszubszczyzny biegnie pasem czterech powiatów: puckiego, wejherowskiego, kartuskiego i kościerskiego. W obszarze tym językoznawcy wyróżnili trzy grupy posługujące się nieco odrębnymi dialektami lokalnymi: Bylaków w północnej części obszaru, Krubanów (Kurbanów)– w części południowo-wschodniej i Gochów w części południowo-zachodniej.

Latoszek uplasował pas obszaru językowego kaszubszczyzny w ramach jednostek administracyjnych. W kategorii I wyróżnił trzy grupy: 1. gminy nie wykraczające poza obszar językowy kaszubszczyzny, 2. gminy nieznacznie wykraczające poza ten obszar, 3. miasta położone w obrębie tegoż obszaru.

W powiecie puckim do pierwszej grupy zostały zaliczone gminy Puck i Kosakowo, do drugiej grupy - gmina Krokowa, a do trzeciej - miasta Puck, Władysławowo, Jastarnia i Hel.

W powiecie wejherowskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminę Szmud, do drugiej grupy - gminy Linia, Luzino i Wejherowo, a do trzeciej - miasta Rumię, Redę i Wejherowo.

W powiecie kartuskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminy Chmielno, Kartuzy i Przodkowo, do drugiej grupy - gminy Sierakowice, Stężyca, Sulęczyno i Żukowo, a do trzeciej - miasto Kartuzy (Żukowo wówczas nie było  jeszcze miastem).

W powiecie kościerskim odpowiednio do pierwszej grupy zaliczono gminy Dziemiany i Lipusz, do drugiej grupy -  gminę Karsin, a do trzeciej - miasto Kościerzynę.      

Poza tym obszar językowy kaszubszczyzny sięgnął do północnej części powiatu chojnickiego, z którego do drugiej grupy zaliczone zostały gminy Konarzyny i Brusy, a do trzeciej – miasto Brusy. Z powiatu bytowskiego zaś odpowiednio zaliczono do pierwszej grupy gminy Studzienice i Lipnica, a do drugiej grupy – gminę Parchowo. Gminy Parchowo i Lipnica w okresie międzywojennym należały do Polski, podczas gdy Studzienice i inne gminy powiatu bytowskiego oraz miasta Bytów i Miastko pozostawały w granicach  Niemiec, podobnie jak gminy i miasta powiatów: lęborskiego, słupskiego i człuchowskiego.

Trzeba tu zaznaczyć, że w „Atlasie językowym kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich” z obszaru językowego kaszubszczyzny zostało wyłączone miasto Hel ze względu na ulokowane tam osadnictwo wojskowe. Językoznawcy z zasady nie prowadzili badań w miastach, omijając nawet takie miasta uznawane za kaszubskie,  jak Puck, Wejherowo, Kartuzy i Kościerzyna, gdzie wśród ludności kaszubskiej zaznaczała się  obca infiltracja językowa.

Obszar autoidentyfikacji kaszubskiej

Ponadto Latoszek w swoich badaniach wyodrębnił  jeszcze kilka innych kategorii  jednostek administracyjnych powiązanych z obszarem językowym kaszubszczyzny. Do kategorii II zaliczył  gminy położone częściowo na obszarze językowym kaszubszczyzny, do kategorii III - miasta położone poza tym obszarem, ale w otoczeniu gmin częściowo leżących w jego obrębie, a  do  kategorii IV - gminy i miasta położone zupełnie poza obszarem językowym kaszubszczyzny, ale w jego bezpośrednim sąsiedztwie.

Wyróżnione kategorie jednostek administracyjnych są liczniejsze po zachodniej stronie obszaru językowego kaszubszczyzny. Wszystkie one w okresie międzywojennym pozostawały w granicach Niemiec. 

W powiecie wejherowskim do kategorii II należy gmina Łęczyce, a do  kategorii IV - gminy Choczewo i Gniewino.

W powiecie lęborskim do kategorii II  należy gmina  Cewice, a do kategorii IV - gmina Nowa Wieś Lęborska i miasto Lębork 

W powiecie słupskim do kategorii IV należą gminy Potęgowo, Dębnica Kaszubska i Kępice oraz miasto Kępice.

W powiecie bytowskim do kategorii II należą gminy Bytów, Czarna Dąbrówka, Miastko i Tuchomie, do kategorii III – miasta Bytów i Miastko, a do kategorii IV – gminy Bożytuchom, Kołczygłowy i Trzebielino.

W powiecie człuchowskim do kategorii II należą gminy: Koczała i Przechlewo, do kategorii IV – gminy Rzeczenica, Czarne i Debrzno oraz miasta Człuchów, Czarne i Debrzno.

Najdalej na zachód są wysunięte cztery jednostki terytorialne położone w województwie zachodniopomorskim. Do kategorii IV  należą gmina i miasto Polanów w powiecie koszalińskim oraz gmina i miasto Biały Bór w powiecie szczecineckim.

Po stronie wschodniej i południowej  obszaru językowego kaszubszczyzny jest znacznie mniej jednostek administracyjnych zaliczonych do wymienionych kategorii.

W powiecie kartuskim do kategorii II należy gmina Somonino.

W powiecie gdańskim do kategorii IV należą gminy Kolbudy i Przywidz, które w okresie międzywojennym wchodziły w skład terytorium Wolnego Miasta Gdańska.

W powiecie kościerskim do kategorii II należy gmina Kościerzyna, a do kategorii IV należą gminy Nowa Karczma, Liniewo i Stara Kiszewa.

W powiecie chojnickim do kategorii II należą gminy Chojnice i Czersk, a do kategorii IV  – miasta Chojnice i Czersk.

Poza tym do wymienionych grup zaliczone zostały blisko położone jednostki administracyjne z województwa kujawsko-pomorskiego. W kategorii IV umieszczono gminę i miasto Kamień Krajeński w powiecie sępoleńskim, a także gminy Kęsewo, Śliwice i Tuchola oraz miasto Tuchola w powiecie tucholskim.

W badaniach Latoszka jako oddzielna kategoria V zostało potraktowane Trójmiasto: Gdańsk, Sopot i Gdynia.

Wszystkie te jednostki administracyjne Latoszek potraktował jako obszar autoidentyfikacji kaszubskiej i na załączonej mapie nazwał Pomorzem Kaszubskim. Łącznie obszar ten objął  60 gmin i 26 miast (wraz z Gdańskiem, Sopotem i Gdynią).

Tak znaczne wyjście w badaniach ankietowych Latoszka na terytoria po zachodniej, wschodniej i południowej stronie obszaru językowego kaszubszczyzny ma swoje uzasadnienie. Dawniej były one zamieszkałe w znacznym stopniu przez ludność kaszubską. Po drugiej wojnie światowej pewna część ludności z Kaszub przed wojną należących do Polski przeniosła się teren Kaszub opuszczonych przez Niemców. Poza tym cały, zakreślony przez Latoszka, obszar autoidentyfikacji kaszubskiej był objęty w ciągu powojennego półwiecza procesem migracji, w tym zwłaszcza migracji ze wsi i miasteczek do większych miast na czele z Trójmiastem, w czym znaczny udział miała ludność kaszubska.  Równocześnie jednak odbywał się w tym czasie trwały odpływ ludności kaszubskiej do innych regionów Polski, a także do Niemiec, głównie z poniemieckiej części Kaszub. ([21]) Zachodziło też zjawisko odwrotne – napływ na Kaszuby i cały tzw. obszar autoidentyfikacji kaszubskiej ludności z innych regionów Polski, duży w latach powojennych, a później znacznie mniejszy.

Typologia etniczna gmin i miast

Istotne znaczenie ma, ustalona przez Latoszka na podstawie wyników badań ankietowych, typologia etniczna gmin i miast.

W świetle kryteriów zastosowanych w badaniach Latoszka okazało się, że znaczna przewaga ludności deklarującej się jako Kaszubi ma 19 gmin i jedno miasto, gdzie odsetek Kaszubów sięga od 75 do ponad 90 procent. Prawie wszystkie te gminy lokują się w czterech powiatach: puckim, wejherowskim, kartuskim i bytowskim. 

W powiecie puckim są to gminy: Puck i Kosakowo, w powiecie wejherowskim: Linia, Luzino, Szemud i Wejherowo, w powiecie kartuskim: Chmielno, Sulęczyno, Przodkowo, Sierakowice, Kartuzy, Stężyca i Somonino, w powiecie bytowskim: Parchowo, Czarna Dąbrówka, Tuchomie, Lipnica i Bytów. W powiecie kościerskim – tylko gmina Dziemiany. Jedyne miasto w tej kategorii to Kartuzy, gdzie 85,7 procent ankietowanych mieszkańców deklarowało się jako Kaszubi.

Wśród wymienionych gmin Latoszek trzy uznał za monotetniczne. Są to: Chmielno, Sulęczyno i Dziemiany, gdzie wszyscy ankietowani określili się jako Kaszubi. Jednak tylko w gminie Chmielno pokrywało się to ze spełnieniem kryteriów „syndromu kaszubskości”.  Natomiast według tegoż syndromu w Sulęczynie  odsetek Kaszubów wyniósł  91,7  a nie-Kaszubów 8,3, zaś w Dziemianach  66,7 Kaszubów i 33,3 pół-Kaszubów. W większości pozostałych gmin występuje przewaga autoidentyfikacji nad syndromem (największa w Czarnej Dąbrówce i w mieście Kartuzy), co – jak zaznacza Latoszek – może świadczyć o istnieniu normy obyczajowej lub presji środowiskowej. Zdaje się to potwierdzać fakt, że w ogóle tylko w 6 gminach odnotowano deklarację badanych jako nie-Kaszubów. Sytuację przewagi syndromu nad identyfikacją odnotowano w 5 gminach (Linia, Parchowo, Sierakowice, Lipnica, Tuchomie). To zaś, zdaniem autora opracowania, zdaje się świadczyć o odchodzeniu od kaszubskości.  

 Zwraca uwagę fakt, że znaczna przewaga ludności deklarującej się jako Kaszubi wystąpiła aż w pięciu gminach powiatu bytowskiego. W znacznej mierze jest to wynikiem przeniesienia się do tego poniemieckiego obszaru ludności kaszubskiej z sąsiednich rejonów Kaszub należących przed wojną do Polski.

Deklarację badanych jako Kaszubów na poziomie 50 do 75 procent, a więc przewagi nieznacznej, nie dominującej, ma 8 gmin i 8 miast.

W powiecie puckim są to gmina Krokowa oraz miasta: Puck, Władysławowo i Jastarnia, w powiecie wejherowskim: gminy Łęczyce i Gniewino oraz miasta: Reda, Rumia i Wejherowo, w powiecie kartuskim – gmina Żukowo, w powiecie kościerskim – gminy Lipusz i Kościerzyna oraz miasto Kościerzyna, w powiecie chojnickim – gmina Brusy, w powiecie bytowskim – miasto Bytów, w powiecie lęborskim – gmina Cewice. Z wyjątkiem Krokowej, we wszystkich pozostałych gminach i miastach przeważała autoidentyfikacja kaszubska nad syndromem kaszubskości. Niskie wskaźniki tego syndromu wystąpiły w  gminach Gniewino i Kościerzyna oraz w miastach Rumia, Wejherowo, Reda, Władysławowo, Kościerzyna i Bytów, co plasuje tam Kaszubów na pograniczu większości i mniejszości wśród mieszkańców. Stan ten podnosi identyfikacja badanych jako pół-Kaszubów, sięgająca przeważnie około 20 procent.

Zatem w świetle badań ankietowych Latoszka,  wśród 60 gmin na  tzw. obszarze autoidentyfikacji kaszubskiej, w 27 gminach Kaszubi stanowili większość mieszkańców a w 33 gminach – mniejszość, zaś wśród 26 miast w  9 miastach Kaszubi stanowili większość mieszkańców, a w 16 miastach – mniejszość.

W grupie 33 gmin i 16 miast z mniejszością Kaszubów więcej jest gmin i miast z mniejszością Kaszubów na poziomie 20 do 50 procent, niż poniżej 20 procent.

Poza tym badania wykazały w ogóle brak identyfikacji kaszubskiej w gminie Koczała w powiecie człuchowskim, w gminie i mieście Czersk w powiecie chojnickim oraz w gminie i mieście Tuchola w powiecie tucholskim. Natomiast notowano tam niewielkie rozmiary identyfikacji badanych jako pół-Kaszubów oraz deklaracji kaszubskiego pochodzenia.

W Trójmieście, a więc w Gdańsku, Sopocie i Gdyni, identyfikacje badanych jako Kaszubów i pół-Kaszubów były procentowo nieznaczące  w stosunku do identyfikujących się jako nie-Kaszubi.

Kaszubi na wsi i w miastach

Z odniesienia procentowego syndromu kaszubskości z reprezentacyjnych prób badań ankietowych do populacji ludności ustalonego obszaru autoidentyfikacji kaszubskiej wynika, że najwięcej Kaszubów było na, stosunkowo mniejszym, obszarze językowym kaszubszczyczny.

Według obliczeń Latoszka, w 20 gminach i 9 miastach w całości położonych na obszarze językowym kaszubszczyzny, wśród 319,9 tys. ludności tych jednostek terytorialnych było 193,8 tys. Kaszubów oraz 66,9 tys. pół-Kaszubów. Natomiast w szerszym ujęciu obszaru językowego kaszubszczyzny (łącznie z 13 gminami tylko częściowo położonymi na tym obszarze i z 4 miastami spoza tego obszaru, ale w otoczeniu gmin z tegoż obszaru), wśród odpowiednio większej populacji  483,7 tys. mieszkańców znajdowało się 251,8 tys. Kaszubów oraz 96,8 tys. pół-Kaszubów.

Z kolei w 23 gminach i 8 miastach, położonych całkowicie poza obszarem językowym kaszubszczyzny, ale w jego bezpośrednim sąsiedztwie, wśród 187,5 tys. mieszkańców – było (według prowizorycznych wyliczeń - jak zaznacza Latoszek)  - 32,8 tys. Kaszubów oraz 25,2 tys. pół-Kaszubów. Z odrębnych wyliczeń dla Trójmiasta wynika, że wśród jego 765,6 tys. mieszkańców było 47,5 tys. Kaszubów oraz 62 tys. pół-Kaszubów.   

Jak wynika z danych zebranych przez Latoszka, przedmiotem jego badań  była  zbiorowość 320,6 mieszkańców wsi oraz zbiorowość 350,7 tys. mieszkańców 23 miast,  oprócz Trójmiasta. Badania wykazały, że według syndromu kaszubskości wśród ludności wiejskiej było 198,1 tys. Kaszubów (61,8 %) oraz 47,1 tys. pół-Kaszubów (14,7 %), zaś nie-Kaszubów – 75,3 tys. (23,5 %). Natomiast w 23 miastach było 124,1 tys. Kaszubów (35,4 %) i 82,4 tys. pół-Kaszubów (23,5 %) oraz 144,1 tys. nie-Kaszubów (41,1 %), natomiast łącznie z Trójmiastem – w miastach było 171,6 Kaszubów (15,3 %) i 144,4 tys. pół-Kaszubów (12,7 %), zaś nie-Kaszubów – 797,1 tys. (72,0 %)

Zatem w świetle omawianych badań, w zbiorowości kaszubskiej żyjącej poza Trójmiastem - nadal zdecydowanie przeważała ludność wiejska, której obiektywne cechy kaszubskości były dość adekwatne z identyfikacją. Dla 72,1 proc. tej zbiorowości kaszubszczyzna nadal pozostawała językiem żywym, choć używanym tylko w mowie i w dość ograniczonym zakresie, a dla 27,9 proc. – językiem martwym.

Jednocześnie badania potwierdziły znaczny wzrost ludności kaszubskiej w miastach, a może raczej zwiększenie się ludności pochodzenia kaszubskiego. Świadczy o tym nieduża różnica między identyfikacją kaszubską i pół-kaszubską, przy czym dane z badań wskazują znaczną przewagę identyfikacji nad cechami syndromu kaszubskiego. Deklaracje posługiwania się kaszubszczyzną w mowie, i to w bardzo ograniczonym zakresie, sięgają 45,5 proc., a dla 54,5 proc. jest ona językiem martwym. Wiadomo, że w miastach zainteresowanie kaszubszczyzną w mowie i rzadko w piśmie przejawia niewielki krąg inteligencji.

Z badań Latoszka prawie nic nie wiadomo co oznacza enigmatyczna kategoria nie-Kaszubów, która wśród badanej przezeń ludności wiejskiej stanowi 23,5 %  (75,5 tys.) a wśród badanej ludności miejskiej (bez Trójmiasta) – 41,1 % (144,1 tys.). Oczywiście można zasadnie domniemywać, że przede wszystkim są to ludzie miejscowego pochodzenia, którzy odeszli od kaszubskiej tożsamości etniczno-kulturowej i czują się polskimi mieszkańcami Pomorza albo przybyli tu spoza Kaszub. W przypadku gmin czterech powiatów poniemieckich: człuchowskiego, bytowskiego, lęborskiego i słupskiego – mogą to być powojenni migranci z regionów sąsiadujących z Pomorzem albo z Polski centralnej i południowej oraz Kresów Wschodnich, w tym także przesiedleni Ukraińcy. Ponadto zachowała się jakaś resztka ludności niemieckiej. Niewątpliwie warte poznania są okoliczności zarówno pełnej asymilacji polskiej ludności pochodzenia kaszubskiego, jak też adaptacji ludności napływowej w powiatach kaszubskich.

Nie wymaga tu rozwinięcia kwestia polskiej identyfikacji dominującej części ludności Trójmiasta. Gdynia to w przeważającej mierze miasto rodzimych polskich Pomorzan od kilku pokoleń. Gdańsk zaś i Sopot to z kolei społeczności prawie całkowicie postmigracyjne, pochodzące – podobnie jak ludność Powiśla i Żuław - z regionów sąsiadujących z Pomorzem, z Polski centralnej i południowej oraz z Kresów Wschodnich. Są tu też nieduże środowiska takich mniejszości narodowych, jak niemiecka i ukraińska. Społeczeństwo Trójmiasta integrowało się w powojennym półwieczu na gruncie polskich tradycji Pomorza i realizowania dążeń rozwojowych ogółu mieszkańców tego regionu.   

Kaszubi polscy i inni

Gdyby obecnie, po 15 latach od zrealizowania przez Marka Latoszka koncepcji badań problemu lokalizacji i liczebności Kaszubów w obszarze językowym kaszubszczyzny i jego bezpośrednim sąsiedztwie, chcieć podjąć podobne badania dla uzyskania obrazu aktualnego stanu rzeczy, trzeba byłoby niewątpliwie tę koncepcję poddać dość gruntownej weryfikacji. ([22]) Z dzisiejszej perspektywy bowiem nasuwa ona szereg wątpliwości co do meritum badań, jak i osiąganych tą drogą wyników. Skłaniają do tego zwłaszcza nowe i dostępne dane poznawcze oraz analizy problemu.

Przede wszystkim zastrzeżenia budzi sposób zastosowania w tamtych badaniach ankietowych kategorii etnicznych: Kaszubi, pół-Kaszubi, nie-Kaszubi. Nie chodzi tu o samą stopniowalność identyfikacji. Określenia: Kaszubi, pół-Kaszubi nawiązują wprost do potocznego znaczenia tych pojęć, odnoszonych zwykle do genetycznego charakteru etniczności (pochodzenie z małżeństw czy związków etnicznie jednorodnych lub mieszanych) i rzadziej  językowo-kulturowego charakteru etniczności (posiadanie lub znaczne odejście od etnicznej mowy i zwyczajowych zachowań). Inni autorzy zajmujący się Kaszubami wprowadzali bardziej skomplikowane i mniej precyzyjne kategorie kaszubskości. Na przykład Brunon Synak w swym studium z 1998 r. o tożsamości kaszubskiej wskazywał badanym następujące rodzaje autoidentyfikacji kaszubskiej: pełna, niedokończona, szczątkowa, nieokreślona, niekaszubska.([23])

Inna rzecz, że zawartość ankiety pocztowej Latoszka, mimo wprowadzenia trójdzielnej autoidentyfikacji etnicznej, sugerowała zainteresowanie badacza tylko ludnością kaszubską. Dlatego nie-Kaszubi mogli uznawać, że ankieta ich nie dotyczy i rezygnować z udziału w niej. Zdaje się to potwierdzać bardzo wysoki odsetek odmów wypełnienia i odesłania ankiet. Nawet w obszarze językowym kaszubszczyzny odsetek odmów wyniósł 54,6 proc., a w pozostałych kategoriach jednostek terytorialnych, otaczających obszar językowy kaszubszczyzny, odsetek odmów przekraczał 60 proc. Ponieważ tylko z wypełnionych i odesłanych ankiet pochodziły odsetki osób z identyfikacją etniczną i następnie były odnoszone do całych populacji, przeto liczebność Kaszubów i pół-Kaszubów mogła ulec pewnemu zawyżeniu.

Poza tym treść ankiety i jej  rekomendacji, która towarzyszyła badaniom, niewątpliwie ośmielała do kaszubskiej autoidentyfikacji, co być może w sytuacji lat 1987-1988 było potrzebne. Natomiast identyfikacja badanych jako nie-Kaszubów mogła być przez nich traktowana jako niekonkretna, albo zaprzeczająca  i wykluczająca ze środowiska kaszubskiego, czego badani mogli chcieć uniknąć, zwłaszcza w tych miejscowościach, w których istniał nacisk obyczajowy lub inna presja na identyfikację z Kaszubami. Dostrzegł to – jak już wspomniano – także  Latoszek w swojej analizie  badawczej.

Wobec występującego - jak już wykazały to wyniki badań Latoszka -  zróżnicowania etnicznego i kulturowego mieszkańców Kaszub, także na tradycyjnym obszarze językowym kaszubszczyzny, w przyszłych badaniach trzeba będzie inaczej oznaczać kategorie identyfikacji,  samym badanym pozostawiać określenie za kogo się uważają ze względu poczucie przynależności narodowej i regionalnej, czy etnicznej. Trzeba też wyraźnie rozróżniać odrębność etniczną i kulturową, gdyż nie zawsze idzie to w parze.

W pełni zasadne jest wiązanie oblicza kulturowego Kaszubów z kulturą społeczeństwa polskiego, a tego w badaniach Latoszka i także cytowanych badaniach Synaka zabrakło. Kaszubi współcześni posługują się przede wszystkim  polskim językiem narodowym, używają go w mowie i piśmie. Język polski jest dla Kaszubów nie  tylko językiem urzędowym, publicznym, szkolnym i kulturowym, lecz także  prywatnym, używanym w domu na przemian z mową kaszubską, albo nawet wyłącznie.([24])

Z kulturowego punktu widzenia współcześni Kaszubi przeważnie poruszają się w kręgu polskiej kultury narodowej, zaś obcowanie z kaszubską kulturą etniczną, zachowaną na części obszaru Pomorza, stanowi dla nich znaczący wyróżnik  Do większości Kaszubów odnosi się kategoria identyfikacyjna: Kaszubi polscy. Oprócz tego w ostatnim okresie pojawiła się kategoria identyfikacyjna, określana mianem odrębnej narodowości kaszubskiej, którą deklarowano w spisie powszechnym ludności w 2002 r. Wreszcie trzeba tu wymienić kategorię osób pochodzenia kaszubskiego, które przystąpiły do wskrzeszonej na Pomorzu  po 1989 r. mniejszości niemieckiej.

Mowa, piśmiennictwo, szkoła

Szczególnie istotnym problemem wydaje się zbyt powierzchowne i uproszczone ujmowanie w części dotychczasowych badań kwestii językowej Kaszubów. Chodzi o faktyczną rolę, jaką w życiu Kaszubów spełnia ich język etniczny, a jaką rolę spełnia polski język narodowy, a w nie tak dawnej przeszłości spełniał także niemiecki język narodowy. W cytowanych badaniach Latoszka i Synaka zajmowano się głównie używaniem mowy kaszubskiej w zróżnicowanym zakresie i stopniu rozumienia, traktując marginesowo kwestię umiejętności czytania i pisania w języku kaszubskim.([25])

Otóż nie ulega wątpliwości, że poziom rozwoju języka w mowie i piśmie oraz rozpowszechnienia go w obu formach jako środka komunikowania się w danej zbiorowości jest nie tylko podstawowym elementem jej kulturowej odrębności, ale także ważnym czynnikiem kulturowej samodzielności oraz intelektualnej i artystycznej twórczości. Zwłaszcza we współczesnych warunkach cywilizacyjnych zbiorowości etniczne, które nie osiągnęły odpowiedniego poziomu posługiwania się własnym językiem pisanym, zdać się muszą w tym zakresie na języki inne niż własny, pozostawać z nimi w pewnej symbiozie kulturowej. Ten typ zbiorowości etnicznych niektórzy socjologowie określają jako posiadające kulturę cząstkową bądź jako kulturowo zależne. Kulturowa odrębność takich zbiorowości etnicznych jest nieostra, bardziej względna.

Tak się ułożyły losy historyczne Kaszubów na Pomorzu, że od czasu pobudzenia ich podmiotowości etniczno-kulturowej w drugiej połowie XIX w. zbiorowość ta, trwając do dziś  na pewnym obszarze przy mowie kaszubskiej, równocześnie nie wytworzyła jednak własnej kultury piśmienniczej o szerszym zasięgu. A właśnie to kultura piśmiennicza, obejmująca umiejętność czytania i pisania w danym języku, nie mniej niż mowa, warunkuje rozwój zbiorowości społecznych pod każdym względem. Do wytworzenia kultury piśmienniczej w kręgach szerszych niż elita intelektualna potrzebna jest jednak edukacja szkolna, czego Kaszubom dotychczas zabrakło a teraz jest to niezwykle trudne do odrobienia.

Trzeba przypomnieć, że do końca okresu zaboru  kaszubszczyzna bynajmniej nie wchodziła do zakresu edukacji w obowiązkowej 8-letniej szkole pruskiej. Ze szkoły tej w końcu XIX w. został także wyrugowany język polski, zarówno jako język nauczania, jak też jako przedmiot nauki. Trwała natomiast nauka, w mowie i piśmie, języka niemieckiego, który poza domem rodzinnym i środowiskiem etnicznym stawał się głównym środkiem komunikowania społecznego. Z pozaszkolnej, domowej i prywatnej nauki języka polskiego i literatury, rozwijanej w ramach polskiego ruchu narodowego na Pomorzu, korzystało przede wszystkim młode pokolenie ludności polskiej, ale także pochodzące z rodzin kaszubskich. Ze stypendiów Towarzystwa Pomocy Naukowej w Chełmnie skorzystali między innymi czołowi działacze ówczesnego ruchu kaszubskiego. Dzieci z obydwu środowisk często spotykały się w kościele na nauce religii po polsku. Sytuacje te we wspomnieniach Kaszubów często są opisywane tak: „Każde dziecko kaszubskie w wieku szkolnym było trzyjęzyczne; w domu mówiliśmy po kaszubsku, w szkole po niemiecku, a w kościele na nauce przygotowawczej do Komunii Świętej – po polsku”. ([26]) Jednak w kształceniu ogólnym i zawodowym największą rolę odgrywała szkoła niemiecka.

Nic też dziwnego, że w pierwszych latach po objęciu Pomorza przez odrodzone w 1918 r. państwo polskie brakowało (szczególnie w powiatach kaszubskich) wykształconych w języku polskim kadr do tworzonej tam administracji polskiej. Konieczne przysyłanie  do pracy w tej administracji ludzi z innych części Polski bywało powodem nierzadko przesadnych oskarżeń o dyskryminowanie ludności miejscowej.

W okresie międzywojennym polskie środowiska naukowe i kulturalne chyba niewystarczająco interesowały się sytuacją kulturową zbiorowości kaszubskiej i nie przejawiały należytej inicjatywy we wspomaganiu jej podmiotowości. Jednak także ruch kaszubski  w kwestii edukacji szkolnej i kultury językowej Kaszubów zajmował postawę mało aktywną. Nie podjęto przygotowań do uczynienia kaszubszczyzny  przedmiotem kształcenia językowego w szkole i nie weszła ona do dydaktyki w stworzonym na Kaszubach szkolnictwie polskim, co ograniczyło jej możliwości rozwojowe. ([27]) Nie rozwinęły się też pozaszkolne formy nauki kaszubskiego. Na ogół  było podzielane stanowisko Młodokaszubów, sformułowane jeszcze w 1908 roku na łamach „Gryfa”, że językiem kościelnym, naukowym i publicznym dla Kaszubów będzie język polski, a kaszubszczyzna – językiem domowym i sąsiedzkim, prywatnym i literackim. ([28]) Postawiono na kaszubskie piśmiennictwo literackie, na książki i czasopisma właściwie dwujęzyczne, nie doceniając przy tym znaczenia  kształcenia językowego w kaszubszczyźnie.

Stanowisko to było podtrzymywane także w powojennym ruchu kaszubskim, który jednak w dobie PRL miał dość ograniczone możliwości działania na płaszczyźnie etniczno-kulturowej. Jego uzależnienie od dominującej wtedy władzy politycznej, było podobne jak innych środowisk społecznych. 

Kontynuacja literatury kaszubskiej toczyła się w sporach o jej ideę i charakter. Najpierw przedmiotem sporu był stosunek do duchowej treści literatury kaszubskiej z okresu międzywojennego. Później spierano się o to, czy powinna się ona ograniczać do wymiaru literatury ludowej czy aspirować do wykształconej formy artystycznej i szerszej zawartości poznawczej i uniwersalnej problematyki. Wreszcie spierano się wybór formuły: czy ma to być „literatura kaszubsko-pomorska” czy „kaszubska literatura regionalna”, albo czy kryterium dla tej literatury ma być temat czy język kaszubski. ([29])

Refleksja nad walorami kształcącymi i edukacyjnymi utworów zaliczanych do literatury kaszubskiej według obydwu kryteriów pojawiła się stosunkowo późno. Autorka zajmująca się tą problematyką uznała, że do bloku kaszubskiej literatury dla dzieci i młodzieży należą nawet cztery grup tekstów: pisanych w kaszubszczyźnie, pisanych w dwóch wersjach: w kaszubszczyźnie i polszczyźnie, tworzonych w polskim języku literackim z kaszubskim dialogiem, przekazywanych w całości w polskim języku literackim. ([30])

Tendencja do prezentowania utworów literatury kaszubskiej  w polskim języku literackim została zapoczątkowana w 1964 r. Ukazało się wtedy, opracowane przez Lecha Bądkowskiego w polskim języku literackim, najważniejsze dzieło literatury kaszubskiej – powieść Aleksandra Majkowskiego „Żëce i przigodë Remusa”, wydana w 1939 r. w Toruniu. W książce Lecha Bądkowskiego pt. „Życie i przygody Remusa” zostało to określone jako „przekład z gwary kaszubskiej”. Rzecz spotkała się wówczas z ostrą kontrowersją.

Powodem pojawienia się w polskiej wersji językowej utworów literackich napisanych w kaszubszczyźnie był nie tylko zamiar przybliżenia tych utworów czytelnikowi polskiemu na Pomorzu i w kraju. Przede wszystkim liczono się z faktem, że utwory pisane w oryginalnej kaszubszczyźnie są mało dostępne dla Kaszubów znających kaszubszczyznę tylko z międzypokoleniowego przekazu ustnego albo już słabo posługujących się nią lub wcale. Dotyczy to zwłaszcza utworów bardziej rozwiniętych pod względem formy i treści, odbiegających od potocznego słownictwa w mowie kaszubskiej. Autorzy kaszubscy dbający o to, by  treść utworu dotarła do czytelników, stosowali przeplatanie kaszubskich i polskich form językowych, zwłaszcza w utworach przeznaczonych dla młodego odbiorcy.

Ten okres ożywienia literatury kaszubskiej pobudził zainteresowanie kulturą kaszubską środowisk naukowych w Niemczech, gdzie od XIX wieku rozwijała się tradycja badań kaszuboznawczych. Znaczącym przykładem tego było wydanie w Monachium w 1973 r. opracowanej przez Ferdinanda Neureitera „Antologii kaszubskiej”, a w 1978 r. jego „Historii literatury kaszubskiej”, którą w 1982 r. w przekładzie polskim wydało Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. ([31]) Właściwie jest to historia piśmiennictwa kaszubskiego w ogóle, łącznie z tekstami o tematyce kaszubskiej pisanymi po polsku i niemiecku. Autor nie odgraniczył pojęcia literatury i odnotował niemal wszelkie dostępne utwory autorów kaszubskich. Wskazywał pisarzy kaszubskich tworzących równocześnie w języku  kaszubskim  i  polskim lub tylko polskim, a także piszących w języku niemieckim. Wspomniał też o nielicznych przypadkach korzystania z motywów kaszubskich przez pisarzy polskich i niemieckich.

Jednocześnie kontynuowane było w Niemczech zainteresowanie problematyką etniczno-kulturową Kaszub. Jednym z ostatnich przykładów tego są wydane w 2001 r. wypisy z  historiografii Kaszub w znamiennym zestawieniu, który przygotował Klaus-Dieter Kreplin, kierownik Studium Genealogii Wschodnioniemieckiej na Uniwersytecie w Dortmundzie. ([32]) Wybór ten otwiera artykuł Floriana Ceynowy o germanizacji Kaszubów w niemieckojęzycznej wersji z 1843 r. ([33]) oraz szkic o Ceynowie pióra  Ferdinanda Neureitera z jego „Historii literatury kaszubskiej” z  1978 r. ([34]) Następne pozycje to dwa opracowania historyków niemieckich: szkic Richarda Beyera  o ruchu kaszubskim przed pierwszą wojną światową, zamieszczony  w pracy zbiorowej wydanej w 1963 r. ([35]) oraz artykuł Manfreda Vollacka o Kaszubach w powiecie człuchowskim z książki wydanej w 1974 r. ([36])  Wybór tekstów zamykają dwa szkice historyka gdańskiego i działacza ruchu kaszubskiego Józefa Borzyszkowskiego, publikowane w Niemczech w 1991 r. i w 1996 r. W pierwszym szkicu autor przedstawił problemy historii pomorskich Kaszubów, ([37]) a w drugim – sytuację Kaszubów w XIX i XX wieku między Polską a Niemcami. ([38])

Zwrot Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w kierunku inicjowania szkolnego kształcenia językowego w kaszubszczyźne dzieci i młodzieży w gminach zamieszkałych w większości przez ludność kaszubską nastąpił po 1989 r. Jako pierwsza,  za zgodą władz oświatowych i gminnych oraz rodziców,  naukę języka kaszubskiego dla 20 uczniów jako przedmiotu dodatkowego zapoczątkowała jesienią  1991 r. szkoła podstawowa w Głodnicy. Równocześnie zostały utworzone dwie pierwsze klasy z  nauką języka kaszubskiego w Liceum Ogólnokształcącym w Brusach. Czyniono to mimo braku dostatecznego przygotowania merytorycznego tych przedsięwzięć, a zwłaszcza braku podręczników i nauczycieli z  odpowiednimi kwalifikacjami. 

W następnych latach zasięg nauczania języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w szkołach na Kaszubach stopniowo rozszerzał się. Jednak w świetle badań ankietowych, zdecydowana większość rodziców i nauczycieli oraz uczniów  najstarszych klas uczniów szkół podstawowych  opowiadała  się za tym, by nauka języka kaszubskiego w szkole była przedmiotem nieobowiązkowym. ([39])

Na posiedzeniu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP w dniu 10 września 2002 r. przedstawiciele ZK-P i Ministerstwa Edukacji Narodowej podali nieco rozbieżne informacje na ten temat. Według ZK-P nauka języka kaszubskiego jako przedmiotu dodatkowego w wymiarze 3 godzin tygodniowo była prowadzona już  w 57 szkołach podstawowych dla 2761 uczniów. Prócz liceum w Brusach naukę kaszubskiego wprowadziła szkoła średnia w Strzepczu, a Zespół Szkół Agruturyzmu i Biznesu w Somoninie – uczy młodzież kaszubskiego na pozalekcyjnych zajęciach fakultatywnych. Natomiast według danych MEN w 48 szkołach podstawowych pobierało naukę kaszubskiego ponad 3 tys. uczniów, w gimnazjach – 432, a w szkołach licealnych – 296. ([40]) Wspólnie dopracowano się kilku podręczników. Czynni nauczyciele mogli uzyskać niezbędne kwalifikacje na zaocznych studiach podyplomowych w Uniwersytecie Gdańskim, który otworzył również lektorat kaszubski dla studentów. Możliwości edukacyjne powiększyły lekcje kaszubskiego w audycjach nadawanych w programie lokalnym publicznego radia i telewizji, a także drukowane na łamach lokalnej prasy.

Trudno oczywiście przewidzieć jak dalej potoczy się edukacja językowa  w kaszubszczyźnie. Czy okaże się okresową mobilizacją części społeczności kaszubskiej, zainicjowaną przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie po opublikowaniu w 1990 r. wyników badań socjologicznych wskazujących na załamanie się międzypokoleniowego przekazu mowy kaszubskiej, czy też stanie się trwałą tendencją.

Charakter społeczności kaszubskiej

Stosowane w socjologii ogólne pojęcie grupy społecznej, czy jej takiej konkretnej formy, jak grupa etniczna, etniczno-kulturowa lub etniczno-regionalna, ma oznaczony sens. Charakter grupy określa nie tylko zasada odrębności, ale również poziom organizacji  i integracji społecznej grupy, poczynając od najprostszych i luźnych form więzi po złożone systemy współdziałania i struktury przywództwa, tworzenia i egzekwowania norm i wzorców zachowań, formułowania dążeń rozwojowych grupy i udziału w ich realizacji.

Dotychczas jednak badania socjologiczne nad Kaszubami koncentrowały się głównie wokół ich odrębności etnicznej i kulturowej, abstrahując zresztą od względnego i nieostrego charakteru tej odrębności. Natomiast nie sięgnęły zbyt głęboko w  strukturę społeczną kaszubskiej zbiorowości, jej integrację i organizację wewnętrzną, w łączące ją więzi. Dlatego wiedza na ten temat jest raczej skromna. Brakuje systematycznych opisów i analiz. Sporo zaś jest  publicystycznych obserwacji i dociekań.

Ważne są oczywiście podstawowe konstatacje socjologiczne o terytorialnym i autochtonicznym charakterze zbiorowości kaszubskiej oraz o niezbyt silnej pozycji ekonomicznej powiatów i gmin kaszubskich w skali Pomorza. Pod tym względem korzystnie wyróżniają się gminy nadmorskie w powiecie puckim i wejherowskim. Dla części  obszaru pozostałych powiatów o charakterze rolniczym, dodatkowo cenne są walory turystyczne i rekreacyjne.

Istotne jest potwierdzenie faktu, że wśród ogółu ludności kaszubskiej (bez uwzględnienia jej części osiadłej w Trójmieście) nadal utrzymuje się przewaga mieszkańców wsi. Wśród nich zaś silne są więzi genetyczne, często  w wielodzietnych i kilkupokoleniowych rodzinach, a nawet w rozgałęzionych rodach żyjących nierzadko w bliskim sąsiedztwie. Migracja do miast jest powolna i umiarkowana. Osobliwość stanowi skupienie się inteligencji kaszubskiej, względnie pochodzenia kaszubskiego, głównie w Trójmieście, a zwłaszcza w Gdańsku.

Nie bez znaczenia jest, jak to jednoznacznie wynika z badań Marka Latoszka sprzed kilkunastu lat, stan postępującego rozgęszczenia obszaru uważanego wcześniej za terytorium zwartego zamieszkania Kaszubów. Obszar dominującej przewagi Kaszubów, ustalony w czasie badań na poziomie 75 do ponad 90 proc. skurczył się do 19 gmin i jednego miasta, a nieznacznej przewagi, tj. na poziomie 50-75 proc. – do 8 gmin i 8 miast. W większości gmin i miast w tradycyjnych powiatach kaszubskich sami Kaszubi stanowią mniejszość. Większościowa w tych gminach i miastach kategoria nie-Kaszubów nie została w badaniach Latoszka bliżej rozpoznana, ale przeważnie wskazywali oni pochodzenie kaszubskie i Pomorze jako miejsce urodzenia. Ich identyfikację w kategoriach kulturowych  można określać jako polską, a w kategoriach regionalnych jako autochtonicznych Pomorzan, w odróżnieniu od Pomorzan postmigracyjnych, którzy zaadaptowali się w tym regionie pod drugiej wojnie światowej.

Badania Latoszka nie uwzględniały korelacji między rozmiarem  identyfikacji kaszubskiej w gminach i miastach a siecią oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i zasięgiem jego wydawnictw, a zwłaszcza miesięcznika „Pomerania” o kilkutysięcznym nakładzie, strukturą i rozmieszczeniem jego prenumeratorów, stałych i okazjonalnych czytelników. Brak też dostatecznych podstaw do stwierdzenia, w jakim stopniu i zakresie Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest wyrazicielem interesów i dążeń zbiorowości kaszubskiej. Zrzeszenie nie jest organizacją powszechną, lecz elitarną; skupia głównie inteligencję kaszubską, mającą pochodzenie kaszubskie lub interesującą się Kaszubami. W ciągu prawie pół wieku działalności jego podstawowe założenie programowe ulegały zmianie.

Zrzeszenie powstało 2 grudnia 1956 r. jako Zrzeszenie Kaszubskie i nazwę tę nosiło do 1964 r. Nazwa ta dość jednoznacznie określała kaszubski charakter organizacji. Jednak na zjeździe w dniu 18 października 1964 r. nastąpiło połączenie Zrzeszenia Kaszubskiego ze Zrzeszeniem Kociewskim, działającym wśród ludności sąsiedniego regionu kulturowego. Przyjęta wówczas nazwa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego sugerowała połowicznie kaszubski charakter organizacji i tak była odbierana wśród Kaszubów. Natomiast zainteresowane środowiska Kociewia po latach  powróciły do swojej odrębnej organizacji.

Zmiany programowe Zrzeszenia Kaszubskiego w latach 1956-1964 i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 1964-1989 mieściły się w granicach dopuszczonych przez ówczesne władze polityczne na Pomorzu w dobie PRL. Bardziej im odpowiadała orientacja kaszubsko-pomorska niż wyłącznie kaszubska. Pod koniec okresu PRL i później już w dobie III RP w ZK-P zaczęto inaczej interpretować tę formułę i wykorzystywać ją do rozszerzenia wpływów ZK-P poza zbiorowością kaszubską, dążąc jednocześnie do jej konsolidacji etniczno-kulturowej z aktywnym udziałem kręgów inteligencji i przy wsparciu instytucji Kościoła katolickiego, do którego Kaszubi czują się tradycyjnie bardzo przywiązani.

Zwraca uwagę znamienne pod tym względem rozmieszczenie  80 istniejących obecnie oddziałów ZK-P, które w sumie skupia około 8 tysięcy członków.[41] Otóż w poszerzonej części kaszubskiej województwa pomorskiego oddziały tej organizacji znajdują się w 9 miastach powiatowych (Puck, Wejherowo, Kartuzy, Kościerzyna, Chojnice, Bytów, Człuchów, Słupsk i Lębork) a nadto w Gdańsku i Gdyni. Są one także w  11 miasteczkach, w 24 miejscowościach gminnych i tylko w 15 w większych wsiach. Poza tym ZK-P ulokował  7 oddziałów w kociewskiej części województwa pomorskiego (w Tczewie i w 2 miasteczkach oraz w 4 miejscowościach gminnych i jednej wsi w powiatach starogardzkim i tczewskim).

W województwie zachodniopomorskim ZK-P utrzymał dwa swoje oddziały: w Koszalinie i Szczecinie, a w województwie kujawsko-pomorskim w pięciu miastach: w Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Tucholi i Świeciu, a także w miejscowości gminnej Bukowiec w powiecie świeckim, który jest częścią Kociewia. Poza tym istnieją dwa oddziały ZK-P w miejscowościach wielkopolskich graniczących z Pomorzem (Miasteczko Krajeńskie i Wielki Buczek) oraz jeden oddział w  miasteczku położonym w województwie warmińsko-mazurskim przy granicy z województwem kujawsko-pomorskim (Lubawa). Osobliwością jest oddział ZK-P w Warszawie.

Ważną płaszczyzną dla podmiotowości społecznej i kulturowej Kaszubów stał się od 1990 r. samorząd terytorialny, zwłaszcza na szczeblu gmin i miast, ale także w skali województwa. Przykładem tego jest kwestia nazwy i kształtu terytorialnego województwa pomorskiego. ([42])

Charakterystyczna dla stosunku do tej kwestii  była znamienna reakcja na złożony podczas zjazdu ZK-P w dniu 1 grudnia 2001 r. przez wojewodę pomorskiego, Ryszarda Kurylczyka, pełniącego tę funkcje z ramienia lewicowego rządu SLD, projekt wprowadzenia nazwy: województwo kaszubsko-pomorskie. Zjazd oczywiście podjął uchwałę w pełni popierającą tę propozycję, która była zgodna z postulatami wysuwanymi przez ZK-P już w 1998 r., gdy decydowano o nowym podziale administracyjnym kraju.

Jednak w prowadzonej później w środowisku kaszubskim dyskusji pojawiły się także odmienne opinie. Zwracano uwagę nie tylko na koniunkturalny charakter gestu wobec Kaszubów ze strony wojewody związanego z SLD, lecz przede wszystkim na potrzebę liczenia się z odczuciami mieszkańców innych części województwa: Kociewia, Powiśla i Żuław czy Trójmiasta. Krytyczne opinie o tym pojawiły się zresztą wprost, także w środowiskach Kociewia, którego mieszkańcy zaliczają się do najstarszego kręgu polskiej ludności rodzimej na Pomorzu. Podkreślano, że powiaty kaszubskie to przecież jedna trzecia terytorium województwa pomorskiego i z górą jedna czwarta jego ponad dwu milionowej ludności. Nazwa: województwo pomorskie – jest integrująca, bo nikogo nie wyróżnia, a poza tym jest kontynuacją tradycji z czasów I i II Rzeczypospolitej, w których województwo pomorskie istniało.

Natomiast nie wzbudził zastrzeżeń sprzeciw, który ZK-P wyraziło w styczniu 2044 r. przeciwko okrojeniu województwa pomorskiego z powiatów byłego województwa słupskiego w związku z prowadzoną głównie w Koszalinie akcją na rzecz utworzenia województwa środkowopomorskiego. Realizacja bowiem tego żądania oznaczałaby ponowne oddzielenie części obszaru Kaszub granicą województw.

Podobnie jak władze naczelne ZK-P w samorządzie wojewódzkim, tak oddziały ZK-P w wielu gminach i miastach stały się aktywnym uczestnikiem gry o udział i wpływy wybieralnych radach gmin i miast oraz w ich organach wykonawczych na obszarze Kaszub. Jednakże w gminach i miastach nie mających już charakteru dominującej jednorodności kaszubskiej pojawił się element rywalizacji o władzę lokalną także w relacji „swoi” i „obcy”.  Świadomość konieczności odchodzenia od takich podziałów rodzi się powoli. Nierzadko brakuje jeszcze zrozumienia, że dokonywanie wyboru i oceny władz samorządowych według kompetencji, fachowości i skuteczności działania leży w  interesie ogółu mieszkańców gmin i miast.

Możliwość integracji społeczności kaszubskiej stwarza rozwinięta na Kaszubach od początku lat 90.  prasa lokalna. Początkowo miała ona charakter inicjatywy środowisk miejscowych. W drugiej połowie lat 90. jednak została przejęta prawie w całości  przez niemieckiego wydawcę „Dziennika Bałtyckiego”, którego redakcja nadała wykupionym pismom formę lokalnych dodatków tygodniowych do tej gazety. Ukazują się one pod odrębnymi tytułami dla powiatów: puckiego, wejherowskiego, kartuskiego, kościerskiego i chojnickiego oraz słupskiego, lęborskiego, bytowskiego i człuchowskiego. Ponadto codzienne wydania „Dziennika Bałtyckiego” mają mutowane dodatki pt. „Kaszuby” (dla powiatów: chojnickiego, kartuskiego, kościerskiego, puckiego i wejherowskiego) i „Ziemia Słupska” (dla powiatów: bytowskiego, człuchowskiego, lęborskiego i słupskiego).

(Czerwiec 2004).

Aneks. Kwestia nazwy i terytorium województwa pomorskiego

Uchwała XV Walnego Zjazdu Delegatów

Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z 1.12.2001 r. ¨

(...) Popieramy wyrażone na Zjeździe stanowisko Marszałka Województwa Pomorskiego oraz Wojewody Pomorskiego w sprawie konieczności zmiany nazwy województwa. Doceniając znaczenie, jakie dla rozwoju demokracji lokalnej w naszej Małej Ojczyźnie, ma reforma administracyjna kraju wprowadzona 1 stycznia 1999 r., należy wykorzystać wszelkie możliwe argumenty i środki formalno-prawne, by doprowadzić do zmiany nazwy województwa pomorskiego na kaszubsko-pomorskie.

Apel Klubu Studenckiego „Pomorania” do samorządów

Województwa Kaszubsko-Pomorskiego z 15.12.2001 r.

Od trzech lat funkcjonują w Polsce województwa samorządowe. Wszystkie odzwierciedlają historyczne i kulturowe nazwy regionów. Tylko jedna z nich nie oddaje rzeczywistego układu historyczno–kulturowego. Nazwa Kaszuby, o prawie tysiącletnim rodowodzie, dawniej utożsamiana z całym Pomorzem powinna mieć odbicie w nazwie województwa, którego najstarszą grupą autochtoniczną są Kaszubi. Przy nazwach województw – zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim – obecna nazwa „województwo pomorskie” zupełnie nie oddaje ani rzeczywistości kulturowej, ani historycznej.

W 1998 roku tylko przez przypadek nie doszło do zatwierdzenia tej nazwy, gdyż zamierzano dołączyć do obecnej jednostki administracyjnej Ziemię Chełmińską wraz z Toruniem. Nazwa „województwo kaszubsko-pomorskie” została zaakceptowana przez komisję senacką na wniosek senatora Kazimierza Kleiny. Za taką nazwą opowiedział się wówczas profesor Gerard Labuda w liście do marszałek senatu Alicji Grześkowiak. Opowiedziało się za tą nazwą wiele gmin i środowisk kaszubskich.

Uważamy, że ustanowienie nazwy „kaszubsko-pomorskie” jest absolutnie uzasadnione, gdyż:

– oddaje charakter kulturowy i geograficzny naszej ziemi (ponad 50% powierzchni naszego województwa to ziemie kaszubskie)

– po raz pierwszy od 700 lat ziemie uważane za kaszubskie znalazły się w jednej jednostce administracyjnej

– jest uznaniem ponad tysiącletniego trwania i trzymania polskiej straży nad Bałtykiem

– obecność Kaszubów umożliwiła m.in. ustanowienie, w 1920 r., państwa polskiego z dostępem do Bałtyku

Zwracamy się do wszystkich samorządów – szczebli: wojewódzkiego, powiatowego, gminnego – o podjęcie stosownych uchwał. Będzie to swoistym wypełnieniem testamentu ś.p. Burmistrza Kartuz i starosty kartuskiego Mariana Wilkowskiego, który jako pierwszy w 1998 r. przeprowadził taką uchwałę w Radzie Gminy Kartuzy.

Stanowisko Zarządu Głównego

Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego  w sprawie inicjatywy utworzenia województwa środkowopomorskiego

(10.01.2004)

Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, jako reprezentant największej organizacji etniczno-regionalnej w północnej Polsce, z wielkim niepokojem obserwuje inicjatywy mające doprowadzić do podziału naszego regionu. Stanowczo sprzeciwiamy się oderwaniu od województwa pomorskiego jego zachodnich powiatów i wcieleniu ich do mającego powstać województwa środkowopomorskiego.

Wiele wysiłków Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie kierowało zawsze na upowszechnianie, później na realizację takiego modelu ustrojowego, który oznaczał decentralizację uprawnień władzy. Sprowadzał się on do tworzenia większych terytorialnie jednostek, które, wyposażone w szerokie samorządowe kompetencje, umożliwiałyby społecznościom lokalnym bardziej efektywny rozwój. Dla Zrzeszenia, kwestia ta - wielokrotnie podnoszona w najważniejszych dokumentach zjazdowych - miała znaczenie kluczowe. Takie rozwiązanie dyktował polityczny realizm, oparty także na argumentach historycznych i odwołujący się do racji ekonomicznych, do potencjału tkwiącego w małych ojczyznach.

Niestety, wbrew nadziejom i logice argumentacji w rezultacie reformy przeprowadzonej w 1998 r. nie powstały duże, silne i samodzielne finansowo regiony. Konstruowanie nowych województw wymagało realizmu i sporej wyobraźni. Było jej u decydentów na szczęście tyle, by uznać, że społeczność kaszubska, dotąd rozdzielona granicami administracyjnymi, znalazła się w granicach jednego województwa. Kaszubi przyjęli ten fakt z satysfakcją.

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zdecydowanie sprzeciwia się oderwaniu od województwa pomorskiego powiatu bytowskiego, człuchowskiego, lęborskiego, słupskiego ziemskiego i Słupska. W konsekwencji działania te doprowadziłyby do podziału obszarów zamieszkałych od wieków przez Kaszubów, połączonych silnymi więzami etnicznymi, językowymi, kulturowymi, historycznymi i gospodarczymi. Przeprowadzenie nowych podziałów administracyjnych na tym obszarze spowodowałoby powrót do sytuacji anormalnej, nie do zaakceptowania przez społeczność kaszubską.

Prof. Brunon Synak

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego

Gdańsk, 10.01.2004

Otrzymują:
1. Pan Leszk Miller – Prezes Rady Ministrów
2. Pan Longin Pastusiak – Marszałek Senatu RP
3. Pan Marek Borowski – Marszałek Sejmu RP
4. Pan Krzysztof Janik – Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji
5. Pan Jan Ryszard Kurylczyk – Wojewoda Pomorski
6. Pan Jan Kozłowski – Marszałek Województwa Pomorskiego

 

List prof. Abdona Stryszaka z 1987 r. w sprawie roli ludu w zachowaniu  mowy kaszubskiej

W trakcie porządkowania mojego archiwum w 2005 r. odnalazłem list profesora Abdona Stryszka, skierowany do mnie we wrześniu 1987 r. w związku z moją broszurą pt. „Kaszubi wobec przyszłości. Refleksje”. W liście tym  przedstawił swój pogląd na rolę  ludu w trwaniu mowy kaszubskiej. List ten powinien się znaleźć przy przedruku tej broszury w wydanym w 2004 r. tomie moich szkiców pt. „Społeczność kaszubska. Odrębność i przynależność”. (zobacz: Książki - spis treści) Jednak mogę go opublikować dopiero tutaj. Sądzę, że wywód autora listu zasługuje na uwagę badaczy kaszubskich.

Henryk Galus

Gdańsk, 12.09.2005

Warszawa, dnia 18. września 1987.

Szanowny Panie Redaktorze!

W Pana bardzo interesujących refleksjach nad problemem „Kaszubi wobec przyszłości” odkryłem pewną nieścisłość dotyczącą sformułowania wzmianki o moich poglądach na rolę ludu w ratowaniu i trwaniu kaszubszczyzny. Chodzi mianowicie o to, że tekst odczytany przez śp. F. Marszałkowskiego nie pochodził z listu skierowanego do uczestników dyskusji /na to nie odważyłbym się/, a był fragmentem listu napisanego do Marszałkowskiego. Nie upoważniłem go do przekazania zawartych w liście poglądów uczestnikom konferencji. Uczynił to więc bez mojej zgody, za co mnie zresztą później przeprosił.

Do wypowiedzi p. red. Kiedrowskiego nie mam zastrzeżeń, gdyż oparł ją na danych wziętych z listu napisanego do niego w związku z jego opinią o moim artykule wydrukowanym w „Pomeranii” pod nieco enigmatycznym tytułem „Inspiracja przeszłością”. Broniąc swego stanowiska użyłem w liście sformułowań rzeczywiście zbliżonych do wypowiedzi p. Kiedrowskiego.

Uważałem i nadal twierdzę, że to lud przez swą zachowawczość, przywiązanie do mowy, tradycji i ziemi ojczystej zachował te wartości, które zdecydowały o trwaniu kaszubszczyzny. Lud kaszubski działał niewątpliwie nieświadomie, ale ze skutkiem. Warstwa oświecona społeczeństwa kaszubskiego, którą początkowo reprezentowało ziemiaństwo najpierw zrezygnowała z rodzimej mowy na rzecz języka polskiego lub niemieckiego, a potem stopniowo wyzbywała się także ziemi.

Inteligencja pochodzenia kaszubskiego, ogólnie biorąc była inteligencją polską, a nie kaszubską i tym co stanowiło o etnicznej tożsamości Kaszubów zasadniczo mało się interesowała. Cenowa, Majkowski i Młodokaszubi starali się nadać swojskości kaszubskiej sens ideologiczny, widząc w niej m.in. środek do odrodzenia Kaszub. Działali więc zgodnie ze społecznym powołaniem inteligencji. Ich dzieła uważam za wielkie osiągnięcia w dziele udokumentowania kultury i rozwoju myśli kaszubskiej. Działalność ich była inspiracją dla następnych pokoleń Kaszubów. Nie przypisałbym im jednak głównej roli w dziele zachowania kaszubszczyzny. Wszak ich prace na ogół nie znalazły większego oddźwięku w społeczeństwie kaszubskim. Lud bez ich ingerencji zachował swój język w żywej formie, traktując go jako instrument porozumiewawczy w życiu codziennym.

Inteligencja komunikowała się między sobą i z ludem za pośrednictwem języka polskiego. To lud przechował stare obyczaje jako żywą spuściznę po przodkach. Wreszcie lud utrzymał w swoich rękach ziemię ojczystą. W oparciu o ludowe tworzywo inteligencja starała się tworzyć nadbudowę kulturalną a w pewnym sensie także ideologiczną. Czy ta nadbudowa miała jednak decydujący wpływ na przetrwanie tego co przecież nieprzerwanie trwałe.

Wśród inteligencji międzywojennej zainteresowanie kaszubszczyzną zaczynało wzrastać, nabierając rozpędu w latach trzydziestych. Działała wtedy „Stanica”, korporacja studencka „Cassubia”, ale chyba tylko, nieliczni zresztą „Zrzeszincy” ujawnili głębszy program ideologiczny. Może dlatego działali w osamotnieniu podobnie jak Majkowski.

Darzę wielkim szacunkiem i uznaniem inteligencję skupioną w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, podziwiam jej zaangażowanie i bezinteresowność. Jeszcze sprawy kaszubskie w Z.K.P. traktowane są jako pierwszoplanowe, a więc bardzo ważne, ale czy tak długo będzie? Referat p. Bolduana ujawnił bardzo daleko idące plany, wychodzące poza rejon kaszubski.

Panie Redaktorze, proszę mi wybaczyć, że rozpisałem się tak nieprzyzwoicie. Tak ja te sprawy widzę, z czego oczywiście nie wynika, że mój pogląd jest słuszny. Nie zamierzam też o tym nikogo przekonywać. Są to rozważania, całkiem osobiste i skierowane tylko do Pana. Serdecznie dziękuję za Pana cenne myśli zawarte w „Refleksjach” oraz w innych publikacjach drukowanych w „Pomeranii”. Czytam je zawsze z dużym zainteresowaniem.

Łączę wyrazy szacunku i serdeczne pozdrowienia.

A. Stryszak

 

Cechy etniczne i kulturowe Kaszubów

Uwagi  o studium B. Synakana temat tożsamości kaszubskiej

(Szkic z książki autora: Społeczność kaszubska, Gdańsk 2004, s. 137 – 148)

Zainteresowanie Kaszubami jako zbiorowością społeczną w sensie socjologicznym pojawiło się niedawno, dopiero w połowie lat 80. Zrodziło się ono na tle zaktualizowanych wówczas, a trwających już od dawna, niemal od pierwszych oznak wyłaniania się ruchu kaszubskiego w drugiej połowie XIX wieku, sporów wśród językoznawców i etnografów o charakter języka (mowy) i kultury tego odłamu ludności rodzimej Pomorza, a co za tym idzie sporów historyków i publicystów o jej tożsamość i świadomość narodową. Problem od początku miał aspekty polityczne zarówno ze względu na politykę państwową Polski i Niemiec wobec ludności kaszubskiej, jak też z powodu  różnych orientacji i dążeń, występujących w ruchu kaszubskim i wśród ogółu ludności kaszubskiej.

Zainteresowanie socjologów Kaszubami biegło równolegle z nasileniem badań historyków nad dziejami Kaszub, które dotychczas raczej  nie były ujmowane jako osobny wątek dziejów Pomorza. Dopingowały zaś do tego potrzeby poznawcze samego środowiska kaszubskiego o rosnącym poczuciu podmiotowości w okresie załamywania się uniformizacyjnego systemu społecznego PRL i  formowania się otwartego na różnorodność systemu demokratycznego w III RP.

Kaszubi w optyce socjologii

Jednakże w pracach socjologów ujawnił się nie tylko stopień trudności  w badaniu i interpretacji złożonego problemu stanu kaszubskiej zbiorowości społecznej. Dały o sobie znać również kłopoty socjologów z teoretycznym, terminologicznym  i metodologicznym ujmowaniem tej problematyki. Kłopotów tych nie uniknął także Brunon  Synak w swym studium na temat tożsamości kaszubskiej, opublikowanym w 1998 r.[43] Tym bardziej książka ta zasługuje na wnikliwą uwagę. Chodzi przecież o kluczowy problem socjologiczny zbiorowości kaszubskiej, który ma nie tylko wymiar poznawczy, lecz także wyraźny aspekt ideologiczny i polityczny, czego bynajmniej nie unika sam autor, który jest  jednocześnie Kaszubą i czynnym działaczem kaszubskim.

Już we wstępie autor wyraźnie zaznaczył, że „ głównym zadaniem tej książki jest ukazanie tożsamości regionalno-etnicznej ludności kaszubskiej przez pryzmat subiektywnego, jednostkowego doświadczenia etniczności”. Natomiast nie zajął się ukazaniem polskiej tożsamości narodowowo-kulturowej ludności kaszubskiej, chociaż sformułował twierdzenie właśnie o podwójnej tożsamości Kaszubów. Widoczny jest na łamach tej książki zamiar dowartościowania kaszubskich właściwości regionalnych i etnicznych oraz wyeksponowania odrębności kulturowej Kaszubów. Sens programowy i ideologiczny mają zwłaszcza uwagi autora o przyszłości Kaszubów w zakończeniu książki.

Eksplikowane w części teoretycznej książki twierdzenie o podwójnej tożsamości Kaszubów jest  tezą niejasną i kontrowersyjną.  Autor przychyla się wprawdzie ku stanowisku wielopłaszczyznowego ujmowania tożsamości etniczno-kulturowej i narodowo-kulturowej, przyporządkowując tożsamość kaszubską tożsamości polskiej, ale właściwie traktuje je równorzędnie. Nie rozgranicza bowiem jakościowej różnicy między kulturą etniczną i kulturą narodową, wyraźnie oznaczonej w kulturalistycznej teorii narodu, którą trzeba tu przypomnieć w nawiązaniu do prac jej wybitnego współtwórcy, Floriana Znanieckiego.[44] 

Pierwszy rozdział studium, poświęcony właśnie zagadnieniom teoretyczno-terminologicznym, jest niewątpliwie wartościową częścią opracowania, zawierającą usystematyzowany przegląd stanowisk dotyczących pojęcia grupy etnicznej  oraz tożsamości etniczno-kulturowej we współczesnej socjologii. Na tym jednak poprzestał, pomijając ważną dla rozumienia tej problematyki socjologiczną teorię państwa i narodu. W rezultacie, pomimo lokowania zbiorowości kaszubskiej w  obrębie polskiego społeczeństwa państwowo-narodowego, ograniczył się do badania samej tożsamości etniczno-kulturowej Kaszubów, bez uwzględnienia ich uczestnictwa w polskiej kulturze narodowej i wspólnocie polityczno-państwowej. Legło to u podstaw jednostronności badań autora i interpretacji ich wyników, a także zubożenia wizerunku kulturowego Kaszubów.

Badanie wyłącznie odrębności etniczno-kulturowej Kaszubów było jasno określonym zamiarem autora, choć zdawał sobie sprawę, że tego rodzaju grupy terytorialne nie  funkcjonują samoistnie, lecz są wielorako powiązane z szerszym społeczeństwem. Chodziło więc nie tylko o cele poznawcze, lecz także pragmatyczne w sferze politycznej i ideologicznej, o udokumentowanie odrębności jako podstawy podmiotowości społeczności kaszubskiej w życiu publicznym.       

B. Synak swoje określenie Kaszubów jako grupy regionalno-etnicznej opiera  na  połączeniu pojęć grupy regionalnej i grupy etnicznej w jedno.

Przedmiotem mojego zainteresowania - pisze Synak - są Kaszubi - społeczność etniczna o charakterze regionalnym (a nie narodowym), będąca częścią, szerszego społeczeństwa. Można do niej w pełni zastosować socjologiczne rozumienie zbiorowości regionalnej przyjęte przez S. Ossowskiego, według którego jest to „zbiorowość terytorialna, która ma w większym lub mniejszym stopniu poczucie swojej odrębności, ale nie uważa się za naród”. W kontekście analizowanych definicji etniczności z całą pewnością ten typ zbiorowości możemy nazwać grupą etniczną - jeżeli grupę tę definiujemy szeroko, z uwzględnieniem aspektu obiektywnego i świadomościowego - jako zbiorowość społeczną, której członkowie mają powszechne poczucie odmienności od innych grup - wyrażające się w określonym autoidentyfikowaniu się i/lub indentyfikowaniu ich przez innych - ukształtowane na podstawie wspólnych losów historycznych i terytorialnych, własnej nazwy i swoistości kulturowej (języka, wartości, wzorów zachowań itp.).[45]

W rozważaniach o powiązaniu kaszubskiej grupy regionalno-etnicznej z polskim społeczeństwem narodowym i państwowym Synak ogranicza się do bardzo ogólnych stwierdzeń, pisząc:

Zatem Kaszubów można określić mianem grupy etnicznej o charakterze regionalnym, wchodzącym w obręb szerszej zbiorowości etnicznej o charakterze narodowo-państwowym. Świadomościowym wyrazem takiego usytuowania Kaszubów jest ich podwójna przynależność i tożsamość: regionalno-etniczna (kaszubska) i narodowo-etniczna (polska). Mimo iż Kaszubi wykształcili w sobie - jak zobaczymy w dalszej części książki -  świadomość odrębności kulturowej, to nie jest to odrębność oparta na identyfikacji (lub na pamięci o niej) z „własnym” narodem czy państwem. Grupowa etniczność kaszubska od wielu dziesięcioleci kształtuje się w ramach polskiej tradycji narodowej, a w przeszłości przetrwała w zasadzie tylko w obrębie państwowości polskiej. Dlatego możemy mówić o dwóch poziomach przynależności współczesnych Kaszubów: regionalnym i narodowym. Stąd stawiane przez niektórych pytanie, czy Kaszubi są grupą regionalną, czy etniczną jest pytaniem źle sformułowanym, ponieważ te dwie kategorie się nie wykluczają - Kaszubi są grupą regionalno-etniczną (nienarodową).[46]

W relacjach tych Synak nie dostrzega  sprzeczności, lecz zgodność.

Mamy tu do czynienia - stwierdza Synak - ze swoistą postacią pluralizmu wewnętrznego, gdzie kultura własnej grupy regionalno-etnicznej oraz kultura dominującej wspólnoty narodowej mogą zgodnie funkcjonować w świadomości jednostki, a w wymiarze zbiorowym mogą się wzajemnie przenikać i wzbogacać, nie burząc autonomii, odrębności kulturowej i zwartości społecznej mniejszej grupy etnicznej. W wypadku Kaszubów nie mamy do czynienia - jak to bywa w warunkach pogranicza narodowego - z pierwszeństwem świadomości regionalnej przed narodową, a więc ze zjawiskiem, które S. Ossowski, odnosząc je do Śląska Opolskiego, określał „nominalizmem w sprawach narodowych” - oznaczającym postawy swoistej obojętności. Etniczność Kaszubów przebiega na dwóch różnych, ale komplementarnych poziomach tożsamościowych. Obydwa poziomy mają charakter kulturowo-świadomościowy i nie jest to rozróżnienie jedynie między etnograficzną odmiennością a narodową identyfikacją.[47]

Synak podziela opinię, że Kaszubi byliby grupą wyłącznie etnograficzną tylko wtedy, gdyby więzi typu narodowego, świadomość przynależności narodowej i łączność z narodem wyrugowały, zniwelowały wąskie więzi etniczne oparte na regionalnej solidarności, poczuciu wąskiej, grupowej „swojskości”. Jednocześnie podkreśla, że (...) we współczesnej perspektywie socjologicznej etniczności coraz większą wagę przywiązuje się do analizy trwałości mniejszości kulturowych, nie będących narodami tout court, a więc do społecznego i kulturowego zróżnicowania zbiorowości etnicznych na niższym niż narodowy poziomie: na poziomie ojczyzn lokalnych czy regionalnych. Tożsamość narodowa bowiem wyrasta z tożsamości niższego poziomu (środowiskowej, lokalnej, regionalnej) i zawsze jest jakoś z tą ostatnią powiązana.[48]  

W ten sposób B. Synak lokuje regionalno-etniczną podmiotowość Kaszubów we wskazanym już we wstępie swojej książki trendzie współczesnych zjawisk społecznych, określanych mianem uniwersalizacji etniczności lub też polityzacji odrębności kulturowych. Tego rodzaju odrębności kulturowe bowiem, podobnie jak kultura narodowa, mogą także legitymizować dążenia i żądania polityczne innych grup na poziomie niższym niż państwowy. Są to grupy występujące nie z żądaniami separatystycznymi, lecz z postulatami szerokiej autonomii, nie tylko w sferze kultury, lecz także w zakresie ekonomii i polityki.

Tożsamość Kaszubów

W tym kontekście stwierdzenia Synaka o podwójnej przynależności i tożsamości Kaszubów nabierają charakteru wyraźnego przeciwstawienia. Dwoistość tożsamości służy jako instrument do realizowania odrębnych celów i interesów. Tożsamość wszakże jest zwykle jedną całością, choć stanowi syntezę wielu elementów, które oczywiście można rozpatrywać także oddzielnie, na poziomie regionalnym czy regionalno-etnicznym, ale jednak w powiązaniu z całością.

Trzeba wziąć pod uwagę, że współcześnie łączą się dwa dotychczas odrębne wzorce polskiej tradycji narodowej, a więc tradycji państwowej i tradycji narodowo-kulturowej. W tym trwającym jeszcze procesie następuje przeniesienie akcentu z modelu wspólnoty kulturowej do modelu wspólnoty obywatelskiej, który utrwalił się w wielu krajach Europy Zachodniej.  W każdym bądź razie świadomość i tożsamość narodowa wyraża się dziś w wymiarze politycznym i kulturowym zarazem. Państwo określa się w formie kultury narodowej, a naród dopełnia swą odrębność kulturową w państwowej strukturze politycznej.

 W tej sytuacji wyolbrzymianie względnej odrębności regionalnej, czy odrębności regionalno-etnicznej, przeradza się w przeciwstawienie społeczeństwu złączonemu narodową wspólnotą kulturową  i polityczno-państwową. Łatwo wtedy o powstanie konfliktu w tym układzie. Jest rzeczą znamienną, że w pracach o społecznościach regionalnych czy regionalno-etnicznych autorów zaangażowanych po stronie tych ruchów często jest przywoływany pogląd Ossowskiego w tej kwestii  w okrojonej postaci, jak uczynił to również Synak w cytowanym fragmencie.

Trzeba tu więc przypomnieć, że S. Ossowski, na którego Synak  się powołuje, wyróżniał nie tylko sytuację, gdy zbiorowość terytorialną łączy poczucie odrębności regionalnej i przynależności do społeczeństwa narodowego. Wskazywał także na dwie inne sytuacje, a mianowicie  gdy zbiorowość terytorialna ma poczucie więzi regionalnej a nie posiada poczucia narodowego oraz gdy silne poczucie odrębności regionalnej jest połączone z antagonizmem względem państwa, w którego skład wchodzi ów region. W tym trzecim wypadku rodzi się tendencja do szybkiego wzmacniania się odrębności regionalnej i stosowania w antagonistycznej walce wzorów odrębności narodowej.[49] Dotyczy to nawet regionów zróżnicowanych w ramach kultury narodowej, a tym bardziej regionów z odrębnością etniczną.

F. Znaniecki wiązał tego rodzaju sytuację ze stanem konfliktu o uwzględnianie interesów różnych grup społecznych w życiu państwowym. Miał na myśli także poczucie odrębności interesów prowincji lub dzielnic państwa, o ile są odgraniczone nie tylko administracyjnie, lecz i społecznie, tj. o ile ich solidarność wewnętrzna jest większa od tej, która je łączy z innymi prowincjami lub dzielnicami.[50]

W społeczeństwie państwa demokratycznego działa system praw i obowiązków obywateli bez względu na ich poczucie przynależności narodowościowej i etnicznej oraz różnice kulturowe. Istnieje akceptacja takiej odmienności, ale przy jednoczesnym dążeniu do zapewnienia podstaw integracji kulturowej zbiorowości obywateli państwa, warunkującej sprawne funkcjonowanie społeczeństwa jako całości i podmiotowość jego członków. Służy temu uznanie języka narodu tworzącego państwo (większości narodowej) za język życia publicznego (język urzędowy) oraz określenie niezbędnego poziomu wykształcenia ogólnego uzyskiwanego w ramach obowiązku szkolnego. W tym wyraża się powiązanie obywatelstwa  z  kulturowym obliczem państwa.

Państwo jest zobowiązane do ochrony przed dyskryminacją osób poczuwających się do odmiennej, niż większość obywateli, tradycji narodowo-kulturowej czy etniczno-kulturowej. Powinno też wspierać dążenia do zachowania tej tradycji przez osoby ze środowisk zamieszkujących na obszarze tego państwa od wielu pokoleń lub obszarze przyłączonym doń wskutek przesunięcia granic państwowych; natomiast nie przyjmuje takich zobowiązań  wobec imigrantów. Równocześnie jednak państwo musi dbać o to, by integracja kulturowa ogółu jego obywateli miała ugruntowaną podstawę.

Pomimo łączenia przynależności państwowej i narodowej, obywatelstwa z narodowością, funkcjonuje także pojmowanie narodu w kategoriach wspólnoty kulturowej bądź etnicznej (opartej na genealogii). Istnieje również rozgraniczenie pojęć społeczeństwa o kulturze narodowej i społeczności o kulturze etnicznej.

Posiadanie państwa jest tylko jednym z ważnych  wyróżników społeczeństw o kulturze narodowej. Mogą one istnieć w ramach jednego i własnego państwa lub w obrębie kilku państw. Ale tylko własne państwo daje im pełne poczucie suwerenności i niezależności. Jednak narody kulturowe nie całkowicie  pokrywają się z państwem. Organizacja państwa jest oparta na zasadzie władzy i stosowania przymusu, a integracja narodu kulturowego dokonuje się  na podstawie systemu wartości i idei,  wzorców i perswazji.

 Właściwością narodów kulturowych jest przede wszystkim ich kultura umysłowa, oparta na piśmiennictwie i różnorodnych formach przekazu treści z zakresu literatury, sztuki, wiedzy, religii, etyki, obyczaju, prawa, polityki itp. Uczestnictwo w tak pojmowanej kulturze narodowej określa tożsamość narodowo-kulturową. Jej elementem jest także etniczność w podstawowym znaczeniu tego pojęcia, a więc w odniesieniu do więzi typu genetycznego, ale nie ograniczonych tylko do pochodzenia, lecz obejmującej także przystosowanie do wspólnoty etniczno-kulturowej. Kultura etniczna jest nabywana w drodze przekazu ustnego, rodzinnego i środowiskowego, a do nabycia kultury narodowej potrzebna jest zinstytucjonalizowana edukacja.

Przy takim sprecyzowaniu kluczowych pojęć odrębność Kaszubów na poziomie etniczno-kulturowym powinna być wiązana z poziomem polskiej kultury narodowej i państwowej wspólnoty politycznej. Uczestnictwo Kaszubów w tych obydwu sferach życia publicznego w Polsce, a więc w sferze polskiej kultury narodowej i instytucji państwa na szczeblu krajowym i szczeblu lokalno-regionalnym dowartościowuje Kaszubów i stanowi zarazem istotny czynnik ich integracji  jako zbiorowości etnicznej.

W tym kontekście nie można pominąć faktu, że powstał także krąg osób pochodzenia kaszubskiego poczuwających się do niemieckiej przynależności narodowo-państwowej czy tożsamości narodowo-kulturowej. Krąg tych osób  bowiem znalazł  się  zarówno wśród  ludności migrującej z Pomorza do Niemiec po 1945 r. w różnych zresztą okolicznościach i okresach, jak i wśród członków stowarzyszeń mniejszości niemieckiej, utworzonych na Pomorzu w latach 90. W pewnej mierze są to szczątkowe raczej konsekwencje losu Pomorza pod zaborem pruskim oraz pozostawania części obszaru Pomorza i Kaszub w granicach Niemiec aż do 1945 r.  Fakty te trzeba oczywiście ukazywać z odejściem od polityczno-propagandowego kontekstu, w jakim je umieszczano w okresie PRL.

W tradycji ruchu kaszubskiego od początku istniała również orientacja na własną  odrębność narodową, a i współcześnie są jej rzecznicy. Orientacja ta w przeszłości opierała się głównie na pojmowaniu etniczności w kategoriach obiektywnych cech genetycznych (pochodzenie)  i kulturowych (mowa), a dziś odwołuje się zwłaszcza do subiektywnych przeświadczeń i wyobrażeń.

Powstanie narodu kulturowego nie jest jednak aktem woli, lecz długim i nie zawsze efektywnym procesem kulturotwórczym, którego wytwory znajdowałyby uznanie także wśród innych społeczeństw tego typu i ocenione jako element w pewnym stopniu oryginalny i należący wartości uniwersalnych. Aktem woli zbiorowej  społeczność etniczno-terytorialna może przekształcać się w podmiot polityczny o cechach narodu politycznego, ale nie zawsze skraca to proces tworzenia narodu kulturowego. Jednak z góry niczego nie można przesądzać, gdyż dynamika procesów kulturowych nie daje się przewidzieć.

Tymczasem kultura etniczna kaszubskiej zbiorowości społecznej ma  charakter cząstkowy. Mowa kaszubska jest tylko w użyciu domowym i środowiskowym u części  ludności kaszubskiej, przy dużych różnicach pomiędzy rejonami Kaszub.  Pismo kaszubskie nie jest środkiem szerszego komunikowania się między Kaszubami. Pisać po kaszubsku potrafi niewielki krąg osób.[51] Zasoby kaszubskiego piśmiennictwa są stosunkowo skromne, głównie w postaci małych form literackich i spisanej literatury ludowej oraz słowników, a także prób przekładu niektórych dzieł piśmiennictwa religijnego. Czasopisma kaszubskie w przeważającej mierze są pismami polskojęzycznymi. Nauczanie języka kaszubskiego w szkołach podstawowych na Kaszubach jest w fazie początkowej i bywa przedmiotem kontrowersji między inicjatorami tej edukacji a rodzicami, uczniami, nauczycielami i władzami gminnymi. Kaszubi dzisiaj są zbiorowością de facto polskojęzyczną.  Głównie przez pryzmat polskiego języka i kultury docierają do kultury innych narodów.

Jeśli Synak  określił Kaszubów żyjących dziś na Pomorzu w kategoriach „podwójnej tożsamości”, a więc regionalno-etnicznej (kaszubskkiej) i narodowo-etnicznej (polskiej), to mógł  zadbać o ukazanie ich pełnego oblicza i zająć się badaniem ich obydwu tożsamości. Ograniczając się zaś do badania tylko tożsamości kaszubskiej, zubożył wizerunek współczesnych Kaszubów.

W kontekście związków Kaszubów z polskim państwem i narodem należy rozpatrywać też regionalny charakter zbiorowości etnicznej Kaszubów. Synak kojarzy Kaszubów oczywiście z Pomorzem jako terytorium ich trwałego zasiedlenia. Abstrahuje jednak od tego, że Pomorze jest szerszym regionem i ma wielokrotnie liczniejszych mieszkańców o polskiej kulturze narodowej, włącznie z jej odmianami regionalnymi, przyniesionymi przez powojennych przybyszów i zachowanymi w pewnym zakresie. Kaszubi żyją w stosunkowo zwartym zasiedleniu tylko na jednej trzeciej terytorium obecnego województwa pomorskiego i stanowią co najwyżej jedną czwartą ludności tego województwa. Autor studium zdaje się w ogóle nie dostrzegać problemu relacji między tymi zbiorowościami społecznymi. A warto by zwrócić uwagę choćby na rolę, jaką właśnie ludność polska, poważnie powiększona na Pomorzu od pierwszych lat powojennych, odegrała w  stworzeniu w miastach przedwojennego województwa pomorskiego – w Gdyni i w Toruniu, a także na terytorium  byłego Wolnego Miasta Gdańska i byłych prowincji niemieckich – kluczowych instytucji polskiej kultury narodowej, nauki i szkolnictwa wyższego, które środowiskom kaszubskim dały asumpt do podmiotowości kulturowej. 

Polityzacja tzw. nowej etniczności kaszubskiej

Synak w części teoretycznej swego studium w pewnym stopniu podzielił stanowisko A. Kłoskowskiej, która dostrzegła formy pośrednie między szerokim i wąskim rozumieniem grup etnicznych  nie stanowiących społeczeństw narodowych. Określiła ona dwa biegunowe typy kontinuum pojęciowego, którymi są: grupa etniczna pierwotna (tradycyjna zbiorowość etniczna) oraz grupa etniczna cząstkowa (zbiorowość etniczna o kulturze cząstkowej). W pierwszym przypadku jest to typ małej społeczności ściśle powiązanej z terytorium mającym dla niej znaczenie praktyczne i symboliczne, a w drugim przypadku - typ grupy wyodrębnionej na zasadzie kontrastu wobec dominującej kultury szerszego społeczeństwa,  stanowiącej resztkę grupy autochtonicznej czy regionalnej lub mało zwartej grupy pochodzenia migracyjnego. Synak także  zauważa  formy  przejściowe. Twierdzi więc, że żadnego z dwóch biegunowych typów grup nie dałoby się odnieść do społeczności kaszubskiej, ale jednak przyznaje, że zawiera ona w sobie pewne cechy obydwu.

Dokumentują to i ilustrują w pewnym zakresie wyniki badań empirycznych tożsamości kaszubskiej, przeprowadzonych przez autora w roku 1988. i 1993 w kilku miejscowościach na Kaszubach. W książce Synaka jest to obfity materiał poznawczy, zawarty w 35 tabelach, objaśnieniach i opisach oraz zapisach wypowiedzi badanych i komentarzach autora. Materiał ten jednak, wykorzystany do analiz i interpretacji dopiero w książce wydanej w 1998 r., stracił na aktualności. Poza jego treść wykraczał więc niekiedy autor w swoich konkluzjach końcowych. 

Koncepcja badań Synaka i interpretacji wyników powstała na podstawie analizy polskiej i światowej literatury anglojęzycznej na temat skomplikowanej problematyki tożsamości etnicznej, która coraz częściej jest postrzegana przez badaczy jako tzw. nowa etniczność. Oznacza to zainteresowanie przede wszystkim indywidualnym doświadczeniem etniczności jako subiektywnego przeżycia jednostki czy choćby tylko poczucia  związku z grupą etniczną i woli uczestnictwa w niej, niezależnie poniekąd od obiektywnych wyznaczników etniczności w wyrazie naturalnym i kulturowym. Wiąże się to niewątpliwie z zanikaniem we współczesnych zbiorowościach etnicznych tychże obiektywnych wyznaczników odrębności etnicznej i wzmacnianiem subiektywnego, wyobrażeniowego wręcz,   poczucia tej odrębności. W tym tkwi motywacja nowej mobilizacji etnicznej, która poprzez ożywienie wspólnoty kulturowej pobudza solidarność społeczną a nawet przyczynia się do jej polityzacji na gruncie interesu grupowego i dążenia do podmiotowości, zwłaszcza na niższych szczeblach struktur państwa, a więc samorządu regionalnego i lokalnego.   

Stąd też w nurcie badań nowej etniczności ma miejsce łączenie rozdzielnych skądinąd, choć wzajemnie ze sobą powiązanych pojęć tożsamości etnicznej i szerzej rozumianej tożsamości kulturowej. Zaciemnia to zwłaszcza przejawy tradycyjnej etniczności, gdy ona jeszcze występuje. Ta nieostrość wyników badań i ich interpretacji cechuje także studium Synaka, który zamiennie stosuje terminy tożsamości etnicznej i tożsamości kulturowo-etnicznej.

W materiale poznawczym, zgromadzonym w książce Synaka, zwraca uwagę dysonans zarejestrowanych nastawień badanej zbiorowości. Z jednej więc strony są tam wysokie notowania w pełni kaszubskiej autoidentyfikacji, sięgające 67,4 - 72 proc. badanych[52] i tożsamości „odzwierciedlonej”, dochodzące do 53,7- 64,5 proc. [53] Z drugiej strony zaś tylko 31,1 - 39,7 proc. badanych ocenia, że Kaszubi stanowią grupę ludności wyraźnie różniącą się pod wieloma względami od innych mieszkańców kraju, a 38 - 47,6 proc. ocenia te różnice jako nieznaczne, zaś 14 - 20,3 proc. uznaje, że w zasadzie nie ma żadnych różnic.[54] Mimo to, aż 74,5-76,6 proc. badanych uważa, że należy dążyć do utrzymania tych różnic.[55] Jednakże równocześnie opowiadający się za samodzielnością etniczną stanowią 41-51,5 proc. badanych, za etnicznością regionalną - 35,5 - 39 proc., a wyrażający indyferentyzm etniczny - 8,3 - 16,8 proc.[56] 

Rozbieżności te i wahania występują na tle braku wyraźnych przejawów poczucia dyskryminacji czy niższości Kaszubów w różnych wymiarach położenia społecznego. Od 57 do 80 proc. badanych uznało, ze sytuacja Kaszubów nie odbiega ani w „górę” ani w „dół” od przeciętnej sytuacji innych mieszkańców kraju. Lepiej jednak Kaszubi oceniają swoją pozycję pod względem ekonomicznym, niż prestiżowym, politycznym, edukacyjnym czy zawodowym.[57] Jednocześnie źródeł negatywnych opinii o Kaszubach upatrują badani przeważnie u mieszkańców innych regionów kraju - jak uważa 49 - 59 proc. badanych, albo u ludności napływowej - jak sądzi 23 - 35 proc. badanych, podczas gdy tylko 7 - 11 proc. źródła te widzi w samych Kaszubach, a 12 - 20 proc. - postrzega to jako zaszłość historyczną.[58]

Cytowany materiał badawczy ukazuje też dysonans świadectwa badanych w kwestii przywiązania do języka  i posługiwania się mową kaszubską. Wyniki badań i ich interpretacje w książce Synaka są częściowo zbieżne z analizą wyników badań autora tego opracowania, dotyczących międzypokoleniowego przekazu języka i kultury etnicznej w społecznościach kaszubskich, a wskazujących na załamanie się tego przekazu w rodzinach kaszubskich oraz ambiwalentny stosunek do tej sprawy rodziców i ich dzieci w wieku szkolnym.[59] Jednak Synak ledwie w przypisie  formułuje następującą uwagę: Nie jest wykluczone, że w przyszłości może wzrastać znaczenie polskojęzycznych elementów kaszubskiej tożsamości, np. wartości przypisywanej „ swojemu” regionowi. Pomija też fakt, że większość ludności kaszubskiej nie posługuje się językiem kaszubskim w piśmie; z rozumiejących zaś pisany tekst kaszubski, rzadko kto potrafi sam pisać po kaszubsku.

Dla autora studium nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż daje przewagę subiektywnemu, wyobrażeniowemu kryterium  tożsamości etnicznej, ujmowanemu nawet w skrajnej postaci.  Nie jest zatem najważniejsze – stwierdził Synak w części teoretycznej studium – czy język, kultywowane tradycje, przestrzegane obyczaje są „naprawdę” kaszubskie, lecz ważniejsze jest to, jak elementy te definiowane są przez samych badanych.[60] Egzemplikował to zaś w zakończeniu książki.[61]

Konkluzje studium Synaka, sformułowane w zakończeniu książki z 1998 r., bardziej wynikają z przeświadczeń autora, niż zebranego przezeń w latach 1988 i 1993 materiału poznawczego. Wyraźnie zaznacza się idealizacja cech etniczno-kulturowych społeczności kaszubskiej i pozytywnych elementów w jej dążeniach rozwojowych.

Tak więc autor konstatuje silnie ugruntowane poczucie kulturowej odrębności Kaszubów. Zaznacza też, że: Choć stosunek do kultywowania tej odrębności obejmuje zróżnicowany wachlarz postaw – od przejawów etnocentrycznych po eskapizm kulturowy – to wyraźnie dominującą postawą jest troska o zachowanie i rozwijanie kulturowego bogactwa, łączona z otwartością na innych i przeciwstawianiem się prymitywnemu separatyzmowi czy idiolatrii. Postawy te służą integracji środowiskowej i stosunkom współpracy z ludnością o odmiennej genealogii.[62]

Synak pisze wręcz o dojściu do „punktu krytycznego”. Można zatem powiedzieć - stwierdza autor studium – żeposiłkując się przyjmowaną na gruncie socjologii etniczności tezą o zależności procesów akulturacji i asymilacji od awansu społecznego - zmiana warunków politycznych w kraju spowodowała przekroczenie przez społeczność Kaszubów swoistego „punktu krytycznego” (a przynajmniej zbliżenie do niego) w postępującej wraz z awansem społecznym asymilacji, oznaczającego etniczne ożywienie, grupową mobilizację oraz bardziej otwarty i świadomy stosunek do odrębności kulturowej. Ożywienie to – nie mające nic wspólnego, jak to ma miejsce u części ludności Śląska Opolskiego, od narodowości polskiej -  stało się możliwe dzięki powszechnemu istnieniu wśród ludności kaszubskiej poczucia identyfikacji etnicznej, utrzymywanej niezależnie od tendencji integracyjnych. Sadzę przy tym, że wzrost podmiotowości Kaszubów i ich świadomości będzie sprzyjał dalszemu rozwojowi kultury etnicznej, a nie osłabiał go – jak twierdzą zwolennicy przywołanej tezy. Prawidłowość ta, jak przypuszczam, jest szczególnie charakterystyczna dla grup regionalnych o podwójnej tożsamości, zakorzenionych w kulturze ojczyzny regionalnej i kulturze narodowej jednocześnie; w takim wypadku wzbogacanie jednej kultury nie musi odbywać się kosztem drugiej.

Co więcej, tego rodzaju odrębność i zróżnicowanie zachodzące w ramach szerszego uniwersum kulturowego „wielkiej ojczyzny” – ale nie na zasadzie substytutywności czy konkurencyjności wobec niego – jest czynnikiem przybliżającym i wspierającym wartości ogólnonarodowe, służącym osiąganiu celów regionalnych i państwowych, wielokulturowość nie pozostaje bowiem w sprzeczności z imperatywem integracji społecznej.[63]

Jednak twierdzenia te i przewidywania niezupełnie wytrzymały próbę czasu. Świadczą o tym wydarzenia w ruchu kaszubskim w latach 2002-2004. Doprowadziły one do powstania radykalnej opcji programowej w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim jakby pod wrażeniem ideologicznej warstwy książki Synaka z 1998 r. Opcja ta kontestuje niedowartościowanie kaszubskiej odrębności a jej cechy etniczno-kulturowe wykorzystuje instrumentalnie na płaszczyźnie politycznej.[64]

Trzeba zgodzić się z Synakiem, gdy twierdzi, ze społeczność kaszubska od końca XX wieku podlega ważnym, choć powolnym, przeobrażeniom świadomościowym w sferze kulturowo-etnicznej. Jednak  charakterystykę  tych przeobrażeń ujmuje on dość jednostronnie, sprowadzając rzecz do kaszubskiej odrębności. Brak i tu zainteresowania autora dla uwzględnienia w przemianach świadomościowych społeczności kaszubskiej jej powiązań z ogółem polskich mieszkańców całego Pomorza  jako wspólnego regionu.

Zasadniczy kierunek tych mian – stwierdza Synak – polega na stopniowym przechodzeniu Kaszubów od biernego, bezrefleksyjnego trwania przy własnej ojcowiźnie, jej kulturze i wartościach – do bardziej aktywnego poszukiwania i pogłębiania tożsamości jednostkowej i grupowej; od etniczności tradycyjnie opartej na zasiedziałości, „przyjęciu do wiadomości” przynależności grupowej i bezwładnym podporządkowaniu się narzuconemu stereotypowi, do tego, co zbliżone jest do nowej etniczności, wyrażającej się w coraz bardziej pozytywnym wizerunku grupowym, w naturalnej i umiarkowanej dumie kaszubskiej, w bardziej intencjonalnych wyborach i świadomym rozumieniu własnej odrębności.[65]

W ostatnich akapitach książki jej autor formułuje wprost program działań indywidualnych i zbiorowych, jakie powinny być podjęte, aby ten kierunek przeobrażeń społeczności kaszubskiej rozwijać. Ale to jest już temat do dyskusji dla zaangażowanych uczestników ruchu kaszubskiego.

Problemy poznawcze

Na koniec tych refleksji o interesującej skądinąd książce Synaka warto jeszcze poczynić kilka uwag bardziej ogólnych.

Otóż zamieszczony na początku książki krótki rys historycznego losu Kaszubów od średniowiecza po czasy współczesne, oparty zresztą głównie na wartościowych pracach historyka Gerarda Labudy, nie został napisany z punktu widzenia socjologii historycznej, a więc ze szczególnym uwzględnieniem faktów i zjawisk z przeszłości, które są istotne dla zrozumienia stanu obecnego. Nazbyt lakoniczny i uproszczony jest obraz czasów II Rzeczypospolitej i lat wojny oraz okresu PRL. Pominięte zostały niektóre istotne wydarzenia i zjawiska, budzące kontrowersje, ale ważne z socjologicznej perspektywy, jak  na przykład uwikłania niektórych środowisk kaszubskich w próby zewnętrznej i wewnętrznej instrumentalizacji politycznej ruchu kaszubskiego (niemieckie kalkulacje irredenty kaszubskiej w okresie międzywojennym dla uzyskania tzw. korytarza pomorskiego, sprawa utworzenia tzw. republiki kaszubskiej w pierwszych latach powojennych, lista kaszubska w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 r., koncesja dla prasy kaszubskiej w latach 1945-1947)[66]

Charakterystyka sytuacji Kaszubów w Polsce międzywojennej i powojennej  na łamach książki jest nieco przesadnie zabarwiona oznakami niedowartościowania tej zbiorowości, nieżyczliwości i nieufności wobec niej, czy  nawet jej krzywdzenia. Stwierdzenie Synaka, że ruch kaszubski w dobie PRL nie stracił autentycznego charakteru i zawsze zachował znaczny stopień niezależności jest nazbyt uproszczone. Zdaniem innych autorów ruch ten raczej oscylował między kolaboracją z władzami a umiarkowaną opozycyjnością.[67]  Brak warunków do podmiotowości w życiu publicznym w okresie PRL dotyczył ogółu rodzimej inteligencji oraz społecznie i kulturowo aktywnych środowisk z międzywojennego województwa pomorskiego. Swojskiej ekspresji kulturowej nie mogła też swobodnie przejawiać ludność napływowa z innych regionów polskich, a zwłaszcza z Kresów Wschodnich.   

  Autor w ogóle nie zajął się analizą ideologii kaszubskiej w XIX i XX w., z uwypukleniem przede wszystkim dążeń samych Kaszubów i ich duchowych liderów, ale także z uwzględnieniem zewnętrznych inspiracji ze strony zachodnich i wschodnich sąsiadów Polski. Nie zainteresował się przedstawieniem przemian tożsamości Kaszubów w wymienionych okresach dziejów najnowszych, na podstawie dostępnych świadectw identyfikacji, urzędowych, pamiętnikarskich czy literackich. To dawałoby szersze tło porównawcze dla ukazania ciągłości i zmiany świadomości etniczno-kulturowej Kaszubów. Wreszcie autor, relacjonując swoje badania tożsamości kaszubskiej w latach 1988 i 1993, nie spróbował odpowiedzieć na nasuwające się pytanie o mechanizm kształtowania się tej tożsamości, o czynniki decydujące o jej formowaniu się w wyrazie jednostkowym, a zwłaszcza zbiorowym.

 Byłoby to tym bardziej przydatne, że dotychczas przedmiotem badań nie była jeszcze zbiorowa aktywność społeczno-kulturowa Kaszubów oraz stworzonych przez tę społeczność instytucji. Po 1989 r. obok Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego powstały nowe, jak Instytut Kaszubski jako społeczna instytucja naukowa, czy prywatne wydawnictwa prasowe i książkowe oraz placówki oświatowe.

ZK-P współpracuje z międzynarodowymi organizacjami mniejszości narodowych i etnicznych. Instytucje kaszubskie zabiegają o rozszerzenie możliwości korzystania ze świadczeń państwa w zakresie rozwijania kultury społeczności kaszubskiej i nauczania języka kaszubskiego w szkole - na zasadzie uprawnień grupy etnicznej podobnych do przysługujących mniejszościom narodowym. Jednocześnie dla realizacji tych celów wymienione instytucje sięgają po środki z fundacji niemieckich oraz z Unii Europejskiej. Angażują także środki społeczne i prywatne, co stało się możliwe w warunkach demokracji i gospodarki wolnorynkowej. Po 1989 r. jest to, obok państwa, istotny czynnik wsparcia zarówno polskiej kultury narodowej i jej regionalnych odmian, jak też kultury grup mniejszości narodowych i grup etnicznych.

Zbiorowość kaszubska wykazuje więc dążenia do rozwoju społeczno-kulturowego. Wprawdzie jest ona mniejszą częścią społeczeństwa obecnego województwa pomorskiego, ale niewątpliwie bardzo dynamiczną. Toteż zapewne pozostanie przedmiotem żywego zainteresowania socjologów.

(Lipiec 2004)

 



[1] Cytowany fragment uchwały – według tekstu przytoczonego przez Artura Jabłońskiego na posiedzeniu sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych – zobacz w „Aneksie”  stenogram obrad tej komisji w dniu 10 września 2002 r.

2 Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej, druk sejmowy nr 223, publikowany także na stronie internetowej Sejmu RP – www.sejm.pl

3 Wypowiedzi działaczy kaszubskich i prezesa  Brunona Synaka zobacz w „Aneksie”.

4 Zobacz w „Aneksie”  stenogram obrad Komisji MNiE.

5 Zobacz w „Aneksie” zapis dyskusji w „Pomeranii”.

6 Zobacz w „Aneksie” tekst uchwały.

7 Zobacz w „Aneksie” tekst z wynikami spisu w województwie pomorskim.

8 Zobacz w „Aneksie” stenogram z posiedzenia Komisji MNiE Sejmu w dniu 10.09.2002 r. 

9 Rozmowa z Arturem Jabłońskim w  miesięczniku „Nowe Państwo” – w„Aneksie”.

10 Tekst komentarza Brunona Synaka – w „Aneksie”.

11 Artykuł Artura Jabłońskiego – w „Aneksie”.

12 Tekst listu otwartego – w „Aneksie”

13 Tekst uchwały – w „Aneksie”.

14 Zobacz w „Aneksie” teksty wypowiedzi Tomasza Żuroch Piechowskiego i Artura Jabłońskiego

15 Przebieg i treść obrad Komisji MNiE w dniu 18 maja 2004 r. w Gdańsku– zobacz w „Aneksie”.

16 Stenogram z posiedzenia trzech komisji sejmowych w dniu 16 czerwca 2004 r. w sprawie zmian w projekcie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych – zobacz w „Aneksie”.

17 Tamże.

18 Stenogram z tego posiedzenia zobacz na stronie internetowej Sejmu – www.sejm.pl

19¨19 Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu RP: www.sejm.pl

20¨ „Dziennik Bałtycki”, 11.09. 2002

21¨ „Dziennik Bałtycki” z 4.10.2002 r. Tekst rozmowy zamieszczono na ukazującej się okresowo stronie pt. „Norda” z podtytułem „Pismiono Kaszëbsczi Zemi”.

22¨ Dyskusja odbyła się 4.10.2002. Jej zapis ukazał się w  „Pomeranii”  nr 10/11 z 2002 r. s. 5-10.

23¨ Wypowiedź Kazimierza Ostrowskiego została wydrukowana w tam samym numerze „Pomeranii”, co dyskusja redakcyjna.

24¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl

25¨ „Dziennik Bałtycki” 6.12.2002, kolumna pt.: „Norda. Pismiono Kaszëbsczi Zemi”

26¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl

27¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl

28¨ Zobacz publikacje na stronie internetowej pt. „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl

29¨ Tekst opublikowany w „Dzienniku Bałtyckim” z 21.05.2002 r.

30¨ Narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Powszechny spis rolny 2002. Ludność. Struktura demograficzna i społeczno-ekonomiczna. Województwo pomorskie, opracował zespół Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego,  Gdańsk 2003, s. 31-32 (wersja internetowa – www.gus.pl)

31¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego: www.kaszubi.pl

32¨ „Pomerania” nr  9, 2003, s. 22-23.  Zobacz także w tym numerze „Pomeranii” komentarz Artura Jabłońskiego „Od redaktora”.

33¨  Artykuł ten został przedrukowany w Pomeranii” nr  9/2003 s. 24-26  z miesięcznika „Nowe Państwo” nr 8/2003

34¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod nazwą „Zsoby-Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl

35¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl

36¨ Tekst według publikacji na stronie internetowej pod nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl

37¨ Artykuł ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” 2/2004. Tekst według publikacji w portalu internetowym: www.onet.pl

38¨ Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu RP: www.sejm.pl

39¨ Tekst pochodzi z Biuletynu Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP, publikowanego na stronie internetowej Sejmu RP: www.sejm.pl

____________________

 

 

1 Marek Latoszek, „Kaszubi – ich lokalizacja i liczebność w obrębie obszaru dialektów kaszubskich i w jego bezpośrednim sąsiedztwie”, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, praca zbiorowa pod redakcją M. Latoszka, Uniwersytet Warszawski, Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Rzeszowie, Rzeszów 1990, s. 41-128; ten sam tekst także w: Marek Latoszek, Pomorze. Zagadnienia etniczno-regionalne, Gdańsk 1996, s. 63 - 132.

[20] M. Latoszek w całym opracowaniu stosuje określenie: „obszar dialektów kaszubskich”. Odbiega to od terminologii przyjętej przez  językoznawców, którzy w „Atlasie językowym kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich” oraz  w innych opracowaniach posługują się głównie pojęciem „obszaru językowego kaszubszczyzny”.   I tu też będziemy go używać.

[21] Karolina Literska, Migracje Kaszubów bytowskich do RFN w latach 1971-1975, w: „Pomorze – trudna ojczyzna?”, praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Saksona, Instytut Zachodni, Poznań 1996, s. 291-315.

[22] Autor badań szerzej przedstawił ich metodologię w tekście z 2001 r.: Marek Latoszek, Liczebność Kaszubów - kwestia metodologii. (w): Badania kaszuboznawcze w XX wieku, red. J. Borzyszkowski, C. Obracht-Prondzyński, Instytut Kaszubski, Gdańsk 2001, s. 140-158.

[23] Brunon Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i zmiana. Studium socjologiczne, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998, s. 57.

[24] Henryk Galus, Kulturowy pomost między pokoleniami społeczności kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, Uniwersytet Warszawski, Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Rzeszowie, Rzeszów 1990, s.  176. Zobacz dane tabeli 5 pt. „Zakres posługiwania się językiem polskim i kaszubskim przez członków rodzin”.

[25] W badaniach autora zdarzały się tylko sporadyczne przypadki deklaracji używania języka kaszubskiego w piśmie; Henryk Galus, Kulturowy pomost między pokoleniami społeczności kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, praca zbiorowa pod redakcją Marka Latoszka, Rzeszów 1990, s. 167-168, tabele 3,4 i 6 na  s. 167-168, 170-171, 177.

[26] Aleksander Labuda, Moja droga kaszubska, w: Jan Drzeżdżon, Współczesna literatura kaszubska, Warszawa 1986, s. 208-29.

[27] Henryk Galus, Edukacja regionalna na Kaszubach i Pomorzu – dążenia i koncepcje po 1945 r., w: Dziecko w zbiorowościach regionalnych na przykładzie Kaszub, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1992, s. 175.

[28] Jerzy Samp, Poezja rodnej mowy, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdańsk, 1985, s. 15.

[29] Jan Drzeżdżon, Współczesna literatura kaszubska, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1986, s. 5-22.

[30] Gertruda Skotnicka, Dydaktyczne waloru kaszubskiej literatury dla dzieci i młodzieży, w: Dziecko w zbiorowościach regionalnych na przykładzie Kaszub, red. H. Galus i K. Kossak-Główczewski, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1992, s. 73.

[31] Ferdinand Neureiter, Kaschubische Anthologie, München 1973,  – Geschichte der kaschubischen Literatur. Versuch einer zusammenfassenden Darstellung, München 1978, - Historia literatury kaszubskiej, Gdańsk 1982

[32] Über Kaschuben. Ein Reader. Zur eigenen Verwandung zusammengestellt von Klaus-Dieter Kreplin, Geschichte und Zeitgeschichte, Dortmund 2001.

[33] Florian Ceynowa: Die germanizierung der Kaschuben, Jarbücher für slawische Literatur, Kunst und Wissenschaft. I Jahrg. 1843, S. 243-247.

[34] Ferdinand Neureiter: Geschichte der kaschubischen Literatur. Versuch einer zusammenfassenden Darstellung, München 1978, S. 24-56

[35] Richard Breyer: Die kaschubische Bewegung vor dem ersten Weltkrieg, in: Studien zur Geschichte des Preussenlands (...)  Marburg 1963.

[36] Manfred Vollack: Die Kaschuben und der Nordosten des Kreises Schlochau, in: Der Kreis Schlochau. Ein Buch aus preussisch-pommerscher Heimat. Erarbeitet und zusammengestellt von Manfred Vollack und Heinrich Lemke, Kiel 1974, S. 260-263.

[37] Jósef Borzyszkowski: Zur Geschichte der pommerschen Kaszuben, In: 2. Kolloquium zur Pommerschen Geschichte 13. und 14. September 1991. Herausgeg. von der Ernst-Moritz-Arndt-Universität Greifswald, 1991, S. 59-72.

[38] Jósef Borzyszkowski,  Die Kaschuben in 19. und 20 Jahrhundert zwischen Polen und Deutschland, Manuskript eines Vortrages, gehalten 1996 (? in Bremen).

[39] Brunon Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i zmiana. Studium socjologiczne. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998, s. 215-216.

[40] Stenogram z obrad Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP w dniu 10 września 2002 r. Zobacz w „Aneksie” do  szkicu „Kaszubskie dylematy. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie na rozdrożu. 2002-2004”.

[41] Dane zaczerpnięte ze strony internetowej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego – www.kaszubi.pl

[42] Dokumenty dotyczące tej kwestii - zobacz w „Aneksie”.

¨ Teksty dokumentów według publikacji na stronie internetowej pod nazwą „Zasoby Kaszubsko-Pomorskie”: www.zk-p.pl

____________________

 

[43] Brunon Synak, Kaszubska tożsamość. Ciągłość i zmiana. Studium socjologiczne, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1998.

[44] Florian Znaniecki, Współczesne narody. Socjologiczne studium ewolucji narodów, PWN, Warszawa 1990.

[45] B. Synak, kaszubska tożsamość ...,  s. 36.

[46] Tamże, s. 36-37.

[47] Tamże, s. 37.

[48] Tamże, s. 38.

[49] Stanisław Ossowski, Zagadnienia więzi regionalnej i więzi narodowej na Śląsku Opolskim, Dzieła t. III, PWN, Warszawa 1967, s. 252

[50] Florian Znaniecki, Socjologia wychowania, t. I Wychowujące społeczeństwo, 1973, PWN, Warszawa, s. 365.

[51] Zwraca uwagę fakt, że autor omawianego studium– jak już wspomniano - Kaszuba i działacz kaszubski, sam nie napisał kaszubskiej wersji streszczenia swej książki, lecz skorzystał z usługi tłumacza.

[52] B. Synak, op. cit., tabela 1, s. 57.

[53] Tamże, tabela 3, s. 77.

[54] Tamże, tabela 14, s. 93.

[55] Tamże, tabela 15, s. 94.

[56] Tamże, tabela 23, s. 159.

[57] Tamże, tabela 21, s. 137.

[58] Tamże, tabela 19, s. 119.

[59] Tamże, s. 176-230; H. Galus, Kulturowy pomost między pokoleniami społeczności kaszubskich, w: Kaszubi. Monografia socjologiczna, pod red. M. Latoszka, Uniwersytet Warszawski – WSP w Rzeszowie, Rzeszów, 1990, s. 159-184.

[60] B. Synak, Tożsamość kaszubska ..., s. 53.

[61] Tamże, s. 235-236.

[62] Tamże, s. 231.

[63] Tamże, s. 237-238.

[64] Na ten temat piszę szerzej  w zamieszczonym tu  szkicu pt. „Kaszubskie dylematy”.

[65] B. Synak, Kaszubskie dylematy, s. 239

[66] Gerard Labuda, Kaszubi i ich dzieje, Gdańsk, 1996, s. 55-58; Tadeusz Bolduan, Nie dali się złamać, Spojrzenie na ruch kaszubski 1939-1945, Gdańsk 1996, s. 34-46, Wiktor Pepliński, „Zrzesz Kaszebsko” (1945-1947). Geneza, wzloty i upadek, „Pomerania” nr 6, 1992.

[67] Wojciech Turek , Lech Bądkowski i Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie: pomiędzy PRL a opozycją, w: Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1976-1980), Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995,  s. 11-18. Zobacz też recenzję książki T. Bolduana „Nie dali się złamać”: Turek W.,  „Kaszubi - miedzy opozycją a kolaboracją”, „Dziennik Bałtycki” 28 I 1997.